Autor Wątek: Doping w sporcie - zbrodnia czy ewolucja  (Przeczytany 1704 razy)

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10672
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Doping w sporcie - zbrodnia czy ewolucja
« dnia: Sierpień 24, 2012, 09:39:07 pm »
Jednemu gościu, co szybko pedałował, cofnęli wszystkie zasługi (brat tego sławnego trębacza i tego drugiego, od małych kroków ludzkości czy jak tam było). Czy  spółcześnie, może poza brydżem, gdzie wspomaganie jest dozwolone (koniak i fajki) - w ogóle KTOKOLWIEK sięga po medal bez dopingu? Co ja mówię "sięga po medal". Bzdury gadam. W ogóle osiąga jakikolwiek wynik gdziekolwiek klasyfikowany, wyżej niż kronika szkolna.

Wszyscy obecni sportowcy "są wysiłkiem zbiorowym" w tym medycznym i chemicznym, nie mówiąc o technologiach kosmicznych w majtkach i butach - po co więc ta hipokryzja, że procha nie można wziąć, skoro i tak nie ma równych szans? Po co utrzymywać tych pasibrzuchów z kontroli antydopingowej i tak dalej... skoro bzdurą jest twierdzenie, że jakikolwiek wynik we współczesnym sporcie jest osiągany "naturalnie"?
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

NEXUS6

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2215
  • MISTYK WYSTYGŁ, WYNIK: CYNIK
    • Zobacz profil
Re: Doping w sporcie - zbrodnia czy ewolucja
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 24, 2012, 09:59:51 pm »
Prawdziwa rozmowa w kadrze Polski w ciezarach:
Trener- Zaczniesz od 20 Metanaboli dziennie i 5 testosteronow na tydzien.
Zawodnik - Ale ja nie chce.
Trener - To co Ty tu robisz?!
Temat rzeka, ogolnie mowiac trudno nie brac, skoro wszyscy biora. Tyle ze nie wszyscy wpadaja. Poza tym jest inny numer; komisja antydopingowa ma liste srodkow zakazanych. Wystarczy wiec uzywac wspomagania, ktore nie jest na liscie. Tworzy sie wiec rodzaj wyscigu zbrojen: Lekarze i biolodzy wymyslaja nowe srodki, sportowcy je uzywaja, a komisje dopiero po jakims czasie nadazaja. Wiec w nastepnym sezonie pojawiaja sie nowe srodki i cykl zaczyna sie od nowa. Ponadto sa srodki praktycznie niewykrywalne, np. ludzki hormon wzrostu - niewykrywalny juz po 2 dniach. No i tak naprawde malo komu oplaca sie walczyc naprawde radykalnie z dopingiem, bo brak dopingu to mniejsze wyniki, mniejsza widowiskowosc, mniejsze srodki itd. i to nie tylko w sporcie zawodowym. Hipokryzja. I jeszcze inny aspekt, o ktorym jakos sie nie mowi, moze przez ta hipokryzje? Koronnym argumentem przeciw dopingowi sa skutki zdrowotne, jednak prawda jest taka, iz przy wyczynowym sporcie bez dopingu, trening jest tego rodzaju, ze kontuzje i wyczerpanie organizmu mogly by byc gorsze dla zdrowia niz sam doping.

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10672
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Doping w sporcie - zbrodnia czy ewolucja
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 24, 2012, 10:04:53 pm »
No więc właśnie po jaką cholerę ta hipokryzja?
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

NEXUS6

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2215
  • MISTYK WYSTYGŁ, WYNIK: CYNIK
    • Zobacz profil
Re: Doping w sporcie - zbrodnia czy ewolucja
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 24, 2012, 10:19:55 pm »
Bo hipokryzja swiat stoi. Bo jak sie raz wskazalo na cos jako na boogeymana to trudno zawrocic o 180'. Tak jak z narkotykami i wojna z nimi, widac jak na dloni, ze nic to nie daje (patrz prohibicja), ale prze sie w to dalej.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9554
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Doping w sporcie - zbrodnia czy ewolucja
« Odpowiedź #4 dnia: Sierpień 25, 2012, 06:56:49 pm »
maźku, ewolucja to będzie jak się, nie daj Przypadku, spełni oramusowa wizja z "Króla antylop":

"- ...generalny problem człowieczeństwa atletów. Ge newa udowodniła jaskrawię niedostatek dotychczasowych kryteriów w tej mierze. Zwłaszcza wiele kontro wersji wzbudził przypadek tryumfatora kategorii do 67,5 kilograma, niejakiego Gedeona 3B. Ten właśnie zawodnik - pełna nazwa Gedeon Black Panther Ready To Fi- ght - należący do firmy Uszaruk Inc., uważany był po wszechnie za wzór olimpijskiej skromności. Na konfe rencjach prasowych zbywał pytających wyniosłym mil czeniem. Odpowiadał za niego głównie rzecznik praso wy firmy, którego udało się nam zaciągnąć przed nasze kamery.
Słowom gadającego zawzięcie spikera towarzyszyły migawki filmowe z życia Gedeona 3B, przedstawiające go wraz z innymi zawodnikami, podczas prezentacji ogólnej, na pomoście, wreszcie - w zwolnionym tempie - podczas decydujących bojów.
- Wcale się tak bardzo nie opierałem - stwierdził hardo rzecznik, zażywny jegomość w kapeluszu. - Gdybym nie chciał wyjaśnić paru rzeczy waszym omniwi-dzom, moglibyście pocałować mnie w dupę.
- Zobaczymy, zobaczymy... Na razie niech pan jeszcze powściągnie swój plugawy język i pozwoli mi przypomnieć, o co biega. Tom Stomach z „Evening Standard Magazine", sforsowawszy po zawodach kordon dzielący go od Gedeona 3B stwierdził z przerażeniem, że mistrz nie jest w stanie wykrztusić słowa z powodu braku otworu gębowego, zamarkowanego tylko przez zdolnego plastyka. Zapanowała konsternacja, pozostałe ekipy solidarnie złożyły protest w tej sprawie. Komisja sędziowska, jak pamiętamy, zdecydowała jednak pozostawić złoty medal na mocarnych barach Gedeona. Zacytujmy co celniejsze odzywki z dyskusji nad tą kwestią. „Komu szkodzi olimpijskie milczenie mistrza?", pytał Fred Bauchman bodajże, Giną Sempiterni dowodziła, iż "nader rozumne błyskanie białkami oczu" świadczy najlepiej o przynależności mistrza do rodzaju ludzkiego.
Panie rzeczniku, mówi się, że wymieniona para, uważana bez przesady za kwiat naszego dziennikarstwa sportowego, otrzymała solidne subwencje w zamian za głoszenie podobnych opinii.
- Nie będę odpowiadał na insynuacje.
- Szkoda, bardzo by nas to ciekawiło. Ale nie odmówi pan chyba kilku słów komentarza na temat takiej filozofii sportu i osaczonego nim człowieka.
- Rozumiem, że jak nie odpowiem, to i tak nie przestanie mi pan wiercić dziury w brzuchu. W takim razie dobrze. Uważam cały problem za dęcie w zbyt wielkie trąby. Rzeczą zawodnika jest uzyskiwanie godnych uwagi rezultatów, od filozofowania są filozofowie. Gdyby wynik Gedeona został osiągnięty przez atletę cierpiącego na ten przykład na stulejkę, nikt by z tego nie robił rabanu. Człowiek nie staje się człowiekiem przez to tylko, że ma jedenaście metrów flaków i ani cala więcej.
- Korci mnie aby spytać: przez co - według pana - człowiek staje się człowiekiem?
- To nie moja sprawa. No dobra, ty pijawko... Moim skromnym zdaniem człowieczeństwo to sprawa wnętrza, wszelako lewoskrętność jelita cienkiego, skład osocza czy sposób usuwania wydalin niewiele tu mają do rzeczy. Tak samo kształt - przyjęło się sądzić, że człowiek to dwie ręce, dwie nogi i głowa. A jeśli komuś przytrafi się trzecia ręka albo garb, co? - nie jest już człowiekiem? Zanim potępicie do końca Gedeona 3B, a wraz z nim firmę Uszaruk Inc., spróbujcie określić precyzyjnie kryterium człowieczeństwa. Zadecydujcie, kto jeszcze jest człowiekiem, a kto być nim przestał. Gdzie się człowiek zaczyna, a gdzie kończy. Opracujcie, jeśli łaska, tabele, przeliczniki, wzory porównawcze, oznaczcie, najlepiej w procentach, ile ma być na zawodniku ludzkiego ciała, a ile dopuszcza się aparatury wspomagającej jego żądzę osiągnięcia wyniku na światowym poziomie. Jaki kształt sportowca uznamy jeszcze za ludzki, a która wystająca rurka eliminuje go z jaśnie wielmożnej ludzkości. Proszę - rzecznik rozłożył ręce - niech się zbierają szacowne gremia - i do roboty!
- Próby takie oczywiście podjęto, proszę państwa, ponieważ nie ma dziś takiego szaleństwa na Ziemi i wokół niej, do którego nie zaprzęgałyby się dobrowolnie ludzkie mózgi. Od pomysłu do przemysłu tylko krok, jak to mówią, a w sporcie, gdzie awangarda myśli spotyka się z awangardą woli - tylko pół kroku. Na razie dziękujemy panu rzecznikowi."
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki