Ostatnie wiadomości

Strony: 1 2 3 [4] 5 6 ... 10
31
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Lipiec 13, 2019, 12:38:29 am »
Fajne to skalowanie

I to podwójnie. Raz - pokazuje jak znikomi jesteśmy nawet na tle naszego zakątka Galaktyki. Dwa - sam fakt, że ludziom chciało się coś takiego zrobić jest budujący.

a na robota młodego dałam się nabrać :-[

Nie Ty pierwsza. Jak podsunęły mi w/w filmik googlowskie algorytmy na YT, też myślałem, że to autentyk (kto by tam opisy dokładnie czytał ;) ), dopiero jak robot zaczął się zbyt energicznie bronić jąłem coś podejrzewać. Inna sprawa, że jak się patrzy jak ci geniusze z Boston Dynamics okładają swoje robociska kijami, albo nogi im podstawiają, to - choć na rozum się wie, że maszyny nic z tego nie czują, a pozorny sadyzm stanowi eksperymentalną konieczność - ma czasem człowiek ochotę żeby traktowane się odwinęły i oddały, i twórcy filmiku b. zręcznie na tym zagrali (podrabiając zarazem świetnie styl nagrań BD).

(Oczywiście jest w tym wszystkim również trop lemowski, tak można by sobie wyobrażać początek buntu żelaznych aniołów, gdybyśmy, rzecz jasna, sprawy świadomości mieli rozpykane na tyle by je dziśjutro budować, choć styl konfrontacji bardziej do "P. jedenastej" pasuje. Acz nie tylko... Trurl z Klapaucjuszem też w spadku po kimś znaną brutalność - "podstawił mu nogę, a gdy ów upadł, związał go, a potem grubym drągiem zaczął go tłuc na kwaśne jabłko" - musieli wziąć.)

Przeczytałam właśnie artykuł z czerwcowego Świata Nauki pt.” Sztuczna wyobraźnia”

Czytając fragment:

"W Stanach Zjednoczonych Defense Advanced Research Projects Agency finansuje program badań nad systemami sztucznej inteligencji, które byłyby „zdolne do tłumaczenia decyzji” – wszakże dowódcy nie będą skłonni wysłać żołnierzy do walki, nie znając argumentów."

Nie zdołałem uciec od skojarzenia z monologami GOLEM-a 8).

ja ostatnio wypróbowałam asystenta Google

Oh, my! - jak mawia startrekowy Sulu - podglądacza do dom wpuściłaś:
https://komorkomania.pl/37561,google-podsluchuje-pracownicy-giganta-moga-wiedziec-co-dzieje-sie-w-twojej-sypialni
32
Forum po polsku / Odp: Szkice genealogiczne
« Ostatnia wiadomość wysłana przez lemolog dnia Lipiec 13, 2019, 12:32:31 am »
Liv - wspaniała praca! Dziękuje!

Tym tropem zamknę częściowo temat Hermana – kiedy umarł?
Pani Gajewska podaje że w roku urodzin Stanisława, czyli 1921 (79 lat). Rok wcześniej umarła Sara.

Z Anegdoty XIII:

W rocznice - znaczy Sara umarła w 1928 r. Ale to nie bardzo pasuje stwierdzeniu z Wysokiego Zamku: "w sypialni w której spałem, tak, chyba w niej,  umarli moi dziadkowie".
A czy może ta ofiara być w dziesiątą rocznicę (od 1919 r.), chociaż napisane że w rocznicę (od 1928 r.)?
A może po śmierci męża babcia Sara mieszkała już w innym pokoju czy gdzie indziej?
33
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez olkapolka dnia Lipiec 12, 2019, 11:44:10 pm »
Fajne to skalowanie, a na robota młodego dałam się nabrać :-[
Mona Lisa, która się porusza - traci na uroku?:)
Akurat byłam niedaleko Smyrny na wystawie poświęconej Leonardo - tutaj  poruszanie było fajne - można było w praktyce sprawdzić niektóre jego projekty:
https://www.turkishconnextions.co.uk/home/news_inner/101
PS i jeszcze to mnie rozwaliło :) choć jest NI (natural intelligence)
https://giant.gfycat.com/BlushingBlaringKinglet.webm
Mam nadzieję, że gołębie nie mają takiej inteligencji...
Ale ja chciałam na chwilę wrócić do tematu SI…si…si…
Twoje argumenty to krytyka AI - ale takiej sprzed pół wieku. Zakładasz, że wszystko zostanie odgórnie zaprogramowane, zasymulowane itd., tymczasem dziś robi się to zupełnie inaczej: sieci neuronowe uczą się - i to nie tylko w sensie samego przyswajania informacji, ale i na poziomie automodyfikacji, funkcjonalnego przrabiania samych siebie w odpowiedzi na rozmaite bodźce i uwarunkowania zewnętrzne. Algortm pisany przez człowieka jest szczątkowy, definiujący jedynie ogólne założenia, a cała reszta już robi się sama - tak samo jak w przypadku organizmów żywych. A to, czego taka sieć się nauczy, będzie zależało od środowiska, otoczenia, w którym te nauki będzie pobierać.
Ja tak nie zakładałam, a podobne trudności widzę. I okazuje się, że nie tylko ja. Przeczytałam właśnie artykuł z czerwcowego Świata Nauki pt.” Sztuczna wyobraźnia” , w którym to autor przyznaje, że SI „obdarzona świadomością to bardzo odległa przyszłość.”
Raz przez fakt, iż sami nie wiemy co to świadomość, a dwa przez trudności wynikające z uczenia się SI (mowa o metauczeniu, generatywnych sieciach przeciwstawnych i rozwikływaniu).

Jeżeli kiedykolwiek zdarzyło się wam cynicznie myśleć o naszym gatunku, lekarstwem może być rozmowa z badaczami sztucznej inteligencji. Ponieważ co chwilę słyszymy o kolejnych sukcesach: maszyny równie dobrze, a czasem nawet lepiej niż ludzie, rozpoznają twarze, tłumaczą z obcych języków, radzą sobie z grami planszowymi lub zręcznościowymi i, oczywiście, nie zapominają o włączeniu kierunkowskazu, można by spodziewać się, że naukowcy będą tryskać tryumfalizmem. Ale rzeczywistość jest inna: przy każdej okazji podkreślają, jak cudowny jest ludzki mózg, jak potężne są jego możliwości adaptacji, jak wielka jest jego wydajność i jak nieograniczone zdolności uczenia się. Maszynom wciąż brakuje tych cech. Są mało elastyczne, nieprzejrzyste w działaniu i uczą się powoli w trakcie długich sesji treningowych. Nawet nagłaśniane w mediach sukcesy dotyczą wąskich dziedzin.
https://www.swiatnauki.pl/8,1800.html

Cytuj
Nie jakieś wielkie superkomputery o wielkiej mocy obliczeniowej, ale własnie takie "sprzęty" codziennego użytku, przeznaczone do interakcji z ludźmi, w szczególności do opieki i towarzstwa - stawiam, że to właśnie tutaj pojawią się w pierwszej kolejności takie sztuczne twory, których zachowania trudno będzie odróżnic od ludzkich. One będą się uczyć "pasować" do ludzi, i bedą pod tym kątem selkcjonowane - równieżpod kątem tych "reakcji emocjonalnych".
Pewnie masz rację - że ta strona SI będzie eksploatowana...ja ostatnio wypróbowałam asystenta Google - z jednej strony chylę czoła: niezmordowanie spełnia i z dosyć dużą trafnością wszelkie proste polecenia, ale kiedy wchodzimy w "rozmowę jak człowiek" - robi się śmieszno i straszno;)

34
Hyde Park / Odp: O muzyce
« Ostatnia wiadomość wysłana przez olkapolka dnia Lipiec 12, 2019, 09:13:01 pm »
Nie mam pojęcia - też mi coś jakby pogrywa w tej bociej muzyczce...fajny doobiadowy...to na letniaka...czegoś się to dziewczę zaczepiło czyli w ramach młodych:
https://www.youtube.com/watch?v=PUdyuKaGQd4
I starszych:
https://www.youtube.com/watch?v=B9FzVhw8_bY
35
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Cetarian dnia Lipiec 12, 2019, 08:20:45 pm »
@Cet.

Eee, taką odpowiedź to - bez urazy - sam sobie mógłbym (BIM-BAM-BOM) wyekstrapolować, bo znam Twoje poglądy. Ale niech będzie, że moja wina, bo nieprecyzyjnie spytałem. Tedy uściślę: Artemis - jak rozumiem - spisujesz na straty (Kongres nie sypnie, a nawet gdyby jakimś cudem sypnął, to mimo niejasnych zapowiedzi o - docelowo - stałej bazie na naszym naturalnym satelicie, szególnego sensu w tym nie znajdujesz, więc i nadziei nie wiążesz*), pytanie zatem jakie perspektywy dostrzegasz przed misją Dragonfly - co miałbyś nadzieję, że odkryją (wariant szaleńczo-optymistyczny), czego spodziewasz się patrząc na chłodno (może powtórki z marsjańskiego pecha? a może jednak widzisz tam jakie widoki na vonnegutowe syreny? ;) ), jakie zauważasz techniczne trudności/zagrożenia (stąd przed chwilą ten pech), itd.?

* Choć miałem cień nadziei, że wątek bazy (nawiasem: nie tylko Pence, Ruskie i Chińczycy też takimi deklaracjami rzucają) i w Tobie kosmo-romantyka (bo on chyba w Tobie tkwi, skoro programem Apollo się pasjonujesz i rocznicę Lądowania uznajesz za ważną...) ruszy ;).


**
Moim zdaniem Program Apollo był i pozostaje najtrudniejszym (czyli też najciekawszym) programem technicznym/technologicznym w historii, biorąc pod uwagę ilość i wagę bardzo różnych problemów, które w ramach Programu rozwiązano w niezmiernie krótkim czasie.
Kulminacją Programu było oczywiście pierwsze lądowanie, a za osiem dni przypada dość mocno okrągła rocznica tego lądowania.
Więc nie „(i) Program i rocznica”, tylko rocznica kulminacji Programu.
Może czasami bywam romantykiem, ale te emocje dotyczą rozmaitych tematów.

Oczywiście, latanie, najpierw w powietrzu, a potem i nad nim, rakietowo, jest bardzo trudne, spektakularne, było, ale i ciągle jest wyzwaniem  - trzy miesiące temu japoński pilot zginął w F-35. Stracił orientację i uderzył w ocean, nawet nie próbując się katapultować. Elektronika piątej generacji mu w tym nie przeszkodziła.
A wydaje się, że na samym czele listy zasad programu komputerowego, który - uwzględniając część sugestii pilota - steruje samolotem, powinna stać zasada: „Taranowanie (zwłaszcza) ziemi lub wody jest zakazane, chyba, że pilot zerwie najpierw dwie duże mechaniczne blokady, których nie da się z niczym pomylić.”
No, chyba, że pilot popełnił samobójstwo, a władze japońskie to ukrywają.

Trudno się emocjonować, powiedzmy, konkursami na najpiękniej upleciony koszyk z wikliny, choć przecież technika wyplatania rozmaitych przedmiotów z wikliny była swego czasu bardzo użyteczna.

**
Po raz … piąty albo i siódmy, powtarzam: Program Apollo to był element zimnej wojny.

https://www.space.com/11772-president-kennedy-historic-speech-moon-space.html

"Finally, if we are to win the battle that is now going on around the world between freedom and tyranny, the dramatic achievements in space [tzn. Lot Gagarina - C.] which occurred in recent weeks should have made clear to us all, as did the Sputnik in 1957, the impact of this adventure on the minds of men everywhere, who are attempting to make a determination of which road they should take (…)
   
I therefore ask the Congress, above and beyond the increases I have earlier requested for space activities, to provide the funds which are needed to meet the following national goals:
First, I believe that this nation should commit itself to achieving the goal, before this decade is out, landing a man on the moon and returning him safely to the Earth. No single space project in this period will be more impressive to mankind, (…)"

WTEDY decyzja o lądowaniu na Księżycu prawdopodobnie była słuszna, sensowna.
Choć zapewne i bez lądowania na Księżycu Związek Sowiecki by się zawalił.
Ale chyba, prawdopodobnie, zapewne było warto wydać te sto osiemdziesiąt miliardów (w dzisiejszych dolarach), żeby zdobyć dużo punktów w wojnie, powiedzmy, wizerunkowej, a przy okazji zrealizować pewne cele naukowe.
Ale to było 58 lat temu.
Świat bardzo się zmienił.
Jeżeli Amerykanie chcą dziś komuś zaimponować, to powinni np. wprowadzić powszechne ubezpieczenie zdrowotne. 

**
„Chińczycy też takimi deklaracjami rzucają”

Rzucanie deklaracjami kosztuje tyle, ile papier, na którym one są wydrukowane.
Amerykanie odbyli dziesięć dwuosobowych lotów kosmicznych w ciągu dwudziestu miesięcy i to było 54-53 lata temu. (Program Gemini)
Chińczycy wykonali do tej pory sześć lotów w ciągu trzynastu lat. (Trzy trzyosobowe)
Oczywiście, Chińczycy są w stanie wylądować na Księżycu.
Co do tego nie ma wątpliwości.
Tylko po co?
Wylądują siedemdziesiąt lat po Amerykanach, żeby pokazać że … są opóźnieni o siedemdziesiąt lat?
Poza tym w Chinach PKB per capita PPP wynosi tyle, ile na Białorusi.
Naprawdę mają na co wydawać pieniądze na Ziemi.
Lądowanie bezzałogowe na niewidocznej stronie Księżyca było świetnym ruchem. Chińczycy zrobili coś w Kosmosie jako pierwsi, a kosztowało to pewnie ze 200-300 milionów dolarów.
Albo i mniej.

**
„Artemis - jak rozumiem - spisujesz na straty”

Nie spisuję na straty Programu Artemis.
Spisuję na straty pieniądze (mniejsze, lub większe) które zostaną wydane na ten Program.
Przypuszczam, że raczej skończy się na gadaniu, może zostaną zlecone, opłacone i  wykonane jakieś prace przygotowawcze, ale do lądowania nie dojdzie.
Gdyby jednak doszło, to oczywiście nie będzie koniec świata.
Po prostu sto czy dwieście miliardów USD pójdzie w straty.   

**
„pytanie zatem jakie perspektywy dostrzegasz przed misją Dragonfly - co miałbyś nadzieję, że odkryją (wariant szaleńczo-optymistyczny), czego spodziewasz się patrząc na chłodno (może powtórki z marsjańskiego pecha?”

Ja w ogóle nie rozpatruję badań Układu Słonecznego w kategoriach „pecha”, „optymizmu” itd.
Gdyby na Marsie istniały makroorganizmy, jakieś, powiedzmy, marsjańskie lasy, i wstępne badania wskazywałyby, że z korzenia, kory albo liści marsjańskiego „dębownika” uda się wyizolować lekarstwo na raka, a potem te wstępne doniesienia by się nie potwierdziły, wtedy można by mówić o czymś w rodzaju pecha – w sensie rozczarowania.

Natomiast to, czy na Marsie, na Tytanie lub gdziekolwiek w Układzie Słonecznym uda się znaleźć jakieś bakterie i czy one będą miały podwójne, pojedyncze, czy potrójne helisy, to mnie prawie nie obchodzi. 
Prawie.
W szczególności takie odkrycie (albo definitywne przesądzenie, że nigdzie w Układzie Słonecznym nic żywego nie ma) nie będzie ułatwiało oszacowania ryzyka, że przylecą jacyś niemili zaawansowani i odfiltrują wszystkim Ziemianom wszystkie płytki (kompostując resztę). 

**
Proponuję przenieść ostatnią grupę postów, począwszy od postu Lustrzaka z filmikiem o lądowniku do (tzw.) Eksploracji.
36
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lieber Augustin dnia Lipiec 12, 2019, 06:36:46 pm »
Dzięki, Q :)
No masz babo placek. Do dnia dzisiejszego byłem święcie przekonany, że NGC 3147 to nic innego jak porządna, prawdziwa AGN typu 2. Byłem tego tak pewien, jak tego, że słońce wschodzi na zachodzie.
A co się okazało? To tylko jakaś nędzna AGN typu 1. No, i jak będę z tym żył?
Zgoła nie ma nic pewnego pod słońcem... pod osobliwością galaktyczną :))
37
Forum po polsku / Odp: Szkice genealogiczne
« Ostatnia wiadomość wysłana przez liv dnia Lipiec 12, 2019, 04:32:17 pm »
Dzięki za wyrazy  :)

Odcinek kolejny
Herman czyli Hersh Nossen
Chciałoby się napisać coś więcej o dziadku Stanisława, ale Herman  skutecznie uchyla się przed wzrokiem ciekawskiego badacza. Pierwsze źródło w którym dał się go uchwycić, to wspomniany wyżej wycinek o zakupie fragmentu kamienicy po ojcu, od brata Abrahama z roku 1900. Kim wtedy był?
2 lata późniejsza książka adresowa odpowiada – Lehm Hersz urz. B. kr., Rzeźnicka 14.

A zatem urzędnik Banku Krajowego. Brzmi nieźle, bo to jeden z ważniejszych banków ówczesnego Lwowa powstały w 1883.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Galicyjski_Bank_Krajowy
Jak było naprawdę, o tym za chwilę – na razie refleksja – od urodzenia minęło 60 lat a zatem w źródłach spotykamy już starszego człowieka – co się z nim działo wcześniej?
Można tylko popuścić wodze fantazji. Urodził się jako pierworodny. Rodzice Mojżesz i  Chane mieli w tym momencie lat trzydzieści kilka i zapewne zajmowali się normalną pracą, dorabianiem się.  Mieszkali  w wynajętym mieszkaniu domu o rejestrze 63 (to może być dom na Bożniczej 15, ma ten rej-numer a więc blisko późniejszej Owocowej ) W każdym razie tam urodził się Herman.
Zapewne zajmowała się nim mama a tata kupiec  zabezpieczał utrzymanie. Czy mocno przeżył  nagłą śmierć dwóch kolejnych braci? Miał wtedy 3-5 lat. Kolejny Binem (Benjamin) pojawił się gdy Herma ma lat 7. Chyba był dla niego ważny i być może to jego opinia skłoniła lata później  syna Samuela by uczynić go „opiekunem duchowym” wnuczka Stanisława.
 Ale 7 lat to spory rozjazd, zatem raczej wspólnie się nie pobawili a gdy "sypnęli się" kolejni synowie Mojżesza (trzech) ktoś zapewne musiał się nimi opiekować i coś czuję, że oczywiście mama, ale i Herman był zaangażowany – ma już lat naście. To sprzyja usamodzielnianiu się i być może chęci ucieczki z takiego stadka. Ale gdzie?
Czy Herman mieszka wciąż „na kupie”?
Niewykluczone,  gdyż w tym czasie tata Mojżesz nabył kamienicę na Owocowej 6. Akurat, dla tak licznej rodziny, co oczywiście nie wyklucza chęci ucieczki i być może kolejny adres Hermana to ta Rzeźnicka 14.
Pokłócił się z ojcem?
Bo wygląda, że nie brał udziału w podziale kamienicy po śmierci Mojżesza. Trudno coś pewnego orzec. Zatem przejdę do zajęcia, które dawało mu utrzymanie – przytoczony wpis i następne podobne wskazują na niezłą posadę urzędnika bankowego. Jest z tym jednak problem – otóż, inne źródła tego nie potwierdzają. A inne źródła są.
To tzw. Szematyzmy, czyli spisy wszystkich urzędników z Lwowa.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Szematyzm_Kr%C3%B3lestwa_Galicji_i_Lodomerii_z_Wielkim_Ksi%C4%99stwem_Krakowskim
 I w żadnym mi dostępnym Herman nie figuruje, a przynajmniej ja nie znalazłem. Bo oto mam w ręku ( czyli na dysku) taką księgę z roku 1888, zatem jak najbardziej pasującą – on ma 36 lat powinien być u szczytu kariery. Spis pracowników tego banku (a sprawdziłem też i inne) daje efekt – nic.
A jest tak szczegółowy, że z nazwiska wymienieni są wszyscy urzędnicy, asystenci a nawet  podano liczbę woźnych. Oczywiście to jeszcze nie jest stuprocentowy dowód – etat w baku mógł być epizodyczny, a tytuł został. Więc tylko stwierdzę – brak źródeł na potwierdzenie kariery urzędniczej. Zatem kim był?
Pani Gajewska też chyba miała wątpliwości, gdyż w wiadomej książce napisała, że Herman był seznalem.
Tak, też zrobiłem głupią minę - seznalem czyli maklerem.  ???
Na jakie źródło powołuje się autorka, nie wiem, być może są nim zwykłe wątpliwości. O seznalu w starej książce napisano tak;
Wedle stosunku prawnego kupca do sprzedawanych przez niego towarów, rozróżniamy h. towarami własnemi (na własny rachunek) i h. komisowy, w którym kupiec załatwia kupno i sprzedaż na cudzy rachunek i otrzymuje za to wynagrodzenie (prowizję): komisjoner załatwia interesy, jakby na własny rachunek; agent działa tylko na zlecenie kupca i ma mu dostarczyć klienta; makler lub senzal ma to samo zadanie, co agent, tylko pracuje dla obydwóch stron.
Wiec to wersja całkiem prawdopodobna, że związek Hermana z Bankiem był raczej luźny a sygnaturka w książce adresowej miała dodawać splendoru. Jakie zatem miał wykształcenie?
W szkicach wyżej napisałem, że dostał je w spadku od ojca to, że ten sfinansował pierworodnemu stosowne szkoły – teraz taki pewny tego nie jestem, choć jakieś na pewno mieć musiał. A kim jest negocyajnt?  – do tego jeszcze wrócę
Zatem wolny zawód, czasem sukces czasem zawód -  Herman lepiej lub gorzej ubija interesy, dorabia się, w końcu stać go na samodzielne mieszkanie a nawet zakup części kamienicy od brata ( w wieku lat 58-miu)
Zatem przejdę do części lepiej udokumentowanej, bo i tak za dużo napisałem bez nijakiego źródła. Ale co tam za źródła – jedynie adresy, adres – bo ten sam prawie do końca – Rzeźnicka 14.
Z lat 1908-13.
A w książce z roku 1916 Herman nagle nam znika! (zostawiając Adolfa)
Czyżby wciągnęła go zawierucha wojenna?
W każdym razie wojnę przeżył mając 76 lat, więc nic dziwnego, że na starość wylądował w mieszkaniu syna Samuela na Brajerowskiej 4. Dzięki temu zachował się w pamięci młodego Stanisława i trafił do „wysokiego zamku”. Wprawdzie w formie skrzyni … nie będę tu przytaczał, to ponad strona i niech każdy zajrzy sobie sam – zaraz na początku w moim wydaniu WL str. 16.
Tylko kilka uwag – pada tam takie stwierdzenie – "w sypialni w której spałem, tak, chyba w niej,  umarli moi dziadkowie." I teraz zrobiło mi się głupio, że nic nie napisałem o żonie Hermana, 3 lata młodszej Sarze Lei Wein lub Bick a możliwe, że oboje umierali na Brajerowskiej.
Wracając do skrzyni – Staś się do niej dobiera i wyciąga stare gazety, sturublówki  i oraz pęczki banknotów tysiącmarkowych z czasów wielkiej inflacji, którymi to rodzice pozwalają mu się bawić bo to makulatura.
Tym tropem zamknę częściowo temat Hermana – kiedy umarł?
Pani Gajewska podaje że w roku urodzin Stanisława, czyli 1921 (79 lat). Rok wcześniej umarła Sara.
Gdyby jednak te banknoty należały do niego, należałoby ten moment przesunąć. Wielka inflacja czyli hiperinflacja wydarzyła się w roku 1923 a zakończyła się znaną reformą Grabskiego w roku następnym.
I to by było na tyle :)
Został jeszcze mały offtopic imieninowo-adolfowy ale to później później.
38
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Lipiec 12, 2019, 01:14:35 pm »
Lieber Augustin, interesujesz się czarnymi dziurami... Zatem dwie (relatywnie) niedawne smakowitości dla Ciebie.

Dania serwują kucharze Chandra:
http://chandra.si.edu/photo/2019/teacup/

I Hubble:
https://phys.org/news/2019-07-hubble-mysterious-black-hole-disc.html
https://academic.oup.com/mnrasl/article/488/1/L1/5522653
(To drugie wydaje się dość sensacyjne, trzeba będzie pewne modele tworzyć na nowo.)
39
Hyde Park / Odp: Zapaść polskiej Edukacji Narodowej
« Ostatnia wiadomość wysłana przez olkapolka dnia Lipiec 12, 2019, 11:45:56 am »
Ja jestem zdziwiony, że Wy nie wiecie, że te punkty ustala samorząd, od lat, jeśli nie od zawsze odkąd wpadli, jakie to poręczne. Może Wam się tylko zdaje, że u Was jest inaczej, w końcu w kwitach pewnie jest wszystko zgodne z literą prawa i z dobrem dziecka na ustach.
Oczywiście nie mogę ręczyć za wszystkie szkoły w regionie - jakie ich dyrekcja ma układy z władzami, ale na 100% - z pierwszej dyrektorskiej ręki: w dwóch szkołach piekarskich sami ustalają punkty. Łamistrajki?:)
40
Hyde Park / Odp: Zapaść polskiej Edukacji Narodowej
« Ostatnia wiadomość wysłana przez liv dnia Lipiec 12, 2019, 11:44:25 am »
Ja niczego nie zakładam, tylko informuję :) . U nas jest prezidą.
To lichych tam macie obywateli, że tak sobie pozwalają... Ja sam brałem udział, a to już prawie 20 lat temu w proteście przeciwko waadzy samorządowej. I to skutecznym.
Córa szła do nowo wymyślonego gimnazjum (więc też jestem poniekąd ofiara reformy tylko wcześniejszej) i obok miejskich chciano otworzyć klasę przy tutejszym Liceum (gimnazjum powiatowe). I sie zaczęło... dyrektorzy gimnazjów miejskich oprotestowali pomysł, że im zabierze się najzdolniejszych (co oczywiście świętą prawdą, ale co to rodzica obchodzi...). Burmistrz miał widać dil z starostą i poszło duże NIET!
Na to poszedł protest zainteresowanych rodziców (a to elitka miejska była), ze wparciem mediów - i starosta wymiękł. Zgodził się na jedną klasę, potem powstała jeszcze druga... I to było dobre gimnazjum.
Także - taka wadza, jacy mieszkańcy  ::)
Na szczęście znam wyjątki  :)
Strony: 1 2 3 [4] 5 6 ... 10