Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - maziek

Strony: [1] 2 3 ... 668
2
Hyde Park / Odp: Upadek Cesarstwa Rzymskiego
« dnia: Kwiecień 20, 2019, 04:06:09 pm »

3
Hyde Park / Odp: Upadek Cesarstwa Rzymskiego
« dnia: Kwiecień 15, 2019, 09:37:57 pm »
Dania jest rzeczywiście bardzo dziwna jako stary, porządny kraj ze "skandynawskiej trójcy", do którego np. Norwegia musiała sporo odrobić - a teraz wskaźniki w Szwecji i Norwegii są dwa razy niższe a Norwegia jest nawet ciut lepsza od Szwecji.

4
Hyde Park / Odp: Upadek Cesarstwa Rzymskiego
« dnia: Kwiecień 15, 2019, 05:46:59 pm »
Myślę, że w sumie masz rację i być może różnica z tymi lepszymi od nas to jest różnica w dostępie do hipersprzętu ratującego beznadziejne u nas przypadki. Wystarczy jeden taki przypadek dodatkowo uratować na 1000 urodzeń i w takiej statystyce to jest skok o 18 pozycji naprzód. Po drugie może to być też kwestia stosowania aborcji a konkretnie aborcji ze względu na wady płodu, w związku z czym rodzi się mniej dzieci, które umierają. Np. w Japonii.

5
Hyde Park / Odp: Upadek Cesarstwa Rzymskiego
« dnia: Kwiecień 15, 2019, 01:25:04 pm »
Akurat dwukrotnie z musu przyglądałem się polskiej służbie zdrowia od środka jak działa w sytuacji zagrożenia życia pacjenta przyjętego na oddział w szpitalu i mówiąc oględnie dziwi mnie, że jesteśmy tacy dobrzy, lepsi np. od Danii.

6
Forum po polsku / Odp: Przywitaj się
« dnia: Kwiecień 15, 2019, 01:22:51 pm »
Słabo z żywymi, ale coś się znajdzie :) . Cześć.

7
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« dnia: Kwiecień 02, 2019, 07:30:33 pm »
LA, dobrze wszystko rozumiesz :) . To że cała zarejestrowana energia jest mniejsza od szacowanej całkowitej energii wynika z tego, że energia zarejestrowana optycznie jest z wąskiego zakresu widma. Diabli wiedzą, jakie te satelity maja filtry, ale prawdopodobnie dość wąskopasmowe, dostosowane do jak najlepszego wykrywania wybuchów jądrowych. O ile wiem łapią promieniowanie gamma jednymi detektorami i podczerwień drugimi. To pozwala identyfikować wybuchy nuklearne, bo one emitują i gamma, i podczerwień. Dyskryminuje to błyski gamma (bez komponenty podczerwieni) i zdarzenia "konwencjonalne" (bez emisji gamma). Część energii jest poniżej lub powyżej tego wąskiego zakresu. Jak coś leciałoby wolniej, to Twoje rozumowanie, że prawie cała Ek zamieniła się na ciepło dalej byłoby poprawne, ale może w ogóle nie nastąpiłoby podgrzanie atmosfery do progu emisji podczerwieni, czyli optyczna energia byłaby zero. W związku z tym modeluje się takie zjawiska, próbując dobrać współczynnik dopasowania, że jak tak błysnęło - to w sumie musiało mieć taką energię. Bazują na tej pracy: http://meteor.uwo.ca/~pbrown/flux-final.pdf .

Nex, nie histeryzuj :) . Prawdopodobieństwo, że się zabijesz sikając w stanie nietrzeźwości z wiaduktu na kolejowe przewody trakcyjne jest o niebo większe, niż prawdopodobieństwo, że zagrozi ci meteoryt. Nie mówiąc o zagrożeniu populacji w czasie naszego życia. Nasze życie to migawka. Jak dotąd nie ma wiarygodnej informacji o śmierci człowieka, pośrednio lub bezpośrednio, z powodu meteorytu. Poza tym szacuje się, że z zakresu rozmiarów zagrażających powiedzmy dużemu miastu i większych namierzonych jest większość (90-kilka) % obiektów - żaden z nich w nie zagraża bezpośrednio Ziemi.

8
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« dnia: Marzec 31, 2019, 01:37:01 pm »
Nie obserwuje się rozbłysków w czasie uderzenia w ziemię. Taki rozbłysk bardzo możliwe że na Ziemi ostatni raz wystąpił ok. 50 tyś. lat temu w Arizonie (krater Barringera). Przypuszcza się, że obiekt, który wybił ten krater był meteorytem żelazowo-niklowym o średnicy ok. 50 m i o prędkości ok. 20 km/s w chwili uderzenia w powierzchnię Ziemi. Krater ten zakupił niejaki Barringer, przemysłowiec, kiedy zdał sobie sprawę, że jest to krater meteorytowy. Chciał zostać miliarderem wydobywając z jego dna żelazo w szacowanej wówczas przez siebie ilości 100 mln ton. Niestety, okazało się, że żelazo wyparowało, pozostawiając jedynie nieco małych meteorytów dla kolekcjonerów :) . Nawet mam kawałek :) - a największy znaleziony ma coś 600 kg.

Ani Czelabińsk, ani Tunguska nie zaowocowały upadkiem znaczącej masy wejściowej, zwłaszcza z wielokrotną prędkością dźwięku w grunt, co mogłoby spowodować efekty świetlne i falę uderzeniową od samego uderzenia. Uważa się, że meteoroidy do 100 m średnicy nie dają takich kolizji.

Wracając do meritum źródło danych jest tu: https://cneos.jpl.nasa.gov/fireballs/ (tabelę można porządkować klikając tytuły kolumn). Jak widzisz nasz przypadek miał całkowitą szacowaną energię - owe 173 kt, która jest większa mniej więcej 4x od całkowitej energii zarejestrowanej przez satelity. Satelity zarejestrowały całkowitą energię 1,3*10^14 J, zaś szacowana całkowita energia wynosi 7,3*10^14 J.

To są dane opublikowane i o ile wiem jedyne, do których dostęp mają naukowcy (jeśli chodzi o wojskowe dane z USA). Cała reszta jest naukową, ale spekulacją. Dane mówią, że zarejestrowano błysk w podczerwieni o sile 0,13 PJ a estymuje się całkowitą energię na  0,73 PJ. Tutaj z zaskoczeniem odkryłem, że faktycznie podają oni prędkość i wysokość w chwili piku jasności, co o tyle mnie zdziwiło, że nie zdawałem sobie sprawy, że mają na tyle wyrafinowany system, aby rejestrować takie dane (wynika z tego, że co najmniej dwa satelity widziały to zjawisko z odpowiednią rozdzielczością czasową). Ale jak widzisz nie podają masy, ponieważ ona nigdy nie jest bezpośrednio mierzona w przypadku meteorów/meteorytów, nie istnieje taka metoda. Jest albo szacowana z efektywności świecenia (luminous efficiency) - co oznacza, że znając prędkość w atmosferze trzeba założyć skład meteorytu (co daje dowolność minimum kilkukrotną) i z tego wyjść na masę (co jeszcze jest obarczone dopasowaniem pomiędzy zarejestrowaną energią świecenia a wydzieloną energią - w naszym przypadku ok. 4x). Druga metoda (teoretycznie pewniejsza) jest z hamowania aerodynamicznego, konkretnie z deceleracji, ale tu znów trzeba założyć gęstość ciała, co znów daje widełki kilkukrotne). Na koniec jak się porówna wyniki z obu metod, to przeważnie też różnią się o rząd wielkości ;) . Bardzo trudno jest uzyskać pewność co do masy. Jest to dość nowa nauka (zasadnicze publikacje po 2000 roku) i wciąż bujnie się rozwija. Próbują stworzyć dopasowanie, najlepsze są przypadki zarejestrowane wielospektralnie, kiedy jest widmo (a więc można wnioskować wprost o składzie), są infradźwięki (bezpośrednia informacja o fali uderzeniowej), krzywa jasności (informująca o intensywności ablacji w czasie i ewentualnych rozbłyskach - "wybuchach" oznaczających fragmentację. Na koniec najlepiej, kiedy znajdzie się meteoryt, co pozwala część tych informacji zweryfikować. Dlatego o ile prędkość w atmosferze może wyliczyć każdy dysponujący wiedzą z zakresy szkoły średniej i nagraniami z dwóch kamer TV z różnych miejsc - to z masą jest problem.

9
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« dnia: Marzec 28, 2019, 08:18:28 pm »
LA generalnie dla meteoroidów\meteorów podaje się prędkość wejścia w atmosferę i masę wejścia. Prędkość 32 km/s jest dość typowa na wejściu - widełki są od 11 do 72 km/s, z czego ok. 30 km/s to prędkość liniowa Ziemi na orbicie, która się dodaje lub odejmuje lub ogólniej składa wektorowo z prędkością orbitalną meteoroidów na orbicie słonecznej, która w miejscu przecięcia z orbitą Ziemi nie może być większa od ok. 42 km/s (prędkość ucieczki od Słońca). Dla tzw. spadków czyli meteorytów, czyli tego co zleciało na ziemię, podaje się masy, które przetrwały i prędkość "zgaśnięcia" - czyli moment, kiedy zakończyła się ablacja, czyli świecenie. Np. jak sięgniesz do Czelabińska to podaje się średnicę (w zasadzie wymiar średni - meteoroidy nie są na ogół kulami) koło 18 m, masę dziewięć-dziesięć tyś. ton oraz prędkość 19 km/s. Energia - to jest po prostu energia oddana w atmosferze. Nie może być większa niż mV2/2 i zwykle jest właśnie taka, bo generalnie to co przetrwa lot ma na szczęście względnie małą masę oraz małą prędkość po zakończeniu ablacji, są to więc liche ułamki początkowej energii. Np. Czelabińsk dał spadek może ok. tony łącznie, z czego w jednym kawałku zleciało ok. 600 kg, reszta to drobiazg - energia więc spadku jest pomijalna. Jest tu trochę takiej nieszczerości, bo wybuch nuklearny co do swojej istoty trwa ok. mikrosekundy, eksplozja równoważnej masy TNT milisekundy, a ablacja meteorytu sekundy, choć ma przeważnie apogeum w postaci rozbłysku i rozpadu. Tak więc wydzielona energia to jedno, a moc zjawiska to drugie i może się różnić np. o 6 rzędów wielkości. Spalając ok. 200 gram węgla w piecu wydzielisz energię równoważną wybuchowi 1 kg TNT, z czego wynika głównie, że węgiel jest lepszym opałem niż TNT, pomijając, że po napaleniu węglem można dalej mieszkać w domu, a po napaleniu w piecu TNT niekoniecznie (w zasadzie trotylem lanym można palić, nie wybucha. Prasowany wybucha ogrzany do koło 240 stopni, więc lepiej nim nie palić :) ). Co do składu a w zasadzie budowy to tu rzecz jest wysoce skomplikowana i przyznam, ze nie czytałem za wiele o tym konkretnie przypadku, ale ogólnie budowa może być bardziej złożona niż po prostu "jeden kamień". Na jednym biegunie są lite żelazowo-niklowe, po drodze kamienie a na drugim bryły lodu, ze wszystkim we wszystkich konfiguracjach po drodze. Co do kwestii, że im większa bryła, tym mniej proporcjonalnie jest hamowana przez atmosferę ze względu na stosunek powierzchni do objętości to niestety dla rodzaju ludzkiego masz rację :) . Akurat wczoraj przeczytałem Hawkinga, który szacował taki spadek prowadzący do wymierania na skalę kredową na co 20 mln lat - więc od dłuższego czasu żyjemy na pożyczce :) .

10
Forum po polsku / Odp: [SPRAWY ORGANIZACYJNE]
« dnia: Marzec 26, 2019, 10:23:44 pm »
Maziek żyje :) .

11
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« dnia: Marzec 26, 2019, 10:21:57 pm »
Masę 1400 ton oraz prędkość 32 km/s miała wchodząc w atmosferę, natomiast diabli wiedzą jaką, kiedy eksplodowała. Mniejsze meteoryty na wysokości tych 20 km mają prędkość już kilku km/s i tracą większość masy (np. 99%). W zasadzie wszystko zadziałało jak trzeba - wykryły go amerykańskie satelity szukające wybuchów jądrowych i w tym samym celu zbudowane sieci nasłuchowe infradźwięków.

Eksplozja nastąpiła na pustkowiu (tzn. także lądy odległe o te 500 km od wybuchu są praktycznie niezamieszkana) a dodatkowo były chmury, jak widać na obrazku. Eksplozja następuje, kiedy meteoryt niedostatecznie szybko pozbywa się ciepła, którego nabywa z powodu hamowania atmosferycznego. Pozbyć się go może tylko odrzucając masę, jak osłony ablacyjne pojazdów powracających na ziemię z kosmosu. Jak ten proces nie następuje dostatecznie szybko, to buduje się nadmiar energii, który rozsadza meteoryt, zwłaszcza, jeśli nie ma jednorodnej budowy - a to gwałtownie zwiększa opór czołowy i proces pogłębia się.

12
Forum po polsku / Odp: Z PEWNOŚCIĄ nie jesteśmy sami..
« dnia: Grudzień 23, 2018, 09:10:04 pm »
Takiej, która została ukształtowana w podobnym procesie ewolucyjnym
Załóżmy, że syntetyczne teoria ewolucji pokrywa się z rzeczywistością na mniej więcej takim poziomie, jak OWT. Oraz załóżmy, że zasada kopernikańska jest również zgodna w podobnym stopniu z rzeczywistością. Czy w związku z tym wszystkie cywilizacje, jakie mogą powstać we Wszechświecie, są humanoidalne? Czy masz inne założenia? Na czym oparte?

Cytuj
Bo licząca pszczoła nie dogada się z człekiem.
To jest ładny bon mot, proszę Szanownej Pani :) . Ale to nie jest argument. To nawet nie jest pół argumentu. Czy pszczoły stworzyły cywilizacje techniczną? Lub choćby podwaliny pod nią? Nic z tych rzeczy, wykazują wysoką organizację "społeczną" (bo nie społeczną w rozumieniu ludzkim - w ludzkim rozumieniu wykazują maksymalnie możliwie posuniętą organizacje niewolniczą, tym złagodzoną, że ichniejsi niewolnicy, podobnie zresztą jak suweren, zupełnie nie zdają sobie sprawy ze swych ról i mają gorzej niż członek najniższej kasty w Indiach - który co prawda ma prawie równie nikłe szanse przenieść się do kasty wyżej, ale przynajmniej samoświadomie zdaje sobie z tego sprawę). Dlaczego więc zakładasz, na jakiej zasadzie, że gdyby pszczoły, po kilku milionach lat uzyskały jakąś tam samoświadomość i poczęły budować cywilizacje techniczną - nie miałyby nic do powiedzenia ludziom?
Cytuj
I co by sobie te obce cywilizacje wyliczyły?
Rozwinąłem temat w odpowiedzi dla liva. A co sobie istotnego mówią ludzie? Dwie rzeczy: kocham Cię (nad życie, na tym meteorycie) - oraz S=Pi*r^2. Zgadzam się, że pierwsza trudna do przetłumaczenia pięciorni.

Cytuj
Więc nie mieszajmy dwóch systemów fabularnych;)
Dobra, nie mieszajmy. Oczywiście jechałem z tymi gwiazdami. Ale wiesz, idzie Sylwek, raz do roku można trochę pomieszać, zwłaszcza, że następny dzień jest ustawowo wolny od niewolnictwa. Tfu, pracy.

@LA
Cytuj
Jesteśmy chyba przyzwyczajeni do myśli, że ewolucja oznacza postęp, rozwój od prostych form w kierunku bardziej złożonych.
Pozory. Sam jesteś efektem ewolucji poprzez dyskryminację większości cech Twoich przodków. Nie mówię, że jak tasiemiec, bo jesteś dużo bardziej skomplikowany i bijesz w tym tasiemca na głowę.

13
Forum po polsku / Odp: Z PEWNOŚCIĄ nie jesteśmy sami..
« dnia: Grudzień 22, 2018, 09:38:31 am »
Dla ścisłości – jeszcze chyba dwutlenku węgla.
święta racja :)

Cytuj
Ale w jaki sposób zachodzi owe „wstrzyknięcie”? Inaczej mówjąc, jak przebiega pierwszy etap cyklu reprodukcyjnego wirusa – adsorbcja? A w szczególności druga faza – penetracja, przebicie błony komórkowej?
Spodziewałem się tego pytania ;) . Ono zachodzi na zasadzie chemicznego powinowactwa spodu kapsydu do błony komórkowej. Kapsyd ma taką budowę chemiczną w tym miejscu, że wykazuje powinowactwo do błony komórkowej o ile ma ona odpowiednie receptory - a kaskada reakcji i potencjałów powoduje zmianę konformacji białka, z którego zbudowany jest kapsyd, który najpierw się przyczepia do błony tymi "nóżkami", powoduje miejscową lizę błony komórkowej a następnie na skutek tych zmian konformacji kurczy się wstrzykując DNA. 

Cytuj
Czy można powiedzieć, iż wirus „podejmuje aktywne działania” w celu przedostania się do środka komórki? Czy też komórka w jakiś niepojęty sposób sama siebie dziurawi, aby wpuścić do siebie obcy materiał genetyczny?
Zacznę od deklaracji, że budowa kapsydu i mechanizmy jakie on posiada jest czymś niesamowitym, jest przykładem najdalej posuniętej oszczędności inżynieryjnej. O ile wiem, sposobów, w jakie różne wirusy przedostają się do komórek jest bardzo dużo i są one chyba raczej ogólnie poznane, a bardziej szczegółowo ale nie do końca tylko w odniesieniu do niektórych ich rodzajów (jak bakteriofag zarażający E. coli). Tu jest art. po polsku, który może Cię zainteresować: https://www.researchgate.net/publication/44626533_Bacteriophage_T4_Molecular_aspects_of_bacterial_cell_infection_and_the_role_of_capsid_proteins . Te sprawy na tym poziomie szczegółowości przerastają moje możliwości czytania po angielsku z pełnym zrozumieniem.

Tym niemniej uważam, że jest to czysto mechaniczne działanie, zestaw reakcji chemicznych, które można porównać (w olbrzymim uproszczeniu) do tego, że gdyby komórka miała stalową obudowę, to bakteriofagi prawie na pewno miałyby w podstawie magnes :) .

Ogólnie tego typu dyskusje zawsze dochodzą do punktu, w którym wygląda na to, że "życie" jest sztuczną kategorią pojęciową. Prawdę mówiąc w komórce glonu też zachodzą tylko "martwe" reakcje chemiczne.

Z drugiej strony dla mnie najciekawszy wniosek jest taki, że ta mityczna "siła życiowa" jaką zdaniem dawniejszych badaczy czy filozofów miały żywe organizmy, musi tkwić w samej materii. Co prawda nie sądzę, aby była to siła metafizyczna, ale jednak to w materii musi istnieć potencjał, który w sprzyjających warunkach, w tych zasolonych i zakwaszonych oczkach zupy pierwotnej prowadzi do komplikacji organizacji materii - a nie do uproszczenia, co na domysł powinno zachodzić zgodnie z termodynamiką.

Akurat w związku z luzem przedświątecznym przeczytałem wreszcie ostatni nr "Wiedzy i Życia" - i bang - w prezencie na Gwiazdkę jest art., że chyba jednak nie wyloty hydrotermalne a właśnie jeziorka u stóp wulkanów z cyklicznymi zmianami temperatury są kolebką życia na Ziemi.

Cytuj
Oho! Prawie jak za zabójstwo (art. 148 Kodeksu karnego
Prawda? Ciekawe, że jest 5-25 lat za w skutkach raczej dość błahe przestępstwo, osobiście nikt nawet zadrapany nie jest. Co ja mówię, nawet nikt nikogo nie wyzywa i nań nie przeklina - a od 5 do 25 lat. A za pobicie ze skutkiem śmiertelnym jest od 1 roku do 10 (a tak jest kwalifikowanych wiele przestępstw, kiedy dla szarego człowieka zdaje się oczywiste, że bili po to, żeby zabić - a w każdym razie się z tym godzili).

14
Forum po polsku / Odp: Z PEWNOŚCIĄ nie jesteśmy sami..
« dnia: Grudzień 21, 2018, 09:39:59 am »
A co do interakcji z otoczeniem, zachodzi ona chyba zawsze i wszędzie.
Oczywiście. Ale "interakcja z otoczeniem" też jest pojęciem tak szerokim, że samo w sobie nic nie mówi. Kamień jak leży na polu to też zachodzi interakcja kamienia z glebą i atmosferą. Komórka glonu w takiej interakcji jest do pewnego stopnia siłą sprawczą i potrzebuje ze środowiska tylko bardzo prostych rzeczy (fotonów, soli mineralnych i wody) - zwłaszcza porównując te rzeczy pobierane do stopnia skomplikowania procesów w samej komórce i jej podziału. A wirus nie ma żadnej siły sprawczej aż chwili wbudowania jego genomu do genomu nosiciela - przez samego nosiciela. Podobnie jak zapomniana trucizna na szczury w kredensie nie ma żadnej siły sprawczej ani nie wysyła żadnych instrukcji, aż nowa gosposia ją znajdzie i sądząc, że to cukier, dosypie państwu do cukiernicy.

Cytuj
... ponieważ ów proces nie jest samoczynnym, samorzutnym, samopodtrzymującym się, chyba nie można go nazywać samoreplikacją. Ja bym nazwał go raczej produkcją.
W odróznieniu od rozmnażania się wirusa. Przedostawszy się do środka komórki, wirus samodzielnie „przeprogramuje” genom i powoduje samoczynne powstanie swoich kopii, bez żadnych ingerencji w proces.
Wirus (bakteriofag) niczego sam nie przeprogramowuje, dokąd nie zostanie scalony z genomem po przedostaniu się do komórki, co w najbardziej typowym przypadku polega na wstrzyknięciu nagiej nici kwasu nukleinowego do cytoplazmy (kapsyd pozostaje na zewnątrz). Wszystko co się dzieje z wirusem w cytoplazmie polega wyłącznie na działaniu "zewnętrznego otoczenia". Wirus nie wysyła żadnych instrukcji. To mechanizmy komórkowe zabierają go do własnego genomu i to maszyneria komórki go wbudowuje, wirus do tej chwili nie wykazuje żadnej inicjatywy bo po prostu jest tylko martwą nicią kwasu jakie więc instrukcje mógłby wysyłać? To komórka go "znajduje" i traktuje jako fragment własnego genomu więc go scala z resztą. Dlatego, że tak traktuje każdy strzęp DNA w cytoplazmie - jako własne, zagubione geny. Czym to się różni od rozpuszczenia (lizy) kapsydu przez badacza, który następnie wrzuca DNA wirusowe do retorty i zapuszcza PCR na noc, aby milionkrotnie je namnożyć? W obu wypadkach wirus jest całkowicie pasywny aż do chwili, kiedy zewnętrzne czynniki powodują cykliczne namnażanie jego DNA. Tym się PCR różni tu od żywej komórki, że w PCR nie ma rybosomów, więc PCR nie wytworzy kapsydów, które są z białka, nie ma też komórkowej maszynerii enzymatycznej, która "składa" jak w fabryce samochodów osobno "wyprodukowane" DNA z kapsydem. W przypadku wiroidów podobieństwo jest całkowite.

Cytuj
No, nie wiem, może produkcję „w środowisku” całkowicie zautomatyzowanej fabryki da się w pewnym sensie nazwać „samoreplikacją” odkurzaczy? ;)
To zależy, czy produkcję wirusów w zautomatyzowanej fabryce wirusów (komórce) uważasz za samoreplikację, czy nie ;) .

Cytuj
A może odpowiednią matrycę, stempel i młot? ;)
To już by było za proste ;) i mogłoby pobudzić organa ścigania do działania. Państwo jak chce to potrafi zadbać o swój interes - w Polsce za fałszowanie pieniędzy jest 25 lat ;) .

pS i jeszcze - bo nie zauważyłem, że liv napisał.

O, teraz zauważyłem szpilkę  :)
No co Ty maziek, za głupi jestem na takie tematy, ledwo wyrabiam z czytaniem a i tak czasem wiką wesprzeć się muszę, bo dotarło. Nie ta branża mła  8)
Dobra, dobra...

Cytuj
Zastanawiające, jeśli odrzucić całą nadbudowę cywilizacyjną, szeroko rozumianą łącznie z budową biologiczną etc  - to co można przekazać przy pomocy liczb?
Ale to już jest pytanie o cel odczytania przekazu Obcych, a nie o fakt. Dla wielu osób w tym dla mnie natrafienie na taki przekaz jest celem samym w sobie, ta potwierdzona świadomość ich istnienia. Nie wiem dlaczego (w sumie jest to, przyznaję, bez sensu), ale gdybym się dowiedział, że natrafiono ślad obcej cywilizacji - byłaby to dla mnie osobiście bardzo podniosła chwila, niezależnie od ewentualnego odczytania bądź nie zawartości przekazu i kwestii, czy można ją jakkolwiek praktycznie spożytkować. I czy rodziłoby to dla nas bądź dla nich zagrożenia takie, jak "odkrycie" przez białych Ameryki.

15
Forum po polsku / Odp: Z PEWNOŚCIĄ nie jesteśmy sami..
« dnia: Grudzień 18, 2018, 05:22:08 pm »
Czy wolno mi zabrać głos w kwestii formalnej? ;)
Rzeczywiście, w roztworze lub też w masie stopionego substratu kryształ może rosnąć, przybierając na masie. Co więcej, jednocześnie mogą rosnąć mnóstwo kryształów. Albo też w wyniku rekrysztalizacji duży kryształ rośnie kosztem kilkoch małych. Wszystko dobrze, ale nie potrafię zrozumieć, co to ma wspólnego z samoreplikacją?
Ano art. ww. wrzuciłem po to, że można kryształy wyposażyć w inne cechy żywych organizmów niż samoreplikacja, bo samoreplikują się wg mnie świetnie - rzecz w tym jak tę samoreplikację zdefiniować. Jeśli uznać, że wirusy (lub priony) są samoreplikujące - to kryształy też są, lub mogą być samoreplikujące. Rozbierając na czynniki pierwsze wirusa, mamy (poza nieistotnym tu kapsydem) substancję (RNA, DNA), nazwijmy ją X, która w określonych, zewnętrznych warunkach, nazwijmy je Y, doprowadzi do powstania kopii wirusa. Zewnętrznych warunkach w tym sensie, że są to warunki występujące poza "ciałem" wirusa. Ze względu na ich naturalną ewolucję jako pasożytów komórek właściwe warunki występują w specyficznych komórkach, ale przypuszczam, że się zgodzisz, że dałoby się takie warunki stworzyć sztucznie - stwarza je metoda PCR, choć tylko w zakresie kwasu nukleinowego. Mamy więc sytuację, że substancja X, wprowadzona do środowiska Y, powoduje powstanie kopii X. Ta sytuacja różni się zdecydowanie od podziału komórki, bo wówczas wszystko dzieje się "wewnątrz" komórki, komórka robi to sama "w środku" a interakcja z otoczeniem ogranicza się do wymiany materii i energii w postaci prostej. Stąd moje pierwsze zastrzeżenie, że samoreplikacja wirusów to jest inna samoreplikacja niż żywej komórki i z łatwością daje się te dwa procesy odróżnić.

Wracając do kryształów - wystarczy stworzyć odpowiednie środowisko, aby samoreplikowały. Tzn. zachowywały sie wg schematu "substancja X, w warunkach Y" produkuje swoje kopie. Najprościej posiadać roztwór, w którym dany kryształ będzie rósł oraz młotek, aby go cyklicznie dzielić na mniejsze. Czy to się różni czymś od metody PCR, w której cyklicznie zmieniając warunki rozplata się DNA, dobudowuje siostrzane nici w bogatym w substraty roztworze, znów je rozplata itd., x2, x2, x2? Młotek oczywiście jest grubą przenośnią, można to robić finezyjniej (światło, ultradźwięki, odczynnik, temperatura itd.) ale po podziale oba kryształy odbudują swoją wielkość, znów można je podzielić, i znów, i znów. Jeśli godzisz się samoreplikację wirusów, która jest działanie wobec nich zewnętrznym - to dlaczego miałbyś nie zgodzić się na samoreplikację kryształów? Popatrz jak to świetnie koresponduje z tym, co zacytowałeś Hawkinga "zestaw instrukcji oraz mechanizm do wykonywania tych instrukcji".

Ogólnie to wszystko nazywa się (lub nie, zależnie od autora) samoreplikacją, ale samoreplikacja komórki, wirusa, prionu itd to są jednak inne procesy w szczegółach. Samoreplikuje się w najwęższym tego słowa znaczeniu tylko żywa komórka, np. glonu - niczego prócz odrobiny wody, soli i paru fotonów nie potrzebuje i przez cały proces jest jego żywą sprawczynią i wykonawczynią. Stąd moje zastrzeżenia. Jak definicja jest za szeroka, to nic nam nie mówi o przedmiocie.

Cytuj
Samopodobieństwo? Hmmm... powiedzmy złotówki też są podobne do siebie jak dwie krople wody, ale chyba nie można twierdzić, że w odpowiednich warunkach samoreplikują.
To Ci się udało. Może odpowiedni roztwór i młotek ;) ?

Cytuj
A poza tym, samopodobieństwo kryształów to też rzecz dość względna. Czytałem gdzieś, iż wśród miliardów kryształów wody – śnieżynek – nie da się znaleźć dwóch o jednakowej formie. Chociaż sześcioramienną symetrię posiada każda bez wyjątków.
To prawda, choć śnieżynki rosną wyjątkowo różnie, głównie z powodu, że w procesie resublimacji a nie w roztworze, ale można je traktować jako jako kolonię identycznych kryształów. Diamenty też mają defekty sieci - a w biologii są przecież mutacje. Kopiowanie idealne nie istnieje.

Cytuj
Dziękuję, maźku :)
Podziękuj sobie ;) , to Ty poświęciłeś czas i się nauczyłeś :) .

Strony: [1] 2 3 ... 668