Stanisław Lem - Forum

Polski => Hyde Park => Wątek zaczęty przez: Q w Listopad 07, 2009, 02:16:06 pm

Tytuł: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 07, 2009, 02:16:06 pm
Jeśli kto się zdziwił czemu nie odpowiedziałem Cetarianowi w kwestii lemowych ocen Dicka, to odpowiedź jest prosta: bo szykowałem nowy wątek wyłącznie o P.K.D. i wolałem zachować swoje najlepsze argumenty "na zasię" ;).

Ale przejdźmy do właściwego tematu...

Przyznaję, ze poczatkowo z twórczością Dicka miałem ten sam kłopot jaki miał (sądząc ze szczerego wyznania w drugim wydaniu "FiF") sam Lem, ostatnio zaś np. Cetarian. Tzn, że jego utwory zaskakiwały kiksami, paralogizmami, kiczowatą w stylu najgorszej space opery scenerią, złamaną strukturą fabuły (uderzyło mnie to już w pierwszym jego opowiadaniu, jakie poznałem - "Przypomnimy to panu hurtowo"; tym które stanowiło kanwę do "Total Recall"). "Trzy stygmaty..." odłożyłem wręcz z niesmakiem, przy pierwszym podejściu. Po jakimś jednak czasie* oswoiłem się z jego twórczością, i zrozumiałem w czym tkwił problem.

Dick jest bowiem w metodzie twórczej - może najbardziej szczerym autorem amerykańskiej SF, ta bowiem, prawie od początku, stoi w opozycji do takiego pojmowania SF, do jakiego przyzwyczaił nas Lem (a tym bardziej Clarke). Amerykańska SF są to mianowicie (co Mistrz zauważył chyba jako pierwszy) przede wszystkim baśnie. Baśnie z morałem, lub bez, mądre lub głupie, piękne lub grafomańskie, ale właśnie baśnie. Widać to u autorów lat '20 i '30, którzy snuli swoje opowieści gwoli ekscytowania nastolatków. Widać u Asimova, który wprost przyznawał, że w czasach, gdy pisał swe słynne historie o robotach nie wierzył w możliwość ich powstania. Widać u Cordweinera Smitha. Widać u Van Vogta. Widać u Bestera. Widać u F. Browna i R. Sheckley'a, których to opowiadania stanowią baśnie z dowcipnym morałem. Widać u Simmonsa. Widać u Wolfe'a. Widać wreszcie u Le Guin i Rodenbery'ego (twórcy "Star Treka"), którzy wprost przyznają, że mimo deklarowanej troski o realizm za cel mają snucie (w ich wypadku: społecznych) alegorii.

P.K.D .bowiem - nie wiem na ile świadomie, bo nie znam stopnia jego twórczej samoświadomości, ani stopnia poczytalności w trakcie pisania - odrzuca w sumie symulowanie dbałości o jakikolwiek (poza psychologicznym) realizm, i swobodnie snuje swoje opowieści, nie ograniczając się regułami jakim powinna ulegać "prawdziwa" SF. (Jest tu więc poniekąd - jak swego czasu mówiłem - przeciwieństwem, b. wyczulonego na kwestię prawdopodobieństwa, Clarke'a; przy czym - jak na ironię, część jego rzuconych od niechcenia "prognoz" się sprawdziła, tak jak i zawiodła część precyzyjnych i logiczne zbudowanych przewidywań A.C.C.).

Analizując twórczość Dicka "wywleka się" ;) zwykle powracający wątek "nieprawdziwej rzeczywistości" zatrącający tyleż o kwestie filozoficzno-metafizyczne, co o tematykę VR, pytanie o granice normy psychicznej, kwestię cienkich granic miedzy człowiekiem a maszyną. Niektórzy zwrócą też uwagę na to w jak (genialne często) twisty zakręcone są jego fabuły (wtedy to była nowość, dziś co drugi reżyserek się tak bawi). Są to wszystko oczywiste oczywistości ;). Zajmę się więc tym co uważam za niedocenianą siłą tych utworów. Chodzi mi mianowicie o to, że Dick pisząc o przyszłych czy alternatywnych światach czynił je "żywymi" - pokazywał zmieniające się mody, codzienne problemy (te odwieczne i te wynikające z wprowadzenia róznych fantastycznych gadgetów) - słowem, że w przeciwieństwie do innych pisarzy SF usiłował pokazać nie genialne wynalazki czy odkrywcze wyprawy, a życie zwykłych ludzi w świecie innym od naszego, dorobić do fabuły - na swój sposób "realistyczne" - tło** (choć o realizm przecie się programowo nie kłopotał). Szczegóły futurystycznych światów wychodziły mu co prawda raz gorzej, raz lepiej, ale zwykle były b. interesujące (choć, jak rzekłem, wielu tych "futurystycznych szczegółów" nie sposób traktować jako prób prognostyki serio).

Widać to zresztą w ekranizacjach tej prozy - światy "Blade Runnera", "Raportu mniejszości", ba nawet nieszczęsnego "Total Recall" nawet jeśli w szczegółach biorą rozbrat z oryginalną wizją pisarza też "bogate są dziwacznymi uszczegółowieniami", które budują niesamowity klimat. (Na tyle wciągający, ze aż nie ma się ochoty pytać o logiczną spoistość tych wizji.)

Kolejna sprawa to miotający się na tle tak interesujących scenografii ludzie. Ludzie słabi, zwyczajni (choć bardzo często zmuszeni do zmierzenia się z gigantycznymi problemami), posiadający swoje wady, odchylenia psychiczne, problemy, kompleksy, pogmatwane życie osobiste i zawodowe... Zwykle budzący naszą sympatię, czasem jednak wręcz odrażający w swych wadach... Ludzie z krwi i kości jakże różni od herosów opiewanych przez Clarke'a, wczesnego Lema, Roddenberry'ego czy Heinleina... Lubię SF o herosach... ideałach... ale to była odświeżająca odmiana. (Zwłaszcza, że u Dicka "żywe" są zwykle nawet postacie z najdalszego tła.)

Nazywa się Dicka "Dostojewskim SF'. Moim zdaniem miał też w sobie - mimo woli, jak to on ;) - coś z Flauberta.
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 07, 2009, 02:20:01 pm
Mówi się też wiele o najsłynniejszych powieściach tego Autora, może więc dla odmiany wspomnę coś o jego - może nawet lepszych (za krótkie są, by fabuła straciła spójność ;))  - opowiadaniach.

Moje trzy ulubione to:
-"Złotoskóry" - jeden z nielicznych utworów P.K.D. opartych na klasycznym schemacie "śledztwa naukowego"; b. interesująca wizja tytułowego mutanta, którego obecność stawia pytanie o to na ile rozum jest ewolucyjnie przydatny, i o to ile zwierzęcia zostało w człowieku (konsekwentny mizogin Dick rzekłby "w kobiecie" ;D).

-"Majstersztyk" - inżynier Ziemianin, po wojnie atomowej z Obcymi, pracuje przy przywracaniu warunków zdatnych do życia. Powoli odkrywa jednak, że wojny nie wygrali ludzie, a wiele rzeczy które go otacza jest mistyfikacją. Puenta jest zaskakująca.

-"Podróż" - człowiek podróżujący do kosmicznej kolonii w stanie hibernacji nie został dokładnie uśpiony w związku z tym komputer pokładowy musi stworzyć mu rzeczywistość wirtualną... na 10 lat podróży. Musi się to odbić na psychice owego podróżnika.

Wypada też zwrócić na literackie powiązania thingy'ego ;):

Primo: Zachodniacy z lubością zestawiają go z Lovecraftem. Jest w tym coś. Obaj autorzy mają obsesję na punkcie "prawdziwej prawdy" o świecie... Wizje obu są silnie paranoidalne... (I obaj, jak głosi wieść, wierzyli w prawdziwość tego o czym piszą.)

Secundo:są tacy co twierdzą, że Dick wynalazł cyberpunk. I może sporo w tym prawdy bo jego obsesjami były: nierzeczywista rzeczywistość ;) i granice człowiek-maszyna. No i przedstawiał rozszalały kapitalizm... (Choć jak dobrze pogrzebać to pierwsze próby zgłębienia tych problemów znajdziemy już u Bestera, Asimova, Heinleina...)

Tertio: dłuugo można porównywać groteskowe wizje Philipa K. z "tichym" ;) przedziałem twórczości Lema, podobieństw sporo się wygrzebie.

Jednym słowem: jest to twórca na tyle ważny, że nawet będąc zaprzysięgłym miłośnikiem hard SF - znaczy fantastyki serio, wiarygodnej naukowo i wogóle ;) nie umiem (głównie z racji tego paradoksalnego "realizmu" chyba) obok jego twórczości przejść obojętnie (i w swoim prywatnym rankingu autorów SF stawiam go b. wysoko, gdzieś tak na trzecim miejscu, ex equo z Le Guin***).

Na zakończenie kilka linków:
-Lem (pochlebnie) o Dicku:
http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,65127,2704627.html
-Dukaj o Dicku:
http://www.dukaj.pl/czytelnia/publicystyka/LataTlustejSzaranczy
http://www.dukaj.pl/czytelnia/publicystyka/PisarzTezCzlowiekChociazWariat
-J. Sosnowski o Dicku:
http://www.jerzysosnowski.pl/?page_id=55
-"Washington Post" o Dicku:
http://www.washingtonpost.com/ac2/wp-dyn?pagename=article&node=&contentId=A6396-2002Jul26
-i wybór cytatów z P.K.D. - widać z nich jasno, że był jednym z pierwszych stylistów w SF:
http://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=1547


* skoro wszędzie pisali, że on wybitny, podejmowałem próby sprawdzenia co też inni w nim widzą

** nie miał tu skrupułów Mistrza, który nie chciał się bawić w przewidywanie nieprzewidywalnego, ani Clarke'a, który wolał "bezpiecznie" pozostać przy przewidywaniach stricte technologicznych; bawił się tym, jak przypuszczam.

*** która go zresztą w dużym stopniu rozpropagowała...
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Listopad 08, 2009, 01:34:30 am
Hm...Q ciezko tu oczywiscie cos dodac;)Podales nam gotowy przepis na Dicka;)Ale;)Dostojewskiego jeszcze moge ewentualnie sobie uzasadnic...choc naciaganie...ale Flaubert?!:)
Wspomniales o opowiadaniach i pomyslalam ze zalinkuje...sama juz nie wiem czy wolno czy nie...z drugiej strony mozna to za darmo w bibliotece wypozyczyc a ta stronka istnieje od paru lat i opowiadania nie znikaja wiec:
http://www.grzessssiek.republika.pl/philip/opowiad.html (http://www.grzessssiek.republika.pl/philip/opowiad.html)
Moze to ualatwi jakas wymiane na temat opowiadan Dicka;)
Lubie te o ktorych napisales.Ciekawym dla mnie sa tez Przedludzie.O relatywnosci definicji i przesuwania kolejnych granic.Troche przesadzone...ale;)
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: maziek w Listopad 08, 2009, 04:07:25 pm
Nie wiem, czy się zgodzicie, ale D.i.c.k ma unikatową zdolność rozwinięcia akcji w trzeci sposób. Na zasadzie, jak to pisał Lem, że fizycy długo się zastanawiali, czy czy spiny elektronów są dodatnie czy ujemne, a one okazały się trzecie.
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 08, 2009, 05:30:34 pm
Dostojewskiego jeszcze moge ewentualnie sobie uzasadnic...choc naciaganie...ale Flaubert?!:)

olka, z tym Flaubertem to był oczywiście skrót myślowy. Chodzi mi o celebracje zwykłości i przeciętności. Dick w sposób wyjątkowy dla SF pisze o zwykłych ludziach i w tle jego nawet najdziwaczniejszych fabuł toczy się (albo przynajmniej usiłuje toczyć) zwykła (na dickowski sposób "zwykłe", oczywiście ;)) życie szarych ludzi.

Lubie te o ktorych napisales.Ciekawym dla mnie sa tez Przedludzie.O relatywnosci definicji i przesuwania kolejnych granic.Troche przesadzone...ale;)

Znam. Dobrze jest napisane, i pozwala zrozumieć sposób myślenia przeciwników aborcji tzn. realny lęk, który w ich wypowiedziach normalnie tonie pod tonami scholastyki. Przy czym postawione tam pytanie "co definiuje człowieka" nadal pozostaje w mocy a Dick w sumie wykręcił się od odpowiedzi.

ps. maźku, u Dicka fabula rozwija się w trzeci sposób, a potem czasem i czwarty, czy nawet piąty... nie wiem ile w tym świadomych wyborów, a ile obłędu (choć nie przypuszczam by sam obłęd do tego wystarczył), ale z pewnością lepsze to od schematyzmu... pamiętam np. w "Złotoskórym" - zaczyna się jak obyczajowa opowiastka o komiwojażerze, potem okazuje się, że to postapokaliptyka, potem, że postapokaliptyka to tło na którym rozgrywa się historia tajnego agenta, a koniec końców agent okazuje się fabularnie dość nieistotny liczy się parę ważkich pytań. Zaczyna się od obyczajówki kończy filozoficzną SF.
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: liv w Listopad 17, 2009, 07:19:40 pm
To i ja dorzucę swoje trzy grosze o Koniolubie.
Trochę jako odprysk dyskusji w temacie o 11 listopada. Pisząc tam, przypomniało mi się pewne opowiadanko Dicka o społeczeństwie przyszłości, z zakręconymi wartościami. Literacko może średnie (ANIELa pewnie by wypunktowała  :)), ale wszyscy wiemy, jak i dlaczego pisał.
Chodzi mi o sam koncept. I tu nie wysilę się wiele, tylko za chwilę zacytuję fragmencik:

Rzecz jest o ostrym konflikcie politycznym, na granicy zamieszek. Linia podziału biegnie w/g kryterium - młodzi/starzy, ale też miasto/wieś. A o co?

„Przecież dawniej czegoś takiego nie było. Nie przypominam sobie, żebym jako dziecko musiała ciągle wysłuchiwać o polityce.
- Bo wtedy nikt nie nazywał tego polityką. Lobby przemysłowe bezustannie wbijało ludziom do głowy, że mają konsumować i kupować. Reklamy wciąż mówiły o tym samym: czystości włosów, zębów i skóry. Z czasem ludzie, a zwłaszcza mieszkańcy miast, to podchwycili i dorobili do reklam stosowną ideologię.
Betty nakryła do stołu i wniosła półmiski z jedzeniem. To znaczy, że komuś bardzo zależało, aby powstał oddolny purystowski ruch polityczny?
 - Nikt sobie wówczas nie zdawał sprawy, w jakim kierunku to zmierza. Niespostrzeżenie, dzieci wyrastające w takiej atmosferze zaczęły uważać problemy związane z poceniem się, utrzymaniem czystości zębów i włosów, za fundament swego światopoglądu. Za idee, dla których warto żyć i umierać. Uznały, że w obronie tych wartości można nawet zabijać.
- A mieszkańcy wsi stali się naturalistami?
- Poparli ten program wszyscy, którzy mieszkali z dala od miast i nie byli tak wystawieni na działanie reklam.”

A cała wojna polityczna i nie tylko, dotyczy poprawki do konstytucji. Ma wprowadzić ona obowiązek wycinania gruczołów potowych i kontroli oddechu. :o
Tytuł „W lepszym świecie” w tomie „Zapłata”. („The chromium fence”- 1954)
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 17, 2009, 07:41:21 pm
Dobre to jest. Nie pomyślałbym, że patologie reklamy widocznej w tivi (te wszystkie "proszki w płynie" ) itp. są tak starej jeszcze proweniencji. Dobrze też, że czarnowidz Dick się jednak pomylił... Choć czy do końca? Nieszczęście anoreksji wzięło się przecie z b. podobnych przyczyn...

Z wszystkich pisarzy SF PKD znał chyba najlepiej naszą pokręconą ludzką naturę.
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: liv w Listopad 17, 2009, 09:07:03 pm
Cytuj
Dobrze też, że czarnowidz Dick się jednak pomylił... Choć czy do końca?
Za 100 lat się okaże. Ale już raz to opowiadanko mi się przypomniało. Jakiś roczek temu. Prowadzono wtedy ostrą kampanię antypapierosową. Wszędzie były hasła - "Palisz więc śmierdzisz" i plakat z palaczem z d... zamiast twarzy. Niektórzy zwolennicy "zdrowego powietrza" zrobili się wtedy dość agresywni :).
Oczywiście nie zachęcam do tego zgubnego nałogu ;)
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 18, 2009, 07:14:11 pm
Cytuj
Dobrze też, że czarnowidz Dick się jednak pomylił... Choć czy do końca?
Za 100 lat się okaże.

Zdaje mi się, że gdyby szło ku temu co prorokował to widoczna by była stała radykalizacja nastrojów w określonym kierunku i pewne treści byłyby widoczne w tzw. dyskursie publicznym, bo takie zmiany raczej nie następują skokowo.

BTW. skoro już o reklamach mowa, pamiętasz takie opowiadanie Ballarda z (podobno niedawno wznowionych) "Głosów czasu". Reklama podprogowa, zakaz leczenia przymusem chorych psychicznie, i ex-psychiatra zakochany w pięknej samobójczyni. Też dawało do myślenia...
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Listopad 18, 2009, 07:33:23 pm
Reklama, media...te tematy towarzysza chyba wiekszosci ksiazek Dicka...powtarzam wlasnie Sloneczna loterie...tam tez oczywiscie ten temat sie przewija...i nie jestem pewna czy do tego nie dazymy:
Cytuj
Reklamy są najwyższym gatunkiem sztuki- pracują nad nimi najbardziej utalentowani twórcy
;)
Poza tym powtorzylam (chyba mam philipow- powtorkowy tydzien bo jeszcze na Ale kino rzucilam okiem naImpostora a tutaj liv ozywil watek;))  Czy androidy...? ksiazke rzecz jasna.Moze nie ma tutaj rozwarstwiajacych sie rzeczywistosci ale jest Mercer.Ciekawi mnie jak rozumiecie jego postac?Czy jest zbiorowa iluzja?Medialna manipulacja?Alter ego?Zmaterializowana religia?Czy macie inna wersje?;)Jak wg Was dzialaja owe empatyczne skrzynki?Ludzie sami sie rania?Mercer zreszta pojawia sie i bez pomocy tychze.
O Wilburze jest tez opowiadanie Mala czarna skrzynka.
Czy to po prostu jeden z dickowych odjazdow ktory wplotl w fabule i nie ma szczegolnego znaczenia?Mnie szczerze powiedziawszy drazni ta postac...dlatego pytam;)
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 18, 2009, 08:04:35 pm
i nie jestem pewna czy do tego nie dazymy:
Cytuj
Reklamy są najwyższym gatunkiem sztuki- pracują nad nimi najbardziej utalentowani twórcy
;)

Tak, to jest prorocze ;). (Zwłaszcza odkąd filmy umieją robić za reklamę gadgetów ;D.)

Poza tym powtorzylam /.../ Czy androidy...? ksiazke rzecz jasna.Moze nie ma tutaj rozwarstwiajacych sie rzeczywistosci ale jest Mercer.Ciekawi mnie jak rozumiecie jego postac?Czy jest zbiorowa iluzja?Medialna manipulacja?Alter ego?Zmaterializowana religia?Czy macie inna wersje?;)Jak wg Was dzialaja owe empatyczne skrzynki?Ludzie sami sie rania?Mercer zreszta pojawia sie i bez pomocy tychze.
O Wilburze jest tez opowiadanie Mala czarna skrzynka.
Czy to po prostu jeden z dickowych odjazdow ktory wplotl w fabule i nie ma szczegolnego znaczenia?Mnie szczerze powiedziawszy drazni ta postac...dlatego pytam;)

Dla mnie to po prostu jeden z tych typowych mesjaszy i anty-mesjaszy Dicka i nie ma tu do czego zbytnio logiki przykładać, bo to zwyczajnie byt metafizyczny jest ;).

Przy czym jest to bez znaczenia i nie jest. Do fabuły nic nie wnosi (i dobrze, że w filmie to wycieli), ale jednocześnie ilustruje dickowy pogląd (z którym się oczywiście nie zgadzam ;)), że przez rzeczywistość (czy raczej: przez kolejne warstwy rzeczywistości) prześwieca Bóg. To kolejne oblicze Boga-Zebry.
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Listopad 18, 2009, 11:06:39 pm
Hm...moze i byt metafizyczny moze i nie wnosi...ale;) scisle laczy sie z fabula...wszak empatia jest motywem przewodnim i roznicujacym byty wlasnie.Mercer zjawia sie realnie i ratuje zycie Deckardowi...ostrzegajac go.Namotal wacpan Philip;)Do mnie jeszcze trafia jako tako porownanie Mercera do Syzyfa...ze tak pchamy te nasze zywoty...kupujemy metaforyczne owieczki a tak naprawde to...sztuczna zaba albo wykreowany przez media twor;)
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 18, 2009, 11:35:25 pm
Hm...moze i byt metafizyczny moze i nie wnosi...ale;) scisle laczy sie z fabula...wszak empatia jest motywem przewodnim i roznicujacym byty wlasnie.

Czyli: empatia jako wyznacznik "duszy", boskiej cząstki* w człowieku.

Do mnie jeszcze trafia jako tako porownanie Mercera do Syzyfa...ze tak pchamy te nasze zywoty...kupujemy metaforyczne owieczki a tak naprawde to...sztuczna zaba albo wykreowany przez media twor;)

Znając waćpana Philipa to moze sie jeszcze tak zdarzyć, że przez wykreowany sztucznie twór objawi się prawdziwe - w świecie utworu - bóstwo.


* nie, nie chodzi o bozon Higgsa ;D
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: liv w Listopad 19, 2009, 06:47:48 pm
Ja tylko na bazie "czarnej skrzynki", bo dała się szybko powtórzyć. Ale za pioruna nie wiem o co chodzi z tym merceryzmem (dlatego lubię czytać Dicka). Wygląda to na lepszy rodzaj telewizora (odbiornik empatii), do sterowania masami. Ale już kto steruje i po co? Czort wie.
No, bo wyznawcy przechodzą rodzaj drogi krzyżowej, cierpiąc coraz bardziej z Mercerem. To ich rajcuje (dziwne). Że jak on dostał kamieniem, to ich boli głowa. Ale za chwilę Mercer ma męczeńsko zginąć (tu opowiadanie sprytnie się kończy). Więc wyznawcy też zginą? Czyli maszyna zagłady.
W takim razie kto tym steruje? W opowiadanku wygląda na byt wyższy ,który, po zarekwirowaniu przez władze wszystkich przekaźników i tak dotrze nową drogą do wiernych. Ale po co, poza tym miał przecież zginąć. Może się odrodził? Wygląda jakby kręciło Go, bycie pasterzem i posiadanie swoich "żywych" owieczek. :)
Władze uważają go za silę z kosmosu i traktują jako rodzaj inwazji. I są zazdrosne, o władzę właśnie. A co z empatią ? No właśnie...
Może doczytam androidy, to się rozjaśni. Choć tam, zdaje się, był jakiś aktorzyna- manipulator, zdemaskowany jako Mercer? 
Albo wezmę te same prochy, które Dick brał w latach 60-tych. wtedy zobaczę różowy(?)  promień. Potem wam opowiem ;)
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 19, 2009, 07:50:24 pm
No, bo wyznawcy przechodzą rodzaj drogi krzyżowej, cierpiąc coraz bardziej z Mercerem. To ich rajcuje (dziwne). Że jak on dostał kamieniem, to ich boli głowa. Ale za chwilę Mercer ma męczeńsko zginąć (tu opowiadanie sprytnie się kończy). Więc wyznawcy też zginą? Czyli maszyna zagłady.

Czy to nie przypomina całego nurtu ascetycznego w średniowiecznym (i nie tylko) chrześcijaństwie? Gotowość do męczeńskiej śmierci, biczowanie, posty...

Dick był niewątpliwie - b. nieortodoksyjnym - chrześcijaninem, ale chyba jak mało kto uświadamiał sobie cały wewnętrzny dramatyzm swojej religii. Przy czym jako osoba wierząca winą za ten - biorący się z wewnętrznych sprzeczności doktryny - dramatyzm obciążył... Boga, co doprowadziło go do dość oryginalnej konstatacji:

"Dusza Świata ma w sobie element irracjonalny.
   Innymi słowy - sam wszechświat  - i kryjący się za nim Umysł - jest chory."


Owszem można to zwalić na karb choroby psychicznej (bywa, że schizofrenicy myslą, że to świat zwariował, a oni pozostali normalni), ale jest to też całkiem interesująca próba teodycei*.

W takim razie kto tym steruje? W opowiadanku wygląda na byt wyższy ,który, po zarekwirowaniu przez władze wszystkich przekaźników i tak dotrze nową drogą do wiernych. Ale po co, poza tym miał przecież zginąć. Może się odrodził? Wygląda jakby kręciło Go, bycie pasterzem i posiadanie swoich "żywych" owieczek. :)

"VALIS", polecam "VALIS". To klucz ideowy do twórczości PKD, który pozwala zrozumieć jego podejście do "bytu wyższego". (To z niego pochodził powyższy cytat.)

(Jest jeszcze w "Boża inwazja", dopełnienie "VALISa", gdzie to samo zostało wyłożone bardziej łopatologicznie.)

Władze uważają go za silę z kosmosu i traktują jako rodzaj inwazji. I są zazdrosne, o władzę właśnie.

I znów widzimy jak się pewne wątki przewijają przez twórczość Dicka, jak iterują. Przypominaja się "Nasi przyjaciele z Frolixa 8", przypomina Palmer Eldrith (acz tamten był zdecydowanie zły)...


* inna rzecz, że podważajaca - postulowaną przez ortodoksyjne chrześcijaństwo - doskonałość stwórcy... czyli degradująca Boga do roli boga.
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Evangelos w Listopad 25, 2009, 02:34:28 pm
Musze podziekowac za ten watek. Nigdy nie przepadalem za tworczoscia tego autora glownie przez szalona fantasmagorycznosc kreowanego swiata i poprzeplatanie snow, wizji, rzeczywistosci, przeszlosci i przyszlosci na jednej plaszczyznie (prawdopodobnie sam autor tak postrzegal). Ciezko sprecyzowac o czym tak naprawde jego ksiazki sa (te, ktore znam). Dzieki Blade Runnerowi "Androidy" przeczytalem kupilem i przeczytalem w oryginale, zeby jak najmniej tracic na tlumaczeniu i ksiazka nie spodobala mi sie kompletnie. Jest malo spojna oraz dla mnie o wszystkimi i niczym, a juz Mercer i kupowanie owiec (bo na strusia czy tam inne zwierze go nie stac) kompletnie mi pomieszaly rozumienie tego, co jest w fabule wazne, a co mniej (a co ladnie da sie wydestylowac z filmu). A tu milo sie zaskakuje, ze mozna sie doszukiwac takiej wieloplaszczyznowosci w calym tym empatyczno-wilburowskim watku. Przyznaje, ze mnie sie nie chcialo, ale czytam z przyjemnoscia.
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: liv w Listopad 25, 2009, 08:32:11 pm
Cytuj
szalona fantasmagorycznosc kreowanego swiata i poprzeplatanie snow, wizji, rzeczywistosci, przeszlosci i przyszlosci na jednej plaszczyznie (prawdopodobnie sam autor tak postrzegal)
Oj zdecydowanie. Sam chyba tego do końca nie rozumiał, ale próbował. Świadczy o tym "Egzegeza". Na dobrych kilku tysiącach stron rozpisana, próba interpretacji swojego życia. Chyba w całości nigdy nie wydana.
Bo, że osobą zakręconą straszliwie był, wątpliwości nie mam. Do znanej szeroko leko- i narkomanii dorzucę, że urodził się bliźniakiem jednojajowym, w dodatku wcześniaki (em). Siostra zmarła niecałe dwa miesiące po urodzeniu i we wspomnianej E, pisarz twierdził, iż ona w nim tkwi (w dziwnych czasem formach). Na dodatek oboje zostali, w gruncie rzeczy zagłodzeni przez nieroztropną  matkę ( miesięczna z górką siostra dodatkowo oparzona niechcący termoforem). Siostra w efekcie zmarła , Filip cudem (przypadkiem, nieprzypadkiem?) przeżył pod inkubatorem.
 Rodzice, to oddzielny temat i równie niefajny. Po takim początku, zawiłe dalsze losy Dicka przestają dziwić. Jego literackie światy także.
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 26, 2009, 01:36:48 am
Siostra zmarła niecałe dwa miesiące po urodzeniu i we wspomnianej E, pisarz twierdził, iż ona w nim tkwi (w dziwnych czasem formach).

Przy czym - warto dostrzec, że (w "Bożej inwzji" właśnie) zinterpretował Boga, na swoje dickowe podobieństwo. Jah też ma swoją "siostrę", odrzuconą część Boga, do której tęskni choć zapomniał o jej istnieniu. Dopiero zjednoczenie tych połówek może uzdrowić Boga, a więc i Wszechświat.

W wypadku kogoś normalniejszego mówilibyśmy zapewne o skrajnej manii wielkości. W tym wypadku chyba tylko o rozpaczliwej próbie zrozumienia siebie i świata. (Podpartej chyba hermetyczną zasadą "jak na górze, tak na dole" - czyli skoro Philip przez coś cierpi to i Jah musi.)

ps. Evangelosie welcome back! ;)
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: liv w Listopad 28, 2009, 12:59:01 pm
Akurat "Boża inwazja", to jedna z nielicznych głównych książek Dicka, których nie czytałem. Za to wczoraj skończyłem powtórkę elektrycznych zwierzątek.
 Ale do rozwinięcia koncepcji merceryzmu niewiele to wniosło.
Zdemaskowany i zdemistyfikowany, działał dalej. I to nawet bez skrzynki ,ratując głównego bohatera. Który zresztą,niezbyt gorliwym był wyznawcą. Za to na końcu, z powodu nadmiernych obciążeń moralnych, sam został Mercerem (chwilowo), odczuwając rodzaj schmerzweltu.
Ciekawy wątek zazdrości androidów o popularność tegoż.
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Listopad 28, 2009, 02:52:12 pm
Ale do rozwinięcia koncepcji merceryzmu niewiele to wniosło.
Zdemaskowany i zdemistyfikowany, działał dalej. I to nawet bez skrzynki ,ratując głównego bohatera. Który zresztą,niezbyt gorliwym był wyznawcą. Za to na końcu, z powodu nadmiernych obciążeń moralnych, sam został Mercerem (chwilowo), odczuwając rodzaj schmerzweltu.
Ciekawy wątek zazdrości androidów o popularność tegoż.

Hm...cos mi sie zdaje ze sam imc Philip nie wiedzial dokad go Mercer zaprowadzi.Wyszlo mu cos na pograniczu religii-masowych jazd po prochach ktore co rano na ustawienie nastroju ludzie zazywali i manipulacji medialnej.
Podobnie "uciekl" w Slonecznej Loterii : postac Prestona to tez takie pogranicze wyprowadzenia ludzi do ziemi obiecanej - naukowca - fantazji(tam dodatkowo jak na niego wszystko trzyma sie wytyczonego watku az tu nagle Pan Pellig zamienia sie w...hm...rakiete i leci na Ksiezyc...szkoda ze tak popsul koncowke).
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: liv w Grudzień 01, 2009, 11:11:19 am
Dick, w „Valis” albo "Transmigracji...", opisał eksperymentalną terapię odwykową. Polegała ona, na totalnej dezintegracji osobowości „leczonego”. Osiągano to, przez traktowanie go jak śmiecia, delikatnie mówiąc. Jak się rozsypał, budowano mu nową świadomość – już „zdrową”. Sam pisarz poddany był takim zabiegom.

A wszystko to, przypomniało mi się dzisiaj, w dniu wejścia w życie traktatu europejskiego. Odtwarza on poszerzone imperium Habsburgów, bez Habsburgów. Tamto, rozsadzone zostało na przełomie wieków, przez młode „nowoczesne” nacjonalizmy. Pierwsza duża wojna, tylko dopełniła reszty.
 Zastanawiam się, czy obecni włodarze, wyciągając wnioski, zastosują w/w terapię. Musieliby zniszczyć mitologie narodowe, wraz z mitami założycielskimi państw narodowych. I na tych gruzach budować nową świadomość – europejską (też pewno zmitologizowaną).
U Dicka bodaj poskutkowało, na jakiś czas.
P.S. W imperium Habsburgów, pod jego koniec, Polacy mieli zagwarantowaną tekę jednego ministra (d/s Galicji). Ale w porywach bywało ich więcej (d/s wewnętrznych i zagranicznych). ;)
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Grudzień 01, 2009, 08:22:07 pm
A wszystko to, przypomniało mi się dzisiaj, w dniu wejścia w życie traktatu europejskiego. Odtwarza on poszerzone imperium Habsburgów, bez Habsburgów.

Jak to napisał Dick?

"Imperium wcale się nie rozpadło"? ;)
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: liv w Grudzień 01, 2009, 10:16:39 pm
Cytuj
Jak to napisał Dick?

"Imperium wcale się nie rozpadło"? Wink
:D
Dzięki za przestrogę. Jak zacznę pisać, że widziałem różowy promień, po koleżeńsku, daj znać.
Wtedy zainwestuję w psychiatrę :)
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Grudzień 01, 2009, 11:03:45 pm
Porządny kosmonauta w takich razach powinien udać się do psychiatry sam z siebie... Pamiętasz?

"Do tej pory pilot Pirx nie zdążył jeszcze w ogóle pomyśleć — teraz przyszło mu po raz pierwszy do głowy, że to, co widzi, musi być halucynacją, bo takie rzeczy się nie zdarzają. Myśl ta przynosiła mu zaszczyt. Na ogół ludzie pokładają nadmierne zaufanie we własnych zmysłach i kiedy zobaczą na ulicy zmarłego znajomego, gotowi są raczej przypuszczać, że zmartwychwstał, aniżeli że sami zwariowali."

Swoją drogą cytat ten pasuje do rozważań o Dicku jak mało co ::).




ps. nawiasem mówiąc chwilę później natrafiamy cytacik, w kórym dowiadujemy się, że Pirx rwał kobiety na... duchy:

"Pilot Pirx nie pomyślał oczywiście, że ma przed sobą ducha ze świecącą aureolą. W ogóle nie wierzył w duchy, chociaż w pewnych okolicznościach opowiadał o nich niektórym znajomym — kobietom — ale w tych wypadkach nie chodziło o spirytyzm."

Podstępna bestia ten nasz pilot. Najpierw nastraszyć, by później pocieszać... całą noc ;).
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Marzec 31, 2010, 09:35:01 pm
Taki aprop Dicka (czytalam i widzialam Raport Mniejszosci - dzieki liv za przypomnienie...przeczytalam sobie once again...filmu tez bede bronila: zapamietalam go jako calkiem dobry;)): czytam wlasnie A jesli nasz swiat jest ich rajem? Ostatnie rozmowy z PKD (Beres to to nie jest ale...;)).Zastanawialismy sie tutaj nad znaczeniem Mercera, religii itp...Q slusznie przywolal Valis a ja pozwole sobie zacytowac z w/w ksiazki zdanie przyjaciela Dicka- Tima Powersa -  ktore moze naswietlic nieco ta metafizyczna strone jego ksiazek:

Cytuj
(...) Phil zmieniał wiarę niemal codziennie, niczym wąż skórę.Tak, zmienial wyznania jak rekawiczki - jednego dnia dochodzil do przekonania, ze prawde absolutna mozna odnależć tylko w ortodoksyjnym judaizmie, by nazajutrz stwierdzic, ze prawdziwym objawieniem jest gnostycyzm - lecz nigdy nie byl cyniczny.
Stad kazda proba rozbiorki tworczosci Dicka pod tym katem jest skazana na rozparcelowanie jazni;)
Dick opowiada tez o swojej nowej (niestety nigdy nie napisanej) ksiazce: Sowa w swietle dnia.Dobrze czasem siegnac tak do zrodla:)
Hm...moze kluczowe sa tutaj wydarzenia nazywane 2-3-74 czyli wg samego Dicka objawienie religijne ktorego doznal w 1974 roku...ten wspominany róż i pentotal ktory zazywal ::)

Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 31, 2010, 10:34:58 pm
Taki aprop Dicka (czytalam i widzialam Raport Mniejszosci - dzieki liv za przypomnienie...przeczytalam sobie once again...filmu tez bede bronila: zapamietalam go jako calkiem dobry;))

Przed kim go tu bronić, skoro ma na forum wcale licznych sympatyków :P ;)*. Wymieniał go wśród swoich filmowych ulubieńców dzi; Term ciepło wspominał, ja chwaliłem całkiem niedawno.

Wypadnie tylko zauważyć, że zakończenie Spielberga jeszcze dalej odbiega od oryginalnego, niż to, jakie dolepił Tarkowski do "Solaris". Ale w wypadku "Raportu..." jakoś to nie przeszkadza. (Może dlatego, że do Dicka mam jednak stosunek mniej czołobitny?)


* aa, zajrzałem do "Akademii..." i już wiem przed kim ;)
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Maj 02, 2012, 11:16:52 pm
Szczegółowa analiza "Podróży" Dicka (pochodzącego z roku '80 opowiadania stawiającego ten sam problem co "Ubik" w znacznie bardziej koherentnej fabularnie i mniej obudowanej wątkami pobocznymi formie; IMHO opus magnum Konioluba):
http://bakingphilosophy.blogspot.com/2012/03/i-hope-i-shall-arrive-soon-paranoid.html (http://bakingphilosophy.blogspot.com/2012/03/i-hope-i-shall-arrive-soon-paranoid.html)
(Wygląda, że funkcjonowała pod różnymi tytułami, oryginalny brzmiał "Frozen Journey".)

ps. fragmencik "Podróży" gwoli wprowadzenia w klimat i tematykę:

"Człowiek numer dziewięć, właściwie nieprzytomny, ale niestety ciągle zdolny do myślenia, pomyślał: „Ktoś do mnie mówi”. Powiedział: - Gdzie jestem? Nic nie widzę.
- Jesteś w niepełnosprawnej aparaturze krionicznej.
- A wiec nie powinienem cie słyszeć - stwierdził.
- Powiedziałem: niepełnosprawnej. W tym właśnie rzecz, że możesz mnie słyszeć. Wiesz, jak sie nazywasz?
- Victor Kemmings. Wyciągnij mnie z tego.
- Lecimy.
- No to mnie uśpij.
- Chwileczkę. - Statek sprawdził aparaturę krioniczną, zbadał, przeprowadził pomiary i wreszcie oznajmił: - Spróbuje. - Mijał czas. Victor Kemmings nic nie widział, nie czuł swego ciała, ale wciąż zdawał sobie sprawę, że jest przytomny.
- Obniż mi temperaturę - powiedział. Nie słyszał w łasnego głosu, może tylko zdawało mu sie, że mówi. W jego kierunku płynęły, a potem nagle popędziły, kolory. Podobały mu sie, przypominały dziecięce pudełko z farbami, na wpół ożywioną, sztuczną formę egzystencji. Miał takie w szkole, 200 lat temu.
- Nie mogę cie uśpić - w głowie Kemmingsa rozległ sie głos statku.
- Uszkodzenie jest zbyt skomplikowane. Nie mogę go skorygować ani naprawić. Przez dziesięć lat podróży będziesz w stanie świadomości.
Na wpół ożywione kolory znowu popędziły w jego stronę, ale tym razem jego przerażenie sprawiło, że wydawały sie groźne, posępne. - O mój Boże - powiedział. - Dziesięć lat. - Kolory ściemniały.
Statek wyjaśniał sparaliżowanemu, otoczonemu przygnębiającym migotaniem światła Victorowi Kemmingsowi, jaką strategie postępowania przyjął. To nie była jego własna decyzja, statek po prostu został zaprogramowany tak, by w wypadku zaistnienia podobnej niesprawności, wypracował swój sposób działania.
- Przede wszystkim musze - oznajmił statek - dostarczać bodźce twoim zmysłom. Podstawowym, grożącym ci niebezpieczeństwem jest pozbawienie zmysłów dopływu bodźców. Gdybyś zachował świadomość przez dziesięć lat nie otrzymując jedno-cześnie żadnych wrażeń zmysłowych, nastąpiłby całkowity rozkład psychiki. W momencie, gdy osiągnęlibyśmy system LR4, byłbyś na poziomie rośliny.
- No dobrze, ale czym masz zamiar mnie karmić? - Kemmingsa ogarnęła panika. - Co masz zarejestrowane w pamięci? Wszystkie mydlane videoopery z ubiegłego stulecia? Obudź mnie, to sobie pochodzę.
- Nie ma we mnie powietrza - odparł statek. Nie ma nic do jedzenia. Nie ma nikogo, z kim mógłbyś rozmawiać; wszyscy są zahibernowani.
- Mogę rozmawiać z tobą. Możemy grać w szachy - odpowiedział Kemmings.
- Ale nie przez dziesięć lat. Posłuchaj: powiedziałem ci, że nie mam dla ciebie powietrza, nie mam żywności. Musisz pozostać w takim stanie, w jakim sie znajdujesz... nie jest to dobre, ale zostaliśmy do tego zmuszeni. Będę ci dostarczał twoje własne wspomnienia, akcentując szczególnie te przyjemne. Masz dwieście sześć lat wspomnień i większość z nich została zepchnięta głęboko do podświadomości. To wspaniałe źródło bodźców zmysłowych. Bądź dobrej myśli. Sytuacja, w której sie znalazłeś, nie jest wyjątkowa. Nigdy sie to nie zdarzyło na moim terenie, ale zaprogramowano mi odpowiednią metodykę postępowania. Odpręż sie i zaufaj mi. Postaram sie, byś miał swój świat."


Bardzo filmowa to zresztą rzecz...
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Smok Eustachy w Maj 05, 2012, 07:27:01 pm
Dick jest nużący przez swoją niejednoznaczność. Nie wiadomo czy jak już ktoś się naćpał to potem otrzeźwiał, czy wpada w rojenie o rojeniu. Filmy oparte na jego twórczości też odstają in plus.
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: liv w Maj 05, 2012, 11:48:46 pm
Cytuj
Dick jest nużący przez swoją niejednoznaczność.
Czy to odwrotność nienużącej jednoznaczności? Bo mnie akurat jednoznacznie nienóżył.
Cytuj
Filmy oparte na jego twórczości też odstają in plus.
Zgłupiałem na amen.
 Od czego odstają?
Dobrze to, czy źle, że też in plus? :-\
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Smok Eustachy w Maj 06, 2012, 12:52:08 am
Cytuj
Dick jest nużący przez swoją niejednoznaczność.
Czy to odwrotność nienużącej jednoznaczności? Bo mnie akurat jednoznacznie nienóżył.
Cytuj
Filmy oparte na jego twórczości też odstają in plus.
Zgłupiałem na amen.
 Od czego odstają?
Dobrze to, czy źle, że też in plus? :-\
1. Tak jest. Jeśli za dużo jest znaczeń, to tak, jakby żadnego nie było.
2. Od innych filmów, nieopartych na Dicku.
3. Dobrze, że na plus.
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Maj 06, 2012, 09:43:22 am
Dick jest nużący przez swoją niejednoznaczność. Nie wiadomo czy jak już ktoś się naćpał to potem otrzeźwiał, czy wpada w rojenie o rojeniu.
1. Tak jest. Jeśli za dużo jest znaczeń, to tak, jakby żadnego nie było.

Kiedy znaczenie tam jest - zasadniczo - jedno (Lem o tym ładnie w "FIFie" pisał): jeśli przyjmiesz możliwość, że otaczająca rzeczywistość może być fałszowana (wszystko jedno czy po gnostycku posądzisz o to czynniki boskie/szatańskie, czy obawa ta będzie - jak w "Podróży" - wynikała z istnienia zaawansowanej fantomatyki vel VR), to nigdy z tego podejrzenia się nie uwolnisz, nie jesteś w stanie.
("Kongres...", opowiadanie o Skrzyniach Corcorana i "Matrix" też gdzieś o tym.)

ps. pisząc, że powieści są nużące, a filmy też odstają in plus, sam popisujesz się niejednoznacznością, wyglądającą tak, jakby żadnego sensu nie było ;)
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: liv w Maj 06, 2012, 02:04:14 pm
Cytuj
Kiedy znaczenie tam jest - zasadniczo - jedno (Lem o tym ładnie w "FIFie" pisał): jeśli przyjmiesz możliwość, że otaczająca rzeczywistość może być fałszowana (wszystko jedno czy po gnostycku posądzisz o to czynniki boskie/szatańskie, czy obawa ta będzie - jak w "Podróży" - wynikała z istnienia zaawansowanej fantomatyki vel VR), to nigdy z tego podejrzenia się nie uwolnisz, nie jesteś w stanie.
("Kongres...", opowiadanie o Skrzyniach Corcorana i "Matrix" też gdzieś o tym.)
O, to, to...
Przy czym, głównym fałszycielem jest Sam Mc Muzg.
Nie wiadomo tylko, czy działa on w pojedynkę, czy jeszcze ktoś się podłącza.
Bo kto niby ma to rozstrzygnąć?
Ale to wąż znany już dawnym filozofom.
 I o tym jest Dick.
Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Smok Eustachy w Maj 06, 2012, 02:42:54 pm
/.../
ps. pisząc, że powieści są nużące, a filmy też odstają in plus, sam popisujesz się niejednoznacznością, wyglądającą tak, jakby żadnego sensu nie było ;)
No w wątku o Dicku nic da się inaczej. O masz miałem pożyć xiążkę Krupci i zapomniałem. 
Kurcze Palmer z tymi 3 stygmatami zawsze mnie wpędza w depresję.

Tytuł: Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Maj 06, 2012, 05:52:12 pm
No w wątku o Dicku nic da się inaczej.

Dobra, w życiu nie założę wątku o W. S. Burroughsie ;).

Kurcze Palmer z tymi 3 stygmatami zawsze mnie wpędza w depresję.

A wiesz skąd się te stygmaty metalowe Palmerowi wzięły (i sam Palmer)? Dick pisał (cyt. za "Bożymi inwazjami" Sutina):

"Któregoś dnia szedłem polną drogą do swojej szopy, mając przed sobą osiem godzin pisania w całkowitym odosobnieniu, i spojrzawszy w niebo, zobaczyłem tam twarz. Tak naprawdę jej nie widziałem, ale ona tam była i nie była to twarz ludzka, tylko ogromne oblicze czystego zła. Teraz rozumiem (i chyba wtedy niejasno to sobie uświadamiałem), co spowodowało, że to zobaczyłem: miesiące odosobnienia, pozbawienia kontaktu z ludźmi, niemal deprywacji sensorycznej… ale i tak nie dało się zaprzeczyć jej istnieniu. Była olbrzymia, zapełniała ćwierć nieba. Miała puste szczeliny oczu, była metalowa, okrutna i, co najgorsze, był to Bóg.

Pojechałem do mojego kościoła i rozmawiałem z księdzem. Doszedł do wniosku, że miałem widzenie Szatana i udzielił mi namaszczenia – nie ostatniego namaszczenia, tylko namaszczenia chorych. Nic mi to nie pomogło, metalowa twarz na niebie pozostała. Musiałem codziennie chodzić pod jej spojrzeniem."


I tak powstał Chocapic... Znaczy PKD pod przemożnym wpływem tej twarzowej wizji napisał "Trzy stygmaty...".

(Przy czym bohater tytułowy nosi imię-i-nazwisko znaczące. Palmer ma nas odsyłać do skojarzeń z Niedzielą Palmową, tryumfalnym wjazdem do Jerozolimy etc., Eldrith zaś - co prawda pisany przez małe "e" - to jeden z ulubionych przymiotników Lovecrafta, którym tenże, kolejny ze słynnych piszących SF wariatów ;), określał swoje kosmiczne monstra.)

ps. Nie wiem czy wiesz także - choć jako teista powinieneś ;) - że Berkeley'a (twórcę solipsyzmu, ale i biskupa) prześladowała ponoć, podobna do dickowskiej, niemożność zweryfikowania czy rzeczywistość jest rzeczywista... W końcu, jako biskup, doszedł do wniosku, że do tego właśnie potrzebna jest wiara, skoro się bowiem wierzy w Boga, należy też wierzyć, że gra z nami fair, czyli stworzył świat właśnie takim, jakim go postrzegamy, bez ukrywania za fałszywkami... (Pogląd odwrotny do gnostycko-okultystycznej obsesji poszukiwania prawdy o świecie ukrytej ponoć przez wrednego Demiurga.)
Tytuł: Odp: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 14, 2018, 10:36:04 pm
Niedawno ukazała się niepublikowana dotąd w Polsce powieść Dicka - ktoś mógłby rzec, że pozazdrościł Lemowi, bo skoro tamten napisał w latach '50 "Inwazję z Aldebarana" w formie opowiadania, on stworzył w '60 rzecz potężniejszą objętościowo pod tytułem "Inwazja z Ganimedesa", w dodatku ze współautorem* ;):
https://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,109077,Inwazja-z-Ganimedesa

* Wynalazcą takiej jednej czapki:
https://en.wikipedia.org/wiki/Ray_Nelson

A tu jeszcze - najwyraźniej okolicznościowy - tekst o PKD:
http://www.dwutygodnik.com/artykul/7691-mistrz-podejrzen.html
Tytuł: Odp: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Czerwiec 17, 2019, 01:00:36 am
Do kompletu i o Dicku, tym razem soczyście i konkretnie, nie doraźno-politycznie (mimo, że jeden z tekstów z "KP"):
https://tesinblog.wordpress.com/2018/09/10/bog-w-dezodorancie-czyli-paranoja-jako-szosty-zmysl-philip-k-dick/

https://krytykapolityczna.pl/kultura/pamietacie-dicka/
Tytuł: Odp: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
Wiadomość wysłana przez: Q w Czerwiec 27, 2019, 03:20:00 am
Relatywnie świeża esensyjna recenzja "Klanów księżyca Alfy" (nie wiem czy nie mojej ulubionej powieści P.K.D.*):
https://esensja.pl/ksiazka/publicystyka/tekst.html?id=27996
(Tekst przyjemny, ale widzę błęd rzeczowy: klan Pare to byli paranoicy, nie - schizofrenicy paranoidalni.)

* Raz: ma stosunkowo precyzyjną, nietypową dla Dicka, a dość charakterystyczną dla klasycznej SF konstrukcję (tj. skupiona jest wokół centralnego tematu, którym w tym wypadku jest dyskusja nad/z pojęciem normy psychicznej). Dwa: jest prorocza w pewnym aspekcie - symulakra CIA, owszem, stanowią odbicie ery mccarthyzmu, ale i dobrą antycypację sponsorowanego przez wywiady internetowego trollingu (w którym też chodzi o sączenie incognito, za pomocą środków technicznych, swoich treści). Trzy: Obcologiczny śmietnik, który normalnie mnie irytuje (aż dziwne, że lubię w takich realiach SF, w tym "Star Treka" ;) ), ma w tym utworze tyle uroku, że skłonny jestem liczyć go do jego atutów.