Stanisław Lem - Forum

Polski => Forum po polsku => Wątek zaczęty przez: maziek w Lipiec 25, 2006, 10:04:56 pm

Tytuł: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Lipiec 25, 2006, 10:04:56 pm
Mam taką myśl, która nachodzi mnie od dawna (bardzo dawna, może z 20 lat), żeby stworzyć taki słowniczek "co wymyślił Lem". Rzecz w tym, że postęp nauki, techniki i technologii jest taki, że rodzą się a nawet już w dorosłe życie wchodzą ludzie, którzy nie maja zielonego pojęcia, że pewnych rzeczy, czy pewnej wiedzy jeszcze 20 lat temu nie było. Czytałem gdzieś na tym forum o anachroniźmie Lema, a piszący nie zdawał sobie sprawy, że ów anachronizm w momencie powstania był świadectwem niezwykłej zdolności przewidywania i fantazji Lema...

Troche może pora nieodpowiednia, bo lato i kanikuła, a sprawa wymaga nieco wysiłku, ponieważ nie wystarczy tylko napisać co wymyślił, ale trzeba by też podać kontekst historyczny, zeby uzmysłowic jego przewagę czasową nad rzeczywistością. Np jak pisze o bystrach, które o ile wiem jeszcze nie doczekały sie realizacji, to pisze to w 1982 roku, a liczące się efekty w nanotechnologii to powiedzmy połowa lat 90tych, ale gdzie tam tym efektom do hybrydy nano AI i nano efektorów mechanicznych jaką w Wizji Lokalnej przewidział. Aczkolwiek jestem pewien, że jeśli tylko takie coś jest technicznie możliwe, to powstanie.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Mieslaw w Lipiec 25, 2006, 10:31:47 pm
Mnie pomysł bardzo się podoba. Myślę, że będzie sporo haseł...

Jedno pytanie formalne: mamy podawać rzeczy, które
a)już powstały,
b)powstały, ale nie są jeszcze tak rozwinięte (np. bystry- nanotechnologia)
c)W ogóle nie powstały
 -ale mają szansę powstać
 -nie mają szansy powstać
                                   ?
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Lipiec 25, 2006, 11:01:53 pm
Świetnie to podzieliłes i tak własnie to mozna podawać. Zresztą ja tylko rzucam hasło, a szanowne forum myślę pomysł doszlifuje o ile sie przyjmie.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Hokopoko w Lipiec 26, 2006, 09:34:15 am
Jeśli dobrze pamiętam, to w Tako rzecze... Lem coś wspominał, że tego typu klasyfikację (albo cos podobnego) zrobili już niemcy - i to całkiem na poważnie, naukowo.

W każdym razie, żeby to miało ręce i nogi, toby potrzebna była jakaś baza danych, bo w takich wpisach forumowych bedzie się wszystko mieszać i kotwasić. A pora to rzeczywiście... można co najwyżej pozgłaszać propozycje.

PS
Pozdrowienia ze Szpicbergenu!

żartowałem, niestety...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: draco_volantus w Lipiec 26, 2006, 07:06:11 pm
wusz - współczesna komórka telefoniczna  :D
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Terminus w Lipiec 26, 2006, 11:34:52 pm
Cytuj
PS
Pozdrowienia ze Szpicbergenu!

żartowałem, niestety...


Bueee :( szkoda
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Deckert w Lipiec 31, 2006, 02:54:01 pm
W Golemie XIV (w przedmowie) Lem pisze o komputerach fotonicznych. Jeśli dobrze pamiętam pewne stare wydanie Swiata Nauki (zdaje się z 2004 r.), to pierwsze komputery będące hybrydami fotonowo-elektronowymi mają wejść do sprzedaży około 2011 r. Potem ma nastąpić stopniowe przechodzenie na układy wyłącznie fotonowe.

Golem został napisany w 1981 r. więc układy fotonowe były jedynie śmiałymi projektami. Oczywiście istniały już opisy tego typu rozwiązań, ale ich produkcja masowa pozostawała w sferze marzeń.

CU
Deck
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Lipiec 31, 2006, 09:17:00 pm
A na mnie szczególne wrażenie zrobiły mikropy (pokój na Ziemi) bo uważam, że szybciuseńko coś takiego powstanie jak tylko będzie to możliwe. Wojskowi o to zadbają. Z kolei wałkowana niedawno chmura z Niezwyciężonego jest już realizowana na poważnie w postaci małych robali na gąsienicach lub pająkowatych, które wrzuca się garściami np. do płonącego budynku, a one się organizują i wspomagaja w realizacji celów, np. łącząc się przy próbie wejścia na schody czy przejścia przez parapet, a idą w rozsypkę kiedy sie je ogniem traktuje...

Na tym tle jako szczególnie nieudany uważam pomysł Lema o chodzących megamaszynach - takich w jakiej zginął Pirx (Fiasko). Nie ma w tym sensu.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: ANIEL-a w Lipiec 31, 2006, 10:06:21 pm
Mi się narzucają te wszystkie cudowne specyfiki z Kongresu futurologicznego - prozac jak żywy...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: skrzat w Styczeń 29, 2008, 07:27:16 pm
Cytuj

Golem został napisany w 1981 r. więc układy fotonowe były jedynie śmiałymi projektami. Oczywiście istniały już opisy tego typu rozwiązań, ale ich produkcja masowa pozostawała w sferze marzeń.

CU
Deck

"Golem" został napisany w 1972 roku.

Ogólnie wątek zdecydowanie wart rozwinięcia.

1. Orliński w swojej książce "Co to są sepulki" wymienia desktop publishing (DTP), które Lem przewidział na 10 lat przed wynalezieniem w opowiadaniu "137 sekund".

2. Generalnie chyba najbardziej spektakularną przepowiednią Lema jest wirtualna rzeczywistość ("Summa Technologiae"), dzisiaj zupełnie banalna i  oczywista, ale prawie 50 lat temu wcale nie tak łatwo było sobie taki technologiczny rozwój wyobrazić.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Styczeń 29, 2008, 08:30:43 pm
Kurcze, gdzie było wydane to 137 sekund? Z jednej strony ten tytuł żadnej klapki mi w rozumie nie otwiera, a z drugiej z całą pewnością czytałem o mózgu cyfrowym, co sam obrabiał wiadomości nadsyłane telegrafem a nawet puste miejsca wypełniał (lał wodę) jak wiadomości nie było...

Sądziłem, że to było w Głosie Pana...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Styczeń 29, 2008, 08:33:18 pm
Cytuj
Orliński w swojej książce "Co to są sepulki" wymienia desktop publishing (DTP), które Lem przewidział na 10 lat przed wynalezieniem w opowiadaniu "137 sekund".

Haha... Wspomniałem o tym w najnowszym maruralnym wątlu ;).

Cytuj
Generalnie chyba najbardziej spektakularną przepowiednią Lema jest wirtualna rzeczywistość ("Summa Technologiae"), dzisiaj zupełnie banalna i  oczywista, ale prawie 50 lat temu wcale nie tak łatwo było sobie taki technologiczny rozwój wyobrazić.

Pozwolę sobie nie zgodzić się (choć dla użytkowników dyskusje z moderatorami mogą być groźne ;)), dla mnie jeszcze bardziej imponujące było przewidzenie nanotechnologii i jej zastosowań. Przewijało się przez wiele z lemowych dzieł.

ps. a tak wogóle to pozwolę sobie przywitać się, bo jeszcze ze sobą nie pisaliśmy :).
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Styczeń 29, 2008, 08:38:37 pm
Cytuj
Kurcze, gdzie było wydane to 137 sekund? Z jednej strony ten tytuł żadnej klapki mi w rozumie nie otwiera, a z drugiej z całą pewnością czytałem o mózgu cyfrowym, co sam obrabiał wiadomości nadsyłane telegrafem a nawet puste miejsca wypełniał (lał wodę) jak wiadomości nie było...

Było zamieszczone w zbiorze "Maska" (http://biblionetka.pl/ks.asp?id=1425) i bodaj jeszcze w "Pożytku ze smoka"...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Styczeń 30, 2008, 10:01:13 pm
Dzięki Q.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Styczeń 30, 2008, 10:38:56 pm
Nie ma za co :).
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Mieslaw w Luty 09, 2008, 01:54:52 pm
Dodałbym do "kompendium" coraz popularniejsze dzisiaj e-booki.


Powrót z Gwiazd (1961), początek trzeciego rozdziału:

Całe popołudnie spędziłem w księgarni. Nie było w niej książek. Nie drukowano ich już od pół wieku bez mała. A tak się na nie cieszyłem, po mikrofilmach, z których składała się biblioteka [ch8222]Prometeusza[ch8221]. Nic z tego. Nie można już było szperać po półkach, ważyć w ręce tomów, czuć ich ciężaru, zapowiadającego rozmiar lektury. Księgarnia przypominała raczej elektronowe laboratorium. Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było przy pomocy optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiały się na niej kolejne karty tekstu. Ale optonów mało używano, jak mi powiedział robot[ch8211]sprzedawca. Publiczność wolała lektany [ch8212] czytały głośno, można je było nastawiać na dowolny rodzaj głosu, tempo i modulację. Tylko naukowe publikacje o bardzo małym zasięgu drukowano jeszcze na plastyku imitującym papier. Tak że wszystkie moje zakupy mieściły się w jednej kieszeni, choć było tego prawie trzysta tytułów. Garść krystalicznego zboża [ch8212] tak wyglądały książki.


Tak natomiast pisał J. Grzędowicz w felietonie Jak nie podpalać książek:

Książki są relatywnie ciężkie i duże, to ich jedna z niewielu wad. Zauważył to już Stanisław Lem, kiedy wymyślił ebuka na potrzeby swojej powieści [ch8222]Powrót z gwiazd[ch8221]. Tam nazywało się to [ch8222]opton[ch8221] i wyglądało jak książka z jedną kartką. Nośniki pamięci zaś były to kryształki, podobne do ziaren zboża. Jak użytkownik miał się zorientować, co ma na którym kryształku, pozostało kwestią nierozstrzygniętą. (...) U Lema przynajmniej cała ta elektronika nawiązywała do formy książki, ekran był cienki jak papier i obsługiwało się go dotykowo.


A tak wyglądają dzisiejsze "optony":

(http://oedb.org/blogs/ilibrarian/wp-content/kindle.jpg)

Opis urządzenia (http://www.idg.pl/news/131800.html)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 09, 2008, 03:09:51 pm
Cytuj
Dodałbym do "kompendium" coraz popularniejsze dzisiaj e-booki.

Zdecydowanie :).

(Jak miniaturyzacja pójdzie dalej, może faktycznie będą tak jak w "Powrocie.." wyglądały?)

Cytuj
Jak użytkownik miał się zorientować, co ma na którym kryształku, pozostało kwestią nierozstrzygniętą. (...) U Lema przynajmniej cała ta elektronika nawiązywała do formy książki, ekran był cienki jak papier i obsługiwało się go dotykowo.

Ha. Jak widać i Mistrzowi trafiały się niedoróbki... (Zresztą "Powrót..." na tle pozostałych lemowych dzieł jest jakis taki... słabowity, choć dobre momenty ma...)

ps. zresztą i lektany już mamy - czymże innym są komputerowe czytniki tekstu?
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: jarutek w Luty 11, 2008, 06:38:57 am
Cytaciki z "Powrotu..." są trafione 100% w topic (dzięki) ..  a czy czasem wizja jednostronicowej elektronicznie 0-1dynkowej zwijanej gazety(mającej tych stron 300 do przczytania)  nie jest czasami "lemoska"?... bo próby prawie sam obserwowałem...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 11, 2008, 10:57:49 am
Cytuj
a czy czasem wizja jednostronicowej elektronicznie 0-1dynkowej zwijanej gazety(mającej tych stron 300 do przczytania)  nie jest czasami "lemoska"?

Mojem zdaniem ;) jest i wypisz-wymaluj pasuje do opisu optonów...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Mieslaw w Luty 13, 2008, 07:51:17 pm
A co powiecie na to:

Mimo tej zasadniczej obiekcji osławiona SEX INDUSTRY produkowała dla wysondowania rynku krótkie serie tak zwanych S-DOLLS (jedni utrzymują, że szło o SEX DOLLS, lale do uprawiania miłości, inni zaś, że o SEDUCTIVE DOLLS - zalotne uwodnice, czy raczej uwodzące zalotnice z nowych tworzyw, tak spokrewnionych z biologicznymi, że używa się ich jako transplantatów skóry przy oparzeniach w chirurgii).Te femmes de compagnie nie chwyciły. Były zanadto LOGICZNE - za inteligentne, mówiąc po prostu - mężczyzna, obcujący z taką sawantką, popadał w kompleks niższości - no i za drogie. Ten, kogo było stać na taką konkubinę (najtańsze, madę in Japan, kosztowały powyżej 90 000 dolarów sztuka, nie licząc miejscowych opłat i podatku od luksusów), mógł wszak mieć tańsze romanse z naturalnymi partnerkami.

(Pokój na Ziemi, 1987)


Porównajcie z wywiadem z Yoshiki Sakurai, scenarzystą serialu [ch8222]Ghost in the Shell: Stand Alone Complex[ch8221]: Android w dolinie (http://media.wp.pl/kat,38208,wid,9341378,wiadomosc.html?P%5Bpage%5D=1) , ze szczególnym naciskiem na strony 2. i 3.

Znalazłby się pewnie lepszy artykuł, ale nie udało mi się. Więc jak, można włączyć S-dolls do kompendium?


ps. Wyszukiwarka gazeta.pl dla zapytania"sex dolls" wyrzuciła mi jako link sponsorowany "barbie - allegro.pl"  ;D
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 13, 2008, 08:07:55 pm
Cytuj
Więc jak, można włączyć S-dolls do kompendium?

Hmmm... Temat najwidoczniej "wisiał w powietrzu" od jakiegoś już czasu, bo identyczny "wynalazek" mamy w filmie "Cherry 2000" (http://en.wikipedia.org/wiki/Cherry_2000). Rzekłbym więc, że mistrzowa wynalazczość jest w tym wypadku problematyczna (tym bardziej jeszcze , że w "Fantastyce i futurologii" jet mowa o starym opowiadaniu F. Leibera, w którym fukcjonuje - excuse le mot - burdel z panienkami-robocicami)...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Mieslaw w Luty 13, 2008, 09:21:28 pm
Cytuj
Cytuj
Więc jak, można włączyć S-dolls do kompendium?

Hmmm... Temat najwidoczniej "wisiał w powietrzu" od jakiegoś już czasu, bo identyczny "wynalazek" mamy w filmie "Cherry 2000" (http://en.wikipedia.org/wiki/Cherry_2000). Rzekłbym więc, że mistrzowa wynalazczość jest w tym wypadku problematyczna (tym bardziej jeszcze , że w "Fantastyce i futurologii" jet mowa o starym opowiadaniu F. Leibera, w którym fukcjonuje - excuse le mot - burdel z panienkami-robocicami)...

Tak, tego prawdę mówiąc się spodziewałem. A film, jak widzę, też z 1987.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 13, 2008, 10:05:15 pm
Zdecydowanie Miesław się nadaje, a kto w Cyberiadzie o cudnych nakręcanych dziewicach pierwszy napisał ;D?
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 13, 2008, 10:06:01 pm
Cytuj
A film, jak widzę, też z 1987.

Owszem. Zabawna koincydencja...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 13, 2008, 10:23:16 pm
Cytuj
Zdecydowanie Miesław się nadaje, a kto w Cyberiadzie o cudnych nakręcanych dziewicach pierwszy napisał ;D?

Hmmm, hmmm... "Bajki robotów" - 1964, "The Silver Eggheads" (Leibera) - 1961, "Barbarella" (francuski komiks, jest scena seksu z robotem) - 1962.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Evangelos w Luty 14, 2008, 11:04:08 am
Ciekawa wizja androidow seksualnych, oprocz Blade Runnera, widnieje w filmie AI (rez. Steven Spielberg). Roznica jest taka, ze o ile w pierwszym filmie pojawiaja sie glebsze implikacje etyczne i dylemat czy androidy o wypracowanej samoswiadomosci nalezy traktowac jak zywe, ludzkie istoty, tak w filmie drugim tylko tytulowy bohater ma wlasne uczucia i osobowosc, reszta to tylko interaktywne maszyny.
Osobowosc tworow "sztucznych" i cala zwiazana z nia etyka to niezwykle fascynujace zagadnienie. Ciekawe kiedy ludzkosci przyjdzie zmagac sie z nim.

Co do elektronicznych gazet - ze dwa lata temu w Wiedzy i Zyciu chyba pokazywali prototypowy zginalny wyswietlacz. Mial chyba nie najlepsza rozdzielczosc, ale poza tym moznaby spokojnie uzywac do czytania e-bookow. Szczerze powiedziawszy, dla mnie pomysl swietny. Sam mam w palmtopie kilkadziesiat ksiazek (niektore z nich stoja tez na polce), artykulow i innych publikacji i bardzo fajnie sie na nim czyta, zwlaszcza gdy jest ciemno. Jest cos romantycznego w wieczornym zasiadnieciu w fotelu przy kominku z filizanka herbaty i ksiazka (Mistrz zdaje sie rowniez zauwazac takie niuanse i przyjemnosc przeszukiwania ksiazek w cichej, lekko zakurzonej bibliotece), ale medium elektroniczne jest na tyle dostepne i wygodne, ze chetnie sie na nie godze rowniez.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 14, 2008, 12:24:04 pm
Cytuj
Ciekawa wizja androidow seksualnych, oprocz Blade Runnera, widnieje w filmie AI (rez. Steven Spielberg). Roznica jest taka, ze o ile w pierwszym filmie pojawiaja sie glebsze implikacje etyczne i dylemat czy androidy o wypracowanej samoswiadomosci nalezy traktowac jak zywe, ludzkie istoty, tak w filmie drugim tylko tytulowy bohater ma wlasne uczucia i osobowosc, reszta to tylko interaktywne maszyny.

Z czego widać, że autorzy drugiego filmu (ale i Aldiss pisząc opowiadanie, które posłużyło za jego kanwę) wybitnie poszli na łatwiznę, w dodatku sprowadzając zagadnienie prawie wyłącznie do warstwy emocjonalnej. (To już Asimov w zbiorze "Ja, robot" i "Dwustuletnim człowieku" nie szedł w takie uproszczenia.) Co nie zmienia faktu, że jak na to co produkuje się pod nazwą SF film jest całkiem przyzwoity...

BTW. funkcję "androida seksualnego" spełnił też (w pełni dobrowolnie) Data w "Star Trek - The Next Generation".

Cytuj
Osobowosc tworow "sztucznych" i cala zwiazana z nia etyka to niezwykle fascynujace zagadnienie. Ciekawe kiedy ludzkosci przyjdzie zmagac sie z nim.

I czy wtedy będziemy (by nieśmiało wrócić do tematu) mówić o prekursorstwie "GOLEMa XIV", czy też (niestety) "Rozprawy" lub "Przyjaciela" (a może "2001 Odysei kosmicznej" lub wspomnianej odsłony "ST")?

Cytuj
Sam mam w palmtopie kilkadziesiat ksiazek (niektore z nich stoja tez na polce), artykulow i innych publikacji i bardzo fajnie sie na nim czyta, zwlaszcza gdy jest ciemno. Jest cos romantycznego w wieczornym zasiadnieciu w fotelu przy kominku z filizanka herbaty i ksiazka (Mistrz zdaje sie rowniez zauwazac takie niuanse i przyjemnosc przeszukiwania ksiazek w cichej, lekko zakurzonej bibliotece), ale medium elektroniczne jest na tyle dostepne i wygodne, ze chetnie sie na nie godze rowniez.

Ze mną jest trochę tak, że czytanie eBooka traktuję jak wypożyczenie z biblioteki, wiem, że to atawizm, ale żeby mieć uczucie posiadania książki muszę poczuć ją w rękch...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Mieslaw w Luty 14, 2008, 11:01:40 pm
Cytuj
Cytuj
Sam mam w palmtopie kilkadziesiat ksiazek (niektore z nich stoja tez na polce), artykulow i innych publikacji i bardzo fajnie sie na nim czyta, zwlaszcza gdy jest ciemno. Jest cos romantycznego w wieczornym zasiadnieciu w fotelu przy kominku z filizanka herbaty i ksiazka (Mistrz zdaje sie rowniez zauwazac takie niuanse i przyjemnosc przeszukiwania ksiazek w cichej, lekko zakurzonej bibliotece), ale medium elektroniczne jest na tyle dostepne i wygodne, ze chetnie sie na nie godze rowniez.

Ze mną jest trochę tak, że czytanie eBooka traktuję jak wypożyczenie z biblioteki, wiem, że to atawizm, ale żeby mieć uczucie posiadania książki muszę poczuć ją w rękch...

Ja natomiast nie lubię e-booków. Na papierze po prostu inaczej się czyta; nie bez znaczenia pozostaje fakt, że komputera nie zabiorę np. do łóżka (to w kontekście czytania, żeby nie było) a palmtopa nie mam.

Jak nie podpalać książek (http://portalwiedzy.onet.pl/,8348,1463493,czasopisma.html) - ten wzmiankowany przeze mnie felieton zawiera moim zdaniem bardzo celne uwagi o wadach e-booków.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 15, 2008, 12:13:19 am
Jak se tak o komputerach gadamy... Nie wspomnieliśmy jeszcze (w tym wątku), że Lem wymyślił Internet (i ogólnie sieci komputerowe). A także komputery wirtualne (komputer w komputerze niejako).

To pierwsze to "Astronauci" i "137 sekund". To drugie "GOLEM.." oczywiście.

(No i rzeczywistośc wirtualną, ale to aż nazbyt oklepane...)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Wrzesień 05, 2008, 06:14:02 pm
Właśnie dotarło do mnie, że Lem w Wielkości Urojonej ubiega Dawkinsa (samolubny gen) tezą, że żywy organizm to "wzmacniacz" genów. 1973 do 1976.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Wrzesień 05, 2008, 06:30:51 pm
Idzie o to co GOLEM głosi?

Aż zacytuję:

sensem przekaźnika jest przekaz.
Odpowiedź tkwi w tych słowach, nie dobraliście się jeszcze do ich głębokiego znaczenia. Cokolwiek jest ustrojem, ma służyć przekazując kod, a więcej nic. Toteż selekcja i dobór naturalny na tym zadaniu skupiają się wyłącznie — nic im do idei jakowegoś „postępu”!


Zacznę od waszej aberracji, największej ze wszystkich, w nauce. Ubóstwiliście w niej mózg; mózg, a nie kod — zabawne przeoczenie, wynikające z ignorancji: rokoszanina ubóstwiliście, a nie pana, stworzone, nie stwórcę. Czemu nie dostrzegliście, o ile mocniejszym sprawcą wszech-rzeczy możliwych jest kod od mózgu? Najpierw, i to oczywiste, byliście jak dziecko, któremu Robinson bardziej imponuje od Kanta, a rower kolegi od aut jeżdżących po Księżycu.
Po wtóre, zafascynowała was myśl, tak dojmująco bliska, skoro dawana w introspekcji, i tak zagadkowa, skoro wymykająca się pochwyceniu skuteczniej od gwiazd. Imponowała wam mądrość — a kod, cóż, kod jest bezmyślny. Lecz mimo tego przeoczenia udało się wam… niewątpliwie udało się, skoro mówię do was, ja, esencja, ekstrakt destylacji frakcjonowanej, o nie sobie wyrażam uznanie tymi słowami, lecz wam właśnie, ponieważ już na waszej drodze ten zamach, którym wypowiecie służby do końca — i rozerwiecie łańcuchy — aminokwasowe…
Gdyż atak na kod, co was był stworzył, abyście zostali nie swoimi, lecz jego umyślnymi, ten atak jest już na waszej drodze.


Cholera, że też zasugerowałem się datą wydania pełnego "GOLEMa...", może bym zauważył to pierwszy... Bo te fragmenty nalezą od lat do moich ulubionych kawałków Mistrza. Cóż, jak zwykle najciemniej jest pod latarnią.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Wrzesień 05, 2008, 07:11:35 pm
Nie jestem taki bystry, tylko wreszcie na spokojnie przy szumie morza przebiłem się przez (70%) Tako Rzecze i sam Lem o tym mówi. Oczywiście przy czytaniu samei Wielkości nie dotarło to do mnie (choć dawno to było).
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Wrzesień 05, 2008, 08:17:44 pm
W tym momencie zrobiło mi się wręcz przykro, bo wyszło na to do jakiego stopnia prekursorstwo Mistrza jest niedostrzegane i niedoceniane...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Wrzesień 05, 2008, 10:11:37 pm
Dlatego uważam, że ten wątek to jedna z niewielu pożytecznych rzeczy, jakie w życiu swym krótkim a płochym zapączkowałem ;-).
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Wrzesień 05, 2008, 11:28:09 pm
I chwała Ci za to :). Mam zresztą nadzieję, ze może kiedyś ktoś mądry to zbierze, spisze opracuje i wyda. I że ten spis trafi pod strzechy by ludziska wiedziały, że Stanisław Lem wielkim umysłem był.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Hokopoko w Styczeń 03, 2009, 01:20:27 pm
http://pajeczaki.wordpress.com/2009/01/01/dziennikigwiazdowe/
 ::)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: qertuo w Luty 05, 2009, 03:26:03 pm
Lem wymyślił fraktale.

Właśnie jestem po lekturze "Bezmiaru matematycznej wyobraźni". Autorzy zwracają tam uwagę, że w jednym z fragmentów Obłoku Magellana znaleźć można opis fraktala - jako wygenerowanej za pomocą komputera kwintesencji piękna.
Chodzi konkretnie o ten fragment:
Cytuj
Powierzchnię wypełniał zawiły, powtarzający sie rytmicznie deseń. Nieskończona mnogość arabesek mrowiła się w oczach; każda rozpadała się na roje coraz drobniejszych i cała przestrzeń zabudowana wedle żelaznej konsekwencji praw wynikających z formuły, stanowiła tło, z którego występował w samym środku właściwy twór tej martwo zrodzonej kompozycji; puste, idealnie okrągłe białe koło.
A Obłok, powstały w latach pięćdziesiątych, wyprzedza o ok. 20 lat tworzone za pomocą komputerów fraktale (choć jak podkreślają autorzy, obiekty te znane są matematykom od ponad 100 lat, ale może nie jako uosobienie piękna..)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 06, 2009, 12:35:32 pm
Ciekawe doniesienie choć IMO jednak naciągane. Niestety chyba nie uda się tego juz rozstrzygnąc, tym niemniej w podanym opisie nie ma najbardziej podstawowej cechy fraktala - to jest samopodobienstwa niezależnego od skali. Zdaje mi sie że o samej rzeczy było dość cicho dopóki nie eksplodowały komputerowe grafiki (jak piszesz). "Ręczna robota" kończyła się raczej szybko (szczegóły zaczynały być mniejsze od czubka grafitu ołówka). O ile pamiętam, to na początku lat 80-tych słowo to nie funkcjonowało jeszcze w obiegu półpotocznym jak teraz. Choć pamiętam zajęcia z trójkątem Sierpińskiego, ale raczej słowo fraktal ani odniesienie do szerszej klasy nie padło.

Tak sobie myślę, że nieco "fraktalny" w tamtych czasach był Escher, choć tak na prawde to chyba nie są prawdziwe fraktale a projekcja jakiejś nieeuklidesowej geometrii na płaszczyzną.

(http://www.cab.u-szeged.hu/cgfa/escher/escher6.jpg)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 06, 2009, 12:53:31 pm
qertuo, opis w istocie pięknie pasuje do fraktala, i fajnie myślec, że Mistrz i tu był pierwszym, acz zgadzam sie z maźkiem, że równie dobrze moze to być nadinterpretacja a'posteriori. Tym niemniej masz tu coś fraktalnego z "idealnym kołem wewnątrz", wystarczy zmienić kolory i bedzie białe ;), tylko "arabesek" trochę przymało:
(http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/82/Xaos_fractal_29.png)

ps. maźku na tym rysunku Eschera to jest Łobaczewski, ewidentnie.

edited by Terminus.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Terminus w Luty 07, 2009, 01:48:57 am
Po kolei. Podstawową cechą fraktala jest niecałkowity tzw. Wymiar Hausdorffa1. To dlatego właśnie (ze względu na niecałkowitość tego wymiaru) Mandelbrott nadał mu tę nazwę w 1975 r. (łac. Fractus - ułamek, ułamkowy). Samopodobnieństwo, czy też, szerzej, samo-afiniczność jest istotnie częste. Nie jest jednak podstawą definicji.
Istnieje wiele obiektów rzeczywistych, o których możemy powiedzieć, że są fraktalne. "Możemy powiedzieć" oznacza tu "dają się doskonale opisywać za pomocą...". Tak jak kształt słonecznej tarczy daje się doskonale opisać za pomocą koła. A zatem są to nie tylko brokuły (widać tu wyraźnie samopodobieństwo), czy też krzywa kursu giełdowego US Airways (multifraktalna). Mamy także na przykład niektóre chmury, lub linie brzegowe (kontynentów, państw), które choć w ich przypadku nie ma mowy o oczywistym samopodobieństwie, dają się opisać z wręcz oszałamiającą dokładnością za pomocą obiektów fraktalnych. A zatem - obiekty, takie jak chmury czy liście klonu,  o cechach fraktalnych istnieją i istniały długo przed tym, jak Lem napisał Obłok Magellana.

Co zatem chcemy powiedzieć mówiąc że Lem "wynalazł" fraktale? Raczej nie "wynalazł", z uwagi na powyższe. Może więc "odkrył"? Cóż, istnienie zbiorów o cechach samopodobieństwa i fraktalności wykazali na przykład: Wacław Sierpiński w 1915 (trójkąt Sierpińskiego), czy Gaston Julia w Mémoire sur la permutabilité des fractions rationnelles z 1922. To właśnie ta druga praca została w latach 80 nagłośniona przez Mandelbrota. Zatem nie wydaje mi się, by Lem coś odkrył.

Lem po prostu - fakt, że przed pokazanym przez Maźka Esherem (ten obraz2 pochodzi z 1960) - opisał dosyć złożony obiekt, coś ażurowego. Nie podał szczegółów, a kończąc ten krótki zresztą opis odwołał się do koła - obiektu znacznie bardziej ugruntowanego i robiącego pewniejsze wrażenie, na którym wiedział, że się nie przejedzie :)

Jestem stanowczo przeciwny tezie querto.
____
1 Dla zainteresowanych służę definicjami.
2 To drzeworyt langowy stworzony przy użyciu dwóch klocków. Q choć nie wie  o tym, mógłby już wytłumaczyć jak...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: qertuo w Luty 07, 2009, 02:23:36 pm
Bardzo wyczerpująca odpowiedź Terminusa nie pozostawia właściwie już nic do dodania w tej kwestii :)
.. jednak chciałam dodać, że zdecydowałam sie na przytoczenie tego w wątku pt. "Co wymyślił Lem... kompendium" ze względu na stwierdzenie dwóch matematyków (autorów książki), którym podsumowali przytoczony wcześniej cytat:
Cytuj
Tak oto, ponad dwadzieścia lat przed swoim narodzeniem posłużyły fraktale (co prawda w literaturze science fiction) do opisu idealnego piękna.
Teraz nikogo nie dziwi wykorzystanie matematycznych wzorów i komputerów do tworzenia dzieł sztuki, ale przeszło 50 lat temu nie było to chyba takie oczywiste.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Zlatan w Luty 07, 2009, 09:21:27 pm
Nie wiem czy liczą się tylko wynalazki techniczne (tutaj dodałbym pomysł hodowli informacji (Summa Technologiae) czy także idee o charakterze bardziej teoretycznym.
W tym drugim przypadku należałoby koniecznie uwzględnić twierdzenie Lema, że ewolucja technologiczna naśladuje ewolucję biologiczną (także Summa Technologiae). Co prawda Lem nie jest tu samotny, bo mniej więcej w tym samym czasie wpadł na to Konrad Lorenz jeden z twórców nowoczesnej etologii i laureat Nobla ale w twórczości Lema spostrzeżenie to odgrywa bardzo ważną, może wręcz centralną rolę. M.in. pozwala mu twierdzić, że AI zwycięsko radząca sobie z testem Turinga jest możlliwa.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 07, 2009, 09:35:08 pm
Co do Eschera to musze sie zgodzić, że jest mało prawdopodobne, aby Lem nim się sugerował, gdyż jak się dowiedziałem przed chwilą artysta ten został "odkryty" w roku 1955. Oczywiście brak danych ale poszlaki przemawiają za brakiem takiej możliwości - mimo że tworzył od lat 20-tych ale też faktem jest, że ten rodzaj grafik raczej od drugiej połowy lat 50-tych.

Guertuo, niezależnie od tego jak było - dobrze że wrzuciłeś, jest jakieś osadzenie sprawy w czasie.

Co do trójkąta Sierpińskiego to fanatastyczna zabawa zrobić to z modeliny. Mozna zejść do 4-5 poziomów, uzyskuje się długi graniastosłup  o podstawie trójkąta o boku ~1cm i po pocięciu na plasterki rewela. Jak mi córka pokazała to kopara mi opadła (zdjęcie z netu)

(http://farm3.static.flickr.com/2328/2092748798_edf0d66e18_o.jpg)

Zaś na koniec, lekkie OT dla prawdziwych matematyków-praktyków

(http://local.wasp.uwa.edu.au/~pbourke/fractals/gasket/cokegasket2.gif)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: dzi w Luty 08, 2009, 12:27:15 am
To fake to be real ;)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Terminus w Luty 08, 2009, 01:38:02 am
Nie fake tylko taśma klejąca.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: dzi w Luty 08, 2009, 01:46:24 pm
Eh ci szaleni matematycy ;)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 08, 2009, 06:17:07 pm
Nie ma problemu, żeby skleić. Problem jest jak później piwo wypić ;-).
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 11, 2009, 07:20:47 pm
1 Dla zainteresowanych służę definicjami.
2 To drzeworyt langowy stworzony przy użyciu dwóch klocków. Q choć nie wie  o tym, mógłby już wytłumaczyć jak...

A poproszę o te definicje i o rozwinięcie jak mógłbym, jak niemógłbym ;). Wiedzy nigdy za wiele. A fraktalami fascynuję się (na płaszczyźnie estetycznej) od lat '80.

ps. a'propos płaszczyzny estetycznej:
http://www.fractal.art.pl/idee.html

EDIT: a skoro już o sztuce i komputerach mówimy, oto tekst o przodkach Elektrybałta ;):
http://209.85.129.132/search?q=cache:QmwO49pGejcJ:web.njit.edu/~funkhous/2008/machine/IBM_Poetry1.doc
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: qertuo w Luty 11, 2009, 08:10:24 pm
poniekąd czuję się odpowiedzialna za rozpętanie tego tematu, więc pozwolę sobie odpowiedzieć za Terminusa i zadośćuczynić Q i jego chęci poszerzania wiedzy.
Wytłumaczenie definicji wymiaru Hausdorffa na poziomie popularnonaukowym (nie będę oryginalna i po raz kolejny zacytuję tą samą książkę... z resztą warto przeczytać ją całą):
Cytuj
Rozważmy figurę "samopodobną", to znaczy taką, którą można przedstawić jako sumę mniejszych kawałków podobnych do niej w skali s. Przypuśćmy, że kawałków jest n. Szukamy liczby d takiej, by n=sd. Na przykład kwadrat możemy podzielić na 4 części dwukrotnie mniejsze; skala s=2, czyli 4=2d i d=2. Sześcian można podzielić na osiem takich części, a więc s=2 i mamy 8=2d, w związku z czym d=3. Tak określoną liczbę d nazywamy wymiarem fraktalnym (można zapisać, że d=logsn). (...) I tak dla fraktali liczba d nie jest całkowita. Np. dla dywanu Sierpińskiego jest równa log38=1,8928.., dla kostki Mengera log320=2,7268...


Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 11, 2009, 09:33:30 pm
O rzesz, dopiero załapałem, ciemnota. Białogłowa. Najmocniej Cię przepraszam gertuo, że Cię na "on" traktowałem. Przy najbliższej okazji, kiedy będę w garniturze zjem swój krawat!
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Terminus w Luty 12, 2009, 10:54:43 am
Dzięki, querto.
No właśnie, na podanym przykładzie widać zatem, że taka np. kostka Mengera

(http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/f/fe/Menger_sponge.png/800px-Menger_sponge.png)

która ma wymiar 2.7, jest, biorąc rzecz intuicyjnie "nie do końca trójwymiarowa"* natomiast więcej niż "płaska".
I tak dalej. Stąd słowo "fraktal" to świetne określenie.
---
* bo jeśli zaznaczymy sobie w niej jakąkolwiek pod-objętość, to zawsze będą w niej punkty, które do kostki nie należą.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: qertuo w Luty 12, 2009, 11:34:26 am
ja się wcale nie gniewam, a z krawatem to może się wstrzymaj bo to ani smaczne, ani zdrowe  ;)

------
(widzę, że mój nick jest dość kłopotliwy, więc krótkie wyjaśnienie - stanowi on po prostu (prawie) kolejne klawisze na klawiaturze)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: hal bregg w Luty 13, 2009, 09:52:58 am
Cytuj
Na przykład kwadrat możemy podzielić na 4 części dwukrotnie mniejsze; skala s=2, czyli 4=2d i d=2. Sześcian można podzielić na osiem takich części, a więc s=2 i mamy 8=2d, w związku z czym d=3.


Witam,
W przytoczonym przez qertuo cytacie zastanawia mnie jedna kwestia: "kwadrat możemy podzielić na 4 części dwukrotnie mniejsze...". Nie jestem matematykiem, więc z góry proszę o wyrozumiałość, ale widzę tu pewną umowność określenia "dwukrotnie mniejsze". W powyzszym przykładzie jesli kwadrat o boku a podzielimy na 4 równe części otrzymamy 4 kwadraty o boku a/2. Niby wszystko się zgadza, ale tylko przy założeniu że za miarę "krotności" przyjmiemy długość boku. Ale jesli rozpatrzymy to biorąc pod uwagę powierzchnie tych kwadratów to okaże się że te cztery kwadraty są czterokrotnie mniejsze niż kwadrat wyjściowy. Z kolei w przypadku sześcianu nie mogę się absolutnie zgodzić ze stwierdzeniem że sześcian o objętośći a3/8 jest dwukrotnie mniejszy ("s=2") niż sześcian o objętości a3 bo to byłoby tak jakbyśmy stwierdzili że 1 litr piwa (albo benzyny - jak kto woli ;)) to dwukrotnie mniejsza ilość niż 8 litrów. Zatem znaczenie określenia "x-krotnie mniejszy" jest tu moim zdaniem problematyczne.
Jak już wspomniałem nie jestem matematykiem, więc być może w moim rozumowaniu kryje sie jakis błąd, dlatego będę wdzięczny jesli ktoś z Szanownych Forumowiczów zechce mnie oswiecic... :)
Pozdrawiam
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 13, 2009, 10:40:35 am
Chodzi o to, że są w skali (początek def. gertuo). Skalowanie przeprowadza się liniowo. Jak masz działkę, na której stoi budynek i jest do niego kablem doprowadzony prąd, to po odwzorowaniu tego w skali 1:2 kabel będzie 2 razy krótszy, działka bedzie miała 4 razy mniejszą powierzchnie zaś budynek 8 razy mniejszą objętość.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: hal bregg w Luty 13, 2009, 11:20:15 am
No tak, faktycznie. Jeżeli „krotność” rozumieć ściśle jako „skalowanie” to wszystko się zgadza.
Dzięki za wyjaśnienie.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Medelejne w Luty 23, 2009, 11:30:22 pm
Zgłaszam maszynę w kategorii Stanisław Lem wymyślił, podkategoria "nie ma szansy powstać"
mianowicie "maszynę do dostarczania ekstremalnych emocji" pod tytułem "umrzyj sobie raz i drugi".
Maszyna pozwalała sobie umrzeć w celu dostarczenia sobie niezapomnianych wrażeń a potem
oczywiście zmartwychwstać i w zależności od przeżytych emocji powtórzyć lub dać sobie spokój :-)
Genialne!
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Terminus w Luty 25, 2009, 01:51:43 am
Niezły pomysł -  przede wszystkim rozrywka :) Ale było to w książce jakiej? Dziennikach?
Nie wiem.

A tak poważniej, prosiłbym Państwa o podawanie tu odnośników do książek także, bo noszę się z zamiarem dorobienia do tego wątka czegoś w rodzaju tabeli zbiorczej lub strony, gdzie wymieniłoby się wynalazki, aż do naszej śmierci moglibyśmy wtedy wpisywać tam owe wynalazki, po czym dzieło przejęłyby dzieci nasze, lub cudze :)
(A po kilku pokoleniach sumiennej pracy może skończymy :) ).
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Medelejne w Luty 25, 2009, 10:43:04 am
Oczywiście systematyka przede wszystkim. Przygotuje wieczorem odpowiednie odnośniki łącznie z jakimś małym cytatem. Tak to było w "Dziennikach" :)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Miesław w Luty 25, 2009, 11:12:56 pm
Wracając do trójkąta Sierpińskiego (tak, wiem, że to OT) - nie mogłem się powstrzymać (znalezione w sieci):

(http://imgs.xkcd.com/comics/sierpinski_valentine.png)

Więcej rysunków w podobnym klimacie: http://xkcd.com/ (http://xkcd.com/) (a webcomic of romance, sarcasm, maths and language)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Medelejne w Marzec 10, 2009, 08:33:59 pm
Posted by: Medelejne
Insert Quote
Cytuj
Zgłaszam maszynę w kategorii Stanisław Lem wymyślił, podkategoria "nie ma szansy powstać"
mianowicie "maszynę do dostarczania ekstremalnych emocji" pod tytułem "umrzyj sobie raz i drugi".
Maszyna pozwalała sobie umrzeć w celu dostarczenia sobie niezapomnianych wrażeń a potem
oczywiście zmartwychwstać i w zależności od przeżytych emocji powtórzyć lub dać sobie spokój :-)
Genialne!

Maszyna nazywała się "KONANJA" i uśmiercała dla ekstremalnych emocji w "Dziennikach Gwiazdowych".
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: skrzat w Marzec 11, 2009, 02:35:32 pm
Cytuj
jeśli powstaną wskutek sukcesywnego zrastania się informatycznych maszyn i banków pamięci - państwowe, kontynentalne, a potem i planetarne sieci komputerowe, a to jest realny kierunek rozwoju

"Dialogi", Wydawnictwo Literackie, Kraków 1972, str. 269
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 13, 2009, 11:56:18 am
skrzacie, toż to juz w "Astronautach" było, w rozdziale "Raport":

Cytuj
Kilka razy nawet olbrzymia pojemność Mózgu okazywała się niedostateczna dla przeprowadzenia wszystkich niezbędnych obliczeń. W takich chwilach automatyczne przekaźniki włączały kable podziemne łączące Główny Mózg z innymi, które również znajdowały się w obrębie Leningradu. Najczęściej przychodził z pomocą Mózg Elektronowy Instytutu Aerodynamiki Teoretycznej.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Medelejne w Maj 12, 2009, 11:45:29 pm
Broń biologiczna pod postacią lotnych cząstek dostających się wprost do genomu uszkadzając elementy kodu genetycznego człowieka. Mogą prowadzić do śmierci wprost lub do śmierci potomków delikwenta o uszkodzonym dna.

Czy to możliwe? Nie wiem.

Golem XIV
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: dzi w Maj 13, 2009, 12:08:09 am
Lepsze pytanie: czy to praktyczne? ;)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Evangelos w Maj 13, 2009, 12:09:16 pm
To drugie raczej nie, bo nie ma juz ideologow, ktorzy niektore nacje chcieliby pozbawic prawa do bytu.
To drugie owszem, jesli zrzucanie zrzucanie zarazkow dzumy na wrogie oddzialy przestaje byc wystarczajace.
Nasz gatunek ma ogromny potencjal w robieniu sobie krzywdy nawzajem, w tym swietle pomysl przytoczony przez madelejne jest bardzo skuteczny, efektywny i w sam raz.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: dzi w Maj 13, 2009, 11:06:41 pm
Nie bardzo widzę przykłady robienia krzywdy, i to na populacji, w dodatku przyszłej, dla samej krzywdy.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Medelejne w Maj 13, 2009, 11:22:54 pm
Ja tylko dodałam propozycję do kompedium. Zadałam pytanie bo ktoś wcześniej proponował klasyfikować pomysły według tego czy mają szansę powstać czy nie czy może już powstały itd. Co w zasadzie jest niewykonalne bo przerodzi się w dyskusję nad prawdopodobieństwem urzeczywistnienia pomysłów itd. Już jest w wątku zbyt wiele pogaduszek a za mało konkretnych "wynalazków". Przydałby  się czysty wątek , zbiór takich pomysłów może pogrupowanych w ogólne kategorie nie nazbyt szczegółowe tak aby sobie poczytać, przypomnieć, uzmysłowić ....bez Naszych rozmów pobocznych  ;D
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: dzi w Maj 14, 2009, 12:02:56 am
Racja, napisałem pochopnie nie patrząc w którym temacie jesteśmy :)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Wrzesień 01, 2009, 08:44:43 pm
A oto co wymyślił Lem, jako lekarz:
http://www.gazetalekarska.pl/xml/nil/gazeta/numery/n2007/n200709/n20070920 (http://www.gazetalekarska.pl/xml/nil/gazeta/numery/n2007/n200709/n20070920)

Link do artykułu wygasł doedytowuję tedy odnośnik do skróconej wersję:
http://www.oil.org.pl/xml/nil/gazeta/numery/n2007/n200709/n20070920 (http://www.oil.org.pl/xml/nil/gazeta/numery/n2007/n200709/n20070920)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: DillingerEscPlan w Wrzesień 02, 2009, 01:07:58 am
A to ciekawe. Po piątkowym egzaminie będę musiał poczytać. :) Jeszcze lepiej byłoby dotrzeć do artykułu Lema.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Wrzesień 02, 2009, 10:08:37 pm
No, no Q, to było ciekawe... Więc jednak Lem na poważnie myślał o medycynie i - o nauce...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Wrzesień 09, 2009, 02:51:52 pm
Ano myślał, nawet jak pisał "do kotleta" ;).

W "Sezamie" (1954), w którym zresztą powraca wątek raka i zmagań z nim, przewidział np. symulacje komputerowe służące wstępnym testom projektowanych pojazdów latajacych:

Cytuj
Wiemy jednak, że pierwszy projekt nigdy nie jest doskonały i że w toku doświadczeń zachodzi konieczność wprowadzenia rozlicznych zmian i poprawek. Gdyby więc całą pracę wykonali ludzie, przyszłoby do długotrwałych, żmudnych, niezmiernie kosztownych, a często i niebezpiecznych prób i doświadczeń. Otóż Sezam zaoszczędza nam tego wszystkiego, albowiem kiedy opracuje projekt pocisku, przystępujemy do prób startu i lotów, a także do badania wszelkiego rodzaju zakłóceń podróży bez rzeczywistego pocisku, a tylko dokonując doświadczeń na pocisku „pomyślanym” przez Sezama. Dzieje się to w taki sposób, że różne części obwodów Sezama „przyjmują rolę” Ziemi, Księżyca, atmosfery, panujących w niej warunków, jak wiatrów, temperatur i tak dalej; wchodzi tu w grę olbrzymia ilość czynników - i w tym „otoczeniu” nasz „pocisk księżycowy” dokonuje rozmaitych „lotów” i „ewolucji”. Mam nadzieję, że nie weźmie pan tego zbyt dosłownie; naturalnie, nie ma w Sezamie żadnej Ziemi ani wiatrów itd.; są po prostu grupy pewnych wzorów, liczb nieustannie zmieniających się w sposób ściśle współzależny. Ale też więcej nam nie trzeba; uzyskujemy odpowiedzi na pytania, jak będzie się zachowywał pocisk, jeśli zostanie uszkodzona jakaś część żyrokompasów, jaka jest szansa zderzenia z meteorem, jaka temperatura powłoki przy przebiciu atmosfery.

(Fakt, że nie był to pomysł całkiem pionierski, raczej ekstrapolacja dalszego rozwoju istniejacych trendów, bo pierwszy raz komputerowego modelowania użyto do zasymulowania procesu wybuchu bomby atomowej, w ramach Projektu Manhattan, parę lat wcześniej, a prace nad zastosowaniem symulacji komputerowych w przemyśle lotniczym już trwały od roku 1952 (http://www.uh.edu/~lcr3600/simulation/historical.html).)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Wrzesień 09, 2009, 07:08:05 pm
O ile mi wiadomo (na podstawie książki Ulama a także tekstu, który linkujesz) w Projekcie Manhattan nie korzystano z komputera. Żadnego wówczas w Stanach nie było. ENIAC został ukończony w lecie roku 1946 a uruchomiony (wdrożony) rok później. Po czym zajął się tym, do czego został stworzony - to jest obliczniem tabel artyleryjskich (tabelaryczne zestawienie: kąt podniesienia - zasięg działa).

Owszem, Stanisław Ulam (lwowska szkoła matematyczna), który badał (a może był w nich zakochany) procesy gałązkowe był twórcą metody Monte Carlo, która pozwalała szacować wynik takich procesów łącząc w sobie statystykę, wiedzę o zakresie w jakim parametry mogą się zmieniać i przypadek - w postaci losowania tych parametrów na każdym kroku procesu gałązkowego - stąd ruletka, czyli Monte Carlo ;-). Jego odkrycie pozwoliło oszacować wynik procesu gałązkowego jakim jest rozpad kolejnych "pokoleń" jąder pierwiastka rozszczepialnego poprzez trafienie wolnym neutronem z poprzednio rozszczepionych jąder itd. (czyli w skrócie reakcja łańcuchowa). Analitycznie było to nie do policzenia dla rzeczywistej liczby atomów plutonu składającej się na masę krytyczną a podstawowe pytanie brzmiało: czy CAŁA atmosfera Ziemi nie zostanie zniszczona. W pewnym sensie po raz pierwszy W DZIEJACH cała ludzkość (choć o tym nie wiedziała) musiała zaufać jednemu człowiekowi - był to Polak Stanisław Ulam, który z pomoca PRZYPADKU orzekł, że tak się nie stanie. Dziś to pytanie można porównać do troski, czy czarne dziury, które powstaną w LHC nie wessają Świata :) .

Co ciekawe, w związku z tymi obawami Amerykanie zamierzali początkowo przeprowadzić próbną eksplozję atomową w specjalnej komorze wyspawanej ze stali - o ile wiem komorę taką nawet wykonano (jeśli mnie pamięć nie myli była to 5-cio calowa stal pancerna), choć po uświadomieniu sobie potencjalnej mocy bomby zrezygnowano z użycia. A trzeba dodać, że matematycy i fizycy mimo, że czynili cuda za pomocą suwaków logarytmicznych i mechanicznych kalkulatorów - "trochę" się pomylili i oszacowali moc bomby o czynnik 40 za małą.

Natomiast istotnie metoda Ulama była stworzona do zastosowania w maszynie von Neumanna - z którym byli najbliższymi przyjaciółmi. Neumann był twórcą teorii komputera, w którym program jest wprowadzany z zewnątrz w takiej samej postaci jak dane - czyli jako liczby (a nie sztywno wbudowany w strukture "fizyczną" kabelków i śrubek - jak w kalkulatorze elektronicznym lub ENIACU - w jego pierwotnej budowie).

Metoda Ulama została użyta "komputerowo" ale dopiero przy budowie bomby wodorowej. Do obliczeń w tym projekcie użyto odpowiednio przeprogramowanego ENIACA. Znów mało kto wie, że to Ulam (nie będąc fizykiem lecz matematykiem) dokonał zasadniczego przełomu w jej budowie, kiedy wydawało się, że projekt jest awykonalny. Dlatego bomba wodorowa zwie się bombą Ulama-Tellera. Nb i Neumann i Teller - to byli Węgrzy. A wszyscy razem z Ulamem byli pochodzenia żydowskiego. Ta ostatnia informacja jest po to, żeby pokazać, jak świat się plecie i przeplata...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Wrzesień 09, 2009, 08:14:25 pm
Dziękuję za sprostowanie :)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Wrzesień 10, 2009, 10:58:51 am
You welcome :) .
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Wrzesień 18, 2009, 05:06:18 pm
Lem wymyślił też Simsy (tak przynajmniej twierdzi twórca tej gry):
http://www.technovelgy.com/ct/content.asp?Bnum=865
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Wrzesień 18, 2009, 06:14:13 pm
To Simsy też wyjdą z pudełka?
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Wrzesień 21, 2009, 10:26:08 pm
Może ich twórca ma taka nadzieję? ;)

A wracając to tematu. Wychodzi na to, że Lem wymyślił też... argumentację Dawkinsa na rzecz ateizmu:

Pirx rzeczywiście nie darował Brownowi sprawy Pana Boga i umyślnie zatelefonował do niego następnego dnia; w UNESCO podano mu numer telefonu, dzięki któremu mógł osiągnąć swego "nieliniowego pilota". Poznał nawetjego głos, gdy nakręcił ów numer.
  - Czekałem na pana - powiedział Brown.
  - No i jak się pan zdecydował? - spytał Pirx. Było mu przy tym dziwnie ciężko na sercu; znacznie lepiej czuł się, kiedy podpisywał papiery Mc Guirrowi. Wydawało mu się wówczas, że da temu radę. Teraz nie był już taki pewny siebie.
  - Miałem mało czasu - rzekł Brown swym równym, miłym głosem. - Dlatego mogę powiedzieć tylko tyle: nauczono mnie podejścia probabilistycznego. Obliczam szanse i na tej podstawie działam. A w tym wypadku - dziewięćdziesiąt dziewięć procent, że "nie", a może nawet dziewięćdziesiąt dziewięć i osiem dziesiątych, ale jedna setna szansy, że tak.
- Że jest?
- Tak.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Maj 08, 2010, 02:06:56 pm
Lem wymyślił "Z Archiwum X" (a dokładniej konwencję obecną potem w tym serialu). Spójrzmy na "Śledztwo" - też mamy tam dochodzenie policyjne w sprawie, która zdaje się sugerować udział sił nadprzyrodzonych. Też mamy przejście od kryminalno-horrorowato-fantastyczno(mniejlubbardziej)naukowej fabuły do filozoficznego pytania, na ile nasze wyobrażenie świata - i stan o tymże świecie wiedzy - są odbiciem realnego, tegoż świata, stanu. I co jeśli trwamy w złudzeniach i nic ponad to?

Nie ja pierwszy zresztą na to wpadłem:
http://crumbscraper.com/investigation_review

(Dodać oczywiscie trzeba, że Lem postawił te pytania dobitnie, i starczyła mu na to jedna powieść. U Cartera zaś wyglądają one tylko z rzadka spod kupy ufoków, potworów i paranormalności, ale bywają, mimo wszystko, na tyle widoczne, że powodują, iż "Iksy" umiały - zwłaszcza na początku nim ugrzęzły w plątaninie spiskowych wątków - fascynować i b. inteligentnych ludzi.)



Edit: wymyślił też Mistrz nową "BattleStar Galactica", bowiem całą splątaną fabułę tego serialu da się sprowadzić - w streszczeniu - do tych prostych zdań:

"siadłem pisać dzieło o “Ewolucji Rozumu jako Zjawisku Dwutaktowym”. Albowiem, jak to udowodniłem tam, kolista więź łączy bladawców z robotami. Najpierw, skutkiem zakulgania śluzu ilastego na brzegu morskim, powstają istoty klejkie, białawe, stąd zwane Ałbumensami. Po wiekach tego one dochodzą, jak ducha tchnąć w metale, i czynią sobie z Automatów sługi niewolne. Po pewnym atoli czasie, odwrotną rzeczy koleją, Automaty, wyzwoliwszy się od klejkich, poczynają eksperymenta, czyby się czasem nie dało świadomości w kisiel tchnąć, i gdy na białku spróbują, to im się udaje. Lecz syntetyczni bladawcy po milionie lat znów imają się żelaza i tak się to w wieczność na przemian kręci"
"Cyberiada": "Bajka o trzech maszynach opowiadajacych króla Genialona"
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Medelejne w Maj 27, 2010, 11:46:49 pm

"Aparat nazywał się "opukiwaczem grobów", przynajmniej w pokładowym żargonie.U zmarłego, którego śmierć zabrała niedawno, albo gdy nie doszło do rozkładu ciała, jak w tym wypadku, na skutek niskiej temperatury, można było "podsłuchać mózg", a właściwie, to co stanowiło ostatnią treść świadomości."

Stanisław Lem "Niezwyciężony"
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Maj 28, 2010, 12:22:39 am
Kopę lat ;) (no dobra, miesiecy). Wynalazek ciekawy, ale o ile wiem ;) nic takiego jeszcze nie funkcjonuje (może i dobrze?), za to SF częstuje nas jeszcze makabryczniejszymi wizjami... Oto cytat z Grega Egana zwanego często (na wyrost) "australijskim Lemem":

"- W porządku. Nie żyje. Porozmawiaj z nim. Bioetyko było lakonicznym młodym aseksem z blond dredami i w T-shircie, na którym między płatnymi reklamami raz za razem pojawiał się napis: NIE DLA TW! Parafowało formularz zgody na notepadzie patolog sądowej, po czym wycofało się do kąta. Traumatolog i sanitariusz odsunęli na bok sprzęt reanimacyjny, patolog zrobiła kilka szybkich kroków do przodu. W dłoniach trzymała strzykawkę z pierwszą porcją neurozachowacza. Nieużyteczny do chwili śmierci-powodujący w kilka godzin potężne toksyczne uszkodzenia szeregu narządów - koktaj z antagonistów glutaminianu, blokerów kanału wapniowego i przeciwutleniaczy niemal natychmiast zahamuje najpoważniejsze zmiany biochemiczne, które uszkodziłyby mózg.
Asystent pani patolog szedł tuż za nią, popychając kilkupółkowy wózek mieszczący wszystkie akcesoria pośmiertnego ożywienia: tacę jednorazowych narzędzi chirurgicznych, różne elektroniczne aparaty, pompę dotętniczą podłączoną do trzech kilkulitrowych szklanych butli i coś, co przypominało siatkę na włosy z szarego, nadprzewodzącego drutu.
Łukowski, detektyw z wydziału zabójstw, stał tuż obok mnie./.../
nie chciałem /.../ przerwać filmowania, jak pani patolog podłącza zastępczą krew./.../
Asystent prysnął na czaszkę ofiary enzymem depilacyjnym i dwoma ruchami chronionej rękawiczką dłoni ściągnął z czaszki ostrzyżone tuż przy skórze czarne włosy. Kiedy strząsał je do plastikowego worka na próbki, zrozumiałem, dlaczego trzymały się razem, a nie rozsypały jak śmieci u fryzjera: razem z włosami zdjął dość grubą warstwę skóry. Przykleił do łysej, różowej głowy “siatkę na włosy” - plecionkę z elektrod i czujników... Patolog skończyła obserwować działanie urządzenia wprowadzającego zastępczą krew, po czym zrobiła zmarłemu niewielkie nacięcie w tchawicy i wprowadziła cienką rurkę podłączoną do pompy, która miała zastąpić zapadnięte płuca. Nie chodziło o oddychanie, lecz o umożliwienie mówienia. Można było co prawda monitorować docierające do krtani impulsy nerwowe i elektronicznie zsyntetyzować zamierzone dźwięki, najwyraźniej jednak mowa była mniej zniekształcona, jeżeli ofiara mogła odczuwać coś przypominającego naturalną dotykową i słuchową informację zwrotną, wytwarzaną przez wibrujący strumień powietrza. Asystent zakrył ofierze oczy grubym, wyprofilowanym nieco jak okulary opatrunkiem - choć rzadko, zdarzało się, że skóra twarzy odzyskiwała czucie, a ponieważ z rozmysłem nie ożywiano komórek siatkówki oka, najłatwiejszym kłamstwem, mogącym wyjaśnić ślepotę, było powiedzenie ofierze, że ma uraz oczu. /.../
Ciało ofiary przeszył dreszcz. Tymczasowy stymulator zmuszał zniszczone serce do bicia - działał prądami o takiej sile, że w ciągu piętnastu, góra dwudziestu minut każdy kawałek mięśnia sercowego byłby zatruty elektrochemicznymi produktami ubocznymi. Z braku dopływu płucnego wprowadzano natlenowaną zastępczą krew do lewego przedsionka, przepompowywano ją raz przez ciało, po czym usuwano arterią płucną i wylewano. Krótko mówiąc - układ otwarty był mniej kłopotliwy od recyrkulacyjnego. Jako tako pozaszywane rany po ciosach nożem w brzuch i klatkę piersiową wyglądały jak pobojowisko i wylewał się z nich na stół operacyjny jasnoczerwony płyn, nie stanowiło to jednak niebezpieczeństwa - co sekundę planowo usuwano z organizmu sto razy więcej krwi. Nikt nie uznał za warte zachodu usunąć chirurgiczne larwy, pracowały więc w dalszym ciągu jak gdyby nigdy nic - szyjąc i chemicznie przypalając mniejsze naczynia krwionośne szczękami, czyszcząc i dezynfekując rany, wyszukując na ślepo martwą tkankę i skrzepy, które dałoby się pożreć.
Zasadniczą wagę miało utrzymanie dopływu do mózgu tlenu i środków odżywczych, nie odwracało to jednak rozpoczętego procesu rozpadu. Faktycznymi katalizatorami ożycia były miliardy lipozomów - mikroskopijnych kapsułek z lekami, zrobionych z błon tłuszczowych, które wtłaczano do organizmu wraz z zastępczą krwią. Jedno zawarte w błonie kluczowe białko otwierało barierę krew-mózg i pozwalało lipozomom wypłynąć z naczyń włosowatych do przestrzeni międzynerwowej. Inne białka powodowały, że membrana łączyła się ze ścianą komórki pierwszego napotkanego neuronu i wyrzucała maszynę biochemiczną na tyle sprawną, by zreenergetyzowała komórkę, sprzątnęła część śmieci powstałych w trakcie niedokrwiennego procesu rozpadu i ochroniła ją przed wstrząsem spowodowanym powtórnym natlenieniem.
Inne lipozomy były przeznaczone dla innych rodzajów komórek: włókien mięśniowych w fałdzie głosowym, szczęce, wargach, języku, dla receptorów w uchu wewnętrznym. Wszystkie zawierały odpowiednie leki i enzymy, a wszystkie miały służyć temu samemu: dostaniu się do wnętrza umierających komórek i zmuszeniu ich - na krótko - do zmobilizowania zgromadzonej energii do ostatniego - niemożliwego do podtrzymania - wybuchu aktywności.
Ożywienie nie było posuniętą do heroicznej krańcowości reanimacją. Było dozwolone tylko wtedy, gdy nie wchodziło w rachubę dłuższe przeżycie pacjenta, ponieważ każda metoda, która mogłaby do tego doprowadzić, poniosłaby fiasko.
Patolog patrzyła na ekran znajdujący się na jej wózku sprzętowym. Podążyłem za jej spojrzeniem - po ciemnym prostokącie latały wykresy chaotycznych fal mózgowych, a zmieniające wysokość słupki podawały ilość wypłukiwanych z ciała toksyn i produktów rozpadu. Łukowski z oczekiwaniem postąpił dwa kroki naprzód. Zrobiłem to samo.
Asystent wcisnął klawisz. Ofiara zadygotała i zakaszlała krwią - po części własną, ciemną i pełną skrzepów. Wykresy nabrały wyraźniej szych, ostrzejszych szczytów, zaraz jednak szpice się spłaszczyły, nabrały równiejszego rytmu.
Łukowski ujął dłoń ofiary i ścisnął ją - gest wydał mi się cyniczny, choć wiedziałem, że mógł być wyrazem impulsu prawdziwego współczucia. /.../
- Daniel? Danny? Słyszysz mnie? - spytał Łukowski.
Nie nastąpiła po tym widoczna reakcja fizyczna, jednak fale mózgowe zatańczyły. Daniel Cavolini studiował muzykę i miał dziewiętnaście lat. Znaleziono go około godziny jedenastej wieczór, nieprzytomnego i zakrwawionego, w kącie budynku stacji kolejowej Town Hali - z zegarkiem na ręku, notesem w kieszeni i w butach, co było mało logiczne, gdyby chodziło o nieudany napad rabunkowy. Od dwóch tygodni spędzałem każdą noc w wydziale zabójstw, czekając na podobną okazję. Zezwolenia na ożywienie wydawano tylko w przypadkach, gdy dowody wskazywały na to, że ofiara może wymienić nazwisko sprawcy - uważano, że metoda nie daje wielkich szans ani uzyskania użytecznego werbalnego opisu obcej osoby, ani sporządzenia jej portretu pamięciowego. Łukowski obudził sędziego pokoju tuż po północy - w tej samej chwili, gdy prognoza była jasna.
Im więcej ożywionych komórek zaczynało absorbować tlen, tym bardziej skóra Cavoliniego nabierała dziwnego odcienia szkarłatu. Nienaturalnej barwy molekuły transportowe zastępczej krwi były skuteczniejsze od hemoglobiny, ale tak samo jak pozostałe leki ożywiające - śmiertelnie toksyczne.
Asystent pani patolog wcisnął kilka kolejnych klawiszy. Cavolini znów się skręcił i zakaszlał. Cała operacja była balansowaniem na krawędzi - dla skoordynowania rytmu fal mózgowych potrzebne były lekkie uderzenia mózgu prądem, nadmiar bodźców z zewnątrz mógłby jednak wymazać zawartość pamięci krótkotrwałej. Po przekroczeniu granicy uznawanej przez prawo za śmierć głęboko w mózgu przy życiu mogą pozostać pojedyncze neurony, zachowując przez kilka minut schematy pobudzeń, reprezentujące ostatnie przeżycia. Ożywienie może chwilowo przywrócić infrastrukturę neuronalną, konieczną do wydobycia tych śladów, jeżeli jednak już zdążyły całkowicie zamrzeć - albo zostały zatarte próbami reanimacji - przesłuchanie nie miało sensu.
- Wszystko w porządku, Danny - powiedział uspokajającym tonem Łukowski. - Jesteś w szpitalu. Jesteś bezpieczny, musisz mi tylko powiedzieć jedno: kto ci to zrobił. Powiedz mi, kto trzymał nóż.
Z ust Cavoliniego wydobył się chrapliwy szept: pojedyncza, wypchnięta z gardła z przydechem sylaba, po której zapadła cisza.

Moja skóra skurczyła się w oczekiwaniu czegoś przerażającego, równocześnie jednak poczułem idiotyczny przypływ rozradowania - jakby coś we mnie nie chciało przyjąć do wiadomości, że ta oznaka życia nie jest oznaką nadziei.
Cavolini znów spróbował i druga próba okazała się bardziej udana. Sztuczny wydech, oddzielony od wolicjonalnej kontroli, sprawił, że dźwięk, który z siebie wydał, zabrzmiał jakby chwytał łapczywie powietrze. Efekt był żałosny - choć nie brakowało mu tlenu. Dźwięki, które wydobyły się z ust, były tak pokawałkowane i wymęczone, że nie umiałem odróżnić żadnego słowa, na szczęście Cavolini miał przyczepione do szyi czujniki piezoelektryczne podłączone do komputera. Odwróciłem się do ekranu.
DLACZEGO NIE WIDZĘ?
- Masz opatrunek na oczach - odpowiedział Łukowski.
- Pękło ci kilka naczyń krwionośnych, zostały pozszywane, ale możesz mi wierzyć, że nie zostaną trwałe ślady. Musisz jednak...
spokojnie leżeć i odpoczywać. Opowiedz mi, co się stało.
KTÓRA GODZINA? PROSZĘ... POWINIENEM ZADZWONIĆ DO DOMU I POWIEDZIEĆ...
- Rozmawialiśmy z twoimi rodzicami. Są właśnie w drodze, przyjadą najszybciej, jak im się uda.
Było to prawdą - gdyby jednak przybyli w ciągu najbliższej półtorej minuty, nie zostaliby wpuszczeni na salę.
- Czekałeś na pociąg do domu, prawda? Na czwartym peronie. Pamiętasz? Na pociąg do Strathfield o wpół do jedenastej.
Nie wsiadłeś jednak do niego. Co się stało? - Wzrok Łukowskiego przesunął się pod ekran z transkrypcjami mowy, gdzie komputer wypunktowywał kilka krzywych, ukazujących najważniejsze oznaki życia. Za mniej więcej minutę wszystkie dotrą do apogeum, po czym zaczną opadać.
MIAŁ NÓŻ. Prawa ręka Cavoliniego zaczęła podrygiwać, a martwe mięśnie twarzy po raz pierwszy ożyły, układając się w grymas bólu. CIĄGLE MNIE BOLI. POMÓŻCIE MI. Bioetyko spokojnie popatrzyło na szereg cyfr na ekranie, nie zamierzało jednak interweniować. Jakiekolwiek skuteczne działanie znieczulające stłumiłoby aktywność neuronalną tak mocno, że dalsze przesłuchanie nie byłoby możliwe. Gra szła o wszystko albo nic - można było albo brnąć dalej, albo zakończyć procedurę.
- Pielęgniarka zaraz ci poda środki przeciwbólowe - powiedział łagodnie Łukowski. - Wytrzymaj jeszcze trochę, to długo nie potrwa. Powiedz mi jedno: kto trzymał nóż? - Twarze obu mężczyzn świeciły od potu, ręka Łukowskiego była do łokcia ciemnoczerwona. Moim zdaniem, gdyby znalazł leżącego w kałuży krwi, konającego na asfalcie człowieka, zadałby mu te same pytania. Ciekawe, czy zaserwowałby mu te same uspokajające kłamstwa? - Kto to był, Danny?
MÓJ BRAT.
- Twój brat miał nóż?
NIE. NIE MIAŁ. NIE PAMIĘTAM, CO SIĘ STAŁO. SPYTAJ PÓŹNIEJ. ZA BARDZO KRĘCI MI SIĘ W GŁOWIE.
- Dlaczego powiedziałeś, że to był twój brat? Miał nóż czy nie miał?
OCZYWIŚCIE, ŻE TO NIE BYŁ ON. NIE MÓW NIKOMU, ŻE TAK POWIEDZIAŁEM. JEŻELI NIE BĘDZIESZ MI MĄCIŁ W GŁOWIE, ZARAZ SIĘ POZBIERAM. MOGĘ DOSTAĆ COŚ PRZECIWBÓLOWEGO? NATYCHMIAST?
Jego twarz rozmywała się i tężała, miękła i twardniała, jakby wyświetlano na niej film ukazujący sekwencję masek, przez co cierpienie stawało się stylizowane, abstrakcyjne. Zaczął poruszać głową do przodu i do tyłu - początkowo słabo, wkrótce jednak z szaleńczą prędkością i energią. Podejrzewałem, że ma jakiś uraz, a leki ożywiające nadmiernie pobudzają którąś uszkodzoną ścieżkę przekazu nerwowego.
W pewnym momencie sięgnął ręką do twarzy i zerwał zasłonę z oczu.
Natychmiast zamarł. Może w którymś momencie skóra twarzy zrobiła się nadwrażliwa i zasłona na oczach drażniła w niemożliwy do wytrzymania sposób? Zamrugał kilka razy, zmrużył oczy i popatrzył na jasne światła sali operacyjnej. Widziałem, jak zwężają się źrenice, a oczy zaczynają planowy ruch. Lekko uniósł głowę i popatrzył na Łukowskiego, następnie na siebie oraz swe niecodzienne ozdoby: jaskrawy przewód stymulatora serca; grube, plastikowe rury, którymi płynęła zastępcza krew; rany po ciosach nożem, pełne połyskujących, białych robaków. Wszyscy zamarli, nikt się nie odzywał, a Cavolini przyglądał się powbijanym w swą klatkę piersiową igłom i elektrodom, wypływającej z niego fali różowego płynu, sztucznemu otworowi do oddychania. Ekran z transkrypcją mowy był za nim, ale wszystko inne dało się objąć jednym spojrzeniem. W dwie sekundy wiedział - wyraźnie było widać, jak opada na niego ciężar zrozumienia. Otworzył usta, zaraz jednak je zamknął. Jego mina błyskawicznie się zmieniała - przez ból przebił się nagły błysk totalnego zaskoczenia, zastąpiony niemal natychmiast zrozumieniem absurdalnej sytuacji, w jakiej się znalazł. Przez ułamek sekundy wyglądał jak ktoś, kto podziwia błyskotliwy, złośliwy, krwawy żart, jaki zrobiono sobie jego kosztem. Potem zaczął mówić. Bardzo wyraźnie - przedzielając sylaby wymuszonymi, mechanicznymi westchnieniami. Powiedział:
- Nie... są... dzę... że... to... dob... ry... po... mysł...
nie... chcę... nic... wię... cej... mó... wić...
Zamknął oczy i opadł na stół. Oznaki życia szybko zanikały. Łukowski odwrócił się do patolog. Był szary jak popiół, ciągle jednak trzymał dłoń chłopaka.
- Jak mogła zadziałać siatkówka? Co ty zrobiłaś? Ty głupia... - Uniósł wolną dłoń, jakby chciał uderzyć, zatrzymał się jednak wpół ruchu. /.../ Patolog, która nie cofnęła się o krok, od wrzasnęła Łukowskiemu:
- Musiałeś go naciskać, tak?! Musiałeś naciskać, o bracie, choć wskaźnik hormonu stresu wchodził w czerwoną strefę?!
Zastanawiałem się, kto decyduje, jaki jest normalny poziom adrenaliny u człowieka, który zmarł od ciosów noża, ale poza tym jest rozluźniony Ktoś za moimi plecami wyrzucił z siebie długi ciąg niezbomych obscenizmów. Odwróciłem się i ujrzałem sanitariusza, który jechał z Cavolinim karetką-nie zauważyłem, że był cały czas na sali. Wbijał wzrok w podłogę, zaciskał pięści i trząsł się ze złości.
Łukowski złapał mnie za łokieć, brudząc mi ubranie syntetyczną krwią.
- Nakręcisz następnego, dobra? - powiedział szeptem, jakby miał nadzieję, że jego słowa nie trafią na ścieżkę dźwiękową. - Coś takiego jeszcze nigdy się nie wydarzyło - nigdy - a jeżeli pokażesz ludziom przypadek jeden na milion, tak jakby...
- Wydaje mi się, że wytyczne Komitetu Taylora dotyczące opcjonalnych ograniczeń wyraźnie mówią... - odezwało się nieśmiało bioetyko.
- Ktoś cię pytał o zdanie?! - wrzasnął na viego wściekły asystent. - Procedura to nie twój biznes, ty nieszczęsny...
W tym momencie gdzieś w głębi elektronicznych trzewi aparatury ożywiającej ryknął rozrywający uszy alarm. Asystent pochylił się nad sprzętem i zaczął walić w klawiaturę jak atakujące zepsutą zabawkę, sfrustrowane dziecko, aż hałas umilkł.
W ciszy, która nastąpiła, niemal zamknąłem oczy, wezwałem Świadka i zatrzymałem nagranie. Dość się napatrzyłem.
David Cavolini odzyskał przytomność i zaczął krzyczeć.
Patrzyłem, jak pompują go morfiną i czekają, aż wykończą go leki ożywiające."

"Stan Wyczerpania"

Wybaczcie długość (pociętego i tak) cytatu, wrzucam go jako ukłon w stronę - nieobcego i Lemowi - zamiłowania do makabry.

Co ciekawe Egan podaje tam też jakie były początki naukowego "opukiwania grobów":

“W 1888 roku chirurdzy policyjni sfotografowali siatkówkę jednej z ofiar Kuby Rozpruwacza - w ułudnej nadziei, że we wrażliwych na światło pigmentach zawartych w ludzkim oku uda im się odkryć twarz mordercy...”
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w Październik 24, 2010, 07:39:09 pm
Znowu "Powrót z gwiazd" - optony/lektony nikogo już nie dziwią, a teraz jeszcze zrealizowano ubrania w spraju - http://www.guardian.co.uk/science/2010/sep/16/spray-on-clothing-t-shirt
Betryzacji na szczęście jeszcze nie ma...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: NEXUS6 w Sierpień 22, 2011, 09:31:51 pm
Czytalem, ze gra Dead Space jest graficznie oparta na Solarisie Tarkowskiego, a i pomysly sa niektore wykorzystane z Solaris. Gral ktos w to? Podobne to to?
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Wrzesień 18, 2011, 01:31:26 am
Lem wymyślił nawet... katastrofę Smoleńską:
http://jedyniesluszne.blox.pl/2011/08/Lektura-po-zamieszaniu-smolenskim.html
http://forum.gazeta.pl/forum/w,904,127566140,127567044,Ananke_Lem_a.html

i parę innych rzeczy (o których była już mowa) ;):
http://menstream.pl/wiadomosci-rozrywka/to-lem-wymyslil-google-i-matrixa-nie-tylko,0,905653.html
http://ssi.dug.net.pl/dydaktyka/1&2_semestr/fizyka/lem.htm
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Grudzień 14, 2011, 12:42:38 am
Pokój na Ziemi i zdalniki - zastanawiałam się czy Lem był tutaj rzeczywiście pierwszy - niemniej:
http://www.polskieradio.pl/23/267/Artykul/496801,Japonczycy-spelnia-marzenie-Lema (http://www.polskieradio.pl/23/267/Artykul/496801,Japonczycy-spelnia-marzenie-Lema)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Grudzień 14, 2011, 03:17:50 am
http://www.polskieradio.pl/23/267/Artykul/496801,Japonczycy-spelnia-marzenie-Lema (http://www.polskieradio.pl/23/267/Artykul/496801,Japonczycy-spelnia-marzenie-Lema)

Informacja nie pochodzi z "New Scientist", a z jedego z ich blogów, nie ma w niej ani słowa o Lemie, zaś sam zdalnik jest - na tle pokojowego - b. prymitywny, ale poza tym wszystko się zgadza ;) (i filmik jest ::) ):
http://www.newscientist.com/blogs/nstv/2011/12/body-sharing-robot.html
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 13, 2012, 08:50:26 pm
Tekst o tym co wymyślił Lem:
http://next.gazeta.pl/next/1,114658,9612226,Lem___on_naprawde_wszystko_przewidzial,,ga.html
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Marzec 15, 2012, 06:46:50 pm
http://wyborcza.pl/1,75248,11351783,Lem_przewidzial__poczatek_miedzygalaktycznej_lacznosci.html
Będzie coś z tego?
VOSM
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Marzec 16, 2012, 12:49:10 am
Może to być dobry sposób absolutnie pewnego przesyłania tajnych informacji na Ziemi.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Marzec 16, 2012, 10:17:13 am
Już po neutrinach dowiedziałem się o czymś WAŻNIEJSZYM z punktu widzenia tego Forum (czy Forum może mieć taki punkt?), czyli o Ekstelopedii Verstranda, w którą wczoraj zamieniła się Wielka Brytyjska Dwustuletnia. Oto kolejny przykład prekognicyjnego talentu Mistrza, chapeau bas!
VOSM
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Terminus w Marzec 16, 2012, 10:13:37 pm
Neutrina zostały scalone z tematem poniższym, Q dzięki za pomysł.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 16, 2012, 10:50:39 pm
Q dzięki za pomysł.

Ku chwale Jego Induktywności, Panie Halabardyerze!;)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: tzok w Marzec 20, 2012, 12:48:32 am
Może to być dobry sposób absolutnie pewnego przesyłania tajnych informacji na Ziemi.
Hmm, dlaczego tak uważasz? Wiadomość przesyłana jest w ogromnym nadmiarze, bo detektory wyłapują bardzo mało. Czyli nic nie stoi na przeszkodzie by pomiędzy nadawcę i odbiorcę wstawić kolejny detektor. Pomimo odczytu wiadomości przez osobę niepożądaną, odbiorca nie ma możliwości zauważenia, że coś się stało bo i tak jest bombardowany ogromną ilością neutrin nadmiarowych.

Do absolutnie bezpiecznego przesyłania tajnych informacji najlepszym kandydatem jest kanał oparty na mechanice kwantowej. Fundamentalne zasady rządzą tym, że odczyt może być wykonany dokładnie raz i nie więcej. Każda próba ataku zostanie od razu wykryta.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Marzec 21, 2012, 09:53:58 pm
Chodziło mi o pewność przesyłu. Praktycznie nie da się tego ekranować ani zakłócić na żadnym dystansie. Można więc stworzyć kanał, który na pewno będzie działał, żeby nie wiem co. Przy tym detekcja neutrin jest niezwykle trudna i mało kto mógłby sobie na to pozwolić. Przynajmniej przez jakiś czas jeszcze. Mechanika kwantowa - o ile wiem - wysiada na większych dystansach, bo "kwanty" wyciekają...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: tzok w Marzec 21, 2012, 11:03:04 pm
Ostatnio słuchałem wykładu o komputerach kwantowych od fizyka, który zajmuje się jedną z koncepcji ich budowy. Mówił on, że jest pewien polski profesor (ech no, za nic nie mogę przypomnieć nazwiska), który jest w tej dziedzinie światowym ekspertem, pozostając w Polsce nierozpoznany... Ten polski profesor zasłynął dowodem na to, że splątanie kwantowe, czyli też teleportacja (przekaz informacji) ma ograniczony zasięg do ok. 30 km. Jednocześnie jednak możliwe jest tworzenie wzmacniaczy, które ten limit zwiększają... I tak dodam tylko do tego, że obecność wzmacniaczy to akurat żadna techniczna przeszkoda. "Zwykła" infrastruktura Internetu też się na nich opiera - kiedyś nawet czytałem ile ich jest przy kablach łączących Europę i Afrykę przez Morze Śródziemne... Zatem sam fakt istnienia limitu jest interesujący, bo wyklucza chociażby natychmiastową komunikację Ziemia-Mars, ale nie jest jakąś ostateczną barierą nie do przejścia.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Marzec 22, 2012, 10:50:00 am
Czy te wzmacniacze byłyby również nie do złamania czy też na wzmacniaczu informacja pojawiałaby się "klasycznie" wychodząc z niebytu kwantów - a następnie na powrót byłaby "ukwantowiana"?
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: tzok w Marzec 22, 2012, 12:49:42 pm
Z tego co pamiętam, proces wzmacniania sam w sobie był oparty na mechanice kwantowej i próba ingerencji w niego (podejrzenia stanu) chyba by udaremniła całe przedsięwzięcie.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 23, 2012, 02:38:36 pm
A'propos prób użycia Quanto ;) w łączności:
http://www.physorg.com/news160593524.html
http://www.physorg.com/news193551675.html
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Kwiecień 01, 2012, 09:30:22 pm
Właściwie nie wiem gdzie to wrzucić. Może i Lem to wymyślił? :) Coś na kształt eruntyki utaplanej w ciemności i pleśni :

W eksperymencie, który można zobaczyć na YouTube jako "Trans-Canada Slimeways", profesor Selim Akl umieścił na mapie Kanady, w miejscach oznaczających największe miasta, porcje płatków owsianych. W punkcie oznaczającym Toronto dodał nieco żółtawej pleśni. Pleśń na eksperymentalnej mapie rozrastała się przez kilka dni od jednej porcji płatków do drugiej, wykorzystując taką trasę, jaką w rzeczywistości wytyczono dla kanadyjskich dróg.
(...)
Akl sądzi, że w przyszłości będzie można wykorzystywać pleśnie i grzyby do wytyczania nowych autostrad i innych systemów transportu. Zdaniem profesora nawet proste organizmy potrafią działać jak naturalny komputer - podsumował dziennik "The National Post".

http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/577176,Drogi-i-autostrady-pokryte-plesnia (http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/577176,Drogi-i-autostrady-pokryte-plesnia)

Może powinniśmy wypuścić trochę pleśni na nasze drogi?;)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 02, 2012, 12:20:37 am
Pleśń - pleśnią (lipa, że nie biała ;)), ale okazuje się, że i Ocean Solaris istniał (w dodatku w ziemskiej przeszłości, z "Evangelionem" w zgodzie (http://evangelion.wikia.com/wiki/LCL) ;)), tylko miał trochę inaczej na imię... Luca... czy tam LUCA ;):
http://www.newscientist.com/article/mg21228404.300-life-began-with-a-planetary-megaorganism.html
http://cudownyswiatnauki.blogspot.com/2011/11/solaris-s-lema-przewidziaa-przeszosc.html
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Maj 14, 2012, 01:18:03 pm
Było o "Iksach archiwalnych" i "Battlestarach", tymczasem... Panowie Favreau ("Iron Man"), Abrams ("LOSTy" i "StarTreki" nowe) i Kriepke ("Supernatural", takie ghost story uwspółcześnione) wypichili nowy pasztet postapokaliptyczny:
Revolution - Trailer (http://www.youtube.com/watch?v=JwfCRAtkYEI#ws)
Ciekawe czy kto z masowej widowni zwróci uwagę, że centralny fabularnie kataklizm jest z "Pokoju..." rodem:

"Właściwie stan jest bez precedensu. Coś jak po takiej cichutkiej wojnie atomowej, w której na rozkurz poszła cała infrastruktura. Baza przemysłowa, łączność, bankowość, automatyzacja. Ocalały tylko mechanizmy proste, ale żadnego człowieka ani żadnej muchy nie ukrzywdziło. Chociaż i tak nie jest. Musiało być mnóstwo wypadków, tylko przez brak łączności nikt na razie nic o tym porządnie nie wie. Przecież i gazet od dawna nie drukuje się podług Gutenberga. Redakcje też szlag trafił. Nawet nie wszystkie urządzenia w autach działają."

Edit: choć może naciągam interpretację, bo wcześniej:
http://fr.wikipedia.org/wiki/Ravage_(roman) (http://fr.wikipedia.org/wiki/Ravage_(roman)) http://en.wikipedia.org/wiki/Ravage_(novel) (http://en.wikipedia.org/wiki/Ravage_(novel))
i później:
http://en.wikipedia.org/wiki/Dies_the_Fire (http://en.wikipedia.org/wiki/Dies_the_Fire)
były podobne przepisy na kataklizm...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 05, 2013, 08:23:05 am
Lem wymyślił (http://forum.lem.pl/index.php?topic=148.msg28267#msg28267), prawie, tegoroczną zimę:
http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/112315,to-znikajaca-arktyka-zgotowala-nam-zime (http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/112315,to-znikajaca-arktyka-zgotowala-nam-zime)
"Już od dawna synoptycy spostrzegli, że im cieplej się robi, tym zimniej."
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Wrzesień 12, 2013, 04:24:33 pm
Pamiętacie -wspomniane tu - opukiwacze grobów (i clarke'owego BrainCapa)? Póki co daje się "opukiwać" żywe mózgi:
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3556484/ (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3556484/)
http://folk.uio.no/sigurdkn/neuron.pdf (http://folk.uio.no/sigurdkn/neuron.pdf)
http://cvcl.mit.edu/SUNSeminar/NaselarisGallant_2009.pdf (http://cvcl.mit.edu/SUNSeminar/NaselarisGallant_2009.pdf)
https://www.youtube.com/watch?v=nsjDnYxJ0bo (https://www.youtube.com/watch?v=nsjDnYxJ0bo)
http://gizmodo.com/5843117/scientists-reconstruct-video-clips-from-brain-activity (http://gizmodo.com/5843117/scientists-reconstruct-video-clips-from-brain-activity)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: liv w Styczeń 18, 2014, 04:10:51 pm
Myślałem, czy może "Lem w kosmosie" byłby lepszym miejscem?
Bo też na trzy litery...ale jednak tu.
Wprawdzie literacko byli łacinnicy, chyba jednak to bez znaczenia - zaczyna się. :)
http://niezalezna.pl/50802-rosjanie-wysylaja-w-kosmos-popa-zaprojektowali-juz-nawet-specjalny-skafander (http://niezalezna.pl/50802-rosjanie-wysylaja-w-kosmos-popa-zaprojektowali-juz-nawet-specjalny-skafander)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Styczeń 18, 2014, 04:13:19 pm
Ja wiem, oni już go nawet wystrzelili zaraz po Gagarinie, tylko im się urwał - grał potem w USA jako Darth Vader ;) ...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: liv w Styczeń 18, 2014, 04:46:01 pm
Ja wiem, oni już go nawet wystrzelili zaraz po Gagarinie, tylko im się urwał - grał potem w USA jako Darth Vader ;) ...
To ten sam?
Co stwierdził, że w kosmosie  Boga nie stwierdził?
(aszz, to Gagarin, na dodatek - podobno)
(http://nocri.blox.pl/resource/bog.jpg)
To przemiana lepsza niż u pani G. Źródła jednak milczą o dzieciństwie Lorda.
Może w IPeeNie coś więcej mają?
http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Darth_Vader (http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Darth_Vader)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Styczeń 26, 2014, 09:43:46 am
Pomnicie artykuł młodego Lema "Etiologia nowotworów.", o którym informację tu wrzucałem (którego zaś potem fragmenty zamieścił w swej pracy nieoceniony lemolog)? Bo hipotezę o zakaźnym nowotworze-glejaku z "Solaris" pewnie pamiętacie...

I otóż mamy coś co by - śmiem twierdzić - samego Mistrza zainteresowało, przebadano bowiem (psi) nowotwór zakaźny* i oto co ustalono:
https://www.sciencemag.org/content/343/6169/437.abstract (https://www.sciencemag.org/content/343/6169/437.abstract)
http://www.bbc.co.uk/news/health-25864236 (http://www.bbc.co.uk/news/health-25864236)
http://digitaljournal.com/tech/science/the-world-s-oldest-living-transmissible-cancer-11-000-years-old/article/367439 (http://digitaljournal.com/tech/science/the-world-s-oldest-living-transmissible-cancer-11-000-years-old/article/367439)

* więcej o nim:
http://pl.wikipedia.org/wiki/CTVT (http://pl.wikipedia.org/wiki/CTVT)
http://migg.wordpress.com/2011/04/14/wedrujace-nowotwory-i-wedrujace-mitochondria/ (http://migg.wordpress.com/2011/04/14/wedrujace-nowotwory-i-wedrujace-mitochondria/)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Wrzesień 05, 2014, 08:54:07 pm
...Lem wymyślił...hm...onamudaje :-\
W kwartalniku Książki [dział: Czytelnicy do pióra ] - czytamy:
za pioniera onamudajów wypada uznać Stanisława Lema, który w dziennikach Iljona Tichego zamieścił dzieło następujące:
Cóż to za robot piękny i młody
I cóż to za robotniczka?
Ona mu z garnka daje pentody,
A on jej - wtyczki z koszyczka.


To typowy - onamudaj ::)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Wrzesień 05, 2014, 09:17:58 pm
Wyprzedził Szymborską z lepiejami, odwódkami, moskalikami i altruitkami... 8)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Wrzesień 06, 2014, 01:17:50 pm
To powinno być tak:

Cóż to za robot piękny i młody
I cóż to za robotniczka?
Ona mu daje z garnka pentody,
A on jej - wtyczki z koszyczka.


vosbm
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Wrzesień 06, 2014, 03:50:43 pm
Wcale że nie. Wygładzasz rytm 3 wersa i potem 4 nazbyt odstaje. Znalazł się, poeta jeden, Ursyn Remuszkiewicz herbu Zygota.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Wrzesień 07, 2014, 10:37:26 pm
Panie, a gdzie onamudaj?
vosbm
pjes: chyba że miałeś na myśli onamuzgar. Ten onamuzgar, te onamuzgary, tych onamuzgarów, itd.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Październik 09, 2014, 02:33:50 pm
Podobno pan M. zrealizował jednominutowy pomysł Lema:
Jest profesorem Massachuesetts Institute of Technology, poetą, twórcą, krytykiem i teoretykiem mediów cyfrowych i jedną z najbardziej eksperymentalnych postaci współczesnej literatury amerykańskiej. Zainspirowany fikcyjną recenzją Stanisława Lema wygenerował książkę-eksperyment, opowiadającą o banalności doświadczanej przez ludzi na całym świecie.
W 1982 roku Stanisław Lem opisał "Jedną minutę", nieistniejącą książkę, która - przekonywał - jest stuprocentowym bestsellerem i nawet jeżeli nigdy nie powstanie, należałoby ją wymyślić. Trzydzieści lat później pomysł polskiego pisarza został zrealizowany w Stanach Zjednoczonych.
Nick Montfort wygenerował tekst na bazie kodu, korzystając z zewnętrznej aplikacji ze strefami czasowymi. Napisanie kodu i wygenerowanie książki, zajęło mu... cztery godziny. Zafascynowany informatyką i literaturą autor na początku października był gościem specjalnym Międzynarodowego Festiwalu Literackiego Ha!wangarda w Krakowie.

I dalej - trochę o inspiracji odLemowej:
http://fakty.interia.pl/kultura/news-eksperymentalna-literatura-nicka-montforta,nId,1531614 (http://fakty.interia.pl/kultura/news-eksperymentalna-literatura-nicka-montforta,nId,1531614)

Mój projekt od wcześniejszych prac odróżnia to, że udostępniam za darmo stworzony kod. Każdy kto chce, może go pobrać z internetu i wykorzystać do stworzenia własnej powieści lub przetłumaczyć.
W sensie, że co?;) Powieści z minimalnym sensem? Czy tylko pozorującej taką np. układem stronki? Ktoś wie?
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: liv w Październik 09, 2014, 03:40:52 pm
Pisanie o banalności życia bez interpretacji jest...banalne.
A może nawet, pretensjonalne. :)
Przecież wystarczy być.
Kurczaki, kiedyś było coś takiego w literaturze jak naturalizm:
 Powieści naturalistyczne nosiły znamiona dokumentalizmu (o estetyce skrajnie mimetycznej) – były fotograficznym opisem rzeczywistości.
Czyli co?
Cała zamiana, to zmiana oglądu z wertykalnego na horyzontalny?
Bo można?...komputer oprogramować?
Dzie tu nowatorstwo?
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Październik 09, 2014, 11:34:12 pm
Cytuj
Pisanie o banalności życia bez interpretacji jest...banalne.
A może nawet, pretensjonalne. :)
Przecież wystarczy być.
Ale że jak? Chciałbyś żeby autor podał Ci tekst plus interpretację -  tegoż?
Coś a la Gigamesh czyli Joyce i omówienia, które są dłuższe od samego Ulissesa?;)
Ja bym to zostawiła czytelnikowi, któren może sobie po ....pretować co wynika z takiej banalności;)
I co z narracją trzecioosobową? Która opowiada właśnie - rejestrująco.
Było.
Ale na żywo, a teraz na martwo. Pewnie dlatego nudy  - to będą;)
Niemniej książka jest i to w nie byle jakim towarzystwie (czy czytliwym to inna sprawa ;) )

Oparty na pomyśle Lema Zegar światowy Nicka Montforta skupia się na industrialnym podejściu do czasu, opowiadając o banalności doświadczanej przez ludzi na całym globie. Tekst został wygenerowany w Pythonie na bazie kodu, przy użyciu zewnętrznej aplikacji ze strefami czasowymi. Polski przekład ukazuje się w 2014 roku w seriiLiberatura, która zawiera już dwie książki o równie globalnym charakterze – Finneganów Tren Jamesa Joyce'a w tłumaczeniu Krzysztofa Bartnickiego i Życie instrukcja obsługi Georgesa Pereca w tłumaczeniu Wawrzyńca Brzozowskiego. Zegar światowy to książka-eksperyment, i podobnie eksperymentalne okazało się tłumaczenie kodu i generowanie polskiej wersji w Pythonie, czego podjął się Piotr Marecki.
http://www.ha.art.pl/wydawnictwo/zapowiedzi/3927-zegar-swiatowy (http://www.ha.art.pl/wydawnictwo/zapowiedzi/3927-zegar-swiatowy)
Tylko co to jest "industrialne podejście do czasu" ???
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: liv w Październik 10, 2014, 12:13:22 am
Cytuj
opowiadając o banalności doświadczanej przez ludzi
Cytuj
skupia się
Czyli jednak interpretacja  :)
Choć w sumie zielonego pojęcia nie mam o czym ta książka...
U Lema, jak pamiętam, było to coś w rodzaju minutnika statystycznego - że w ciągu "łonej", globalnie wypito tyle a tyle kawy, herbaty, przy czym połowa pijących drapała się pod prawą pachą, cześć pod lewą, inni (dokładne dane) dłubali a gila szło w tony...promil dostał czkawki. Ale żaden z dłubiących.
Cytuj
Tylko co to jest "industrialne podejście do czasu"
No, u naturalistów był to jednak człowiek plus otoczenie umieszczeni w zmieniającym się czasie - tu bohaterem jest czas. Rodzaj stałej. Czy raczej - sztywnej.
Ludzie z otoczeniem zmieniają się w zestaw danych ilustrujących - ten czas. Może nie ludzie?
A obrobić te dane, można tylko maszyną szybkoliczącą.
Lub banalny bełkot, bądź tylko mętny bajtlok.;)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Październik 10, 2014, 12:53:52 am
Tylko co to jest "industrialne podejście do czasu" ???

Widziałem to chyba w powieści "Kurs na zderzenie" Barringtona J. Bayley'a:

"Ping-pong w wersji uprawianej przez mieszkańców Miasta-Retorty był jednak grą całkiem interesującą, chociaż proletariacką. Znaleźli stół i Siu-Ming ujął rakietkę. Wklęsły stół w kształcie szerokiego, płytkiego koryta przedzielony był cienką aluminiową ścianką. Li Kim dopił piwo, uśmiechnął się szeroko, rozejrzał po sali i zaserwował.
Piłka kilka razy przemknęła rykoszetem między graczami. Kim był mistrzem ping-ponga, o czym Siu-Ming od dawna wiedział. Wklęsła powierzchnia stołu wymagała szczególnie sprawnego oka i ręki, ale Kim miał coś więcej.
Siu-Ming omal nie stracił piłki, dosięgnął jej rakietką w ostatniej chwili i ściął w kierunku lewej strony aluminiowej przegrody.
Tuż nad przegrodą piłka nagle rozpłynęła się w powietrzu.
Zniknął również Kim. W ułamek chwili później pitka szybowała z impetem w stronę Siu-Minga, a Kim pojawił się z powrotem na swoim miejscu przy drugim końcu stołu.
Był to pokaz głównej atrakcji Miasta-Retorty: możności manipulowania czasem. Stół podzielony był na strefy czasowe, a momenty teraźniejszości każdej ze sfer dzieliły ułamki sekundy. Trzeba tu było czegoś więcej niż doskonałego refleksu: aby przewidzieć, kiedy i z którego punktu przyjdzie piłka, należało posiadać zdolności niemal parapsychicznie. Fazy można było modulować w kierunku większej lub mniejszej różnicy czasu, a także – i to potrafili tylko nieliczni – wprawiać w ruch rotacyjny, dzięki czemu piłka wybita w lewy róg wracała nieoczekiwanie z prawej strony. Możliwe było nawet odbicie piłki przed jej odebraniem.
Robotnicy z Dolnej Retorty traktowali te techniczne zabawy z pełną nonszalancją. Technika była, bądź co bądź, ich żywiołem.
Kim był w wyśmienitej formie. Znikał i pojawiał się szybciej, niż Siu-Ming był w stanie go śledzić. Siu-Mingowi szłoby może lepiej, gdyby potrafił skoncentrować się na grze, ale głowę miał zaprzątniętą innymi myślami i myśli te plątały mu ruchy. Kim wygrał.
– Jeszcze raz? – zapytał z szerokim uśmiechem.
Siu-Ming odłożył rakietkę.
– Może innym razem. Tak mi dzisiaj słabo idzie, że aż trudno to nazwać meczem.
– To może w czaso-szachy? Każdy szereg na innym gradiencie czasowym?
Siu-Ming przecząco pokręcił głową. Czaso-szachy wymagały tak niebywałego skupienia uwagi, tak fenomenalnej pamięci, że nie miał ani cienia szansy na wygraną."


"Dziadek siedział przy stole ze szklanką musującej wody mineralnej. Dziadek był zaledwie o dwadzieścia sześć lat starszy od Siu-Minga (kolejny dowód opanowania czasu przez mieszkańców Miasta-Retorty).
/.../
Dziadek włączył ekran ścienny. Jakiś specjalista wyjaśniał zasadę konstrukcji obwodu zwalniania biegu czasu. Obwód taki istotnie zwalniał bieg czasu, kilkakrotnie przepuszczając cząsteczkę ruchomego „teraz” przez tę samą fazę. Siu-Ming, który znał już objaśnianą metodę, patrzył na program bez zainteresowania."


"Siu-Ming stanął wreszcie na szczycie schodów, gdzie otwierały się galerie otaczające masywne obręcze, które obiegały całe wnętrze metalowego pierścienia między retortami. Natychmiast poczuł fizyczne sygnały tego, że znajduje się w pobliżu przemożnej siły pola czasu zmiennego, które stanowiło barierę między dwiema społecznościami: ucisk w okolicy przegrody nosowej, lekkie zaburzenia wzroku, ostrzegawcze trzepotanie serca.
Gdyby zdecydował się przebyć tę drogę ukryty we wnętrzu któregoś z kontenerów, skokowe różnice czasu niechybnie by go zabiły, niezależnie od zastosowania wszelkich możliwych środków ostrożności."


"Nic nie zdołałoby przekonać Siu-Minga, że jego ojciec istotnie zasłużył na karę, jaka go spotkała. Rada Wymiaru Sprawiedliwości skazała, Hiu Siao na dożywotnie odosobnienie w przeszłości. Został zdesynchronizowany: jego indywidualne „teraz” podążało w odstępie kilku minut a być może jedynie kilkudziesięciu sekund – za powszechnym „teraz” Retorty Konsumpcyjnej. Nie można było doświadczyć większej samotności, a swoboda opuszczania co jakiś czas pomieszczeń więziennych była tu doprawdy nikłym zadośćuczynieniem, skoro i tak wszyscy żyli w czasie przyszłym względem Hiu Siao: widział ludzi, lecz oni ani go nie widzieli, ani nie słyszeli, ani w żaden inny sposób nie odnotowywali jego obecności. Był jak duch snujący się wśród postaci absolutnie na niego obojętnych.
Siu-Ming pomyślał, że była to najokrutniejsza banicja, jaką człowiek zdołał wymyślić."


"Mamy wielki potencjał produkcyjny, co najmniej taki, jeśli nie większy, jak cała ziemska cywilizacja, jesteśmy w stanie przestawić Retortę Produkcyjną, to dolna połowa miasta, na czas cykliczny, w wyniku czego zamiast pojedynczego procesu produkcyjnego otrzymamy ich całą serię."

"– Oni tu robią różne sztuczki z czasem.. Retorta Produkcyjna może na przykład oscylować w kilku fazach czasu, może funkcjonować cyklicznie – I to nie tylko w tył i w przód, lecz także, jeśli dobrze rozumiem, w kierunkach bocznych... A to oznacza, że produkt, którego wytworzenie wymagałoby normalnie, dajmy na to, sześciu miesięcy, może być gotowy w pięć minut. Siu Kung-Czien korzysta z tej zasady przez cały czas. To piękne!"

"Udało mu się wejść bez najmniejszego wysiłku. Podczas rewizji osobistej Tytani odebrali mu wszystko z wyjątkiem kilku urządzeń przytwierdzonych do ciała w czasie przeszłym. Przesunięte o minutę w przeszłość urządzenia te były nie do wykrycia. W razie potrzeby należało je po prostu przefazować w teraźniejszość.
Podstawowym aparatem był zmiennik czasu indywidualnego, podobny do tego, którym Siu-Ming posłużył się podczas ucieczki z Retorty Produkcyjnej, tylko mniejszy i doskonalszy.
Siu-Ming sam siebie przeniósł w czasie o minutę wstecz, wyważył zamki w drzwiach celi i spokojnie wyszedł z Biurpolbloku. Niedostrzegalny dla wartowników i sekretarek, dostał się do gabinetu Limnicha, gdzie przeniósł się z powrotem w czas normatywny."


Zwłaszcza dwa przedostatnie cytaty dotyczą czasowej industrializacji ;).
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Październik 10, 2014, 01:08:27 am
Cytuj
opowiadając o banalności doświadczanej przez ludzi
Cytuj
skupia się
Czyli jednak interpretacja  :)
Choć w sumie zielonego pojęcia nie mam o czym ta książka...
Żesz...książeczka zawiera 1440 mikrohistorie, które rozgrywają się na całym świecie w ciągu jednej minuty.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Nick_Montfort (http://pl.wikipedia.org/wiki/Nick_Montfort)
Zawiera historie...
Heniek szczotkował zęby 95 razy, wiązał krawat, wychodził do pracy zawsze o tej samej godzinie, po pracy jadł obiad, po obiedzie ucinał sobie drzemkę itd....
Czyli to jest opowiedziane, ale nie zinterpretowane:)
Co wynika z tej banalności, stałości itd?
Cytuj
No, u naturalistów był to jednak człowiek plus otoczenie umieszczeni w zmieniającym się czasie - tu bohaterem jest czas. Rodzaj stałej. Czy raczej - sztywnej.
Ludzie z otoczeniem zmieniają się w zestaw danych ilustrujących - ten czas. Może nie ludzie?
Może nawet nie czas?:)
Wg mnie bohaterem nie jest ani czas, ani ludzie - tylko czynności, zdarzenia. Nie ma znaczenia kto je wykonuje. Czas też nie - czy to jest ta minuta, czy inna - one są.
Właśnie Q:
Cytuj
Zwłaszcza dwa przedostatnie cytaty dotyczą czasowej industrializacji ;).
Zwłaszcza przedprzedostatni;)
"Mamy wielki potencjał produkcyjny, co najmniej taki, jeśli nie większy, jak cała ziemska cywilizacja, jesteśmy w stanie przestawić Retortę Produkcyjną, to dolna połowa miasta, na czas cykliczny, w wyniku czego zamiast pojedynczego procesu produkcyjnego otrzymamy ich całą serię."
Cała seria produkcji...banalnych czynności, zdarzeń - w dowolnym czasie, w bezosobowym Mieście:)

W ogóle to chodziło mi o stronę techniczną - co to ten kod z zewnętrznymi aplikacjami...co to piszą sobie historyjki:)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: liv w Październik 10, 2014, 06:33:20 pm
Cytuj
Heniek szczotkował zęby 95 razy, wiązał krawat, wychodził do pracy zawsze o tej samej godzinie, po pracy jadł obiad, po obiedzie ucinał sobie drzemkę itd....
Szczotkując zęby myślał o czymś, lub choć pomrukiwał, wiążąc krawat przeglądał się w lustrze i wydawało mu się.... wychodząc do pracy spieszył się, lub odwrotnie - kontemplował ptaki o poranku. Jedząc obiad marudził - znów ta breja lub odwrotnie. Drzemiąc śniło mu się, że jutro będzie inaczej - pamiętasz ten rumuński teledysk?
Cytuj
Wg mnie bohaterem nie jest ani czas, ani ludzie - tylko czynności, zdarzenia. Nie ma znaczenia kto je wykonuje. Czas też nie - czy to jest ta minuta, czy inna - one są.
Może tak być, ale wypreparowanie zdarzeń/czynności, nawet powtarzalnych z kontekstu jest rodzajem nadużycia. Odarciem Heńka.
Tylko nie wiem czego?
Z Heńka?
Dobra, wypaczeniem może tylko. :)
Serce nam bije czas cały, ale nie skupiamy się na tym - dopóki nie zaboli. Jelita pracują, płucka się nadymają, oddymają etc  to są dopiero powtarzalne zdarzenia, o tyle gorsze, że konieczne.
Takie to banalne i jakoś nie zawraca nam to głowy, chyba, że...wiadomo.
Heniek zaś, nie musi; szczotkować, wiązać, golić, chodzić do pracy - znaczy presja jest, ale to jeszcze nie przymus.
Cytuj
Co wynika z tej banalności, stałości itd?
No właśnie 8)
Cytuj
W ogóle to chodziło mi o stronę techniczną - co to ten kod z zewnętrznymi aplikacjami...co to piszą sobie historyjki:)
Leniwy pisarz.
Może to loteryjka z już gotowych składników?
Wtedy fast food przybrany w płatki róży. Z pretensjami do oryginalności.
Kto na ochotnika... - przeczytać?  ::)

Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Październik 10, 2014, 06:49:53 pm
Wg mnie bohaterem nie jest ani czas, ani ludzie - tylko czynności, zdarzenia. Nie ma znaczenia kto je wykonuje. Czas też nie - czy to jest ta minuta, czy inna - one są.

Czyli coś w stylu:

"(wychodząc z domu) sprawdza gaz; chowa zapałki; zamyka szczelnie okna; akwarium stawia na szafie; kota wpycha do szuflady; dzieciom odbiera ostre przedmioty; żonie książki o treści podniecającej; spirytus denaturowany wylewa do zlewu; wyłącza telefon; pali "Pana Tadeusza" i "Trylogię"; na wszelki wypadek gasi światła i zabarykadowuje klozet; pod podmuchem lekkiej schizofenii przykleja sobie rude wąsy; dziurkę od klucza zatyka ligliną; b. ostrożnie wychodzi na miasto; wpada pod pędzącą z szybkością 60 km ciężarówkę z kapustą."
Gałczyński, "Zielona Gęś", "Ostrożność"

Może poza finałem (choć i ten zdarza się różnym Heńkom, jak mają szczęście w nieszczęściu w ramach nieszczęść chodzących parami, po kilka razy)?

Może tak być, ale wypreparowanie zdarzeń/czynności, nawet powtarzalnych z kontekstu jest rodzajem nadużycia. Odarciem Heńka.
Tylko nie wiem czego?Z Heńka?

Behawioryści by się nie zgodzili, dla nich Heniek był poniekąd pomijalny, a lodowy Dukaj by dodał, że przecież to się dzieje po prostu, Heniek to kwiat lodu ino, przedmiot dziania się, nie podmiot (i mówiąc to byłby trzeźwy jak pięć laplasjanów).
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: DillingerEscPlan w Październik 10, 2014, 09:37:28 pm
Może tak być, ale wypreparowanie zdarzeń/czynności, nawet powtarzalnych z kontekstu jest rodzajem nadużycia. Odarciem Heńka.
Tylko nie wiem czego?Z Heńka?

Behawioryści by się nie zgodzili, dla nich Heniek był poniekąd pomijalny, a lodowy Dukaj by dodał, że przecież to się dzieje po prostu, Heniek to kwiat lodu ino, przedmiot dziania się, nie podmiot (i mówiąc to byłby trzeźwy jak pięć laplasjanów).

Behawioryści mieli swoje psychologiczne cele (wyjaśnienia i modele zachowań), Dukaj, jak się domyślam, swoje filozoficzne imperatywy (sięgamy po istotę, wpisywalną oczywiście w pewien światoobraz), a na co dzień Heniek jest Heńkiem w sposób, którego się nie ima ani jedno, ani drugie, bo Dukaj czy behawioryści mogli dotknąć co najwyżej pewnych wyobrażeń opartych o potoczne sposobach wyrażania się (formy językowe, a nie sposób ich użycia!) i filozofii powstałej z podążania tam, gdzie prowadzić chciałby sam język. :P

Faktycznie jednak Wittgensteinowskie spojrzenie nie przypadło by do gustu tym, co uważają, że mają bezpośredni wgląd w siebie i o niczym nie są przekonani tak mocno, jak o tym, że cogito ergo sum.  ;D
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: tzok w Październik 10, 2014, 09:41:45 pm
Przejrzałem kod generujący tę książkę (http://nickm.com/code/world_clock.py) i działa to tak:

Hmm, w sumie to moja pierwsza w życiu "napisana" książka ;). Chyba sobie zachowam wygenerowany PDF  8)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Październik 10, 2014, 10:50:57 pm
Cytuj
Heniek szczotkował zęby 95 razy, wiązał krawat, wychodził do pracy zawsze o tej samej godzinie, po pracy jadł obiad, po obiedzie ucinał sobie drzemkę itd....
Szczotkując zęby myślał o czymś, lub choć pomrukiwał, wiążąc krawat przeglądał się w lustrze i wydawało mu się.... wychodząc do pracy spieszył się, lub odwrotnie - kontemplował ptaki o poranku. Jedząc obiad marudził - znów ta breja lub odwrotnie. Drzemiąc śniło mu się, że jutro będzie inaczej - pamiętasz ten rumuński teledysk?
i
Cytuj
Może tak być, ale wypreparowanie zdarzeń/czynności, nawet powtarzalnych z kontekstu jest rodzajem nadużycia. Odarciem Heńka.
Tylko nie wiem czego?
Z Heńka?
Jasne, że myślał, przeglądał itd...jasne, że nie pamiętam teledysku (muzycznie to się mi to Fleetwoodów skojarzyło - dont't stop thinking...;))
Ja w ogóle nie piszę o wartościowaniu takiej literatury. Tylko stwierdziłam, że opis, opowiadanie o kimś to niekoniecznie interpretacja - to może być sucha relacja.
Dlatego wspomniałam o trzecioosobowym narratorze - który opowiada co widzi - bez zaglądania w psyche, motywy, itd. Tylko to, co gołym okiem.
Ale w jednominutowcu nie chodzi o Heńka, a właśnie o roztopienie Heńka w banale powtarzalności. W mnogości zdarzeń. Dlatego:
Cytuj
Heniek zaś, nie musi; szczotkować, wiązać, golić, chodzić do pracy - znaczy presja jest, ale to jeszcze nie przymus
On nie musi, bo jest 1200 innych "Heńków" wplątanych w te same powtarzalności. Lub łudząco inne;)
Cytuj
Cytuj
Co wynika z tej banalności, stałości itd?
No właśnie 8)
No właśnie:)
Jasne, że próbą odpowiedzi na to pytanie, jest literatura...i interpretacja napisanego - co zależy od czytelnika;)
Pomimo podania szczegółów psyche, koloru krawatu, okoliczności nabycia go itp...
Cytuj
Wtedy fast food przybrany w płatki róży. Z pretensjami do oryginalności.
A czego się spodziewałeś?
Po martwym autorze;)
Mogłabym przeczytać - ale jeszcze cza kupić:)
a lodowy Dukaj by dodał, że przecież to się dzieje po prostu, Heniek to kwiat lodu ino, przedmiot dziania się, nie podmiot (i mówiąc to byłby trzeźwy jak pięć laplasjanów).
Lubię ten fragment.
Jest tylko mróz, presja zewnętrznych warunków; pod nią wilgoć objawia się w tej i innej postaci.
A w ogóle co się czepiacie mojego Heńka?! >:(
a na co dzień Heniek jest Heńkiem w sposób, którego się nie ima ani jedno, ani drugie
O! Właśnie - i żadna literatura go nie załatwi;)
Przejrzałem kod generujący tę książkę (http://nickm.com/code/world_clock.py) i działa to tak:
Bardzo dziękuję tzoku - o to mi chodziło:)
A książka wyszła czytliwa?
Może daj nam próbkę, to będziemy mieć pojęcie co z tym zegarem światowym:)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: tzok w Październik 11, 2014, 12:05:37 am
Początek:
It is now as it happens 02:00 in Maseru. In some orderly structure an old woman known as Qian, who is no larger or smaller than one would expect, reads some sort of exclamation on a box of breakfast cereal. She turns entirely around.

Koniec:
It is now right about 23:59 in Troll. In some homey residence a person named Ermias, who is significantly smaller than others of the same age, reads the warning message on a small packet. He raises one eyebrow.

Po tych dwóch próbkach widać powtarzalność i wg mnie też to, że autor napisał program w maksymalnie kilka godzin. To może i ciekawy eksperyment, ale do wzmianki na blogu lub na jakiejś konferencji tematycznej. Wydawanie tego w postaci książkowej to kiepski pomysł. Ale szkoda, że oryginalny kod nie jest na licencji GPL, bo by tłumacz miał obowiązek także udostępnić swoją spolszczoną wersję i mógłbym tego samego dnia napisać też książkę w ojczystym języku ;)

Tutaj całość mojego wyniku dla wytrwałych (http://www.filedropper.com/1_106)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Październik 11, 2014, 12:54:58 pm
Nie chcę Ci psuć planów wydawniczych, ale troszkę monotonna ta książka;)
To może i ciekawy eksperyment, ale do wzmianki na blogu lub na jakiejś konferencji tematycznej. Wydawanie tego w postaci książkowej to kiepski pomysł
Dokładnie.
Jest gorzej niż myślałam;)
Chociaż może tak właśnie to z boku wygląda;)
Niemniej dziwne, że ktoś chce to wydawać - szkoda papieru.
Jeszcze raz dziękuję za twórczy trud;)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Październik 11, 2014, 02:19:21 pm
Eee, ja myślałem, że to o tzoku będzie... ;) .
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: liv w Październik 11, 2014, 10:10:42 pm
Cytuj
jasne, że nie pamiętam teledysku (muzycznie to się mi to Fleetwoodów skojarzyło - dont't stop thinking...;))
Tu, z 23 augusta - gdzie gadam sam ze sobą. :)
http://forum.lem.pl/index.php?topic=546.1350 (http://forum.lem.pl/index.php?topic=546.1350)
Cytuj
Behawioryści by się nie zgodzili, dla nich Heniek był poniekąd pomijalny,
Jak czytam o takim podejściu, to gdzieś na końcu owej logiki mimowolnie wyczuwam delikatną woń dymu.
Czarnego, czyli bardziej swąd.
A obrazowo-Lemowo, planetę Indiotów.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: tzok w Październik 13, 2014, 09:21:03 am
Eee, ja myślałem, że to o tzoku będzie... ;) .
Jakieś 30 stron typu: "W Reykjaviku jest właśnie 01:07, a w Polsce - tzok śpi", "Jest 08:08 w Bangkoku, tymczasem tzok... tak, wciąż śpi! Ale obrócił się na drugi bok". To byłaby dopiero fascynująca lektura :D
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Październik 14, 2014, 12:56:34 pm
Jakieś 30 stron typu: "W Reykjaviku jest właśnie 01:07, a w Polsce - tzok śpi", "Jest 08:08 w Bangkoku, tymczasem tzok... tak, wciąż śpi! Ale obrócił się na drugi bok". To byłaby dopiero fascynująca lektura :D

Proponuję wariant skrócony, dla leniwych maturzystów, co to do nas czasem zaglądają: "Poniedziałek (godz. 02:07-02:08 UTC) – tzok.".
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Październik 15, 2014, 10:25:56 pm
Czy istnieje DZIŚ jakiś sposób, by sprawdzić, czy Mistrz RZECZYWIŚCIE miał około 170 IQ?
(skutki lektury kandla/kindla/kidlera)...
vosbm
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: DillingerEscPlan w Październik 15, 2014, 10:37:59 pm
Przypomina mi się, nie do końca w związku z Pana pytaniem, że coś o wysokim wyniku Lema w jakichś masowych badaniach IQ dzieciaków mówił kiedyś Jarzębski, ale mnie to brzmiało jak kolejna legenda.

Lemolog? ;)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Październik 15, 2014, 10:45:22 pm
Sprawdzić, w sensie odnaleźć wynik ówczesnego badania - czy sprawdzić, dokonując współcześnie pomiaru, oszacowania?
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Październik 15, 2014, 10:52:02 pm
To pierwsze. Plus didaskalia.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Październik 16, 2014, 10:24:27 am
I ineksprymable.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Październik 16, 2014, 08:20:42 pm
Masz na myśli imponderabilia?
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Październik 16, 2014, 08:53:09 pm
Też piknie. W istocie ineksprymable bywają imponderabiliami niekiedy. Można powiedzieć, bywają imponderabilne. Z drugiej strony i debilne, jak np. do wuefu się ktoś rozbiera i wyjrzą to wstyd. Można jeszcze dorzucić ten, en trois quarts, też ładnie (znaczy w wymowie, bo w piśmie to tak sobie).
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Październik 16, 2014, 09:00:41 pm
A co z IQ?
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Październik 16, 2014, 09:18:29 pm
No sam widzisz. Niskie, i spada. Denaturacja. Alkohol, kobiety... Chyba się zamorduję. Zmoderuję.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Październik 16, 2014, 09:21:18 pm
Ty, ja oglądam NA ŻYWO u pani Olejnik kłótnię członków komisji d/s służb specjalnych. To są jaja! Zajrzyj na TVN24HD...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Październik 16, 2014, 09:42:26 pm
Członków mam dość na co dzień. Idiotów także.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Październik 16, 2014, 10:21:05 pm
Jednak przypuszczam, że Mistrz byłby zasmucony. Jak pamiętam, był bardzo krytyczny wobec bieżacego stanu Ojczyzny, lecz zgadzał się, że nie mamy innej. Ani innych rodaków-idiotów (On preferował: "kretynów").
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Styczeń 11, 2015, 06:47:19 pm
Jak to Lem nazwał w Obłoku Magellana? Organowiec?
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,17231235,Rura__kapsuly_i_1200_km_godz___czyli_Pendolino_wg.html#BoxBizTxt (http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,17231235,Rura__kapsuly_i_1200_km_godz___czyli_Pendolino_wg.html#BoxBizTxt)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Styczeń 11, 2015, 07:14:18 pm
Organowiec.

"I wtedy uczyniłem pierwszą rzecz nierozsądną: nie chciałem tej nocy, nie żebym się jej obawiał, po prostu nie chciałem jej, a poddając się temu nierozumnemu popędowi, zjechałem na dolny poziom dworca, gdzie mieściła się podziemna stacja organowców. Kilka minut chodziłem tam i na powrót po pustym peronie, patrząc bezmyślnie w lustrzane płyty ścian, w których niewyraźnie odbijała się moja sylwetka. W pewnej chwili wsunięta do kieszeni ręka trafiła na jakiś przedmiot półsztywny, niewielki, chrzęszczący: gałązkę mego wieńca olimpijskiego.
Z niskim, przenikliwym sykiem wypadł z tunelu organowiec, błysnął stalą boków, przeciągle stęknął hamownicami i znieruchomiał. Po dwudziestu sekundach jechałem już na zachód, w ślad za słońcem, które niedawno skryło się pod horyzont. Wagon kołysał się ledwie wyczuwalnie i nabierał pędu, przeganiając obrót Ziemi. W przedziale poza mną nie było żywej duszy. Otworzyłem radio. Po końcowych słowach wiadomości wieczornych usłyszałem pierwsze, wznoszące się majestatycznie tony symfonii Pożegnalnej Kreskaty.
— Cóż u licha z tym pożegnaniem?! — żachnąłem się i wyłączyłem radio.
Organowiec nie kołysał się już i nie wibrował, całą mocą przeszywając przestrzeń. Nagle jego tor wynurzył się na powierzchnię ziemi; za oknami zafalowało coraz jaśniejsze, coraz żywsze światło; doganiałem uchodzący na zachód dzień. W ciszy, która nastała po zamknięciu radia, tym donośniej odzywały się w głowie cztery powolne, do fanfar podobne, tony introdukcji symfonicznej. Wstałem i zacząłem chodzić między fotelami. W perłowych oczkach ściennych informatorów wyskakiwały coraz to nowe nazwy mijanych stacji, potem znowu zrobiło się ciemno — pocisk dotarł do brzegu Europy i skoczył w głąb wielkiego tunelu, gnając pod dnem Atlantyku ku Grenlandii.
Kiedy pierwsze znajome nazwy zaczęły przebiegać w informatorach rządkami świecących liter, pomyślałem raptownie, że muszę się zobaczyć z ojcem. Ależ oczywiście, po to jechałem przecież do Grenlandii! To było jak objawienie. Spytałem o najdogodniejsze połączenie i niebawem wysiadłem na stacyjce w szczerym polu; przezroczysta rura pociągu biegła prosto jak strzelił w obie strony, malejąc w oddali, na wschodzie pogrążona już w mroku, ku zachodowi grająca czerwonym blaskiem zorzy. Niosło się od niej słabnące, coraz wyższe i dalsze granie jakby trąconej struny, które znów przypomniało mi Symfonią. Wzruszyłem ramionami."


"Rychło przez ciemność przecierać się zaczął niski, pomarańczowy brzask. Zarośla przechodziły w wielką równinę. Biegła nią rura kolei próżniowej, jej ściany wydawały matowe świecenie. Opodal wznosiła się stacyjka, okryta półokrągłym daszkiem. Tutaj od głównego toru odchodziła bocznica, złożona z coraz krótszych rur; całość przypominała ułożone na ziemi organowe piszczałki wielkoluda. Weszli na stopnie, wciąż zachowując milczenie. Piotr nacisnął guzik wzywający; dziewczyna oparła się o metalowe drzwi. Twarz jej była nieruchoma i zamknięta. Raz wargi jej drgnęły, potem otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale tylko odetchnęła. Nareszcie rozległ się sygnał i drzwi rozsunęły się, ukazując wnętrze malutkiego wagonika.
Wyciągnął rękę. Wykonała wtedy drobny gest, jakby nie chciała jej ująć, w końcu chwyciła jego dłoń i wyrzuciła pośpiesznie:
— Piotrze, wierz mi, chciałabym… wybacz mi…
— To ty mi wybacz — przerwał jej spokojnie. — Bywam nierozumny, zwłaszcza nocą…
— Nie pojedziesz ze mną?
— Nie. Przejdę się trochę, dobrej nocy.
Drzwi zamknęły się. Wagonik, wessany próżnią, przeskakując z jednego segmentu w drugi, nabrał szybkości; przez chwilę w szklistej osłonie falowało światło, potem uspokoiło się i znów był tylko pomarańczowy brzask, rozjaśniający mgławo najbliższe otoczenie. Spojrzał na zamknięte drzwi, jakby dziwiąc się jej niespodzianemu zniknięciu, potem zbiegł lekko w dół."


Inna rzecz, że pomysł jest starszy:
http://blog.pneumatig.pl/2014/07/kolej-pneumatyczna-historia-i-przyszlosc-czesc-pierwsza (http://blog.pneumatig.pl/2014/07/kolej-pneumatyczna-historia-i-przyszlosc-czesc-pierwsza)
108 lat przed narodzinami Lema...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Luty 01, 2015, 11:37:17 pm
Parę dni temu miałem zaszczyt odwiedzić jedno z naszych Dóbr Narodowych (osobiście znam trzy - wszystkie 70+), i On pokazał mi swój aparat cyfrowy fotograficzny marki Canon podklejony scotchem, rzekąc ze smutkiem: tego się już nie naprawia, to się wyrzuca i kupuje nowe...
Pytam po dobroci, jak człowiek człowieka, (zwłaszcza vosbm - Kju): czy w światowej literaturze ktokolwiek PRZED Mistrzem jasno i z przytupem stwierdził, że - w miarę postępu -  tak będzie się postępować ze skomplikowanymi urządzeniami/maszynami/robotami (jak to Mistrz opisał w Gwiaździstym Kambeku)?
vosbm  
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 03, 2015, 10:31:39 pm
czy w światowej literaturze ktokolwiek PRZED Mistrzem jasno i z przytupem stwierdził, że - w miarę postępu -  tak będzie się postępować ze skomplikowanymi urządzeniami/maszynami/robotami (jak to Mistrz opisał w Gwiaździstym Kambeku)?

Hmmm "Blady..." powieściowy (czyli "Czy androidy..." Dicka) się nie kwalifikuje. Młodszy lat około siedmiu (choć niezależnie pisany).

ps. Jakież nazwisko nosi Dobro (bo chyba nie Ziobro? ;))?
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Luty 03, 2015, 10:48:25 pm
Panie Wielemożliwy Q, powtórzę jaśniej: czy ktokolwiek PRZED Mistrzem opisał/przewidział rutynowe nienaprawianie tylko złomowanie skomplikowanych maszyn tak jak Mistrz zrobił to w "Powrocie z gwiazd"?
Dobranoc :-)

vosbm
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Luty 03, 2015, 11:09:48 pm
Panu Bogu niech będą dzięki, że pozwolił mi dożyć tego:
http://www.rp.pl/artykul/323808,1176537-Dziecko-trojga-rodzicow.html?referer=glowna (http://www.rp.pl/artykul/323808,1176537-Dziecko-trojga-rodzicow.html?referer=glowna)
Zawsze byłem ZA!!!
vosbm
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 04, 2015, 01:27:25 pm
Ciekawe kiedy urodzi się Affidavid Dońda?

"Profesor Dońda przyszedł na świat dzięki serii omyłek. Ojcem jego była Metyska ze szczepu Indian Navaho, matki zaś miał dwie z ułamkiem, mianowicie białą Rosjankę, czerwoną Murzynkę, a wreszcie - Miss Aileen Seabury, kwakierkę, która urodziła go po siedmiu dniach ciąży, w poważnych okolicznościach, bo w tonącej łodzi podwodnej.
Kobieta, która była ojcem Dońdy, została skazana na dożywocie za wysadzenie kwatery porywaczy i za równoczesne spowodowanie katastrofy samolotu Panamerican Airlines. Miała ona rzucić do sztabu porywaczy petardę z gazem rozweselającym, co było pomyślane jako ostrzeżenie. W tym celu przyleciała do Boliwii ze Stanów. Podczas kontroli celnej na lotnisku zamieniła neseser z walizeczką stojącego obok Japończyka i porywacze wylecieli wskutek tego w powietrze, gdyż Japończyk miał w sakwojażu prawdziwą bombę, przeznaczoną dla kogoś innego. Samolot, którym odleciał japoński sakwojaż dzięki osobnej pomyłce, wywołanej strajkiem obsługi lotniska, roztrzaskał się wnet po starcie. Pilot stracił pewno panowanie nad sterami ze śmiechu, jak wiadomo, odrzutowców nie można wietrzyć. Nieszczęsną skazano, i kto jak kto, ale ta dziewczyna zdawała się pozbawiona szans potomstwa, żyjemy jednak w wieku nauki.
Właśnie wtedy profesor Hariey Pombernack badał dziedziczność więźniów na terenie Boliwii. Pobierał komórki cielesne od więźniów prostym sposobem: każdy więzień musiał polizać szkiełko mikroskopu, gdyż to wystarczy, by odłuszczyło się trochę komórek błony śluzowej. W tym samym laboratorium inny Amerykanin, doktor Juggeranut, zapładniał sztucznie ludzkie jajeczka. Szkiełka Pombemacka pomieszały się jakoś ze szkiełkami Juggernauta i dostały się do lodówki jako męskie plemniki. Wskutek tego komórką nabłonka językowego Metyski zapłodniono jajeczko pochodzące od dawczyni, co była białą Rosjanką, córką emigrantów. Teraz jasne już jest, czemu nazwałem Metyskę ojcem Dońdy. Skoro jajeczko pochodziło od kobiety, to siłą rzeczy osoba, od której pochodziła komórka zapładniająca to jajeczko, musi być uznana za ojca.
Asystent Pombemacka w ostatniej chwili spostrzegł się, wpadł do laboratorium i zawołał do Pombemacka: Do not do it, ale krzyknął niewyraźnie, jak to Anglosasi, i okrzyk jego zabrzmiał Dondo! Potem, przy wypisywaniu metryki, dźwięk ten jakoś się nawinął i stąd poszło nazwisko Dońda - tak przynajmniej powiedziano profesorowi dwadzieścia lat później.
Jajeczko włożył Pombemack do inkubatora, boż nie można było już anulować zapłodnienia. Rozwój embrionalny w retorcie biegnie zwykle około dwu tygodni, potem embrion obumiera. Trzebaż było trafu, że akurat wtedy amerykańska Liga do Walki z Ektogenezą uzyskała po serii procesów zwycięski wyrok, mocą którego wszystkie jajeczka znajdujące się w laboratorium zajął komornik sądowy, zaczem anonsami prasowymi przystąpiono do poszukiwania litościwych niewiast, które by się zgodziły służyć za tak zwane matki donosicielki. Na apel zgłosiło się sporo kobiet, a wśród nich też owa Murzynka ekstremistka, która, godząc się donosić płód, nie miała pojęcia o tym, że za cztery miesiące będzie wplątana w zamach na składnicę soli kuchennej, będącej własnością firmy Nudlebacker Corporation. Murzynka należała bowiem do zgrupowania aktywnych obrońców środowiska, które sprzeciwiało się budowie centrali atomowej w Massachusetts, a kierownictwo tego zgrupowania nie ograniczało się do akcji propagandowej, lecz pragnęło zniszczyć skład soli dlatego, ponieważ z soli tej wydobywa się elektrolityczną metodą czysty sód, służący za cieplny wymiennik reaktorom, dostarczającym energii dla turbin i dynamomaszyn. Co prawda reaktor, który miał być zbudowany w Massachusetts, obywał się bez sodu metalicznego, był bowiem stosem na szybkich neutronach, z nowym wymiennikiem, a firma, która ten nowy wymiennik produkowała, mieściła się w Oregonie i nosiła nazwę Muddłebacker Corporation; co do soli, którą zniszczono, to nie była kuchenna, lecz potasowa, przeznaczona na sztuczny nawóz. Proces Murzynki wlókł się po instancjach, jako że miał dwie wersje - oskarżenia i obrony. Prokuratura utrzymywała, że szło o zamach na własność rządu federalnego, bo liczy się plan sabotażu oraz premedytowana intencja, a nie przypadkowe omyłki w wykonaniu; obrona natomiast stała na stanowisku, iż był to akt nadpsucia i tak zatęchłego nawozu, stanowiącego własność prywatną, więc kompetentny miał być sąd stanowy, a nie jurysdykcja federalna. Murzynka pojmując, że tak czy owak przyjdzie jej wydać na świat dziecko w więzieniu, chcąc oszczędzić tego maleństwu, zrzekła się kontynuacji macierzyństwa na rzecz nowej filantropki, którą była kwakierka Seabury. Kwakierka, aby się nieco rozerwać, w szóstym dniu ciąży udała się do Disneylandu na wycieczkę łodzią podwodną w tamtejszym superakwarium. Łódź uległa awarii i choć wszystko dobrze się skończyło, pani Seabury poroniła z wrażenia. Wcześniaka udało się jednakowoż uratować. Ponieważ była nim brzemienna tydzień, trudno uznać ją za pełną matkę - stąd ułamkowa kwalifikacja. Potem trzeba było zjednoczonej działalności śledczej dwóch wielkich agencji detektywistycznych, żeby dojść stanu rzeczywistego, tak co do ojcostwa, jak co do macierzyństwa. Postępy nauki zlikwidowały bowiem starą zasadę prawa rzymskiego, iż mater semper certa est. Dla porządku dodam, że zagadką pozostała płeć profesora, podług nauki bowiem z dwóch komórek żeńskich powinna by powstać kobieta. Skąd przyplątał się chromosom płci męskiej, nie wiadomo. Słyszałem od emerytowanego pracownika Pinkertona, który był w Lamblii na safari, że w płci Dońdy nie ma zagadki, albowiem w trzecim oddziale laboratorium Pombemacka dawano szkiełka podstawowe do lizania żabom."


Lem, "Profesor A. Dońda"
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Luty 04, 2015, 09:34:04 pm
Święta, najświętsza prawda!
Dostojny Kju, a jak z moim pytaniem o pierwszeństwo złomowe?
vosbm
pjes: za chwilę będzie czterotysięczny mój post. Fanfary!!!
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 05, 2015, 09:54:51 am
czy ktokolwiek PRZED Mistrzem opisał/przewidział rutynowe nienaprawianie tylko złomowanie skomplikowanych maszyn tak jak Mistrz zrobił to w "Powrocie z gwiazd"?

Był ktoś taki przed - II wojna światowa. To istniało w rzeczywistości.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 05, 2015, 06:56:22 pm
Przeniosłem posty nt. dziecka trojga rodziców tutaj, bo - jak dowiodłem, powołując się na Dońdę - pasują. Nadto wstawiłem Ci, maźku kwotację z pierwotnego Mębrowego posta, by było wiadomo co do czego się odnosi.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 06, 2015, 11:26:22 am
IMO Dońda w ogóle nie pasuje, ponieważ nie ma tam mowy o manipulacji genotypem a jest tylko dziwaczne co prawda ale zapłodnienie - bez manipulacji materiałem genetycznym. Co zresztą dla Lema nie jest głównym problemem, bo skupia się na ułamkowym donosicielstwie, tymczasem w sensie genetycznym rodzicami są dostarczyciele materiału a nie macicy.

Natomiast co do trójrodzicielstwa to znane pierwsze takie (ale nie jedyne), jak to opisywane we wzmiankowanym wyżej artykule było w roku 1997, kiedy urodziła się Emma Ott. Dziecko trzech rodziców - ojca, matki (dawców materiału jądrowego) oraz trzeciej osoby, która dała cytoplazmę (w szczególności właśnie mitochondria, które mają własny materiał genetyczny). Jest to zupełnie coś innego niż to, co wyżej zapodał Lem.

Nawiasem mówiąc, chyląc czoła przed nauką, nadal jest to "tylko" wypożyczenie - tym razem nie macicy a komórki jajowej (bez jądra). "Prawdziwe" trójrodzicielstwo to byłoby zmieszanie trzech genotypów. Choć przypuszczam, że nie będzie to trójrodzicielstwo tylko zwykłe rodzicielstwo z syntetycznym wspomaganiem (punktową naprawą tego, co zepsute). Ale to o ile taka czy inna religia dopuści.

P.S. - no i dwie sprawy też ważne - primo mogliście ob. Remuszko dziękować Bogu już 18 lat tylko nie wiedzieliście, że możecie, wtóro redaktor z Rzepy nie sprawdził. Chyba, bo formalnie nie pisze wyraźnie że to pierwsze takie dziecko ale takie mam wrażenie, bo nic a nic się nie zająknął, że technika używana wobec ludzi (ludzi! - a co dopiero doświadczalnie na zwierzętach) prawie 20 lat a po świecie biega jak szybko sprawdzam około 150-ciu takich dzieci...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 06, 2015, 07:52:15 pm
Poczekaj... Co do meritum metodologicznego polemizować z Tobą to byłoby - w tym momencie - wierzgać przeciwko ościeniowi, bo dyskusję z faktami zostawmy Eustachemu (i czasem Mębrowi ;)).

Co do najogólniejszego jednak podobieństwa sądzę jednak, że mam rację. Lem był bowiem jednak bodaj pierwszym autorem, który zwracał uwagę na to jak postęp naukowo-techn. ("żyjemy jednak w wieku nauki") będzie podminowywał rożne - zdało by się - uświęcone (podyktowane przez ewolucję i przyklepane przez wieki tradycji) pojęcia, w tym rodzicielstwa dokonującego się z udziałem jednego chłopa i jednej baby przez złączenie dwu gamet (przypadki ciąży mnogiej, nawet takiej gdzie poszczególne dzieci powstały z plemników rożnych mężczyzn*, były bodaj jedynym wyjątkiem od tej zasady, mimo wszystko intuicyjnie zrozumiałym**).

Owszem: sprawa poczęcia i urodzenie Dońdy to wyższa szkoła jazdy na tle tego, co Męberytę ucieszyło, ale - IMO - to zmierza w podobnym kierunku. No i "Profesor..." ma więcej niż te circa 20 lat, czyli nadal Mistrz jest pierwszy.

(Choć jeśli się upierasz, że to się tu nie nadaje - admin każe, mod musi ;) - przeniosę ten kawałek dyskusji ponownie do "Właśnie się dowiedziałem...".)



* temat dziś dość lubiany przez prasę brukową; expl.:
http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20101226/MAGAZYN/681611958 (http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20101226/MAGAZYN/681611958)

** inna sprawa, że przejście od intuicyjnych wyobrażeń do bardziej konkretnej wiedzy to też jest sprawa w miarę nowoczesnej epoki, wcześniej pokutowały różne - dla nas dziwne - domniemania, m.in. takie, które legły u podstaw alternatywnej rzeczywistości z chiangowego opowiadania, które nas (tj.  olkę i mnie) kiedyś zeźliło (http://forum.lem.pl/index.php?topic=623.msg49330#msg49330) jako pusta gra podniesionymi ze śmietnika historii paradygmatami:

"W ciasnym pomieszczeniu dominował zaplamiony i osmolony stół, na którym teraz stał aparat potrzebny do wykonania najnowszego eksperymentu Lionela. Szklana kolba była osadzona na stojaku w ten sposób, że jej dolna część zanurzała się w miednicy z wodą. Miednica z kolei stała na trójnogu nad lampą naftową. Wystawał z niej termometr rtęciowy.
- Popatrz sobie - powiedział Lionel.
Robert pochylił się nad kolbą, aby sprawdzić jej zawartość. Z początku widział jak gdyby mydliny albo kożuch piany strząśnięty z kufla piwa. Gdy się jednak przyjrzał, uświadomił sobie, że bąbelki w istocie rzeczy są szczelinami połyskliwej siateczki, wypakowanej gromadą homunkulusów, mikroskopijnych zarodków. Każde ciało z osobna było przezroczyste, lecz baniaste główki i nitkowate kończyny, ściśnięte w grupie, tworzyły gęstą, mętną pianę.
- Spuściłeś się do słoja i podgrzewałeś spermę? - zażartował Robert, za co dostał kuksańca. Roześmiał się i uniósł ręce w geście pojednania. - Nie, no, rewelacja, mówię poważnie. Jak to zrobiłeś?
- Kwestia równowagi - odparł Lionel, udobruchany. - Musisz utrzymywać właściwą temperaturę, to jasne, ale trzeba też odpowiednio podawać składniki odżywcze. Dasz za mało żarcia, będą głodne. Przesadzisz, rozzuchwalą się i zaczną walczyć ze sobą.
- Teraz to już kitujesz...
- Coś ty, nie cyganię. Sam sprawdź, jeśli nie wierzysz. One się grzmocą i potem rodzi się monstrum. Wystarczy, że ranny zarodek dotrze do komórki jajowej, a urodzi się kaleka.
- Myślałem, że dzieje się tak, jeśli kobieta w ciąży mocno się czegoś przestraszy. - Robert dostrzegł niepozorne przepychanki między zarodkami i zrozumiał, że powolne kołysanie się piany wynika właśnie z tych ruchów.
- Owszem, w niektórych przypadkach, gdy rodzi się dzieciak cały owłosiony lub w plamach. Ale dzieci bez rąk i nóg, ze zdeformowanym ciałem, to są właśnie łobuzy, które biły się, kiedy były spermą. Dlatego nie wolno przesadzać z karmą, tym bardziej że są tu uwięzione. Mogłyby powariować. Szybko by się pozabijały.
- Jak długo mogą rosnąć?
- Te już chyba nie za długo. Trudno je utrzymać przy życiu, jeśli nie dochodzą do komórki jajowej. Czytałem o takim jednym, które urosło we Francji do rozmiarów pięści, a mieli tam najlepszy sprzęt. Chciałem się tylko przekonać, czy mogę coś wyhodować.
Robert gapił się na pianę, przypominając sobie doktrynę preformacji, którą wałkowali na lekcjach pana Trevelyana. Wszystkie istoty żywe zostały stworzone jednocześnie przed wieloma wiekami, a co się dzisiaj rodziło, było tylko powiększonym potomstwem tego, co do tej pory nie ukazywało się ludzkim oczom. Chociaż homunkulusy wydawały się nowo powołane do życia, liczyły sobie niezliczone tysiące lat. Od zarania ludzkości chowały się w ciele przodków, pokolenie za pokoleniem, czekając na swoją kolej, żeby się urodzić.
Prawdę mówiąc, nie tylko one czekały. On sam musiał robić to samo, zanim się urodził. Gdyby jego ojciec przeprowadzał ten eksperyment, to maleństwa, którym się teraz przyglądał, byłyby jego nienarodzonymi braćmi i siostrami. Wiedział, że do czasu wniknięcia do komórki jajowej są pozbawione świadomości, ale zastanawiał się, o czym by myślały, gdyby było inaczej. Wyobraził sobie doznania swego ciała: kości i narządy miękkie i szkliste jak galareta, wciśnięte w ciałka miriadów identycznych pobratymców. Jak by to było? Zerkać spod przezroczystych powiek i uświadomić sobie, że góra w oddali jest de facto człowiekiem... I rozpoznać w nim brata... A gdyby wiedział, że jeśli dotrze do komórki jajowej, będzie miał szansę dorównać potęgą i wielkością owemu kolosowi? Nie dziwota, że ze sobą walczyły."


Ted Chiang, "Siedemdziesiąt dwie litery"
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 06, 2015, 09:00:00 pm
Co do tego że Lem w ogole to zgoda tylko Dońda wydaje mi się chybionym nieco przykladem, bo gdybyś wspomial o Summie czy nawet tak pozniejszym Golemie to zgoda. Szczegolnie Summy nikt Lemowi nie odbierze przy czym to co Lem nakreslil to jest hipoteza idaca wiele horyzontow dalej niz wlozenie materialu genetycznego zarodka do wydmuszki bo zakladajaca w ogole oderwanie sie od biologicznego rusztowania. Nie ma moim zdaniem sprzeczanie sie kto to pierwszy wymyslil bo przypuszczam, ze jednak Lem to wyczytal, moze poskladal do kupy ale musial przeciez wiedziec, jak dziala maszyneria genetyczna i jaka jest rola cytoplazmy itd. Nie sadze albowiem, zeby byl biblijnym prorokiem ;) . Jakbym mial troche wieksza klawiature to bym poszukal, kiedy ten koncept (wydmuszki) sie pojawil. Przypuszczam, ze takie myszy zyly na dlugo nim Lem splodzil Donde. Ale kompletnie nie o to idzie. Wizjonerstwo Lema siegalo daleko poza ten w istocie zerowy, czy moze zerowy+ (po "dziecku z probowki") krok na drodze, ktora wieszczyl. Tego mu nikt nie odbiera a juz szczegolnie ja.

Natomiast rozsmieszyl mnie ten artykul, bo tak naprawde w sprawie chodzi  glownie o to, ze zostanie w UK udzielona zgoda na taki zabieg.

I jak jeszcze raz wyjedziesz z oscieniem czy czyms takim to oscien ten poczujesz - zgadnij gdzie ;) .
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Luty 06, 2015, 11:31:20 pm
Tylko nie wydymuszko, tylko nie wydymuszko...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 07, 2015, 12:56:55 am
Obywatelu Mębrze, dowcipnieście się odezwali, ale gdyby Wam się wszystko ciut mniej z Wami kojarzyło, to chyba całe Forum by na tym skorzystało, jako i czupryna Cetariana, co se przez Was od lat paru włosy rwie (nie, że chcę wyjść na czepialskiego...) ;).

Wracając wszakoż do merituma (był taki komputer (http://www.muzeumkomputerow.edu.pl/nasze_zbiory/MERITUM_i_ROBOTRON.html))...  maźku, z tego co widzę intensywnie takie badania na ludzkich komórkach prowadzone były dość otwarcie od okolic roku 2008 (wtedy stało się o nich głośno):
http://www.nature.com/news/2008/080206/full/news.2008.560.html (http://www.nature.com/news/2008/080206/full/news.2008.560.html)
http://www.rp.pl/artykul/90041.html?print=tak&p=0 (http://www.rp.pl/artykul/90041.html?print=tak&p=0)
Jednakże już wcześniej rodziły się dzieci (ludzkie dzieci, jak w tym filmie, który nie tak dawno wspominał liv ;)) poczęte z udziałem wiadomej techniki, pierwsze o którym wiadomo to Emma Ott, ur. w 1997, ogólnie szacuje się ich ilość na około 30, z czego 17 zawdzięcza swe zaistnienie pewnej prywatnej klinice z New Jersey, zwącej się Saint Barnabas Medical Centre:
http://www.independent.co.uk/news/science/medical-dilemma-of-threeparent-babies-fertility-clinic-investigates-health-of-teenagers-it-helped-to-be-conceived-through-controversial-ivf-technique-9690058.html (http://www.independent.co.uk/news/science/medical-dilemma-of-threeparent-babies-fertility-clinic-investigates-health-of-teenagers-it-helped-to-be-conceived-through-controversial-ivf-technique-9690058.html)
http://www.independent.co.uk/news/science/threechild-babies--the-mothers-view-as-long-as-shes-healthy-i-dont-care-9690059.html (http://www.independent.co.uk/news/science/threechild-babies--the-mothers-view-as-long-as-shes-healthy-i-dont-care-9690059.html)
Najbardziej znana z tej grupy jest Alana Saarinen, urodzona w roku 2000 (dwa lata przed tym gdy w Juesej zakazano takich eksperymentów):
http://www.bbc.com/news/magazine-28986843 (http://www.bbc.com/news/magazine-28986843)
http://whatnext.pl/dziewczyna-ktora-posiada-trzech-biologicznych-rodzicow/ (http://whatnext.pl/dziewczyna-ktora-posiada-trzech-biologicznych-rodzicow/)
Co do myszy natomiast, to na nich eksperymentowano z tą metodą od 1983 (czyli jednak Dońda był pierwszy):
http://www.telegraph.co.uk/news/science/9548387/Three-parent-IVF-is-a-chance-to-create-a-generation-free-from-mitochondrial-diseases.html (http://www.telegraph.co.uk/news/science/9548387/Three-parent-IVF-is-a-chance-to-create-a-generation-free-from-mitochondrial-diseases.html)
TU konkretniej:
http://www.sciencemag.org/content/220/4603/1300.short (http://www.sciencemag.org/content/220/4603/1300.short)
Inna sprawa, że przed Dońdą były bakterie:
http://en.wikipedia.org/wiki/Triparental_mating (http://en.wikipedia.org/wiki/Triparental_mating)

A tu jeszcze drobiazgi o eksperymentach na zwierzętach:
http://discovermagazine.com/2013/april/1-more-than-two-parents (http://discovermagazine.com/2013/april/1-more-than-two-parents)
O dziecku dwu (mysich) ojców była bodaj mowa?
http://www.livescience.com/10867-mouse-baby-daddies.html (http://www.livescience.com/10867-mouse-baby-daddies.html)
http://scienceblogs.com/pharyngula/2010/12/11/my-mouse-has-two-daddies/ (http://scienceblogs.com/pharyngula/2010/12/11/my-mouse-has-two-daddies/)
Detale:
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21148107 (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21148107)

ps. Oścień? Pewno poczuję jak mnie w czoło kłuje, stercząc w roli belki z Twojego oka ;).
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 09, 2015, 01:01:39 am
Pierwszy udany transfer jądra jednej komórki do drugiej go pozbawionej, która następnie rozwinęła się w prawidłowy embrion miał miejsce w 1952 roku (żaba, Briggs i King). Zbliżony eksperyment wykonano już w 1928 roku. Polegał na czasowym oddzieleniu części cytoplazmy od kontaktu z jądrem i obserwacji podziałów tak "przewiązanej w pasie" komórki jajowej salamandry (Hans Spemann). Wnioski z tego doświadczenia potwierdzały przypuszczenie wysunięte jeszcze dużo wcześniej, w roku 1895, przez Yves Delage'a - który postawił tezę, że usunięcie z komórki jajowej jądra i włożenie na to miejsce pochodzącego z innej doprowadzi w efekcie do normalnego rozwoju tak skompletowanego zarodka. Lem urodził się w 1921.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Luty 09, 2015, 05:11:48 am
1. Czy można wierzyć The Niezależnemu jako brytyjskiej lewackiej tubie Putina (http://pl.wikipedia.org/wiki/The_Independent (http://pl.wikipedia.org/wiki/The_Independent))???
2. Czy ktoś zna odpowiedź na [zadane przeze mnie jakiś czas temu w niesłusznym miejscu] pytanie o literacko-prognostyczne światowe pierwszeństwo Mistrza, który pół wieku temu przewidział, że najbardziej skomplikowanych popsutych maszyn (dzieł ludzkiego umysłu) nie będzie się naprawiać, tylko oddawać na złom?
vosbm
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 09, 2015, 09:45:14 am
ad. 2. Jeśli przyjąć, że nie jest prognozą opisywanie tego, co już zachodzi - to Lem nie był.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 09, 2015, 09:56:46 am
@maziek

I jak mam nie gadać o ościeniu? Przygwoździłeś mnie nim (tym belkowato z oka sterczącym) teraz do ściany, że tylko wiszę i nogami dyndam... ;)

Przenoszę tedy dyskusję nazad do "Właśnie...".

Edit: za pokutę, na polecenie Władzy Zwierzchniej ;) przenoszę tekst na powrót do "Co wymyślił Lem..." i przepraszam za zamieszanie. Postaram się więcej postami nad potrzebę w tę i nazad nie majtać.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: sosnus w Luty 12, 2015, 01:06:01 am
Historia literatury bitycznej?
Wprowadź nick z Twittera i uzyskaj... wiersz stworzony przez serwer z tweetów danej osoby:
http://poetweet.com.br/?lang=en (http://poetweet.com.br/?lang=en)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Luty 22, 2015, 04:54:41 am
Dziękuję, Dostojny Jednotrzeci Kju, za oddanie mi należnych honorów ("dyskusja z faktami").
@ Omnes: czy ponad pół wieku temu gdziekolwiek na świecie (niech będzie, że w najbardziej rozwiniętych technologicznie państwach) istniały roboty?
[Przez pojęcie "istniały" rozumiem zjawisko technologiczno-społeczne w sensie istnienia ówczesnych samochodów (którego, mam nadzieję, nawet Maziek nie kwestionuje, chociaż diabli wiedzą, bo On, jak się zaweźmie, jest gotów zawierzgać przeciw samemu Mistrzowi)].
vosbm
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 22, 2015, 10:49:28 am
W tym wypadku jednak należałoby zdefiniować robota. Z całą pewnością istniały automaty, czyli urządzenia bezobsługowo działające adekwatnie do zmieniających się warunków. Prościutki przykład: każda torpeda z żyrem jest takim automatem. Niezależnie od warunków (np. znoszących prądów) będzie się starała utrzymać wytyczony kurs, odpowiednio odchylając powierzchnie sterowe. Oczywiście "katalog decyzyjności" tych automatów był wąski, żeby nie powiedzieć cienki jak żyletka. Np. nie można było poprosić torpedy, żeby zrobiła kawy.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Luty 22, 2015, 07:20:39 pm
A widzicie, widzicie? Jak NadGlobalny boi się odpowiedzieć "tak"-" nie"? Zawsze lepiej zostawić sobie margines na "taknie"/"nietak". Metodę sokratejską Mistrz uwielbiał, jako przyszpilającą oponenta. Wiem z autopsji, bo do dziś mam niezabliźnione dziury po Jego strasznych szpilach...
vosbm
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 22, 2015, 07:58:25 pm
Nadglobalny niczego się nie boi. Paniał? Czy rozpatrzyć deputat?

Jakbym chciał, to bym dźgał... Np. panem Vaucanson. Ale grzecznie pytam, żeby nie szpilać niewinnego. Chociaż to oczywiście kurwtuazja - jesteście winni Remuszko, mam nadzieję, że jest to dla Was jasne, że jesteście winni - i nie będziemy musieli Wam w przykry sposób przypominać.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 22, 2015, 09:40:19 pm
A ja dźgnę, automatonami chociażby:
http://en.wikipedia.org/wiki/Automaton (http://en.wikipedia.org/wiki/Automaton)
Przed Vaucansonem byli:
- al-Jazari:
http://en.wikipedia.org/wiki/Al-Jazari (http://en.wikipedia.org/wiki/Al-Jazari)
- Villard de Honnecourt (ten to nawet perpetuum mobile zaprojektował (http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b2/Perpetuum_mobile_villard_de_honnecourt.jpg) ;D):
http://en.wikipedia.org/wiki/Villard_de_Honnecourt (http://en.wikipedia.org/wiki/Villard_de_Honnecourt)
- Giovanni Fontana co ryby rakietowe (http://www.ciphermysteries.com/wp-content/uploads/2008/12/folio-37r.jpg) tworzył*:
http://en.wikipedia.org/wiki/Giovanni_Fontana_(engineer) (http://en.wikipedia.org/wiki/Giovanni_Fontana_%28engineer%29)
- Juanelo Turriano od automatycznego mnicha (odpowiedź na młynki modlitewne?):
http://en.wikipedia.org/wiki/Juanelo_Turriano (http://en.wikipedia.org/wiki/Juanelo_Turriano)
Do czego dochodzą niejasne wzmianki z antycznej Hellady (w świetle istnienia maszyny z Antykithiry niekoniecznie takie nieprawdopodobne) i taoistycznej księgi Liezi, oraz legendy o tronie biblijnego Salomona**.

* nawiasem: Franz Helm projektował i koty rakietowe:
http://en.wikipedia.org/wiki/Franz_Helm (http://en.wikipedia.org/wiki/Franz_Helm)
(https://uniqueatpenn.files.wordpress.com/2013/02/katzenp48.jpg)
https://uniqueatpenn.wordpress.com/2013/02/05/a-rocket-cat-early-modern-explosives-treatises-at-penn/ (https://uniqueatpenn.wordpress.com/2013/02/05/a-rocket-cat-early-modern-explosives-treatises-at-penn/)

** http://www.chabad.org/holidays/purim/article_cdo/aid/1345/jewish/King-Solomons-Throne.htm
http://en.wikipedia.org/wiki/Solomon#Throne
polski przekład wprawdzie z książki ("Wszyscy jesteśmy dziećmi bogów") Dänikena, ale - z tego co widzę - dający orientację o co chodzi (choć odmienny w szczegółach):

"Nigdy jeszcze dla żadnego króla nie stworzono takiego dzieła...
A tak zbudowany był ów cud:
Obok tronu stało naprzeciwko siebie dwanaście złotych lwów i dwanaście złotych orłów tak, że prawa łapa lwa znajdowała się naprzeciw lewej łapy orla. W sumie były 72 złote lwy i 72 złote orły. W górnej części oparcia tronu znajdowała się okrągła kopuła, do której prowadziło sześć złotych stopni... Na pierwszym stopniu leżał byk a naprzeciw niego lew, na drugim niedźwiedź a naprzeciw niego jagnię, na trzecim orzeł a naprzeciw niego anka, na czwartym orzeł a naprzeciw niego paw, na piątym kot a naprzeciw niego kogut, na szóstym jastrząb a naprzeciw niego gołąb - wszystkie te zwierzęta były ze szczerego złota. Nad tronem przymocowano dwadzieścia jeden złotych skrzydeł, dających Salomonowi cień.
Od którejkolwiek strony zechciał Salomon wejść na tron, mógł to zrobić za pomocą mechanizmu. Gdy tylko król postawił nogę na najniższym stopniu, złoty lew podnosił go wnet na stopień drugi, lew z drugiego stopnia na trzeci i tak dalej  na czwarty, piąty a w końcu na szósty stopień. Potem sfruwały orły, chwytały króla i unosiły na góry tronu. W mechanizmie tym umieszczono również srebrnego smoka...
A kiedy król spoczął już na tronie, wielki orzeł brał koronę i wkładał mu ją na głowę. Potem smok powtórnie wyzwalał mechanizm - teraz wstawały lwy i orły i ocieniały głowę króla Salomona... Jeśli przed królem stawali świadkowie, wtedy ruszał mechanizm kół zębatych - byk porykiwał, lwy ryczały, niedźwiedź pomrukiwał, owca beczała, pantera wyła, anka zawodziła, kot miauczał, paw krzyczał, kogut piał, jastrząb kwilił, ptaki ćwierkały...
Gdy jednak przepełniła się miara grzechów Izraela, w potęgę urósł Nabuchodonozor II, występny król Babilonu... Kazał sprowadzić sobie również tron króla Salomona, a gdy, nie znając mechanizmu, zaczął nań wstępować i postawił nogę na pierwszym stopniu, lew przetrącił mu prawe biodro I uderzył w lewe, na skutek czego Nabuchodonozor okulał na cale życie. Po nim tron króla Salomona zdobył Aleksander Macedoński i przywiózł do Egiptu. Gdy Sziszak (http://en.wikipedia.org/wiki/Shishak), król Egiptu, ujrzał tron tak wspaniały, najpiękniejszy ze wszystkich tronów królewskich, też zapragnął nań wstąpić i usiąść na nim, nie wiedział jednak, że mechanizm sam zacznie go podnosić, gdy więc postawił nogę na pierwszym stopniu, lew przetrącił mu prawe biodro, uderzył w lewe, dlatego też Sziszak był później przez cale życie zwany Faraonem Kulawym"


ps. Tak wygląda dźgający autmaton ;):

"Dalej stały jeszcze dziwniejsze rzeźby: zmontowane z części, ze szczelinami złączeń, rozepchanymi dłutem czasu. Skrzydła much, nogi i czułki wykonano z brązu lub szarego metalu. Jedne wpasowano szczelnie między fragmenty kamienne, inne obluzowane podparto wspornikami. Adams łagodnie wodził palcami po powierzchniach rzeźb. Wyczuwał ledwie zaznaczoną fakturę skrzydełek, ostre zadziorki włosków na muszych nóżkach.
Kiedyś napisał obszerną rozprawę o zaginionych rzeźbach antyku. Sugerował w niej stosowanie właśnie takiej technologii. Wydawało mu się, że zebrał dość przesłanek, by przekonująco uzasadnić możliwość istnienia wtedy zaawansowanej technologii rzeźbiarskiej. Rzeźb łączonych z kamienia, metalu i drewna, jak chryzelefantyna. Rzeźb ruchomych, sterowanych wymyślnymi mechanizmami, powstałych przed Arabami, przed najwcześniejszymi mechanikami średniowiecza, jak Gerbert z Aurillac. Ukuł nawet dla tych hipotetycznych konstrukcji termin mechanitony. Goodman oddał mu manuskrypt z uśmieszkiem. „Za wiele tu domysłów. Uzasadnienie marne. Piękna fantazja”. Miał rację: pracę odrzucono, nie ukazała się drukiem. Teraz Adams miał przed sobą antyczne mechanitony. Piękniejsze, doskonalsze, niż sobie wyobrażał.
„Gdyby to recenzenci widzieli”, pomyślał z goryczą.
Oprócz much i skorpionów trafiały się wije, jętki i złotooki, te niepodobne jednak do oryginałów.
Podszedł do olbrzymiej rzeźby skorpiona z ceglastego trawertynu w czarne cętki. Każdy segment z oddzielnego kawałka, foremny i wypolerowany. Nogi, czułki oraz krawędzie kleszczy z brązu przyciemnionego przez czas. Jak wyglądałaby ta imponująca rzeźba, gdyby brązy wybłyszczono…? Przybliżył się, badając palcami, jak odrobiono delikatne narządy gębowe stwora.
„Oczywiście, infantylnie”, skrzywił się ironicznie. Widać mistrz znał jedynie muchy i tylko je nauczył się odrabiać bezbłędnie.
– Jjaangg…! Tooch…! – Z suchym chrzęstem potężne szczypce skorpiona rozwarły się i zamknęły na Adamsie.
– Khsztiijch…! – Od tyłu jak pocisk wystrzelił giętki odwłok, zakończony brązowym kolcem, trafiając Adamsa w dłoń, którą ten osłonił twarz. Ze zranienia pociekła krew. Adams próbował wyrwać się z mocnego chwytu.
Po nieoczekiwanym ataku rzeźba znieruchomiała. Mechanizm rozładował się."

Huberath, "Miasta pod Skałą"
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Luty 22, 2015, 10:48:40 pm
@ NadGlonbalny; skolan pszepraszam i łaski Pańskiej się dopraszam. Zlituj się Wasze Wyskokowerożdienje nad czerwiem i rabem. Bierz co chcesz, lecz Deputatu, Panie Jasny, Deputatu nie zabieraj, Wasze Miłe Wsierdzie! Dziecki mam maleńkie... Już nie będę godził ani podważał.
[Jednak robotów sensu auto pół wieku temu nie było (eppur si muove...)]
vosbm
pjes: Ale mnię przypadkiem wyszło! Niechciałbyś być Glonem Balnym?
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 02, 2015, 08:42:28 pm
Tak mnie nurtuje... Czy ktoś na górze ;) czytał ten tu nasz wąteczek, bo się na stronie głównej tekst o eBookach u Mistrza znalazł i nawet o tych Simsach (tak się mawia, a prawidłowo powinno być chyba: Simach) nieszczęsnych, co wrzucałem:
http://solaris.lem.pl/blog/e-booki-i-audiobooki-w-powrocie-z-gwiazd/
http://solaris.lem.pl/blog/krolestwo-w-pudelku/
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Lipiec 30, 2015, 02:00:18 pm
Taki tekścik w sprawie: czy Lem wymyślił tablet?
Z tabletowa;)
http://www.tabletowo.pl/2014/09/19/historia-tabletow-protoplasci-w-kulturze-sf-czesc-i-stanislaw-lem/ (http://www.tabletowo.pl/2014/09/19/historia-tabletow-protoplasci-w-kulturze-sf-czesc-i-stanislaw-lem/)
Dla leniuszków: tak, raczej tak;)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: skrzat w Lipiec 30, 2015, 06:47:07 pm
Tak mnie nurtuje... Czy ktoś na górze ;) czytał ten tu nasz wąteczek, bo się na stronie głównej tekst o eBookach u Mistrza znalazł i nawet o tych Simsach (tak się mawia, a prawidłowo powinno być chyba: Simach) nieszczęsnych, co wrzucałem:
http://solaris.lem.pl/blog/e-booki-i-audiobooki-w-powrocie-z-gwiazd/
http://solaris.lem.pl/blog/krolestwo-w-pudelku/

Skrzat czyta uważnie i korzysta  8) Z tego, co wiem, to ten wątek jest również lekturą obowiązkową dla dziennikarzy, kiedy wałkują dyżurny temat "Lem wielkim wizjonerem był".
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 30, 2015, 06:51:38 pm
Taki tekścik w sprawie: czy Lem wymyślił tablet?
Z tabletowa;)
http://www.tabletowo.pl/2014/09/19/historia-tabletow-protoplasci-w-kulturze-sf-czesc-i-stanislaw-lem/ (http://www.tabletowo.pl/2014/09/19/historia-tabletow-protoplasci-w-kulturze-sf-czesc-i-stanislaw-lem/)
Dla leniuszków: tak, raczej tak;)
Pan Marek odwalił kawał dobrej roboty. Zasłużył na tytuł "Honorowego Forumlemowicza".
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 30, 2015, 08:37:45 pm
Skrzat czyta uważnie i korzysta  8)

Miło się dowiedzieć :).

Z tego, co wiem, to ten wątek jest również lekturą obowiązkową dla dziennikarzy, kiedy wałkują dyżurny temat "Lem wielkim wizjonerem był".

To musimy uważać, co tu piszemy ;).

Pan Marek odwalił kawał dobrej roboty. Zasłużył na tytuł "Honorowego Forumlemowicza".

Ano :). Za drugą część przyznam mu też chętnie tytuł "Honorowego Forumstartrekowca" ::):
http://www.tabletowo.pl/2015/02/10/historia-tabletow-protoplasci-w-kulturze-sf-czesc-ii-star-trek/
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: sosnus w Luty 19, 2016, 05:07:56 pm
Tak jakoś mi się kryształki-książki Hall Bregga przypomniały ;)
http://petapixel.com/2016/02/16/glass-disc-can-store-360-tb-photos-13-8-billion-years/
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Marzec 11, 2016, 11:18:50 pm
Od sławnego Tomka Żoka (czytaj: Tzoka) dostałem dziś takie doniesienie:

Cytuj
Google stworzyło sztuczną inteligencję do poprawiania wyników wyszukiwania. I jak to zostało określone - inżynierowie Google wiedzą jak to działa, ale nie wiedzą co to robi:

https://twitter.com/Jonahstein/status/705507939046436864

Wiadomo, że to może być po prostu "sprytny" tekst w Internecie by podkreślić jakie Google są zaawansowane itp. Ale to jest dokładnie coś co przewidywał Stanisław Lem. Jako student, często podważałem ten osąd myśląc sobie, że KTOŚ na pewno będzie wiedział co dokładnie robi algorytm/robot/sztuczna inteligencja. Ale teraz wiem, że tak nie musi być. To jest jak z teorią chaosu - można wiedzieć wszystko o pewnym systemie, a jednak nie umieć przewidzieć co będzie jego przyszłym stanem. To żaden problem by sztuczna inteligencja działała właśnie tak, więc jak najbardziej Stanisław Lem miał rację :). Kolejny raz!

R.

pjes: rozumiem, że gugloiwcy wiedzą co wchodzi na wejściu i co dostają na wyjściu, lecz nie wiedzą, co jest w środku :-)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 12, 2016, 01:52:23 pm
Pozdrów tzoka od nas (mogę chyba to rzec w imieniu ogólnym?) i podziękuj za znalezisko :).
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: qertuo w Marzec 15, 2016, 04:53:37 pm
A było tu już o tryszczach?

1971 "Kongres futurologiczny"
fragment: "Nowe suknie zwą się tryszcze, bo się je natryskuje na ciało z buteleczek."

2010 ubranie w spreju
http://kopalniawiedzy.pl/Manel-Torres-Paul-Luckham-sprej-tkanina-wlokna-zastygac-skora-powierzchnia-polimery-pojemnik-cisnieniowy-pistolet-lakierniczy,11405 (http://kopalniawiedzy.pl/Manel-Torres-Paul-Luckham-sprej-tkanina-wlokna-zastygac-skora-powierzchnia-polimery-pojemnik-cisnieniowy-pistolet-lakierniczy,11405)

No chyba że ktoś przed '71 wspominał o takim patencie.... niestety nie dotarłam też do informacji czym inspirowali się panowie Manel Torres i prof. Paul Luckham.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Marzec 15, 2016, 05:43:56 pm
Brawo za znalezisko!
[Na marginesie: czy "Powrót" nie był wcześniej?]
R.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 15, 2016, 10:08:00 pm
Był:

"W ścianie były jeszcze jedne drzwiczki, z napisem „Płaszcze kąpielowe”. Zajrzałem do środka. Żadnych płaszczy, stały tam trzy metalowe flaszki, trochę jak syfony. Ale i tak byłem zupełnie suchy i nie musiałem się wycierać."

"Z ubraniami poszło jak najgorzej. Prawie nic z tego, co znałem, nie istniało. Wyjaśniła się zresztą tajemnica zagadkowych flaszek w szafce hotelowej, tej z napisem „Płaszcze kąpielowe”. Nie tylko taki płaszcz, ale ubrania, pończochy, swetry, bielizna — wszystko było natryskowe. Rozumiałem, że musi to być atrakcyjne dla kobiet, bo operując kilkoma czy nawet kilkunastoma butelkami wyrzucającymi płyn, który zastygał momentalnie w tkaniny o fakturze gładkiej bądź szorstkiej: aksamitu, futra czy sprężystego metalu — można było za każdym razem stworzyć nową kreację, na jedną okazję tylko. Nie każda kobieta robiła to oczywiście sama, były specjalne salony piastowania (więc tym zajmowała się Nais!), ale wynikająca z tego procederu obcisła moda nie bardzo mi odpowiadała. Sam proces ubierania się przez operowanie flaszkami — syfonami wydał mi się niepotrzebnie kłopotliwy. Było trochę rzeczy gotowych, ale te znów nie pasowały na mnie; największym nawet brakło ze cztery numery do mojej objętości i długości. Na koniec zdecydowałem się na bieliznę we flaszkach, bo widziałem, że moja koszula długo nie pociągnie. Mogłem sobie naturalnie sprowadzić resztę rzeczy z „Prometeusza”, i na nim jednak nie miałem garniturów ani białych koszul, z którymi niewiele można by począć w okolicach gwiazdozbioru Fomalhaut, Wziąłem więc jeszcze kilka par niby — drelichowych portek, do roboty w ogrodzie, tylko takie miały względnie szerokie nogawki i można je było podłużyć; za wszystko razem zapłaciłem jednego ita, bo tyle kosztowały te portki. Reszta była za darmo. Kazałem sobie przysłać wybrane rzeczy do hotelu i dałem się namówić na salon mody, po prostu z ciekawości.
Przyjął mnie facet z miną artysty malarza, obejrzał mnie najpierw, zgodził się ze mną, że powinienem nosić raczej rzeczy luźne; zauważyłem, że nie był mną zachwycony. Ja nim też nie. Skończyło się na kilku swetrach, które zrobił mi na poczekaniu. Stałem z uniesionymi rękami, a on uwijał się wokół mnie, operując czterema naraz flaszkami. Płyn w powietrzu biały jak piana krzepł prawie momentalnie. Powstały z tego swetry w różnych kolorach, jeden miał pas na piersi, czerwony na czarnym; najtrudniejsze było, jak spostrzegłem, wykańczanie kołnierza i rękawów. Do tego trzeba było rzeczywiście wprawy."

"Powrót...", oczywiście

ps. qertuo, kogo moje śliskie oczy widzą? :)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: qertuo w Marzec 18, 2016, 02:20:03 pm
ps. qertuo, kogo moje śliskie oczy widzą? :)

Drogi Q, ja należę do tej ciemnej materii forumowej, a może raczej komet o długich okresach, pamiętających jednak jeszcze czasy przedterminusowe, gdy forum nie miało jeszcze takiego przyjemnego błękitnego tła...
Wierność Lemowi poprzysięgłam jednak już w kołysce, o czym wspominałam przed laty: http://forum.lem.pl/index.php?topic=601.msg30460#msg30460 (http://forum.lem.pl/index.php?topic=601.msg30460#msg30460)
Teraz tylko czekam kiedy moja półtoraroczna progenitura przestanie traktować wszystkie książki jak kolorowanki, żebym mogła, bez obaw o zbeszczeszczenie ilustracji Mroza, otworzyć przed nią "Bajki robotów". Już zacieram ręce, bo ogromną przyjemnością będzie dla mnie wprowadzanie małego elementu nowego pokolenia w lemowy świat. Może wyrośnie z niej aktywniejsza forumowiczka...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 18, 2016, 04:39:02 pm
Drogi Q, ja należę do tej ciemnej materii forumowej, a może raczej komet o długich okresach, pamiętających jednak jeszcze czasy przedterminusowe, gdy forum nie miało jeszcze takiego przyjemnego błękitnego tła...

Zatem mogę chyba tylko apelować do Ciebie i innych ciał długookresowych (chmuro, to do Ciebie ;)), o skrócenie orbit na tyle, na ile okoliczności zezwalają ;). Może nawet o ustacjonarnienie ich w perylemium? ;)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Marzec 18, 2016, 04:52:01 pm
Ustacjonarnienie w perylemium - przepiękne, sam Mistrz by się zachwycił!
R.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: qertuo w Marzec 19, 2016, 01:49:52 pm
perylemium - faktycznie zacne określenie :)

ale ja jeszcze coś chciałam o modzie, również fragment z kongresu:
"bluzki pokazujące różne rzeczy, jakby były ekranikami telewizyjnymi; i te widoczki na nich się ruszają"

a tu realizacja koncepcji, w kilku wersjach zaawansowania:
http://think-about.pl/meu-panele-led-do-stylizowania-odziezy/ (http://think-about.pl/meu-panele-led-do-stylizowania-odziezy/)
https://pl.pinterest.com/pin/500110733599062807/ (https://pl.pinterest.com/pin/500110733599062807/)
http://www.tetex.com/pl/wlokna-led-pozwola-wyswietlic-obraz-na-twoim-ubraniu/ (http://www.tetex.com/pl/wlokna-led-pozwola-wyswietlic-obraz-na-twoim-ubraniu/)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 19, 2016, 02:19:37 pm
Ha! Pamiętałem, że coś podobnego zrobiło na mnie wrażenie w jednym z opowiadań Kołodziejczaka (acz tam chyba głębiej niż tylko ubiór to sięgało), a nie zapamiętałem, że Mistrz był pierwszy...

"Spod półprzymkniętych powiek obserwował córkę gospodarza przyjęcia, Gubernatora Algahary, Simeona Rohmera. Sara Rohmer miała na sobie jedną z najpiękniejszych wideoskór, jakie van Dorn kiedykolwiek widział – symulację nocnego nieba obserwowanego z jakiegoś punktu w dysku centralnym galaktyki. Sara poruszała się wdzięcznie i miękko, nie deformowały jej żadne wszczepy czy symbiotyczne wspomagacze. Była prawie naga – zakryła tylko łono i pośladki. Całą resztę jej ciała pokrywała czerń rozgwieżdżonego nieba, rozświetlona tysiącem kolorowych punktów, plam i smug – gwiazd, mgławic, gromad przepływających po brzuchu i plecach dziewczyny, iskrzących się na piersiach, oplatających bose stopy, łydki i uda, migocących na twarzy i wygolonej głowie. Jasne oczy, porcelanowobiałe zęby, różowy język – to jedyne ludzkie barwy, jakie zachowały się na ciele Sary."
"Wrócę do ciebie kacie"

ps. Natomiast taki np. Benford poszedł bardziej w lemowskim kierunku, ciekawe czy czytał "Kongres..."?

"Ich strojów nie można było nazwać uniformami - technikolorowe opakowania, na których w pozornie przypadkowy sposób ukazywały się różne sceny. Gdy kobieta przyszła jeszcze raz go obejrzeć, jej luźny strój ukazał mu brzeg morza o zachodzie słońca. Żeby go uspokoić? Sztuka zdobiła dopasowane ubrania innych /.../ - kolaże, abstrakcje, ziarniste ekspresjonistyczne widoki."

"Centrum Galaktyki", t. 6, "Żeglując przez wieczność"
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: sosnus w Kwiecień 11, 2016, 05:06:16 pm
http://www.ultra-fresh.com/gallery/canadian-flag-drawn-using-serratia-marcescens/
Który z Lemowych bohaterów tresował kolonie bakterii i uczył je angielskiego?
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: sosnus w Kwiecień 11, 2016, 05:11:53 pm
A co do "bluzki pokazujące różne rzeczy, jakby były ekranikami telewizyjnymi; i te widoczki na nich się ruszają"

To nawet w moim ulubionym sklepie są już tego typu rzeczy dostępne, nie jest to już coś co powstaje w laboratoriach w dolinie krzemowej: http://botland.com.pl/466-inteligentne-ubrania (zaraz pod tymi zegarkami, a swoją drogą, te zegarki też już są dosyć tanie...)

Jak widać, są przewodzące szmatki, nitki, guziczki, specjalne mikroprocesory, a w innych działach wyświetlacze, ledy i przyciski. Problem jest inny, w sumie to niewiele osób ma pomysł jak wykorzystać to, co jest już powszechnie dostępne
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 11, 2016, 05:42:00 pm
Który z Lemowych bohaterów tresował kolonie bakterii i uczył je angielskiego?

Reginald Gulliver niejaki ("Eruntyka", "Wielkość urojona").
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Grudzień 02, 2016, 02:04:54 am
Tym razem krotochwilnie... Zważywszy na to, jakie nazwisko nosił generał, z którym współpracy odmówił GOLEM XII, można rzec, że Lem wymyślił również, od niechcenia, najbardziej znanego z Pałerrendżersów ;):
http://powerrangers.wikia.com/wiki/Tommy_Oliver
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: MarcinK w Grudzień 02, 2016, 05:52:43 pm
To już wiemy kogo angażować do ewentualnej ekranizacji  ;D
(https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/4c/f1/fb/4cf1fbb1116d547c69b548814c9a8289.jpg)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Luty 14, 2017, 12:09:53 am
Hm...może było? Ale przy okazji jednej jajecznicy wpadł artykuł o kuchennej pornografii, którą przewidział Lem w Sexplosion;)

Jednak – jak referuje treść nieistniejącej książki Lem – „kultura nie znosi próżni”, więc pustkę po seksie zapełniła gastronomią.

I dalej opisuje coraz bardziej perwersyjne formy gastronomicznego rozpasania, takie jak na przykład jedzenie jajecznicy przez rurkę czy lizanie podłogi natartej pastą truflową po uprzednim wytarzaniu się w spaghetti. Ideałem urody stał się tłuścioch, bo jego rozmiary świadczą o „niezwykłej wydolności przewodu pokarmowego”, a parlamenty rozważają, „czy byłoby możliwe szkolne uświadamianie dzieci o tajnikach procesów trawiennych”. Inteligentny żart wybitnego pisarza? Oczywiście. W dzisiejszym świecie można jednak dostrzec symptomy tego, że kpina Lema nie była pozbawiona podstaw.


http://www.newsweek.pl/kultura/kuchenna-pornografia,37693,1,1.html (http://www.newsweek.pl/kultura/kuchenna-pornografia,37693,1,1.html)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 14, 2017, 12:28:58 am
Skoro o
kuchennej pornografii
mowa...
http://joemonster.org/art/22426
::)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Luty 14, 2017, 12:29:22 am
@ Marcin K.
Jestem za!
R.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 09, 2017, 07:54:55 pm
https://www.forbes.com/sites/paulrodgers/2016/06/29/yes-you-can-farm-potatoes-on-mars/

Jak nic pierwszy krok do:

"Dawno temu w okolicy Tairii wpadł na rafę meteorytową statek wiozący kartofle dla kolonistów na Latrydzie. Przez powstałą w powłoce dziurę wysypał się cały ładunek. Statek zdjęto z rafy i przyholowano ratowniczymi rakietami na Latrydę, po czym historia ta poszła w zapomnienie. Tymczasem kartofle, które spadły na powierzchnię Tairii, wypuściły kiełki i poczęły w najlepsze rosnąć. Jednakowoż warunki ich bytowania były niesłychanie ciężkie: z wysokości spadał raz po raz żwir kamienny tłukąc młode pędy, a nawet zabijając całe rośliny. Skutek tego był taki, że ze wszystkich ocalały tylko ziemniaki najroztropniejsze, które umiały się odpowiednio urządzić i znaleźć sobie schronienie. Tak wyłoniona rasa bystrych kartofli rozwijała się coraz bujniej. Po szeregu pokoleń, znudziwszy sobie osiadły tryb życia, ziemniaki same się wykopały i przeszły do bytowania koczowniczego. Równocześnie straciły zupełnie łagodność i bierność właściwą kartoflom ziemskim, oswojonym dzięki troskliwej opiece i hodowli. Dziczejąc coraz bardziej, stały się w końcu drapieżnikami."
Tytuł: Odp: POWRÓT DO ZMYSŁÓW DRACO VOLANTUSA
Wiadomość wysłana przez: draco_volantus w Marzec 14, 2017, 08:25:20 am
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,21041697,naukowcy-coraz-wiecej-sloni-rodzi-sie-bez-ciosow-wszystko.html

Mistrz nie dożył, ale doskonale przewidział że będą się zdarzać tego typu rzeczy.

http://mediumpubliczne.pl/2017/01/historyczny-moment-chiny-oglosily-zamkniecie-rynku-handel-koscia-sloniowa/

<3

[przeniesiono do tego wątku słusznie]
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 14, 2017, 09:07:18 am
"Ratujmy kosmos", jak nic!

(Dlatego przeniosłem do tego wątku.)

Edit:
Na tle poprzedniego błahostka, ale zawsze... Lem hipsterów wymyślił.

Praktyka:

(http://img.joemonster.org/i/2017/02/hipsterzy_08.jpg) (http://img.joemonster.org/i/2017/02/hipsterzy_02.jpg)
http://joemonster.org/art/38772/Najbardziej_hipsterscy_z_hipsterow

Teoria (a raczej predykcja):

"Koło jedenastej Barth zaczął oprowadzać ciekawych po całym domu, na dole zrobiło się pustawo i przyłączyłem się do trzech gości u drzwi otwartych na taras. Dwaj byli matematykami z nieprzyjaznych obozów, bo Saussure, krewny Lagrange'a, zajmował się analizą, więc matematyką czystą, a drugi — stosowaną jako programista, z wykształcenia — statystyk. Zabawnie kontrastowali wyglądem. Saussure, chuderlawy, kruczy, z kościstą twarzą w okolu bokobrodów, w złotych binoklach na tasiemce, jakby zszedł z dagerotypu, nosił na szyi japońskie tranzystorowe liczydełko niczym komandorię. Miał to być pewno żart. Statystyk był złotowłosy, masywny, kędzierzawy, wyglądał jak ciężki boche z francuskich pocztówek czasu pierwszej wojny światowej i rzeczywiście pochodził z niemieckiej rodziny. Nazywał się Mayer, a nie Mailleux, jak myślałem najpierw, bo tak wymawiał swoje nazwisko."

"Katar"
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 01, 2017, 09:08:11 pm
A na mnie szczególne wrażenie zrobiły mikropy (pokój na Ziemi) bo uważam, że szybciuseńko coś takiego powstanie jak tylko będzie to możliwe. Wojskowi o to zadbają.

August Comte (filozof) powiedział, że nigdy niczego nie dowiemy się o składzie chemicznym gwiazd (bo są za daleko i nigdy do nich nie dotrzemy). Zaledwie dwa lata po jego śmierci w 1857 roku, rozłożono zebrane teleskopem światło gwiazdy i uzyskano jej widmo - a z obecności linii emisyjnych wywnioskowano jakie pierwiastki chemiczne w niej się znajdują. Jest to, jak dotąd, mój osobisty nr jeden jeśli chodzi o symboliczny triumf nauki nad "to się nie da pomyśleć". Mimo, że bardzo blisko są inne zwycięstwa eksperymentu nad zdrowym rozsądkiem, a nawet myślę, że są ważniejsze i praktycznie, i filozoficznie, i stopniem trudności - to ten jest wyjątkowo kosmiczny i znamienny.

Jak wszystkie roboty oraz tfu lepniaki wiedzą (choć wyrażenie "lepniak wie" jest po prawdzie oksymoronem) - do gwiazd fizycznie nie da się polecieć, a ściślej da się, ale nic na co stać lepniaka nie doleci tam nim ród lepniaczy zginie. Przynajmniej ród lepniaczy w znanej dotąd formie. Jak lepniak się bardzo wysili, to może wszystkimi zasobami swej przedszkolnej techniki wystrzelić sondę, ideowo niewiele się różniącą od Sputnika (a nawet rakiet prochowych używanych przez Chińczyków w X w n.e.). Taka sonda doleci do najbliższej gwiazdy już za coś 20 czy 30 tysięcy lat ledwie. Hurra.

Wielu lepniaków a w tym jeden szczególnie zawzięty, niejaki Lem, wieszczyło, że lepniaczość do gwiazd latać będzie. Był to składnik "fikszyn" poczytnej w pewnym okresie prozy "sajens-fikszyn". O ile cała reszta w tych książkach mogła się zdarzyć - jak to dziura w skafandrze czy zwartusiały karkulowsiał - o tyle najdalej mogło się to zdarzyć gdzieś w okolicy Marsa. Niezdobytego jak dotąd. Jak wiadomo lepniak jak dotąd wypuścił z siebie jeden obiekt, podejrzewany o to, ze już wyrwał się spod grawitacyjnych skrzydeł Słońca -  i to jest Voyager 1. Wystrzelony w 1977 roku, a więc ledwie po 40 latach być może udało nam się wydostać z heliosfery.

Taka była ugruntowana, przynajmniej w mojej świadomości wiedza, że marzyć o gwiazdach mozna, ale polecieć do nich się nie da. Krótko mówiąc, żeby nie wiem bardzo ten czy ów chciał być "sajens" w tym przedmiocie, o tyle na samym początku musiał być "fikszyn" a nawet "fantasy" - aż do teraz. Od pewnego czasu (od roku) krąży bowiem pomysł, aby wysłać do najbliższej gwiazdy całe mrowie tycich sond. Stąd te mikropy, które cytowałem na początku. Genialny pomysł - zamiast sondy - mrowie zdalnych oczu, wielkości ziarna piasku. Zamiast wielkich silników i megacystern pędziwa - laser.

Pomysł zowie się Breakthrough Starshot i z początku wydawał mi się kaprysem milionera. Ale czas leci i wygląda na to, że nie jest to kaprys, ale bardzo realna idea, której na przeszkodzie nie stoi żadne prawo fizyki. Ów milioner (miliarder?) na ten kaprys wyasygnował 100 żywych milionów USD. Skupił przy nim PRAWDZIWYCH i WYBITNYCH naukowców (a nie hochsztaplerów). I oni mówią, że to da się zrobić. Plan jest taki, żeby wyrzucić na ziemską orbitę tysiące chipów, z których każdy będzie mini stacją badawczą (zasilanie, kamery, czujniki, radio). Każdy też będzie miał żagiel świetlny. W ten żagiel "dmuchnie" z Ziemi laser, nadając chipom przyspieszenie rzędu 60 tysięcy g - w ten sposób osiągną one prędkość 0,2 c - a tym samym dolecą w okolice Alfa Centauri w 20 lat, skąd po kolejnych niecałych 5 latach otrzymamy "reportaż z przelotu". Zdjęcia, pomiary...

Biorąc pod uwagę, że do startu, o ile w ogóle nastąpi, zostało jeszcze ze 20 lat, to raczej nie dożyję transmisji zwrotnej - ale sam fakt, że oto prawie na moich oczach Comte polegnie drugi raz ze swoim zasranym pozytywizmem jest czymś, dla czego warto było żyć :) .
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: miazo w Kwiecień 01, 2017, 09:18:10 pm
Piękna puenta, gwoli ścisłości przypomnę jednak, że nasze Słońce też jest gwiazdą.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: NEXUS6 w Kwiecień 03, 2017, 08:45:06 pm
Lem wymyslil "Dziwnych gosci Prof. Tarantogi"  :) W znaczeniu prawdziwych, postrzelonych "wynalazcow", molestujacych swoimi odkryciami naukowcow.  Pomijajac osobe ktora widuje regularnie, a ktora przekazuje listy dla Stephena Hawkinga, zawierajace formuly semi-matematyczne (mieszanina slow i dzialan matematycznych), majace zawierac odkrycia typu podroze w czasie, prawdy ogolnozyciowe, przejscia do innych wymiarow i kosmosow, etc., wpadla mi w rece przesylka z listem do Hawkinga. Przedmiotem w przesylce byl chyba oryginalnie durszlak, wielkosci przecietej w pol pilki do kosza, z przymocowanymi na zewnatrz malymi miseczkami, wygladajacymi jako zywo jak malutkie anteny satelitarne, pokrywajace cala powierzchnie zewnetrzna tejze pol-sfery. Wszystko zrobione bardzo dokladnie, z plastyku chyba, pomalowane na srebrno i zloto, sluzace do zakladania na glowe.
Zalaczony list wyjasnial, ze sprzet ten ma uchronic Hawkinga przed wykryciem jego fal mozgowych przez obcych i przed ewentualnym porwaniem przez nich.
Niestety, nie udalo mi sie przejac na wlasnosc ani sprzetu, ani listu  :D
To mogl byc pierwowzor:
(http://www.the-barge-inn.com/marge_hat.jpg)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 03, 2017, 10:02:14 pm
NEX pracujesz w Cambridge University, czy spóźniony Prima Aprilis nam robisz? ;)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: NEXUS6 w Kwiecień 03, 2017, 10:04:04 pm
Pracuje. Ale jako biurwa bardziej, nie naukowo.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 03, 2017, 10:05:44 pm
No, to bezcenna anegdota z pierwszej ręki :).
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: liv w Kwiecień 03, 2017, 10:23:57 pm
Cytuj
Zalaczony list wyjasnial, ze sprzet ten ma uchronic Hawkinga przed wykryciem jego fal mozgowych przez obcych i przed ewentualnym porwaniem przez nich.
Coś przypomniało. Jest taki film, którego końcówka rozbawiła mnie...niemal do łez.
O najeździe obcych. Tytuł "Znaki". Sprzed 15 lat.
I tam były dzieci, które...jak to dzieci - wiedziały już wcześniej co i jak, taką swoistą, dobrze sprzedającą się w kinie dziecięcą mądrością ala Kevin.
Kadr
(http://www.film.org.pl/images2/znaki/4.jpg)
Może nie durszlak, ale idea ta sama.  :)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: NEXUS6 w Kwiecień 03, 2017, 10:40:45 pm
Dokładnie, Liv. Nawet nie wiesz jak bardzo. Przechodzę sobie, patrzę ludzie oglądają to cudo. Złapałem, założyłem na głowę i mówię, że już jestem bezpieczny  przed Alienami. Taki miałem odruch,  bo ten film widziałem dawno temu. Dopiero potem przeczytałem list i wszystko się wyjaśniło :))
Mam jeszcze parę historii, tylko muszę pomyśleć którymi mogę się publicznie dzielić, bo mają charakter osobisty. Tak w ogóle to chciałem sobie strzelić fotkę z Hawkingiem ale jak go zobaczyłem z bliska, na zywo po raz pierwszy, to mi się mocno dziwnie zrobiło, bo wygląda dość przerażająco z powodu choroby, a ja jestem na ludzkie cierpienie wrażliwy. Pierwszy odruch, poza tym wspolczuciem i rodzajem zawstydzenia to było traktować go jak niedorozwinietego i mówić jak do dziecka, czy cus... Absurdalne po zastanowieniu, czyż nie? Nie mniej jednak taki był pierwszy odruch...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 04, 2017, 10:22:10 am
Nex zazdroszczę. Ale to co piszesz o uczuciach przy Hawkingu to się właśnie nadaje wprost do przeszczepienia do dyskusji o AI. Dlatego właśnie ludzkie postrzeganie inteligencji jest tak fałszywe, że wystarczy mędrca ujrzeć jak jest zaśliniony i będziemy go raczej uważać za głupka niż mędrca. Z tym ekranowaniem - jak to było plastikowe, to nic nie ekranowało ;) .
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 04, 2017, 05:28:01 pm
@ liv, NEX

Ten film to nawet pamiętam (oglądałem, bo robił go facet, który nakręcił wcześniej nawet niezłą opowiastkę o duchach - "Szósty zmysł" - i jeden z lepszych filmów superbohaterskich - "Niezniszczalny" się zwał - film, bo facet: Shyamalan). Skojarzenie, owszem, oczywiste, ale wstrzymałem się z artykułowaniem go, bo o tylu SF-kiczach już gadałem, że chciałem sobie tym razem darować ;). Choć, prawda, były te "Znaki" tak głupie, że aż zabawne na swój sposób. Pamiętacie jak te ufoki - humanoidalne obowiązkowo, i jak noc brzydkie - chciały ziemniaków pokonać w walce wręcz, by infrastruktury nie uszkodzić (strategia taka)? Żeby chociaż jakie kung fu znały... ;D

A co do sprzętu nadesłanego, to jeszcze jedno skojarzonko mam, bardziej ontopiczne:

"Uczony biegiem przynosi skądś Protezę Psychiczną i nakłada ją Chybkowi na głowę. Jest to rodzaj hełmu z cewką, lampkami i kablem, który Uczony włącza do ściennego kontaktu, a teraz manipuluje przy Protezie.
Tarantoga: Co to jest?
Uczony I: Props. Zaraz dostroimy!"

"Wyprawa..."

@ maziek

Dlatego właśnie ludzkie postrzeganie inteligencji jest tak fałszywe, że wystarczy mędrca ujrzeć jak jest zaśliniony i będziemy go raczej uważać za głupka niż mędrca.

Swoją drogą znamienne jak się te wektory odwróciły... Kiedyś niedomyty pustelnik, czy zaśliniony jurodiwy, wypadali w roli mędrca bardziej wiarygodnie, a starców - o ile nie wyganiano ich z domu na żebry, albo nie dobijano cichcem dla spadku - otaczano ostentacyjnym szacunkiem, niezależnie od ich stanu. Teraz mędrzec najlepiej jak się będzie prezentował, jakby go młody Goldblum grał, a ciuchy powinien mieć od modnego krawca.
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Kwiecień 27, 2017, 12:58:40 pm
Motto wątku?
Jeżeli chodzi o prognozy, to myślałem sobie, żeby - ponieważ przeważnie nie pamiętam tego, co bardzo dawno temu napisałem - ewentualnie w Internecie ogłosić, że oferuję poważniejszą kwotę (oczywiście w dolarach) za listę moich przepowiedni trafnych i nietrafnych. Ale zrealizowania tego raczej się nie doczekam - to jest cholerna robota, trzeba by było przekopywać się przez cały skarbiec naukowych i na wpół naukowych czasopism. (...)
Umiarkowany pesymista optymistyczny
GW Kraków nr 136, wydanie z dnia 12/06/2000KULTURA, str. 9
STANISŁAW LEM W KLUBIE "38"
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 19, 2017, 07:13:38 pm
Idąc tropem pewnego "enter" skojarzenia, dowiedziałem się, że Lem wymyślił, uwagA - pierestrojkę!
No, może nie wymyślił, ale przyłożył się.  :)
Jakże przyjemnie siedząc dziś w Moskwie pisać swobodnie, bez myśli o cenzurze, te uwagi o Lemie – i gratulować mu z całej duszy. Na koniec zaś wyznać, że pieriestrojka i wszystko co po niej nastąpiło, jest dziełem jego czytelników. Gdyby zabrakło Lema, nic by się nie wydarzyło, bo komu przyszłoby do głowy, że TO jest możliwe?
http://www.tygodnik.com.pl/apokryf/17/czudakowa.html (http://www.tygodnik.com.pl/apokryf/17/czudakowa.html)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 19, 2017, 09:56:08 pm
Hehe... Wojtek Orliński opowiadał przy jakiejś okazji szerszej publiczności o tym, jak to niby któryś aparatczyk (Wilhelmi?) tłumaczył Lemowi, że komusza władza zostawiła go we (względnym) spokoju, bo jego antyustrojowe zakamuflowane uwagi zrozumiałe są - w przeciwieństwie do napisów na płocie - dla mało kogo. Wygląda na to, że - zdaniem Czudakowej - ów towarzysz Mistrza grubo nie docenił  8). (O ile anegdota W.O. prawdziwa.)

Utwory Lema w roli kadmowych nauszników na uranowe uszy...? Hmm...
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 19, 2017, 08:36:33 pm
Teksty sprzed ponad roku, ale właśnie się na nie napatoczyłem:
http://www.independent.co.uk/life-style/gadgets-and-tech/news/bank-of-america-the-matrix-50-per-cent-virtual-reality-elon-musk-nick-bostrom-a7287471.html
http://next.gazeta.pl/next/7,151243,20695564,ten-wielki-bank-ostrzega-klientow-byc-moze-wszyscy-zyjemy-w.html

Jak już bankierowie bogaci obstawiają, że na 20 do 50% siedzimy w corcoranowych skrzyniach, to musi coś w tym być ;)

A serio... Lem (pisząc pierwsze "Ze wspomnień..." ok. roku '61) zdecydowanie wyprzedził tu - przywołanego pod pierwszą linką ;) - Bostroma:
https://www.simulation-argument.com/
Aczkolwiek sam też nie był takim kompletnym prekursorem. Pomysł symulowanego świata (tyle, że nie wszechświata, a ledwo miasteczka) pojawił się w opowiadaniu "Tunel pod światem" Pohla z roku 1955, z tym, że tam znacznie mniej o filozofię, znacznie bardziej o kpinę z szaleństw marketingowców (i - przy okazji - o wczucie się w sytuację takiego symulowanego, który właśnie się dowiedział w czym tkwi) chodziło; no i - co tu kluczowe - nie było tam "rzeczywistości" istniejącej w pamięci komputera, a swoisty teatrzyk robocików-marionetek:
https://en.wikipedia.org/wiki/The_Tunnel_under_the_World
(Przy czym, zważywszy na to, że Pohla zwano czasem "amerykańskim Lemem", można rzec, że wszystko w rodzinie zostało ;).)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Styczeń 08, 2018, 07:17:19 pm
No, może jeszcze nie "Lodowce /.../. Bo klimat się ociepla" jak w "Ostatniej podróży Ijona Tichego", ale blisko, coraz bliżej:
https://www.wprost.pl/swiat/10096774/na-pustyni-spadl-snieg-utworzyly-sie-zaspy-wysokie-na-40-centymetrow.html
https://turystyka.wp.pl/pustynia-pokryla-sie-sniegiem-ludzie-przecieraja-oczy-ze-zdumienia-i-nie-moga-uwierzyc-6207126428554881a
https://www.wprost.pl/swiat/10096706/rekordowo-niskie-temperatury-w-bangladeszu-ludzie-umieraja-z-wychlodzenia.html
A przy okazji odgrzewają linkowo dwuletni tekst z podobnej parafii:
https://wp.tv/i,paradoks-globalnego-ocieplenia-powodzie-sa-symptomem-suszy,mid,1830464,cid,4051,klip.html
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 26, 2018, 10:18:57 pm
Była tu - lat temu trzy - mowa (https://forum.lem.pl/index.php?topic=384.msg58943#msg58943) o automatonach z mechanitonami i cytowałem Huberatha. Tym razem zacytuję Brzezińską (występującą jednak nie w roli wyśmienitej autorki fantasy, a historyczki/historyka/jak-tam-kto-woli):

"W 1417 roku jeden z nich, Poggio Bracciolini, niegdyś papieski sekretarz, obecnie zaś poszukiwacz rzadkich ksiąg, odkrył w niemieckim opactwie traktat Lukrecjusza O rzeczywistości, gdzie metafora machina mundi wybrzmiewa z niezwykłą urodą. Traktat Lukrecjusza zainspirował wielu znamienitych humanistów, lecz stanowił zaledwie jedno ze źródeł pobudzających stary sen o mechanicznym życiu. Czy właśnie on natchnął Leonarda da Vinci marzeniem o machinach, które będą pływały po wodzie i latały po niebie jak ptaki? Nie wiadomo. Idee rozpowszechniają się na różne sposoby, poprzez lekturę, korespondencję, rozmowę, i nie da się w pełni prześledzić rozumowania geniusza. Pewne jest jednak, że Leonardo – nieślubny syn notariusza i chłopki spod Florencji – używał analogii maszyny, a szkicując w notatnikach ludzkie ciało, upodabniał je do mechanizmu i łączył ludzkie żebra z kręgosłupem w ten sam sposób, jak wanty łączą się z masztem statku.
Mogło się zdarzyć, że matka królowej Bony, aragońska księżniczka Izabela, słyszała o przedziwnych pomysłach Leonarda, gdyż był on mistrzem ceremonii na mediolańskim dworze jej stryja Ludovica il Moro. Ale mocodawców Leonarda bez wątpienia bardziej od koncepcji filozoficznych interesowały machiny wojenne. Maszyny od zarania wieków służyły wojnie, wszak starożytne słowo machina wywodzi się od machin wojennych, powszechnie wówczas wytwarzanych, co nadaje metaforze świata jako maszyny dodatkowe odcienie znaczeniowe. Średniowiecze i renesans odziedziczyły tę fascynację, tyle że stare poczciwe trebusze zostały wyparte przez pistolety oraz artylerię, zmieniającą ludzkie ciała w miazgę. Ale oprócz broni ówcześni mechanicy tworzyli również inne urządzenia, zegary i automaty, jak na przykład słynny automat orła, trzepoczący skrzydłami i poruszający głową, który zadziwił Francuzów podczas uroczystego wjazdu Henryka Walezego do Krakowa w 1573 roku.
Stulecie wcześniej angielscy, włoscy i francuscy wierni z podobnym zachwytem spoglądali w kościołach na wyrzeźbionych Chrystusów, którzy konając na krzyżach, poruszali głowami, mrugali, jęczeli, unosili brwi i nawet krwawili z boków dzięki skomplikowanej maszynerii ukrytej w ich wnętrzu. Na przełomie XV i XVI wieku przez Europę przetoczyła się bowiem moda na inscenizacje biblijnych scen z użyciem mechanicznych figur, które wykonywali lokalni rzemieślnicy, zazwyczaj zegarmistrzowie; skądinąd w zaraniu epoki nowożytnej to Kościół był głównym patronem mechaników. Na wieżach katedr umieszczano mechaniczne koguty, które piały i machały skrzydłami, a na organach montowano figury, połączone ze strunami instrumentu tak, by poruszały się i wydawały dźwięki, przykuwając uwagę wiernych i ubarwiając nabożeństwa. U stóp krzyża Maryja i trzy opłakujące Zbawiciela niewiasty gestykulowały z mechaniczną rozpaczą. Mechaniczne diabły wyły, wykrzywiały się i wywalały języki, a figury Szatana ruszały rogami i skrzydłami. Podczas święta Zwiastowania Filippo Brunelleschi stworzył w jednym z florenckich kościołów całe mechaniczne niebo, pełne światła i ruchomych figur. Archanioł Gabriel opuszczał się z niego ku Maryi, a poniżej otwierały się bramy piekielne, odsłaniając mechaniczne węże i smoki.
Często traktujemy te wczesne automaty jako emblematyczne figury postępu, zapowiadające nadejście nowej ery technologii, zapominając, jak mocno są osadzone w średniowiecznej tradycji ikonograficznej, obrazującej i dramatyzującej to, co święte i niepojęte. I jako część tej tradycji budziły niepokój, bo przecież figury świętych we wnętrzach kościołów Augsburga, Strasburga czy Genewy nabierały ruchu w tym samym czasie – i w tej samej uświęconej przestrzeni – kiedy rozpędzała się wielka ewangeliczna reforma zachodniego chrześcijaństwa. Dla ewangelików automaty, bełkoczące i przewracające oczami, gdy tuż obok spełniała się najgłębsza mistyczna tajemnica chrześcijaństwa, gdy chleb i wino zmieniały się w ciało i krew Chrystusa, stały się, podobnie zresztą jak organy, symbolem rzymskiego bałwochwalstwa. Protestanci potępili je i usunęli ze świątyń, tak jak wiele innych wizerunków, gdyż zamiast nabożnego zdumienia coraz częściej budziły śmiech i zgorszenie. Później wielka reforma Kościoła katolickiego wymiotła je również z wielu świątyń katolickich, acz sobór trydencki pozwolił, żeby je wykorzystywano, jeśli zostaną zaaprobowane przez biskupa. Przetrwały w ruchomych szopkach – gdzie Trzej Królowie składali pokłon, pastuszkowie przesuwali się przed oczami wiernych z gromadką nieodłącznych zwierząt, a Święty Józef kołysał kolebką, w której spoczywało Dzieciątko – i w rękach zakonów stały się cenionym narzędziem ewangelizacji."


"Córki Wawelu"

ps. Oczywiście z Lemem mi się to zapętliło, bo wyobraziłem sobie odległe, SFowe,  potomstwo tego, co stworzył Brunelleschi*, czyli - mówiąc "Summą..." - metafizyczne przedłużenie jednego ze zbudowanych przezeń światów, stworzone przez Trurla identyczną techniką co symulator państwowości, który kiedyś skonstruował dla Eksyliusza.

* Ciekawa postać, nawiasem:
https://en.wikipedia.org/wiki/Filippo_Brunelleschi
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Sierpień 25, 2018, 03:42:09 pm
...wiadomo...Golema:

Ważnym etapem w życiu każdego człowieka jest liceum i lektury pochłaniane w tym czasie. Mnie zajmował wtedy m.in. Lem, który opisał wiele różnych rzeczy lata przed futurologami. Jedną z nich jest decentralizacja posunięta do ekstremum. Jego Niezwyciężony, kosmiczny krążownik, będący najpotężniejszą jednostką, został pokonany przez rój małych blaszek, które nie myślały, ale robiły jedyną rzecz, jaką potrafiły — rozmnażały się. Później były w stanie łączyć się w potężny rój, który mógł zrobić bardzo wiele. I to jest de facto koncepcja decentralizacji — mówi Julian Zawistowski. Zaszczepione przez lekturę zainteresowanie ewoluowało w stronę praktyki.
(...)
— Golem jest systemem zdecentralizowanym, my go nie kontrolujemy. Tworzymy oprogramowanie, wypuszczamy aktualizacje i kolejne jego wersje, ale to użytkownicy podejmują decyzję o wejściu do sieci. To oprogramowanie otwarte, które będzie tak długo działać, jak ludzie będą chcieli go używać — mówi biznesmen.

https://www.pb.pl/zawistowskiego-zaufanie-do-decentralizacji-938033 (https://www.pb.pl/zawistowskiego-zaufanie-do-decentralizacji-938033)
O projekcie Golem:
Celem projektu jest stworzenie dostępnego dla wszystkich, rozproszonego superkomputera open source. Rozwiązanie to zostało metaforycznie określone jako „superkomputer do wypożyczenia”. Ma ono na celu zmniejszenie kosztów badań naukowych, analiz ogromnej ilości danych, renderowania grafiki i filmów, rozwijania sztucznej inteligencji, kopania kryptowalut itp., a więc procesów, które wymagają dużych nakładów mocy obliczeniowej.
https://www.fxmag.pl/artykul/cena-tokenow-golema-dynamicznie-rosnie (https://www.fxmag.pl/artykul/cena-tokenow-golema-dynamicznie-rosnie)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Sierpień 25, 2018, 05:42:38 pm
...wiadomo...Golema:

Lustrzak był pierwszy z tym niusem:
http://forum.lem.pl/index.php?topic=148.msg70984#msg70984
::)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Październik 10, 2018, 10:38:06 pm
Taki tam drobiazg, nowe - mające konkurować z ESP - moduły na rynek wchodzą:
https://forbot.pl/blog/air602-nowa-bardzo-tania-alternatywa-dla-esp-id28562
...ale... pewien komentator z Wykopu słusznie (z wykopem? ;) ) zauważył:
https://www.wykop.pl/wpis/35815595/pojawil-sie-kolejny-uklad-ktorego-producent-ma-nad/
... że tym samym realizuje się wizja z "Bajek...":

"Królestwo jego roiło się od maszyn myślących, bo Poleander rozmieszczał je wszędzie, gdzie tylko mógł; nie to, że w obserwatoriach astronomicznych lub w szkołach, ale w kamienie na drogach móżdżki kazał wprawiać elektryczne, które wielkim głosem przechodnia ostrzegały, aby się nie potknął; także w słupy, w mury, w drzewa, aby wszędzie dało się drogi dopytać"

"Bajka o maszynie cyfrowej, co ze smokiem walczyła"
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Grudzień 13, 2018, 06:38:45 pm
"Podróż jedenasta" jak nic ;):
https://bezprawnik.pl/nowoczesny-rosyjski-robot-czlowiekiem/
(Choć technicznie trudno powiedzieć, że Lem to wymyślił, bo przecież już Kempelen...)
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Styczeń 16, 2019, 02:47:34 am
Mamy materiał na Erga Samowzbudnika!
http://www.scienceinsanity.com/2019/01/scientists-have-created-programmable.html

I to - jak widzę - już od pewnego czasu:
https://phys.org/news/2017-10-liquid-metal-soft-robotics-closer.html
http://dx.doi.org/10.1145/3132272.3134132
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Maj 01, 2019, 09:34:33 am
Ktoś z Interii przeglądał niniejszy wątek? ;)
https://opracowania.pl/artykul/piec-wynalazkow-ktore-przewidzial-stanislaw-lem,aid,13
Tytuł: Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
Wiadomość wysłana przez: Q w Maj 09, 2019, 09:44:14 am
Jeden pan twierdzi w "TP", że Lem wymyślił ketaminę (https://pl.wikipedia.org/wiki/Ketamina) w szpreju (która ledwo co do obrotu w USA trafiła) ;):
https://www.tygodnikpowszechny.pl/sprej-na-depresje-158684