„Liczne a bolesne rozczarowania i upokorzenia Stanisława W. z powodu [nomen omen] niefortunnego się zakochania.”
Niefortunne zakochanie jest tu chyba kluczem, bo jednak nie jest tak - choć w tych kategoriach się rzecz często interpretuje, że
arystokracja traktuje go generalnie jako kogoś o statusie trochę powyżej lokaja czy stangreta.
Nie cała arystokracja bowiem (są tam przecież osoby szczerze go lubiące, jak prezesowa Zasławska, a nawet więcej - jak Wąsowska, zresztą kuzynka Izabeli, czy traktujące instrumentalnie, ale jednak z sympatią - jak książę, czy nawet stary Łęcki). Zasadniczo margines tej arystokracji, typu Starskiego i baronowej Krzeszowskiej, a także samej Izabeli (ktorą ostatecznie można zrozumieć, mimo jej oczywistych wad, bo 1. w sumie jest aseksualna - autor wszak sam określił, że
"jest fizjologicznie kobietą zimną", 2. ładowana w małżeństwo z rozsądku). No ale to Stasiowi W. wystarcza do załamania się.
wywiad z Markiem Kondratem, który dla roli Rzeckiego złamał dane sobie samemu przyrzeczenie, że nie będzie już grał w filmach.
Gdy o tym filmie mowa... Wizualnie jest wystawny jak "Lampart" czy "Wiek niewinności", sądząc z
trailerów, ale pojawiają się głosy, że nudny. I nie zdziwi mnie, jeśli się to potwierdzi, bo są te jego zwiastuny - mimo swej urody - jakieś takie bez wyrazu, z "Quo vadis" Kawalerowicza nieuchwytnie się kojarzą...
ps. Wracając do Netflixa... Jest jeszcze coś, co można im pochwalić:
https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,53662,29964606,lekarka-z-netfliksowskiej-lalki-istniala-naprawde-wykonala.html