Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Lieber Augustin

Strony: [1] 2 3 ... 63
1
Hyde Park / Odp: Kwiz
« dnia: Maj 29, 2020, 10:15:20 pm »
Cytuj
Jaki jest czas teraźniejszy dla pierwszej osoby liczby pojedynczej od czasownika wychynąć? W przeszłości wychynąłem, w przyszłości wychynę, a co robię teraz?
...bierzemy za wzór najbliższe prawdy słówko „wychylać” i lecimy z koksem:
ja wychynam
ty wychynasz
on,ona, ono wychyna
my wychynamy
wy wychynacie
oni,one wychynają

 ;D ;D
http://musierowicz.com.pl/mm/?p=4582

Cytuj
następny kwiz: ile jest przedrostków pasujących do słowa "pieprzyć"?
Repetitio est mater studiorum ;)
https://forum.lem.pl/index.php?topic=1583.msg76451#msg76451

2
Hyde Park / Odp: Kwiz
« dnia: Maj 29, 2020, 09:26:45 am »
I co z tego, proszę Pana, że takiego słowa nie ma?
Weźmy np. czasownik "przepraszać". Na mój rozum, osobne słowo "praszać" też chyba nie istnieje, tym niemniej "prze" - niewątpliwy przedrostek.

Wiarygodna i miarodajna strona podaje synonimy do "wychynąć": wychylić się, wysunąć się, wyłonić się, wynurzyć się
https://www.synonimy.pl/synonim/wychynąć/
Czy i w tych wyrazach "wy-" to nie przedrostek?

3
Hyde Park / Odp: Kwiz
« dnia: Maj 28, 2020, 08:23:22 pm »
Cytuj
Wychynąć.
Pan pisał: "bez przedrostków".
https://forum.lem.pl/index.php?topic=1609.msg81646#msg81646
Czy „wy-” to przypadkiem nie przedrostek?

4
Hyde Park / Odp: Poradnia językowa
« dnia: Maj 27, 2020, 10:45:30 pm »
Cytuj
Mogę przenieść... Jutro ;) .
Postąpisz tak, jak uważasz za słuszne, maźku. Założycielowi wątku offtop nie przeszkadza :)
Cytuj
To dintojra a nie kampania.
O żesz :(
Głos wołającego na puszczy: może - pro bono publico - Szanowni Państwo wreszcie podalibyście jeden drugiemu ręcę i zaprzestalibyście kłótni, a?..
 :-X

5
Hyde Park / Odp: Poradnia językowa
« dnia: Maj 27, 2020, 02:16:07 pm »
Ale dlaczego bierzesz t=0 i S=0. Ciało porusza się ruchem jednostajnym od A do B w czasie t. Dzielimy A_B na t i wychodzi nam V. To znaczy, że cały czas od A do B prędkość była V. Cały czas - więc w każdej chwili, więc w każdym punkcie.
Innymi słowy, proponujesz przejść od prędkości chwilowej do średniej:
http://www.fizykon.org/kinematyka/predkosc_chwilowa.htm
Hm. Bo ja wiem? Wtedy, zdaje się, masz słusznego...

Chociaż, nie jestem pewien, czy potocznie rozumiane wyrażenie „w każdej chwili” jest stosowne, gdy sprawa dotyczy zjawisk fizycznych. Dajmy na to, czy zdanie „aktywność jednego grama uranu-235 w każdej chwili wynosi 80 kBq” jest poprawne z punktu widzenia fizyki? Z jednej strony niby tak, bo rozpad uranu zachodzi mniej więcej jednostajnie, wskazówka radiometru w każdej chwili pokazuje tę samą wielkość, podobnie jak wskazówka prędkościomierza w podanym przez Ciebie przykładzie z samochodem.
Z drugiej zaś strony, 80 kBq to nic innego, jak 80000 rozpadów na sekundę, i w przedziale czasu powiedzmy 1 μs z wysokim prawdopodobieństwem nie zajdzie ani jednego rozszczepienia jądra. Czy i w tej chwili uran rozpada się z prędkością 80 kBq?

Cytuj
Czy może jednak istnieje nieuchwytna różnica między pierwszym a drugim zerem?
Mnie się zdaje, że nie istnieje, to znaczy wg mnie równie dobrze mógłbyś pytać, czy jest różnica między jedynkami w równaniu 1=1. Tak mi się zdaje. Natomiast ja tego nie ogarniam. Czy można dzielić przez alef zero? Alef zero to "zwykła" liczba, przez którą można dzielić inną "zwykłą liczbę"? To za wysokie progi na mnie :( .
No, może należy wziąć słowo „zero” w cudzysłów. Bo, jak mi się wydaje, chodzi nie o prawdziwych zerach, tylko o coś w rodzaju nieskończenie małych różnych rzędów.
https://zasoby1.open.agh.edu.pl/dydaktyka/matematyka/a_matem_1_rok/funkcje/repetyt/node45.html

Ja też tego nie ogarniam, maźku. A kto ogarnia? Ot, biedny Cantor spróbował objąć rozumem bezdenność – wiadomo czym ta próba się skończyła.
Może lepiej w ogóle porzucić ten temat nieskończoności? Ze względu na myśl starego mądrego Nietzschego: „jeśli długo patrzysz w otchłań, otchłań zaczyna patrzeć w ciebie” :-\

Cytuj
No rozumiem, ale czyniąc z kwadratu koło (za pomocą układania sznurka) to jeśli długość tego sznurka traktować że = 1 to cuda się dzieją z promieniem, o którym w zasadzie nie musisz pamiętać. To mnie jakoś nie uderza.
Słusznie, niech mnie kule biją :)
Nie przyszło mi to do głowy ::)

Cytuj
No pewno, z powodu języka to najwyżej powiesić się można ;) :) .
;D ;D ;D


ps. Moim zdaniem, niniejsza dyskusja pasuje do Poradni jak pięść do nosa. I to właśnie ja, notoryczny offtopiarz, ponoszę za to winę. Może zatem warto byłoby przenieść ją gdzie indziej? Jak sądzisz? W ramach kampanii „offtopiarzom mówimy nie”? :)

6
Hyde Park / Odp: Poradnia językowa
« dnia: Maj 26, 2020, 09:00:39 am »
Co do próby policzenia prędkości w punkcie (na bazie punktu) to się tego oczywiście nie da zrobić, ale dlaczego nie można podać prędkości w chwili, kiedy mija się jakiś punkt (lub prędkości w określonej chwili)?
Zdaje się, z tego samego powodu, z jakiego nie da się policzyć prędkości w punkcie. O ile rozumiem, w chwili, w momencie ∆t=0 nie „mija się” punkt, tylko „znajduje się” w punkcie. Czyli przebyty odcinek drogi ∆S=v*∆t=0, v=0/0, pojęcie prędkości w zerowym przedziale czasu traci sens.

Cytuj
Znana to rzecz, że ułamek okresowy 0,9(9) jest równy dokładnie 1. Jeśli więc różnica pomiędzy starym a nowym punktem będzie jak różnica między 1 a 0,9(9) - to faktycznie nic się nie zmieni, bo to różny zapis tej samej liczby. Tak głośno myśląc.
Coś w tym rodzaju. Hm, podoba mi się Twoje rozumowanie :)
Rzeczywiście, zdrowy rozsądek podpowiada, że 1/∞=0
Wszystko oki, mam tylko jedno zastrzeżenie: 1/C gotyckie=0, i tak samo 1/alef zero=0.
Czy z tego wynika, że moc, liczba kardynalna zbioru przeliczalnego N niczym nie różni się od mocy continuum? Czy może jednak istnieje nieuchwytna różnica między pierwszym a drugim zerem?

Cytuj
Dlaczego Cię dziwi?
Ze względu na kwadraturę koła i przestępność liczby pi. Z jednej strony, obwód kwadratu zasadniczo nie może równać się obwodu koła. Z drugiej zaś – oto sznurek, i długość jego z matematycznego punktu widzenia jest ta sama dla obojga figur.

Cytuj
Colt .44 Navy jest kapiszonowy w tym sensie, że jest to broń odprzodowo ładowana na amunicję rozdzielną (czarny proch i ołowiana kulka) z zamkiem kapiszonowym...
Tego nie wiedziałem. Dzięki za wyjaśnienie, maźku :)
Drobna uwaga na marginesie: owszem, jest sporo powodów, żeby wpakować sobie kulę w łeb, ale słaba znajomość języka to chyba ostatni z nich... :-\ :D

7
Hyde Park / Odp: Poradnia językowa
« dnia: Maj 25, 2020, 05:20:30 pm »
A pojecie prędkości w chwili t - ma sens, czy nie?
Hm... mam być konsekwentnym, dlatego odpowiem: nie. Matematycznie - nie. Bo czym w istocie różnią się punkty osi odciętych t od takowych osi rzędnych S?

Cytuj
Jak z zero (niżej masz oczywiście rację) - zerowymiarowych punktów, pozbawionych pola powierzchni utworzyć "membranę", przez którą na przykład nie mogłyby przeciekać zerowymiarowe cząsteczki wody?
O właśnie!
Cytuj
Primo "dążący do zera" to nie jest konkretna wartość, więc jak to określić, czy złotówka, czy hrywna? Drugie primo - to wymaga dalszego definiowania, że ma przejść "całą szerokością", a nie tylko "zahaczyć". Przejście "całą szerokością" nie wymaga niczego innego, jak sprawdzenia, czy dwie tradycyjne proste nie przechodzą przez cztery tradycyjne punkty, leżące na końcach tradycyjnych odcinków, prostopadłych do sprawdzanej prostej, a leżacych w całości wewnątrz "nowych" punktów.
No nie wiem. Wszak punkt – to punkt, i jako taki chyba nie może posiadać czegoś takiego jak „centrum”, „peryferie”, „krawędź” etc. Ponadto nie jestem pewien, że „nowy” punkt jest „większy” od „klasycznego”, i że ten ostatni może mieścić się „wewnątrz” owego „punctum novum”. Przecież jest nieskończenie bliski zera. Z naciskiem na słowo „nieskończenie”...

Nie wykluczono, że usilując „modyfikować” definicję punktu, po prostu wyważam otwarte drzwi. Co w tym w istocie nowego? Że odcinek o długości l jest nieskończonym zbiorem punktów? To prawda stara jak świat. Że wobec tego, formalna „długość punktu” to l/nieskończoność? Najzwyklejsza w świecie arytmetyka.
I to jaka nieskończoność! Nie jakaś tam nędzna alef zero, tylko prawdziwe, zacne continuum :)

Wynik dzielenia sprawdza się za pomocą mnożenia. Czy da się z takich quasi-zerowych punktów złożyć odcinek o niezerowej długości l ?
(l/C gotyckie)*C gotyckie=l
Uff, zgadza się :)

Cytuj
co prawda z cała pewnością sznurek jako nierozciągliwy ma jednoznacznie określoną długość l, choć pomiary wskazują coś koło l.
Notabene, co mnie szczególnie dziwi, to to, że owa jednoznacznie określona długość l pozostaje dokładnie ta sama, niezależnie od tego, czy ułożyć sznurek w formie kwadratu, czy zwinąć w kręg ;)

Cytuj
LA, chciałem powiedzieć, że chylę czoło. Gdybym miał ten dialog poprowadzić po rosyjsku (nawet nie po ukraińsku) - pierwej zakupiłbym legalnie rewolwer kapiszonowy, replikę .44 Navy (kaliber daje niejaka pewność skutku) - i palnął sobie w podniebienie ;) .
Dziękuję, maźku. Doceniam pochwałę, doprawdy miło mi było to przeczytać :)
Cóż, parę lat temu, na początku, gdy mozolnie usiłowałem wyrazić swoją myśl po polsku, niejeden raz nawiedziała mnie myśl o rewolwerze prawdziwym, nie kapiszonowym :D

8
Hyde Park / Odp: Poradnia językowa
« dnia: Maj 24, 2020, 04:52:13 pm »
Zakładając euklidesowość przestrzeni i brak jej ziarnistości (kwantowości) ciało, czy jego wyróżniony, rozpatrywany punkt jeśli porusza się jednostajnie (i ruchem ciągłym, nie dyskretnym), to przez cały czas ma wyżej wymienioną prędkość, liczoną dla całego odcinka. Cały czas, a więc w każdym punkcie odcinka. Gdzie tu sprzeczność?
Zdaje się, w słowach „prędkość w każdym punkcie odcinka”. Jeśli obstawać za klasycznym ujęciem punktu jako miejsca absolutnie bezwymiarowego, pojęcie „przędkości w punkcie” traci sens, gdyż wyraża się niepoprawnym, niedopuszczalnym wzorem S/t=0/0.
No, być może „sprzeczność” to zbyt mocno powiedziano. Drobna nieścisłość :)
Natomiast, gdyby przyjąć definicję punktu jako miejsca nieskończenie małego, wszystko oki, prędkość w punkcie to po prostu pochodna drogi po czasie w tym punkcie.

Cytuj
W ogóle definicja pochodnej zawiera zastrzeżenie, że funkcja musi być ciągła. W innym wypadku (np. próbkowania co jakiś interwał i bez numerycznego dopasowania funkcji) - nie możesz policzyć przecież pochodnej, ewentualnie możesz podać średnią w interwałach względnie próbować ją dopasowywać "bez załamań".
Ol rajt, zgadza się, ale niezupełnie zrozumiałem, co tu ma do rzeczy Twoje zastrzeżenie nt. ciągłości. Jeśli chodzi o ruch ciała posiadającego masę, funkcja S(t) jest zawsze ciągła. Ze względu na bezwładność masy, zarówno położenie ciała (współrzędna), jak i prędkość (pochodna) oraz przyspieszenie (druga pochodna) nie mogą zmienić się momentalnie, „skokowo”. Zatem o nieciągłości obojga typów (skok i luka) chyba nie ma mowy... :-\

Cytuj
Mnie się zdaje, że prosta, to prosta, a punkt, to punkt.
Jak najbardziej masz rację, maźku:
W niektórych ujęciach, w tym w klasycznej geometrii euklidesowej, prosta jest tzw. pojęciem pierwotnym, niedefiniowanym formalnie w obrębie danej teorii.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Prosta
Cytuj
A dlaczego uważasz, że "składa się", a nie że na prostej "można wyróżnić" nieskończenie wiele punktów? Czy prosta składa się z punktów?
Za przeproszeniem, a czy „składa się” z punktów i „jest zbiorem” punktów – to jedno i to samo?
Bo na moje cudzoziemskie ucho – tak :)
A jeśli tak, oto druga definicja linii prostej:
Można ją jednak interpretować za pomocą pojęć wykraczających poza geometrię, np. jako zbiór punktów o współrzędnych spełniających pewne równanie.
(tamże, pogrubienie ode mnie - LA)

Cytuj
Czy pole powierzchni składa się per analogiam z odcinków (obiekt trójwymiarowy z dwuwymiarowego), a tym bardziej z punktów (trójwymiarowy z jednowymiarowego, w konsekwencji, że dwuwymiarowy z jednowymiarowego)?
A właśnie dlaczego nie? Mniemam, że dokładnie tak, i płaszczyzna, i przestrzeń są zbiorami punktów, bo czegoż jeszcze?
Marginesikiem, zawsze myślałem, iż pole powierzchni, i w ogóle płaszczyzna to obiekt dwuwymiarowy. Odcinek, prosta – jednowymiarowy, natomiast punkt – bezwymiarowy. Myliłem się?

Cytuj
Dajmy na to nagle przez dwa punkty będzie przechodziło nieskończenie wiele nietożsamych prostych (proste będą miały niezerową szerokość)
Niezupełnie rozumiem dlaczego. Nawet jeśli punkt jest wielkości złotówki, i prosta ma dokładnie taką samą szerokość, ile prostych da się przeprowadzić przez dwa punkty? Na mój rozumek, jedną.

Cytuj
Poza tym co to znaczy "dążący do zera"? Czy to jest jakiś konkretny wymiar, który sie do czegokolwiek nadaje? W skali kilometrów to będą milimetry, a w skali parseków kilometry. Jak z tym żyć?
Hm. Primo, pojęcie „dążący do zera” należy do zakresu matematyki, a matma nie zna jednostek miary, takich jak milimetry czy parseki. To raczej dziedzina fizyki.
Drugie primo, wielkość, dajmy na to, rzędu kilometrów w skali parseków to bynajmniej nie wielkość „dążąca do zera”, tylko „zaniedbywalnie mała w porównaniu...”

9
Hyde Park / Odp: Poradnia językowa
« dnia: Maj 23, 2020, 03:32:47 pm »
Sam fakt, że w punkcie prędkość ma konkretną wartość nie jest ani logicznie, ani fizycznie błędny. Jeśli obiekt porusza się ruchem jednostajnym od A do B, to po drodze w każdym punkcie ma prędkość A_B/t.
W każdym punkcie? Cóż, nie widzę przeciwwskazań, jak mawiał pan naczelnik więzienia Twardijewicz :)
A Ty czasem nie przeczysz samemu sobie, maźku? Sam przecież pisałeś:
Cytuj
To prowadzi do wniosku, że nie da się określić prędkości względem samych punktów (geometrycznie pojmowanych).
Cytuj
Dla odcinków i prędkości określonej jako droga/czas paradoks natychmiast znika. To w zasadzie (tak mi zaświtało) można wskazać jako podstawowe błędne założenie (i powód "paradoksów") i Zenona, i Russela. Skoro operujecie pojęciem prędkości - to jak ją definiujecie za pomocą swoich punktów (samych, bez odległości między nimi)? Co znaczy "prędkość" w waszych paradoksach?
Podobno sam podałeś odpowiedź na postawione przez Ciebie pytania. Prędkość Zenona i Russella to prędkość chwilowa w punkcie, nie?

W geometrii (bez fizyki) pojęcie odległości nie to że istnieje, co jest w ogóle kluczowe. Już aksjomaty Euklidesa ją zawierają.
Miałem przeczucie, że właśnie taka będzie Twoja odpowiedź :)
Owszem, „punkt”, „prosta”, „płaszczyzna”, „przestrzeń” to pojęcia pierwotne geometrii. Nie mam zamiaru impertynencko poddawać w wątpliwość sancta sanctorum:
W rozumieniu geometrycznym punkt jest obiektem bezwymiarowym... Dla Euklidesa punkt jest „miejscem” bez wymiarów, co oddał w swoich postulatach czy twierdzeniach, np. „dwie proste przecinają się w punkcie...”, „z punktu można zakreślić okrąg...”.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Punkt_(geometria)

Tym niemniej widzę pewną logiczną sprzeczność. A mianowicie: w jaki sposób rozciągły obiekt geometryczny, np. odcinek prostej, co posiada określoną długość, może składać się z „ustawionych w szereg” punktów, czyli obiektów bezwymiarowych? I nic tu, moim zdaniem, nie zmienia fakt, że zbiór, szereg takich punktów jest nieskończony, o mocy continuum. Zero - jeśli chodzi o prawdziwe zero - pomnożone przez cokolwiek, nawet przez cantorową liczbę kardynalną „gotyckie C”, nadal pozostaje zerem.
To poniekąd łączy się z tym co napisałeś:
Cytuj
Jeśli czas ten wynosi zero, to na pokonanie większej liczby punktów trzeba zero więcej czasu.
Dokładnie tak. Od siebie dodam – na pokonanie nieskończenie większej liczby punktów.

Inna sprawa, jeśli nieco zmienić definicję pojęcia „punkt”. Czyli pod „punktem” rozumieć nie obiekt dokładnie, absolutnie bezwymiarowy, lecz nieskończenie dążący do "bezwymiarowości", do zera. W bardzo dużym uproszczeniu: punkt geometryczny to odwrotność continuum, "długość punktu"=1/gotyckie C.
Dopiero wtedy imho, pojęcie odległości między punktami, "długości odcinka" – a zarazem notabene pojęcia pola i objętości - nabiera sensu. Można określić ją jako sumę nieskończenie wielu, nieskończenie małych. Coś w rodzaju nieoznaczoności typu 0*∞, która może przybierać dowolną wartość, tak skończoną, jak i nieskończoną.

10
Hyde Park / Odp: Poradnia językowa
« dnia: Maj 21, 2020, 10:19:22 pm »
Jaki czas Achilles przebywa w danym punkcie? O ile w ogóle się porusza - czas ten wynosi dokładnie zero. Jeśli czas ten wynosi zero, to na pokonanie większej liczby punktów trzeba zero więcej czasu. To prowadzi do wniosku, że nie da się określić prędkości względem samych punktów (geometrycznie pojmowanych). Pojęcie prędkości nie istnieje bez odcinka (drogi).
Rzeczywiście, formalnie rzecz biorąc, "prędkość w punkcie" nie ma sensu fizycznego, gdyż stosunek zerowego odcinku do zerowego czasu 0/0=??? (dowolna liczba).
Hm... Z drugiej strony, istnieje pojęcie przędkości chwilowej jako pochodnej drogi po czasie, czyli prędkośći wyznaczanej w nieskończenie krótkim, dążącym do zera przedziale czasu i, odpowiednio, odcinku drogi:
v=lim(∆t–>0)∆S/∆t=dS/dt
Zdaje się, gdzieś tu leży pies pogrzebany. Bo czym w istocie różni się  nieskończenie (!) bliski zeru odcinek "dS" od punktu geometrycznego?

Cytuj
Musisz więc jeszcze mieć odległości między tymi punktami. Jak już wprowadzisz odległości pomiędzy punktami, to masz odcinki.
A więc kluczowym jest pojęcie odcinku. Cóż, trudno się z Tobą nie zgodzić. Z tego wynika, że błędnym jest założenie paradoksu, iż w każdym momencie czasu „Achilles jest w dokładnie jednym miejscu”.
Łatwo powiedzieć – „wprowadzić odłegłości między punktami”. A jak wprowadzić pojęcie odcinku, i w ogóle długości, nie uciekając do fizyki? Z punktu widzenia matematyki, odcinek składa się z punktów, każdy z których z definicji ma dokładnie zerowe rozmiary. A przecież suma nieskończonej ilości zer wynosi zero...
Natomiast np. kwantówka wyjaśnia paradoks w sposób naturalny: o ile Natura nie zna punktów, tylko odcinki, kwanty długości, o tyle nabiera sensu pojęcie prędkości i ruchu w ogóle...

11
Hyde Park / Odp: Poradnia językowa
« dnia: Maj 19, 2020, 10:50:23 pm »
Myślę, że w tym wypadku chodzi wprost o błędny "lemat" Zenona - mianowicie, że pokonanie "szerokości" punktu wymaga niezerowego czasu. To w zasadzie kładzie sprawę, gdyż z tego "lematu" a równocześnie założenia podzielności odcinka na nieskończenie wiele części wysnuł wniosek, że pokonanie drogi od A do B wymaga przejścia nieskończenie wielu odcinków, z których jednakże każdy wymaga niezerowego czasu.
OK, z Zenonem w porządku, przekonałeś mnie :)
A co z Bertrandem?
Autor linkowanego przez Q artykułu pisze:
Spróbujemy natomiast zastanowić się nad inną wersją powyższego paradoksu, podaną przez Bertranda Russela. Sytuacja jest taka sama - znowu żółw dostaje fory. Ale tym razem powód, dla którego zwierzę jest niedoścignione, okazuje się inny. Załóżmy, że w każdym momencie Achilles, podobnie jak żółw, jest w dokładnie jednym miejscu. Żeby prześcignąć żółwia, musi być w większej liczbie miejsc niż żółw (bo zwierzak był o ileś miejsc w przodzie). Z drugiej strony na każde przebyte miejsce trzeba poświęcić jeden moment (w danym momencie jest dokładnie w jednym miejscu). A przecież momentów na ich pokonanie ma tyle samo, czyli nie uda mu się dogonić żółwia!

Dalej autor ucieka do teorii nieskończoności i dowodzi, że „na odcinku dłuższym jest tyleż punktów ("miejsc"), co na krótszym”, tym samym paradoks Russella podobno zostaje rozstrzygnięty.
Ale, jeśli założyć istnienie „kwantu długości”, na krótszym odcinku rzeczywiście jest mniej „miejsc” niż na długim. Ergo argument autora traci siłę, paradoks nadal nie jest obalony. Hm... :-\

Cytuj
Czy długość Plancka to jest "kwant długości" (rzeczywista ziarnistość przestrzeni) - czy tylko długość, której zmierzenie wymaga "oświetlenia" cząstką o energii równoważnej tej wystarczającej do zamknięcia się tejże cząstki w horyzoncie zdarzeń (zapadnięcia się w czarną dziurę)? Czy jest to fakt realny (ten kwant), czy tylko granica stosowalności mechaniki kwantowej jaką znamy, poniżej której prawa te załamują się i nie mogą byś stosowane?
Trudne pytanie. Diabli wiedzą... istnieją dane, które przemawiają za tym drugim założeniem. Co Ty myślisz o poniższym?
W połowie XX wieku hipoteza kwantyzacji czasoprzestrzeni w ramach prób łączenia mechaniki kwantowej z ogólną teorią względności doprowadziła do założenia, że istnieją komórki, „ziarna” czasoprzestrzeni o minimalnie możliwej długości równej długości fundamentalnej. Zgodnie z tą hipotezą stopień wpływu kwantyzacji przestrzeni na przepływające światło zależy od wielkości komórki. Badanie wymaga intensywnego promieniowania, które przebyło możliwie dłuższą odległość. Grupa naukowców wykorzystała dane rozbłysku gamma GRB 041219A, uzyskane za pomocą europejskiego teleskopu kosmicznego INTEGRAL. Rozbłysk gamma GRB 041219A należy do najjaśniejszych za cały okres obserwacji, a odległość do jego źródła wynosi nie mniej niż 300 milionów lat świetlnych. Obserwacja pozwoliła oszacować rozmiar komórki o kilka rzędów wielkości dokładniej niż wszystkie poprzednie eksperymenty takiego rodzaju. Analiza danych wykazała, że jeśli ziarnistość przestrzeni w ogóle istnieje, to powinna ona być rzędu 10–48 metrów albo mniej.
https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9F%D0%BB%D0%B0%D0%BD%D0%BA%D0%BE%D0%B2%D1%81%D0%BA%D0%B0%D1%8F_%D0%B4%D0%BB%D0%B8%D0%BD%D0%B0 , tłum., rzecz jasna, moje - LA :)

Cytuj
A co Ci trudniej przychodzi wyobrazić sobie: równoliczność N i parzystych czy "różne rodzaje" nieskończoności? Bo mi prawdę mówiąc "różne rodzaje" nieskończoności. Na zdrowy rozum nieskończoność to nieskończoność i jak mogą się one różnić? Poza tym przechodząc od naturalnych do rzeczywistych w zasadzie używasz dowodu (nierównoliczności tych zbiorów), który negujesz ;) .
Nie potrafię sobie wyobrazic ani jednego ani drugiego. Gdybym wyobraził, prawdopodobnie bym znalazł się u czubków, jak nieszczęsny Georg Cantor ::)

Hm. A takie, może głupie pytanie: czy kontrowersyjne rozumowanie o tym, że N/Np=2 koniecznie stoi w niepokonanej sprzeczności z faktem równoliczności zbiorów tych liczb?
Dajmy na to, w moim przykładzie nieoznaczoności lim(x–>∞) (7x2-3x+4)/(8x2+5x-9)=7/8 licznik i mianownik to nieskończoności o jednakowej mocy, czyli liczbie kardynalnej, odpowiadającej zbiorowi liczb rzeczywistych. Tym niemniej ich stosunek to liczba określona, do tegoż odmienna od jedynki. A co się zmieni, jeśli od rzeczywistego x przejść do naturalnego n? Ile się równa nieoznaczoność lim(n–>∞) (7n2-3n+4)/(8n2+5n-9) ?
Z pewną dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, że tak samo 7/8, no nie?
A ile wynosi lim(n–>∞) 2n/n ? ;)


@ S.R.
Cytuj
Skoro to jest wątek o języku, to powiem o Jego Eminencji Kardynale Kantorze.
Jenże geniusz sformułował slawną hipotezę, którą wiki streszcza tak:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Hipoteza_continuum
Czy Pan się z tą hipotezą zgadza, czy też Pan ją neguje, Mości LA?
Ani jedno, ani drugie. O ile rozumiem, tę hipotezę z zasady niepodobna potwierdzić, zresztą tak samo jak obalić:
 W 1963 roku Paul Cohen udowodnił niezależność hipotezy continuum od wspomnianych aksjomatów, co oznacza, że nie popadając w sprzeczność, można do nich dołączyć zarówno zdanie stwierdzające prawdziwość hipotezy, jak i jego zaprzeczenie.
(z linkowanego przez Pana artykułu)

12
Hyde Park / Odp: Poradnia językowa
« dnia: Maj 18, 2020, 02:03:53 pm »
Paradoks postawiony według jednego zestawu aksjomatów nie może być skutecznie obalony w innym ich zestawie...
Hm... jestem nieco odmiennego zdania, maźku. Właśnie w innym zestawie, na ogół szerszym, paradoks może być obalony. Czy nie może to być poniekąd konsekwencją twierdzenia Gödla?
Skoro w ramach danego zestawu aksjomatów powstaje paradoks, czyli wewnętrzna sprzeczność, świadczy to o niezupełności albo wręcz o błędności, niewłaściwości owego zestawu.
Jak widać, w ramach elementarnej matematyki i klasycznej fizyki paradoksu Zenona-Bertranda nie da się rozstrzygnąć.
Z punktu widzenia współczesnej fizyki, klasyczne założenie, że „skończony” odcinek, zarówno duży jak i mały, zawiera nieskończoną ilość punktów o zerowej długości, i że "umowny punkt" na czubku nosa Achillesa znajduje się po kolei w każdym z tych punktów, jest błędne. Ruch jest w pewnym sensie dyskretny. Istnieje niezerowy kwant, długość Plancka, i żeby przebyć ją, potrzebny jest przynajmniej jeden, również niezerowy kwant czasu. Na dystancji wyścigów pana Achillesa z żółwiem takich "kwantów ruchu" jest sporo, z grubsza 1036..1037, ale bynajmniej nie nieskończenie wiele.
Z punktu widzenia matematyki, należy uświadomić sobie, iż suma nieskończenie wielu nieskończenie małych może być wielkością skończoną. Czyli przejść  do innego „zestawu aksjomatów” – do wyższej matematyki, mianowicie do rachunku całkowego.

Cytuj
Dla każdej skończonej liczby masz rację, a Cantor w zasadzie powiedział tyle, że 2* nieskończoność = nieskończoność. Z tym się prawdopodobnie zgodzisz i jak byś nie myślał o tym paradoksie to przyznałbyś bez mrugnięcia okiem, że 2* nieskończoność to ta sama nieskończoność :) .
No tak, ale, z drugiej strony, skąd możemy mieć pewność, że 2*nieskończoność to ta sama nieskończonoćś, a nie nieco inna? Przecież nieskończoność, dajmy na to, liczb rzeczywistych różni się od takowej liczb naturalnych jak dzień od nocy?
Jak wiadomo, wynik mnożenia sprawdza się za pomocą dzielenia. A co jeśli podzielić tamtę drugą nieskończoność przez tę pierwszą?
Przecież istnieje taka rzecz, jak wyrażenia nieoznaczone, w tym nieoznaczoność typu ∞/∞,
https://pl.wikipedia.org/wiki/Symbol_nieoznaczony
przy czym często wynikiem dzielenia przez siebie dwóch nieskończoności jest określona liczba.
Na przykład,
lim(x–>∞) (7x2-3x+4)/(8x2+5x-9)=7/8
To można łatwo dowieść, nawet nie uciekając do reguły de l’Hospitala, wystarczy podzielić licznik i mianownik przez x2.
Czy przypadkiem z dzieleniem nieskończonych zbiorów nie tak samo?

Proszę mnie dobrze zrozumieć. Jestem daleki od myśli, że ja, kompletny laik, odkryłem coś tam nowego w matematyce. Po prostu jestem ciekaw, gdzie tkwi błąd w moim rozumowaniu? :)

Cytuj
Czy apropos herbaty na polski to będzie:
- Napijesz się może herbaty?
- Tak, pewnie że nie.
Gdzie to tak (taaak...) stoi za skrót zdania "tak, na pewno, już lecę się z tobą napić herbaty, o niczym innym nie myślę, wprost nogami przebieram" – przykładowo.
;D
„Pewnie że nie” ujdzie.
Słowo да (tak), acz formalnie jest antonimem negującego нет, w danym konkretnym przypadku jedynie dodatkowo wskazuje na wątpliwości i niezdecydowanie zagadniętej osoby.
- Napijesz się może herbaty?
- A bo ja wiem? Z jednej strony to tak, chętnie... z ciasteczkiem... a z drugiej, potem w nocy biegać do toalety, a jutro rano znowu obrzęki pod oczami... Pewnie że nie.
:D


Stanisław Remuszko...
Cytuj
...właśnie przechorowuje koroniaka
Nie jestem znawcą polskiego, dlatego pytanie: czasownik „przechorowuje” pochodzi od „przechorować” czy też od „przechorowywać”? Gdyż ten ostatni jako forma niedokonana podobno ma czas teraźniejszy... :-\

13
Hyde Park / Odp: Poradnia językowa
« dnia: Maj 17, 2020, 04:14:13 pm »
@S.R.

Cytuj
Wbrew Panu uważam, że odwołanie się do opinii biegłego to znakomity argument.
Tak, owszem – w dyskusjach, dajmy na to, teologicznych. Czyli tam, gdzie decyduje nie logika, nie ścisłe rozumowanie, nie doświadczenie, tylko opinia świętego męża, któregoś z filarów Kościoła.
Były czasy, kiedy wszyscy bez wyjątku biegli obstawali za ideą płaskiej Ziemi albo flogistonu – i co? Jaką wartość poznawczą miały odwołania się do opinii tamtych „biegłych”?

Cytuj
Na dodatek tu chodzi nie tyle o samą opinię/pogląd, co o samo istnienie człowieka o takich poglądach oraz istnienie książki z takimi poglądami . Jednego jedynego człowieka (spośród ponad siedmiu miliardów) oraz jednej jedynej książki (spośród ponad 50 x 10^9 tytułów). Google do dyspozycji.
Gdyby nie wrodzona skromność, powiedziałbym, że ktoś zawsze musi być pierwszy ;) 8)

Cytuj
pjes: polecam się Panu z moim kwizem:
https://forum.lem.pl/index.php?topic=823.msg81624#msg81624
Ale byłby wstyd, gdyby odpowiedź pierwszy znalazł nie Brat-Lech, lecz Brat-Ukrainiec!
Cytuj
[skutki pandemii]: podać bezokolicznik czasownika zawierającego litery „h” i „c”, który to czasownik nie ma czasu teraźniejszego.
Myślę, takich czasowników w aspekcie dokonanym jest sporo, np. pokochać, przechorować itp.

14
Hyde Park / Odp: Poradnia językowa
« dnia: Maj 17, 2020, 09:31:06 am »
A jak kulturalni Rosjanie nazywają Ukraińców? Jak kulturalni Ukraińcy nazywają Rosjan?
Tak, jak wypada kulturalnym ludziom. Ukraińcami. Rosjanami.

Cytuj
Nie jest równoważne. Tylko tak się Panu wydaje (instynkt, powszednia praktyka i zdrowy rozum).
Gołosłowne twierdzenie. Proszę udowodnić.

Cytuj
Ale przeciw Pana instynktowi, doświadczeniu i rozumowi - w tym aspekcie - opowiadają się wszyscy matematycy świata i wszystkie podręczniki świata.
Odwołanie się do autorytetu i opinii osób trzecich - to zły, a nawet żaden argument w dyskusji ;)

15
Hyde Park / Odp: Poradnia językowa
« dnia: Maj 16, 2020, 10:35:33 pm »
Fizycznie poprzez takie czy inne wyjaśnienie np. "granulacją" (kwantową naturą) przestrzeni rzeczywistej nie można obalić paradoksu Zenona, gdyż on jest geometryczny i idealny a nie fizyczny i realny (w fizyce, jak widać, nie istnieje).
Geometryczny? Hm.
Paradoks Zenona dotyczy takich pojęć, jak ruch, czas, prędkość. Czy geometriia w ogóle operuje kategoriami ruchu lub czasu?
Cytuj
Z tymi liczbami to mi pomaga uzmysłowienie sobie, że matematycznie pojęcie równoliczności jest ściśle zdefiniowane "jako łączenie w pary". Tak więc mówienie, że liczb naturalnych "jest tyle co" parzystych jest mówieniem potocznym (i nic nie mówiącym, bo nieskończoność to nie jest konkretna liczba) a matematycznie to właśnie łączenie w pary (przeliczalność) jest istotą rzeczy, czyli na podstawie właśnie łączenia w pary w matematyce definiuje się to, co potocznie zgrzyta Ci w uszach :)  .
No tak, równoliczność, moc zbioru itd., ale chyba można dla odmiany popatrzeć na sprawę z innej strony. Proponuję następujące rozumowanie:
Weźmy odcinek [1, 10] na osi liczbowej. Zawiera on dziesięć liczb naturalnych: 1, 2, 3,..., 10 i pięć liczb parzystych: 2, 4, 6, 8, 10. Stosunek N/Np=2.
A co z odcinkiem [1, 1000]? Tak samo, naturalnych dwa razy więcej niż parzystych.
A jeśli uogólnić rozumowanie dla dowolnego n, znaczy wziąć odcinek [1, n]? Nic się nie zmieni, na tym odcinku N/Np nadal wynosi 2.
No, a skoro równość N/Np=2 jest prawdziwa dla dowolnego n (z naciskiem na słowo „dowolny”), można założyć, ze jest prawdziwa, nawet gdy n zmierza do nieskończoności. Czy to nie jest równoważne twierdzeniu, że, ogólnie rzecz biorąc, liczb naturalnych jest dwa razy tyle co parzystych?
Gdzie ja zgrzeszyłem przeciwko logice? :)

Zdaje się, że wierzył. Szkoła eleacka wyznawała niezmienność bytu, a jego paradoksy miały tej niezmienności "dowodzić" (jak niezmienne, to się i nie rusza). Przy czym jednak da się chyba założyć, że immutabilność owa miała dotyczyć poziomu realności głębszego, niż postrzegany, a paradoksy "pokazywać" sprzeczność między obserwowanym (w ruch obserwowany wierzył więc Zenon jak najbardziej), a rzeczywistym...
Po namyśle, jestem skłonny zgodzić się z Tobą, Q :)

Cytuj
Другой смолчал и стал пред ним ходить.
= ?  8)
Dosłownie: Drugi przemilczał (nie odpowiedział) i jął (zaczął) przed nim chodzić.
Tak, rosyjski to okropnie skomplikowany język :) . Jak byś Ty przetłumaczył taki np. dialog:
- Дорогая, может, выпьешь чаю?
- Да нет, наверное…

 ;D
Cytuj
O ile dobrze zrozumiałem język rosyjski, Diogenes milcząco chodzi przed Zenonem? Wygodniej jest jednak krążyć.
Dobrze zrozumiałeś, ale dlaczego wygodniej jest krążyć, niż spacerować tam i z powrotem? :-\
Cytuj
Tymczasem rzecz miała się trochę inaczej i słowo "legendarna" jest jak najbardziej na miejscu (czyli stoi!  :) ) Gdybyż jednak  było inaczej, wszystkie paradoksy Zenona bledną wobec tej rzeczywistości, w której krytykujący chodziarz, chodzi wokół osoby od dawna nieżyjącej,  a to dlatego, że Diogenes urodził się 17 lat po śmierci Zenona.
Tak, masz rację, to tylko piękna legenda, jedna z wielu anegdot historycznych.

Czy słowo "Ukr" ma na Ukrainie negatywną konotację?
W pewnym sensie tak. „Ukr” to pogardliwe określenie Ukraińca, używane przez niektórych, na ogół niezbyt inteligentnych Rosjan. Coś takiego, jak słowo „nigger” wobec Murzyna.

Strony: [1] 2 3 ... 63