Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - miazo

Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 15
31
Akademia Lemologiczna / Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« dnia: Grudzień 23, 2017, 08:54:24 pm »
Trafna uwaga, choć właśnie nastawienie autora wydaje mi się tutaj niepomijalne - nie wpływa może aż tak na topologię, ale na rozmieszczenie elementów graficznych i owszem, a tym samym formuje zasadniczy przekaz danej ilustracji.

32
Akademia Lemologiczna / Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« dnia: Grudzień 23, 2017, 08:18:12 pm »
Przeczytałem Prolegomena wszechmocy (trochę się zeszło...) i ostatecznie wynotowałem sobie tylko dwie uwagi:

Po pierwsze, to jest ten rozdział, w którym jest owa kapitalna metafora szalonego krawca jako Matematyki, a oprócz tego jeszcze kilka innych smakowitych porównań (np. "teoria zlewocentryczna"). Natomiast generalnie w trakcie lektury tej części wywodu miałem na początku takie wrażenie, że o ile Lem bardzo przystępnie wywód o teoriach naukowych prowadzi, to nie jest to nic, co by mnie jakoś specjalnie dzisiaj zaskoczyło, więc lektura "po latach" była gdzieś tam trochę rozczarowująca względem pierwszego z Summą... obcowania. Niemniej, po namyśle, doszedłem do wniosku, że to akurat żadna ułomność autora, tylko po prostu myśmy tutaj te tematy z zakresu filozofii nauki tyle razy na różne strony wałkowali, że jesteśmy z tą problematyką - być może nieskromnie sądząc - ponadprzeciętnie zaznajomieni, a jeżeli już kogoś w nią wprowadzać, to właśnie sposobem lemowym, z dużą liczbą przemawiających do wyobraźni przykładów, porównań i w swoiście niespiesznym tempie pozwalającym na zniuansowanie wywodu i ukazanie rzeczy skomplikowania. Przy tej okazji, miałem dość odległe (a może i nie, gdyż rzecz była wydana w Lwowie w roku 1930) skojarzenie - otóż na podobnej jakości wywód natrafiłem kiedyś w przypadkowo odziedziczonej książce pt. Psychologja Władysława Witwickiego. Jest to ówczesny podręcznik, którego Wstęp zaczyna się od rozważań "Czym jest nauka?" - jeśli ktoś ciekaw, jak klarownie pisano kiedyś materiały dla studentów ("słuchaczów wyższych zakładów naukowych" jak głosi napis na okładce) to skan pierwszych stron umieściłem tutaj.

I po drugie, na początku rozdziału padają następujące słowa odnośnie domniemanego miejsca Człowieka we Wszechświecie:

Jeżeli jesteśmy koroną kreacji, jeżeli do bytu powołał nas akt nadprzyrodzony, jeśli stanowimy zatem jako istoty rozumne swoistą kulminację tego, co może być, to [...]
Jeśli natomiast uznamy się za bardzo wczesny etap rozwoju, który jako dla gatunku rozpoczął się dla nas przed pół milionem lat, a jako dla cywilizacji - przed kilkudziesięciu wiekami, i przyjmiemy, że rozwój ten może (choć nie musi), trwać jeszcze milionolecia, to [...]


Gdy je czytałem, to miała miejsce pewna osobista koincydencja związana z tym, że byłem akurat świeżo po przygotowaniu materiałów dotyczących zagadnień wizualizacji informacji, a wśród nich miałem dwa przykłady, które jak ulał pasują do powyższych zdań i niniejszym pozwolę sobie je przytoczyć, jako swego rodzaju ilustrację graficzną do tego fragmentu Summy:
Drzewo życia autorstwa Ernsta Haeckela (XIX wiek), na którym to rysunku człowiek umieszczony jest na szczycie (drzewo ukoronowane jest Człowiekiem...) oraz
Drzewo życia autorstwa Davida Marka Hillisa (rok 2005), na którym to diagramie, wygenerowanym na podstawie danych z sekwencjonowania DNA, człowiek wylądował obok szczura wędrownego i myszy domowej. Podobnie jak ze zdaniami u Lema, niech każdy we własnym sumieniu zważy, który obrazek bliższy jest rzeczywistości.

33
Hyde Park / Odp: Ogóry
« dnia: Grudzień 17, 2017, 02:56:33 pm »
Bardzo ciekawie piszecie, ze swojej strony podrzucę jedną infografikę, w której autor zestawił główne pojęcia istotne dla lewicy i prawicy w USa; sam, gdy ją omawiał, to był zdania (z tego co pamiętam), że w gruncie rzeczy bardziej chodzi o rozłożenie akcentów w wymienionych kwestiach niż nieusuwalny konflikt pomiędzy oboma światopoglądami.

34
Forum po polsku / Odp: Wokół Lema się dzieje
« dnia: Wrzesień 27, 2017, 10:20:07 am »
Z innej parafii - informuję, że w sklepie Pan tu nie stał jest (był? wedle stanów magazynowych zostały już resztki dla niektórych rozmiarów) dostępny podkoszulek ze Stanisławem Lemem (w dwóch wersjach, dla obu płci).

35
Akademia Lemologiczna / Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« dnia: Wrzesień 01, 2017, 02:59:47 pm »
Cytuj
Przy czym jednak myślę (tak jak i Ty chyba), że Lem się tu omylił. Ludzkość, bowiem, robi nie tylko to, co jest praktyczne (jak S.L. chciał, gdy o czytających "Postępy fizyki" marzył), ale często co może po prostu.

W ogóle odnośnie całego rozdziału Intelektronika mam odczucie takie, że jest on wielce teoretyczny, filozoficzny nawet, jeżeli pod tym kątem czytać fragmenty poświęcone np. metafizyce homeostatów. To zresztą pewnie skutek tego, kiedy Lem swe rozważania formułował - praktyka dopiero teraz to "nadgania". I czyni to niespecjalnie oglądając się na teorię w rozumieniu Lema tj. nie wychodzi od dogłębnego rozważenia czym jest Sztuczna Inteligencja, rozwiązywane są właśnie stosunkowo przyziemne problemy, poniekąd drogą takiego "okrajania" danego zagadnienia, aby przy obecnie istniejącym stanie technologii i związanych z nią kosztów innowacji dało się choć trochę pójść do przodu (i to w sensie ściśle biznesowym), a więc na przykład (upraszczając rzecz na potrzeby bieżącego wywodu):
1. Spróbujmy stworzyć sztucznego człowieka, ale że SI jest zbyt skomplikowane (i może nie do końca wiemy, czym jest...), więc
2. Spróbujmy stworzyć sztucznego kierowcę, ale nadal zbyt skomplikowane a i niebezpieczne, by było powszechnie wprowadzone, więc
3. Spróbujmy stworzyć sztucznego kierowcę ciężarówki (a więc nie: dowolnego, ale realizującego określone zadanie tj. trasę), ale to nadal jest "dość" trudne, więc
4. Spróbujmy stworzyć sztucznego kierowcę ciężarówki podążającego za pilotem (kierowcą-człowiekiem).
A to ostatnie, z tego co słyszałem, już miało miejsce tj. wykonano test, w którym jechał konwój TIRów - pierwszym kierował człowiek, pozostałe N było prowadzonych przez automaty. Po co to wszystko? Ano, dla najzwyczajniejszych w świecie oszczędności - jak się okazało z pomiarów, ciężarówki jadące blisko jedna za drugą, trochę na zasadzie peletonu kolarskiego, zużywały istotny % paliwa mniej, a i nie trzeba było tylu kierowców, co normalnie. Innymi słowy - nie jest to rzecz jasna sztuczna inteligencja, co więcej przypuszczam, że twórcy tego eksperymentu też nie myśleli szczególnie w tych kategoriach, niemniej jednak jest to punkt wyjścia, który odpowiednio rozwijany dalej może, niejako "przy okazji", do czegoś na kształt "wycinka funkcjonalności SI" doprowadzić. Ciągiem drobnych udoskonaleń.

I tutaj chyba Lem rzeczywiście zbyt uproszczoną wizję przedstawiał - z jednej strony świat naukowy i postęp, z drugiej ten okropny biznes, który ma na celu jedynie maksymalizację zysków. Pada w tym rozdziale m.in. zdanie: Cała historia nauki wskazuje, że wielkie postępy technologiczne wynikają z odkryć zyskanych w badaniu "czystym", które nie miało na oku żadnych celów praktycznych. No, akurat to stwierdzenie można skontrować wieloma przykładami wynalazków powstałych w laboratoriach firm komercyjnych takich jak Bell Labs, HP Labs, Google Labs, etc., gdzie właśnie specjalne jednostki badawcze są tworzone po to, by z dala od nacisków na natychmiastowy zarobek móc dokonywać nowych odkryć. Nie zmienia to jednak faktu, że odbywa się to w ramach biznesowych, choć w warunkach wieloletniego horyzontu czasowego oraz stosunko dużego ryzyka porażki. I jednak te poszukiwania są dość wąsko ukierunkowane czyt. mocno zakorzeniono w praktyce - patrz np. memrystor.

Na koniec, rzecz z zupełnie innej beczki, na zasadzie wolnego skojarzenia podczas lektury. W podrozdziale Wątpliwości i antynomie jest zdanie: Miasto średniowieczne potrzebowało tylko wody i żywności: współczesne, gdy zabraknie mu elektryczności, staje się piekłem, jakim był Manhattan parę lat temu, kiedy stanęły windy w drapaczach i kolejki pod ziemią. Chodzi tutaj o wydarzenie z roku 1965. Tak się składa, że jest ono punktem wyjścia rozważań w pierwszym odcinku przezacnego serialu Connections pt. The Trigger Effect, którego narratorem jest znany brytyjski popularyzator nauki James Burke (lat temu ~25 szło to w TVP jako serial "Połączenia"). Jest on zwolennikiem podejścia - i daje temu wyraz i dowód tymże właśnie programem - że postęp w nauce dokonuje się poprzez twórczą rekombinację kilku już istniejących w różnych dziedzinach rozwiązań - a ta myśl akurat pięknie wpisuje się w jeden z wątków naszych rozważań. Na marginesie dodam, że pierwszy sezon został dosłownie kilka miesięcy temu wydany ponownie na płytach DVD. Polecam go, bo to ciekawe, interdyscyplinarne ujęcie tematu.

36
Akademia Lemologiczna / Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« dnia: Lipiec 15, 2017, 09:46:26 pm »
Przede wszystkim zaznaczyć pragnę cytat natury ogólnej z Cywilizacji kosmicznych, aby nie został on zapomniany: Nie każde środowisko uprzywilejowuje inteligencję.

To tytułem "wstępu do wstępu", a jeżeli chodzi zaś o wstęp właściwy, to pisze Lem pod koniec rzeczonego rozdziału tak: Zdaję sobie z tego dobrze sprawę i nie wzywam do poprawiania, w duchu przedstawionych wywodów, podręczników szkolnych. Niemniej wydaje mi się, że trudno być w II połowie XX wieku pełnym człowiekiem, jeśli się nie pomyśli chociaż czasem o owej dotąd nie znanej wspólnocie rozumnych, do której ponoć należymy. Nie będę jednak rozwodził się nad tym na ile celowo i ironicznie owo "ponoć" zostało przez autora użyte, lecz całe zdanie, czy wręcz cały ten rozdział biorący na warsztat zagadnienie naszej samotności (bądź nie) w kosmosie, to dla mnie świetny przykład tematu, na który można bardzo wiele powiedzieć, wszelkie dające się pomyśleć a niekiedy i zrealizować warianty rozważyć, a i tak koniec-końców wraca się do punktu wyjścia i spostrzeżenia, że jednak dramatycznie niewiele wiemy, a nawet nie bardzo wiemy, ile nie wiemy.

Albowiem osią rozważań czy poza Ziemią istnieją inne rozumne cywilizacje jest próba oszacowania wyniku swego rodzaju wieloczynnikowej formuły, która zwróci nam wyrażone liczbowo prawdopodobieństwo mające być odpowiedzią na owo pytanie. Z jednej strony mamy czynniki działające dodatnio tj. uprawdopodobniające hipotezę, "że gdzieś tam jest też Życie" - wskazywałyby na to a to wielość gwiazd, a to wielość planet, a to chociażby odpowiednio długi czas trwania Wszechświata. Z drugiej zaś szereg zastrzeżeń, które działają ujemnie takich jak wymagana odległość takiej planety od gwiazdy, a to wymóg istnienia pojedynczego satelity (regularne odpływy i przypływy sprzyjające wyjściu organizmów z wody na ląd), czy chociażby wskazanie, że ciąg zdarzeń i możliwych "porażek po drodze" od astrogenezy poprzez planetogenezę do biogenezy jest tak zawiły (nie mówiąc już o rozwoju cywilizacji technologicznej i jej dziejowych zakrętach), że wręcz niemalże nieprawdopodobny do realizacji i tym samym pojawienie się Człowieka na Ziemi winno być traktowane jako wyjątek niż reguła. Nie mówiąc już o tym, że sama cywilizacja rozumna może się unicestwić. Z jeszcze innej strony, są znane doświadczenia poniekąd cząstkowe jak np. ten eksperyment, który pokazuje element ewolucji chemicznej, jaka mogła mieć miejsce przed ewolucją biologiczną - a zatem być może (znów), o ile tylko dość długo prażyć kolbę z prostymi substancjami, to zaczną pojawiać się bardziej złożone struktury... W każdym razie, owa formuła (która jest dla mnie tylko pewnym modelem mentalnym tego zagadnienia), jaki mi się jako iloczyn wielu bardzo małych i bardzo dużych liczb ("niemalże zer" i "niemalże nieskończoności"), co więcej, nie wiemy w niej ani czy lista tychże czynników jest pełna, a i nasze szacunki wielu z nich mogą być rozbieżne o n rzędów wielkości. Czy na końcu otrzymamy wynik bliższy zera czy bliższy jedności - niesposób zatem orzec, chociaż cisza Kosmosu skłaniać winna raczej do tej pierwszej odpowiedzi. Nie mówiąc już o tym, że cały czas jest to tylko statystyka - jeżeli by wyszło np. że powinno być oprócz nas około 10 innych cywilizacji, to przecież jest to tylko rezultat możliwy, a wcale niekoniecznie faktycznie gdzieś w kosmosie (gdzie?) zrealizowany.

Ale to nieważne, istotne są przede wszystkim dwie obserwacje poczynione poniekąd: 1. cywilizacje - jak by one zaawansowane nie były - są śmiertelne, 2. w żadnym sensownym czasie nikt się z nami nie skontaktuje, jesteśmy na Ziemi zdani sami na siebie. Uświadomienie tego faktu, biorące w nawias całe te akademickie wywody, prowadzi do ważkiego wniosku natury moralnej, że lepiej, byśmy o ten glob, na którym żyjemy, bardziej dbali, bo nikt (obcy czy Obcy) za nas tego nie zrobi. I jeśli już coś w ogóle z tych rozważań należałoby do wspomnianych podręczników szkolnych dodać, to tę właśnie smutną konstatację.

Na marginesie, ten rozdział przypomniał mi o książce o pokrewnej tematyce, którą tutaj ponad 10 lat temu polecałem i polecam nadal: Paradygmaty utracone.

37
Akademia Lemologiczna / Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« dnia: Czerwiec 24, 2017, 05:53:36 pm »
I jeszcze dwie uwagi do Dwóch ewolucji. Pierwsza, że samo pojęcie ewolucji technologicznej węższe jest niż pojęcie postępu naukowego. Widać to w przykładach przytaczanych przez Lema, które chyba bez wyjątku odnoszą się do jakiś narzędzi czy wynalazków (w każdym razie rzeczy materialnych). A co z osiągnięciami ze świata idei? Poniżej kilka przykładów z brzegu:

- Płodozmian i pochodne (dwój-, trój- oraz czteropolówka) - a zatem nie sama ewolucja narzędzi i maszyn rolniczych, ale także sposobu uprawiania ziemi.

- Produkcja masowa. Bodajże jednym z pierwszych przedmiotów produkowanych w ten sposób były zamki do muszkietów, które to często trzeba było wymieniać - zorientowano się, że ustandaryzowanie tychże wydatnie obniża koszty i czas ich wytworzenia.

- Linia montażowa - "potomek" (a może "krewny"?) produkcji masowej, gdzie pomysłem było podzielenie czynności wykonywanych przez pracowników na możliwie najprostsze i powtarzalne (co zresztą, jak pamiętamy, obśmiał Chaplin w Dzisiejszych czasach). Tutaj można, a wręcz należy przypomnieć pana Fredericka Taylora i jego przeróżne obserwacje dotyczące ergonomii pracy oraz jego uczniów np. Franka Gilbretha, który analizując pracę murarzy zredukował ją z 18 do 5 czynności, podniósł wydajność ze 125 do 350 cegieł układanych na godzinę, a także podniósł bezpieczeństwo samej pracy.

- Lean management - jeszcze dalszy odprysk powyższego, rozwinięta w zakładach Toyoty koncepcja dalszego i ciągłego doskonalenia systemu produkcyjnego, w szczególności jakości wytwarzanych produktów.

Ostatnie przykłady zostały wybrane tendencyjnie i tutaj dochodzimy do drugiej z zapowiedzianych na wstępie uwag: mówimy o postępie naukowym, ale czy może dokonać się regres i jak jeden od drugiego odróżnić (jakie winny być kryteria oceny pozytywnego / negatywnego wpływu danego osiągnięcia czy technologii)? Jak powiedzieliśmy, w przypadku ewolucji biologicznej pojęcia te w ogóle nie mają sensu, ze względu na nieobecne w niej pojęcie celowości jako zbliżenia się do zamierzonego uprzednio punktu, osiągnięcie zakładanego efektu (ewolucja działa ślepo). Natomiast co do ewolucji technologicznej, pytanie pozostaje otwarte - czy tayloryzm z jego śrubowaniem norm i automatyzacją (czyt. odczłowieczaniem) pracy nie jest jednak - w ekstremalnych swych odsłonach (popatrzmy chociażby na pracowników barów szybkiej obsługi czy też kurierów firm logistycznych) - jakimś wynaturzeniem pojęcia pracy? Jeszcze inny przykład, także z zakresu organizacji pracy - otwarta przestrzeń biurowa (open space), powszechnie stosowana w korporacjach jest jakimś tam może "wynalazkiem" pozwalającym ograniczyć koszty (mówiąc wprost: upchać więcej pracowników na mniejszej przestrzeni), jednak istnieją badania (np. zrobione przez IBM) pokazujące, że w przypadku przynajmniej niektórych zawodów (inżynierskich i podobnych) jest to rozwiązanie szczególnie kontrproduktywne. W ten sposób robimy poniekąd pętlę i wracamy do postawionego już pytania o moralność w kontekście osiągnięć ewolucji technologicznej.

38
Akademia Lemologiczna / Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« dnia: Czerwiec 23, 2017, 11:45:34 pm »
Co do rozdziału Dwie ewolucje, to moje wrażenie - po latach - jest nad wyraz pozytywne, czyta się to nadal bardzo dobrze, a sam pomysł zestawienia rozwoju biologicznego vs. technologiczny uważam za świetny pomysł. O trafności takiego porównania i tego jak daleko można z nim iść nie popadając w przesadę możemy dyskutować, ale z faktu, że Lem omawia w dedykowanych sekcjach zarówno podobieństwa jak i różnice wnoszę, że sam jego ograniczeń był świadom; nie jest to w żadnym wypadku stwierdzenie kategoryczne w rodzaju "ewolucja technologiczna jest jak ewolucja biologiczna i basta!", ale właśnie dość wyważona i ostrożna analiza takiego obu zjawisk przeciwstawienia. Wychodząc zaś trochę na metapoziom dyskusji, powiedziałbym nawet, że sam ten fragment Summy... powinien być przerabiany w szkołach jako doskonały przykład "analizy porównawczej" (praca domowa dla chętnych: znaleźć dwa inne analogiczne procesy / zjawiska i wykonać podobną pracę).

Jeden zgrzyt zanotowałem (o ile tylko dobrze zapamiętałem fragment) - w pewnym miejscu Lem pisze z zachwytem (skądinąd uzasadnionym) o komórkach jako o świetnym "wynalazku" ewolucji biologicznej wskazując ich (mikro)homeostatyczność, możliwości specjalizacji, zaszyty potencjał do budowania wyższych struktur, przeciwstawiając to ewolucji technologicznej, w której rzekomo brak takich konstruktów. To mi się wydaje nietrafione, znaleźć bowiem takowe można, kwestią jest odpowiedni poziom abstrakcji - wspomniane wyżej koło czy maszyny proste to są właśnie odpowiedniki komórek jako odpowiednio nieskomplikowanych ale i tym samym uniwersalnych rozwiązań. Kolejnym przykładem z zupełnie innej dziedziny mogą być tzw. struktury kontrolne w programowaniu (sekwencja, wybór oraz iteracja) - to są też takie, niskopoziomowe building blocks (po naszemu: klocki), które powszechnie się wykorzystuje w każdym w zasadzie napisanym oprogramowaniu (a nawet szerzej: z takich elementów składają się przecież każde procedury, jakie wykonujemy, chociażby w kontaktach z jakimś urzędem, realizując zadania w pracy zawodowej czy nawet podążając ciągiem czynności opisanych w przepisie kulinarnym).

Wracając zaś do zaznaczonej wcześniej kwestii, skąd się bierze postęp technologiczny... W rozdziale jest mowa o dwóch ewolucjach, zastanawiam się jednak, dlaczego nie pojawiły się rozważania, w których Lem skonfrontowałby pojęcie ewolucji vs. rewolucji. W przypadku Natury raczej nie może być o takowej mowa, funkcjonuje jednak powszechnie termin "rewolucji naukowej". Czy nie jest on poprawny? Czy np. rewolucja kopernikańska może faktycznie zasługiwać na takie miano, jeżeli uwzględnić fakt, ile czasu zajęło jej przyswojenie (a także fakt, że Kopernik miał prekursorów)? Jak byśmy tak spróbowali zważyć, ile w rozwoju technologicznym było rzeczywiście osiągnięć przełomowych, a ile innowacji było po prostu naturalnym, powolnym rozwojem (czyli ewolucją). Czy pominięcie tego aspektu oznacza, że wg Lema mówienie o rewolucjach w tym kontekście nie ma uzasadnienia?

PS. O ile cieszy dynamiczny rozwój dyskusji, to jednak widzę, że tempo jest dość konkretne - czy mogę prosić Ojca Założyciela wątku o nadanie jakiegoś rozsądnego taktu omawianym rozdziałom z podaniem sugerowanych, ramowych dat (np. jeden rozdział na dwa tygodnie), abyśmy mieli czas złapać oddech?

PS2. Niezbędne uzupełnienie mojej poprzedniej wypowiedzi: pierdyliard ma oczywiście 23 zera.

39
Hyde Park / Odp: Fakty medialne
« dnia: Czerwiec 21, 2017, 04:16:18 pm »
Na ten temat polecam obejrzeć (do ostatniej minuty!) następujące nagranie sprzed ponad 4 lat: Speech Recognition Breakthrough for the Spoken, Translated Word. Oprócz krótkiego rysu historycznego dot. badań i prac nad urządzeniem do symultanicznego tłumaczenia zaprezentowane są właśnie owe trzy kroki to umożliwiające: 1. rozpoznawanie mowy w języku pierwotnym, 2. translacja tekstu z języka pierwotnego na docelowy, 3. synteza mowy w języku docelowym (na podstawie charakterystyk głosu z punktu 1.).

40
Forum po polsku / Odp: [SPRAWY ORGANIZACYJNE]
« dnia: Czerwiec 20, 2017, 12:20:08 pm »
Cytuj
[...] Z drugiej strony wyczerpujesz znamiona staropolskiego pojęcia "pieniacz". [...]

Mam niestety bardzo podobne skojarzenia odnośnie całej tej chorej i męczącej sytuacji - ktoś tu ewidentnie i notorycznie myli wolność z warcholstwem.

Pytanie z trochę innej beczki: czy w tym silniku forum jest możliwość ograniczenia liczby postów na dobę (per użytkownik)?

41
Akademia Lemologiczna / Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« dnia: Czerwiec 19, 2017, 11:16:02 pm »
Cytuj
OK, j te argumenty rozumiem, że jest pewne podobieństwo, zgadzam się, że istnieje pewna przypadkowość co do "poparcia" danej technologii przez szerokie masy. Jednak Jobs pomyślał i zrobił raczej, niż robił bez pomyślunku i patrzył czy kupią. Ale myślę, że tę kwestię mamy dość dobrze przerobioną.

Oj, obstawiałbym, że przy tego typu produkcie (jak i wielu innych dobrach konsumpcyjnych) zrobiono wpierw pierdyliard prototypów i szeroko zakrojone badania rynkowe, aby wyłuskać najbardziej rokujący wariant czyt. w ten sposób zasymulowano wcześnie w procesie wytwórczym działanie "rynkowego doboru naturalnego".

42
Akademia Lemologiczna / Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« dnia: Czerwiec 18, 2017, 07:11:32 pm »
Q, to chyba nie jest najlepszy przykład z tymi uzi i kałasznikowem jako produktami zachodniej cywilizacji...

Cytuj
Przeczytałem „The Origins of Political Order” (książkę wydaną w 2011 roku), Fukuyamy, gdzie na trzeciej stronie autor podaje następujące liczby: w 1973 roku tylko 45 krajów na 151 istniejących, było „wolnych”, według kryteriów Freedom House. Istniał blok sowiecki, w Hiszpanii, Portugalii i Grecji panowały dyktatury, w Chinach rządził Mao, większość krajów Ameryki łacińskiej była rządzona przez junty wojskowe.
Dalej F. twierdzi, że pod koniec lat 90-tych szacowano, że 120 krajów było „electoral democracies”, a te 120 krajów to było ca 60% wszystkich niepodległych państw.

No to porównanie na wyrost - dwa różne źródła. Poszedłem na stronę tego Freedom House i zaciągnąłem ich dane za 2016 rok, dodałem do nich dane Banku Światowego odnośnie PKB i populacji oraz informacje z Wikipedii odnośnie typów rządów, całość trochę wymasowałem i patrzta:


Po pierwsze, ten Freedom House klasyfikuje kraje do wolnych, częściowo wolnych oraz niewolnych biorąc pod uwagę zagregowany wynik wolności politycznych oraz wolności osobistych. Wg nich krajów wolnych było w 2016 roku 44% (39% populacji). Zliczanie samych krajów trochę też mija się z celem - wiele jest bowiem drobnicy, niewielkich krajów z regionu Pacyfiku (Mikronezja, Melanezja, Polinezja - 12 krajów, 9 z nich wolne, 3 częściowo wolne) czy nawet z Europy (Islandia, Andorra, Malta, San Marino, Liechtenstein, Luxemburg, Monaco - wszystkie 7 zaklasyfikowano jako wolne). Tak więc trend może i jest, ale znacznie słabszy moim zdaniem. No i zalecałbym ostrożność w ocenie, że się utrzyma.

Natomiast ciekawe jest popatrzenie na sam ten rozkład PKB na łeb mieszkańca vs. poziom wolności - o ile po stronie krajów wolnych mamy spory rozrzut (zarówno kraje zamożne jak i "na dorobku"), to po stronie pozostałych tylko pojedyncze kraje osiągają wyższą zamożność (w rodzaju Kataru czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich). To powinno dawać do myślenia.

43
Akademia Lemologiczna / Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« dnia: Czerwiec 16, 2017, 05:12:48 pm »
No, ja tu nie chcę wsiadać na cybernetykę jako taką, tylko raczej zaznaczyć to, że nie tyle stała się ona - wbrew pierwotnie pokładanym nadziejom, że oto jest dziedzina, która połączy bardzo odległe nauki (no, może i łączy w rozważaniach na poziomie systemów, ale jest to siłą rzeczy tak ogólne, że niestosowalne w praktyce) - dziedziną akademicką (w sensie: nie widać jakoś powszechnie katedr Cybernetyki na uniwersytetach), ale pozostała z nami w formie zupełnie innej tj. weszła po prostu do obiegu kulturowego, jako część wiedzy ogólnej (jak śpiewa poeta: Dzieciaki [...] niszczą system, a który z nich potrafi podać jego definicję?). I niekiedy zresztą potrafi wyskoczyć w dość nieoczekiwanych sytuacjach - ja np. natknąłem się na nią pod płaszczykiem myślenia systemowego w książce pt. The Fifth Discipline: The Art & Practice of The Learning Organisation, która w gruncie rzeczy jest rozprawą z dziedziny zarządzania firmą, w której autor z upodobaniem rysuje obrazki sprzężeń zwrotnych, aby unaocznić bodźce i reakcje na nie w zespołach ludzkich. Ale dość o tym, tym bardziej, że akurat cybernetyka to bardziej był chyba temat Dialogów, niż Summy...

44
Hyde Park / Odp: Płonący wieżowiec
« dnia: Czerwiec 16, 2017, 03:18:07 pm »
Ten cytat z Kataru jest mi bardzo bliski. Pomaga oswajać życiowe nieprawdopodobieństwa.

Co do rzeczonej wyjątkowości katastrofy smoleńskiej, udzielam ostatecznej (!!!) odpowiedzi: tak, była wyjątkowa - jak każda inna.

45
Hyde Park / Odp: Płonący wieżowiec
« dnia: Czerwiec 15, 2017, 10:26:14 pm »
Odpowiem anegdotą z własnych doświadczeń (toutes proportions gardées). Kilka lat temu będąc na urlopie zepsuły mi się wycieraczki na przedniej szybie samochodu - konkretnie ten mechanizm, który wprawia je w ruch. Ponieważ był to urlop w lecie, daleko na północno-wschodnich rubieżach PL (niewielki ruch samochodowy), to uznałem, że nie będę się tym przejmował, a naprawy dokonam po powrocie do cywilizacji. Zdarzyło mi się jednak w owym czasie jechać autem do sklepu, drogą lokalną, co istotne, gdyż asfalt na niej jest akurat na tyle wąski, że dwa samochody, chcąc się minąć, muszą zjeżdżać na pobocze. Tymczasem zaczął padać dość mocny deszcz, po chwili zresztą tak intensywny, że przestałem cokolwiek widzieć. I przyznam, że przez moment (dość krótki na szczęście) jechałem dalej, uspokajając się w duchu, że przecież droga jest mi znana, mam niedaleko, że ruch jest znikomy, że deszcz zaraz przejdzie i wróci widoczność, etc. Coś jednak mi podpowiedziało, że im dłużej jadę, tym bardziej - mimo wszystko - prawdopodobieństwo zderzenia zmierza do jedności. Zjechałem zatem na pobocze i się zatrzymałem, żeby przeczekać ulewę. Mniej więcej po jakiś 10-15 sekundach minął mnie samochód jadący pełną dozwoloną prędkością w przeciwnym kierunku.

Tak więc, w przypadku katastrofy smoleńskiej - w jej przyczynach nie ma nic specjalnie unikatowego; wyjątkowe by było, gdyby pomimo tych wszystkich niedociągnięć, zaniechań, nieodpowiedzialnej brawury udało im się wylądować (do następnego razu).

Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 15