Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Q

Strony: [1] 2 3 ... 665
1
Forum po polsku / Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« dnia: Dzisiaj o 12:55:09 am »
Nowe pomysły to tam się pojawiają dopiero pod koniec trzeciego tomu (jak w końcu kosmodrom i statek zdobywają) i w czwartym (gdy stawką staje się - taki weberowy standardzik - całe imperium). Tj. nowe jak na ten cykl.

A propos cykli... Napiszę może - z perspektywy (niemal) dekady - kilka zdań o dziesięciotomowych (plus towarzyszące opowiastki o Bauchelainie i Korbalu Broachu) "Opowieściach z Malazańskiej Księgi Poległych", które ongiś Dukaj polecał, choć teraz się od tego dystansuje, i którymi ja sam b. się nasładzałem swego czasu.
Pojawiają się opinie, że Erikson (czy raczej Lundin, tamto to pseudonim) przebił nimi Tolkiena. Cóż.. i tak, i nie, zależy jakie miary przyłożyć. Z jednej strony imponować musi bowiem rozmach i konsekwencja z jakimi wykreowany został świat Malazu i okolic, bogactwo jego historii (nie stanowiącej zresztą pustej worldbuildingowej abstrakcji, autor - z zawodu archeolog, więc przygotowanie ma - idzie tu w ślady jednego ze swoich mistrzów, Kay'a, i - podobnie jak on i nasza Brzezińska - używa dziejów fikcyjnych jako punktu wyjścia do mówienia o mechanizmach dziejów autentycznych, pamięci historycznej, jednostkach mielonych w żarnach toczących się wiekami, albo i dłużej, procesów, itd.) i skomplikowanie rządzących nim zasad (słusznie zwał J.D. ów cykl kryminałem ontycznym; prawa fizyki... tfu... magii i teogonii czytelnik odszyfrowuje razem z bohaterami, przedzierając się przez kolejne poziomy wiedzy - rozwiązanie to nie ma precedensu w światowej fantastyce i zasługuje na oklaski), czy - większa od martinowskiej - wielość jednostkowych perspektyw składających się na narrację. Z drugiej strony S.E. jest RPG-owcem i to wychodzi (skale magicznej rozwałki przekraczają granice sensu nawet w ramach baśniowej konwencji, protagoniści cudownie zmartwychwstają/unikają śmierci raz za razem, dostępne poziomy wszechmocy eskalowane są coraz wyżej, a nad wieloma scenami unosi się charakterystyczny dla sesji gier fabularnych humor*), był też autorem niedoświadczonym, uczącym się pisania w trakcie tworzenia w/w wieloksięgu, co widać również (język, zwł. wczesnych tomów, bywa drewniany, pojawiają się też patenty typu magicznego miecza zawierającego w sobie inny wymiar, w którym wszyscy orężem owym ukatrupieni ciągną - jako niewolnicy - wóz, na którym podróżują wrota do, stanowiącej jedno ze źródeł magii, rzeczywistości, będącej z kolei zamieszkałym światem z zamkami, rolnikami, itd. - skomplikowane jak konstrukcje teoretyczne współczesnej fizyki, ale przecież nieznośnie głupie i kiczowate zarazem: przypuszczam, że znacznie lepiej służyłby eriksonowym wyrafinowanym abstrakcjom brak - obracającego je w kpinę - typowego dla gatunku scenograficznego osprzętu). Nie każdemu także przypadnie do gustu wprowadzanie w roli aktywnych graczy mało boskich/Obcych/nadludzkich mentalnie w nazbyt wielu wypadkach (fakt, od ludzi i innych humanoidów się wywodzących, ale mających tysiąclecia na umysłowy rozwój), jak z Homera wziętych, bogów (najlepiej z nich wypada Anomander Rake, m.in. dlatego, że pisarz programowo odmówił nam wglądu w myśli swojego ulubieńca, przedstawiając go wyłącznie z perspektywy istot niższych). Tak więc finalna ocena musi być głęboko ambiwalentna, a ostrożna rekomendacja (tylko miłośnikom fantastyki; kto inny zniesie - typowe również dla Dicka czy "Star Treków" - pomieszanie elementów wysokiego z niskim, i nieporadny styl) iść w parze z ostrzeżeniem.
Bardziej już przypada mi dziś do gustu - stanowiąca prequel do rzeczonych "Opowieści..." i swoisty odpowiednik tolkienowskiego "Silmarillionu" - trylogia "Kharkanas", a raczej jej pierwszy tom "Kuźnia Ciemności", bo i większe wyrobienie literackie tam widać i - uderzającą jednoznacznie w klimaty J.R.R.T. z Willem S. i autorem "Iliady" do spółki - stylistyczną jednolitość**.

* Bazujący, mówiąc w skrócie, na poddawaniu wpisanych w rozgrywkę magii, fantastyki i umownego feudalizmu optyce nastawionego ludycznie, zdroworozsądkowo, i myślącego współcześnie (a więc w efekcie i dość cynicznie) gracza czy Mistrza Gry. (O)powieściowymi przykładami pierwszymi z brzegu: kurtyzana-zombie szukająca w śmierci sposobu na wieczną młodość, a zarazem chcąca ukryć swój trupi status przed klientami, skromny uczony przedmiotem prac którego jest (jeśli pomnę) wpływ ofiar z ludzi na skuteczność przyzywania demonów (tu widać i wpływ innego z idoli autora - Zelazny'ego), czy jego kumpel nekromanta-eunuch wyżywający instynkt ojcowski w eksperymentach godnych Frankensteina-na-haju. (Uwaga: mimo takich wątków całościowo rzecz jest serio, a nawet mroczno-filozoficzno-ponura.)

** Próbka:
http://katedra.nast.pl/art.php5?id=6530

2
Hyde Park / Odp: Co jeść? - wątek kulinarny
« dnia: Lipiec 18, 2019, 07:04:36 pm »
Dostałem dziś kilogram chałwy. Ponoć takiej jak Lem lubił:
https://kultura.dziennik.pl/artykuly/96308,chalwa-byla-jego-sensem-zycia.html
Kilogram. Zasiadłem do konsumpcji. Zastanawiam się jak to przeżyję ;).

3
Forum po polsku / Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« dnia: Lipiec 18, 2019, 06:31:08 pm »
czytałem kiedyś 8 krąg, ale ni w ząb nie pamiętam.

To na prawie cytatu:

"Roku Pańskiego 1593 bogobojni mieszkańcy Kontwaldu na ciężką próbę wystawieni zostali. Jak jeszcze po wielu latach wspominano — zima owego roku była ponoć nad podziw łagodna, tak że już na Trzech Króli łąki pokryła zieleń świeża, a w Zaślubiny Najświętszej Marii Panny słońce prażyło jakoby na Boże Ciało. Mówiono też, że zaraz po Zmartwychwstaniu ptactwo wszelakie hurmem z boru Opatowego, później Czarcim nazywanego, uciekło, i to był pierwszy widomy znak, że jakoweś złe tam się szykuje.
Kiedy więc jasność niezwykła a czerwona jako płomień pożaru pojawiła się nad lasem, nikt nie ważył się na milę do onego dostąpić. Jeden tylko znalazł się śmiałek, a był nim medyk i alchemik Mateusz Rylus. On to, już drugiego dnia gdy ona jasność się pojawiła, do boru pośpieszył, aby — jak później wyznał na mękach — pokłon poddańczy piekielnikom złożyć. Ale o mistrzu Mateuszu od dawna szeptano, że w zmowie z czartem był i tylko dzięki wstawiennictwu Jaśnie Wielmożnego Pana Burgrabiego. któremu obiecywał ołów w złoto przemienić — nie sczezł wcześniej na stosie.
Kiedy więc, mimo nieustających modłów i bicia w dzwony, szatan boru Opatowego opuścić nie chciał, a nawet rozzuchwalony, począł spokojnych mieszkańców nocą, a czasem i dniem nawiedzać, postać ogromnego jak łeb wołu pająka przybrawszy, Jaśnie Wielmożny Pan Burgrabia dłużej zwlekać nie mógł i do Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ordynariusza wraz z ojcami duchownymi list o pomoc wystosował. Rychło też przyjechał do Kontwaldu ojciec Modestus Münch — najmędrszy ponoć z inkwizytorów w całym księstwie, który już niejednego czarta przepędził, a wiele wiedźm, czarowników i kacerzy na stos zaprowadził.
Bez zwłoki też, wysłuchawszy przytomnych świadków diabelskich wizyt, a wieczorem na własne oczy jasność nad Opatowym borem ujrzawszy, ów mąż prawy całą noc na żarliwej modlitwie, krzyżem leżąc przed wielkim ołtarzem kościoła Św. Józefa, spędził, a nazajutrz nakazał onego mistrza Mateusza pojmać i przed swe oblicze sprowadzić.
Mistrz Mateusz próbował zrazu wdać się z Ojcem Inkwizytorem w dysputę, zaprzeczając, iżby był z szatanem w zmowie, lubo przyznał, że do boru Opatowego chadzał, ale że tamże jeno wielki i świecący grzyb z ziemi wyrosły ujrzał i zdjęty trwogą uszedł. Diabelskie pająki kręciły się też ponoć obok onego grzyba, przez powietrze jak osy latając, ale żaden na medyka baczenia nie miał, ni krzywdy, ni też protekcji jakowejś mu nie czyniąc. I dlatego ów heretycko dowodził, jakoby nie byli to wysłannicy piekieł, a tylko nie znane oku ludzkiemu dziwy natury. Ale ojciec Modestus na te wykrętne tłumaczenia nie zważał, jeno do prawdy opornego nakłaniał, wskazując jasno, że Mateusz z czartami się niechybnie pokumał, boć inaczej nie wypuściłyby onego z Opatowego boru.
Uznawszy tedy, że już dość dowodów przeciw sobie mistrz Mateusz przytoczył — inkwizytor Münch jął raz jeszcze zaklinać go po ojcowsku i prosić, aby do swych konszachtów z diabłem się przyznał, innych wspólników jako też wspólniczki czarta powołał i Boga o miłosierdzie błagał, a gdy i to nie pomogło — z ciężkim sercem na tortury musiał zezwolić. Mistrz Mateusz swe winy na mękach wyznał, lubo wspólników ani wspólniczek nie powołał. Gdy zasię przed sądem stanął, począł się zapierać, heretyckie myśli głosić i szatanów bronić tak, iż innego wyroku trybunał wydać nie mógł, jeno na spalenie żywcem i rozrzucenie popiołów na rozstajnych drogach skazał.
A kiedy już mistrz Mateusz w rynku na stosie pod słupem stanął i kat ogień podłożył — nadleciały one diabelskie pająki znad lasu i widno chciały swego kumotra ratować, jako że krążyły długo nad rynkiem. Lud zgromadzony, straż miejska, a nawet sam Jaśnie Wielmożny Pan Burgrabia z małżonką w popłochu pierzchli i w kościele Św. Józefa się ukryli, a tylko nieustraszony ojciec Modestus pozostał i Krzyżem Świętym czarta odpędzał tak długo, aż tylko popioły po Mateuszu Rylusie pozostały, a diabelscy kumotrzy na powrót do boru odlecieli.
Wówczas to przez cały wieczór i noc bito w dzwony i we wszystkich kościołach lud się modlił o zwycięstwo nad szatanem, zaś skoro poczęło świtać — ku boru Opatowemu ruszyła procesja. Prowadził ją Ojciec Inkwizytor w asyście przeora, wszystkich ojców i braci zakonnych. Im też głębiej w bór się zapuszczano, tym większy wszystkich lęk ogarniał, atoli większość wytrwała aż do skraju polany, o której Rylus sądowi mówił. W rzeczy samej, tak jak czarownik wspomniał, stał tam owy diabelski grzyb, z ziemi jakoby wyrosły. Ojciec Modestus rozkazał, aby się zatrzymano, a sam jeno z kropidłem i krzyżem wyszedł śmiało na polanę, znak święty Męki Pańskiej ku onemu czartowskiemu dziwu zwrócił i wołając: „apage” — pędzić czarta rozpoczął.
Strach ogarnął przytomnych, bo oto otwarła się jakoby gęba w owym grzybie i wyleciały z niej dwa diabelskie pająki ku inkwizytorowi przez powietrze zdążając. Zrazu wszystkich lęk straszny zmroził, że czarty ojca Modestusa rozedrą, alić stał on niewzruszony, a nawet począł postępować krok za krokiem, złemu naprzeciw, litanię w głos odmawiając i diabły nie tylko nie mogły go dosięgnąć, ale poczęły z wolna cofać się ku onej gębie rozwartej. Ojciec Inkwizytor szedł za nimi dalej a dalej i był już chyba na rzut kamieniem od onego piekielnego dziwa, gdy na tę chwilę spode grzyba wypełznął ogromny bury obłok i ojca Modestusa otoczył.
Kto żyw salwował się ucieczką. Nikt by też nikogo nie wstrzymał, taka bojaźń ogromna ogarnęła ludzi. Nie dziw zresztą, bo nie upłynęło jednej „zdrowaśki”, a oto już potężny wicher uderzył w las. Wraz z nim rozniósł się daleko zrazu gwizd przeraźliwy, a później grzmot nieustający, jakoby sto gromów spadło na polanę diabelską.
Żaden z pierzchających w popłochu nie śmiał spojrzeć za siebie, ale ci, którzy pozostali w miasteczku, widzieli jak w onej chwili nad borem wzniósł się wielki wirujący obłok i znikł w niebiesiech, pozostawiając tylko długą, jasną smugę, widoczną jeszcze w południe, kiedy dzwoniono na Anioł Pański.
Ojciec Modestus nie powrócił. Zrazu mówiono, że sam Lucyper porwał z zemsty inkwizytora Müncha do piekła, ale rychło jego Ekscelencja Ksiądz Biskup zapewnił, że widno ten mąż święty został, po przepędzeniu czartów, w nagrodę żywcem do nieba uniesiony.
Dopiero po wielu latach pierwsi śmiałkowie odważyli się zapuścić w bór Opatowy ku diabelskiej polanie. Jako jedyny ślad czartowskich odwiedzin pozostał tamże płytki, acz rozległy na kilka sążni wądół, porosły bujnie leśnym zielem"

4
Hyde Park / Odp: O muzyce
« dnia: Lipiec 18, 2019, 06:18:56 pm »
Sam nie wiem - dawać do archiwum lemopiosnek?

Dałem na swoją odp., skoro Ty się wahasz ;).

5
Forum po polsku / Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« dnia: Lipiec 18, 2019, 03:45:09 pm »
Q, skoro Ty nie znasz, to pozycja musi być kompletnie zapomniana :D

Tzn. nie znam i znam... Z samym tytułem się zetknąłem w jakiejś publicystyce poświęconej rodzimej SF, ale nic nie potrafiłem sobie pod niego podłożyć (tj. nie sprawdziłem nigdy - aż do wczoraj - co się pod nim kryje, ani kto napisał).

Kiepski wniosek  ::)
Nie te pokolenie  :D

Bez przesady, raptem parę lat nas dzieli (wedle moich szacunków) ;) . Chowałem się przeca na Boruniach, Fiałkowskich, Czechowskich, Peteckich, Malinowskich, Zajdlach (nawiasem: wtedy SF prawie sami naukowcy u nasz pisali), jako i Ty.

Autor - Kozielecki - znany wtedy psycholog

A propos (także znajomości):
https://www.kul.pl/zyciorys-prof-jozefa-kozieleckiego,art_12045.html
https://charaktery.eu/psychowiesci/zmarl-profesor-jozef-kozielecki
(Jak widać do tych samych periodyków co Lem pisał.)

A...i jeszcze coś niebieskiego wylądowało...ale co???  8)
Niebieskie, a w zasadzie błękitne były pająki, tyle że nie wylądowały, ale ot tak się pojawiły.

Ładnie się to zapętla z w/w Boruniem, u którego najpierw w opowiadaniu "Nieproszeni goście" diabelskie pająki z kosmosu ileś razy przybywały, a potem fragment w/w, nieco przerobiony, posłużył za wstęp "Ósmego kręgu piekieł". liv, może Ci się pająki z pająkami nałożyły, tj. niebieskie z diabelskimi?

Poetycka, zakończenia zaskakujące, ale bez specjalnej logiki, czy uzasadnień. Czasem bajkowość. Ale nie techniczna jak w robocich a psychologiczna.

Jak czytam ten odkurzaczowy fragment, to skojarzenia idą mi gdzieś w kierunku Szaniawskiego, Chruszczewskiego... Słusznie?

Panowie się chyba znali, mam wrażenie, ze opinia była szczera, ale kurtuazyjna.

Przypomina się sytuacja z "Girl Guide".

ps.
Hoko, a co się tak podmieniałeś? "Pe" ci urosło, no i obrazek inny?

Tyż odnotowałem ;).

6
Forum po polsku / Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« dnia: Lipiec 17, 2019, 03:35:41 pm »
Józef Kozielecki: Smutek spełnionych baśni. Czytał ktoś?

Ja nie, ale z Twojego polecenia sięgnę ;).

Przedmowa chyba nigdzie indziej nie publikowana (w każdym razie ja nie znałem wcześniej tego tekstu)

Fragment, cytowany na okładce, można znaleźć na Biblionetce:

...Józef Kozielecki jest autorem szeregu książek popularnonaukowych ("Zagadnienia psychologii myślenia", "Koncepcje psychologiczne człowieka") oraz naukowych (np. "Psychologiczna teoria decyzji"). Lecz "Smutek spełnionych baśni" to jego literacki debiut. Książka ta, fantastyczna kronika wydarzeń w małym hrabstwie angielskim, jest szczęśliwie niezbyt podobna do typowej science fiction. Zaskakuje najpierw ściszonym tonem narracji, a bodaj jeszcze bardziej kompozycją składających się na nią opowiastek. Każda niemal urywa się niespodzianie, jakby przedwcześnie, nim czytelnik na dobre zacznie pojmować, ku czemu zmierza autor. Ogniwa tej kroniki zarazem są i nie są spuentowane. Nie są, bo brak im wypowiedzianego morału, konkluzji jako wyraźnego zamknięcia. Są, bo takiej konkluzji po czytelniku oczekuje tekst. Sami winniśmy wypełnić refleksją milczenie rozpościerające się za ostatnim słowem.

Musi to być refleksja rozważna, bo autor krzyżuje w swojej kronice naukową problematykę i naukową herezję sposobem porządnie perfidnym. Nie obeznanemu z typem humoru właściwego zawodowcom nauki przyda się może taki wiatyk przy lekturze "Smutku spełnionych baśni": ich skryta intencja jest zarazem poważna i niepoważna. Nie rozszyfrowana właściwie, objawi się jako czasem zabawna, a czasem tylko zaskakująca dziwaczność. Otóż trzeba sobie powiedzieć, że to nie są puste żarty, płody byle jako rozigranej wyobraźni - że w tej "kronice" idzie o coś ponad zabawę, chociaż element zabawy jest w niej obecny. Humor fantastyki Kozieleckiego jest złośliwie racjonalny jako konsekwencje wysnute z (typowego dla wszelkiej fantastyki) założenia "co by było, gdyby". Co byłoby mianowicie, gdyby liczne uroszczenia współczesnej nauki lub strachy współczesnej cywilizacji miały się urzeczywistnić "galopem"...

https://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=59776

Z całością i ja się nie zetknąłem.

7
Hyde Park / Odp: O muzyce
« dnia: Lipiec 17, 2019, 02:08:53 pm »
Kaczuchy... rok 1981... to dla mnie w pierwszym rzędzie "Kombajnista" jednak ;):

https://vod.tvp.pl/video/opole-sprzed-lat,trzeci-oddech-kaczuchy-kombajnista-1981,4295320

8
Forum po polsku / Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
« dnia: Lipiec 17, 2019, 01:46:40 pm »
Setki autorów opisało jakoś przyszłość, a my wybieramy tych, których przewidywania się sprawdziły i uważamy to za coś niesamowitego  :P

Zapewne zdrowa porcja dystansu, a nawet cynizmu, nie zaszkodzi... Zauważ jednak, iż jest pewna różnica pomiędzy jednym czy dwoma trafnymi przewidzeniami (wtedy - w istocie - wypada myśleć o zbiegu okoliczności, szczęśliwym przypadkowym trafieniu), a taką ich ilością, że starcza tego na piętnastostronicowy wątek (i wciąż trudno mówić o wyczerpaniu tematu). (Gdzie - nadto - trudno w większości wypadków mówić o samospełniających się wizjach*, bo Lem - z racji geograficzno-politycznych uwarunkowań - był w skali globalnej autorem dość niszowym jednak, jakkolwiek przykro to zabrzmi.)

* Nie żeby takowe należało lekceważyć. Zdolność nadawania kierunku ewolucji technologicznej (czy społeczno-kulturowej) również zasługuje na szacunek.

Z drugiej strony jak się poszuka, to wiele z tego co się przypisuje jako samoistnie objawienie Lemowi polega na tym, że czytał zagraniczną literaturę naukową i wstawiał to do swoich powieści.

Z trzeciej... To, że wiedział co z tej literatury fachowej wybrać, a co odrzucić jako mrzonki, także należy docenić. Tym bardziej, że wielu fachowcom takiego wyczucia zabrakło.

9
Hyde Park / Odp: Coś dla fanów "Star Wars" ;)
« dnia: Lipiec 16, 2019, 09:11:22 am »
Mówisz, że nie ma co psuć sprawami doraźnymi porządnej space fantasy (z elementami SF)? ;)
A co do RedLetterów (SzkarłatnychLiter czy raczej ważnych dat z kalendarza? ;) ), to obejrzę już po premierze, sprawdzę jacy z nich jasnowidze ;).

10
Hyde Park / Odp: Coś dla fanów "Star Wars" ;)
« dnia: Lipiec 15, 2019, 09:47:48 pm »
Rozmawialiśmy o wielkoskalowych projektach i wykrakaliśmy... Gwiazda Śmierci wkracza do rodzimej debaty publicznej:

30 mld zł - tyle w ciągu miesiąca zarabia armia 6 milionów Polaków, którzy dostają wypłatę w wysokości dokładnie 5 tys. zł. Janusz Filipiak, najlepiej wynagradzany prezes na polskiej giełdzie papierów wartościowych, potrzebowałby 183 tys. lat, by uzbierać taką kwotę.
30 mld zł to na przykład równowartość rocznych wypłat z programu 500+ dla blisko 5 mln rodzin. To również pieniądze, które pozwalają na budowę 750 kilometrów autostrad. To środki, które pozwoliłyby na przykład sfinansować budowę 15 Stadionów Narodowych. Jeden obiekt stałby w każdym województwie. A licząc mniej poważnie - to mniej więcej 0,0000009 proc. budżetu niezbędnego do wybudowania Gwiazdy Śmierci według wzoru z filmu Gwiezdne Wojny.

https://www.money.pl/gospodarka/program-platformy-obywatelskiej-jest-prosty-chce-wydac-30-mld-zl-na-pensje-polakow-6402830684743297a.html

11
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« dnia: Lipiec 15, 2019, 07:50:53 pm »
kolejna przymiarka do budowy jetpacka:
Teraz ma się zwać flyboard;

Paliwa - tradycyjnie - na długo nie starcza,  ale ponoć da się już mówić o praktycznych, powietrznodesantowych, zastosowaniach.

12
Forum po polsku / Odp: Gdzie mieszkał Lem
« dnia: Lipiec 14, 2019, 08:28:09 pm »
Ta strona to w ogóle shock  :o
https://www.twgram.me/tag/stanis%C5%82awlem/

Ot, chiński Instagram, ale portret Sartoriusa* świetny:

https://www.twgram.me/media/2079547823599000866

W tym ujęciu Солони́цын pasowałby mi na Wybiegałłę do "Poniedziałku...".

* Nawiasem: widzieliście, że to nazwisko z życia (laboratoryjnego) wzięte?
https://en.wikipedia.org/wiki/Sartorius_AG#Early_history
http://www.sartorius-polska.com/dla-laboratorium/
Choć geneza krawiecko-medyczna też niewykluczona:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mięsień_krawiecki
A Snaut chyba Norwegiem był:
https://en.wiktionary.org/wiki/snaut

13
Forum po polsku / Odp: Co wymyślił Lem... kompendium.
« dnia: Lipiec 13, 2019, 11:22:54 am »
Mówcie co chcecie (a nawet bijcie ;) ), ale jak wpadam na kolejne doniesienia o tym nieszczęsnym zaginionym Dawidku - kto i jak go szuka - to mam skojarzenia z wiadomą sceną z "Obłoku...".

14
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« dnia: Lipiec 13, 2019, 10:58:43 am »
Dzięki, Q :)

Nie ma za co (po raz któryś z kolei) ;).

Do dnia dzisiejszego byłem święcie przekonany, że NGC 3147 to nic innego jak porządna, prawdziwa AGN typu 2. Byłem tego tak pewien, jak tego, że słońce wschodzi na zachodzie.
A co się okazało? To tylko jakaś nędzna AGN typu 1.

Żeby to tak prosto było... NGC 3147 nie uchodziła za jakąś tam galaktykę Seyferta typu 2, ona uchodziła za sevryjski wzorzec galaktyk tego typu, a tu się okazało, że ten wzorzec figle płata, na nosie teoretykom grając, bo nie dość, że centralna Osobliwość posiada dysk akrecyjny (choć posiadać go nie miała), to jeszcze dysk ów nie tylko płaski/wąski jest nad pojęcie, ale i zachowuje się poniekąd jak kwazar.

Moim zdaniem Program Apollo był i pozostaje najtrudniejszym (czyli też najciekawszym) programem technicznym/technologicznym w historii, biorąc pod uwagę ilość i wagę bardzo różnych problemów, które w ramach Programu rozwiązano w niezmiernie krótkim czasie.

I tu pojawia się pytanie czy wielkoskalowe przedsięwzięcia podobnego rodzaju nie są wartościowe ze względu na to, jakimi rozwiązaniami obradza ich realizacja, niezależnie od tego, jak ocenimy je same w sobie?
Pojadę przykładem... Powiedzmy, że jakiś Kaligula (jak Dracula) II postanowiłby zbudować sobie letnią rezydencję (z haremem) na powierzchni jądra Neptuna, i jeździć (nie - latać) do niej, szczerozłotym TIR-em, wprost z Ziemi. Kretyńskie, prawda?* A teraz zastanówmy się opracowania ilu patentów wymagałoby spełnienie takiego marzenia szalonego despoty, i jaki pożytek dałoby się z nich robić już po jego obaleniu...
(Nawiasem: pamiętasz jak - tylko dzięki temu, że Nolanowi się zachciało pokazać gawiedzi w miarę realistyczną czarną dziurę w roli podniety - gołe baby się nieco opatrzyły - powstał całkiem przyzwoity pejper o tychże obiektach? Może być pożytek z głupich filmów, to czemu nie z wbijania flagi? I wszystko to nawet gdy przyjąć Twoją optykę, że loty załogowe są po nic.)

* Przy czym zauważ swoją drogą, że to co dziś zwiemy pomnikami przeszłości - piramidy, pałace, świątynie - nie powstało bynajmniej w oparciu coś, co moglibyśmy - wedle dzisiejszych standardów - nazwać rozsądną (biznesową) kalkulacją, raczej rodziły się te cuda świata z ambicji, wiary czy kaprysu...

A wydaje się, że na samym czele listy zasad programu komputerowego, który - uwzględniając część sugestii pilota - steruje samolotem, powinna stać zasada: „Taranowanie (zwłaszcza) ziemi lub wody jest zakazane, chyba, że pilot zerwie najpierw dwie duże mechaniczne blokady, których nie da się z niczym pomylić.”

Może to opatentuj, żebyś nie wyszedł na rzucaniu luźnych idei, jak Clarke na orbicie ;).

Lądowanie bezzałogowe na niewidocznej stronie Księżyca było świetnym ruchem. Chińczycy zrobili coś w Kosmosie jako pierwsi, a kosztowało to pewnie ze 200-300 milionów dolarów.
Albo i mniej.

Czyli jednak coś Ci się ostatnio spodobało ;).

Po prostu sto czy dwieście miliardów USD pójdzie w straty.

Znaczy: ~100 - 200 przychodów z "Awędżersów".

Natomiast to, czy na Marsie, na Tytanie lub gdziekolwiek w Układzie Słonecznym uda się znaleźć jakieś bakterie i czy one będą miały podwójne, pojedyncze, czy potrójne helisy, to mnie prawie nie obchodzi. 
Prawie.

Nie uważasz wszakże, iż to, czy najprostsze formy życia powstają wszędzie (bierz to "wszędzie" w nawias, bo o malutkim wycinku mówimy) +/- identyczne, czy też już na tym etapie istnieją ogromne rozbieżności, ma jednak spore znaczenie (choćby dla predykcji egzobiologicznych)?

Nie ma żadnego komercyjnego uzasadnienia dla załogowego „Powrotu na Księżyc” (bo gdyby było, to prywatny kapitał by się tym zajął).

A słyszałeś o tym drugim - prywatnym - Artemisie (wspominałem o nim powyżej)? Hotel księżycowy (Petecki by rzekł: gwiaździniec) chcieli budować. Czyli przymiarki są.

15
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« dnia: Lipiec 13, 2019, 12:38:29 am »
Fajne to skalowanie

I to podwójnie. Raz - pokazuje jak znikomi jesteśmy nawet na tle naszego zakątka Galaktyki. Dwa - sam fakt, że ludziom chciało się coś takiego zrobić jest budujący.

a na robota młodego dałam się nabrać :-[

Nie Ty pierwsza. Jak podsunęły mi w/w filmik googlowskie algorytmy na YT, też myślałem, że to autentyk (kto by tam opisy dokładnie czytał ;) ), dopiero jak robot zaczął się zbyt energicznie bronić jąłem coś podejrzewać. Inna sprawa, że jak się patrzy jak ci geniusze z Boston Dynamics okładają swoje robociska kijami, albo nogi im podstawiają, to - choć na rozum się wie, że maszyny nic z tego nie czują, a pozorny sadyzm stanowi eksperymentalną konieczność - ma czasem człowiek ochotę żeby traktowane się odwinęły i oddały, i twórcy filmiku b. zręcznie na tym zagrali (podrabiając zarazem świetnie styl nagrań BD).

(Oczywiście jest w tym wszystkim również trop lemowski, tak można by sobie wyobrażać początek buntu żelaznych aniołów, gdybyśmy, rzecz jasna, sprawy świadomości mieli rozpykane na tyle by je dziśjutro budować, choć styl konfrontacji bardziej do "P. jedenastej" pasuje. Acz nie tylko... Trurl z Klapaucjuszem też w spadku po kimś znaną brutalność - "podstawił mu nogę, a gdy ów upadł, związał go, a potem grubym drągiem zaczął go tłuc na kwaśne jabłko" - musieli wziąć.)

Przeczytałam właśnie artykuł z czerwcowego Świata Nauki pt.” Sztuczna wyobraźnia”

Czytając fragment:

"W Stanach Zjednoczonych Defense Advanced Research Projects Agency finansuje program badań nad systemami sztucznej inteligencji, które byłyby „zdolne do tłumaczenia decyzji” – wszakże dowódcy nie będą skłonni wysłać żołnierzy do walki, nie znając argumentów."

Nie zdołałem uciec od skojarzenia z monologami GOLEM-a 8).

ja ostatnio wypróbowałam asystenta Google

Oh, my! - jak mawia startrekowy Sulu - podglądacza do dom wpuściłaś:
https://komorkomania.pl/37561,google-podsluchuje-pracownicy-giganta-moga-wiedziec-co-dzieje-sie-w-twojej-sypialni

Strony: [1] 2 3 ... 665