Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Cetarian

Strony: [1] 2 3 ... 30
1
DyLEMaty / Odp: AI - przerażająca (?) wizja
« dnia: Kwietnia 27, 2026, 10:36:54 pm »
No, ale co sugerujesz?

Nie bronić się przed negatywnymi cechami AI, bo i tak się nie uda, to po co próbować?

Przeimprezować aktywa i się obwiesić?

2
DyLEMaty / Odp: AI - przerażająca (?) wizja
« dnia: Kwietnia 27, 2026, 08:24:48 pm »
Nie lubię skatologicznych dowcipów, a ten ma dodatkowo taką zasadniczą wadę, że jest nieśmieszny.

*
Rozwój AI niesie szanse i zagrożenia.
Z szans należy korzystać, a zagrożenia eliminować, a w każdym razie walczyć z nimi.

To „zwalczanie” w ogromnym skrócie może oznaczać potrzebę/sensowność/celowość z jednej strony korzystania z wiarygodnych źródeł, i dlatego np. płacę na Guardiana, choć można czytać za darmo.

Z drugiej strony zapewne będzie rosła rola grup wsparcia, czy sui generis „spółdzielni”, których członkowie będą współpracowali w obszarze weryfikacji źródeł.
Po części taką rolę pełni też niniejsze Forum.

*
A hapeesy niech sobie przekazują filmiki z podróży ufockimi talerzami.

3
DyLEMaty / Odp: AI - przerażająca (?) wizja
« dnia: Kwietnia 26, 2026, 11:07:10 pm »
Ale czy to aby na pewno do tego wątku?

 :-\

**
Aa, bo to nie Feynman osobiście, tylko sztuczny półinteligent, przebrany za Ryśka? 

4
Hyde Park / Odp: ELONA MUSKA „KOLONIA” NA MARSIE
« dnia: Kwietnia 26, 2026, 09:59:44 pm »
Szykuje się kolejna przymiarka do długotrwałych misji księżycowo-marsjańskich:
https://tvn24.pl/tvnmeteo/nauka/solis100-szesc-osob-spedzi-100-dni-w-izolacji-jedna-z-nich-jest-polka-st9015903

Około dwustu pięćdziesięciu osób spędziło po sześć miesięcy na ISS (kilka osób miało znacznie dłuższe pobyty), a teraz zamknięcie sześciu osób na sto dni w jakiejś piwnicy ma dostarczyć danych, których nie uzyskano na ISS?

To jest żenujący „publicity stunt”, na szczęście tani.

*
Eksperyment SOLIS100 odbywa się na terenie placówki badawczej DLR w Kolonii. To ściśle kontrolowane środowisko kosmiczne [bold mój - C]”

Kosmiczne? Piwniczne.   

5
DyLEMaty / Odp: Roboty
« dnia: Kwietnia 25, 2026, 09:13:41 pm »
P.S.

W marcu br. Guardian opublikował tekst,

https://www.theguardian.com/technology/2026/mar/19/my-ride-in-a-self-driving-taxi-london

z którego wynika, że pod koniec przyszłego roku na ulice Londynu wyjadą autonomiczne taksówki i to kilku firm.

Będą to (among others): omówiony w tym artykule szerzej i życzliwie startup Wayve, „US giant Waymo” i “Chinese company Baidu”.

Dalej w tekście pojawia się następująca informacja:
Waymo and Apollo Go are by far the two largest robotaxi operators in the world: Waymo completes 450,000 rides a week, with Apollo Go recording 250,000 rides a week.

Zadałem sobie pytanie: ile kursów może zrobić taksówkarz w ciągu ośmiogodzinnej zmiany, przy założeniu, że pracuje w dużej korporacji, która jest w stanie przekazywać mu szybko nowe zlecenie, do podjęcia w pobliżu miejsca, w którym zakończył poprzednie.
Wydaje mi się, że tych kursów może być około 15, maksymalnie 20.
Robo-taxi, jeżdżąca 24 godziny na dobę, mogłaby w związku z tym zrobić jakieś 50 kursów.
W tygodniu około 350.
W związku z tym Waymo, żeby wykonać 450 000 kursów w ciągu tygodnia, potrzebuje około 1300 taksówek.
Jedna warszawska korporacja ma dwa tysiące taksówek, być może jest największa w mieście, ale nikt jej z tego powodu nie nazywa „gigantem”.

Jednak, według Wikipedii, taksówek Waymo jest więcej:
https://en.wikipedia.org/wiki/Waymo

As of March 2026, Waymo operates public commercial robotaxi services in 10 US metropolitan areas, has 3,000 robotaxis in service, provides 500,000 paid rides per week and had logged 200 million fully autonomous miles.

3 000 taksówek i 500 000 przejazdów tygodniowo – z tego wynika, że średnio robotaxis wykonują jeden kurs na godzinę.
   
*
Dwieście milionów mil, czyli ponad trzysta dwadzieścia milionów kilometrów, przejechanych „w pełni autonomicznie”, najwyraźniej nie pozwoliło na opracowanie systemu, który regulatorzy pozwalaliby stosować powszechnie – bo gdyby pozwalali, to Waymo miałoby w USA trzysta tysięcy taksówek, a nie trzy tysiące.

(Potencjalni) żołnierze Skynetu potrafią (i to od lat) robić salta (i inne ewolucje), ale z prowadzeniem samochodów najwyraźniej sobie nie radzą.

Noo, biegają szybko, może zawojują świat na piechotę?

6
DyLEMaty / Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 24, 2026, 09:45:13 pm »
No, wszystkiego to się nie da zdublować, zwłaszcza głównego silnika czy innych zbyt ciężkich rzeczy, ale jednak wiele rzeczy było podublowanych albo nadmiarowych w CSM, jak cała pirotechnika (kable), silniki korekcyjne, spadochrony, ablacja, komunikacja, ogniwa paliwowe, zbiorniki z tlenem (wystarczył jeden a były dwa, a po Apollo 13 dodano trzeci), system pionujący po wodowaniu, trochę tego było. Któryś CM lądował tylko na 2 z tych 3 spadochronów. Apollo 13 doznał podczas wejścia na orbitę Ziemi wyłączenia jednego z silników głównych z powodu rezonansu ciśnieniowego, ale pozostałe były w stanie dokończyć robotę.

No a toaleta nie wytrzymała, tylko ciekawe, czy z powodu, że była wadliwa ideowo, czy doznała przypadkowej usterki. Jak to Lem stwierdził, powiedzieć, że kimś "rzuca", to znacznie mniej niż powiedzieć, że ma drgawki kloniczne i toniczne.

Wiem, że szereg instalacji było zdublowanych, do tego można dodać jeszcze aż trzy ogniwa paliwowe w module serwisowym, z tego co pamiętam, żeby wydać zgodę na odłączenie lądownika i lądowanie na Księżycu, konieczne było, według wewnętrznych reguł Mission Control, żeby wszystkie trzy ogniwa w module serwisowym były sprawne, natomiast na Ziemię dałoby się wrócić na jednym ogniwie.
Jeżeli chodzi o spadochrony, to tak, założenie było takie, że na dwóch da się wylądować, czy też opaść na wodę, bez obrażeń.
Przy lądowaniu/wodowaniu Apollo 15 spadochrony otworzyły się prawidłowo, natomiast chwilę później wypuszczono resztę paliwa z systemu RCS.
(Albo trochę za wcześnie, albo trochę za późno, tego nie pamiętam, a być może wypuszczono w tym samym momencie, co zwykle, ale akurat wiatr tak zawiał, że rzucił to paliwo w stronę spadochronów)
A ponieważ paliwo było żrące, to jeden spadochron został pocięty i zaczął się zwijać, a w zasadzie zwinął się już prawie całkiem. O ile dobrze pamiętam, Worden napisał w swojej książce, że i drugi spadochron zaczął się zwijać, ale moduł dowodzenia był już pojedyncze metry, albo stopy, nad wodą. (Jednak na poniższym filmie tego [początków zwijania drugiego spadochronu] nie widać).

Ale jednak, zwłaszcza w „LeM-ie”, zdecydowana większość istotnych elementów nie była zdublowana.

Moduł serwisowy też miał tylko jeden silnik główny, a moduł dowodzenia jeden komputer i jedną platformę nawigacyjną (z dużą ilością bardzo ruchomych części [żyroskopy]). 

*
Nie lubię słowa „cud”, nawet używanego w przenośni.
(Nawiasem, czy ten chory, którego Trump/dżizus „uzdrawiał”, to aby nie Epstein?)

Zdajesz się sugerować, że program Apollo to było coś w rodzaju czarnego łabędzia i to dwugłowego, powiedzmy.

Mnie się wydaje, że to jest jednak niesprawiedliwe dla zbiorowego wysiłku inżynierów, projektantów i menedżerów programu Apollo, ponieważ, tak jak napisałem wcześniej, tych udanych lotów na orbitę Księżyca było osiem i to zasadniczo osiem na osiem, bo awaria w locie Apollo 13 to był wynik ewidentnego błędu ludzkiego, to znaczy zainstalowania nadpsutego zbiornika, co po prostu nie powinno się wydarzyć.

*
W kategoriach bardzo niezwykłych wydarzeń losowych, pierwsze (a co najmniej bardzo wysokie) miejsce na mojej liście zajmuje wyprawa Shackletona na Endurance – nikt nie zginął, pomimo ultra-ekstremalnych warunków, w których załoga przebywała przez długi czas po zgnieceniu/zatonięciu statku.

https://en.wikipedia.org/wiki/Imperial_Trans-Antarctic_Expedition

*
Tu wodowanie modułu dowodzenia Apollo 15





7
DyLEMaty / Odp: Roboty
« dnia: Kwietnia 24, 2026, 09:39:15 pm »
Bardzo to imponujące jest …

Ale ja bym jednak chętnie zobaczył robota, który:

1/- przyszywa guzik do koszuli;
2/- zawiązuje komuś sznurowadła w butach,
3/- prasuje koszulę (przy pomocy żelazka i deski, używanych przez ludzi);
4/- wybija po jednym jajka do miseczki, wącha je, i, jeśli pachną odpowiednio, przelewa na patelnię, smaży jajecznicę i podaje.

Dobrze byłoby, żeby te wszystkie czynności (i jeszcze kilka innych, zwłaszcza w kuchni) wykonywał jeden robot.

8
DyLEMaty / Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 23, 2026, 04:12:53 pm »
Generalnie chodzi o to, że w tych programach wszystko jest (...) nie za bardzo sofisticated.

Wszystko, wszędzie i zawsze powinno być konstruowane jak najprościej – oczywiście przy założeniu, że osiąga się planowane funkcjonalności.

Generalnie chodzi o to, że w tych programach wszystko jest (...) z nadmiarem,

W lądowniku system silni[cz]ków korekcyjnych [RCS] był zdublowany.

Silnik do lądowania (pierwszy na świecie silnik rakietowy o zmiennym ciągu) był jeden.

Silnik do startu był jeden.

Komputer był jeden.

Platforma nawigacyjna jedna.

Thomas J. Kelly w książce „Moon Lander” opisał walkę o utrzymanie masy „LeM-a” poniżej zadanej granicy.
Dość zdecydowanie nie było tam miejsca (rezerwy masy) na nadmiarowość.

Generalnie chodzi o to, że w tych programach wszystko (...) ma zadziałać raz. 

Lot Apollo 11 trwał osiem dni i trzy godziny.

Loty Apollo 15-17 trwały odpowiednio: dwanaście dni i siedem godzin, jedenaście dni i godzinę, dwanaście dni i trzynaście godzin.

Lot Artemis II trwał dziewięć dni i jedną godzinę. Był o ponad jedną czwartą krótszy niż loty Apollo 15 i 17.

Ale jednorazowa toaleta nawet tyle nie wytrzymała.


9
Hyde Park / D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« dnia: Kwietnia 23, 2026, 03:42:18 pm »
Natomiast skądinąd gdzieś tam mi ćwierka za uszami, że szacowano prędkość reakcji Niemców, w znaczeniu jak szybko od chwili zero będą się w stanie poruszać z posiłkami na 20-30 km/h. Więc być może z tego wynikał pośpiech, bo Alianci bali się zepchnięcia do morza.

Ale jaki cel mieli Alianci?

Zdobyć i utrzymać przyczółek?

Czy pospiesznie wysadzić na plaże wielu poborowych, a potem niech sobie radzą?

Jak sobie wyobrazisz, że strzelasz nie do poziomego patyka, a do dykty 2x2 m tak umocowanej, że widzisz ją stycznie (czyli widzisz tylko jej poziomą krawędź), to trafienie w jakiś określony punkt na jej powierzchni jest bardzo trudne. Jak sobie wyobrazisz, że dykta to zaplecze plaży, a ten punkt na jej powierzchni to działo w schronie, to zdaje mi się, że to jest właściwy model sytuacji.

Wpisałem w Google „dykta”

https://allegro.pl/oferta/biala-plyta-pilsniowa-plyta-hdf-3mm-cieta-na-wymiar-17622887603?utm_feed=aa34192d-eee2-4419-9a9a-de66b9dfae24&utm_term=promo&utm_source=google&utm_medium=cpc&utm_campaign=_dio_budownictwo_pla_ss&ev_adgr=_dio_budownictwo&ev_campaign_id=22605852901&gad_source=1&gad_campaignid=22605852901&gbraid=0AAAAAD24kbM8SSuaqO3Gqd-OUjfor5h1P&gclid=CjwKCAjwhqfPBhBWEiwAZo196lZrpNeIO4GPCVqHSiLJ8In7k1zDDWMJeu-mZvv-ucH5igkplDXL3xoCMAwQAvD_BwE

i wyświetliła mi się płyta pilśniowa o grubości trzech milimetrów.
Powiedzmy, że ktoś strzela do niej z broni kaliber dziewięć milimetrów.
Rzeczywiście trafić nie byłoby łatwo.

Ale to porównanie jest jednak trochę mylące.

Jaką „grubość” miał bunkier?
Minimum dwa metry wysokości wewnątrz, powiedzmy, metr stropu, i chyba ze 20-30 cm podłogi – od dołu nie musiał być chroniony, ale chyba (nie jestem architektem) warto spiąć ściany betonową podłogą, żeby bunkier był bardziej sztywny.
Czyli 3,2 - 3,3 metra grubości. Może trochę więcej, jeśli pomieszczenie w środku miało np. 2,2 metra wysokości.

Ale nawet te 3,2 – 3,3 metra to jest jedenaście średnic pocisku dwunastocalowego (305 mm).

Albo ponad dziewięć średnic pocisku czternastocalowego (355 mm).

Czyli to jednak byłoby tak, jakby ktoś z broni o kalibrze dziewięć milimetrów strzelał do poprzecznej belki o wysokości/grubości osiem – dziesięć centymetrów.

To jest „dykta” razy trzydzieści.

A jeżeli było trudno trafić, to należało wydłużyć czas ostrzału.

Np. trzykrotnie, z czterdziestu minut do dwóch godzin.

Wydaje się ekstremalnie mało prawdopodobne (niemożliwe), żeby planiści nie zadali sobie pytania (i nie próbowali na nie odpowiedzieć) „Co właściwie chcemy osiągnąć ostrzałem plaży z dział okrętowych?

Zawiadomić Niemców, że dziś lądujemy?” (Ale tego się dowiedzieli, kiedy zobaczyli statki)

Czy też „Zniszczyć, a co najmniej znacząco osłabić umocnienia nad plażą?” – dzięki czemu lądowanie będzie znacznie szybsze, a straty na plaży znacznie mniejsze?




10
Hyde Park / D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« dnia: Kwietnia 20, 2026, 01:32:22 am »
A jeśli chodzi o dłuższe strzelanie a zwłaszcza jego efektywność. Jeśli chodzi o artylerię okrętową to czuję się wybitnie niekompetentny, tym niemniej zdaje mi się, że na morzu stawia się na zasięg i artyleria okrętowa to armaty a nie haubice. W tradycyjnym rozumieniu tego słowa: armata - działo o lufie 40 i więcej kalibrów, strzelające płaskotorowo, haubica - działo  o lufie 15-30 kalibrów, strzelające stromotorowo.

Z takim zastrzeżeniem, że ja też wiem o marynarce wojennej w czasach SWW bardzo niewiele:

lądowanie na plaży Omaha było wspierane m.in. przez pancerniki USS Arkansas i USS Texas.

https://en.wikipedia.org/wiki/USS_Arkansas_(BB-33)#World_War_II

"On 3 June, she left her moorings, and on the morning of 6 June, took up a position about 4,000 yd (3,700 m) from Omaha Beach. At 05:52, the battleship's guns fired in anger for the first time in her career. She bombarded German positions around Omaha Beach until 13 June."

https://en.wikipedia.org/wiki/USS_Arkansas_(BB-33)

Pancernik Arkansas był wyposażony w dwanaście dział dwunastocalowych (kaliber 305 milimetrów)

https://en.wikipedia.org/wiki/12-inch/50-caliber_Mark_7_gun

The 12"/50 caliber Mark 7 gun (spoken "twelve-inch-fifty-caliber")

Działa miały lufy o długości 50 kalibrów.   
Maksymalne uniesienie lufy to 15 stopni, a praktyczny zasięg dwadzieścia dwa kilometry, przy uniesieniu 15 stopni.
Gdyby pocisk miał lecieć prosto, z lufy uniesionej 15 stopni od poziomu, to w odległości  dwudziestu dwóch kilometrów znajdowałby się na wysokości prawie sześciu kilometrów i zapewne przeleciałby jeszcze kilka kilometrów, a może kilkanaście.

Ponadto, gdyby strzelano ogniem na wprost, to USS Arkansas nie mógłby wspierać wojsk do 13 czerwca, czyli jeszcze tydzień po D-Day.

*
USS Texas
https://en.wikipedia.org/wiki/USS_Texas_(BB-35)

At 03:00 on 6 June 1944, Texas and the British cruiser Glasgow entered the Omaha Western fire support lane and arrived at her initial firing position 12,000 yards (11,000 m) offshore near Pointe du Hoc at 04:41, as part of a combined total US-British flotilla of 702 ships, including seven battleships and five heavy cruisers.

USS Texas był wyposażony w dziesięć dział czternastocalowych (kaliber 355 milimetrów)

https://en.wikipedia.org/wiki/14-inch/45-caliber_gun

Uniesienie lufy: 15 stopni przed modernizacją wież, trzydzieści stopni po modernizacji wież.

Unmodernized turret: 23,000 yd (21,000 m) at 15° elevation
Modernized turret: 34,300 yd (31,400 m) at 30° elevation

(To chyba zamyka rozważania o strzelaniu na wprost [płaskotorowo], prawda?)

Zasięg trzydzieści jeden kilometrów czterysta metrów, przy uniesieniu lufy 30 stopni.


11
Hyde Park / D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« dnia: Kwietnia 18, 2026, 09:44:24 pm »
No ale ja nie pisałem, że nie prowadzono rozpoznania, gdyby akurat tam NIE prowadzono rozpoznania to byłoby to dość dziwne i zwracające uwagę... tylko chodziło mi o to, że wcześniejsze systematyczne niszczenie umocnień z tego powodu (zachowania tajemnicy gdzie nastąpi lądowanie) nie mogło nastąpić. Wcześniejsze to znaczy na przykład z wyprzedzeniem tygodnia. A bombardowanie kiedy atak się rozpoczął nie mogło być tak skuteczne, zresztą w ogóle byłoby mało skuteczne wobec żelbetowych bunkrów. To był cel rozproszony w sensie liczby a nie punktowy jak schrony ubotów, żeby rzucać na to tallboye, które czy by trafiły w punkt czy obok, to i tak rozmemłałyby to od spodu.

Atak na plaże został bezpośrednio poprzedzony potężnym nalotem z powietrza oraz ostrzałem z okrętów.

To, że nie można było niszczyć umocnień przed D-Day jest hiper-oczywiste i w ogóle nie o to mi chodziło i chodzi.

Chodzi o sekwencję zdarzeń od pierwszych godzin 6 czerwca 1944 roku.   

Pierwsi spadochroniarze zaczęli skakać chyba już kwadrans po północy.
Najwyraźniej planiści D-Day (w takiej strukturze, w jakiej działali, z Eisenhowerem jako ostatecznym decydentem) założyli, że nawet jeśli do niemieckich central dowodzenia zaczną docierać meldunki o spadochroniarzach pojawiających się tu i ówdzie, to prawie na pewno nie spowoduje zarządzenia alarmu na całym wybrzeżu Normandii.
I te szacunki się sprawdziły.

Natomiast w pewnym momencie rozpoczęły się działania zaczepne na plażach.

Wiem, że wybrzeże zostało zbombardowane, natomiast celność bombardowań w 1944 roku była taka, że raczej nie można było realnie oczekiwać, żeby te bombardowania zniszczyły lub uszkodziły znaczącą część bunkrów.

Natomiast, o ile dobrze pamiętam, na większych okrętach znajdowały się działa ośmiocalowe i dużo więcej sześciocalowych.
Napisałeś, że lądowanie było poprzedzone ostrzałem.
Ale:
Czy lepiej ostrzeliwać bunkry nad plażą przez dwie godziny, a potem zdobywać plażę przez (powiedzmy) dwie godziny, czy lepiej ostrzeliwać bunkry przez czterdzieści minut, a potem zdobywać plażę przez osiem-dziesięć godzin (kosztem tysięcy zabitych i rannych)?

Wybrano wariant drugi – ostrzał trwał około czterdziestu minut.
Podczas gdy wydaje się, że wariant pierwszy byłby lepszy.

Dokładne mapy morskie wybrzeża Francji były znane, było dokładnie wiadomo, gdzie większe jednostki mogą podejść bez ryzyka, że osiądą na mieliznach.
A nawet gdyby (niektóre) osiadły, to nic im tam specjalnie nie groziło, ponieważ alianci panowali w powietrzu, i ryzyko, że unieruchomionymi okrętami zajmą się samoloty niemieckie, było znikome.

Natomiast, gdyby ogniem z dział okrętowych (trwającym trzy razy dłużej, czyli dwie godziny) zniszczono wszystkie/prawie wszystkie/zdecydowaną większość niemieckich bunkrów, to lądującym oddziałom pozostałaby w zasadzie kwestia przejścia przez pola minowe już nie pod ogniem.
Być może planiści D-Day uważali, że długotrwałe przygotowanie artyleryjskie (rzędu dwóch godzin, czy nawet dłuższe) ma jakieś istotne wady, ale ja nie wiem i nie potrafię odgadnąć, o co mogło chodzić.     

*
Plus otwarte pytanie (zadane już w poście otwarcia), dlaczego przynajmniej na jakiejś części barek desantowych, lądujących w pierwszych falach, nie zainstalowano dział.

12
DyLEMaty / Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 18, 2026, 08:47:46 pm »
Każda firma ma księgowych, którzy kombinują, jak obciąć koszty ale nie o to chodzi. Po prostu dysponując całą dotychczasową wiedzą projektuje się nowe silniki, które teoretycznie mają być lepsze. Mimo tej wiedzy, budowy prototypów, ich optymalizacji itp. w efekcie czasem okazuje się, że ten "lepszy" silnik ma drobne z pozoru wady, a może nawet nie wady tylko zdawałoby się nieistotne cechy, które per saldo powodują, że statystycznie ta jednostka okazuje się porażką i trafia na tego typu listę: https://motofakty.pl/top-15-silnikow-diesla-ktorych-nalezy-unikac-przeglad-rynku/ar/c4-16280671 . Jak widać nie są to produkty firm-krzaków.

Skoro tak trudno jest wyprodukować dobry silnik Diesla, pomimo 100 lat doświadczeń i skoro 30 lat doświadczeń z toaletami na promach i 25 lat doświadczeń z toaletami na ISS nie wystarczyło, żeby zbudować toaletę, która działałaby bezawaryjnie przez 10 dni lotu Artemis 2,
 to właściwie dlaczego Amerykanom udało się te sześć lądowań na Księżycu?

Przecież to wszystko były prototypy, a w każdym locie był szereg krytycznych manewrów, przy których błąd lub awaria mogły spowodować wyrzucenie statku na jakąś trasę bez możliwości powrotu na Ziemię.

Start, zejście z orbity Ziemi na trasę do Księżyca, wejście na orbitę Księżyca (czego załoga Artemis 2 nie zrobiła), lądowanie na Księżycu, wyjście w prototypach skafandrów na zewnątrz (jedno wyjście w locie Apollo 11, po dwa w lotach Apollo 12 i 14, i po trzy w lotach Apollo 15-17), start „ascent stage” z Księżyca, odszukanie CSM i  połączenie z nim, zejście z orbity Księżyca, lot w stronę Ziemi i lądowanie/wodowanie.

Sześć udanych lotów, sześć załóg, które wróciły w komplecie.

Do tego udane loty Apollo 8 i Apollo 10.

*
Przy tym awaria w locie Apollo 13 w sumie wyniknęła z ludzkich błędów, to się nie powinno wydarzyć.
W module serwisowym zainstalowano zbiornik na tlen, który najpierw został upuszczony (z wysokości zaledwie około pięciu centymetrów, ale jednak), potem okazało się, że nie można z niego wypompować tlenu, i zamiast go rozebrać, żeby zobaczyć, dlaczego działa źle,  podjęto śmiałą decyzję, żeby ten tlen podgrzać i zmusić do ewakuacji, a następnym razem zatankuje się zbiornik po raz ostatni i poleci.
??!!


Podgrzanie spowodowało spalenie izolacji na podgrzewaczu, bo trwało (o wiele) za długo, ale decyzja, żeby nie badać, dlaczego nie można wypompować tlenu ze zbiornika, była sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem, dobrą praktyką inżynierską i co najmniej z duchem działań w Programie Apollo, jeśli nie z literą.

Szczęściem w nieszczęściu zbiornik wybuchł w drodze w tamtą stronę, astronauci mieli do dyspozycji zasoby „LeM-a” i udało im się wrócić.
Fred Haise żyje do dziś.

No, ale skąd te osiem udanych lotów na orbitę Księżyca, skąd sześć udanych lądowań na Księżycu?

13
Hyde Park / Odp: no nie mogę...
« dnia: Kwietnia 15, 2026, 04:09:39 pm »
https://edition.cnn.com/2026/04/14/us/word-of-week-blasphemy-cec

Christians across faith traditions — even many in the MAGA universe who have otherwise supported Trump — roundly denounced the rendering as “blasphemy.” Some on the right went further. “It’s more than blasphemy,” Marjorie Taylor Greene wrote on X. “It’s an Antichrist spirit.”

Mam nadzieję,  że to będzie "n" tysięcy głosów mniej na Republikanów 3 listopada br.

(Co innego gdyby Trump zamieniał wodę w benzynę ...)
 

14
Hyde Park / D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« dnia: Kwietnia 15, 2026, 12:27:30 am »
- lądowanie w Normandii a konkretnie, że miejscem lądowania będzie właśnie Normandia, stanowiło najgłębszą tajemnicę. Alianci podjęli wiele wysiłku, aby to ukryć - operacja Fortitude, użycie na wielką skalę makiet samolotów, czołgów, barek desantowych, fałszywej aktywności radiowej aby Niemcom się wydawało, że atak nastąpi w rejonie Calais (miejscu najwęższym) a nie w Normandii (gdzie niemalże najszerzej)

Ja to wszystko, nie chwalęcy się, wiem. Zrobiłem o tym osiemnaście filmów. Jak z gumowych czołgów uchodziło powietrze, to kazałem je wypychać słomą.

*
Wydaje mi się ekstremalnie mało prawdopodobne, żeby, w ramach sugerowania Niemcom, że wylądujemy w okolicy Calais, NIE prowadzono rozpoznania lotniczego całego wybrzeża Francji. [??!]
Do prowadzenia takiego rozpoznania wystarczył zapewne promil samolotów, którymi dysponowali alianci.
Chyba że dysponujesz twardą wiedzą, że nie prowadzono rozpoznania wybrzeża Normandii.
Było tak, że nie prowadzono?

*   
Na długo przed drugą wojną światową wynaleziono zeszyt w kratkę.
I w takim zeszycie można było zapisać:
1/- Okręty (x, y, z, a, b, c, … itd.) podchodzą na, powiedzmy, dwa- trzy kilometry od plaży i, od godziny kl.mn, przez 30/60/90 minut ostrzeliwują niemieckie bunkry.
Bez gwarancji sukcesu, ale: kalibry duże, odległość mała, jeśli położenie bunkrów byłoby znane, była[by] szansa, żeby wiele tych bunkrów zniszczyć lub poważnie uszkodzić.
W tym czasie barki desantowe muszą zachowywać odległość minimum trzy i pół kilometra od plaży.
2/- O godz. xy.ab ostrzał artyleryjski zostanie zakończony i barki już mogą wypływać przed linię okrętów.

Nie zrobiono tego, ale dlaczego?
Czy takie rozwiązanie miało[by] minusy, których nie dostrzegam?

Czy w ogóle nie było rozpatrywane?

Nie trzeba było w tym celu wynajdywać przygotowania artyleryjskiego przed atakiem, bo takie przygotowanie już dawno zostało wynalezione.

*
Książka, którą bym bardzo chętnie przeczytał, zawierałaby analizę fazy projektowej D-Day.

Wydaje się dość prawdopodobne, że na tym etapie rozważano jakieś warianty. Nie, gdzie lądować, ale, właśnie, jak najlepiej przygotować lądowanie - żeby się udało.     

15
Hyde Park / Odp: no nie mogę...
« dnia: Kwietnia 14, 2026, 03:00:48 pm »
Niech mnie ktoś uszczypnie, a jak nie pomoże to niech zamaluje mnie w pysk...


Nie szkoda ci zdrowia?
Jeśli już musisz, zaaplikuj sobie małą igiełkę pod paznokieć małego palca.
Dostaniesz silny bodziec, a twarzoczaszka nie będzie wymagała reperacji.

Strony: [1] 2 3 ... 30