Stanisław Lem - Forum

Polski => DyLEMaty => Wątek zaczęty przez: WIST w Październik 31, 2007, 12:59:53 am

Tytuł: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Październik 31, 2007, 12:59:53 am
Witam,
Jestem tutaj nowy a że troche interesuje mnie SF to chciałem spróbować na tego typu forum.
Z góry mam pytanie o pewien film którego tytułu nie pamiętam, ale za to pamiętam treść. Napisze co wiem, a może ktoś skojarzy ten tytuł. Film jest napewno bardzo stary, ale raczej w kolorze, produkcji USA.
Fabuła zaczyna się w labolatorium gdzie grupa naukowców prowadzi jakieś badania. Jest tak jakiś ekran przez który ta grupa przechodzi na drugą strone gdzie widzą wielką pustynie. Oddalają się od wyjścia i uchodzą kawałek, po czym zaczynją ich gonić jakieś dziwne istoty. Trafiają do jaskini która zostaje otoczona polem siłowym, spotykają jakichś ludzi. Okazuje się że jest rok "któryś tam" w przyszłości a powierzchnia planety uległa zniszczeniu po wojnie atomowej. Reszta ludzkości chroni się przez mutantami (oni gonili naszych bohaterów) oraz szykuje do odlotu do dalekiego świata gdzie mają zamieszkać. Nadchodzi czas odlotu, ale coś się dzieje i rakieta wybucha (chyba mutanty) a resztka która została na planecie ludzi barykaduje się w jednym pomieszczeniu. Uciekają przez portal (nie wiem skąd się tam znalazł) znów w przyszłość.

Charakterystyczne jest to że funkcjonowały tam roboty podobne do ludzi, a każda osoba miała pistolet przy boku. Koniec przygody to ziemia za znów ileś lat, ale "odrodzona". Potem lecą w przśpieszeniu sceny z filmu od początku do końca - taka jakby pętla czasowa.

Jeśli ktoś coś kojarzy to byłbym wdzięczny za informacje. Tak wyglądała fabuła na tyle ile pamiętam. Oczywiście pomiędzy "jaskinią", a "startem rakiety" są jeszcze jakieś wydarzenia, a dokładniej bohaterowie dowiadują się co się stało z Ziemią i poznają świat w przyszłości.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Październik 31, 2007, 10:08:33 pm
Q oglądałem to dawno temu, jak jeszcze byłem mały i podobało mi się wtedy. Może zbyt zasugerowałeś się moim niedoskonałym opisem, a może to kwestia gustu. Innym filmem SF też z USA z zdaje się 1956 roku jest Forbidden Planet. Może znasz. Też podobało mi się.

Ten film może być starszy od Star Treka. Może znacie jakieś strony że spisami starych SF. Prawdopodobnie w angielskich wersjach gdzieś w necie to jest, ale to znacznie utrudnia szukanie.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Październik 31, 2007, 11:22:53 pm
Z góry mam pytanie o pewien film którego tytułu nie pamiętam, ale za to pamiętam treść. Napisze co wiem, a może ktoś skojarzy ten tytuł. Film jest napewno bardzo stary, ale raczej w kolorze, produkcji USA.
Fabuła zaczyna się w labolatorium gdzie grupa naukowców prowadzi jakieś badania. Jest tak jakiś ekran przez który ta grupa przechodzi na drugą strone gdzie widzą wielką pustynie. Oddalają się od wyjścia i uchodzą kawałek, po czym zaczynją ich gonić jakieś dziwne istoty. Trafiają do jaskini która zostaje otoczona polem siłowym, spotykają jakichś ludzi. Okazuje się że jest rok "któryś tam" w przyszłości a powierzchnia planety uległa zniszczeniu po wojnie atomowej. Reszta ludzkości chroni się przez mutantami (oni gonili naszych bohaterów) oraz szykuje do odlotu do dalekiego świata gdzie mają zamieszkać. Nadchodzi czas odlotu, ale coś się dzieje i rakieta wybucha (chyba mutanty) a resztka która została na planecie ludzi barykaduje się w jednym pomieszczeniu. Uciekają przez portal (nie wiem skąd się tam znalazł) znów w przyszłość.

Charakterystyczne jest to że funkcjonowały tam roboty podobne do ludzi, a każda osoba miała pistolet przy boku. Koniec przygody to ziemia za znów ileś lat, ale "odrodzona". Potem lecą w przśpieszeniu sceny z filmu od początku do końca - taka jakby pętla czasowa.

Jeśli ktoś coś kojarzy to byłbym wdzięczny za informacje. Tak wyglądała fabuła na tyle ile pamiętam. Oczywiście pomiędzy "jaskinią", a "startem rakiety" są jeszcze jakieś wydarzenia, a dokładniej bohaterowie dowiadują się co się stało z Ziemią i poznają świat w przyszłości.

A cóż to za chała Panie Kolego? A ludzie na "Star Treka" wybrzydzają... :P

Wiedziałem, ze Hollywood wypluwa z siebie różnoraką tandetę, ale ta brzmi wręcz przerażająco. Tym niemniej chcąc Ci pomóc pogrzebałem m.in. po imdb (http://www.imdb.com/) i in minus zaskoczyła mnie ludzka kreatywność w tworzeniu ostatniego g***. Choćby takiego jak osławiony "Robot Holocaust":
http://www.imdb.com/title/tt0093872/



Cytuj
jak jeszcze byłem mały i podobało mi się wtedy.

To sporo wyjaśnia ;).

Cytuj
Innym filmem SF też z USA z zdaje się 1956 roku jest Forbidden Planet. Może znasz. Też podobało mi się.

Czy podobało mi się? Byłem zachwycony (acz cały czas brałem poprawkę na czasy powstania filmu).

Cytuj
Może znacie jakieś strony że spisami starych SF. Prawdopodobnie w angielskich wersjach gdzieś w necie to jest, ale to znacznie utrudnia szukanie.

Proponuję jednak mozolne szukanie w imdb i Wikipedii, przejrzałem je w sumie dość pobieżnie, bo ilość szmiry mnie przytłoczyła...

EDIT: czy to aby nie TO?
(http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/b/b5/TheTimeTravelers.jpg)
http://www.imdb.com/title/tt0058659/
http://en.wikipedia.org/wiki/The_Time_Travelers_(1964_film) (http://en.wikipedia.org/wiki/The_Time_Travelers_(1964_film))
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 01, 2007, 09:58:13 pm
Rozumiem, zatem dzięki.

Pamiętam też inny film. Leży sobie facet w szpitalu, który właśnie przeszedł operacje oczu. Pierwszy raz w żyiu zobaczy świat na własne oczy. Narazie ma opaske której nie może sciągać i niestety nie zobaczy deszczu meteorytów, który ma być w nocy. Budzi się rano i nikogo nie ma. Sam ściąga opaske i stwierdza że choć wzrok ma przywrócony to żadnej żywej duszy nie widzi. Co się okazuje - te meteoryty jakimś sposobem oślepiły ludzi na nie patrzących. Nieliczni widzą, bo zjawisko oglądało wielu ludzi. Potem na ziemi pojawiają się dziwne istoty. Tak się przygoda toczy że nasz bohater trafia do pewnego domu na uboczu i w raz z mieszkańcami przygotowuje obrone przed tymi istotami. Robią płot pod napięciem wokoło posesji, dalej też jakąś broń mają, a na końcu pokonują kosmitów zwykłą, dla nich niebezpieczną, wodą. USA, moźliwe że czarno biały.

Swoją drogą mamy też strefe mroku czarno białą, też oglądałem.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 01, 2007, 10:31:04 pm
Cytuj
Pamiętam też inny film. Leży sobie facet w szpitalu, który właśnie przeszedł operacje oczu. Pierwszy raz w żyiu zobaczy świat na własne oczy. Narazie ma opaske której nie może sciągać i niestety nie zobaczy deszczu meteorytów, który ma być w nocy. Budzi się rano i nikogo nie ma. Sam ściąga opaske i stwierdza że choć wzrok ma przywrócony to żadnej żywej duszy nie widzi. Co się okazuje - te meteoryty jakimś sposobem oślepiły ludzi na nie patrzących. Nieliczni widzą, bo zjawisko oglądało wielu ludzi. Potem na ziemi pojawiają się dziwne istoty. Tak się przygoda toczy że nasz bohater trafia do pewnego domu na uboczu i w raz z mieszkańcami przygotowuje obrone przed tymi istotami. Robią płot pod napięciem wokoło posesji, dalej też jakąś broń mają, a na końcu pokonują kosmitów zwykłą, dla nich niebezpieczną, wodą. USA, moźliwe że czarno biały.

A TO, to jest "Dzień Tryfidów (http://www.imdb.com/title/tt0055894/)", kiepski film na podstawie klasycznej powieści Johna Wyndhama (http://en.wikipedia.org/wiki/The_Day_of_the_Triffids).

Cytuj
Swoją drogą mamy też strefe mroku czarno białą, też oglądałem.

Klasyka, co by nie gadać. (Choć bardziej horror niż SF.)

ps. a'propos (zwykle tandetnej) klasyki. Marzy mi sie od dawna by ktoś w końcu wydał w Polsce cykl "Lensman" (http://en.wikipedia.org/wiki/Lensman) E.E. Smitha.
(http://content.answers.com/main/content/wp/en/a/aa/Astounding_Grey_Lensman.png)
Jest to czysta grafomania. Kosmiczny "western" w stylu zabili-go-i-uciekł. Tandeta straszliwa. A jednak chciałbym poznać po polsku tę serię i postawić jej któryś tomik (może wszystkie) na półce, bowiem wzorowali się na niej i White pisząc "Szpital Kosmiczny", i Heinlein w swych "juveniles", i scenarzyści komiksowego cyklu "Green Lantern", i Lucas reżyserując "Gwiezdne Wojny", i Weber płodząc swoje cykliszcza, i Straczynski tworząc "Babylon 5". Mówiac inaczej: Smith grafomanem był, był jednak grafomanem istotnym dla rozwoju SF, zwłaszcza, ze o ile mi wiadomo od niego pochodzą te wszystkie "wynalazki" typu pól siłowych, tractor beam'ów, mieczy świetlnych, blasterów itp. spaceoperowej graciarni.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Miesław w Listopad 02, 2007, 05:02:08 pm
Tak jakoś skojarzył mi się dialog z Archiwum X, jeden z odcinków 7. sezonu.

Scully: "Dziewiąta Planeta"?
Mulder: Tak. To nowa metoda śledcza. Ten film jest tak głupi i dziecinnie naiwny, że usypia moją krytyczną świadomość i uwalnia prawą półkulę mózgową, by mogła swobodnie i poetycko kojarzyć.

 ;)
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 02, 2007, 05:44:42 pm
Cytuj
Ten film jest tak głupi i dziecinnie naiwny, że usypia moją krytyczną świadomość i uwalnia prawą półkulę mózgową, by mogła swobodnie i poetycko kojarzyć.

 ;)

Problem w tym, że do samego "Archiwum..." (no dobra, do większości odcinków) też mozna to odnieść... ;)
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Miesław w Listopad 02, 2007, 06:09:26 pm
Cytuj
Cytuj
Ten film jest tak głupi i dziecinnie naiwny, że usypia moją krytyczną świadomość i uwalnia prawą półkulę mózgową, by mogła swobodnie i poetycko kojarzyć.

 ;)

Problem w tym, że do samego "Archiwum..." (no dobra, do większości odcinków) też mozna to odnieść... ;)

Autoironia  ;)
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 02, 2007, 06:49:15 pm
Cytuj
Autoironia  ;)

Maybe ;).

BTW: czytaliście opowiadadanie "Człowiek, który lubił złe filmy"? ;) (Zamieściła je "Fantastyka" tak gdzieś około roku 1990.)
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 02, 2007, 09:39:00 pm
Dzięki za Dzień Triffidów. Ja akurat dobrze zapamiętałem, ale cóż jak byłem mały i oglądałem różne rzeczy to nie musiało mi się złe wydać. Może i teraz się nie wyda jeśli będzie mi dane znów zobaczyć.

Strefa mroku to faktycznie nie koniecznie SF. Zagalopowałem się. Ale i tak dobre.

Poza filmami były też, ale to już bliżej naszych czasów, filmy animowane SF. Jako że kiedyś byłem dzieckiem (wszystko jak byłem dzieckiem) to się oglądało. Jedną pamiętam po charakterystycznym elemencie. Dwie walczące ze soba grupy, co dziwne poruszali się na linach w obszarach górskich. Mieli takie plecaki (niektóre nawet odrzutowe tak iż mogli latać), które zarazem mogły wystrzeliwać liny łączące np. dwie ściany skalne i jeżdzić jak kolejka górska od jednej do drugiej. Co oni tam robili i kim byli to już nie pamiętam.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 02, 2007, 10:30:55 pm
Cytuj
Dzięki za Dzień Triffidów.

Nie ma za co  :).

Cytuj
Strefa mroku to faktycznie nie koniecznie SF. Zagalopowałem się.

Odcinki SF nawet sie trafiały... :)

Cytuj
Ale i tak dobre.

Powiedzmy: niezłe, (ale jak na swoje czasy fenomenalne)...

Cytuj
Poza filmami były też, ale to już bliżej naszych czasów, filmy animowane SF.

To w ramach swoistej prywaty zapraszam TU (http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=5&topic=1061&page=0) ;).

Cytuj
Jako że kiedyś byłem dzieckiem (wszystko jak byłem dzieckiem) to się oglądało. Jedną pamiętam po charakterystycznym elemencie. Dwie walczące ze soba grupy, co dziwne poruszali się na linach w obszarach górskich. Mieli takie plecaki (niektóre nawet odrzutowe tak iż mogli latać), które zarazem mogły wystrzeliwać liny łączące np. dwie ściany skalne i jeżdzić jak kolejka górska od jednej do drugiej. Co oni tam robili i kim byli to już nie pamiętam.

Nie kojarzę...
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 05, 2007, 01:44:27 am
Zdaje sobie sprawe z tego że trudno jest skojarzyć bajke gdzie faceci jeżdzą na linach. Jeśli się to czyta to może być dziwne. Ale taki twór też kiedyś był. Już bardziej można skojarzyć Daimosa.

Swoją drogą były seriale które mogły być kontynuowane, a niesty je zakończyli. Tu choćby Ziemia 2, lub drugi ale też tytułu nie pamiętam - ludzie walczą z kosmitami. Latają myśliwcami w kosmosie i walczą na powierzchni planet. Torche jak Żołnierze Kosmosu.

Dzięki za linka. Troche już przejrzałem.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 05, 2007, 03:04:06 am
Cytuj
Zdaje sobie sprawe z tego że trudno jest skojarzyć bajke gdzie faceci jeżdzą na linach. Jeśli się to czyta to może być dziwne. Ale taki twór też kiedyś był.

Jedyna bajka, która kojarzy mi się z wystrzeliwanymi z plecaka linami to "C.O.P.S." (swoista reklamówka serii zabawek Hasbro zresztą).

Cytuj
Już bardziej można skojarzyć Daimosa.

Owszem, bo był chyba jedynym powszechnie znanym serialem z mechami w roli głównej, jaki pojawił się u nas w powszechnym obiegu. Podczas gdy w Japonii słusznie pozostaje w cieniu kolejnych "Gundamów" czy "Evangeliona"....

Cytuj
Swoją drogą były seriale które mogły być kontynuowane, a niesty je zakończyli. Tu choćby Ziemia 2

Tak. Za mądre to miejscami nie było, ale klimat trzymało. (BTW: 1. konsultanetem naukowym tego serialu był Greg Bear; 2. "Ziemia 2" stanowiła silną inspiracją dla Dukaja do napisania "IACTE" - co zresztą widać gdy się je ze sobą porówna.)

Cytuj
lub drugi ale też tytułu nie pamiętam - ludzie walczą z kosmitami. Latają myśliwcami w kosmosie i walczą na powierzchni planet. Torche jak Żołnierze Kosmosu.

Słynna "Gwiezdna eskadra" ("Space: Above and Beyond") przez wielu uważana za najlepszy (a przynajmniej najmądrzejszy) serial SF.

Cytuj
Dzięki za linka. Troche już przejrzałem.

Nie ma za co :).
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 06, 2007, 01:26:59 am
Co do linka, znalazłem tam bajke która też pamiętam z dzieciństwa - Silverhawks, także tutaj podziękowanie tym bardziej.

Co do Ziemia 2 oraz Gwiezdnej Eskadry, to jakoś to zakończyli przynajmniej, choć zakończenia nie były optymistyczne wystarczająco. Tutaj jednak na tyle ile pamiętam to się niczego nie czepiam (choć w Ziemi 2 brakowało mi więcej walki, ale taki serial).

Natomiast Batlestar Galactica najnowsza mogła by nie zawierać kilku elementów "podejrzanych", to oczywiście według mnie są one podejrzane, bo jak to jest że mają wielkie statki kosmiczne, a używają broni palnej z Ziemi w dodatku? Lub jeżdzą ciężarówkami nawet nie jakiegoś nowego futurystycznego typu. Może za dużo wymagam, fundusze na serial nie są nieograniczone, ale wolałbym wedle starej serii widzieć lasery.

Mamy jeszcze SeaQuesta, który to też (oczywiście) podobał mi się.

Wogóle to jakoś tych SF to wydaje mi się u nas mało jest pokazywanych. A jeśli nawet to nieraz odrzuca mnie ciągłe moralizowanie, czy relacje międzyludzkie kosztem akcji. Oczywiście jestem nastawiony na to że będzie dużo wybuchów, laserów i statków bo takie SF lubie, także prosze mnie z góry nie potępiać.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 06, 2007, 01:59:56 am
Cytuj
Co do linka, znalazłem tam bajke która też pamiętam z dzieciństwa - Silverhawks, także tutaj podziękowanie tym bardziej.

Owszem na któymś kanale satelitarnym dobrych parę lat temu była.

Cytuj
Co do Ziemia 2 oraz Gwiezdnej Eskadry, to jakoś to zakończyli przynajmniej, choć zakończenia nie były optymistyczne wystarczająco.

IMHO taki brak łatwego optymizmu tylko dodał tym serialom głębi i powagi. Zbliżył je do życia. (Choć może i SF powinna być optymistyczna by napędzać entuzjazm?)

Cytuj
Tutaj jednak na tyle ile pamiętam to się niczego nie czepiam

Ja natomiast nawet do "Space: Above and Beyond" miałem pewne zastrzeżenia (choć ogólnie serial ten cenię). Natomiast "Ziemia 2" to (mimo pewnych ciekawych technologicznych gadgetów) raczej bajeczka niż SF - naukowo "cudów" tamtej planety raczej z sensem sie nie wyjasni.

Cytuj
choć w Ziemi 2 brakowało mi więcej walki, ale taki serial

A mi wręcz przeciwnie. Wolałbym by SF uwolniła się w końcu od przygodowo-sensacyjnego dziedzictwa wlokącego się za nią od czasów amerykańskich groszowych czasopism.

Cytuj
Natomiast Batlestar Galactica najnowsza mogła by nie zawierać kilku elementów "podejrzanych", to oczywiście według mnie są one podejrzane, bo jak to jest że mają wielkie statki kosmiczne, a używają broni palnej z Ziemi w dodatku? Lub jeżdzą ciężarówkami nawet nie jakiegoś nowego futurystycznego typu. Może za dużo wymagam, fundusze na serial nie są nieograniczone, ale wolałbym wedle starej serii widzieć lasery.

Przyznaję, że aktualna wersje serialu "Battlestar Galactica" ogląda się nawet z przyjemnościa, a niektóre poruszane tam kwestie są niebłahe, ale mam do tego serialu stosunek ambiwalentny, bo z widzę jak bardzo jest on pod niektórymi względami wtórny wobec innych seriali SF (takich jak chociażby w/w "Gwiezdna eskadra", "Babylon 5" czy epigoński "Star Trek" zatytułowany "Deep Space Nine"); trudno mi też zachwycać sie czymś co (mimo pewnych zalet) jest w końcu jeszcze jedną space operą więcej...

(BTW. TU (http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=search&loc=1&forum=5&topic=131&page=2354) też o tych "technicznych' wątpliwościach była mowa.)

Cytuj
Mamy jeszcze SeaQuesta, który to też (oczywiście) podobał mi się.

Serial (a właściwie pierwszy sezon  - następne sięgają poziomu dna, bynajmniej nie morskiego) był sympatyczny, choć jego założenia to po prostu "Star Trek" przeniesiony pod wodę. Oglądąło się go jednak przyjemnie, bowiem (wg. szumnych zapowiedzi twórców) miała to być hard SF pokazująca bliską przyszłość badań podwodnych. Tymczasem o większości serialowych technologii ani widu ani słychu co odebrało temu serialowi jego główna wartość... Obecnie można oglądac go wyłacznie z pobudek eskapistycznych...

Cytuj
Wogóle to jakoś tych SF to wydaje mi się u nas mało jest pokazywanych.

Czy ja wiem? Wszystkie w/w znamy jednak z polskich stacji TV...

Cytuj
A jeśli nawet to nieraz odrzuca mnie ciągłe moralizowanie, czy relacje międzyludzkie kosztem akcji. Oczywiście jestem nastawiony na to że będzie dużo wybuchów, laserów i statków bo takie SF lubie, także prosze mnie z góry nie potępiać.

Ciebie potępiać nie zamierzam. Ale co do gustu... Mam nadzieję, że z czasem Ci się rozwinie, bo póki co głosisz herezje od których - patronujący temu Forum - Mistrz Lem gotów się w grobie przewrócić.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Hoko w Listopad 07, 2007, 01:29:18 pm
Ja głosuję na "Załogę G"!  ;D
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: maziek w Listopad 07, 2007, 01:55:45 pm
Dzi-Force! ;)
Na Zoltara!
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 07, 2007, 02:56:20 pm
Cytuj
Cytuj
Ja głosuję na "Załogę G"!  ;D
Dzi-Force! ;)
Na Zoltara!
(http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/9/90/G-Force_-_group_shot2.jpg)
Miało to co prawda w nazwie "Science" w nazwie ("Science Ninja Team (http://en.wikipedia.org/wiki/Science_Ninja_Team_Gatchaman)" dokładnie), ale był to jedyny związek tego serialu z nauką... No ale oglądąło sie to świetnie  :), a i nie głupsze to było niż sporo filmów/seriali o których tu mówilismy...  (Od niektórych chyba nawet sporo mądrzejsze ::).)

A Zoltar owszem... Prawie jak Vader... I ten śmiech... ;D

ps. Tylko proszę się nie śmiać, że twierdzę, iż to ninje są. Mi też na ninjów nie wyglądają...
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 10, 2007, 02:31:45 am
Wiesz Q ja poprostu lubie dobre zakończenia. Taki dobry koniec zazwyczaj dają nam filmy, bo rzeczywistośc różnie już. Przez to chyba niepozytywne zakończenia zbliżają nas do rzeczywistośći. Mieli skolonizować planete, która miała być nadzieją, a okazało się ze się nie da. Może to jeszcze na Ziemi ustraciliśmy możliwość na lepszy byt, a może (już tak filozoficznie) powsztrzymano nas od zniszczenia kolejnego świata.

Akura ci goście z podziemi wyskakujący to nie wiem jak to można wytłumaczyć. Pozatym posiadali te laski strzelające, a tak poza tym to żyli jak krety. Czy to jakaś technika, czy może jakieś już paranoramlne?

Co do walki to takie też są moje gusta. Nie mówie że ma być ciągle walka. Np. w Slidersach ciekawiły mnie kolejne światy. Fajnie jak od czasu do czasu trafili w strefe walki, ale też ciekawe były światyktóre upadły, z powodu choćby wirusa, lub poprostu pewne alternatywy jak Egipt, komunizm w USA.

Co do ilości emisji to obecnie wydaje mi się że w takich stacjach ogólnodostępnych tego dużo nie jest, a mam na myśli wogóle też nowości, nie tylko powtarzanie tego samegow kółko. Jasne te starsze to tylko z tv znam, ale to już wspomnienia.

Wiesz gust mam jaki mam. Nie wiem jak to jest, choć wydaje mi się że ludzie lubiący jednak jakieś moralno-społeczne scenariusze potępiają takich jak ja barbarzyńców, którzy by tylko strzały z lasera liczyli. Zapewne też barbarzyńcy nie mogą pojąc tych drugich. Natomiast chodzi o to żeby każdy wedle gustu oglądał to co chce. Zatem podoba mi się ST Enterprise, bo była tam spora dawka efektów i walki. Nie tylko, ale chyba więcej niż w niektórych seriach ST. Bo i dlaczego nie? Dla jednych bezmyślnośc, dla innych zwykła rozrywka. W pewnym momęcie potrzeba czegoś więcej, bo nie można ciągle oglądać jak się zabijają, ani też jak moralizują. Zatem chodzi mi o pewną równowage, nie usunięcie jednego i wstawienie tylko innego.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 10, 2007, 07:51:04 am
Cytuj
Wiesz Q ja poprostu lubie dobre zakończenia. Taki dobry koniec zazwyczaj dają nam filmy, bo rzeczywistośc różnie już. Przez to chyba niepozytywne zakończenia zbliżają nas do rzeczywistośći.

No i właśnie ja te z marzeń najbardziej lubię, które jednak związek z rzeczywistością mają... (Choć akurat ten głód happy endu mogę pojąć. Czasem wszystkim nam potrzeba dawki - choćby naiwnego - optymizmu.)

Cytuj
Mieli skolonizować planete, która miała być nadzieją, a okazało się ze się nie da.

No i prawie po lemowsku (z całym zachowaniem proporcji) to brzmi...

Cytuj
Może to jeszcze na Ziemi ustraciliśmy możliwość na lepszy byt, a może (już tak filozoficznie) powsztrzymano nas od zniszczenia kolejnego świata.

dzi by sie ucieszył. Dobra przyroda, głupi ludzie i hipoteza Gai...

Cytuj
Akura ci goście z podziemi wyskakujący to nie wiem jak to można wytłumaczyć. Pozatym posiadali te laski strzelające, a tak poza tym to żyli jak krety. Czy to jakaś technika, czy może jakieś już paranoramlne?

I stąd o baśniowości mówię... (Te laski to niby od takeij dziwnej tamtejszej wody się ładowały; s to wyskakiwanie niby wynikało z tego, że oni tak ze swoja planetą związani.)

Cytuj
Co do walki to takie też są moje gusta. Nie mówie że ma być ciągle walka.

To mi ulżyło z lekka.

Cytuj
Np. w Slidersach ciekawiły mnie kolejne światy. Fajnie jak od czasu do czasu trafili w strefe walki, ale też ciekawe były światyktóre upadły, z powodu choćby wirusa, lub poprostu pewne alternatywy jak Egipt, komunizm w USA.

Szkoda tylko, że jak to w przygodowej SF made-in-USA wszystkei te interesujące pomyły służą koniec konców jako pretekst do nieskomplikowanej, sensacyjnej akcji... I ta "senzacja" sens często przyćmiewa...

Cytuj
wydaje mi się że w takich stacjach ogólnodostępnych tego dużo nie jest

Bo też nowości tak wiele znów nie powstaje. A zwłaszcza tych, które opłaca się importować... Fanatykom ;) zaś zawsze zostaje DVD i mniej legalne metody oglądania...

Cytuj
Wiesz gust mam jaki mam. Nie wiem jak to jest, choć wydaje mi się że ludzie lubiący jednak jakieś moralno-społeczne scenariusze potępiają takich jak ja barbarzyńców, którzy by tylko strzały z lasera liczyli. Zapewne też barbarzyńcy nie mogą pojąc tych drugich. Natomiast chodzi o to żeby każdy wedle gustu oglądał to co chce. Zatem podoba mi się ST Enterprise, bo była tam spora dawka efektów i walki. Nie tylko, ale chyba więcej niż w niektórych seriach ST. Bo i dlaczego nie? Dla jednych bezmyślnośc, dla innych zwykła rozrywka. W pewnym momęcie potrzeba czegoś więcej, bo nie można ciągle oglądać jak się zabijają, ani też jak moralizują. Zatem chodzi mi o pewną równowage, nie usunięcie jednego i wstawienie tylko innego.

Przyjmuję to do wiadomości, ale wolę scenariusze raczej intelektualne (acz niekoniecznie znów dotyczące moralności i społeczeństwa, są i ciekawsze tematy), choć i rozrywka nie gardzę, ale pod jednym warunkiem: że rozrwka ta (mimo swej "rozrywkowosci") nie obraża mojego intelektu i daje mi choc trochę do myslenia. Czyli, zachowuje poziom co najmniej +/- "Termniatora 2" czy "od biedy" i takich "X-Men 2"....
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 10, 2007, 09:02:16 pm
Zgadza się zanurzali w wodzie i się ładowały. Ja rozumiem związek z planetą, ale aż tak ścisły? Ale cóż może dało by się to jakoś wytłumaczyć. Może to było jezioro pod napięciem lub coś podobnego. Można pofantazjować.

Dla mnie ok była koncepcja Kromagów, ale za to niepodobało mi się wymiana w zasadzie wszystkich prawie postaci na inne. Nie wiem jak Ty, ale dobrze zeby to jakoś doprowadzic do końca i tych samych ludzi i do jakiegoś sensownego zakończenia. Tutaj objawia się moje dążenie do hapy endu. Jasne że możemy odwrócić sytuacje, wskazując że właśnie taki obraz jest realistyczny, że w końcu ktoś musiał zginąć, a samo zakończenie sugeruje że ta podróż np. nigdy się nie skończy, lub że wraz z pierwszym odcinkiem zaczełą się beznadziejna i tragiczna hisotira. Wymyślam teraz, ale cóż znów pole do fantazji.

Jasne że można sciągać z netu. Nie tylko aby szybciej zobaczyć, ale żeby wszystko zobaczyć, oraz wogóle zobaczyć. Czyli ja oglądam 3 sezon gdy w tv mam dopiero 1, oglądam wszystkie odcinki które istnieją, nie tylko te które są importowane, oraz oglądam coś czego wogóle nie widze aby u nas puszczali.
Swoją drogą zastanawiam się czy jeśli ktoś sciąga seriale z netu, które lecą w tv to chyba aż takiego piractwa nie popełnia, czy jednak tak? Jestem poprostu ciekaw jak to wygląda prawnie?

Co do tego poziomu intelektualnego to w sumie prosze o przykłądy abym mógł wejśc w Twoje myślenie, bo to zapene jak wiele rzeczy sprawa indywidualna. Terminator (jak do tej pory wszystko lubie) można oceniać jako naiwny, lub jako proroczy. Mnie właśnie razi troche choćby to co już pisałem - BSG: skąd oni mają broń rodem z Ziemi, oraz użycie ciężarówki, przy myśliwcach kosmicznych? Nie chodzi o samą broń palną, choć tą też mogli by miec inną. Nie pytam o realia scenariusza i koszty każdego efektu specjalnego i dekoracji, ale od strony fikcji. Żeby chociaż mieli tą broń z wyglądu inną (tak jak mają piloci w serialu), a tu żołnierze ubrani jakby ich ze SWATu wzięli.

W sumie już pierwszej kinowej wersji ciekawostką było jak powstały te kolonie i jak to się ma do Ziemi.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 10, 2007, 09:37:16 pm
Cytuj
Ja rozumiem związek z planetą, ale aż tak ścisły?

I dlatego mówię, że to "bajeczka"...

Cytuj
Może to było jezioro pod napięciem lub coś podobnego.

A to kolejny powód.

Cytuj
Dla mnie ok była koncepcja Kromagów

Owszem, nie byli źli, ale od razu pojawia się pytanie dlaczego przy nieskończonej ilości wszechświatów, mamy do czynienia z tylko jednym takim imperium? (Pomijam już fakt, że taka organizacja "wielkich-złych" z założenia komiksem pachnie..)

(Aha, nie skacz tak szybko od serialu do serialu bo się pogubić można.)

Cytuj
niepodobało mi się wymiana w zasadzie wszystkich prawie postaci na inne. Nie wiem jak Ty, ale dobrze zeby to jakoś doprowadzic do końca i tych samych ludzi i do jakiegoś sensownego zakończenia.

Problem tylko w tym, że najwyraźniej części aktorów serial się znudził...

Cytuj
Jasne że możemy odwrócić sytuacje, wskazując że właśnie taki obraz jest realistyczny, że w końcu ktoś musiał zginąć, a samo zakończenie sugeruje że ta podróż np. nigdy się nie skończy, lub że wraz z pierwszym odcinkiem zaczełą się beznadziejna i tragiczna hisotira. Wymyślam teraz, ale cóż znów pole do fantazji.

Owszem, niechlujstwo twórców (by była jasność: raczej lubiłem "Sliders") zostawia pole do różnych interpretacji ;).

Cytuj
Co do tego poziomu intelektualnego to w sumie prosze o przykłądy abym mógł wejśc w Twoje myślenie, bo to zapene jak wiele rzeczy sprawa indywidualna.

Powiedzmy, że odpowiadałoby mi gdyby cała SF miała poziom twórczości Mistrza Lema (literacka) i "Odysei Kosmicznej 2001" (filmowa).

Cytuj
Terminator (jak do tej pory wszystko lubie) można oceniać jako naiwny, lub jako proroczy.

Ja go po prostu postrzegam jak niegłupią (w swej przygodowej klasie) historię.

Cytuj
Mnie właśnie razi troche choćby to co już pisałem - BSG: skąd oni mają broń rodem z Ziemi, oraz użycie ciężarówki, przy myśliwcach kosmicznych? Nie chodzi o samą broń palną, choć tą też mogli by miec inną. Nie pytam o realia scenariusza i koszty każdego efektu specjalnego i dekoracji, ale od strony fikcji. Żeby chociaż mieli tą broń z wyglądu inną (tak jak mają piloci w serialu), a tu żołnierze ubrani jakby ich ze SWATu wzięli.

Bo tak naprawdę "Battlestar Galactica" to nie tyle "prawdziwa" SF w klasycznym stylu, ile przypowieść korzystająca z kostiumu SF...

Cytuj
W sumie już pierwszej kinowej wersji ciekawostką było jak powstały te kolonie i jak to się ma do Ziemi.

W "oryginale" było to wyraźne echo hipotez Dänikena, zobaczymy jak to wyjdzie w obecnej wersji...

ps. a'propos tych seriali co ich w telewizji nie ma ;), to Puls emituje miniserial "RoboCop: Prime Directives" (nie arcydzieło, ale zdecydowanie lepszy od poprzedniego serialu z RoboCopem)
(http://gfx.filmweb.pl/po/28/44/142844/7153633.3.jpg)
Dziś wieczorem kolejny odcinek.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 11, 2007, 04:09:26 am
Wydaje mi się że niektóre odcinki ST szczególnie te z TOS, oraz TNG są też taką bajeczką. Jest różnica pomiędzy jakimiś dziwnymi formami życia, chyba nawet niematerialnych, czy choćby Q a póżnijeszym skupieniem się na humanoidach.

Co do Kromagów to wydaje mi się że było więcej ich światów w równoległych wymiarach. Wogóle taka wojna międzywytmiarowa między ludzmi a Kromagami mogła by zostać wzbogacona jeszcze.
Co do aktorów to czytałem troche na ten temat i jeśli wierzyć temu co się dowiedziałem to tam były jakieś nieporozumienia, także tak po kolei zrezygnowali. Też może chodziło o pieniądze itd. Czy ja wiem, aktor to aktor i dopóki ma stałą prace to powinien się raczej cieszyć, chyba że dostanie lepszą propozycje. Różnie to bywa, ale pozostaje pamięć po ciekawej koncepcji opowiadania.
I tak nieźle, bo w fimach USA zwykli ludzie potrafią walczyć i to skutecznie z cyborgami, kosmitami, a w przypadku Slidersów ze wszystkim naraz. Przy tym mają szczęście, choć do czasu...

Jasne, sorry że tak skacze, to raczej gest spontaniczny.

Ciekawe, RoboCop tez się oglądało swojego czasu. Jedna nowość jest. Ja generalnie ludzie filmy gdzie zamkniętej przestrzeni, nie koniecznie małej, mamy ludzi i zagrożenie. To się nawet jakoś nazywa, ale nie pamiętam tego terminu, a reprezentuje to The Thing, Obcy, Predator 1 itd. Mogę oglądać dużo takich filmów, nie koniecznie o porażającej fabule, choć też bez przesady żeby wszystko na jedno kopyto. Czy to na statku i pływającym i kosmicznym, czy w bazie antarktycznej, czy dzungli, czy na planecie. Jakaś prosta fałbuła i się ogląda. Wynalazłem kiedyś taki film sprzed iluś dzisięciu lat. Połączenie Amagedonu z Obcym. Asteroida leci na Ziemie, a ludzie jak zawsze lądują na niej i chcą ją wysadzić. A tam niespodzianka... wykopują żarłocznego obcego. Muszą go zabić i jeszcze uratować Ziemie. Jedyne tego typu które znam i myśle ciekawe połączenie dwóch koncepcji.
Swoją drogą to zastanawiam się czasem czy nie ma jakiegoś kryzysu pomysłów na fabuły SF, czy nawet wogóle filmów. Głownie robi się kontynuacje przebojów, kręci komiksy, czy gry. Nie narzekam na same filmy, ale to czy przypadkiem nie brak nowego spojrzenia. Też samo pytanie co to jest SF, bo jak sam piszesz BSG to taka przypowieść ubrana w kostium SF.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 11, 2007, 03:40:09 pm
Cytuj
Wydaje mi się że niektóre odcinki ST szczególnie te z TOS, oraz TNG są też taką bajeczką. Jest różnica pomiędzy jakimiś dziwnymi formami życia, chyba nawet niematerialnych, czy choćby Q a póżnijeszym skupieniem się na humanoidach.

No i tu pojawia sie pytanie co jest bardziej nierealne - "dziwne formy życia" (taką np. moc Q można próbować wyjaśniać za pomocą rozwiniętej plancktech) czy żyjące na obcych planetach humanoidy (podobne fizycznie i psychicznie do ludzi). Prawdę mówiąc choć lubie "Star Trek" od tych humanoidów flaki się we mnie przewracały, póki nie nauczyłem się przymykać na to oko...

Cytuj
Co do Kromagów to wydaje mi się że było więcej ich światów w równoległych wymiarach.

Byłoby to logiczne, ale twórcy serialu oczywiście nie zadali sobie trudu by to dopracować...

Cytuj
Wogóle taka wojna międzywytmiarowa między ludzmi a Kromagami mogła by zostać wzbogacona jeszcze.

Chociaż konsekwentnie pokazana... Bo widzieliśmy mało przekonujące migawki...

Cytuj
I tak nieźle, bo w fimach USA zwykli ludzie potrafią walczyć i to skutecznie z cyborgami, kosmitami, a w przypadku Slidersów ze wszystkim naraz. Przy tym mają szczęście, choć do czasu...

Tak, w filmach USA ludzie (w dodatku Amerykanie) każdemu dadzą radę... Oczywiście można widzieć w tym pochwałę niezłomnego ludzkiego ducha, ale raczej należy w tym widzieć brak realizmu po prostu...

Cytuj
Jasne, sorry że tak skacze, to raczej gest spontaniczny.

Ale utrudniający dyskusję.

Cytuj
Ciekawe, RoboCop tez się oglądało swojego czasu. Jedna nowość jest.

Tak, wiele filmów z lat '80 i wczesnych '90 stało sie tak słynnymi nie tyle dla swojej wysokiej jakości, ile dla oryginalności pomysłu. Podobały się (i podobają nadal), bo pokazywały coś nowego...

Cytuj
Ja generalnie ludzie filmy gdzie zamkniętej przestrzeni, nie koniecznie małej, mamy ludzi i zagrożenie. To się nawet jakoś nazywa, ale nie pamiętam tego terminu, a reprezentuje to The Thing, Obcy, Predator 1 itd. Mogę oglądać dużo takich filmów, nie koniecznie o porażającej fabule, choć też bez przesady żeby wszystko na jedno kopyto. Czy to na statku i pływającym i kosmicznym, czy w bazie antarktycznej, czy dzungli, czy na planecie. Jakaś prosta fałbuła i się ogląda.

Problem tylko w tym, że wszystkie te filmy - choć (poza "Armageddonem") uważam je za niezłe jak na to co prezentuje nam kinowa SF - daja się opisać za pomocą słynnego "Kalkulatora"... Co dowodzi ich sztampowości (i sztampowości kina SF wogóle).

Cytuj
Wynalazłem kiedyś taki film sprzed iluś dzisięciu lat. Połączenie Amagedonu z Obcym. Asteroida leci na Ziemie, a ludzie jak zawsze lądują na niej i chcą ją wysadzić. A tam niespodzianka... wykopują żarłocznego obcego. Muszą go zabić i jeszcze uratować Ziemie. Jedyne tego typu które znam i myśle ciekawe połączenie dwóch koncepcji.

Niestety trzeba to straszliwą bzdurą nazwać bo skąd się ten "żarłoczny obcy" wziął na asteroidzie, jak w próżni przeżył, itp. Z opisu wychodzi (przykro mi) kretyńska bajka. W dodatku wymyśłona na zasadzie "co dwa strachy to nie jeden"...

Cytuj
Swoją drogą to zastanawiam się czasem czy nie ma jakiegoś kryzysu pomysłów na fabuły SF, czy nawet wogóle filmów. Głownie robi się kontynuacje przebojów, kręci komiksy, czy gry. Nie narzekam na same filmy, ale to czy przypadkiem nie brak nowego spojrzenia. Też samo pytanie co to jest SF, bo jak sam piszesz BSG to taka przypowieść ubrana w kostium SF.

Na podstawie danych obserwacyjnych wydaje się, że jest i kryzys pomysłów, i kryzys czynnika naukowego w fantastyce "naukowej".
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 12, 2007, 02:39:53 am
I tu masz racje i sam też zauważyłem to że jakoś dziwnie tyle raz na tylu planetach tak bardzo podobnych jest do ludzi. Niektórzy mają jedynie fałdki na nosie i to wszystko co ich od nas różni. A już to że mogą się łączyć w pary, że z tego są dzieci... Kosmos jak wielka rodzina różniąca się szczegółami. Swoją drogą ludzie szybko dogonili obcych, choć może z pomocą Volcan. Niektóre rasy wydają mi się reprezentować jakieś cechy ludzie i tak Volcanie logicy, a Klingoni wojownicy. Romulanie jakoś dziwnie kojarzą mi się z Rzymianami itd.
Też ciekawy jest świat ekonomiki ST. Za co oni pracują i na jakim poziomie rozwoju społecznego są? Kążdy dostaje dom i prace? Dlaczego służą a nieraz giną?

I to jest to, Amerykanom nikt nie da rady. I przyzwyczailiśmy się do tego, choć jak by sie zastanowić to przy pierwszym spotkaniu z wojowniczą rasą z kosmosu koniec z nami.
Podobnie z asteroidami nie wydaje się abyśmy tak łatwo mieli sobie z nimi poradzić. Oczywiście mamy tutaj fikcje i to po amerykańsku, bo kto inny robi jeszcze tak masowo filmy SF (ale może się myle, to popraw mnie).

Slidersi zostali nagle zakończeni. Także kto wie co jeszcze by wymyślili scenarzyści. Nie wiem jak Ty ale mimo wszystko można się zastanowić co my byśmy tam wstawili bo wbrew pozorom to chyba nie takie proste coś wymyśleć. Ale skoro robią serial to jest to wymaganie aby potrafili go ciągnąć, szczególnie że jakaś koncepcja była. Już nie hcodziło o jakichś zagubionych podróżników, tylko o całą rzeczywistość, coś więcej nawet niż wszechświatw senise nasz wymiar. Gdybyśmy widzieli więcej konsekwentnych migawek to pewnie nasi bohateroie byli by zmuszeni pokonać całą armie Kromagów, a tak jedynie zasmakowali tego co się dzieje między wymiarami.

Przepraszam ale nie oreintuje się czym jest ten "kalkulator"?

Tzn. ten kosmita w asterodzie został wytłumaczony w filmie. Poprostu gdzieś na jakiejś planecie złapali to żarłoczne coś i zamknęli w rakiecie czy jakoś tak oraz wystrzelili w kosmos. Przez wieki obrastało to materią międzygwiezdną, skałami itd i przybrało forme asteroidu.

Cóż, co by tu jeszcze wymyślić poza transporterami, podróżami w czasie i laserami, oraz szybkim przemieszczaniem się. Te rzeczy ktoś kiedyś wymyślił, czy to dzięki Einsteinowi, czy to wąłsnej wyobraźni. Ciekawym jest dla mnie pomysł ST Enterprise temproalnej zimnej wojny, który możan by rozwinąć. Takie połączenie też Slidersów, czyli skakanie po historii i zmiana jej, pewna swoista dowolność. Nie ma że wszystko musi się dobrze skończyć. Zróbmy z przeszłości coś niepewnego, ewolułującego dzięki ingerencji z zewnątrz.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 12, 2007, 07:16:51 am
Cytuj
I tu masz racje i sam też zauważyłem to że jakoś dziwnie tyle raz na tylu planetach tak bardzo podobnych jest do ludzi. Niektórzy mają jedynie fałdki na nosie i to wszystko co ich od nas różni. A już to że mogą się łączyć w pary, że z tego są dzieci... Kosmos jak wielka rodzina różniąca się szczegółami.

Co prawda początkowo Roddenberry chciał aby wszycy Obcy byli należycie niehumanoidalni, ale wytwórnia się na to nie zgodziła, bo budżet za niski. Potem gdy juz humanoidów się namnożyło ratował się rozwiazaniem zapożyczonym z cyklu haińskiego Le Guin (dawna cywilizacja humanoidalna rozsiała humanoidalne rasy będące jej potomstwem po całej Galaktyce).

Cytuj
Swoją drogą ludzie szybko dogonili obcych, choć może z pomocą Volcan.

Jeśłi wierzyć epigońskiemu "Star Trek: Enterprise" - owszem.

Cytuj
Niektóre rasy wydają mi się reprezentować jakieś cechy ludzie i tak Volcanie logicy, a Klingoni wojownicy. Romulanie jakoś dziwnie kojarzą mi się z Rzymianami itd.

Typowy błąd (a przynajmniej rażące uproszczenie) rodem z masowej SF - Obcy, których osobowość stanowi "wyostrzenie" pewnej ludzkiej cechy (kolejny przykład znajdziemy w słynnym "Pierścieniu" Nivena - mamy tam wojowniczych Kzinów i tchórzliwe Laleczniki).

(BTW: Mistrz Lem strasznie z tych Romulan szydził.)

Cytuj
Też ciekawy jest świat ekonomiki ST. Za co oni pracują i na jakim poziomie rozwoju społecznego są? Kążdy dostaje dom i prace?

Przypuszczalnie maja coś na kształt socjalizmu opartego na produkujących dobra materialne wedle potrzeby (na zasadzie tworzenia materii z energii) replikatorach.

Cytuj
Dlaczego służą a nieraz giną?

To było wyjaśnione (w powieści stanowiącej "nowelizację" scenariuszy serialu). Do Gwiezdnej Floty zgłaszaja się swoiści "wariaci", osobnicy których osobowość po prostu skłania do szukania nowych wyzwań i podejmowania ryzyka, stanowiacy w sumie niewielki odsetek populacji...

Cytuj
I to jest to, Amerykanom nikt nie da rady. I przyzwyczailiśmy się do tego, choć jak by sie zastanowić to przy pierwszym spotkaniu z wojowniczą rasą z kosmosu koniec z nami.

Był taki film stylizowany na paradokument, "Bez ostrzeżenia (http://en.wikipedia.org/wiki/Without_Warning)" sie nazywał. Clarke w nim sam siebie zagrał. Stanowił świetną ilustrację tego, że w przypadku spotkania ew. Obcych zaawansowanych technicznie tak, ze między gwiazdami latają, gdyby miało dojsć do konfrontacji mamy zerowe szanse. (Nie był moze wybitny, ale z masówki poważnym ujęciem tematu się wyrózniał.)

Cytuj
Podobnie z asteroidami nie wydaje się abyśmy tak łatwo mieli sobie z nimi poradzić. Oczywiście mamy tutaj fikcje i to po amerykańsku, bo kto inny robi jeszcze tak masowo filmy SF (ale może się myle, to popraw mnie).

Jak już mówiłem, ładnie podsumował to Oramus. Polecał mianowicie obejrzeć "Armageddon" by zobaczyć jak z całą pewnością nie będzie wygladało radzenie sobie z asteroidem...


Cytuj
Slidersi zostali nagle zakończeni. Także kto wie co jeszcze by wymyślili scenarzyści. Nie wiem jak Ty ale mimo wszystko można się zastanowić co my byśmy tam wstawili bo wbrew pozorom to chyba nie takie proste coś wymyśleć. Ale skoro robią serial to jest to wymaganie aby potrafili go ciągnąć, szczególnie że jakaś koncepcja była. Już nie hcodziło o jakichś zagubionych podróżników, tylko o całą rzeczywistość, coś więcej nawet niż wszechświatw senise nasz wymiar. Gdybyśmy widzieli więcej konsekwentnych migawek to pewnie nasi bohateroie byli by zmuszeni pokonać całą armie Kromagów, a tak jedynie zasmakowali tego co się dzieje między wymiarami.

Owszem... Można było pewnie jeszcze wiele (zarówno mądrych jak i głupich) rzeczy wymyślić, ale ich nie  wymyślono... (A co do wojenek to wolałbym każdy inny kierunek linni fabularnej niż ten... Zwłaszcza, że na zdrową logikę grupka bohaterów gł. nie pokona takiej armii.) A swoja drogą troche bym po tych "Slidersach" pojeździł (gdyby nie to, że nie jestem w bojowym nastroju) bo wymyślenie tylu niezłych pomysłów i użycie ich w roli pretekstów do przygodowych, głupawych fabuł zasługuje na potępienie jako szczyt marnotrawstwa... (Choć, przyznaję, oglądałem ten serial z niejaką przyjemnością.)

Cytuj
Przepraszam ale nie oreintuje się czym jest ten "kalkulator"?

Wstyd nie wiedzieć. Jest to maszyna do wykańczania tandetnych filmów (i nie tylko filmów) SF (http://lem.hostingpro.pl/polish/dziela/fantastyk/kieszkomp.htm).

Cytuj
Tzn. ten kosmita w asterodzie został wytłumaczony w filmie. Poprostu gdzieś na jakiejś planecie złapali to żarłoczne coś i zamknęli w rakiecie czy jakoś tak oraz wystrzelili w kosmos. Przez wieki obrastało to materią międzygwiezdną, skałami itd i przybrało forme asteroidu.

No przepraszam... Jeśłi to jest logiczne wyjaśnienie, to ja jestem ten kosmita.

cd. w następnym poście...
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 12, 2007, 07:18:35 am
cd, bo się już nie mieściło w przewidzianej ilości znaków na post

Cytuj
Cóż, co by tu jeszcze wymyślić poza transporterami, podróżami w czasie i laserami, oraz szybkim przemieszczaniem się. Te rzeczy ktoś kiedyś wymyślił, czy to dzięki Einsteinowi, czy to wąłsnej wyobraźni. Ciekawym jest dla mnie pomysł ST Enterprise temproalnej zimnej wojny, który możan by rozwinąć. Takie połączenie też Slidersów, czyli skakanie po historii i zmiana jej, pewna swoista dowolność. Nie ma że wszystko musi się dobrze skończyć. Zróbmy z przeszłości coś niepewnego, ewolułującego dzięki ingerencji z zewnątrz.

Zaraz. Chcesz połączyć wątki z prawdziwego "Star Treka", "Sliders" i "Terminatora" i usiłujesz mi wmówić, że to ma sens. Moze i ma w tym znaczeniu, że taką historie pewnie da się wymyślić. Pytanie tylko po co, skoro byłaby idealnie wtórna?

Podsumowując: zacząłeś ten wątek od opisania arcykretyńskiego filmu "SF" i nadal w oparach absurdu się tu poruszamy, zwłaszcza, ze sporo filmów/seriali o których tu wspominany nie nadaje się do ogladania nawet jako czysta rozrywka... Czy topic ten (po trosze dublujący zresztą słynny filmowy wątek) ma służyć jako niekończąca się ilustracja Prawa Sturgeona (http://en.wikipedia.org/wiki/Sturgeons_law)? Bo chyba już tę rolę dostatecznie spełnił...

Owszem, lubię klasycznego "Star Treka", bo mimo bzdurnej fabuły większości odcinków, dostrzegam w nim pewne ponadczasowe wartości. Owszem uważam "Aliena" za jeden z najlepszych filmów SF jakie powstały ("pośród ślepych..."). Czyli nie jestem osobnikiem przesadnie surowym w ocenach, ale fakt, że umiem docenić jakiś film mimo jego wad, nie znaczy chyba, że mam się zachwycać wszystkim cokolwiek wymyślono, tylko dlatego, że ktoś uznal za stosowne to nakręcić... (A do tego, zdaje się, usiłujesz mnie przekonać.)

Prawdę mówiąc dyskusja o największych bzdetach sprzedawanych pod znakiem "SF" zaczyna mnie męczyć. Zwłaszcza, że niedawno usiłowałem zmierzyć się z jednym z tomów sławetnego cyklu "Honor Harrington (http://en.wikipedia.org/wiki/Honor_Harrington)" i nie zmogłem go. Widać moja tolerancja dla głupoty udającej fantastykę naukową jest na wyczerpaniu. (Choć, szczerze mówiąc, cykl ten jest znacznie bardziej wartościowy niż filmy, które tu streszczasz.)

ps. tylko nie potraktuj tych uwag zbyt osobiście ;).
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 13, 2007, 03:26:39 am
O tym nie słyszałem. Czyli koncepcja Danikena. I tutaj można wejśc w wątek religijny, bo skoro stworzycielem jest jakaś rasa z przeszłości to czyni wszystkich wielką rodziną galaktyczną.

Czy ja wiem czy błąd, tak działą wyobraźnia. Zresztą uniwersalną wręcz cechą jest wojowniczość wszystkich prawie ras. Klingoni wydawało by się barbarzyńcy mają włąsną kulture opartą na walce, ale to nadal kultura. Grecy też byli wojowniczy, a jednak kojarzy się ich z rozwiniętą kulturą na której m.in. zresztą wyrosła Europa.
Volcanie sprawiają wrażenie jakichś intelektualistów, chłodnie liczących wszystko i kierującym się tym co najbardziej logiczne, ale jak trzeba to i walczących (co jest logiczne zresztą nieraz).

To w ludziach musiał nastąpić jakiś wstrząs, jeśli udało się stworzyć tak utopijne społeczeństwo. Motorem napędowym rozwoju jest zysk. Tutaj zysk to wiedza, doświadczenie ale czy to wystarczy? To ciekawe, jak wygląda system ewdukacji, czy naprawde wszyscy żyją dostatnie i w zgodzie. Pewnie nie, ale wydaje się że marginalnym jest jakaś patologia czy inne tego typu rzeczy. System to wymusza. Swoją drogą te replikatory muszą ciągnąć dużo energii i coś takiego jak huta metalu też gdzieś tam musi być bo całego statku raczej nie replikują.

Rozumiem, zatem idą tam narwańcy i jest to jakieś wytłumaczenie. Stanowią oni zarazem załoge jak i swoistą armie. Natomiast gdy ogląda się filmy to widać młodych zazwyczaj ludzi i strach w ich oczach. Walczą z Borgiem, walczą z Klingonami, ale wydaje się że nie są przygotowali praktyca mam wrażenia. Robią swoje, ale wydaje się niekiedy jakby mieli uciec zaraz w próżnie kosmosu.
W sumie to ciekawe jak jest rozwiązana kwestia obrony, bo społeczeństwo chyba jest jakoś przygotowane do inwazji i walki, chyba że te statki i ich załogi to jedyna obrona.

Jawisz mi się jako osoba która nie ogląda byle czego, tylko to co się poprostu Tobie podoba. Taki prawdziwy krytyk którzy widzi bzdury, tam gdzie zwykły widz się cieszy. Ja natomiast (z pewnym wewnętrzym wstydem który jednak chce przemóc) musze się przyznać ze głupawe czy nie, takie rzeczy też oglądam. Może to świadczyć o moim niskim poziomie w tej kwestii, a może jedynie przyjmowaniem tego co jest bo nic innego nie ma. Ostatecznie może poprostu troche nawet bezmyślnej nawalanki pozwala mi się zrelaksować, dać odpocząć głowie. Taki mój gust i mam nadzieje że w tej kwesti Twoje wyobrażenie o mnie sięga troche wyżej niż dna. Żeby była jasność, to nie czuje się urażony (o ile tylko nie było to Twoim zamiarem) i sam nie pisze tego wszystkiego jako jakaś riposta z ukrytym przekazem. Naprawde ma nadzieje żę nie oceniasz mojej osoby nisko jedynie po hustach filmowych.
Ja nie koniecznie chce Cie przekonać. Poprostu miło jest pogadać o SF, a że miałem okazje to kontynuowałem wątki. Skoro już ST stworzył cały świat przyszłosci to fajnie jest dopowiedzieć coś o nim, zadać pytania itd. Zacząłem od rzeczy którą pamiętam słabo w sensie czy było dobre czy nie. Wtedy oglądałem i podobało mi się. Nie wiem jak teraz, ale myśle że można obejrzeć i dziękuje za pomoc, że ten drugi film udało mi się znależć. Nie znaczy to jakiegoś końca rozmowy, choć jeśli czujesz się zmęczony to spoko i jedynie moge przeprosić.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 13, 2007, 03:53:27 pm
Cytuj
O tym nie słyszałem. Czyli koncepcja Danikena. I tutaj można wejśc w wątek religijny, bo skoro stworzycielem jest jakaś rasa z przeszłości to czyni wszystkich wielką rodziną galaktyczną.

I owszem... Są tam jednostki, które usiłują o wszystkich humanoidach sądzić jako o jednej wielkiej "rodzinie".

Cytuj
Czy ja wiem czy błąd, tak działą wyobraźnia.

I to o ubóstwie tej wyobraźni świadczy:
1. wszystko jest tu wzorowane na ludziach, tylko w jakimś stopniu pociagniete do ekstremum (mam na przykład b. dobrą przyjaciółkę która z osobowości na takiego Volcana nieźle by pasowała).
2. Ludzie dzielą się według osobowości na rózne typy (często dość kontrastowe), wykonują różne zawody, a tam praktyczne wszyscy Obcy jak zrobieni spod jednej sztancy.

Cytuj
To w ludziach musiał nastąpić jakiś wstrząs, jeśli udało się stworzyć tak utopijne społeczeństwo. Motorem napędowym rozwoju jest zysk. Tutaj zysk to wiedza, doświadczenie ale czy to wystarczy? To ciekawe, jak wygląda system ewdukacji, czy naprawde wszyscy żyją dostatnie i w zgodzie. Pewnie nie, ale wydaje się że marginalnym jest jakaś patologia czy inne tego typu rzeczy. System to wymusza. Swoją drogą te replikatory muszą ciągnąć dużo energii i coś takiego jak huta metalu też gdzieś tam musi być bo całego statku raczej nie replikują.

Wstrząsem była kolejno: III Wojna Światowa, pierwszy kontakt z pozaziemskim Rozumem i rewolucja technologiczna niwelująca raz na zawsze klęskę biedy i głodu. (A czy to by w praktyce podziałało: czort wi.)

Cytuj
Rozumiem, zatem idą tam narwańcy i jest to jakieś wytłumaczenie. Stanowią oni zarazem załoge jak i swoistą armie. Natomiast gdy ogląda się filmy to widać młodych zazwyczaj ludzi i strach w ich oczach. Walczą z Borgiem, walczą z Klingonami, ale wydaje się że nie są przygotowali praktyca mam wrażenia. Robią swoje, ale wydaje się niekiedy jakby mieli uciec zaraz w próżnie kosmosu.

Na polu walki chyba każdy sie boi, sztuką jest ten strach pokonać. Strachhu nie odczuywają tylko ludzie b. ograniczeni i niektóre gatunki psychopatów.

Cytuj
chyba że te statki i ich załogi to jedyna obrona.

Według tego o czym się mówi to tak. I są to w dodatku bardziej uzbrojone "na wszelki wypadek" (acz potężnie) jednostki naukowe niż armia. Dopiero w nakręconym po śmierci Roddenberry'ego i oskarżanym o odejście od klimatu pierwotnego "Star Treka", acz pod niektórymi względami - mimo swej wtórnosci - mądrzejszym "Deep Space Nine" pojawiają się typowe battleshipy z Defiantem na czele.

Cytuj
Jawisz mi się jako osoba która nie ogląda byle czego, tylko to co się poprostu Tobie podoba. Taki prawdziwy krytyk którzy widzi bzdury, tam gdzie zwykły widz się cieszy.

Większosć Forumowiczów twierdzi, że jestem wręcz niewybredny... Poczytaj Ich wypowiedzi w drugim z filmowych topiców, zamiast tylko dla mnie zachwyt rezerwować... :P

Cytuj
Ja natomiast (z pewnym wewnętrzym wstydem który jednak chce przemóc) musze się przyznać ze głupawe czy nie, takie rzeczy też oglądam. Może to świadczyć o moim niskim poziomie w tej kwestii, a może jedynie przyjmowaniem tego co jest bo nic innego nie ma. Ostatecznie może poprostu troche nawet bezmyślnej nawalanki pozwala mi się zrelaksować, dać odpocząć głowie. Taki mój gust i mam nadzieje że w tej kwesti Twoje wyobrażenie o mnie sięga troche wyżej niż dna. Żeby była jasność, to nie czuje się urażony (o ile tylko nie było to Twoim zamiarem) i sam nie pisze tego wszystkiego jako jakaś riposta z ukrytym przekazem. Naprawde ma nadzieje żę nie oceniasz mojej osoby nisko jedynie po hustach filmowych.

Spokojnie, spokojnie i jeszcze raz spokojnie. Każdy ma jakąś słabość - np. Mistrz Lem o ile mi wiadomo lubił klasyczne brytyjskie ghost stories, maziek niedawno z przyjemnością obejrzał "DOOMa", znam inteligentnych ludzi, którzy oglądają dla rozrywki "opery mydlane" (i kupę śmiechu przy tym mają), jeden ze znajomych, których bardziej cenię zaczytuje się w/w cyklem "Honor Harrington" a (a bardzo bystry z niego facet), ja zaś mam wielką słabość do masowych komiksów o superbohaterach, choć zabij mnie jeśli zdołam powiedzieć jaka jest ich wartość czy sens. Tyle tylko, że nikt o takich "wstydliwych słabostkach" ;) raczej godzinami nie rozprawia.
Ponadto: to akurat Forum poświęcone jest Stanisławowi Lemowi, który był największym (a przynajmniej jednym z największych pisarzy SF) i nie jestem pewien czy tu o tandecie nazywając ją inaczej niź tandetą mówić wypada.

(A, że SF ogląda się taką jaką jest, bo lepsza nie powstaje, to akurat racja.)

Znów cd. w kolejnym  >:(
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 13, 2007, 04:00:43 pm
Cytuj
Ja nie koniecznie chce Cie przekonać. Poprostu miło jest pogadać o SF, a że miałem okazje to kontynuowałem wątki. Skoro już ST stworzył cały świat przyszłosci to fajnie jest dopowiedzieć coś o nim, zadać pytania itd. Zacząłem od rzeczy którą pamiętam słabo w sensie czy było dobre czy nie. Wtedy oglądałem i podobało mi się. Nie wiem jak teraz, ale myśle że można obejrzeć i dziękuje za pomoc, że ten drugi film udało mi się znależć. Nie znaczy to jakiegoś końca rozmowy, choć jeśli czujesz się zmęczony to spoko i jedynie moge przeprosić.

Ależ porozmawiać zawsze możemy (swoją drogą tyle jest wątków do dyskusji, niektóre są znacznie ciekawsze niż ten). Miło też być pomocnym.

ps. przyjacielska rada, którą i mi dawano, myśląc, że moja (dość tolerancyjna) postawa wobec niektórej słabizny wynika z niedomiarów erudycji: poza tandetą SF istnieje też SF wartościowa, a poza SF istnieje całe mnóstwo książek i filmów może nie mających tak szerokiego miejsca akcji, bo skupionych głównie do Ziemi ;), ale równie, lub bardziej wartościowych. Je też wypadałoby poznać zamiast ograniczać się do różnych tam "Battlestarów..." czy innych znów opowiastek o potworach pożerających ze smakiem astronautów ;).
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 14, 2007, 02:11:22 am
Czy o ubustwie wyobraźni... mysle że aż takiej słabej wyobraźni nie mam, natomiast źle było by gdybyśmy wszyscy kojarzyli wszystko w taki sam sposób. To jak ze sztuką, ktoś mi powie co mam widzieć w danym obrazie, ale ja tam tego widzieć nie musze, moge jedynie wyuczyć się na pamięć że tak jest. Natomiast każdy jest inny i każdy widzi swoje. Jak to się ma do ST? Punkt widzenia powoduje różne spojrzenie na koncepcje która jest zawarta w całej tej opowieści i to bardzo dobrze. Moje spojrzenie zatem jest bardziej z perspektywy historycznej, to co znam porównuje z tym co widze, nie można zbyt uogólniać ale nie da się wszystkiego pojąć bez jednak pewnych uogólnień.

Wstrząsów było dużo, choć w historii mamy przykłady i wojne i odkryć które powinny wstrząsnąc nami, a faktycznie przystosowaliśmy się i dalej żyliśmy po swojemu, przyziemnie, zamiast podjąc refleksje nad nową rzeczywistością. Choć może ostatnia wojna która jeszcze nas nie zniszczyła, oraz świadomość że teraz naprawde coś nas łączy, bo istnieją "oni" faktycznie mogła zmienić wiele. I ostatecznie środki które zapewniją dostatek wiele napewno pomogły. Ale mimo wszystko nowy system który odgórnie wymusza pewną utopie.

Ja nie twierdze że to powinny być nadroidy pozbawione strachu. Jedynie co to widze obraz człowieka który nie pasuje do wizji poszukiwacza wrażeń. Wrażeń nie zapewni nudna służba podczas pokoju, dopiero odkrycia, oraz walka je daje. I podczas tej walki widać było bardziej kadetów akademii pozbawionych praktyki, niż już troche doświadczeni ludzie. Jest tutaj pewna sprzeczność która pojawia się, choć może nie zawsze i nie wszędzie.
Ale dobrze że są uzbrojeni, dobrze że są przeszkoleni. Co innego uniesienia i wstąpienie do służby, co innego swoista praktyka. Ja to biore pod uwagę.
Pojawia się też koncepcja okrętu typowo bojowego a to w ST Voyager. Wydaje się że jednak Federacja musi mieć doświadczenie bojowe i sukcesy na tym polu, zatem to też wskazuje że jednak to takie wszechstronne jednostki, ale nie każdy jest wojownikiem, choć to zadanie musi spełnić.

Rozumiem że treściami nie trafiłem w tematyke forum. Tym bardziej zatem dziękuje za cierpliwość. Co do Lema to odnosze wrażenie ze jeśli już o jego twórczości to trzeba ją czytać, nie oglądać, idąć za Jego podejściem do adaptacji filmowych.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 14, 2007, 02:47:40 am
Cytuj
Jak to się ma do ST? Punkt widzenia powoduje różne spojrzenie na koncepcje która jest zawarta w całej tej opowieści i to bardzo dobrze.

O zdecydowanie. Im lepsze dzieło tym zwykle więcej możliwości interpretacyjnych. I zdecydowanie nie tylko "ST" to dotyczy ;).

Cytuj
Wstrząsów było dużo, choć w historii mamy przykłady i wojne i odkryć które powinny wstrząsnąc nami, a faktycznie przystosowaliśmy się i dalej żyliśmy po swojemu, przyziemnie, zamiast podjąc refleksje nad nową rzeczywistością.

Chyba najlepiej tę ludzką inercję pokazali Strugaccy w "Drugim najeździe Marsjan"...

Cytuj
Choć może ostatnia wojna która jeszcze nas nie zniszczyła, oraz świadomość że teraz naprawde coś nas łączy, bo istnieją "oni" faktycznie mogła zmienić wiele. I ostatecznie środki które zapewniją dostatek wiele napewno pomogły. Ale mimo wszystko nowy system który odgórnie wymusza pewną utopie.

Mam obawy, że ta obserwacja może być trafna :(, choć z historii wiemy też, że takie "wymuszanie utopii" kończy się katastrofą... Trudna sprawa...

(Swoją drogą wokół podobnych tematów obraca się "Opowiadanie świata" Le Guin. Polecam.)

Cytuj
Jedynie co to widze obraz człowieka który nie pasuje do wizji poszukiwacza wrażeń. Wrażeń nie zapewni nudna służba podczas pokoju, dopiero odkrycia, oraz walka je daje. I podczas tej walki widać było bardziej kadetów akademii pozbawionych praktyki, niż już troche doświadczeni ludzie. Jest tutaj pewna sprzeczność która pojawia się, choć może nie zawsze i nie wszędzie.
Ale dobrze że są uzbrojeni, dobrze że są przeszkoleni. Co innego uniesienia i wstąpienie do służby, co innego swoista praktyka. Ja to biore pod uwagę.

Obserwacje dość trafne.

Cytuj
Pojawia się też koncepcja okrętu typowo bojowego a to w ST Voyager.

Voyager akurat był małą jednostka naukową, tylko potem faszerowali go technologią Obcych, przez co stał się tak potężny. (Pomijam przez grzeczność ;) bzdurność takiego rozwiazania.)

Cytuj
Wydaje się że jednak Federacja musi mieć doświadczenie bojowe i sukcesy na tym polu, zatem to też wskazuje że jednak to takie wszechstronne jednostki, ale nie każdy jest wojownikiem, choć to zadanie musi spełnić.

Widać to zwłaszcza jak se z Borg wojowali...

Cytuj
Rozumiem że treściami nie trafiłem w tematyke forum.

No nie do końca ;). Lem świetnie znał najgorsze brednie sprzedawane pod znakiem SF, skoro umiał je potem odpowiednio skrytykowac i obnażyć ich intelektualną pustkę...

Cytuj
Co do Lema to odnosze wrażenie ze jeśli już o jego twórczości to trzeba ją czytać, nie oglądać, idąć za Jego podejściem do adaptacji filmowych.

To raczej kwestia tego, że Mistrz nie doczekał się po prostu wiernej adaptacji swoich dzieł... A moze po prostu był b. wymagający i dlatego nic Go nie zadowalało (zauważmy jak później krytykował swe wcześniejsze ksiazki).
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 15, 2007, 01:59:41 am
Wogóle to ST jawi się jako taka utopia, która wydaje się przyciągać tych "cywilizowanych". Może jest to założenie które w praktyce nie może zostać spełnione, a istnieje tylko na ekranie. Z drugiej strony ludziom nie dzieje się krzywda, a wiadomym jest że tylko duże i silne twory mogą przetrwać. Zatem konieczność strategiczna, oraz względne bezpieczeńswo, przy braku zdominowania (coś innego troche niż dominacja, czy przewodnictwo, bo ludzie wydają się być tutaj podstawą).

Co do ST Voyager to źle mnie zrozumiałeś. Nie pisałem o Voyagerze, lecz o jednym z okrętów który pojawia się gdzieś pod koniec w jednym odcinku. Przejęty przez Romulan chyba, uratowany przez dwóch holograficznych doktorów. Dzielący się na 3 niezależne jednostki, w razie potrzeby.

Co do walki, to z nawet z Borgiem możemy wygrać. Natomiast nie w bezpośredniej walce na pokładzie czy wręcz, ale też dzięki sprytowi i informacji. Ale jeśli będą chcieli zrobć swoistą wojne na całego, to naciągana, czy nie technologia z Voyadzera daje szanse na bardziej wyrównaną walke.

Powiedz mi prosze zatem co Lem krytykował, bo zaciekawiło mnie to, jak On na to patrzył.
Niestety nie moge się zbytnio wypowiadać co do osoby Lema, ale nie dziwi mnie że krytykował adaptacje, bo to normalna rzecz że jego pomysł został, bądz nie, zrealizowany na ekranie. Natomiast ciekawi mnie co mu nie odpowiadało. Jeśli piszesz że krytykował nawet własną twórczośc, to chyba nie pomyle się mówiąc że musiał być wymagający i krytyczny bardzo. Zadałbym wręcz pytanie, czy coś go satysfakcjonowało? Bo może był pisarzem który w pełni się relizował w swojej wyobraźni, co ciężko było przelać na papier.
Jak na brak wiedzy dużo o Lemie napisałem, ale ciekawi mnie na ile coś w tym jest co napisałem, a na ile powody są inne.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 15, 2007, 04:23:00 pm
Cytuj
Wogóle to ST jawi się jako taka utopia, która wydaje się przyciągać tych "cywilizowanych". Może jest to założenie które w praktyce nie może zostać spełnione, a istnieje tylko na ekranie.

Przypuszczalnie tak. To coś jak komunistyczna utopia w "Astronautach" i "Obłoku Magellana" (która -  mimo krytycznej oceny wiadomego ustroju - "w czytaniu" sprawia b. miłe wrażenie).

Cytuj
Co do ST Voyager to źle mnie zrozumiałeś. Nie pisałem o Voyagerze, lecz o jednym z okrętów który pojawia się gdzieś pod koniec w jednym odcinku. Przejęty przez Romulan chyba, uratowany przez dwóch holograficznych doktorów. Dzielący się na 3 niezależne jednostki, w razie potrzeby.

Rozumiem...

Cytuj
Co do walki, to z nawet z Borgiem możemy wygrać. Natomiast nie w bezpośredniej walce na pokładzie czy wręcz, ale też dzięki sprytowi i informacji.

A to jest akurat b. ładne, bo b. typowe dla klasycznej (nieco naiwnej) SF, w której zawsze wygrywa mądrzejszy, a rozum jest w stanie pokonać każdą przeszkodę.

Cytuj
Ale jeśli będą chcieli zrobć swoistą wojne na całego, to naciągana, czy nie technologia z Voyadzera daje szanse na bardziej wyrównaną walke.

Co prawda twory epigonów Roddenberry'ego i ich do reszty nierealistyczne pomysły mało mnie obchodzą, ale to by było "wyczyszczenie" obecnego pseudo-"Star Treka" z reszty zalet oryginału, i nakręcenie kolejnej sztampowej space opery - czyli czegoś co (śmiem twierdzic) nie jest do niczego potrzebne. (Choć zdarzają się i space opery - jak na ten z natury rzeczy drugorzędny gatunek - godne uwagi. Zaliczyłbym do nich np. cykl "Miasta w Kosmosie" Jamesa Blisha.* Czy "Gwiazdy - moje przeznaczenie" Bestera**. Skoro już masz słabość do "przygodówek" staraj się poznać najlepsze z nich, dzięki temu lepiej dostrzeżesz nędzę pozostałych...)

Cytuj
Powiedz mi prosze zatem co Lem krytykował, bo zaciekawiło mnie to, jak On na to patrzył.

Odsyłam do Jego ksiażki zatytułowanej "Fantastyka i Futurologia" jest we wszystkich bibliotekach... (Wśród tych eBooków, które linkowałem (http://biblioteka.eksiazki.org/index.php/Stanis%C5%82aw_Lem) też się znajdzie.)

Cytuj
Niestety nie moge się zbytnio wypowiadać co do osoby Lema, ale nie dziwi mnie że krytykował adaptacje, bo to normalna rzecz że jego pomysł został, bądz nie, zrealizowany na ekranie. Natomiast ciekawi mnie co mu nie odpowiadało. Jeśli piszesz że krytykował nawet własną twórczośc, to chyba nie pomyle się mówiąc że musiał być wymagający i krytyczny bardzo. Zadałbym wręcz pytanie, czy coś go satysfakcjonowało?

Był taki film. Komedia "Przekładaniec" Andrzeja Wajdy z B. Kobielą w roli głównej.

Cytuj
Bo może był pisarzem który w pełni się relizował w swojej wyobraźni, co ciężko było przelać na papier.

A może adaptatorom wyobraźni brakło?

Cytuj
Jak na brak wiedzy dużo o Lemie napisałem, ale ciekawi mnie na ile coś w tym jest co napisałem, a na ile powody są inne.

Ty sie nie przyznawaj, Ty się bierz za uzupełnianie tej wiedzy...  :P (A, że słabość masz do space oper, senzacyj i niesamowitości proponuję znajomośc z twórczościa Mistrza rozpocząć w kolejności +/- chronologicznej, od "Człowieka z Marsa", "Astronautów", "Obłoku Magellana", "Edenu", "Niezwyciężonego", "Śledztwa"... Potem spróbuj "Pirxa".)



*O Blishu tym Lem napisał był w w/w "Fantastyce...":
Cytuj
Konstruktorem wizji przekonywających bywa np. James Blish.
co oczywiście nie znaczy, że "Miasta..." są dziełem genialnym... nie, są po prostu space operą bardziej oryginalną od innych i zawierającą nieco niegłupich przemyśleń, choć momentami bardzo po spaceoperowemu toporną... (I oczywiście przygodową do bólu.) Tak czy owak polecam... Jako dobry pomost ku ambitniejszym pozycjom...

**Powieść Bestera natomiast Mistrz osobiście usiłował sprowadzić do Polski i nazywał ją "pierwszorzędną powieścią drugorzędną". Ma już ona bowiem pewne ambicje literackie, będąc przy tym znakomitym "czytadłem".
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 17, 2007, 12:55:39 am
Co do Borga to jest to jakaś pochwała rozumu, tego zresztą co powoduje człowiekiem i nie tylko, do dokonywania odkryć. Natomiast Borg jest takim troche antyrozumem, gdzie nie odkrywa się, ale pochłania. Jest jak encyklopedia, która zbiera wszystko, ale sama nie tworzy, co nie znaczy że samam encyklopedia jest zła. Z tym że Borg to taka encyklopedia która łamie prawa autorskie i wydziera z rąk.

Co do Pirxa to nawet dziś wiadziałem na jakimś kanale adaptacje filmową. Mniej więcej mam obraz całości. Co prawda adaptacja z przed lat i innego systemu.

Dzięki zatem, za tytuł. Moźliwe że zabrakło wyobraźni. Jest jednak we mnie coś co karze mi bronić moich upodobań. Choć zapoznanie się z tym co uznane za elitarne nie jest rzeczą która mnie odrzuca. Odrzucić może jedynie treść która nie porusza wybraźni.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 17, 2007, 02:42:53 am
Cytuj
Natomiast Borg jest takim troche antyrozumem, gdzie nie odkrywa się, ale pochłania. Jest jak encyklopedia, która zbiera wszystko, ale sama nie tworzy, co nie znaczy że samam encyklopedia jest zła. Z tym że Borg to taka encyklopedia która łamie prawa autorskie i wydziera z rąk.

Borg to trochę taka Osobliwość (w znaczeniu jakie temu słowu nadaje V. Vinge), w wersji "na straszno". To też cokolwiek reminiscencja mistrzowego "Przyjaciela (http://niniwa2.cba.pl/lem_przyjaciel.htm)"... Przy czym jest to chyba najbardziej "Obcy" Obcy byt ze "Star Treka", a to już jakiś plus.

Cytuj
Co do Pirxa to nawet dziś wiadziałem na jakimś kanale adaptacje filmową. Mniej więcej mam obraz całości. Co prawda adaptacja z przed lat i innego systemu.

I jak wrażenia? (Choć film nie oddaje plastyczności lemowskich opisów.) (BTW. lepiej popróbuj "Pirxa" literackieg (http://niniwa2.cba.pl/lem_terminus.htm)o.)

Cytuj
Dzięki zatem, za tytuł.

Raczej za kilka tytułów... :P

Cytuj
Jest jednak we mnie coś co karze mi bronić moich upodobań.

Ależ oczywiscie, każdy ma prawo do swoich gustów...

Cytuj
Choć zapoznanie się z tym co uznane za elitarne nie jest rzeczą która mnie odrzuca. Odrzucić może jedynie treść która nie porusza wybraźni.

Zatem miłej lektury :). A wyobraźni (w najlepszym wydaniu) tam nie zabraknie.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 19, 2007, 03:47:22 am
Borg to moja ulubiona rasa, o tyle że stawia zupełnie inne wymagania jeśli chodzi o stacie z nim, a także reprezentuje jak wiemy specyficzny system funkcjonowania. Nad wszystkim tym wisi swoista tajemnica, czego chce, skąd pochodzi i jak powstał. Gdy mamy starcie, to nie w formie typowej walki, gdzie można zadać jakieś straty, ale nerwowe oczekiwanie co Borg zechce dalej zrobić. Zechce czyli, jak będzie chciał zając statek to go zajmie, a jak będzie chciał wszystko dokoła zamienić w złom to też to zrobi. Choć koncepcja broni i technologii (z Voyagera) która może go zniszczyć może zabrać ten element "niewiadomej", zamieniając na bardziej wiadomą bo teraz to my mamy moźliwośc bycia w ofensywie i dyktowania warunków. Jedynie co to może nadrobić znakomitymi zdolnościami adaptacyjnymi. Borg zajmuje wielką przestrzeń, a my wiemy tyle że jest w stanie dotrzeć do naszej i to z wielkimi siłami, narazie jeszcze nie do pokonania.

Pamiętam że już kiedyś oglądałem adaptacje filmową Lema i to był ten sam film. Tak żeby  oglądnąć to OK był. Sam fakt że jednak jest to produkcja na poły polska it SF. Dziś nie kręcą u nas żądnych SF chyba, także miło zobaczyć że Polacy(?) latają w kosmos. W zasadzie jednak to nic się tam takiego co wymaga efektów nie dzieje. Historia wciąga tajemnicą, nie efektami i wybuchami.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 19, 2007, 04:07:07 am
Cytuj
Borg to moja ulubiona rasa, o tyle że stawia zupełnie inne wymagania jeśli chodzi o stacie z nim, a także reprezentuje jak wiemy specyficzny system funkcjonowania. Nad wszystkim tym wisi swoista tajemnica, czego chce, skąd pochodzi i jak powstał.

Pomijając już Twoje (IMHO przesadne) skupienie na militariach ładnie scharakteryzowałeś w tym momencie zjawisko "Obcości" w SF jako takie  :).

Cytuj
Choć koncepcja broni i technologii (z Voyagera) która może go zniszczyć może zabrać ten element "niewiadomej", zamieniając na bardziej wiadomą bo teraz to my mamy moźliwośc bycia w ofensywie i dyktowania warunków.

Tyle, że jest to sprowadzenie w/w poważnej kwestii do (jak to rzekł Mistrz omawiajac jedną ksiazkę Silverberga) "zwalczania magii czarnej - zieloną", a w tym momencie z SF robi sie bezmyślna space opera...

Cytuj
Pamiętam że już kiedyś oglądałem adaptacje filmową Lema i to był ten sam film. Tak żeby  oglądnąć to OK był.

Choć ja tam "Milczącą gwiazdę" wolałem... Moze dlatego, że oglądałem ja jako dziecko? (Prawo Pierwszych Połączeń itp.)

Cytuj
Sam fakt że jednak jest to produkcja na poły polska it SF. Dziś nie kręcą u nas żądnych SF chyba, także miło zobaczyć że Polacy(?) latają w kosmos.

Taak, "Test..." był prawdziwym produktem antyimportowym ;).

Cytuj
W zasadzie jednak to nic się tam takiego co wymaga efektów nie dzieje. Historia wciąga tajemnicą, nie efektami i wybuchami.

No i po tym poznać, że jest to prawdziwa (choc kiepsko sfilmowana) SF, a nie jakieś brednie.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 20, 2007, 10:24:20 pm
Dziękuje za uznanie, a że skupiam się na militariach... moźliwe że nie podjąłem jeszcze rozmowy na inne tematy, a może faktycznie jest to jakiś mój konik. Nie wiem.

Z tą magią to wydaje mi się że jest to jakaś próba wybrnięcia z sytuacji. Jak Borg był daleko to nie było problemu, ale jak doleciał do Ziemi i to 2 razy już to ciężko uwierzyć że za 3 razem ST Enterprise znów przyleci i pokona tym razem 10 szcześcianów. Choć dyskusyjne jest czy cała podróż Voyagera nie jest już przesadą, bo faktycznie to czego dokonali to było nie byle co.

A widzisz, inaczej jest jak ogląda się za młodu, a inaczej z perspektwy doświadczenia.

Co do adaptacji filmowej, to podobnie jest z Obcym. Też nie ma tam bajerów ze ST, a jednak jest klimat. Zamknięta przestrzeń i coś co nie daje się zabić łatwo, a do tego albo nie mają broni, albo jak ją mają to obcych jest za dużo i są za mądre.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 21, 2007, 01:02:16 am
Cytuj
Dziękuje za uznanie, a że skupiam się na militariach... moźliwe że nie podjąłem jeszcze rozmowy na inne tematy, a może faktycznie jest to jakiś mój konik. Nie wiem.

Cóż. Z tego co piszesz jednoznacznie wynika, że lubisz jak "sie szczelaja"...

Cytuj
Z tą magią to wydaje mi się że jest to jakaś próba wybrnięcia z sytuacji. Jak Borg był daleko to nie było problemu, ale jak doleciał do Ziemi i to 2 razy już to ciężko uwierzyć że za 3 razem ST Enterprise znów przyleci i pokona tym razem 10 szcześcianów. Choć dyskusyjne jest czy cała podróż Voyagera nie jest już przesadą, bo faktycznie to czego dokonali to było nie byle co.

Cóż wprowadzenie pozaziemskiej ubertechnologii, jest chwytem stosowanym w najczcigodniejszych dziełach SF ("Piknik na skraju drogi", "2001 Odyseja Kosmiczna") by pokazać zetknięcie Człowieka z Nieznanym. Ale wprowadzenie potem drugiej ubertechnologii, by "nasi dzielni chłopcy mogli skopać d*** kosmitom", to już obsunięcie się w tandetę.

Cytuj
A widzisz, inaczej jest jak ogląda się za młodu, a inaczej z perspektwy doświadczenia.

Zdecydowanie.

Cytuj
Co do adaptacji filmowej, to podobnie jest z Obcym. Też nie ma tam bajerów ze ST, a jednak jest klimat.

Owszem. Świetny w dwu pierwszych "Obcych" jest czyniący wrażenie realizmu, "pirxowaty" klimat...

Cytuj
Zamknięta przestrzeń i coś co nie daje się zabić łatwo, a do tego albo nie mają broni, albo jak ją mają to obcych jest za dużo i są za mądre.

Natomiat fabuła filmu o której tu wspominasz (i zauważ, że znów mówimy o "szczelaniu") zdecydowanie nie dorasta do fenomenalnego tła na którym się rozgrywa (no ale to samo można powiedzieć choćby o oryginalnym "Star Treku", tym z Kirkiem i Spockiem, i o 90% - niepotrzebnie uciekającej w przygodowość - SF z "Końcem Wieczności" na czele... nawet "Lewa ręka ciemności" nie do końca broni sie przed tym zarzutem).

BTW: jako, że o "Obcym" mówiło się już sporo w wątku "Filmy SF warte i niewarte obejrzenia", proponuję przenieść dyskusje tam, bo wyszło, że tematy dublujemy...

ps. jak wrażenia z lektury (bo zakładam, że którąś z książek przynajmniej "napocząłeś" :P)?
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 26, 2007, 01:36:41 am
Tego nie ukrywam, że miło jest oglądnąc troche walki, natomiast moim celem było wskazać że nie jestem przekonany aby był to jedyny "temat" w SF który mnie interesuje.

Nie jestem też pewny czy ta technologia jest tak "obca" dla ludzi. Aż tak Borg nie guruje nad ludzmi, a w zasadzie wykorzystuje najlepsze elementy z tego co zdobył, plus bezwzględność. Natomiast mamy pewien skok techniczny po podróży Voyagera, choć nie wiem jak daleko on idzie.

Co do Obcego to klimat jest. Z jednej strony "zwykła" załoga potrafi jakoś walczyć z kosmitą, a z drugiej źołnierze nie radzą sobie zbytnio lepiej z obcym choć przecież mają broń i wiedze. Może są z byt pewni siebie, czego nie mieli załoganci i byli ostrożniejsi?
Podobnie np. w "Coś" gdzie problemem nie jest broń, ale to na kogo ją użyć. Mamy jakieś informacje z ekranu że coć jest nie tak, ale w dużej mierze nie wiemy kto jest zanfekowany (choć bywa że jest to nam podane na talerzu jak gość widocznie ma coś w sobie).

Co do tematu to Obcy jest jednym tylko z tematów w ramach tej dyskusji, także nie koniecznie, choć kolejny temat do eksploatacji kusi...

Co do lektury to przyznam że zacząłem "Astronautów" ale powoli to idzie bo i czasu nie zawsze jest pod dostatkiem. W trakcie też doszedłem do wniosku że lektura ta da też pojęcie o dawnych minionych czasach, oraz o tym jak Lem poradził sobie, lub nie z cenzurą.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 26, 2007, 08:11:27 am
Cytuj
Tego nie ukrywam, że miło jest oglądnąc troche walki, natomiast moim celem było wskazać że nie jestem przekonany aby był to jedyny "temat" w SF który mnie interesuje.

Nie mówię, że to jedyny temat jaki Cię interesuje, twierdzę natomiast, że poświęcasz mu nieproporcjpnalnie dużo uwagi,

Cytuj
Nie jestem też pewny czy ta technologia jest tak "obca" dla ludzi. Aż tak Borg nie guruje nad ludzmi, a w zasadzie wykorzystuje najlepsze elementy z tego co zdobył, plus bezwzględność. Natomiast mamy pewien skok techniczny po podróży Voyagera, choć nie wiem jak daleko on idzie.

1. Nie wiemy skąd się wziął Borg;
2. wiemy, że wchłaniał całe gatunki wraz z ich technologią (gatunki Obcych, więc ich technologia obca takoż...) (pomijam fakt, że w ST większość Obcych robi mało "obce" wrażenie :P);
3. wiemy, też że jest od ludzkości starszy;
4. techologie przywiezione przez Voyagera pochodzą właśnie od Borg.

Cytuj
Co do Obcego to klimat jest. Z jednej strony "zwykła" załoga potrafi jakoś walczyć z kosmitą, a z drugiej źołnierze nie radzą sobie zbytnio lepiej z obcym choć przecież mają broń i wiedze. Może są z byt pewni siebie, czego nie mieli załoganci i byli ostrożniejsi?

Raczej jest to kwestia przewagi liczebnej załogantów w pierwszym wypadku, i tego, że poruszali się po znanym sobie terenie... Zresztą, było, nie było załoga "Nostromo" wyginęła jednak (poza Ripley oczywiście).

(A swoją drogą: mówimy o - niezłym skądinąd w swej kategorii, wręcz wybitnym - filmie, i zamiast próbować doszukiwać się w nim głębszych przesłań, czy analizować interesujace tło, schodzisz na temat tego co w w/w filmie najsłabsze - głupawej, opartej na ganianinach fabuły. Nie dziw się więc moim zarzutom, że głównie na walce się skupiasz. A przecież można też np. analizować psychikę postaci lub rozważać - w tym konkretnym przypadku - "nieludzkość" androida Asha.)

Cytuj
Podobnie np. w "Coś" gdzie problemem nie jest broń, ale to na kogo ją użyć. Mamy jakieś informacje z ekranu że coć jest nie tak, ale w dużej mierze nie wiemy kto jest zanfekowany (choć bywa że jest to nam podane na talerzu jak gość widocznie ma coś w sobie).

I ta atmosfera niepewności, osaczenia i podejrzliwości, a także dające się rozmaicie interpretować zakończenie dodają nieco wartości temu opartemu na prymitywnym pomyśle i ganianinach filmowi...

A jako, że zeszliśmy w omiawianie filmów, ktore były już omawiane, proponuję byś w trosce o stan swoich "postów", które w innym wypadku Terminus ma pełni prawo wywalić, zamknął ten temat, a odpisał mi już TU (http://www.lem.pl/cgi-bin/yabb2/YaBB.pl?num=1100547621/1305#1305). (Bo nie dość, że łamiesz zasady rządzące Forum dublując tematy, to jeszcze mnie w to wciągasz ;).)

Cytuj
Co do tematu to Obcy jest jednym tylko z tematów w ramach tej dyskusji, także nie koniecznie, choć kolejny temat do eksploatacji kusi...

Ale we właściwym wątku, OK?

Cytuj
Co do lektury to przyznam że zacząłem "Astronautów" ale powoli to idzie bo i czasu nie zawsze jest pod dostatkiem. W trakcie też doszedłem do wniosku że lektura ta da też pojęcie o dawnych minionych czasach, oraz o tym jak Lem poradził sobie, lub nie z cenzurą.

Owszem będzie to ciekawa lektura. Ale wnioski chętnie przeczytam w odpowiednim topicu.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 26, 2007, 11:26:40 pm
Cóż, co do moich zamiłowań do walki to tak już jest. Jeśli już mówimy o Borgu to w sumie jest to rasa która przy pierwszym spotkaniu od razu asymiluje lub wojuje i asymiluje. W tym temacie jestem zatem chyba usprawiedliwiony. Nie wiem faktycznie jak powstał Borg, w takiej jaką znamy obecnie, postaci. Borg jednak jest ciekawą rasą. Społecznośc która jest bezwzględnie podporządkowana danemu celowi przypomina poprostu wojsko. Jest jakieś dowództwo, są poszczególne człony i w zasadzie one wykonują rozkazy bezwzględnie. Idealny przykład społeczeństwa zniewolonego, które nawet nie może się zbuntować. Czy nie tego chcieli ziemscy dyktatorzy? Może rasa która stworzyła Borga, będąca jego poprzedniczką właśnie reprezentowała takie społeczeństwo, które dzięki technice zostało zniewolone. Do tego udoskonalonei wyzbyte wszelkiej moralności, bo wszystko to kwestia zysku i straty. Liczy się całośc, nie jednostka.

Co do Obcego to jasne że można, natomiast nie jest to dla mnie tak wyrażne jak w ST, gdzie mamy i androida i hologram, które to można śledzić przez dłuższy czas i ich postacie dla jakichś analiz są wręcz wymarzone. Tutaj mamy androida który raczej nie charakteryzował się jakimiś cechami. Poprostu był i robił swoje. Natomiast jeśli widzisz w nim jakieś warte zwrócenia uwagi, cechy to przypomnij mi prosze.

Zatem dobrze, przejde tam aby faktycznie nie łamać zasad. To o co pytałem troche faktycznie odbiegło od treści kolejnych postów.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 27, 2007, 12:08:58 am
Dobra... Na ten Twój post odpowiem gdzie należy... A ten wątek (o ile Terminus go nie zamknie), niech służy pytaniom o coś z SF co kojarzymy, ale nie pamiętamy do końca co to było. w końcu w tym celu go założyłeś...

(Swoją drogą takie rozmowy zbliżają...  ::) Swój aktualny związek zawdzięczam rozmowie o książce, którą "moja" czytała dawno temu i nie pamiętała tytułu - okazało się, że chodzi o "Między planetami" Heinleina... Wystarczający powód by polubić space operę ;).)



EDIT: dobry cytat na zamknięcie tematu:
Cytuj
Udało mi się obejrzeć w satelitarnej telewizji widowisko, przedstawiające baśń o małej dziewczynce (jej prefiguracją była niechybnie "Alicja w krainie czarów"), która musiała wykonać "trudne zadanie", polegające na dotarciu do środka labiryntu, strzeżonego przez olbrzymów, smoki, czary, strzygi i wielce fantazyjne stworki, które obtańcowując małą, jednocześnie obrzucały się nawzajem własnymi głowami, nogami, mackami itd. Było to dla mnie miłym wytchnieniem, zwłaszcza że wszystkie szczute na małą potwory i monstra nie budziły w niej najmniejszego lęku, a koniec (pokonanie czarownika w osiągniętym centrum labiryntu) zwieńczył dzieło. Robota była przez to tak dobra, że cała wyprodukowana dzięki bardzo pomysłowej animacji, udającej trójwymiarowość (w przeciwieństwie, powiedzmy, do wspomnianej już "Alicji" w rysunkowym filmie barwnym Disneya). Nazwałem rzecz "wytchnieniem", ponieważ nie cierpię bredni i krwawych walk, jakimi TV wciąż nas raczy w fikcyjnym, pseudoracjonalistycznym "Kosmosie". Jako niewątpliwy masochista obejrzałem ostatnio fragmenty szeregu takich kiczów made in USA, jak "Babilon II", w którym roi się od pozaziemskich pseudoludzi z perukami, dolepianymi maskami, z dziewczętami, którym golą głowy itp. Oprócz wspomnianej już przeze mnie obrzydliwości, zwanej "Star Trek", "Enterprise", "New Generation", bezustannie lansowane są podobne do siebie jak bliźnięta inwazje Ziemi ("żeby unicestwić nas"), walki kosmicznych korsarzy, gangów, komandorów, niewiast o silnych biustach i całej gigantycznej reszty tej hołoty wszechświatowej, którą ad usum publiczności masowo produkuje się w Hollywood. To że ŻADEN ze znanych nam realnych warunków pobytu w kosmosie nie zostaje spełniony, to, że walki "imperiów" kończą się po długiej serii scen "wielo ręcznym mordobiciem", to, że Obcy wytwarzają przystojnego Cyborgiusza, który nawiedza Ziemię po to, żeby poderwać przystojną dziewczynę i w towarowym wagonie nocą zrobić jej dziecko (po czym drab oddala się, żądając, aby opiekowała się należycie owym "BABY", którym ją międzyplanetarnie obdarował) - wszystko to razem woła o pomstę nie tyle do nieba, ile do PT terrorystów. To oni winni porwać i osadzić w lochu wszystkich ohydnych kretynów, płodzących owe kretyństwa, jako też ukarać ich koniecznością wieloletniego oglądania tych kosztownie przyanimowanych wypocin. Byłaby to zresztą kara nazbyt łagodna. W tym załganym od A do Z kosmosie, w owych "Promieniach śmierci", znalazłem naraz to, co mnie już jako dwunastoletniego szczeniaka zgniewało: "Planetę MONGO" z jej rycerzami-aniołami (skrzydła wykonano w warsztatach z solidnej blachy), natomiast moją chłopięcą jeszcze sprzed 65 lat irytację wywołało "uzbrojenie" tych matołów, złożone z tarcz (wg wzoru wanny), włóczni, pałasza i "blastera". To, com w trzydziestych latach ujrzał tylko w czerni i bieli, teraz już jest barwne i nurza się w obłokach z bitej śmietany. Taki straszliwy zastój imaginacji kroi już na paranoidalną persewerację.
http://odra.okis.pl/odra_arch/stare/stare/1998/01/lem.html

Trudno, dostało się i mojemu ulubionemu "Star Trekowi" (moim zdaniem nie do końca zasłużenie, bo jak na owe czasy Roddenberry robił co umiał i na co mu wytwórnia $$$ dała), ale ogólnie z tym atakiem na plagę spaceoperowatości i inwazyjności w SF zdecydowanie się zgadzam.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: WIST w Listopad 28, 2007, 12:27:25 am
Może temat się jeszcze komuś przyda. Ciekawie się poznaliście i jak widać bywa że faktycznie rozmowa Zbliża przez duże Z.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 28, 2007, 12:56:41 am
Cytuj
Ciekawie się poznaliście

Jak na dwójkę podstarzałych ;) fanów SF przystało :).
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Evangelos w Październik 31, 2008, 03:57:29 pm
Chcialbym zaproponowac jakies uscislenie gatunku S-F w tym i drugim watku (filmy SF warte i nie warte obejrzenia) i nie wrzucanie czego popadnie, czyli na przyklad filmu "Ghoulles". Nie widzialem, ale po zdjeciu mniemam, ze jest malo w nim science i duzo bzdurnej fiction. Jestem zdania, ze zielone stworki wylazace z muszli klozetowej nie przystoja do forum, ktoremu patronuje Stanislaw Lem.
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 09, 2008, 05:03:18 pm
Z tymi "Ghoulies" (http://gfx.filmweb.pl/po/82/73/88273/6951817.3.jpg) to było świadome. Chciałem zasugerować klozetowy poziom większości produkcji, o których tu była mowa ;).

ps. pisałem niedawno na mail do WISTa w jednej (filmowej) sprawie. Deklarował się, że zamierza wrócic na Forum :). Trzymam za słowo ;).

EDIT: ażeby było  bardziej treściwie...

Kojarzycie może paradokument (kręcenie paradokumentów SF to zresztą ostatnio modna tendencja - vide choćby serialowa "Space Odyssey" (http://www.youtube.com/watch?v=GPBjG_2z_Ak)) "Alien Planet" (http://www.film.org.pl/prace/alien_planet.html) (znany też jako "Wirtualna podróż na planetę Darwin IV"? Co o nim sądzicie? Bo dla mnie był dowodem na ubótwo autorów sporej większości twórców kinowej SF, pokazującym jak odmienne i obce formy życia można wymyślić (nie popadając przy tym w groteskę) nawet nie odbiegając znów tak daleko od ziemskiej ewolucji... Ech, twórcy "Gwiezdnych wojen", "Star Treka" (zwłaszcza) i wszystkich "inwazyjnych" bzdur patrzcie i uczcie się...

(BTW. skoro już poruszyłem problem ubóstwa wyobraźni dodam, że w miarę - jak na sztampowego humanoida - ciekawy z wyglądu jest potworek z "Predatora". Wyczytałem niedawno z zaskoczeniem, że jego nietypową facjatę podpowiedział jednemu z twórców James Cameron.)
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Miesław w Grudzień 29, 2008, 09:12:10 pm
EDIT: ażeby było  bardziej treściwie...

Kojarzycie może paradokument (kręcenie paradokumentów SF to zresztą ostatnio modna tendencja - vide choćby serialowa "Space Odyssey") "Alien Planet" (http://www.film.org.pl/prace/alien_planet.html) (znany też jako "Wirtualna podróż na planetę Darwin IV"? Co o nim sądzicie? Bo dla mnie był dowodem na ubótwo autorów sporej większości twórców kinowej SF, pokazującym jak odmienne i obce formy życia można wymyślić (nie popadając przy tym w groteskę) nawet nie odbiegając znów tak daleko od ziemskiej ewolucji...
Pamiętam, że przy patrząc na wypowiadających się (przedstawiających przypuszczenia) naukowców pomyślałem sobie: "fajną mają pracę, podoba mi się". Przypomniały mi się też uwagi profesora Goobara z "Obłoku Magellana" na temat astrobiologii.
Ale film całkiem niezły, fikcja jak najbardziej naukowa :).


Swoją drogą - odpowiadanie na post dopiero po miesiącu nie jest chyba niczym niestosownym ?
Tytuł: Re: Pewien film SF...
Wiadomość wysłana przez: Q w Styczeń 03, 2009, 07:29:28 pm
Ale film całkiem niezły, fikcja jak najbardziej naukowa :).

Tak sobie myślę (a przynajmniej lubię myśleć), że ta moda na fantastycznonaukowe paradokumenty to jest kontynuacja, tylko za pomocą innego medium, metody, którą stosował Mistrz tworząc swoje "Apokryfy". I nie wiem czy nie przyszłość solidnej ekranowej SF -  końcu w paradokumencie da się powiedzieć więcej ciekawych rzeczy, niż wetknąć w tło typowej fabuły.

Pamiętam, że już w czasach "Parku jurajskiego" więcej przyjemności sprawił mi (emitowany wtedy w TV w celach reklamowych) dokument o koncepcjach leżących u podstaw filmu, orez "film w filmie" za pomocą którego Hammond tłumaczył przybyłym naukowcom powstanie tytułowego parku, niż sensacyjne sceny z udziałem ganiających dinozaurów.

Swoją drogą - odpowiadanie na post dopiero po miesiącu nie jest chyba niczym niestosownym ?

Stanowczo nie jest :).