Stanisław Lem - Forum

Polski => Hyde Park => Wątek zaczęty przez: Cetarian w Kwietnia 13, 2026, 10:42:03 pm

Tytuł: D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
Wiadomość wysłana przez: Cetarian w Kwietnia 13, 2026, 10:42:03 pm
D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.

@maziek

Mam pytanie dotyczące tego dnia, na które być może będziesz potrafił udzielić odpowiedzi.

Wiesz, trudno mówić czy raczej przekonywać kogoś co powinien czuć czy sądzić o tym, czy jakiś porządny Niemiec, niedotknięty bezpośrednio prześladowaniami nazistów, w latach 39-45 miał wyrzuty sumienia i mógł pisać o tym do sztambucha ukryte myśli antynazistowskie, czy nie. W swoim czasie przeczytałem na te tematy tonę książek i generalnie wydaje mi się, że Niemcy byli innym narodem niż Polacy (i większość krajów, które okupowali).

Z kontekstu wynika wprawdzie, że ta tona książek to były opisy emocji społeczeństwa niemieckiego w latach SWW, ale zakładam, że jednak było tam przynajmniej ze 30-40 kilogramów książek o działaniach wojennych.
Z kolei ostatnio pisałeś o problemach w kopiowaniu karabinów maszynowych i działek z czasów SWW.   

Szukając odpowiedzi na moje pytanie przeczytałem dwie książki:

Antony Beevor “D-DAY. Bitwa o Normandię”
i
James Holland “Normandy‘ 44. D-DAY AND THE BATTLE FOR FRANCE.”
 
Jednak nie znalazłem odpowiedzi.

Bez oporu przeczytałbym trzecią, czwartą i piątą książkę o lądowaniu w Normandii. Napisano ich dziesiątki, a może wręcz setki, ale mam wrażenie, że one wszystkie opisują, jak toczyły się działania, a nie to, jak mogłyby się potoczyć (i powinny) w jednym istotnym elemencie.
O co chodzi, wyjaśniam poniżej.

Zwłaszcza na plaży Omaha, gdzie straty były największe, żołnierze wysiadali z barek desantowych prosto pod ogień niemieckich ckm-ów, a być może także dział.

1/- Zakładam, że pozycje tych ckm-ów i dział były znane, ponieważ już od wielu miesięcy alianci panowali w powietrzu, więc zakładam, że jeśli tylko podstawa chmur nie była bardzo niska, to regularnie prowadzono loty obserwacyjne nad wybrzeżem, dzięki czemu udało się te pozycje ustalić.

2/- Wiadomo, że tuż przed lądowaniem bombardowano te pozycje, ale nie udało się ich zniszczyć. 

3/-  Po lądowaniu w niektórych miejscach alianci posuwali się tak powoli, że jeszcze około 20 czerwca byli wspierani skutecznie ogniem dział okrętów wojennych, stojących w pobliżu plaży. Pisał o tym chyba Holland, którego książkę czytałem niedawno, a książkę Beevora ze dwa lata temu.
Jeżeli tak, to pytanie: dlaczego pozycji niemieckich nad plażami nie zniszczono ogniem z dział okrętowych, zanim barki desantowe zaczęły lądować na plażach?

4/- Harry Truman, który, niewiele ponad rok po D-Day, podjął decyzję o zrzuceniu bomb atomowych na Japonię, w dniu lądowania w Normandii był jeszcze prostym senatorem z Missouri.
W czasie pierwszej Wojny Światowej Truman dowodził baterią artylerii w amerykańskim korpusie ekspedycyjnym w Europie.
Bateria składała się z czterech dział kalibru 75 milimetrów i 194 żołnierzy (plus kilkadziesiąt koni).

Działo tego typu biograf Trumana, David McCullough, opisał w sposób następujący (p. 114):

French 75-millimeter gun, a small, rapid-fire, rifled cannon, known for its mobility and phenomenal accuracy. (…) The breechblock, gun carriage, and hydropneumatic recoil system were all of special design. Because the gun recoiled on its carriage, it stayed in place with each shot, and thus no time was lost correcting its aim between shots, which was the secret of its rapid fire. It could get off twenty to thirty shots a minute and had an effective range of five miles. (…) light in weight compared to most cannon, a little over a ton and a half.”

Najmniejsze barki desantowe zabierały trzydziestu sześciu żołnierzy (plus czterech członków załogi).

https://en.wikipedia.org/wiki/LCVP_(United_States)

Zakładam, że żołnierz z bronią, amunicją i resztą wyposażenia ważył około stu kilogramów, czyli na barkę można było załadować ca 3,6 tony ładunku. (Wg Wikipedii nawet 3,7 tony.)

Czyli można było załadować takie działo, jakiego bateria, dowodzona przez Trumana, używała dwadzieścia sześć lat wcześniej, półtorej tony amunicji i czterech-sześciu żołnierzy obsługi.

Dlaczego tego nie zrobiono?

Bo planiści uznali, że debeściaki chyba na pewno bezwzględnie rozwalą bombami niemieckie bunkry?

Ale co to szkodziło wytoczyć działa z barek desantowych na już niebronioną plażę?

Przecież przydałyby się w dalszych walkach.
Z plaży Omaha do Berlina było jeszcze ponad tysiąc kilometrów.
Tytuł: Odp: D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwietnia 14, 2026, 08:03:52 pm
Aleś zajechał. Po krótce:

- lądowanie w Normandii a konkretnie, że miejscem lądowania będzie właśnie Normandia, stanowiło najgłębszą tajemnicę. Alianci podjęli wiele wysiłku, aby to ukryć - operacja Fortitude, użycie na wielką skalę makiet samolotów, czołgów, barek desantowych, fałszywej aktywności radiowej aby Niemcom się wydawało, że atak nastąpi w rejonie Calais (miejscu najwęższym) a nie w Normandii (gdzie niemalże najszerzej), a ewentualnie poprzez Szwecję. W tej sytuacji jakakolwiek nadmiarowa wyprzedzająca aktywność w miejscu ataku zwróciła by uwagę niemieckiej wywiadowni, która głupia nie była. Świetnie się to udało bo Hitler nie mógł uwierzyć, że to prawdziwe lądowanie a nie zasłona dymna.

- krótkotrwałe bombardowanie, kiedy rozpoczętego ataku nie dało już się ukryć, nie mogło przynieść zbyt wielkiego efektu. To są doświadczenia z PWŚ, gdzie dobrze rozpoznane umocnienia npla były ostrzeliwane przez długie dnie olbrzymią ilością amunicji artyleryjskiej, co prowadziło zniszczenia całej powierzchni ziemi, zostawały tylko leje, tymczasem nie miało to wielkiego wpływ na ukrytą w tych umocnieniach siłę żywą. Tak na przykład było podczas bitwy nad Sommą, gdzie na niewielki obszar umocnień niemieckich przez kilka dni non-stop wystrzelono grubo ponad milion pocisków - ale w chwili rozpoczęcia właściwego natarcia obrona niemiecka okazała się nieskruszona.

- działa w umocnieniach w ogóle bardzo trudno zniszczyć, nawet z samolotu i nawet wiedząc, gdzie są. Od góry jak sobie popatrzysz miały olbrzymią "czapę" betonu. Od przodu, no cóż, trzeba się im najpierw pokazać jak na widelcu.

- w momencie kiedy piechota wylądowała na plaże ciężka artyleria nie mogła strzelać do tego co bezpośrednio przy plaży, bo to powodowałoby straty wśród swoich. Mogła więc kłaść ogień na dalsze linie, ale obiekty na własnym przedpolu musiała niszczyć raczej sama piechota

- Amerykanie nie przyjęli propozycji Brytyjczyków, którzy chcieli ich doposażyć w specjalistyczny sprzęt. Brytyjczykom dobrze zalazł za skórę poronny rajd na Dieppe i wyciągnęli z niego praktyczne wnioski. Skonstruowali na podwoziu czołgowym szereg specjalistycznych pojazdów - nazywanych kiedyś "zabawkami Hobarta" a teraz widzę tłumaczy się jako "dziwadła Hobarta". Były to pojazdy do rozkładania dróg, do trałowania min, do pokonywania rowów, z potężnym moździerzem do niszczenia umocnień, z wysięgnikiem z mat. w. do przyczepienia do ściany bunkra i może pojazd najstraszniejszy, z miotaczem ognia o zasięgu 100 m. Dzięki zastosowaniu tych "dziwadeł" straty Brytyjczyków na 3 pozostałych plażach były wyraźnie mniejsze.
Tytuł: D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
Wiadomość wysłana przez: Cetarian w Kwietnia 15, 2026, 12:27:30 am
- lądowanie w Normandii a konkretnie, że miejscem lądowania będzie właśnie Normandia, stanowiło najgłębszą tajemnicę. Alianci podjęli wiele wysiłku, aby to ukryć - operacja Fortitude, użycie na wielką skalę makiet samolotów, czołgów, barek desantowych, fałszywej aktywności radiowej aby Niemcom się wydawało, że atak nastąpi w rejonie Calais (miejscu najwęższym) a nie w Normandii (gdzie niemalże najszerzej)

Ja to wszystko, nie chwalęcy się, wiem. Zrobiłem o tym osiemnaście filmów. Jak z gumowych czołgów uchodziło powietrze, to kazałem je wypychać słomą.

*
Wydaje mi się ekstremalnie mało prawdopodobne, żeby, w ramach sugerowania Niemcom, że wylądujemy w okolicy Calais, NIE prowadzono rozpoznania lotniczego całego wybrzeża Francji. [??!]
Do prowadzenia takiego rozpoznania wystarczył zapewne promil samolotów, którymi dysponowali alianci.
Chyba że dysponujesz twardą wiedzą, że nie prowadzono rozpoznania wybrzeża Normandii.
Było tak, że nie prowadzono?

*   
Na długo przed drugą wojną światową wynaleziono zeszyt w kratkę.
I w takim zeszycie można było zapisać:
1/- Okręty (x, y, z, a, b, c, … itd.) podchodzą na, powiedzmy, dwa- trzy kilometry od plaży i, od godziny kl.mn, przez 30/60/90 minut ostrzeliwują niemieckie bunkry.
Bez gwarancji sukcesu, ale: kalibry duże, odległość mała, jeśli położenie bunkrów byłoby znane, była[by] szansa, żeby wiele tych bunkrów zniszczyć lub poważnie uszkodzić.
W tym czasie barki desantowe muszą zachowywać odległość minimum trzy i pół kilometra od plaży.
2/- O godz. xy.ab ostrzał artyleryjski zostanie zakończony i barki już mogą wypływać przed linię okrętów.

Nie zrobiono tego, ale dlaczego?
Czy takie rozwiązanie miało[by] minusy, który nie dostrzegam?

Czy w ogóle nie było rozpatrywane?

Nie trzeba było w tym celu wynajdywać przygotowania artyleryjskiego przed atakiem, bo takie przygotowanie już dawno zostało wynalezione.

*
Książka, którą bym bardzo chętnie przeczytał, zawierałaby analizę fazy projektowej D-Day.

Wydaje się dość prawdopodobne, że na tym etapie rozważano jakieś warianty. Nie, gdzie lądować, ale, właśnie, jak najlepiej przygotować lądowanie - żeby się udało.