Polski > DyLEMaty

Przeczytałem książkę - lub nie

(1/22) > >>

maziek:
Zakładam ten watek, bo "właśnie przeczytałem" jest zawłaszczone na nowinki, choć pierwotnie miało służyć dzieleniu się literaturą.

Otóż mając nieco czasu przeczytałem "Rozmowy z katem" Moczarskiego. Gorąco polecam, dostępne są wydania bez skreśleń cenzury. Z książek, które chcę sobie zaraz kupić jest "Polska odwraca oczy" Justyny Kopińskiej i dwie książki Leonarda Susskinda "Teoretyczne minimum" - jedna o fizyce klasycznej, a druga o kwantowej, podobno przystępnie napisane, hehe ;) ...

liv:

--- Cytuj ---Otóż mając nieco czasu przeczytałem "Rozmowy z katem" Moczarskiego
--- Koniec cytatu ---
Lektury szkolne nadrabiasz?  ;)
U mnie ostatnie strony "Inferno" DeBe.
Brrr...temat, nie książka.

maziek:
Ja tego (Rozmów) w lekturze to nie przypominam sobie?

liv:

--- Cytuj ---
--- Cytat: maziek w Marzec 09, 2016, 09:15:03 am ---Ja tego (Rozmów) w lekturze to nie przypominam sobie?

--- Koniec cytatu ---

--- Koniec cytatu ---
To chyba później weszło do kanonu. Po 89?
http://rozmowy-z-katem.streszczenia.pl/

Q:
Właśnie przeczytałem (po raz któryś z kolei) "Wystarczy być" Kosińskiego, komparatywnie z "Karierą Nikodema Dyzmy" (swoich powrotów do tej drugiej już całkiem nie zliczę).
I tak sobie myślę, że jest gorzką ironia losu, że - jak się często twierdzi - oskarżenia pod adresem "Being There" o plagiat z "Dyzmy", zakończyły pośrednio żywot Kosińskiego (zwykle wymienia się je jako początek jego towarzyskiego/literackiego upadku, a więc i pośrednią przyczynę samobójstwa... choć o śmierci J.K. i inne plotki krążą). Bo, owszem, pisarz ów bywał oskarżany o dyzmizm, o münchhausenadę, o tanie efekciarstwo (choćby przez Bugajskiego lat temu parę), ale powieść tę widzę oryginalną, uprawnioną dyskusją z "Karierą...", nie żadnym jej plagiatem (co może i inkwizytor z "Village Voice" by zauważył, gdyby Dołęgę-Mostowicza czytał, a nie tylko - najpewniej - wcześniejszy tekst z "Twórczości").
Różnica pierwsza - w osobowości. Chance (pozostanę przy oryginalnym imieniu, polski przekład mam za kulawy) nie jest Dyzmą. Chance jest anty-Dyzmą. Nie cwaniaczkiem, na swój sposób bystrym, inteligentnym, choć niewyrobionym i pozbawionym wiedzy/wykształcenia, umiejętnie chwytającym się najdrobniejszych szans by dotrzeć na szczyt społecznej piramidy, i całkowicie pozbawionym skrupułów, a raczej kimś pokrewniejszym już w swej naiwności Forrestowi Gumpowi (swoją drogą: czemu nikt nie oskarża Winstona Grooma o plagiat z Kosińskiego?) czy nawet Myszkinowi, którego na ów szczyt wynoszą inni przy jego całkowitej obojętności (a nawet nieświadomości tego, że to, co się z nim dzieje to jakiś niebotyczny awans). Na swój sposób górującym spokojem (a poniekąd może i moralnością) nad owymi elitami, paradoksalnie - przez posiadanie b. wąskich perspektyw.
Przy czym mechanizm owego wynoszenia zdaje się być nie tak odległy od tego, co maziek nam pięknie opowiada o odbiorze wiadomego Eugene'a przez testujących - widzą, co chcą widzieć, na co znów ładnie zwraca uwagę pewien bloger, którego odbiór "Wystarczy być" b. podobny jest do mojego:
http://marginopis.blogspot.com/2015/04/kto-sie-boi-chaunceya-gardinera.html
No i te - wplecione w tekst mimochodem - refleksje o roli telewizji (dziś na więcej mediów rzutować je można) - o tym jak kształtuje Chance'a, ale i zapewnia mu sukces, bo - przez obserwację - posiadł maniery mimikrujące milionerów z telewizora. Mostowicz nie mógł snuć takich refleksji siłą rzeczy.
Wreszcie... "Dyzma" jest powieścią realistyczną (współczesna polityka nie raz pokazała jak bardzo ;)), tymczasem "Being There" da się czytać bardziej jako powiastkę filozoficzną, czy - co zresztą robili już filmowi adaptatorzy - dość cienką religijną alegorię (że niby Stary Człowiek - czy nie tak zwali Boga u Żuławskiego? - umarł, jak chce Nietzsche, a na wolność wydostał się ubrany w jego garnitur Chance, czyli Przypadek).

Znaczy: mam trochę jak maziek z niektórymi filmami. Nie czuję by to było arcydzieło, ale niewątpliwie czytać warto, wracać też...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej