Autor Wątek: Tabula Rasa  (Przeczytany 209008 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13780
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Tabula Rasa
« Odpowiedź #525 dnia: Maj 09, 2022, 07:53:54 pm »
To którego miałeś na myśli? ;)

ps. Krwiochłonny wampir jak Hal Bregg, czyli wiek XX oczami tytułowego wąpierza z powieści, uznawanej przez Dukaja (i nie tylko) za opus magnum p. Rice:

"Oto co ujrzałem przemierzając ulice Nowego Orleanu w roku 1984.
Mroczny i przerażający świat, który opuściłem, kładąc się do snu, wypalił się już całkowicie, a stara mieszczańska pruderia i konformizm przestały być obowiązujące w amerykańskich umysłach.
Ludzie na powrót stali się ciekawi przygód i wyswobodzeni seksualnie, tak jak to było za dawnych czasów, przed wielką rewolucją klas średnich w końcu XVIII wieku. Nawet wyglądali tak, jak w owych czasach.
Mężczyźni nie mieli już na sobie uniformów Sama Spade'a, identycznych koszul, krawatów,  szarych garniturów i szarych kapeluszy. Ponownie przerzucili się na jedwab i aksamit, na błyszczące kolory, jeśli tylko mieli na to ochotę. Nie musieli już dłużej przystrzygać włosów na modłę rzymskich żołnierzy; nosili je tak, jak im się to podobało.
A kobiety – och, kobiety były wspaniałe. Nagie w wiosennym cieple, jak za czasów egipskich faraonów, w skąpych, krótkich spódniczkach, przypominających tuniki sukienkach, nosiły też przylegające do ciała męskie spodnie, opinające ich kształtne nogi. Malowały się i przyozdabiały złotem i srebrem nawet wtedy, gdy szły do pobliskiego sklepu spożywczego. Albo wychodziły wyszorowane, czyste i bez ozdób – nie miało to po prostu znaczenia. Skręcały włosy w kędziory jak Maria Antonina albo obcinały je krótko lub pozwalały im opadać luźno na ramiona. Być może po raz pierwszy w historii były równie silne i równie interesujące jak mężczyźni.
A byli to zwykli ludzie w Ameryce. Nie tylko ci bogaci, którzy zawsze osiągali pewien hermafrodytyzm swojego rozwoju, joire de vivre, które rewolucjoniści klasy średniej w przeszłości zwali dekadencją. Odwieczna arystokratyczna zmysłowość teraz należała do wszystkich. Znalazła się w wianie obietnic rewolucji klas średnich i wszyscy ludzie mieli prawo do miłości i do luksusu, do rzeczy pięknych.
Wielkie domy handlowe stały się pałacami prawie orientalnego przepychu – towary wystawiano pośród miękkiej wykładziny, niesamowitej muzyki, bursztynowego światła. W otwartych całą noc sklepach, butelki fioletowego i zielonego szamponu mieniły się jak drogie kamienie na błyszczących szklanych półkach. Kelnerki podjeżdżały do pracy smukłymi samochodami ze skórzaną tapicerką. Robotnicy portowi wracali w nocy do domu, by wygrzać kości w podgrzewanych basenach na zapleczach swych domów. Sprzątaczki i hydraulicy przebierali się po pracy w wyśmienicie skrojone, fabrycznie gotowe ubrania.
W rzeczy samej ubóstwo i brud, które były czymś zwykłym w wielkich miastach na ziemi od czasów niepamiętnych, prawie całkowicie zniknęły. Po prostu nie widziało się biednych emigrantów padających z głodu i umierających w uliczkach. Nie było slumsów, gdzie ludzie spali w ośmiu i dziesięciu w jednym pokoju. Nikt nie wylewał pomyj do rynsztoków. Żebracy, kaleki, sieroty i beznadziejnie chorzy trafiali się w tak niewielkiej liczbie, że prawie się ich nie dostrzegało na ulicach. Nawet pijacy i wariaci, którzy spali na ławkach w parku i na dworcach autobusowych, jedli regularnie i mieli nawet radioodbiorniki a ich ubrania były regularnie prane.
A przecież było to jednak i tak tylko zewnętrzne, powierzchowne. Byłem zdumiony zmianami o wiele głębszymi... Na przykład, coś zupełnie magicznego wydarzyło się z czasem. Stare nie było już rutynowo wymieniane na nowe. Przeciwnie, nawet język angielski, którym mówiono dookoła, był taki sam jak w XIX wieku. Nawet te same stare wyrażenia w rodzaju „jasna sprawa!” czy „a to pech” bądź wreszcie „o to chodzi!” były nadal w użyciu. A przecież powstały fascynujące, zupełnie nowe zwroty, jak „zrobili ci wodę z mózgu” czy „to tak freudowskie” lub „nie mogę się pod tym podpisać” i były one na ustach wszystkich.
W świecie sztuki i rozrywce wszystko, co poprzedzało teraźniejszość, przetwarzano teraz na nowo. Muzycy wykonywali Mozarta równie dobrze jak muzykę rockową, ludzie jednego wieczora chodzili oglądać Szekspira, by następnego wybrać się na nowy francuski film.
W wielkich, oświetlonych światłem neonów sklepach można było kupić taśmy z nagranymi średniowiecznymi madrygałami i odtwarzać je sobie na swoich stereofonicznych odtwarzaczach w samochodzie, gdy mknęło się autostradą z prędkością 150 km. W księgarniach poezja renesansowa sprzedawana była obok powieści Dickensa czy E. Hemingwaya. Poradniki seksuologiczne leżały na tych samych stolikach co egipska Księga Zmarłych.
Czasami bogactwo i czystość, które widać było dookoła, stawały się jakby halucynacją. Zdawało mi się wtedy, że tracę zmysły.
Przez okna wystawowe gapiłem się w zdumieniu na komputery i telefony tak czyste w formie i kolorze, jak stworzone przez naturę najbardziej egzotyczne muszle. Gargantuiczne srebrne limuzyny z trudem znajdowały drogę w wąskich uliczkach dzielnicy łacińskiej, przypominając niezniszczalne potwory morskie. Błyszczące wieże olbrzymich biurowców wbijały się w nocne niebo jak egipskie obeliski nad pochylonymi, ceglanymi budynkami przy starej Canal Street. Niezliczona ilość programów telewizyjnych tłoczyła się nie kończącym obrazem w każdym klimatyzowanym pokoju hotelowym.
Nie była to jednak seria halucynacji. Ten wiek był spadkobiercą ziemi w każdym wymiarze (sensie). A niemałą rolę w tym niemożliwym do przewidzenia cudzie odgrywała specyficzna niewinność tych ludzi, tkwiąca w samym centrum ich wolności i bogactwa. Chrześcijański Bóg był równie martwy jak w XVIII wieku. A żadna nowa religia nie powstała, by zastąpić starą. Przeciwnie, najprostsi ludzie tego wieku kierowali się świeckimi zasadami moralnymi, równie silnymi jak jakakolwiek moralność, którą kiedykolwiek znałem. Intelektualiści dźwigali na swych barkach odpowiedzialność za standardy, ale i całkiem zwyczajni, pojedynczy ludzie nie pozostawali obojętni na takie pojęcia, jak „pokój”, „bieda” czy „planeta”, jak gdyby kierowani jakąś mistyczną gorliwością.
Postawiono sobie za cel w tym wieku usunięcie głodu raz na zawsze. Choroby chciano zniszczyć, nie zwracając uwagi na koszty. Wściekle dyskutowano i kłócono się nad sprawą kary śmierci dla zatwardziałych kryminalistów, aborcją nie narodzonych dzieci, nad zagrożeniami zanieczyszczenia środowiska i wojną totalną. Z holocaustem walczono z taką samą zimną zawziętością, jak w wiekach poprzednich z czarownicami i heretykami.
Co do życia erotycznego –już dawno przestało być sprawą przesądów i strachu. Likwidowano ostatnie niedomówienia. Dlatego właśnie ludzie spacerowali wokoło prawie zupełnie nadzy. Dlatego całowali się i pieścili bez żenady na ulicach. Sami teraz dyskutowali na tematy etyki, odpowiedzialności i piękna ciała. Prokreację i choroby weneryczne mieli pod swoją kontrolą. Ach, ten XX wiek. Koło zatoczyło pełny obrót. Przekroczyło to najśmielsze sny i marzenia, taka przyszłość. Z ponurych proroków wieków minionych nowy wiek uczynił głupców. Wiele myślałem o tej pozbawionej pojęcia grzechu świeckiej moralności, o tym wieku optymizmu. O tym wspaniale oświeconym świecie, w którym wartość ludzkiego życia była większa niż kiedykolwiek przedtem."


"Wampir Lestat"

Naiwne, egzaltowane? Owszem, ale b. a propos i dyskusji o chłopach, i tego, o co m.in. toczy się wojna w Ukrainie. Bo (w większej części) prawdziwe jednak...
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki