Stanisław Lem - Forum

Polski => Hyde Park => Wątek zaczęty przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 05, 2011, 03:37:50 pm

Tytuł: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 05, 2011, 03:37:50 pm
[W miejsce kropek trzeba wstawić łaciński dopełniacz od contactus, ale nie wiem, jak on brzmi (gdyby chodziło o życie lub prognozowanie, to bym wiedział...)]

Kontaktem z obcymi pan Lem zajmował się na poważnie kilka razy (np. "Niezwyciężony" czy "Nowa kosmogonia") i podawał różne powody, dla których ów kontaktus jest możliwy/niemożliwy, a mnie dzisiaj przy zmywaniu naczyń i po wspomnieniu "Fiaska" (jedna z ostatnich, więc przemyśleniowo dojrzała powieść Mistrza) nagle i dość nachalnie przyszło do głowy, że należy kategorycznie wykluczyć  jeden z aspektów takieg kontaktu, mianowicie podróże żywych ludzi  (w dzisiejszym rozumieniu tego słowa) z prędkościami relatywistycznymi  (0,1 - 0,9 c).
Wydaje mi się (czysto intuicyjnie na razie), że taką absolutną przeszkodą jest ryzyko zderzenia z bryłką materii wielkości ziarenka piasku (groszku, żołędzia, kasztana, ziemniaka). Przypuszczam, że każde takie zderzenie musiałoby unicestwić statek, zarówno zaś wykrycie takiej przeszkody, jak i (tym bardziej) jej ominięcie jest - przy takich szybkościach - pod każdym względem niemożliwe.
S.R.   
Tytuł: Re: De impossibilitate...
Wiadomość wysłana przez: Terminus w Kwiecień 05, 2011, 04:07:20 pm
Pewnie. Ale problem zderzeń z cząsteczkami przy 0.9c Lem poruszał już chyba w Obłoku Magellana, był więc go świadom. Zdaje się, że proponuje czytelnikowi przełknięcie tego na zasadzie zawieszenia niewiary i apriorycznego przyjęcia, że da się zrobić.
To nie mogło stać się przeszkodą dla opowiedzenia niezłej historii:)
A w materiach, na których lepiej się znał - choćby medycyna; też musiał pójść na kompromisy. Weźmy hibernację we "Fiasku" (ściślej, odmrożenie, hibernacja to pestka...). Po prostu, "zapomnijmy na chwilę, że narazie nie wiemy jak to zrobić".
Tytuł: Re: De impossibilitate...
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 05, 2011, 05:15:29 pm
Nie czytałem żadnego opracowania bezpośrednio na ten temat ale (jak to wynikło przy innej dyskusji) nigdy w atmosferę Ziemi od czasów kiedy badane są meteory nie wszedł okruch z prędkością hiperboliczną - a więc pozaukładowy. Jest kilka zjawisk, których prędkość przekracza ten limit ale ponieważ są to wyłącznie niewielkie odchyłki to najprawdopodobniej prędkości te zostały błędnie oszacowane i w rzeczywistości mieszczą się w prędkościach orbitalnych. Można więc przypuszczać, że próżnia jest rzeczywiście pusta, pomijając teoretycznie często występujące brązowe karły, które jednak powinny dać się bezproblemowo wykryć.
Tytuł: Re: De impossibilitate...
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 05, 2011, 06:08:32 pm
@ Maziek
Cytuj
nigdy w atmosferę Ziemi od czasów kiedy badane są meteory nie wszedł okruch z prędkością hiperboliczną

1. Na pierwszy rzut oka, nie widzę podstaw, aby takie twierdzenie sformułować, ani sposobu, aby takie twierdzenie zweryfikować
2. Ale nawet gdyby tak było - jakie to ma znaczenie? Prędkość ucieczki z US to niespełna 50 km/s, czyli koło jednego promila prędkości, o których mówię.
@ Terminus
"Obłoku Magellana" tak detalicznie już nie pamiętam, ale wierzę, że jest tam tak, jak Pan mówi. Jednak moje "zagadnienie" nie zależy od dzieł Mistrza, lecz wyłącznie od dzisiejszego stanu naszej ludzkiej wiedzy.
S.R.
P.S. Nikt z Lemolubów nie zna łaciny? Moja ś.p. Mama znała explicite, bo uczono jej przed II wojną światową w liceum (tu: żeńskim, prowadzonym w Warszawie przez Józefę Gagatnicką przy Senatorskiej 30). W takim razie poproszę o pomoc samego Księdza Prałata...
Tytuł: Re: De impossibilitate...
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 05, 2011, 08:45:52 pm
@ Maziek
Cytuj
nigdy w atmosferę Ziemi od czasów kiedy badane są meteory nie wszedł okruch z prędkością hiperboliczną

1. Na pierwszy rzut oka, nie widzę podstaw, aby takie twierdzenie sformułować, ani sposobu, aby takie twierdzenie zweryfikować
Okruchy, które wpadają w atmosferę zostawiają ślad, z którego po fachowej obserwacji z co najmniej dwóch punktów można ściśle wyznaczyć położenie trajektorii w atmosferze Ziemi oraz prędkość ciała. Z tych danych z kolei jednoznacznie wynika orbita. Jak dotąd żaden okruch nie miał orbity otwartej. Na tej podstawie, że przez ponad 100 lat takiej orbity nie zaobserwowano można postawić tezę, że prawdopodobieństwo trafienia takiego ciała w obiekt wielkości Ziemi jest małe i mniejsze niż raz na sto lat.
Cytuj
2. Ale nawet gdyby tak było - jakie to ma znaczenie? Prędkość ucieczki z US to niespełna 50 km/s, czyli koło jednego promila prędkości, o których mówię.
Prędkość względem słońca większa niż III prędkość kosmiczna (nie ważne dużo, czy mało, byle pewnie) oznacza, że dane ciało nie orbituje wokół Słońca, a wieć przyleciało z otwartej przestrzeni. To, że przez sto lat takich ciał nie zaobserwowano to przesłanka za tym, że przestrzeń międzygwiezdna jest pusta (pomijając gaz).

Cytuj
P.S. Nikt z Lemolubów nie zna łaciny?
Ja nie znać ale Google mówić, że to IV deklinacja i w l.p. dopełniacz jest tożsamy z mianownikiem.
Tytuł: Re: De impossibilitate...
Wiadomość wysłana przez: tzok w Kwiecień 05, 2011, 11:16:14 pm
W "Okamgnieniu" (czyli jeszcze późniejszej książce od "Fiaska") Lem poświecił rozdział "Człowiek w kosmosie" temu zagadnieniu. Przy czym jest to utwór na tyle późny, że cięzko się w nim w ogóle doszukać jakiejkolwiek nuty optymistycznego nastawienia. To raczej wyliczenie przeszkód podsumowane tym, że nieprawdopodobieństwa zaludnienia naszej galaktyki jest całkowicie zasadne.
Tytuł: Re: De impossibilitate...
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 05, 2011, 11:22:37 pm
Panie Profesorze,
1. Ośmielę się nie zgodzić.
Niebo nie jest obserwowane
a) we wszystkich kierunkach
b) od stu lat
c) z dokładnością umożliwiającą wykrycie ziarenka piasku (groszka), który gna 100 km/s
Jeśli to prawda, to i wniosek o próżni jest fałszywy.
2. Zupełnie niezależnie, wyobraźmy sobie teraz, że na drodze między Słońcem a (dla konkretu) wiadomą Proximą tkwi w pustce groszek ganc nieruchomy względem Słońca.
Jak go wykryć i jak ominąć, jeśli statek z Ziemi leci do Proximy z prędkością 0,1 c?
3. Na Twą guglową odpowiedzialność wprowadzam modify kontaktusowe :-)
Staszek
Tytuł: Re: De impossibilitate...
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 05, 2011, 11:54:24 pm
Tzoku Miły i Szanowny,
Nie czytałem "Okamgnienia", więc upewnię się: tam naprawdę są rozważania o materii międzygwiezdnej/międzygalaktycznej jako przeszkodzie dla podróży dużych ciał z prędkościami podświetlnymi?
VSM
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: tzok w Kwiecień 06, 2011, 12:23:16 am
Nie ma tam takich rozważań. Wyraziłem się niejasno w poprzednim poście...


W "Okamgnieniu", we wspomnianym rozdziale, Lem skupia się na tym, że jesteśmy niezwykle silnie dopasowani do warunków ziemskich. W kosmosie wszystko w nas szwankuje - od jakby-kataru (wywołanego brakiem ciążenia) po zanik mięśni, któremu nie przeciwdziałają nawet najbardziej wyszukane ćwiczenia. Do tego dochodzi długi czas lotów w kosmosie, narażenie na promieniowanie kosmiczne i wiatry słoneczne, konieczność polegania na zawodnych komputerach plus seria problemów techniczno-organizacyjnych (np. że w nieważkości ludzie działają z reguły wolniej :)).
Tytuł: Re: De impossibilitate...
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 06, 2011, 12:23:41 am
Tylko proszę bez obelg :) .

Niebo nie jest obserwowane
a) we wszystkich kierunkach
obserwując z jednego miejsca obserwujesz całą półsferę niebieska a nawet nieco więcej
Cytuj
b) od stu lat
nowoczesna meteorytyka ma grubo ponad
Cytuj
c) z dokładnością umożliwiającą wykrycie ziarenka piasku (groszka), który gna 100 km/s
Większość zjawisk pt. spadająca gwiazda jakie widziałeś wywołana była własnie tych rozmiarów (piasek-żwir) cząstkami wpadającymi w atmosferę z maks. prędkością ok 70 km/s. Cząstka wpadająca z wieksza prędkością będzie tym okazalsza.

Cytuj
Jeśli to prawda, to i wniosek o próżni jest fałszywy.
A tego nie rozumiem. Jaki wniosek i dlaczego fałszywy?

Cytuj
2. Zupełnie niezależnie, wyobraźmy sobie teraz, że na drodze między Słońcem a (dla konkretu) wiadomą Proximą tkwi w pustce groszek ganc nieruchomy względem Słońca.
Jak go wykryć i jak ominąć, jeśli statek z Ziemi leci do Proximy z prędkością 0,1 c?
Wydaje mi się, że w tej chwili nie ma takiej możliwości, to poza tym będzie przecież jakiś "bój spotkaniowy" a drobina może mieć dowolny kurs - kolizyjny. Myślę, że jeśli kiedykolwiek dojdzie do wystrzelenia statku kosmicznego z misją do innej gwiazdy to najpierw nastąpi rekonesans bezzałogowy, który zgromadzi dane. Następnie oszacuje się ryzyko. Ryzyko dla ISS jest znaczące, ale zostało podjęte. Jeśli np będzie poniżej 1/100 czy 1/1000 to pewnie ktoś zechce zaryzykować.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Terminus w Kwiecień 06, 2011, 12:45:37 am
Hm.. troszkę się nie zrozumieliśmy. Myślałem, że chodzi o 'zderzenia' na poziomie molekularnym - można przeczytać choćby na angielskiej  wiki, (http://en.wikipedia.org/wiki/Outer_space#cite_note-17) że gęstość zaatomienia 'próżni' w Lokalnej Gromadzie to co najmniej kilka atomów wodoru na kubik, co zdaje się było tematem do którego Lem* nawiązywał w Obłoku. Moim zdaniem to niegłupie.
Zabawy typu 'ziarno piasku' to byłaby przy takiej prędkości wręcz masakra, chyba - że miałoby się szczęście. Jak pan Bugorski, który włożył głowę do akceleratora (http://en.wikipedia.org/wiki/Anatoly_Bugorsky). Good luck:)

--
* A propo, jestem na tym forum od 02-04-2004 i nigdy nie pisałem o Lemie per "Miszczu" lub coś w tym rodzaju, ktoś tam poruszał ten temat...
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 06, 2011, 03:56:53 am
Wielce Szanowny Terminusie,
1. Jak to: "-śmy"? Piasek, groszek, kasztan, ziemniak - to są molekuły?
2. Pędzącego podświetlnie statku (zwłaszcza załogowego) nic a nic nie obchodzi średnia metagalaktyczna, tylko to, co ma na kursie. Jeśli statek o przekroju czynnym rzędu boiska piłkarskiego (10 000 mkw) gna 100 000 km/s czyli 100 000 000 m/s, to w jednej sekundzie przeszywa objętość jednego biliona (1 000 000 000 000) metrów sześciennych. Jeśli w każdym takim metrze sześciennym przestrzeni międzygwiezdnej jest 1000 atomów (czyli jeśli materia jest tam 1000 razy rzadsza niż w pobliżu US, to statek w każdej sekundzie musi zderzyć się z jednym trylionem (10^15) atomów. Być może idzie wytrzymać, jeśli te atomy są rozmieszczone jednorodnie, natomiast ze skupionymi w ziarenku piasku jest już chyba gorzej - mimo że średnia gęstość próżni w obu wypadkach jest ta sama.
3. Pan Bugorski miał tzw. szczęście głupiego do kwadratu :-)
4. Nie widzę niczego niestosownego w nazywaniu od czasu do czasu pana Lema Mistrzem  .
S.R.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Terminus w Kwiecień 06, 2011, 12:52:19 pm
No to nie "śmy", jeśli poczuł się Pan dotknięty. JA nie doczytałem. Czy to dostateczne ukorzenie się?

Ryzyko zderzenia z ziarenkiem owszem wydaje się realne, ale powiem tak: gdyby istniał taki silnik, który pozwala na wytworzenie odpowiedniego ciągu (choćby 1g) przez miesiąc albo rok, co poskutkowałoby odpowiednią prędkością - to chętni na podjęcie ryzyka na pewno by się znaleźli. Sam bym się poważnie zastanowił czy nie spróbować:) Problem w tym, że z takim silnikiem są problemy.

Ale to ciekawe zagadnienie, więc sobie poczytam.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 06, 2011, 01:01:00 pm
Ależ Panie Terminusie, nie poczułem się dotknięty, w ogóle nic sie nie stało (a już do głowy mi nie przyszło jakieś "ukorzenie"), zwyczajnie tylko sprostowałem.
S.R.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: draco_volantus w Kwiecień 07, 2011, 05:46:15 pm
ja się piszę na ochotnika do takiego 0,1 - 0,9c.
jak mnie zabije to się mocno zdziwię ;]

właśnie szukam kogoś z kim mógłbym się napić,
może w tej samej restauracji? O_o

co myślicie?
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 07, 2011, 06:22:09 pm
Ognisty Panie Smoku, też mam dziś pogodół... Tylko żeby nas stąd nie przegonili :-)
Męber Very Senior
P.S. @ omnes (w odpowiednim przypadku): sławny Ksiądz Prałat orzekł, że Maziek wskazał kontaktusa jak sam Cicero!
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 07, 2011, 09:16:25 pm
właśnie szukam kogoś z kim mógłbym się napić,
może w tej samej restauracji? O_o

Przy 0,999... c może się pojawić Twój bliźniak, w tej samej restauracji :) .

(W której będziesz Ty) .
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Peterek w Kwiecień 07, 2011, 10:53:52 pm
Panowie Lemo-znawcy, Lemo-tronicy. Otóż problem podróży z  V "podświetlną", został "załatwiony" przez Mistrza. w Dziele pt. "Fiasko":
 - Statek główny, wyprzedzany jest przez bezludnego "Pilota" , ale i tak ....etc, ect. Nie mam ksiązki "pod ręką" aby zacytować dokładnie, ale mogę przeprowadzić wizję lokalną w piwnicy.  No chyba, że mnie dopada jędza skleroza. :o

edit: Oupsss ! Na Chomiku bezczelnie publikują bez zabezpieczeń m.i. to Dzieło Mistrza. >:(

edit2:
właśnie szukam kogoś z kim mógłbym się napić,
może w tej samej restauracji? O_o

Przy 0,999... c może się pojawić Twój bliźniak, w tej samej restauracji :) .

(W której będziesz Ty) .
Podobno od V=0.99999C, przechodzi się w inny wymiar :o, aczkolwiek znam o wiele łatwiejsze metody.

maziek: Peterek, w miarę możliwości nie wysyłaj kilku postów raz za razem, używaj edycji :) .

maziek: P.S. co do tego pilota to jakoś tak nie pamiętam. W pewnym momencie używają tarcz (osłon) ale to już w pobliżu kwazara, który ma ich cofnąć w czasie.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 07, 2011, 11:30:09 pm
http://www.dailymotion.pl/video/x15bqv_bobby-mcferrindont-worry-be-happy_music
Śpijcie smacznie :-)
Mureszko
P.S. @ OP: Kasia dostała i, niestety, zżarła wszystko :-(
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Peterek w Kwiecień 08, 2011, 08:16:23 pm
No tak skleroza >:(. "Orfeusz" nie był urzadzeniem ochronnym/zabezpieczającym a był gracerem aczkolwiek CHYBA ?, leciał przed statkiem głównym - "Eurydyką" od początku podróży? Wystrzeliwane ekrany zabezpieczające były w Pirxie - "Rozprawa", no ale prędkości nie te.   ::)
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 08, 2011, 08:46:16 pm
W Fiasku też były, te osłony. Gracer wleciał do kwazara ale Eurydyka wówczas już nie podążała jego śladem.

Z osłonami to jest tak, że zakładając, że meteoroidy stoją w miejscu (w każdym razie poruszają się powoli w porównaniu do samego statku) takie coś zadziałałoby. Jeśli zaś przestrzeń międzygwiezdna wypełniona jest gruzem śmigającym w te i wewte z relatywistycznymi prędkościami - to będą na nic, bo może się zdarzyć postrzał z boku.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 08, 2011, 09:07:59 pm
Śmiem wątpić co do tych osłon z "Fiaska". To - na mój rozum - nie miało prawa działać (skutecznie).
Męberytoid
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Terminus w Kwiecień 08, 2011, 11:07:05 pm
Kurczę, Fiasko mi się spaliło, a to moja ulubiona książka Lema. Mógłbym sprawdzić jak to było z tą podróżą, pamiętam tylko w zarysie jakieś przeczekiwanie w obszarze o silnej grawitacji i hocki klocki z pętlą czasu... Ktoś tu mówił, że maziek jest fizykiem? To prawda? To może mały kurs z OTW pod pretekstem Fiaska? (Kurczę, jeśli to prawda to także będziemy musieli przestać się lubić - ze względów tradycjonalnych :) )...
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 08, 2011, 11:30:21 pm
Nie no, dzięki, chciałbym, ale nie jestem ;) . Rozumek za mały :) .
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 08, 2011, 11:32:07 pm
Str. 170 I wydania
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 09, 2011, 12:32:48 am
Stoi tam, że one od promieniowania były.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 09, 2011, 12:52:41 am
No, Panie Profesorze, Pan to ma parę!
Już całkiem przedsennie (komp działa!): czytaj, proszę :-)
Z pamięci: tam stoi TAKŻE, że ów dysk, od statku pędzącego z prędkością prawie 300 000 km/s oddalony o zaledwie kilka mil, rozwalał się w drebiezgi wskutek zderzenia z (teraz już sięgnę do oryginału; Ty nie masz litości dla starca...) garścią kosmicznego pyłu, potem ze szczyptą meteorytowego czy kosmicznego pyłu...
(Czysto intuicyjnie) uważam, że byłaby to katastrofa = kres "Hermesa".
Oczywiście, trzeba by to policzyć. Oszacować masę tej szczypty i garści. Oraz fizyczne skutki takiego zderzenia.
Pamiętasz może, z jaką prędkością pędziły fragmenty tej komety (Hyakutake?), co się zderzyła z Jowiszem (widziałem to na własne oczy!), i jaka energia była wówczas wyzwalana przy prędkościach, o ile pamiętam, o KILKA RZĘDÓW wielkości mniejszych???
Staszek

Modify (nie mogłem pójść spać): Shoemaker-Levy 9, 1994, marne 60 km/s!!!
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 09, 2011, 08:17:50 am
Ha, ha, ja mogę pójść spać i jeszcze móc, bo nad łóżeczkiem mam półkę z Lemem a obok netbuka :) .

Weźmy do obliczeń w pamięci zwykły pocisk karabinowy. Po niewielkich "naciąganiach" mamy tak: pocisk 10 gram, prędkość 1 km/s, energia 5000 dżuli, przebija 5mm stali. 30 cm ściany murowanej albo 80 cm drewna litego sosnowego. Jeżeli jego prędkość pomnożymy o czynnik 200 tyś (2/3 c) to energia wzrośnie 40 tysięcy milionów czyli 40 miliardów razy. Masa będzie zmniejszała/zwiększała czynnik rażenia liniowo, rzecz 10 razy lżejsza 10 razy mniejszą szkodę poczyni. 40 miliardów razy 5000 dżuli to jest 200 bilionów dżuli czyli 2*10^14 dżula. jest to równoważne rozpadowi promienistemu 10 kilogramów uranu U235 a to jest równoważne spaleniu 15 tysięcy ton węgla. Pisałem jednym tchem i liczyłem w pamięci, proszę sprawdzić czy nie ma czeskiego błędu.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 09, 2011, 12:09:31 pm
Ty byś rzekł: Remęberytowi kopara opadła...
a ja to szczerze potwierdzę :-)
Tyci Remęberyt
P.S. Z nawyku sprawdziłem arytmetykę (prócz uranu/węgla); jest O'K.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Peterek w Kwiecień 10, 2011, 08:20:17 pm
Ha, ha, ja mogę pójść spać i jeszcze móc, bo nad łóżeczkiem mam półkę z Lemem a obok netbuka :) .

Weźmy do obliczeń w pamięci zwykły pocisk karabinowy. Po niewielkich "naciąganiach" mamy tak: pocisk 10 gram, prędkość 1 km/s, energia 5000 dżuli, przebija 5mm stali. 30 cm ściany murowanej albo 80 cm drewna litego sosnowego. Jeżeli jego prędkość pomnożymy o czynnik 200 tyś (2/3 c) to energia wzrośnie 40 tysięcy milionów czyli 40 miliardów razy. Masa będzie zmniejszała/zwiększała czynnik rażenia liniowo, rzecz 10 razy lżejsza 10 razy mniejszą szkodę poczyni. 40 miliardów razy 5000 dżuli to jest 200 bilionów dżuli czyli 2*10^14 dżula. jest to równoważne rozpadowi promienistemu 10 kilogramów uranu U235 a to jest równoważne spaleniu 15 tysięcy ton węgla. Pisałem jednym tchem i liczyłem w pamięci, proszę sprawdzić czy nie ma czeskiego błędu.
wychodzi 2 exp 12 J czyli 12 TJ  (terra ) czyli bilionów. Oczywiście dla masy 10g  (10 ex-2).  I oczywiście pod warunkiem, że druga masa jest w spoczynku , czyli składowa prędkości 0. Oczywiście dla mechaniki klasycznej a tu się już kłania relatywistyka bo przecież zakładamy 2/3 prędkości światła czyli masa będzie miała przyrost (współczynnik Lorentza). Dla tej prędkości Lorentz wychodzi jakieś 1,33 czyli masa będzie 13,3g . Cóś w tym guście ale jest jeszcze chyba ze trzy teorie na temat ZDERZEŃ relatywistycznych. Właśnie  to mają badać w Hadronie w CERN.
W poprzednim poście Maziek poruszył arcyciekawy temat :
 - "Jeśli zaś przestrzeń międzygwiezdna wypełniona jest gruzem śmigającym w te i wewte z relatywistycznymi prędkościami - to będą na nic, bo może się zdarzyć postrzał z boku."
Tego "gruzu" (wyjąwszy niektóre cząstki) a właściwie PRĘDKOŚCI - NIE MA. A przynajmniej DOTYCHCZAS ich nie zaobserwowano. Dlaczego ???
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: inhet w Kwiecień 10, 2011, 10:03:00 pm
Może dlatego, że nie ma procesów, które by mogły ten gruz do takich prędkości rozpędzić? Jeśli jest źródło energii, które potrafi nadać kamykowi np 0,5 c, to ono wprzódy rozpyli go na cząstki, i to elemntarne.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 10, 2011, 10:14:22 pm
Odp. na pytanie pierwsze (jestem zbyt zmęczony, że by sprawdzać wyliczanki) to nie zaobserwowano, więc nie ma (dla nauki).

Odp. na twierdzenie drugie to dlaczego nie ma? Wystarczy choćby odpowiednio długo spadać "i naleci" te pół c.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Peterek w Kwiecień 10, 2011, 10:42:31 pm
No to poczekam na obserwacje.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: inhet w Kwiecień 10, 2011, 11:09:10 pm

Odp. na twierdzenie drugie to dlaczego nie ma? Wystarczy choćby odpowiednio długo spadać "i naleci" te pół c.

Po prostu nie ma we Wszechświecie tak długiego kawałka drogi, by kamyk był pod działaniem grawitacji tylko z jednego kierunku dostatecznie długo, by te o,5 c nabrać. Zawsze coś z boku go odciągnie, a z tyłu przyhamuje.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 10, 2011, 11:24:52 pm
Też tak myślę.
Dobranoc :-)
S.R.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Terminus w Kwiecień 10, 2011, 11:51:32 pm
40 miliardów razy 5000 dżuli to jest 200 bilionów dżuli czyli 2*10^14 dżula. jest to równoważne rozpadowi promienistemu 10 kilogramów uranu U235 a to jest równoważne spaleniu 15 tysięcy ton węgla. Pisałem jednym tchem i liczyłem w pamięci, proszę sprawdzić czy nie ma czeskiego błędu.

Mniej, 2.5kg Uranu235.

Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Peterek w Kwiecień 11, 2011, 12:34:36 am
No to ciekawe by było wejście takiej masy, z tą prędkością w atmosferę ziemską. 2e12 J to jest 0,55 GWh, a przecież ta energia wydzieliła by się w mikrosekundach (prędkość !). Ale z drugiej strony przecież meteorytów pozaukładowych podobno nie ma. Dla czego ?
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 11, 2011, 08:44:12 am
Z uranem to już sam zgłupiałem, w polskiej wiki stoi że jeden gram teoretycznie daje 20*10^9 J a w angielskiej że jeden kilogram to teoretycznie 8*10^13 J, może kwestia co znaczy "teoretycznie". W każdym razie jeszcze tą ilość energii można tak zobrazować, że 10 tysięcy ton węgla daje energię uwolnioną przy eksplozji ok. 40 tysięcy ton trotylu. Jeśli więc przyjąć że tego "węgla przeliczeniowego" jest w wypadku owego pocisku karabinowego ok. 10 tysięcy ton, to w atmosferze wydzieli on energię równoważną eksplozji bomby atomowej o mocy równoważnej kilkudziesięciu kilotonom TNT. Moim zdaniem, ponieważ stanie się to bardzo wysoko nad Ziemią (typowa wysokość zapłonu meteoru to sto kilkadziesiąt kilometrów, w tym wypadku powinien zapłonąć wyżej, o ile w ogóle nie zapłonąłby już od gazu miedzyplanetarnego, próżnia w Układzie jest co najmniej o dwa rzędy wielkości gorsza od kosmicznej), to o ile zjawisko będzie miało przebieg natychmiastowy to w dzień nikt niczego prawdopodobnie by w ogóle nie zauważył, chyba, że patrzyłby akurat w niebo. W nocy widać by było piękne zjawisko. Z drugiej strony odległość owe 100 km pocisk ów przebędzie w ułamku sekundy.

@inhet: jeśli założysz przyspieszenie 10m/s^2 i prędkość 1/2 c to trzeba tak spadać zaledwie 174 dni, na odcinku 0,12 roku świetlnego. Biorąc pod uwagę typowe odległości międzygwiezdne to jest to ich ułamek. Oczywiście grawitacja bardzo słabnie z odległością ale z drugiej strony prawo wielkich liczb mówi, że spontanicznie musiało się już wiele razy wydarzyć we Wszechświecie coś w rodzaju grawitacyjnej asysty, przy czym są we Wszechświecie potęgi grawitacyjne, przy których nasze Słoneczko czy Jowisz to nawet nie karły, a pyłki.

Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 14, 2011, 11:36:17 am
Intuicyjnie ośmielę się być nadal przeciwnego zdania co do tego samorozpędu.
Przypomnę: interesuje nas Galaktyka przez duże "G", czyli nasza. Ona zawiera ponoć coś koło 15x10^10 gwiazd zawartych w dysku (niech będzie, że jednorodnym) o średnicy bodaj 10^5 lat i grubości bodaj pięć razy mniejszej (ale sie nie upieram przy tych danych). Może ktoś policzyłby arytmetyczną średnią odległość międzygwiezdną inside?
VSM
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 14, 2011, 12:07:08 pm
Intuicyjnie czuję, że intuicja nieowłosionej małpy zawodzi, kiedy mowa o miliardach lat i latach świetlnych :) .

Nie mogę znaleźć na szybko czegoś w rodzaju "średniej odległości międzygwiezdnej". W każdym razie najbliższa nam P. Centauri to ok. 4 lata świetlne a w sferze o promieniu 15 l.ś. są 33 gwiazdy (ze Słońcem) - licząc układy gwiazd jako jedną gwiazdę. Terma zabolą zęby ale wychodzi, że są 33 gwiazdy w kubiku o objętości sfery o średnicy 30 l.ś. - taki kubik ma circa bok 24 l.ś. z czego można siniejąc z wysiłku umysłowego wyjść na średnią odległość 7-8 l.ś. między gwiazdami (bądź ich układami), przynajmniej w naszym zaścianku.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 14, 2011, 12:41:48 pm
Tak to se mogie sam policzyć :-)
Z tą intuicją chodzi mi o to, że nie przypominam sobie, aby wewnątrz Galaktyki COKOLWIEK poruszało się (względem jej obrysu, niech będzie) z prędkością nie to, że 0,5 c, lecz bodaj i 0,05 c. A przecież:
Cytuj
prawo wielkich liczb mówi, że spontanicznie musiało się już wiele razy wydarzyć w Galaktyce coś w rodzaju grawitacyjnej asysty, przy czym są w Galaktyce potęgi grawitacyjne, przy których nasze Słoneczko czy Jowisz to nawet nie karły, a pyłki.
(zmieniłem Ci słowo Wszechświat na słowo Galaktyka)
To się nazywa małpi intuicyjny dowód z życia (galaktycznego).
Very Senior Męber
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 14, 2011, 01:09:17 pm
Pan jesteś lepszy spryciarz, to 0,05 c o tym świadczy niezbicie ;) .

Jednak Spójrzmy na nagie fakty. Znanych jest kilka gwiazd o prędkościach względem Galaktyki ww. rzędu. Są to gwiazdy skazane na opuszczenie Galaktyki (IV kosmiczna to zaledwie 350 km/s). Na fakcie, że pierwsze tego rodzaju obiekty wykryto zaledwie kilka lat temu można oprzeć nieśmiałe założenie, że jest ich znacznie więcej. Niestety, poza Układem Słonecznym możliwości obserwacyjne kończą się na obiektach "świecących" i to mocno (już brązowe karły są zasadniczo niewykrywalne). Wszystko to nakazuje ostrożność.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Terminus w Kwiecień 15, 2011, 12:58:40 am
Muszę poczytać więcej o materii międzygwiezdnej. Te okruchy mi się kupy d... nie trzymają...
BRB
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 16, 2011, 04:02:54 pm
Kwestie językowe przeniosłem do osobnego wątku "O mowo ojczysta!".
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 18, 2011, 11:57:41 pm
Sam Nadprofesor AMS poinformował mnie przedwczoraj, że w naszej Gromadzie średnia gęstość wodoru wynosi 500 atomów na metr sześcienny.
Wychodzi na to, że źle go spytałem. Jako totalny bilans materii - pewnie tak. Ale w gwieździe jest gęsto, a w pustce międzygalaktycznej jakby rzadziej. Więc podpytam Nadprofesora o tę pustkę. Bo to ona nas interesuje, a nie gwiazdy. I nawet nie próżnia międzygalaktyczna, tylko wewnątrzGalaktyczna.
Męberyta
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 19, 2011, 12:20:37 am
Jeśli chodzi o gaz to tu jest stosowna tabelka: http://en.wikipedia.org/wiki/Interstellar_medium

Jak widać objętościowo najwięcej próżni międzygwiezdnej w Galaktyce przypada na ciepły obojętny i ciepły zjonizowany ośrodek, mniej niż atom na cm3. W metrze sześciennym będzie tego z kilkaset tysięcy. Korona (halo) należy do Galaktyki, ale jest raczej kulista niż dyskowata, ma większą średnice niż sam dysk ze spiralami - i jest poza "gwiezdnym ciałem" Galaktyki. Tam to jest dopiero prawdziwa próżnia z kilkuset molekułami na m3 i tę chyba miał profesor na myśli.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 19, 2011, 01:08:00 am
A mi się wydaje intuicyjnie, że te przepływowe motory na wodór nie miały prawa działać, bo przy zderzeniu statku z wodorowymi atomami przy tej prędkości prędzej statek by wyparował anihilacyjnie niż nabrał paliwa do baków.
Dziś idę już spać :-)
VSM
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 19, 2011, 11:26:48 pm
Zaraz wyparował.

Promieniowanie alfa to są jądra helu mające prędkość 5-10% c - a zatrzymuje je kartka papieru. Erozja byłaby na pewno, ale może tak od razu by nie anihilował ;) .

http://tiny.pl/hd61r
http://tiny.pl/hd619
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 23, 2011, 07:52:37 pm
Odwiedziłem dziś najdzielniejszego człowieka, jakiego znam, druha z lat młodzieńczych i kolegę ze studiów, obecnie profesora astronomii na Uniwersytecie Warszawskim, od ponad trzydziestu lat walczącego z sclerosis multiplex i od  ćwierć wieku niechodzącego, jednym słowem Jurka Madeja, który dziś ma imieniny. Po złożeniu dubeltowych (bo i Wielkanocnych) życzeń, opowiedzialem mu o naszej debacie, o mej hipotezie co do głównych przyczyn kontaktusowej impotencji, i wreszcie zagadnąłem o gęstość ośrodka międzygwiazdowego w rozsądnej bliskości od US. Jurek zwrócił wtedy mą uwagę na pulsar Gemingę (gugle), który na niebie jest drugim co do mocy (po Słońcu) źródłem promieniowania gamma i rtg, a wspomniał o nim dlatego, że jesteśmy w środku Lokalnego Bąbla (gugle) spowodowanego wybuchem supernowej sprzed trzech milionów lat (po której została owa Geminga). Dalszego wywodu pana profesora raczej nie pojąłem, lecz twierdził on chyba, iż ta eksplozja jedynie rozrzedziła gazowy ośrodek, w którym obecnie się znajdujemy, natomiast nie wymiotła pyłu i okruchów (jeśli takie w przestrzeni są, a sprawdzić tego NIE MA JAK).
Wszystkim Lemolubnym Jerzym i Wojciechom kłaniam się z solenizancką serdecznością :-)
Stanisław Remuszko  
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Terminus w Kwiecień 24, 2011, 12:37:38 am
ktos tu chyba cos wie... a jesli chodzi o pyl... fajnie, ze profesor sie wypowiedzial, milo. wynikaloby z tego tyle, ze pylu jest nieco mniej. teraz nalezaloby, zakladajac powierzchnie przekroku statku i predkosc, wyliczyc konkretna sile dzialajaca nan z tytulu kolizji, niech bedzie ze z alfa, o gestosci sr. galaktycznek, badz z marginesem bezpieczenstwa. to da odpowiedz czy jest sie czym martwic.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 28, 2011, 08:28:02 pm
Z ust samego Nadprofesora usłyszałem dziś, że, z dokładnością do rzędu, możemy przyjąć do rachunków w dystansie Lokalnego Bąbla (50-100 lat świetlnych) jeden atom wodoru na jeden centymetr sześcienny próżni międzygwiezdnej.
Dystans jest rozsądny przede wszystkim dlatego, że - aby dostać się Dalej - musimy nasamprzód przedostać się przez Bąbel :-)
S.R.
P.S. Dowiedziałem się (z tego samego źródła) rzeczy dla mnie niesłychanej: rozproszonego gazu jest w Galaktyce tyle samo, a nawet więcej niż w gwiazdach!
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 12, 2014, 09:37:20 pm
Jakoś mi się tak skojarzyło, bo teza podobna do wyłożonej przez Gerberta we "Fiasku"*:
http://niezalezna.pl/54075-mowa-kotow (http://niezalezna.pl/54075-mowa-kotow)
Ładny zresztą tekst, choć nie jestem entuzjastą ani Rymkiewicza, ani "GP", ani rzeczonej tezy.


* "— Wiem, co ojciec myśli — wypalił impulsywnie Gerbert. — Że Stwórca nie życzył sobie takich wypraw — takich spotkań — takiego “obcowania cywilizacji" — i dlatego rozdzielił je otchłaniami. A myśmy nie tylko zrobili z rajskiego jabłka kompot, ale piłujemy już Drzewo Wiadomości..."
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 12, 2014, 10:35:48 pm
I Rymkiewicz, i Lem - bardzo piękne. Dzięki, Kju :-)
vosbm
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: DillingerEscPlan w Kwiecień 12, 2014, 11:30:47 pm
Ja się z moją suczką całkiem nieźle dogaduję, a z przyczyn żywotnych dla obu stron (dla jednej dosłownie, dla drugiej mniej) ów kontakt jest musem. Proste to gry, nie porozmawiamy o późnym Wittgensteinie, ale dla naszych potrzeb (choć ja bym może chętnie o "Dociekaniach..." z nią porozmawiał) to zupełnie wystarczy.

Rymkiewicz zaś słabo opanował grę w "Czy się porozumieliście?". ;)
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 13, 2014, 03:53:59 pm
Tekst Rymkiewicza zalatuje mi tezą na siłę. Miałem (i mam) w życiu kilka psów i kilka kotów i choć wszystkie te stworzenia były indywidualistami to na ogół doskonale wiedziałem, co w danym momencie kombinują albo co im gra w duszy. Szczerz mówiąc nie próbowałem natomiast gładzić kory drzew - więc tutaj nie czuje się fachowcem.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 13, 2014, 04:22:01 pm
Maźku, napomnę Cię łagodnie (bez wyrażania się):
Rymkiewicz cały, podobnie jak fragment Lema, to czysta poezja łamana czystą filozofią, a tam nie ma miejsca na ratio ("teza na siłę").  Lepiej już pogładź tę korę...
vosbm
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: DillingerEscPlan w Kwiecień 13, 2014, 04:45:07 pm
Rymkiewicz robi tu bardziej za gnostyka (nie w sensie takiej czy innej doktryny gnostyckiej, ale metody- sięgania wprost po wiedzę istotną; nastawienie też takie podobne, gdzieś w domyśle czai się zuy demiurg). Filozofii proszę w to nie mieszać. ;)
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 13, 2014, 04:54:24 pm
Remuszko, jako ojcu memu (dawałem) tak Tobie daję prawo napomykania mnie nawet z wyrażaniem się, choć mój ojciec poczuł się był zmuszony do tego tylko raz czy dwa (może dlatego zapamiętałem). Jednak - byle celnie (jak mawiał mój kolega, gdy ktoś w towarzystwie gwałtownie oświadczał, że będzie rzygać). W tym wypadku stwierdzam prosty fakt - przypowieść jest do luftu, prostaczka nie przekonuje. Jaka za tym stoi gnoza czy inna głęboka koncepcja filozoficzna - gdzież mi prostaczkowi wnikać? Jest dokładnie odwrotnie niż pisze Rymkiewicz. Wszystkie ssaki się porozumiewają aż szumi, a czasem i poza tę gromadę mieżdunarodnoje porozumliewanije wychodzi.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: DillingerEscPlan w Kwiecień 13, 2014, 04:58:31 pm
Rymkiewiczowi nikt o pszczółkach i kwiatuszkach nie opowiadał, gdy pacholęciem był. Teraz wychodzą te zaniedbania wychowawcze, gdy ten zwierza się światu z tego, jak w nadziei kontaktu gładził korę sosenek. ;)
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 14, 2014, 12:02:59 am
gdzieś w domyśle czai się zuy demiurg

Jego zdaniem chyba dobry, choć trudno to rozebrać w wypadku poety, dla którego wieszanie też dobre.

Może z dzierzbami łatwiej by się dogadał? ;)
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 14, 2014, 03:46:08 am
Poezja, Rymkiewicz, wieszanie, krzyżowanie, palowanie, dzierzby, kolce, okrucieństwo, Wołyń, Ukraina, wojna, filozofia?
vosbm
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 14, 2014, 11:21:31 am
W efekcie masz Pan kociokwik, ale nie przejmuj się Pan, ja też mam...

Czytam sobie Rymkiewicza, który wieszczy jakąś apokalipsę:
http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=23553 (http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=23553)
http://joannalichocka.salon24.pl/482222,jakies-obce-smoki (http://joannalichocka.salon24.pl/482222,jakies-obce-smoki)
http://joannalichocka.salon24.pl/513065,od-morza-do-morza-wywiad-z-jaroslawem-markiem-rymkiewiczem (http://joannalichocka.salon24.pl/513065,od-morza-do-morza-wywiad-z-jaroslawem-markiem-rymkiewiczem)
(A miejscami i z lemowskiej nuty zawodzi, bo a to Wielka Ściema jak w "Kongresie...", a to smok obcy, którego zrozumieć nie sposób.)

Co mnie prowadzi do Cezarego Michalskiego (który popełnił zresztą jeden tomik SF, gdy był jeszcze po prawej), który usiłuje rozliczyć się z Rymkiewiczem - Stephenem Kingiem:
http://www.krytykapolityczna.pl/CezaryMichalski/Rozmowaz-muzealnikami-/menuid-291.html (http://www.krytykapolityczna.pl/CezaryMichalski/Rozmowaz-muzealnikami-/menuid-291.html)
Polemizuje zaś z nim Tomasz Piątek (ten znów trylogię fantasy spłodził), który Rymkiewicza broni (że on niby piata kolumna wieszaniem chcąca obnażyć absurdy egzystencji - prawie jak camusowski Kaligula, chce się zakpić):
http://www.krytykapolityczna.pl/TomaszPiatek/ListdoCezaregoMichalskiego/menuid-215.html (http://www.krytykapolityczna.pl/TomaszPiatek/ListdoCezaregoMichalskiego/menuid-215.html)
Przy czym Piątek też widzi apokalipsę, tylko inną niż Rymkiewicz, a przy okazji wrzuca anegdotę o Hitlerze i rachunku ekonomicznym...

Co znów prowadzi mnie do Korwin-Mikkego, który - jak zwykle - musiał coś o Hitlerze chlapnąć, aż go w Izraelu słychać:
http://www.timesofisrael.com/polish-ex-mp-says-hitler-didnt-know-about-holocaust/ (http://www.timesofisrael.com/polish-ex-mp-says-hitler-didnt-know-about-holocaust/)
Nie po raz pierwszy zresztą:
http://korwin-mikke.blog.onet.pl/2009/08/15/czy-hitler-byl-lepszy-od-obamy/ (http://korwin-mikke.blog.onet.pl/2009/08/15/czy-hitler-byl-lepszy-od-obamy/)

Podpierał się zaś pewno Irvingiem:
http://www.rp.pl/artykul/542110.html?print=tak&p=0 (http://www.rp.pl/artykul/542110.html?print=tak&p=0)
http://www.uwazamrze.pl/artykul/1054360.html?print=tak&p=0 (http://www.uwazamrze.pl/artykul/1054360.html?print=tak&p=0)

A kręcąć się wokół Adolfa z wąsikiem czytam potem takie fakty medialne, że niby przeżył:
http://www.sfora.pl/swiat/Hitler-jednak-zbiegl-do-Argentyny-FBI-pokazuje-dowody-s66632 (http://www.sfora.pl/swiat/Hitler-jednak-zbiegl-do-Argentyny-FBI-pokazuje-dowody-s66632)
http://www.examiner.com/article/fbi-posts-documents-claiming-hitler-escaped-to-argentina (http://www.examiner.com/article/fbi-posts-documents-claiming-hitler-escaped-to-argentina)
http://vault.fbi.gov/adolf-hitler/adolf-hitler-part-01-of-04/view (http://vault.fbi.gov/adolf-hitler/adolf-hitler-part-01-of-04/view)
O czym już od lat opowiadano:
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/462745,Hitler-umarl-17-lat-po-wojnie-w-Argentynie (http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/462745,Hitler-umarl-17-lat-po-wojnie-w-Argentynie)

I w tym momencie myślę sobie, że jak ludzi trudno ogarnąć, to co Obcych dopiero. Ale chyba jednak wolę ad astra, jak Tichy...

Tyle, że rakiety...
http://news.bbc.co.uk/2/hi/uk_news/magazine/4443934.stm (http://news.bbc.co.uk/2/hi/uk_news/magazine/4443934.stm)
Więc chyba pieszo trzeba...
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: NEXUS6 w Kwiecień 14, 2014, 08:33:22 pm
 
Q, regularnie czytasz The Times of Israel?
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 14, 2014, 08:52:50 pm
Niestety, muszę przyznać z dziewiczą nieśmiałością - to był mój pierwszy raz... Ale jeśli zachwalasz mogę sięgnąć ponownie.

Zdarzało mi się czytać za to np. takie cudo:
http://www.islamophobiawatch.co.uk/ (http://www.islamophobiawatch.co.uk/)
Staram się wyrabiać sobie obraz sytuacji na podstawie opinii różnych stron.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: NEXUS6 w Kwiecień 14, 2014, 09:19:42 pm
Nie, nie zachwalam.
Co do Watchow, to bym nie polecal. Ten Watch, Redwatch, raporty agend politycznych udajacych co innego, etc.
Z Korwinem i Hitlerem, to jest w ogole smieszna sprawa, bo za kazdym razem jak on cos chce skrytykowac i porownuje to do pomyslow Hitlera, to zaraz sie podnosi krzyk, ze Hitlera chwali. Psy Pawlowa, czy co?
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Kwiecień 14, 2014, 09:29:28 pm
Psy Pawłowicz!
vosbm
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 14, 2014, 09:39:40 pm
Psy jeden, Psy dwa, Pszy trzy..ny upadku Lecha Wałęsy ;).
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: maziek w Kwiecień 14, 2014, 09:49:32 pm
(http://media-cache-ec0.pinimg.com/originals/86/e5/6b/86e56b6bb9d71328714befb6fbe4ef8c.jpg)
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: NEXUS6 w Kwiecień 14, 2014, 10:30:54 pm
Psie-krwie! Tymi psami przypomnieliscie mi cos do watku muzycznego!
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: HAL 9000 w Kwiecień 20, 2014, 12:05:59 am
Właśnie pomyślałem, że Lem miał sporo racji, gdy w "Wizji lokalnej" ustami prawnika (od prawa kosmicznego, rzecz jasna) wyłuszczył Tichemu całkiem ludzkie przyczyny niepowodzeń kontaktu. Clarke opisywał w "Odysei" jakichś Nauczycieli, takich przez duże "N", co to altruistycznie małpy nauczają, ale co, jeśli taki nauczyciel jest sfrustrowany kiepską pracą i niską płacą, a w dodatku dziewczyna go właśnie rzuciła? Jeśli dla wyładowania złości lub zwykłego kaprysu robi rzeczy bez sensu i konsekwencji, to co mają pomyśleć małpy? Że niezbadane są wyroki... ?
Że antropomorfizuję? Tak, ale celowo - tak jak absurdem jest założenie, że człowiek zawsze działa racjonalnie, tak moim zdaniem obcy nie zawsze będą się kierowali logiką.
Ot, takie luźne przemyślenia pod wieczór.
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Q w Czerwiec 13, 2014, 02:26:25 am
Jeszcze w kwestii kontaktowej... Mistrz grzmiał:

"Natomiast obecnie, poza znów (ileż razy przychodzi to powtarzać!) rzadkimi wyjątkami, seks wprowadzono do fantastyki na prawach musztardy i pieprzu, a nie problemu; a pretekstowa pseudoscjentyficzność jego demonstrowania może rozsądnego przyprawić o wściekłość jako normalny odruch, odpowiadający na bezwstyd fałszerstwa. W istocie jednak nie tyle o zdenerwowanie, ile raczej o wywichnięcie szczęki przyprawiają namolne tratowania starych wątków typu „piękna i bestia”, utechnicznienia wszelkich „lubczyków”, jak i historie, w których łóżkowe złączenie partnerów, dążących do tego z przeszkodami, stanowi całość kosmicznie ulokowanej akcji. Inaczej z pewną powieścią, której zbadaniu poświęcimy kilka chwil; warta jest tego jako symptom. Ta książka, pióra Naomi Mitchinson, Memoirs of a Space Woman (http://en.wikipedia.org/wiki/Memoirs_of_a_Spacewoman), wzbudziła moje żywe obrzydzenie. Jest to w pierwszej osobie pisany pamiętnik młodej „uczonej”, eksploratorki, która jako etnolog przyszłości po kolei odwiedza różne planetarne światy. Zadaniem jej bywa najczęściej nawiązanie kontaktu z rozumnymi mieszkańcami owych globów. Istot takich wymienia powieść wiele: są to np. formy promieniste, podobne do rozgwiazd, których budowa niepojedynczo–symetryczna, odmienna od ludzkiej, i takiż mózg miały wytworzyć odmienne od naszych formy logiki i matematyki. Chciałoby się usłyszeć coś o tych innych matematykach i logikach, ponieważ wiadomość, iż płaszczyznowa symetria naszego mózgu predeterminuje pewien typ struktury matematykologicznej to istna rewelacja (ciekawe, że wyzbyte tej symetrii komputery żadnych nowych logik nie produkują). Niestety! Dowiadujemy się tylko tego, że rozgwiazdy nie znają zasady wyłączonego środka ani kontradykcji. Bardzo to jest „po damsku” powiedziane, ale może nie należy być zbyt wymagającym. Potem narratorka godzi się na to, by jej na udzie zaszczepiono cząstki ustroju innoplanetarnego; transplantat, rosnąc, wywołuje objawy ciążowe (ustanie menstruacji, obrzmiewanie piersi; tu już nie ma tej lakoniczności, co opowieściom o matematyce „Innych” towarzyszyła). Ów twór, oddzieliwszy się od ciała uczonej, nazwany zostaje Arielem, i jak syn jest przez nią kochany. Jest to masa bezkształtna z nibynóżkami; umie rachować, wykazuje wrażliwość na muzykę, ale wnet ginie w sposób niezrozumiały. To tylko preludia do poważniejszych doświadczeń. Marsjanie, dowiadujemy się, są podobni do ludzi, mogą się nawet mowy uczyć, ale jest ona dla nich bardzo prymitywnym i grubym narzędziem porozumienia; ewolucja ich szła podziemnie, w mrokach, przez co organem informacyjnym jest zmysł dotyku (palce, język, a już specjalnie narządy płciowe). Tak dotarliśmy szczęśliwie do rzeczy głównej. Marsjanie są dwupłciowi, lecz płeć ustala się tylko w okresach rozrodu. Właściwy autorce chłód naukowego obiektywizmu najlepiej odda cytat:

Zobaczyłam, jak twarz Olgi (badaczki jeszcze niedoświadczonej — S. L.) pokryła się różem delikatnym i nordyckim, gdy pierwszy raz zobaczyła dwu Marsjan w toku porozumiewania się.
— Ależ!—powiedziała — co oni robią!
— Rozmawiają — odparłam. — Tak, organami seksualnymi, naturalnie. Przypomnij sobie, że są dwupłciowi. Jednopłciową charakterystykę przyjmują tylko w określonych chwilach i dla dobrej sprawy, droga Olgo.
— To musi być poważne — rzekła niepewnym głosem.
— Zapewne — odparłam bez nacisku, bo to była jej pierwsza ekspedycja, i zaczęłam jej wyjaśniać, że ruchome i obnażone narządy płciowe, które zaledwie skłonna była oglądać, posiadają niezwykłą wrażliwość i mogą wyrażać najsubtelniejsze odcienie myśli. Ja sama używałam tych organów, aby wyrażać delikatne niuanse. Nie, nie odczuwałam żadnej repulsji: to byłoby wbrew etyce.
— Na początku mieli nasze zachowanie za niezwykłe szokujące, wiesz? — powiedziałam do Olgi. — Z naszym obyczajem zasłaniania tego, co powinno być odsłonięte, nigdy nie mogli do tego przywyknąć. Sądzili, że posiadamy jakieś okropne tabu, wzbraniające porozumiewania się. Zaledwie weszliśmy z nimi w przyjazne stosunki, a to poszło względnie szybko, jeszcze przed systematycznymi wyprawami galaktycznymi, zaczęli wykładać nam moralność. Pierwszym badaczom pozdejmowali spodnie i pytali ich, czy nie są przez to szczęśliwsi.

Rychło dochodzi do katastrofy, w której ginie część członków ekspedycji; Marsjanie ratują pozostałych, a jeden, niejaki Vly, opiekuje się narratorka. Biedaczka z połamanymi kośćmi jest bezradna, więc aby lepiej się z nią porozumiewać (tylko ciekawość, na jaki temat? bo o tym ni słowa!), Vly rozbiera ją i oczywiście przemawia do niej marsjańskimi metodami, poprzez wyróżnione przez Marsjan miejsce. Skromna Olga, widząc narratorkę leżącą nago, zawsze przechodząc okrywa ją po barki, a ta protestuje:

— Nie fatyguj się, oni chcą, aby strefy najbardziej wrażliwe taktylnie były obnażone, to umożliwia komunikację.
— Wolałabym, żeby tego nie było — odpowiedziała.
— Naturalnie, bo ty nie jesteś specjalistą komunikacji.

Gdyby przynajmniej ten szczególny kanał informacyjny dostarczał jakichś wiadomości godnych przekazywania! Wszystko jednak kończy się na tym, jak i gdzie, lecz ani słowa na temat, o czym była „tamtędy” mowa.
Te rozhowory genitalne tak absorbują młodą uczoną i chyba też autorkę, że już nie ma miejsca ani czasu, aby wyjaśnić, co spowodowało straszną katastrofę, w jakich okolicznościach zaszła itd.
Wskutek rozmów z Vly autorka zachodzi w ciążę (Vly uprzejmie mówi: Mam nadzieję, że we wstępnych rozmowach nie zapłodniłem niechcący jednego z twych jajeczek?). Tak się rodzi mieszaniec ziemsko–marsjański, Viola. Sądzę, że tej próby wystarczy. Repulsji, o jakiej wspomniałem, nie budzi we mnie drastyczność opisu; jest on w końcu dosyć niewinny. Gniewa prostytuowanie nauki; młoda uczona, której od kontaktów z „Innymi” na jednej planecie robi się dziecko „niechcący”, a na innej zapładniają ją „w nogę” — to pretekstowa — jako fantastyczna — bzdura, urągająca dobremu smakowi, wiedzy biologicznej, rozsądkowi wreszcie. Dla kompletu ta uczona, dziwnie niespożyta, jeszcze dość sił posiada, aby mieć w epilogu dziecko z całkiem zwykłym człowiekiem. Dodam przez lojalność, że nie wszystkie gatunki istot tej powieści rozmawiają kopulacyjnie. Są takie, co kłują człowieka w palce, są formy roślinne mięsożerne, są podobne do stonóg; narratorka — jako wybitna uczona — na każdej kolejnej planecie wykrywa ten jedyny sposób właściwy, którym należy się z tubylcami porozumiewać; tak powstaje katalog śmiertelnie nudnych, jałowych, językowo bezbarwnych opisów, który ma nas przekonać o bogactwie form życia kosmicznego.
Narratorka i jej koleżanki zachowują się tak, jakby usiłowały całe ciało przemienić w organ płciowy. Urządza się przeszczepy tu i tam, ma się dzieci ze stonogami, z Marsjanami, z ludźmi etc. Żeby to chociaż naprawdę było pomysłowe!"

"FiF"

A tu +/- w czasie gdy powstawała obśmiana przezeń bzdura takie same rzeczy na Ziemi odchodziły w ramach eksperymentów Kontaktowych:
Dealing with a dolphin's 'urges' - The Girl Who Talked to Dolphins: Preview - BBC Four (http://www.youtube.com/watch?v=31AWe-FN7CA#ws)
I więcej takich przypadków:
http://24.pl/seks-i-malzenstwo-z-delfinem/ (http://24.pl/seks-i-malzenstwo-z-delfinem/)

Tak to ludzie wszystko do jednego sprowadzą... :P

ps. Wiem, że to profanacja, ale seks, Kontakt, samobójstwo... "Solaris" mi się kojarzy mimo woli...
Tytuł: Re: De impossibilitate contactus
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Czerwiec 14, 2014, 10:38:39 pm
Contactus osobniczy jest niemożliwy z dwóch równie ważnych przyczyn: odległości między cywilizacjami oraz niemożliwości jej pokonywania w rozsądnym czasie (z rozsądną prędkością) z uwagi na obecność grudek twardej materii po drodze.
vosbm
pjes: rzecz jasna dopóty, dopóki nie odkryjemy innych możliwości podróżowania :-)