Autor Wątek: Co tępora, to mores...!  (Przeczytany 463390 razy)

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2094
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1815 dnia: Września 19, 2023, 03:44:31 am »
Co do samej ciąży to jest ona stanem naturalnym i jak idzie to idzie a jak coś to się leczy. 
Uhm...a jak się nie da leczyć
wtedy zaczynasz od ustaleń Trybunału magistra Stępnia. A potem zespół Downa przeżyje

xetras

  • God Member
  • ******
  • Wiadomości: 1346
  • Skromny szperacz wobec różnorodności i osobliwości
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1816 dnia: Września 19, 2023, 05:13:21 am »
Cytuj
w kwestii omawianej tu aborcji ze względów zdrowotnych?
I tej po gwałcie?
Czy prawo powinno kobietom taką możliwość gwarantować czy też nie?
Nie mam wpływu na procedury szpitalne.
Czyli - nie ma opcji żeby zmuszać człowieka do czegoś wbrew jej/jego woli.
Chyba że wbrew zdrowiu.
Generalnie to całe życie jest niezdrowe.

Prawo to ogólnik, a na razie to mamy taki pewnik:
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/0,(9)
Wiele pojęć jest z kolei nie do pojęcia a prawo powinno być zgodne z gramatyką.
Czyli - jak najprostsze.
Bo:
... i/lub czasopisma ...
To spójnik lub jego brak lub czasem przecinek decyduje o sensie logicznym.

Norma vs praktyka
Nie wiem czy prawo ma gwarantować bo to nie o prawo chodzi a o kogoś.
To ktoś decyduje a nie prawo.
Prawo może stanowić swoje a obyczaj coś kompletnie innego. Skoro ktoś nie chce urodzić to się go do tego nie zmusi.
Prawo jest wsteczne. Nie przewidzi potocznych nowinek, zwłaszcza medycznych.
Tudzież konsekwencji AI w lecznictwie. Lekarza to przynajmniej ogranicza obawa przed infamią środowiskową lub prokurator.
Na procedury szpitalne lub to co w nim ile kosztuje i kto za to płaci nie mam wpływu.

Prawo do wymiany żarówki mają osoby z uprawnieniami.
Dz.U. 2003 nr 89 poz. 828 załącznik 1 pkt. 2 - urządzenia instalacje i sieci elektroenergetyczne o napięciu nie wyższym niż 1kv.





« Ostatnia zmiana: Września 19, 2023, 07:03:48 am wysłana przez xetras »
~ A priori z zasady jak? ~
Dotkliwy dotyku znak.

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2094
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1817 dnia: Września 20, 2023, 02:53:01 am »
Mówiąc krótko za dużo fejków było głoszone przy okazji. Jak będą nowe fejki to będę na bieżąco komentował.
Pani Szostak przerzucona z list KO na Lewicę za 9 miesiąc np.

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6612
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1818 dnia: Września 24, 2023, 12:19:56 pm »
Co to dzisiaj mamy...niedzielę?
Znowu?  >:(
Akurat wyskoczyło stare słowo na niedzielę, ale jakby nie do końca przebrzmiałe?
Straszliwie patriarchalno-paternalistyczne w wydźwięku.
1892


Do kompletu nieszczęść ale i dla odmiany, coś z pola pitu..pita...pitawalki - straszliwe kurcze.
z podobnej epoki chaotyckiej.


Na koniec o upadku edukacji...kiedyś to były wymagania.
Nawet jeśli żartem  :)
Obecnie demokracja ma się dobrze – mniej więcej tak, jak republika rzymska w czasach Oktawiana

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13215
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1819 dnia: Września 24, 2023, 02:02:11 pm »
Olsztyn - wtenczas protestancki był?

Co do kołodziejowania - zadziwiające jest to następstwo, jak się zastanowić. Łacina oczywiście za mej świadomości nie była universae linguae, pominąwszy medyków, którzy zdaje mi się całkiem niedawno (w Polsce - 10 lat temu?) przestali być zmuszani do pisania rozpoznania po łacinie. Natomiast mój stary (medyk) uważał, że prawdziwym międzynarodowym językiem jest francuski. Mam trochę książek po nim z dedykacjami od kulegów, i część jest po parlewu franse. Aczkolwiek, prawdopodobnie z niejakim obrzydzeniem, płacił za moje prywatne lekcje angielskiego, zresztą to on, ku mej rozpaczy, posłał mnie na nie. Z mego ówczesnego punktu widzenia była to nieodżałowana, nie do nadrobienia strata 3 godzin życiorysu w tygodniu, kiedy mogłem skakać po drzewach i strzelać się z kolegami z haczykówek do pierwszej krwi. Godzina wtedy to jakiś miesiąc teraz. Historyczna ciekawostka - udzielała mi tych lekcji pani, która, jako nauczycielka polskich dzieci, przeszła szlak bojowy z armią Andersa, począwszy od ZSRR aż do końca - Zofia Orłowska. Skąpo o tym mówiła a ja byłem zbyt ciężkim kretynem, aby zdać sobie sprawę z kim mam do czynienia i pytać, pytać, pytać. Więc tylko urywki, w rodzaju że szła drogą przetartą ciężkim pługiem gąsienicowym, ściana nie do pokonania z lewej, ściana nie do pokonania z prawej - i patrzy, człowiek jakiś idzie za nią - to zaczekała, bo raczej swój - a to niedźwiedź był, ale się jakoś speszył, jak zobaczył, że ona czegoś stoi. Na szczęście po 1989 roku wydała (spisała dopiero?) wspomnienia https://tezeusz.pl/tajgo-pamietna-tajgo-zofia-orlowska-1 . Hmm, na te lekcje chodziłem z synem sekretarza KW PZPR. Oraz z synem jednego opozycjonisty, co zaraz po '81 wyjechał do USA. Tak to się kręciło. Pani była zawsze w ciemnych okularach, jak Jaruzelski, z tego samego powodu. No a tiepier to nie wiem, czy nie chiński nastąpi.
Człowiek całe życie próbuje nie wychodzić na większego idiotę niż nim faktycznie jest - i przeważnie to mu się nie udaje (moje, z życia).

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6612
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1820 dnia: Września 24, 2023, 11:50:17 pm »
Cytuj
Olsztyn - wtenczas protestancki był?
Jeśli chodzi ci o "dzielne" zarządzenie, to ono było odgórne.
A odgórnie to państwo pruskie było ewangelickie.
Wprawdzie już nie tak "na ostro" jak w dobie kulturkampfu, ale katolików jakoś tam "opiłowywano"  ;) W ramach legalu oczywiście, w końcu to Cesarstwo Niemieckie.
Natomiast Warmia była zdecydowanie katolicka, w tym jej stolica - Olsztyn. No i mocno spolszczona. Ba, dopiero 1 rozbiór przesadził ją do Prus.
Stąd dla niemieckich urzędników z zachodu był to rodzaj zesłania, jak np. dla Anglików Indie, miarkując proporcje rzecz jasna. Załatwiano to "dodatkami motywacyjnymi".  :D
Tu masz dane z kilkanaście lat później, ale nie sądzę by proporcje istotnie się zmieniły.
Szybkim szacunkiem 20 : 12.5 na rzecz katolików. Co oczywiście nie oznacza zaraz - Polaków.

Cytuj
Łacina oczywiście za mej świadomości nie była universae linguae, pominąwszy medyków, którzy zdaje mi się całkiem niedawno (w Polsce - 10 lat temu?) przestali być zmuszani do pisania rozpoznania po łacinie. Natomiast mój stary (medyk) uważał, że prawdziwym międzynarodowym językiem jest francuski.
Łacina jako język dyplomacji dała tyły w XVI wieku. Za mało wyrafinowana i zniuansowana na nowe żytnie czasy.  8)
 Od tego czasu rządził język francuski (pony gwoździem zwrotnym był pokój westfalski). I ten lingwafranka rządził tak...tu duże strzelane ciraca (environ powinien napisać) do II wojny św. Do dzisiaj na kierunku dyplomacja tu-unas uczą tego właśnie języka, czego doświadczyła jedna moja latorośl.
Także tata rację miał.
W tem, że cię na na angola ganiał  - największą. Ja skakałem po drzewach i strzelałem się z ... a w efekcie ... pagawarim?  ;)
Wracając do listów q kołodzieju  o pracę.
 Ci po grecku to zapewne byli absolwenci gimnazjów humanistycznych, ci po łacinie/francusku z gimnazjów realnych. Bo tym się one głównie różniły.
   Acz całość to pewnie taki fejk z epoki  :)
« Ostatnia zmiana: Września 25, 2023, 08:37:20 am wysłana przez liv »
Obecnie demokracja ma się dobrze – mniej więcej tak, jak republika rzymska w czasach Oktawiana

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13215
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1821 dnia: Października 10, 2023, 08:31:21 pm »
Co do nierówności wobec prawa kobiet w Polsce.  Z konkretów...pierwsze co mi się narzuca to nierówność w możliwości przechodzenia na emeryturę, czyli korzystania z poniekąd "swoich", musem państwowym odkładanych pieniędzy. Dla kobiet 60, dla mężczyzn 65 lat.
Niech skonam ;) ... Sorry, wiem że szowinizm (menski) ;) .
Człowiek całe życie próbuje nie wychodzić na większego idiotę niż nim faktycznie jest - i przeważnie to mu się nie udaje (moje, z życia).

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6612
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1822 dnia: Października 14, 2023, 12:25:04 pm »
Po robocie przy sobocie...
Poniekąd w nawiązaniu do maźkoewgo, co wyżej.
Jednak bez roszczeń równościowych, a nawet wręcz przeciwnie.


Z krainy wynalazków...cotobędzie-cotobędzie?
Lęki AD 1890.


Z tego samego roku i cyklu  -"Co jeszcze wynalazł Polak?"
...Kamper?!
dodatkowo przed Drzymałą


Na koniec coś dla wystraszonych rodziców nastolatków.
To złe książki były...  ;)

Obecnie demokracja ma się dobrze – mniej więcej tak, jak republika rzymska w czasach Oktawiana

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13215
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1823 dnia: Października 15, 2023, 06:07:23 pm »
Siodło wietrzne jest dobre ;) . Siodło wietrzne to kubek w kubek olstro skokowe :) .
Człowiek całe życie próbuje nie wychodzić na większego idiotę niż nim faktycznie jest - i przeważnie to mu się nie udaje (moje, z życia).

miazo

  • Juror
  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 425
  • Ken sent me.
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1824 dnia: Listopada 02, 2023, 07:57:34 pm »
Cytuj
Okazało się, że przez cała wojnę pisał pamiętnik, w notesikach formatki mniej więcej A6, przy świeczce, na furmance, gdzie popadło. Od wybuchu, poprzez agresję ZSRR, którą widział z bliska, okupację w Warszawie, likwidację getta, Powstanie Warszawskie, wyzwolenie. W notatnikach odnalazły się nieznane fakty i zupełnie nieznany jak się okazało życiorys Wilniewczyca, który konspirował całą wojnę a w czasie okupacji pracował jako rusznikarz reperując broń dla AK ale także konstruując tłumik do stena, dzięki któremu bezpieczniej można było przeprowadzać likwidację hitlerowców. Mój przyjaciel 6 lat odcyfrowywał pisankę ołówkiem, z rozmaitym skrótami itd i oto efekt: https://radio.lublin.pl/2023/09/ocalone-z-szuflady-wyjatkowe-zapiski-z-czasow-wojny/.

Jest to tekst, który nazwałbym "surowym" - spisane subiektywne doświadczenia cywila podczas wojny, głównie z życia w okupowanej Warszawie. Notowane względnie na bieżąco: codzienny terror (grabieże, łapanki, tortury, egzekucje), różnego rodzaju "wymyślne" nękanie ludności przez okupanta (np. skrajnie niekorzystne zasady dot. aprowizacji, wynagrodzeń czy transportu publicznego), stale pogarszająca się sytuacja ekonomiczna, rozpad więzi społecznych, czy dramatycznie wzrastająca pospolita przestępczość. Także trochę analizy propagandy na podstawie lektury gazety codziennej, nazywanej wdzięcznie przez autora "szmatą". Jest tego ponad 300 stron dużego formatu, więc swoje waży - i musi ważyć, bo dopiero wówczas tego typu relacja nie ma charakteru jedynie anegdotycznego, lecz pokazuje jakich to było sześć długich, koszmarnych lat.

Ciekawie wygląda też zestawienie tej relacji (z zupełnie genialnymi literacko) Szkicami piórkiem Andrzeja Bobkowskiego, gdzie generalnie okupacja we Francji to były problemy z gatunku "ojej, trochę trudniej teraz dostać kostkę masła".
« Ostatnia zmiana: Listopada 03, 2023, 09:12:21 am wysłana przez miazo »

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13215
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1825 dnia: Listopada 05, 2023, 10:36:08 pm »
O, czyżbym zasiał i wykiełkowało ;) ? Tak, jest w tej książce ładunek realności czy może namacalności rzadko spotykany, wspomnienia z najgorszych czasów są na ogół pisane post factum i przez to powstaje pewien dystans jednak, wygładzenie. Tu tego nie ma, jest na bieżąco a dodatkowo ten telegraficzny skrót robi swoje. Czyta się to trochę jak wspomnienia faceta, któremu pewnego dnia urwało nogę i wydaje mu się, że nic gorszego już go nie spotka, tymczasem po jakimś czasie miażdży mu rękę, potem traci oko, drugą nogę i w pewnym momencie nie tylko już nie sądzi, że nic gorszego go nie spotka ale nawet przestaje się zastanawiać, co jeszcze mu zostało do urwania.
Człowiek całe życie próbuje nie wychodzić na większego idiotę niż nim faktycznie jest - i przeważnie to mu się nie udaje (moje, z życia).

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2094
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1826 dnia: Listopada 08, 2023, 03:31:14 am »
Tymczasem w teatrze:
— Wiedziałem już, z czym to się wiąże. Nie jeździłem z Kolektywem na grzyby, nie przytulałem się do drzew, nie okadzałem teatru białą szałwią, nie odblokowywałem kanałów energetycznych i nie afirmowałem. Nie na tym polega moja rola jako aktora. Weryfikuje mnie to, co robię na scenie, a nie to, czy topię marzannę – mówi Klawiter.
https://kultura.onet.pl/wiadomosci/rok-ze-strzepka-uslyszalam-ze-powinnam-spakowac-sie-i-nigdy-nie-wracac/49jrp46?utm_source=l.facebook.com_viasg_kultura&utm_medium=referal&utm_campaign=leo_automatic&srcc=undefined&utm_v=2

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 15677
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2094
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1828 dnia: Listopada 12, 2023, 12:15:06 am »
Znany Jutuber wypowiadający się głównie na temat aktualnych osiągnięć kultury oraz dziedzictwa Tolkiena i innych takich, Drwal Rębajło, chwilowo nie na swoim lajwie, a w komciu pod filmem w którym wystąpił na kanale Czerw Fantastyczny został pojechany w sposób typowy, bo gołosłowny. Że jest hejter i obraża, że się lansuje na krytyce kilku produkcji i firm, że to że sio. Odpowiedział on m.i:

„A co do tej "innej tematyki", to w tym momencie śmieję się wniebogłosy i palę cygara z dolarów, patrząc na wyświetlenia choćby moich materiałów gdzie chwalę Baldurs Gate 3 czy One Piece.”
 To oczywisty błąd Drwala. Nie chodzi o palenie cygar z dolarów tylko o odpalanie cygara od banknotu. Świadczy to o zamożności odpalającego. Czasem świadczy o pogardzie dla pieniądza papierowego, który nie jest złotem. Motyw się pojawia w filmach gangsterskich i powieściach. W Panu Tadeuszu też jest:

Więc Major syt i wesół w krześle się rozwalił,
Dobył fajkę, biletem bankowym⁴⁸⁶ zapalił,
I otarłszy śniadanie z ust końcem serwety,
 Obrócił śmiejące się oczy na kobiety,

? I faktycznie pewien element tak robił. Cygaro się robi z jakiegoś tytoniu a nie z dolarów. Czyli widać, że Drwał czytał jakieś powieści kryminalne i oglądał filmy. Być może nawet z Bruce Lee. Niemniej: Czy takie przeinaczenie może być źródłem pogardy dla osoby ludzkiej? W sumie jest to detal o zerowej wartości moralnej. Co gorsza sam wątek jest użyty poprawnie w kontekście wyświetleń, zasięgów, i kaski z reklam. Oznacza, ze ów twórca nachapał się nie tylko na hejcie, ale na pozytywnych opiniach też. Jako że jest fanem określonej twórczości (fanatyk Tolkiena), to płodzi o niej filmy. Jak twórczość jest fajna to chwali, a jak jest słaba to gani. I tu twórcy są problemem, że tworzą szajs, a nie Drwal, że go komentuje.

Tymczasem Bez Schematu przypierniczył się do tego cygara: »„Palę cygara z dolarów” mówi o twórcy więcej, niż chyba chciał powiedzieć.«
W sposób typowy przechodzi on bowiem obok wszelakich sensów, znaczeń powyższej wymiany zdań przypierniczając się do cygar, które mają o czymś świadczyć. Przy czym o niczym nie świadczą i nikt nie wie, o co chodzi. Nie jest bowiem w stanie zakwestionować tez Drwala, który wywodzi, że pasie się nie tylko na hejcie ale i na pozytywnych materiałach o fajnych działach, jak Baldur Gate, jak Ród Smoka, jak One Piece.
I to jest sedno problemu: nie wiadomo o czym mają świadczyć te cygara. A jakby powiedział ów Drwal że się kąpie w szampanie to by było też nie tak?
Dlaczego o tym piszę?
Jest to przykład, czyli na konkretnym wydarzeniu pokazany sposób działania lewicy: wprowadzenie jakiegoś nonsensu ze znanych przyczyn. Drwal krytykuje bowiem współczesne produkcje typu Ring of Pała czy Wiedźmin Netflixa za to, za co powinien je chwalić. Nową Małą  Syrenkę krytykuje. Piotrusia Pana krytykuje. Za wokizm i inne takie. I ponieważ nie można się do niego przyczepić wprost, to mamy jakieś cygara jako temat zastępczy. Ów Bez Schematu był wzywany do przedstawienia konkretnych zarzutów, ale bezskutecznie.
https://youtu.be/Ob2YMeQflUg?si=AnUqyvxWxrMooGSL

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2094
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1829 dnia: Listopada 12, 2023, 03:00:27 am »
Gwoli uzupełnienia obrazu. Wywiad z panią M.S.:
https://www.onet.pl/kultura/onetkultura/monika-strzepka-aktor-to-mial-byc-moj-najwiekszy-wrog-wywiad/t09bqep,681c1dfa
Ale i odpowiedź na niego:
https://www.onet.pl/kultura/onetkultura/wojciech-malajkat-reaguje-na-wywiad-onetu-niesprawiedliwa-wypowiedz/qptfwbw,681c1dfa
Jeden za peyłolem a drugi cóż:

Cytuj
— Mam poczucie, że absolwenci warszawskiej Akademii są słabo przygotowani do pracy we współczesnym, poszukującym teatrze artystycznym. Czyli takim teatrze, który nie opiera się na konwencjonalnym aktorstwie wcieleniowym, tylko wymaga pewnych jakości performerskich oraz zaangażowanej, krytycznej postawy.
Akademia owa nie wstawiła waginy i nie siedzi we waginetach. Ot zagadka. I nie przytula się do drzew.
A tu Szczepkowska na Fejsbuniu:
Joanna Szczepkowska
16 godz.  ·
UWAGA DŁUGIE. i już ostatnie w tej sprawie.
A więc sprawa Moniki Strzępki i Teatru Dramatycznego. Szok dla niektórych. Dla mnie nic nowego. Pisałam o tym lata temu. Rozpisywałam się nawet. Pisałam o salach teatralnych zawładniętych przez tzw. teatr artystyczny. Pisałam o tym, że kultura w Polsce to teraz „ sala prób”. Nikim nie byłam w związku z tym, tylko osobą nie rozumiejącą postępu. Odsyłam do mojego obszernego i rozpaczliwego artkułu „ Teatr czyli ludzka praca” z 2013 roku. Można znaleźć w Internecie.
Chciałabym się rozprawić teraz z wywiadem Magdalena Rigamonti z Moniką Strzępką w Onecie. Na początek: Monika Strzępka definiuje czym jest aktorstwo w jej teatrze, który:
„... nie opiera się na konwencjonalnym aktorstwie wcieleniowym, tylko wymaga pewnych jakości performerskich oraz zaangażowanej, krytycznej postawy.”
Więc tak. Ja reprezentuję aktorstwo " wcieleniowe" z radością zresztą. Kilka lat temu zostałam poproszona o udział w performatywnym przedsięwzięciu na terenie Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Większość obsady to byli aktorzy z wrocławskiego Teatru Polskiego ( Teatr Polski nie Morawski) z dużym doświadczeniem teatru nazywanego artystycznym. Reżyserowała austriacka reżyserka zdecydowanie lewicowa. Trzeba było stanąć przed obrazem i wielokrotnie wykonywać monolog dla zwiedzających wystawę. Podjęłam się tej przygody chętnie i nic nie wskazywało na to, żebym była niedopasowana. W reklamie spektaklu reżyserka mnie umieściła jako osobę reprezentatywną dla całości. Grałam jako „ ja” nie „ chowając się za rolą „ a przestawienie się z „ wcielania” na „ performerskość ” nie stanowiło trudności. Bo aktorstwo performatywne nie istnieje. Jest aktorstwo po prostu. Dalej:
M.S - „Bardzo wierzę w energetyczne przepływy, w dużej mierze na tym polega teatralna komunikacja.
Energetyczne przepływy…? Na pewno z miłością dla teatru? To może taka scenka: Jest rok 2011. Gramy w Teatrze Narodowym na małej scenie „ Mewę” Czechowa w reżyserii Agnieszki Glińskiej. Spektakl zaczyna się tak, że aktorzy wchodzą na widownię i czekają aż zgasną światła. Więc czekamy. Nagle na salę wchodzi spóźniona para. To Monika Strzępka i Paweł Demirski. Ona w ogromnym świecącym turbanie, on w krótkich spodenkach wielkości kąpielówek. Tak prezentując się zdumionej publiczności zasiedli w trzecim rzędzie. Gramy. Po piętnastu minutach usłyszeliśmy głośny stuk foteli, Strzępka i Demirski wstali, a potem demonstracyjnie trzasnęli drzwiami. Tak wygląda dobroczynny „ energetyczny przepływ teatralnej komunikacji”. Jak widać ludzie wyjątkowo wrażliwi na teatr. Nawiasem mówiąc stukanie krzesłami przez teatralną pseudo lewicę jest często używanym znakiem protestu przeciw „ skostniałym teatrom „ . A ja się zastanawiam czym właściwie takie zaburzanie spektakli różni się od okrzyków „ hańba, hańba” ze strony widzów konserwatywnych. Moim zdaniem niczym się nie różni. Obie strony w ten sam sposób protestują przeciw teatrowi jakiego nie chcą. Mało tego – obie strony protestują i krytykują nie obejrzawszy spektaklu a jedynie jego początek. Czym to się różni od krytyki „Dziadów” Kleczewskiej przez Barbarę Nowak kuratorkę PiS owskej oświaty? Nie widziała spektaklu a zabrania. Lewica trzaska drzwiami i stygmatyzuje też nie widząc spektaklu. Od razu uprzedzam, że określenie „ lewica teatralna” nie jest krytyką lewicowej wrażliwości. Prawdziwej.
Cała sprawa objęcia Teatru Dramatycznego przez skrajny feminizm czyli Strzępkę, była znana jako wewnętrzna awantura kół decydujących. Kilka osób odeszło z powodu pozytywnej decyzji. Bo o co chodzi? O jedną z najbardziej reprezentacyjnych sal teatralnych jaką posiada Warszawa. Wygodną i przyjazną widowni. Nie o miejsce offu, gdzie sięgają wszyscy głodni eksperymentów. To sala na teatralny wieczór gdzie się idzie po świat iluzji i sztukę aktorską.
Piszę to wszystko nie dlatego, że mnie taki a nie inny teatr odrzuca, czegoś nie rozumiem albo nie lubię. Piszę nie tylko z powodu brutalnej przemocowści Moniki Strzępki, piszę bo jesteśmy świadkami gigantycznej ściemy za nasze podatki. To co ma być „ rozwojem artystycznym” w rzeczywistości jest zwykłym uchylaniem się od podjętej posady. Nie jest istotne jaka Monika Strzępka była kiedyś jako reżyserka. Jest istotne na jaką osobę wyszła prowadząc teatr. To co pani Strzępka głosi jako swoją wyjątkowość jest pozbawione sensu i oryginalności , skomplikowane i niekomunikatywne. Typowy dla teatralnej pseudo lewicy język pozbawiony ludzkich, prostych słów.
M. S mówi że jej aktor w swojej nowoczesności jest ” medium spraw istotnych dla świata i dla niego samego, jego osobisty stosunek do tematów, które poruszamy, jest bardzo ważny.”
… No więc tak: aktor zawsze jest medium i niczym innym nigdy nie był. Na przykład emanacja teatru szekspirowskiego wynikała tylko z przekonania, że aktorzy przekazują sprawy istotne dla świata. Aktor nie ma być naprawdę przejęty sprawami, tylko ma wywołać iluzję przejętego. Na tym polega sztuka aktorska. Naprawdę przejęci muszą być aktywiści. Teatr aktywistów oczywiście może być , dlaczego nie mieliby stworzyć teatru ale od tego są fundacje i starania o salę. Nic nie wiadomo o tym, że Monika Strzępka ubiegała się o państwową posadę dyrekcji teatru aktywistów.
Dalej Monika Strzępka o tym dlaczego z aktorami po warszawskiej szkole teatralnej nie da się pracować i najlepiej rozwiązać umowę: : „..mam poczucie, że absolwenci warszawskiej Akademii są słabo przygotowani do pracy we współczesnym, poszukującym teatrze artystycznym”…
Więc tak: Aktor który opuszcza taką czy inną szkołę teatralną wchodzi dopiero w zawód. To czy zdobędzie warsztat czy nie, zależy od przyszłości. Dyrektor teatru i jednocześnie reżyser to ten, który nadaje ton i pracuje z aktorami czyli dochodzi z nimi do rezultatu . Zwalanie nieumiejętności na przedszkole jakim jest artystyczna uczelnia, jest po prostu unikaniem pracy, jaka jest wymagana od kogoś kto zobowiązał się do prowadzenia artystycznej instytucji. W tej pracy reżyser podchodzi do aktora na próbie z uwagą „ nie chowaj się za rolą” i metodą prób i błędów, załamań i olśnień dochodzą do rezultatu. Tak w teatrze artystycznym i poszukującym być chyba powinno. Taka to robota. Bo poszukujemy przecież….No chyba że aktor” z Warszawy”.
Fobia warszawska jest mi znana nie od dzisiaj. Kiedy krytycy od strony „ teatru artystycznego” weszli do gry, zaczęła się prawdziwa nagonka na wszystko co „ warszawskie” . Prym wiódł Roman Pawłowski z Wyborczej. Jako aktorzy „ warszawscy” byliśmy z góry skazani na brutalne, krytyczne recenzje. Nic nam nie pozostawało tylko poczucie humoru, więc wszyscy z Gustawem Holoubkiem na czele układaliśmy przed premierą „recenzje Romana Pawłowskiego”, robiąc konkurs na najbardziej trafną i zgodną z tym co się ukaże w gazecie po premierze. Nigdy nie zapomnę jak zostałam zaproszona do gabinetu dyrektora teatru Ateneum, Janusza Warmińskiego, który właśnie kończył swoją trzydziestoletnią dyrekturę. Byłam młodą aktorką i współpracowałam z Gazetą jako felietonistka. Pewnie dlatego sądził że ja coś mogę. Drżącą ręką ( naprawdę drżącą) wręczył mi list do redakcji w którym pisał o upokorzeniu jakiego doznaje ze strony lewicowej krytyki. Tak, bo te wszystkie recenzje były nie tyle krytyczne ile upokarzające. Każdy warszawski twórca tego doznał. Ciekawe jest, że ci nienawidzący Warszawy jakoś jednak do niej ciągną i biorą najlepsze posady . A przecież tyle jest w Polsce pięknych miast…
Dalej w wywiadzie MS: „aktorzy i aktorki muszą zarazem mieć gotowość do podzielenia się tym, co głęboko intymne, jak i do rezygnacji z udawania, że nie jesteśmy w teatrze.”
Więc tak: Gotowości do „podzielenia się tym co intymne” uczyła na przykład w warszawskiej PWST aktorka Ryszarda Hanin osoba starej daty i hołdująca realizmowi. Gotowości podzielenia się tym co intymne uczył Osterwa w warszawskiej Reducie.
Dalej M. Strzępka o swoim teatrze : -„Iluzja czwartej ściany, iluzja podglądania świata zastąpiona jest tu przez otwarcie budowaną sytuację komunikacyjną. To wymaga głębokiej świadomości siebie, swojego ciała, swojego doświadczenia wnoszonego na scenę, a jednocześnie znakomitego warsztatu performatywnego.”
Więc tak: czwartej ściany jako jedynego środka wyrazu nie uprawiamy już od lat. W XXI wieku każdy aktor potrafi się skomunikować z publicznością. Natomiast tak ogólnie każdy aktor który zna swoją robotę, może się zmieścić w konwencji czwartej ściany i w konwencji performatywnej. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że usunięty z tego teatru Modest Ruciński jest jednym z najbardziej elastycznych aktorów swojego pokolenia. Głodnym wzywań. Ma świadomość ciała. Wystarczy go obsadzić.
Dalej MS : „ .. równie ważna, jak odpowiedni warsztat aktorski, jest dla mnie aktywna postawa krytyczna, umiejętność samodzielnego myślenia, własny proces emancypacyjny aktorek i aktorów, ich świadomy rozwój.”
Zaraz…Jeśli „osobisty stosunek aktora do poruszanych tematów jest ważny” to dlaczego Monika Strzępka usuwa z teatru tych, którzy czują osobiście i po swojemu a zostawia tylko tych, którzy czują jak ona? Co oznacza w takiej sytuacji „umiejętność samodzielnego myślenia”?’ Nic innego jak umiejętność myślenia tak jak myśli Monika Strzępka. I nie dotyczy to tylko teatralnego gustu. Gorzej, że dotyczy światopoglądu.
M S - „Trudno się pracuje z ludźmi, którzy wyznają zupełnie inny system wartości. Dla mnie to w zasadzie niemożliwe. „
Otóż istota teatru polega na spotkaniu różnych ludzi. Poznajemy się , dziwimy się sobą, spieramy w bufecie. Potem łączy nas spektakl. Energetyczny przepływ mimo różnic. Pytanie formalne: Czy startując na dyrektorkę Dramatycznego Monika Strzępka deklarowała to, że będzie kształtowała zespół wedle światopoglądu? Czytałam jej upublicznioną deklarację i nic tam takiego nie było. Bo może jednak decyzja co do jej etatu byłaby w takim wypadku inna? Jeśli etat aktorski w Teatrze Dramatycznym można uzyskać z powodu światopoglądu to czym to się rożni od zarzutów stawianych polityce kulturalnej PiS? Co innego jak nie „ ideologizacja” była zarzucana tej partii? Dyrektor teatru mówi na przykład że każdy aktor ma chodzić do kościoła. Co by się działo na lewicy i nie tylko!!
Warto przeczytać fragment z reportażu o Dramatycznym. Michał Klawiter aktor dostaje pożegnany Sms: ".Kolektyw zaprasza cię na rozmowę".
„— Wiedziałem już, z czym to się wiąże. Nie jeździłem z Kolektywem na grzyby, nie przytulałem się do drzew, nie okadzałem teatru białą szałwią, nie odblokowywałem kanałów energetycznych i nie afirmowałem. Nie na tym polega moja rola jako aktora.”
A więc takie pozornie nieobowiązkowe zajęcia. Grotowski w początkowym wydaniu. Tylko że on nie miał państwowej posady. Czy te praktyki były w deklaracji na posadę dyrektora? To jest czas ludzi. Zajęty czas.
Dalej: „Nie zawsze przecież jest sukces. Teatr artystyczny musi mieć prawo do eksperymentu i do porażki.”
Ale dlaczego „artystyczny” ma takie prawo? Dlaczego „ nieartystyczny” czyli „mieszczański” nie może ? Dlaczego nie należy „artystycznego” rozliczać z klęski jak każdego teatru?
Dalej: M S „ …I nie zamierzam się spieszyć, tylko być w zgodzie z procesem.”.
Nie spieszymy się zatem. Proces przecież. Co to oznacza? Oznaczą, że pani Strzępka wzięła Dramatyczny jako pole do samorozwoju. I za ten samorozwój dostaje dużą państwową pensję. I za jej samorozwój płacimy podatki. Pani Strzępka nie czuje się zobowiązana do dynamicznego życia teatru w jednej z najbardziej reprezentatywnych sal jakie posiada Warszawa. W ogóle do niczego nie czuje się zobowiązana bo „ teatr artystyczny” jest teatrem szczególnej troski i mamy poczekać aż dojrzeje. Płacąc za dojrzewanie.
W dalszej części wywiadu Magdalena Rigamonti przypomina:
Aktor jest od grania jak d**pa od srania – to Kazimierz Dejmek.
M. Strzępka odpowiada: „Dziś, po wszystkim, co się wydarzyło za sprawą ruchu # MeToo w światowym i polskim teatrze, po całej dyskusji, jaką odbyliśmy, nie widzę potrzeby, żeby komentować to słynne zdanie. To jest sentencja w pełni już historyczna.”
Naprawdę? Tutaj fragment z artykułu o stanie Teatru Dramatycznego:
„W połowie października Anna Cis ( od BHP w teatrze ) pisze do Biura Kultury pismo o sytuacji w teatrze. "Byłam obecna, kiedy jedna z aktorek opuszczała gabinet Moniki Strzępki (...) Po ocenie jej kondycji psychicznej i fizycznej, zabroniłam aktorce na samodzielne opuszczenie teatru, w obawie o możliwość wypadku podczas drogi powrotnej do domu (…)."
No więc ja byłam aktorką teatru Dejmka. To czego doświadczaliśmy jako jego pracownicy jest cukiereczkiem w stosunku do tego co dzieje się w Teatrze Dramatycznym. Trudno odnosić się do przerażających cytatów z rozmów w gabinecie dyrektorskim o „zatrutej śmiertelnej krwi” bo brak świadków. Jeśli jednak naprawdę wręczano aktorom zwolnienia z pracy przed wejściem na scenę, to sprawa nie jest mobbingiem czy przemocowością . To są po prostu tortury. Psychiczne tortury. Ja bym już dawno była z tym w sądzie.
Kończąc. Aktor Strzępki „ nie chowa się za rolą”, jako medium dźwiga bagaż własnych doświadczeń i wnosi na scenę swoje traumy…Tak sobie myślę…Monika Strzępka pracuje teraz nad tekstem Agnieszki Szpili o kobietach, które chcą pracy i pola dla twórczości , bo nie mają. Aktorki tam zaangażowane czyli te, które zostały na etacie mówią to jako one, pod swoimi nazwiskami. No ale…skoro mają etat, to jaki właściwie bagaż traum wnoszą na scenę? Ja proponuję pani Strzępce żeby do tego tekstu wzięła aktorki które z teatru wyrzuciła. Co tam aktorki! Wszystkie kobiety które się zwolniły z powodu atmosfery, te które się leczą, które poczuły się upokarzane. To będzie premiera !!! Pójdę dalej: skoro twórczyni jest „medium” własnych doświadczeń to może przed premierą Monika Strzępka po prostu sama siebie wyrzuci z teatru i wtedy jako doświadczona i uciemiężona brakiem pola twórczego, będzie z czystym sumieniem mogła reżyserować. Niech się Pani uciemięży pani Moniko i wtedy reżyseruje o uciemiężonych.
Co teraz będzie? Nic nie będzie. Będzie jak było. Kilka rozmów w Urzędzie, mediacje , pokajanie się ewentualnie. Potem będą następni " artystyczni". A kto jest artystyczny, zadecydują oni i Urząd. I tak dalej. Wybrzydzanie na Warszawę i posady w Warszawie. A Warszawa nic. A może jednak…teraz przeciw Strzępce protestuje młode pokolenie. Więc nie żadni Dziadersi. Protestują też ci, który deklarują lewicową wrażliwość teatralną. Może jednak jest dla nich oczywiste, że feminizm Strzępki , wilgotne panie , kadzidła i dziewanny to przeżytek, w dodatku całkiem jałowy? Może eksperymenty pójdą do offu albo jako jedne z przedstawień w repertuarowym teatrze nie zagarniętym przez jedynie słuszną ideologię? Może będzie w Warszawie powstanie?
« Ostatnia zmiana: Listopada 12, 2023, 02:08:12 pm wysłana przez Smok Eustachy »