Polski > DyLEMaty

Ludzkość jako gatunek

(1/114) > >>

NEXUS6:
Na życzenie Deckard-a, który narzekał na zamieranie forum :). Jak widzicie nas, jako gatunek w całym, pozostałym drzewie gatunków? Czy jesteśmy świetlanymi istotami, posiadającymi jakowyś boski w sobie pierwiastek, na tle pozostałych gatunków? Coś co zdecydowanie nas odróżnia od reszty stworów? Czy jesteśmy jedynie kolejną nakładką na wieloeonowy taniec genów? Niekoniecznie koroną stworzenia?
Temat bardzo luźny i może nie do końca odpowiedni dla tak światłych i szanownych rozmówców ::), ale co tam! Pobajać zawsze można :D

dzi:
Piekny temat, kocham ludzi.
Czesto mowie, w przeroznych sytuacjach: "na Ziemi jest tylko jedna interesujaca rzecz - ludzie".
Unikal bym okreslenia "Boski" bo odrazu zwraca dyskusje na zle tory, dlatego go nie uzyje. Uwazam jednak, ze ludzie sa wyjatkowi. Czesto zdarza mi sie "obserwowac" nasz gatunek z "biologicznego punktu widzenia", jak wszystkie inne zwierzeta. I mysle sobie wtedy: "Jest takie zwierze, ktore nie rozwijalo miesni, szponow, futer i pazurow, rozwijalo jedynie mozg, okazalo sie, ze rozwijajac go ponad miare, moze uzyskac wszystko co daja miesnie, szpony, futra i pazury i sporo wiecej. Dlatego tez jest teraz najszybszym zwierzeciem na ziemi lamiacym kilkakrotnie predkosc dzwieku, na drugim miejscu z nieporownywalnie mniejszym wynikiem jest jaskolka, jest zwierzeciem ktoremu zadne inne <<nie podskoczy>>, na drugim jest slon i walenie, jest jednym z niewielu zwierzat hodujacych i uprawiajacych, zalosnie probuja robic to samo jedynie mrowki i termity, jest jednym z niewielu zwierzat uzywajacym narzedzi, dlatego modeluje komputerami rozszczepienie atomu w miedzyczasie obserwujac jak to jakies malpki uzywaja kijkow i zachwycajac sie nad ich inteligencja." Musicie przyznac ze patrzac na to od tej strony jest to niesamowite, dziwaczne i fascynujace. Zazwyczaj jednak sie na to od tej strony nie patrzy, stawiajac nas poza zbiorem zwierzat, czyli de facto znowu robiac z nas "cos wiecej".
Kolejna sprawa, my nie mamy pojecia jak bardzo jestesmy rozwinieci! Gdy czytam o technologii wykonywania procesorow (gdzie tranzystor tworzy sie wybijajac pojedyncze elektrony), o filozofii wspolczesnej wymyslajacej co by bylo gdyby byly biale dziury, wszechswiaty rownolegle i jak wygladal wszechswiat miliardy lat temu a co najlepsze dopasowuje to idealnie do obserwowanej z malenkiej planetki rzeczywistosci, o humanizmie ktoremu przychodzi do glowy ze mozna nie jesc zwierzat, ustalic prawa czlowieka, zalozyc globalne organizacje, o tym ze wpadamy na pomysl czy tez dochodzimy do tego ze moglismy byc stworzeni przez Boga, o tym ze wymyslamy i skladamy "do kupy" od tysiacleci wielki zlozony abstrakcyjny system i nazywamy go matematyką, o tym jak Lem rozwaza w calkiem realny sposob autoewolucje gatunku i tym podobne rzeczy poprostu mam problem z ogarnieciem naszej wielkosci.
Podsumowujac: oczywiscie jestesmy czyms wiecej niz inne zwierzeta, mozna jedynie zadac pytanie: "dlaczego?".

Deckard:
Tak. Temat bardzo ciekawy.
Nexus, nie przejmuj się tym, że nie jest to forum do tego typu rozważań, gdyż właśnie nim jest. Czyż Lem nie zajmuje się filozofią?

Ludzie to rzeczywiście niezwykły gatunek. Podobnie jak dzi, trudno jest mi ogarnąć to, do czego jesteśmy zdolni. Jesteśmy jedynym stworzeniem, które potrafi twórczo myśleć. Coprawda staramy się dostrzegać podobne zachowania u innych gatunków, ale albo owe gatunki są w stadium początkowego rozwoju swojego intelektu, albo wręcz przeciwnie - jest to jego kulminacyjny punkt. Dla nas punkt ten jest jednak prawie niedostrzegalny. Może być również tak, że owe inteligentne z pozoru zachowania są tylko odruchami. Kiedyś oglądałem film przyrodniczy opisujący takie właśnie niesamowite, z naszego punktu widzenia, zachowania zwierząt, które my nazywamy przejawami inteligencji. Tak, jeśli dobrze pamiętam, Kafka lub Kruk wygrał ten konkurs na inteligencje. Uwaga, małpa nie wchodziła w rachubę. Konkurs na odkrycie inteligentnych zachowań dotyczył typowych zwierząt, które możemy obserwować w naszym życiu (chodziło o Europę i Amerykę Północną). Innymi uczestnikami tego przedsięwzięcia były wiewiórka, pies i wiele innych. Wygrał ptak. Już dokładnie nie pamiętam, co ta Kafka zrobiła, ale efekt zrobił wrażenie. W każdym razie, jako jedyny badany gatunek posługiwała się narzędziem w postaci małego drucika. Nawet pamiętam, że wykonała pętelkę z tego drucika, gdyż tylko w ten sposób mogła do czegoś tam się dobrać. Było to niesamowite zachowanie, zważywszy że nie przypisujemy ptakom większej inteligencji.

Najbardziej zadziwiający mnie fakt, to w zasadzie pytanie: Dlaczego my? Jak to się stało, że osiągnęliśmy to co osiągnęliśmy? Dlaczego to nie np. mrówki rządzą tym światem?
Odpowiedzi jest bez liku. Najpierw były mity, potem bardziej wysublimowane  religie i światopoglądy, potem narodził się Darwin i skruszył całe wieki zabobonnego myślenia. Coraz bardziej oddalaliśmy się i oddalamy od przekonania, że to my jesteśmy pępkiem świata.

Deckard:
Skoro na Ziemi, nie znaleźliśmy sobie równego partnera pod względem inteligencji, to szukamy go w Kosmosie. Na dzień dzisiejszy poglądy ludzi na tą kwestię są podzielone. Jednak w ostatnim czasie coraz mniej naukowców twardo obstaje przy odpowiedzi: "Nie ma życia pozaziemskiego". Gdyby opowiedzieli się za istnieniem życia pozaziemskiego jeszcze jakieś 20-30 lat temu. Byliby spaleni w swoim środowisku. Ja na przykład uważam teorię istnienia życia pozaziemskiego za zupełnie realną. Trafiają do mnie argumenty w postaci wypowiedzi znanych autorytetów ze świata nauki, którzy coraz bardziej jawnie wypowiadają się w tej kwestii. Nie podam tutaj w tym momencie żadnych nazwisk, ale przytoczę zasłyszane wypowiedzi. Jeden z naukowców powiedział:
"Gdybyśmy rzeczywiście byli jedyną zamieszkałą planetą w ogromnym wszechświecie, to czyż nie byłoby to niesamowite marnotrawstwo przestrzeni?"

Druga ciekawa wypowiedź to:
"Dzisiaj nie warto zastanawiać się nad tym, czy kosmici w ogóle istnieją. Dzisiaj trzeba zadać sobie pytanie: Kim oni są?"

Podążając tymi rozważaniami, i mając na uwadze fakt, że wszystkie naukowe odrycia wskazują, że my - ludzie, stanowimy zaledwie malusieńki trybik w olbrzymiej machinie wszechświata, możemy dojść do wniosku, że tak naprawdę jesteśmy niczym nie liczącym się obiektem - łącznie z naszą planetą.
Na pytanie: Czy jesteśmy koroną stworzenia, mogę odpowiedzieć w świetle powyższych argumentów, że napewno nie.
Nie - w skali wszechświata. W skali naszego globu z pewnością jesteśmy koroną stworzenia. Jesteśmy gatunkiem, który zdominował wszystkie inne. Jesteśmy gatunkiem, który myśli, który zastanawia się na sensem własnego istnienia. Żaden inny gatunek na naszej planecie nie potrafi tego uczynić. I to jest to co nas odróżnia od innych. To jest podejście naukowe.

A teraz podejście nienaukowe.
Co do boskiego pierwiastka. Uważam, że go posiadamy i gra on w nas rolę bardzo ważną, mimo że przez wielu ludzi jest świadomie spychany do roli zupełnie podrzędnej lub wręcz wykluczany. Jednakże są to tylko i wyłącznie moje subiektywne odczucia. Kiedy jednak bierzemy pod uwagę boski wkład w naszą egzystencję to sprawa zaczyna się bardzo gmatwać i na dzień dzisiejszy trudno mi rozważać ten temat. Sam szukam własnej odpowiedzi.

Terminus:
Nowożytna, pokartezjuszowska nauka nie wyda sądu w żadnej sprawie, dopóki nie będzie miała dowodów.Dlatego też każdy z naukowców może jedynie powiedzieć co sam sądzi na temat istnienia tzw. ,,kosmitów'' - ale tego typu wypowiedzi nie można w żadnym razie uważać za statement nauki jako takiej. Oczywiste jest to, że wypowiedzi naukowców traktowane są autorytarnie i że otacza się ich szacunkiem - nie można jednak słów naukowców, nawet astronomów, traktować w tej dziedzinie jako wyroczni. Należałoby po prostu poznać suche fakty i zastanowić się, co sami sądzimy o prawdopodobieństwie życia poza Ziemią.

A fakty są takie, że w świetle ostatnich odkryć można z całą pewnością stwierdzić, że istnieją miriady systemów planetarnych w obserwowalnym wszechświecie, co stanowi podstawę do mocnej hioptezy probablistycznej, ze na którejś z planet może zaistnieć to, co stało się na Ziemii.  Jednak hipoteza przeciwna jest tak samo mocna, bowiem z punktu widzenia teorii hipotez statystycznych powstanie życia było praktycznie niemożliwe - prawdopodobieństwo przypadkowego zajścia procesów białkotwórczych, jak wielokrotnie podkreślał Lem, jest minimalne.  

Ogólnie więc jak narazie (i będzie tak do momentu zaobserwowania jakiegokolwiek ,,życia'' pozaziemskiego)  kwestia poglądu, czy owo życie istnieje czy nie, pozostaje w gestii osobistego poglądu i wiary osoby wypowiadającej się. Ja osobiście wierzę, że w makroskali powstanie życia jest możliwe - bardzo by mnie ucieszyła wieść, że powstało ono nie tylko na Ziemii. Mnogość form, jakie może ono (życie) przyjmować i warunków w jakich mogłoby powstać (por. Solaris i wizje życia w formie dla ludzi nieoczekiwanej i niewyobrażalnej) sugeruje, że należałoby także uwzględnić formy niebiałkowe, nie oparte na węglu, etc. Takowe założenie zwiększa optymistyczny wydźwięk rachunku.

Koniec końców należy jeszcze raz, dla uczciwości podkreślić, że wszystko to to czyste spekulacje bez większej wartości.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej