Polski > DyLEMaty

Аркадий и Борис Стругацкие

<< < (3/8) > >>

Terminus:
TO ja tylko dodam że mój 'Miliard' również zjarał się w pożarze mojego domu, ale przyciąłem, i dalej używam :) Jest jeszcze lepszy klimat. Świetna książka.

Q:
"Miliard...", można o nim długo... Ale ja jeszcze do "Końca..." (vel "Małysza" ;D) się odniosę.

Piszesz:

--- Cytat: Terminus w Maja 20, 2010, 12:23:45 pm ---Muszę chyba zrobić sobie przerwę w Lemie i poczytać trochę więcej braci, ten swojski język i znacznie mniej intelektualne podejście mnie urzekają.
--- Koniec cytatu ---

I owszem, pod drugą połową zdania mógłbym się podpisać, ale wróciłem sobie wczoraj do tego "Końca..." (pierwsze trzy rozdziały, bo późno było) i zwróciłem uwagę na to ile jest w nim Lema: ten opis jak wyglądałyby środki bezpieczeństwa gdyby badana planeta była mniej jałowa, ten opis planety ziemiopodobnej, ale z życia wysterylizowanej - toż to "Niezwyciężonego" przypomina. Ta nuda kosmicznej służby i - jak się początkowo wydaje - fiksacje bohatera/bohaterów - toż staje przed oczami Pirx odbywający samotny patrol; podobnie to się też musiało zaczynać na sateloidzie okrążającym Solaris. (Zresztą główny bohater ma w sobie coś z Pirxa.) I jeszcze ta nazwa planety, z której chcą przesiedlać - Panta.

Od Lema nie uciekniesz! ;)

Edit: no i doczytałem "Koniec..." do końca ;). Jeszcze wczoraj (z tymi "dwoma popołudniami" to racja). Miejscami przypominało "Eden" - ziemiopodobna planeta, ludzie hasający bez skafandrów + zamiłowanie do "lemopodobnego" detalu. Finał lemowski i nie-lemowski. Kłopot z Obcymi jak we "Fiasku": nie tylko dogadać się trudno, ale i tubylców rozpoznać (i to kłopot nawet dla Małego, który tyle czasu z nimi przebywał). Pytania, morze pytań: czy cywilizacja tak doskonale - i to przez wieki - ukryta jest możliwa? A może oni się wcale nie ukrywają, tylko dla innych gatunków to tak wygląda? Jacy są? Na czym polegaja ich technologie? Ile Małemu dali z siebie, a ile ze swoich domniemań nt. człowieczeństwa? Na ile był dla nich istotny? Czy potencjalne możliwości gatunku ludzkiego widzieli lepiej niż człowiek (tzn. na ile Mały został przerobiony, a nas ile pomogli mu rozwinąć naturalny ludzki potencjał)? (Typowe dla braci pytanie o ewolucję "nadludzi", bo oni chyba - wbrew Darwinowi - zakładali, że ewolucja ma jakiś cel...)

Zaś końcowe fiasko porozumienia tak od tego z "Fiaska" odmienne, tak inne, chyba czasem lepiej wiedzieć, kiedy sie wycofać. (Tu pytanie: czy Lem "Koniec..." czytał; i czy Strugaccy czytali "Obcego w obcym kraju" Heinleina, bo wygląda jakby wątek heinleinowskiego Mike'a postanowili podać po swojemu, mądrzej.)

(I jeszcze jeden wątek jest "lemowski" ;) - niedookreśłoność relacji głównego bohatera z niejaką Majką ;D. Od początku do końca w sumie nie wiadomo co między nimi jest.)

Czyta sie, czyta. I nagle odczuwa wręcz fizyczny ból, że się skończyło. Tak krótka ta książka, a tak wciąga (choć przecie są w SF lepsze od niej). Skończyłem wczoraj przed wieczorem, niedosyt czuję nadal.

(Aha: jednej rzeczy się czepię, choć dla warstwy problemowej ona zgoła nieistotna. Coraz mniej mam cierpliwości dla SF dziejącej się w kosmosie, w której tegoż kosmosu nie widać, jest tylko ziemiopodobna obca planeta. Przeszkadza mi to coraz bardziej w "Star Treku", przeszkadza u Le Guin, przeszkadza w "Edenie", u braci S. też się nie podobało. Wiem, że kosmiczne tło to w tych wszystkich wpadkach nieistotny pretekst, wiem, że wśród wielości planet mogą być - nawet relatywnie liczne, w galaktycznej skali - i ziemiopodobne, ale... Tym niemniej świetna książka.)

Q:
Z tego niedosytu przeczytałem ostatnio (po nocy, co mogło dodatkowo wpływać na moją percepcję tej powieści) "Drapieżność naszego wieku" braci S. Mocna, paskudna, straszna (bo takie emocje budzi) rzecz.

Były kosmonauta (wiadomo, w tym zawodzie dyżurni nosiciele cnót wszelkich w SF pracują) wysłany z misją trochę szpiegowską, trochę społeczno-badawczą do konsumpcyjnego raju schyłkowego kapitalizmu. Co oznacza: miotający się między pogrążonymi w beztrosce tłumami goniącymi od rozkoszy do rozkoszy (seks, alkohol wszelkich odmian, narkotyki, elektroniczne drażnienie ośrodków rozkoszy w mózgu, sport bardzo ekstremalny - do wyboru, do koloru); jedyny normalny między tłumem pogrążnych w odmóżdzającej rozrywce idiotów (ani z kim z sensem porozmawiać, ani do łózka pójść  - choć chętnych kobiet mrowie).

Dostajemy groteskową galerię owych "zadowolonych z życia" (typy b. życiowe - spotyka się takich ludzi, acz przerysowane). Poznajemy dyplomowanego filozofa - intelektualną prostytutkę o napchanym brzuchu schlebiającą tym tłumom i kłaniajacą się konsumpcyjno-bezmyślnemu stylowi życia jako zwieńczeniu ludzkiej ewolucji. Widzimy też nieudaczno-żałosnych zorganizowanych buntowników przeciw owemu stanowi rzeczy. Jedni są bezsilni i zapijaczeni, drudzy - w równie bezsilnej rozpaczy - wybierają destrukcję i terroryzm; nie budzą sympatii, są równie tragikomiczni co ogłupiałe tłumy. Dopełniają obrazu ogólnego skretynienia. Widzimy też niedobitki normalności - jeden to zgorzkniały szofer-erudyta, drugi przerażone dziecko - z nimi główny bohater może w końcu zamienić kilka sensownych zdań, co daje chwilę wytchnienia i czytelnikowi... Świetnie to wszystko opisane, wiec odbiera się ową powieść jak cios w łeb.

Zastanawiam się czy ta "Drapieżnosć..." nie jest aby prorocza, co optymizmem nie napawa. Na szczęscie to Forum umożliwia Żylinom (tak się zwał ów "ostatni sprawiedliwy") naszego wieku ;) łączenie się i wymianę myśli.

ps. dwie recenzje w/w powieści:
http://www.fahrenheit.net.pl/archiwum/f29/10.html  - na dole strony
http://ksiazki.polter.pl/Drapieznosc-naszego-wieku -Arkadij-i-Borys-Strugaccy-c6661

.chmura:
braci s. .chmura kochala i nadal kocha za świeżość i najwyższej proby humor prosto z bułhakowowskiego pnia. i za oryginalność pomysłów... zaś andriej tarkowski filmowal nie tylko proze Mistrza, lecz rownież prozę braci s. "stalker" tarkowskiego według "pikniku..." braci s. jest rownie metafizyczno-odjazdowy, jak tarkowskiego "solaris" według "solaris" Mistrza...
*
a kiedy swojego czasu .chmura jeździla po niemczech, to w księgarniach półki uginaly się pod ksiązkami Mistrza i braci s. zdaje się nikt pochodzący ze Wschodu, poza nimi wlasnie, nie przebił sie do świadomości niemieckich (i generalnie zachodnich) polykaczy science fiction...

liv:

--- Cytuj ---"Drapieżność naszego wieku" braci S. Mocna, paskudna, straszna (bo takie emocje budzi) rzecz.
--- Koniec cytatu ---
Nie znam tej książki. Bazując na twoim opisie i linkach, najbardziej zdumiało mnie, że opisali to w 1965 roku.

   W pochodzącym z tego samego roku Poniedziałku, podobny wątek widać w próbie stworzenia idealnego człowieka, autorstwa profesora Wybiegałły z InBadCzaMu. Kadawar pożerał wszystko, łącznie z kuwetą po żarciu i dwoma tonami łebków śledziowych.  ;)
Aż pękł.
     Poza tym zauroczyły mnie motta do rozdziałków. Sporo z Wellsa, jak ten:
"Przyszło mi do głowy, że normalny wywiad z diabłem lub czarownikiem, można by z powodzeniem zastąpić zręcznie dobranymi tezami naukowymi".
Albo, z innej beczki
"- A czy pan wierzy w duchy? - spytał prelegenta jeden ze słuchaczy.
- Oczywiście, że nie - odparł prelegent,
                                                    po czym z wolna rozpłynął się w powietrzu."

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Idź do wersji pełnej