Polski > DyLEMaty

Eksploracja Kosmosu

<< < (3/357) > >>

Q:

--- Cytuj ---chciałem postawić badanie planet w opozycji do czego innego. Mianowicie do bezpośrednich wypraw ludzi i nieszczęsnej stacji kosmicznej.

Oba ta przedsięwzięcia są horrendalnie kosztowne, i to całkowicie nieproporcjonalnie do uzyskanych efektów. /.../

Bezpośrednie wyprawy ludzi w kosmos? Przecież to całkowita paranoja w obecnej sytuacji. Nikomu nie trzeba chyba tutaj opowiadać jak ludzki organizm jest nieprzystosowany do przestrzeni kosmicznej. Ile kosztuje zapewnienie bezpieczeństwa, transport zapasów, konieczność powrotu... I po co to wszystko? Żeby organiczny przedstawiciel naszej cywilizacji mógł osobiście zdeptać jakiś odległy glob. Jak dla mnie to chwyt iście hollywodzki, bo niepoparty racjonalnym rozumowaniem. Praktycznie wszystko co mógłby zrobić na Marsie człowiek, mogłyby zrobić wysłane tam maszyny. Tylko, że przynajmniej 10 razy taniej. Zresztą myślenie w obecnej sytuacji o wyprawie na Marsa to moim zdaniem mrzonka. Na razie w realnej perspektywie mamy Księżyc, wyprawę na którego również uważam za zbędną. Zwłaszcza w sytuacji, gdzie w NASA się nie przelewa i wiele interesujących projektów albo w ogóle nie dopuszcza się do realizacji, albo anuluje w trakcie wykonywania. Za te pieniądze można po prostu zrobić dużo więcej dużo szybciej dużo lepszych rzeczy!
--- Koniec cytatu ---

Hmmm... Przytaczasz argumenty znane już od lat, także w dyskusjach toczonych wewnątrz NASA, a jednak czytając to czuję się jakbym czytał wypowiedź owego betryzowanego przeciwnika lotów kosmicznych z "Powrotu z gwiazd"... Byc moze Twoja postawa wynika z tego, że rozpatrujesz załogowe loty kosmiczne z pominieciem kontekstu w jakim (IMHO) powinny być omawiane - chodzi mianowicie o konieczność powstania poczucia wspólnoty w obrębie całej ludzkosci (przynajmniej u jej jako tako rozwinietej i wyedukowanej części), czy "kanalizowanie" co bardziej agresywnych ludzkich popędów w formie ryzykownego zawodu kosmonauty (zamiast wojen czy burd kibiców). Poruszam te tematy czysto hasłowo, ale w pełni rozwinietą argumentacje przeciwko Twoim tezom zawiera np. wspominana przez mnie "Błekitna Kropka" Sagana.
http://www.thespacereview.com/article/261/1
http://www.spaext.com/info/sagan/index.html


--- Cytuj ---wedle tego rozumowania, powinniśmy obserwować ciągłe nasilenie tej tendencji. Wahadłowce powinny były być już zastąpione pewnie z dwiemna nowymi generacjami pojazdów, a po Księżycu rutynowo winny wozić się ekspedycje Amerykanów, Rosjan czy Chińczyków. Tymczasem po lądowaniu na naszym satelicie, które było symbolicznym zwycięstwem USA w wyścigu, postęp został poważnie zahamowany. Nie było już tak efektowych celów w zasięgu działania (Mars o wieeele za dalekeo), więc propaganda nie mogła wspierać już gigantycznych pieniądzy potrzebnych na coraz śmielsze wychodzenie w kosmos. Do tego dołożyło się oczywiście także osłabnięcie i upadek ZSRR.
--- Koniec cytatu ---

Oczywiście - w diagnozowaniu przyczyn kryzysu masz rację, choć co do zwrotu Mars o wieeele za dalekeo polemizowałbym - vide "Wyprawa" Stephena Baxtera. Owszem powieść SF (więc argument pośredni), ale napisana przez fachowca i pokazująca, że już sporo lat temu dysponowano odpowiednimi technologiami. Tyle, że wtedy Mars przegrał z programem Space Shuttle (sam nie wiem która opcja była lepsza).

Luca:

--- Cytuj ---
Hmmm... Przytaczasz argumenty znane już od lat
(...)
Byc moze Twoja postawa wynika z tego, że rozpatrujesz załogowe loty kosmiczne z pominieciem kontekstu w jakim (IMHO) powinny być omawiane - chodzi mianowicie o konieczność powstania poczucia wspólnoty w obrębie całej ludzkosci (przynajmniej u jej jako tako rozwinietej i wyedukowanej części)
(...)

--- Koniec cytatu ---

Loty załogowe jako globalna terapia jednolicąca Ziemię? Bardzo wątpię w skuteczność takiego przedsięwzięcia. Zwłaszcza w obliczu tego co dzieje się na Ziemi aktualnie - choćby i wszystkich niezależnych programów kosmicznych. Przecież plany lotu na Księżyc wznawiają i Amerykanie i Rosjanie (nie pamiętam czy Chińczycy też już sobie to w kalendarzu zapisali), więc jakoś "globalnie" się to nie dzieje. Zresztą to kreowanie "poczucia wspólnoty w obrębie całej ludzkosci" wydaje mi się mocno naiwną romantycznością...


--- Cytuj ---(...) czy "kanalizowanie" co bardziej agresywnych ludzkich popędów w formie ryzykownego zawodu kosmonauty (zamiast wojen czy burd kibiców). Poruszam te tematy czysto hasłowo
(...)

--- Koniec cytatu ---

To już w ogóle jakaś bujda nie z tej ziemi dosłownie;-) Nie wiem, które z możliwych odczytań miałeś na myśli (osobnicy z agresywnymi skłonnościami mogą wyżyć się w zawodzie astronauty, ludzie z agresywnymi skłonnościami mogą kibicować herosom ryzykującym swe życia dla chwały ludzkości), ale każde wydaje mi się na tyle kuriozalne, że nawet nie wspomne o tym, że byłaby to kuracja za grube miliardy dolarówB-] No chyba, że źle zrozumiałem Twe słowa...


--- Cytuj ---ale w pełni rozwinietą argumentacje przeciwko Twoim tezom zawiera np. wspominana przez mnie "Błekitna Kropka" Sagana.
http://www.thespacereview.com/article/261/1
http://www.spaext.com/info/sagan/index.html

--- Koniec cytatu ---

No tu faktycznie nieco racjonalniej to przedstawione, ale i tak wydaje mi się, że nie zbija to moich argumentów. Może i faktycznie ludzkość powinna się rozprzestrzenić po Układzie dla zapewnienia swego trwania, choć i z tym mógłbym polemizować, ale nie zmienia to w mojej opinii faktu, że i tak nawet na przymiarki jeszcze za wcześnie. To po prostu pieśń odległej przyszłości. Teraz można te pieniądze wydać znacznie skuteczniej i racjonalniej, choćby i na zbieranie wszelkich danych, które w jakiejś tam bliżej nieokreślonej przyszłości byłyby pomocne w załogowym podboju kosmosu.
Jeśli chcemy bronić się przed zagładą z kosmosu, znacznie rozsądniejszym będzie zbudowanie sieci aparatów, które będą baczyć na nasze planetarne pobliże oraz stworzenie technologii, które byłyby zdolne odegnać ewentualne obiekty z trajektorii kolidującej z Ziemią. Ucieczka przed planetarną wojną atomową? Przecież nim będziemy dysponować niezależnymi bazami, czy nawet koloniami na obcych planetach, miną setki lat. Pomijając już nawet fakt, że gdyby doszło do takiego starcia, to zwaśnione strony i tak postarałyby się pewno o destrukcję kolonii wroga. Setki lat, setki... Po prostu jest to daleka wytyczna dla odległego rozwoju i trzeba umieścić ją właśnie w odpowiednim dla niej czasie i kontekście. Nawet na pierwsze kroki w tym kierunku, jeśli będzie miał przyjść, to dopiero przyjdzie czas. Teraz to bezsensowne i niesłychanie kosztowne porywanie się z motyką na słońce, wszak trzeba miarkować siły na zamiary.



--- Cytuj ---Oczywiście - w diagnozowaniu przyczyn kryzysu masz rację, choć co do zwrotu Mars o wieeele za dalekeo polemizowałbym - vide "Wyprawa" Stephena Baxtera. Owszem powieść SF (więc argument pośredni), ale napisana przez fachowca i pokazująca, że już sporo lat temu dysponowano odpowiednimi technologiami. Tyle, że wtedy Mars przegrał z programem Space Shuttle (sam nie wiem która opcja była lepsza).
--- Koniec cytatu ---

Mars jest za daleko. Nie tylko w sensie fizycznej odległości, ale i ogromnych technologicznych problemów. Czas lotu, zapasy, ochrona przed promieniowaniem, powrót... no mnóstwo tego. Wyprawa na Księżyc, która i aktualnie wcale nie jest prosta, w porównania do lotu na Marsa to spacer przed domem w porównaniu do wyprawy dookoła świata...

maziek:
Uściślając moją wypowiedź i tłumacząc sie co nieco...

Dlaczego uważam odnalezienie życia za tak istotne? Ponieważ nie umiemy podać przekonującego sposobu, w jaki mogło ono powstać. O ile w zakresie materii nieożywionej od którejś tam miliardowej, czy bilionowej części pierwszej sekundy, aż do teraz a nawet miliardy lat naprzód możemy wytłumaczyć to co nas otacza, to nie potrafimy wytłumaczyć jak powstało Życie. Zaraz po tym jak powstało znów świetnie nam idzie w roztłumaczaniu kolei jego losu. Tak więc mamy dwa takie wielkie, wspaniałe momenty, niezwykle dla nas istotne a owiane mgłą pierwotnej tajemnicy - Wszechświat sprzed tej pierwszej jednej bilionowej sekundy i powstanie życia. Powstanie (przyczynowe) Wszechświata uważam za zatrzaśnięte przed nami na zawsze - jako że nie dane nam będzie ani cofnąć się przed i obejrzeć to z boku, ani w laboratorium stworzyć - możemy tylko domniemywac, nigdy nie będziemy świadkami powtórzenia eksperymentu. Zaobserwowanie życia out there byłoby dla mnie przynajmniej najbardziej niesamowitym owocem poznania jaki kiedykolwiek udało się homo sapiens wydrzeć Naturze. Inne życie implikuje bowiem dwa fundamentalne wnioski: jest ono powszechne we Wszechświecie, i Rozum jest powszechny we Wszechświecie. Dlatego mam to za cel pierwszorzędny.

Reszta przywołanych celów nie ma juz dla mnie takiej "mocy" poznawczej, i tu trzeba ustalić pewną kolejność ich realizacji w odniesieniu do realnych lub spodziewanych w dającej sie określić przyszłości mozliwości.

To co dotyczy Ziemi w sensie nie tyle jej poznania ile monitorowania i naprawiania szkód lub ochrony to jest dla mnie jeden cel. Klimat, planetoidy itd. Obie te sprawy są w zasadzie obecnie realizowane, jest wiele satelitów badających w różnych aspektach Ziemię, oczywiście sie to rozwija ale bezspornie jest już w fazie realizacji. NASA zdaje sie ogłosiło, że wykrycie planetoidy zagrażającej zagłądą Ziemi nastąpiłoby z pewnym - 20-25 letnim wyprzedzeniem - i że w takim czasie NASA byłaby zdolna podjąć misję zepchnięcia kamikaze z toru jego lotu.

To co związane jest z nauka powiedzmy "free", nie związaną tak bezpośrednio z naszym przyziemnym życiem, również jest w obrębie naszego Układu realizowane z powodzeniem. Badanie innych planet, badanie planetoid, badanie galaktyki i całego Wszechświata - to się rozwija i oczywiście można sarkać, dlaczego nie szybciej i więcej, ale tak samo można sarkać na cokolwiek.

Wszystko to w obrębie naszego Układu musi się dziać, dopóki nie znajdziemy napędu zdolnego do szybkiego rozpedzenia statku kosmicznego do przyświetlnej. I tu jest pewna cezura, dziura technologiczna, której na razie nie potrafimy zakopać, ani nawet za bardzo nie mamy pomysłu jak moznaby ją zakopać, nawet gdybyśmy byli wielekroć potężniejsi niż jesteśmy. W pewnym sensie ta przerwa technologiczna jest technicznym odpowiednikiem celu nr1 - poznania życia out there. Dopóki nie wykombinujemy czegoś będziemy siedzieć na własnym podwórku. Nie chodzi przecież o to, aby po 30 latach lotu jak Voyager wysadzić nos spoza Plutona po to tylko, aby stwierdzić, że do najbliższej gwiazdy jest jeszcze następne kilkadziesiąt tysięcy lat.

Wielkim paradoksem jest to Luca, że życie możemy znaleźć na Marsie i ten dla mnie najważniejszy cel zrealizować tak łatwo. A z kolei byc może do końca naszch cywilizacyjnych dni siedzieć będziemy zamknięci orbitą Plutona jak w konserwie i smętnie patrzeć na Alfę Centauri - tysiące razy za daleką...

Teraz kolonizacja układu. Rozumiem, że chodzi o kolonizację w sensie emigracji ludności a nie stworzenia bazy na Marsie. Wydaje mi się, że jest to pure S-F. Aby miało to sens, musiałoby oznaczać stworzenie na innej, naturalnej czy sztucznej planecie drugiej (trzeciej, czwartej...) Ziemi. Cywilizacja, która będzie w stanie tego dokonać, dużo szybciej nauczy sie kontrolować swoją liczebność, więc problemu nie będzie. Chyba, że mówimy o super odległych czasach, kiedy nasze zasoby materiałowo-energetyczne będą tego rzędu, że takie planety będziemy sobie stwarzać jak dziś sztuczne wyspu w Dubaju. To już jednak nie jest realny cel, a futurystyka. A realia są takie, że na Marsie będzie cholernie ciężko żyć. Kto tam pojedzie? Pomyleńcy, czyli pasjonaci. Czy może zrobi się tam takie mieżdunarodnoje Alkatraz? W jakiej to powieści było Q, o Holdanie i Helisie, pamiętam taka fajna goła babka była na okładce, w wieku w którym to czytałem było to wielce inspirujące, Testament Overmana?

Teraz dlaczego skoro Kosmos robi się dla zysku, to tabuny astronautów nie grają w piłkę na Księżycu. Bo wszystkie (możliwe} bariery i cele zostały osiągnięte. To było coś - wysłać pierwszy sputnik, pierwszego psa, potem człowieka i wreszcie stanąć na Księżycu. Mars jest za daleko jak na pawi ogon, na Księżyc leci się kilka dni a na Marsa na przykład trzy lata. Wojskowi dostali co chcieli i dalej zresztą pchają tam niemałe pieniądze. Wielkie (możliwe) cele zostały osiągnięte, teraz króluje dzień powszedni. Taki satelita, śmaki satelita. Czy na prawdę sądzicie, że Ruscy posłali by Gagarina w kosmos, gdyby nie widzieli w tym po pierwsze bata na USA, a po drugie nie zakładali, że da się to militarnie wykorzystać? Zancie taką nazwę Salut? A znacie taką: Ałmaz? Ałmaz to po rusku diament, to był prawdziwy cel zastosowania Saluta, stacje militarne. M.in. test sześciolufowej armaty 23mm na orbicie... Teraz Rosjanie nie dali rady, USA nie ma z kim walczyć, choć Chińczycy atakują...

Q:

--- Cytuj ---Loty załogowe jako globalna terapia jednolicąca Ziemię? Bardzo wątpię w skuteczność takiego przedsięwzięcia. Zwłaszcza w obliczu tego co dzieje się na Ziemi aktualnie - choćby i wszystkich niezależnych programów kosmicznych. Przecież plany lotu na Księżyc wznawiają i Amerykanie i Rosjanie (nie pamiętam czy Chińczycy też już sobie to w kalendarzu zapisali), więc jakoś "globalnie" się to nie dzieje. Zresztą to kreowanie "poczucia wspólnoty w obrębie całej ludzkosci" wydaje mi się mocno naiwną romantycznością...
--- Koniec cytatu ---

i


--- Cytuj ---To już w ogóle jakaś bujda nie z tej ziemi dosłownie;-) Nie wiem, które z możliwych odczytań miałeś na myśli (osobnicy z agresywnymi skłonnościami mogą wyżyć się w zawodzie astronauty, ludzie z agresywnymi skłonnościami mogą kibicować herosom ryzykującym swe życia dla chwały ludzkości), ale każde wydaje mi się na tyle kuriozalne, że nawet nie wspomne o tym, że byłaby to kuracja za grube miliardy dolarówB-] No chyba, że źle zrozumiałem Twe słowa...
--- Koniec cytatu ---

Te "ekscentryczne" tezy głosił (m.in.) Carl Sagan i uzasadniał je znacznie lepiej niż ja byłnym w stanie. (Twierdził też zresztą, że są rzeczy istotniejsze niż dolary, z czym kto jak kto, ale Mistrz Lem z pewnością by się zgodził.)


--- Cytuj ---No tu faktycznie nieco racjonalniej to przedstawione, ale i tak wydaje mi się, że nie zbija to moich argumentów. Może i faktycznie ludzkość powinna się rozprzestrzenić po Układzie dla zapewnienia swego trwania, choć i z tym mógłbym polemizować, ale nie zmienia to w mojej opinii faktu, że i tak nawet na przymiarki jeszcze za wcześnie. To po prostu pieśń odległej przyszłości. Teraz można te pieniądze wydać znacznie skuteczniej i racjonalniej, choćby i na zbieranie wszelkich danych, które w jakiejś tam bliżej nieokreślonej przyszłości byłyby pomocne w załogowym podboju kosmosu.
Jeśli chcemy bronić się przed zagładą z kosmosu, znacznie rozsądniejszym będzie zbudowanie sieci aparatów, które będą baczyć na nasze planetarne pobliże oraz stworzenie technologii, które byłyby zdolne odegnać ewentualne obiekty z trajektorii kolidującej z Ziemią. Ucieczka przed planetarną wojną atomową? Przecież nim będziemy dysponować niezależnymi bazami, czy nawet koloniami na obcych planetach, miną setki lat. Pomijając już nawet fakt, że gdyby doszło do takiego starcia, to zwaśnione strony i tak postarałyby się pewno o destrukcję kolonii wroga. Setki lat, setki... Po prostu jest to daleka wytyczna dla odległego rozwoju i trzeba umieścić ją właśnie w odpowiednim dla niej czasie i kontekście. Nawet na pierwsze kroki w tym kierunku, jeśli będzie miał przyjść, to dopiero przyjdzie czas. Teraz to bezsensowne i niesłychanie kosztowne porywanie się z motyką na słońce, wszak trzeba miarkować siły na zamiary.
--- Koniec cytatu ---

Temu mogę chyba tylko przeciwstawić cytat z Mistrza który służy za podpis moich postów, a takze to z Paraw Clarke'a, które mówi, że jedyną rzeczą sprawdzenia granic możliwości jest podejmowanie prób robienia rzeczy uważanych za niemożłiwe.


--- Cytuj ---Mars jest za daleko. Nie tylko w sensie fizycznej odległości, ale i ogromnych technologicznych problemów. Czas lotu, zapasy, ochrona przed promieniowaniem, powrót... no mnóstwo tego. Wyprawa na Księżyc, która i aktualnie wcale nie jest prosta, w porównania do lotu na Marsa to spacer przed domem w porównaniu do wyprawy dookoła świata...
--- Koniec cytatu ---

Weźmy jednak pod uwagę, że w Epoce Wielkich Odkryć Geograficznych wyprawy dalekomorskie były równie ryzykowne (i wiązały się z gigantyczną śmiertelnością załóg) a jednak podejmowano je wbrew wszystkiemu (fakt, że z pobudek dość paskudnych, bo nastawionych na zysk i podbój) i tylko dzięki temu dokonał postęp.

Jeden z chińskich cesarzy (mimo przewagi technologicznej Chin) zadecydował, ze lepiej zaprzestać wypraw dalekomorskich i "schować się" za Wielkim Murem, w efekcie Chiny pogrążyły się w dekadenckiej stagnacji, a świat podbili znacznie prymitywniejsi wówczas Europejczycy. Czy ten przykład nie powinien nas czegoś nauczyć?

Q:

--- Cytuj ---Tak więc mamy dwa takie wielkie, wspaniałe momenty, niezwykle dla nas istotne a owiane mgłą pierwotnej tajemnicy - Wszechświat sprzed tej pierwszej jednej bilionowej sekundy i powstanie życia. Powstanie (przyczynowe) Wszechświata uważam za zatrzaśnięte przed nami na zawsze - jako że nie dane nam będzie ani cofnąć się przed i obejrzeć to z boku, ani w laboratorium stworzyć - możemy tylko domniemywac, nigdy nie będziemy świadkami powtórzenia eksperymentu.
--- Koniec cytatu ---

Może to i lepiej (vide opowiadanie Larry'ego Nivena wspomniane w "Fantastyce i futurologii" przerobione potem na graphic novel "A Ganthet's Tale"  ;)).


--- Cytuj ---Inne życie implikuje bowiem dwa fundamentalne wnioski: jest ono powszechne we Wszechświecie, i Rozum jest powszechny we Wszechświecie. Dlatego mam to za cel pierwszorzędny.
--- Koniec cytatu ---

Niestety z powszechności życia nie wynika jeszcze powszechność Rozumu (choc owszem można wtedy patrzeć w gwiazdy z większą nadzieja na odnalezienie go - pesymizm w stylu Mistrza  zamienić na optymizm a'la Clarke).


--- Cytuj ---NASA zdaje sie ogłosiło, że wykrycie planetoidy zagrażającej zagłądą Ziemi nastąpiłoby z pewnym - 20-25 letnim wyprzedzeniem - i że w takim czasie NASA byłaby zdolna podjąć misję zepchnięcia kamikaze z toru jego lotu.
--- Koniec cytatu ---

Jest to b. pozytywna wiadomość, ale tym razem dla odmiany będę sceptykiem - z jednej strony (na szczęście) bnie musieliśmy ogladać takeij akcji ratunkowej na żywo, wiec nie wiemy jaka by była jej skuteczność (bo w scenariusz rodem z głupiego filmu "Armageddon" powstałego zresztą przy wsparciu NASA nie uwierzę). Z drugiej zaś co z tym asteroidem, który nie tak dawno minął Ziemię "o włos" i fachowcy wcale nie byli pewni czy nie walnie...


--- Cytuj ---Wszystko to w obrębie naszego Układu musi się dziać, dopóki nie znajdziemy napędu zdolnego do szybkiego rozpedzenia statku kosmicznego do przyświetlnej. I tu jest pewna cezura, dziura technologiczna, której na razie nie potrafimy zakopać, ani nawet za bardzo nie mamy pomysłu jak moznaby ją zakopać, nawet gdybyśmy byli wielekroć potężniejsi niż jesteśmy. W pewnym sensie ta przerwa technologiczna jest technicznym odpowiednikiem celu nr1 - poznania życia out there. Dopóki nie wykombinujemy czegoś będziemy siedzieć na własnym podwórku. Nie chodzi przecież o to, aby po 30 latach lotu jak Voyager wysadzić nos spoza Plutona po to tylko, aby stwierdzić, że do najbliższej gwiazdy jest jeszcze następne kilkadziesiąt tysięcy lat.
--- Koniec cytatu ---

Owszem, jest to bodaj podstawowy kłopt i choć badania stale się tocza efektów nie widać.


--- Cytuj ---Wielkim paradoksem jest to Luca, że życie możemy znaleźć na Marsie i ten dla mnie najważniejszy cel zrealizować tak łatwo.
--- Koniec cytatu ---

Linkowałem to nie tak dawno temu (o ile Treminus  z rozpędu nie wywalił :P).


--- Cytuj ---Teraz kolonizacja układu. Rozumiem, że chodzi o kolonizację w sensie emigracji ludności a nie stworzenia bazy na Marsie. Wydaje mi się, że jest to pure S-F.
--- Koniec cytatu ---

A jednak całkiem sporo osób mówi o realizacji tak śmiałego celu. (Zresztą takie przedsięwzięcie nawet gdyby zakończyło się fiaskiem i tak spowodowałoby, niejako przy okazji, gigantyczny rozwój technologii, tak jak spowodował to kosmiczny wyścig doby zimnej wojny.)


--- Cytuj ---A realia są takie, że na Marsie będzie cholernie ciężko żyć. Kto tam pojedzie? Pomyleńcy, czyli pasjonaci.
--- Koniec cytatu ---

Czyli większość Forumowiczów? ;)


--- Cytuj ---Czy może zrobi się tam takie mieżdunarodnoje Alkatraz? W jakiej to powieści było Q, o Holdanie i Helisie, pamiętam taka fajna goła babka była na okładce, w wieku w którym to czytałem było to wielce inspirujące, Testament Overmana?
--- Koniec cytatu ---

Mieżdunarodnoje Alkatratz to pamiętam akurat ze (znacznie póżniej u nas wydanej, choć wcześniejszej) powieści "Luna to surowa pani" Heinleina, ale tam akurat mieściło się ono na Księżycu.


--- Cytuj ---Teraz dlaczego skoro Kosmos robi się dla zysku, to tabuny astronautów nie grają w piłkę na Księżycu.
--- Koniec cytatu ---

A wiesz, że to by ganialne było? Mecz na Księżycu - przecie to by przyniosło gigantyczny zysk z reklam sponsorom przedsięwzięcia, a jaki aspekt marketingowy... (BTW.Przypominają się bohaterowie wczesnego opowiadania Clarke'a uprawiający sport na Księżycu, jak też "A Man Who Sold the Moon" Heinleina.)


--- Cytuj ---Czy na prawdę sądzicie, że Ruscy posłali by Gagarina w kosmos, gdyby nie widzieli w tym po pierwsze bata na USA, a po drugie nie zakładali, że da się to militarnie wykorzystać? Zancie taką nazwę Salut? A znacie taką: Ałmaz? Ałmaz to po rusku diament, to był prawdziwy cel zastosowania Saluta, stacje militarne. M.in. test sześciolufowej armaty 23mm na orbicie... Teraz Rosjanie nie dali rady, USA nie ma z kim walczyć, choć Chińczycy atakują...
--- Koniec cytatu ---

Motyw militarny ekspansji w Kosmos niezbyt mi isę podoba, ale lepsza ta motywacja niz żadna (BTW: ciekawie rozegrał ten motyw Dukaj w "Sercu Mroku": więcej stron wyścigu - szybsze tegoż wyścigu efekty.)

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Idź do wersji pełnej