Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - maziek

Strony: [1] 2 3 ... 757
1
Hyde Park / Odp: no nie mogę...
« dnia: Dzisiaj o 03:18:49 pm »
Sprawdziłem, i rzeczywiście...

2
Hyde Park / Odp: Przyczyny katastrofy
« dnia: Czerwiec 15, 2021, 12:28:57 am »
Napiszę sobie mazakiem od środka okularów "nie zaczynać z LA, zwłaszcza jak się nie ma czasu" ;) . W ten sposób zaraz po przebudzeniu jak nałożę bryle to przeczytam i będę widział cały dzień, to może nie zapomnę.


Samolot wznosił się. Ten samolot nie runął na ziemię, nie upadł. Odszedł od ziemi, ale lekko o nią uderzył. Obliczenia prędkości pionowej i poziomej, elementarne obliczenia pokazują, że samolot odszedł od ziemi pod kątem trzech stopni, ale nachylenie rzeźby terenu było inne. [podobno 6 stopni - LA]
Nie wiem, jak do tego doszli i jak niby te "elementarne obliczenia" miały wyglądać i z czego wynikać (i po co), skoro odzyskano "czarne skrzynki". Samolot, wg polskiego raportu, uderzył w ziemię pod kątem 10-12 stopni z prędkością 260 km/h (72 m/s). Biorąc pod uwagę wynikające z tego rzutowanie wektora prędkości na oś wertykalną prędkość pionowa w chwili zderzenia z ziemią wynosiła te ok. 14 m/s.


Cytuj
Pozioma prędkość, aczkolwiek stosunkowo duża (aż 280 km/h, też mi coś), również nie mogła się do tego przyczynić, gdyż droga hamowania wynosi z grubsza 400 m.
Wg poskiego raportu długość strefy zniszczeń (szczątków rozsypanych po uderzeniu w ziemię) to ok. 165 m (możesz zmierzyć na google maps). Oczywiście nie da to opóźnienia 100g ale takie wyliczanki są bez sensu. Jeśli samochód jadący zaledwie 100 km/h trzepnie w drzewo i wszyscy zginą, ale się odbije i przeleci jeszcze kilkanaście m - to jaki sens ma obliczanie przyspieszenia działającego na pasażerów z takiej "drogi hamowania"?

Cytuj
Skąd wiemy, że przeciążenie hamowania, które doprowadziło do śmierci, wynosiło 100g? Tutaj ukazane powinny być odczyty wskaźników akcelerometrów, obliczenia, symulacje komputerowe, eksperymenty. Ale nie, nie ma.
Co do zapisów to nie pamiętam, ale w tym tekście jest duża doza przesady. O jakich eksperymentach mówi autor? Autopsje od czasów wynalezienia samochodu, motocykla i samolotu to same eksperymenty (post mortem). Plus np. dane ofiar wybuchów, gdyby ktoś lansował tezę, że pasażerów zabił wybuch. Obrażenia od wybuchu i od wypadku komunikacyjnego znacznie się różnią (wybuch to przede wszystkim różnica ciśnień a nie przyspieszenie). Przypominam, że dokonano podwójnej autopsji wszystkich ofiar (poza skremowanymi - te "zaliczyły" jedną).

Cytuj
Jeśli prawidłowo obliczyłem, 980 m/s2, czyli właśnie 100g. Przy czym prędkość w końcu spadania wynosi 14 m/s.
To odpowiada spadaniu z wysokości drugiego, góra trzeciego piętra. Przy takim spadku istnieją pewne szanse na przeżycie. A już o fragmentacji ciała w ogóle nie ma mowy.
Trzecie piętro bite, jeśli mowa o budynkach mieszkalnych (po rosyjsku "etaż" to "piętro" w sensie że powyżej kondygnacji parteru, czy "kondygnacja" właśnie, czyli którykolwiek "poziom", łącznie z parterem? Oczywiście, że istnieje szansa przeżycia. Nawet z (lecącego) samolotu można wypaść i przeżyć, jak czytaliśmy wszyscy w czytance o jednym radzieckim lotcziku (a serio są takie wypadki udokumentowane). O ile nie zlecisz (z tego III piętra) "na główkę". Albo, zaraz po upadku, nie zleci na Ciebie z tej wysokości drugi zawodnik lub kasa pancerna (wtedy i amputacja może być). Gdyby to było takie proste ludzie w samochodach czy na motocyklach nie ginęliby.

Cytuj
Cytuj
Czy były to statystyki samolotów, które spadły na brzuch - czy na plecy?
I te, i drugie.
No nie wiem, pamiętam, że w swoim czasie szukałem analogii - samolotu, który rozbił się na plecach. Jest bardzo dużo takich wypadków jeśli chodzi o awionetki, ale nie znalazłem podobnego do Smoleńska. Najbliżej był samolot pasażerski w Chinach, który jednakże "normalnie" przyziemił, tyle że się przewrócił na plecy. Samolot nie stracił integralności, większość przeżyła. Ale ten samolot wylądował i uległ następnie przewróceniu. A nie uderzył w ziemię z ww. prędkością pionowa w locie odwróconym. Nikt nie ląduje na plecach i nie sądzę, aby jakikolwiek inżynier pragnący optymalizować konstrukcję na taki przypadek długo popracował, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że masa jest podstawowym ograniczeniem w lotnictwie. Wiesz, można powiedzieć, że każdy się ileś tam razy wywrócił na rowerze i że prawie każdy jeździ bądź jeździł na rowerze i że wobec tego, biorąc statystykę, prawdopodobieństwo, że doznasz ciężkich obrażeń z powodu upadku z roweru jest bliskie zeru. Jednak gdy weźmiesz statystykę tych, którzy upadli z roweru głowa na krawężnik to się okaże, że wręcz przeciwnie, niskie jest prawdopodobieństwo, że nie doznasz ciężkiego urazu w takiej sytuacji. To nie było lądowanie, nawet awaryjne, tylko katastrofa.

Cytuj
Zresztą czy to ma jakieś zasadnicze znaczenie? Proszę obejrzeć krótki fragment, w którym S. wyjaśnia, że kadłub samolotu pasażerskiego ma tę samą wytrzymałość mechaniczną ze strony "plec", jak i "brzucha". Nie mam podstaw, by kwestionować opinię inżyniera lotnictwa.
A ja, może bezczelnie, ale mam. W locie oczywiście, jest to rura (pręt), na którą działają takie same przeciążenia zginające czy skręcające i "w górę", i "w dół" to oczywiste, skoro jest to wyważony pręt drgający, przyczepiony swoim środkiem do skrzydeł. Dotąd prawda. Natomiast górna połowa tej rury to kabina, a dolna to pokład maszynowy i ładownia. Mieści się tam w związku z tym większość masy samolotu. Masa ta znalazła się nad ciałami pasażerów w chwili uderzenia. Poza tym w normalnej eksploatacji tej półskorupowej strukturze nie powinno się zdarzyć zniszczenie więcej, niż jednego elementu. Kiedy samolot zmuszony jest lądować na brzuchu (bez podwozia) lub rozbija się przy nieudanym lądowaniu to uderza o ziemię specjalnie wzmocnionymi miejscami - najmocniejszym elementem, czyli centropłatem oraz gondolami silników. Mimo to czasem odlatuje mu ogon, czasem się przełamuje, a czasem kadłub się deformuje (fałduje). Także konstrukcja, fotele itd. są zaprojektowane do pochłonięcia energii uderzenia w tym kierunku (a nie odwrotnym). A nad pasażerami nie znajdują się ciężary, które mogłyby przy okazji ich rozgnieść. Zdjęcie, które autor pokazuje (tutki po nieudanym lądowaniu) nie ma wiele wspólnego z samolotem, który spadł na plecy. Mam wrażenie, że autor w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego faktu. Choć przyznam, że oglądałem mocno pobieżnie, skupiam się na Twoich argumentach.


Cytuj
Ładne powiedzonko, nie ma co :)
Nie moje niestety ;) .

3
Hyde Park / Odp: Przyczyny katastrofy
« dnia: Czerwiec 12, 2021, 08:56:56 am »

W dużym skrócie: co do raportu MAK, Mark Sołonin słusznie zaznaczył, że MAK to nie ICAO, w tej organizacji prym wiedzie Rosja.
Przy tym została naruszona zasada prawa rzymskiego: "nikt nie może byś sędzią we własnej sprawie". I tragedię, która zaszła w Rosji, z samolotem wyprodukowanym w Rosji, na rosyjskim lotnisku, badała Rosja.
Słusznie, dlatego ja nie czytałem raportu MAK i nigdy nie opierałem na nim swoich sądów. Natomiast badała też Polska, czemu również można postawić zarzut sądu we własnej sprawie, przy czym mam tu na myśli wyłącznie prawowity raport KBWLLP a nie cyrk Macierewicza, który po kilku latach rozpaczliwych prób udowodnienia gotowej tezy nie doszedł do absolutnie niczego, poza skłóceniem trupy z sobą samą i kim się dało dookoła. Oceniam ten raport na rzetelny, aczkolwiek moim zdaniem zamiótł on pewne kwestie pod dywan albo nie nazwał ich po imieniu (głównie chodzi o fakt lądowania w ciemno za pomocą komputera nawigacyjnego, co tak naprawdę było podstawową przyczyną katastrofy, bo komputer chciał wylądować tam gdzie go nastawiono - to znaczy nie na pasie, bo miał wprowadzone koordynaty w innym układzie odniesienia). Jednakże zamiecenie tych kwestii pod dywan nie wpływa na prawidłowe moim zdaniem ustalenia przebiegu katastrofy. Oczywiście wypowiadam się z pozycji żaby podstawiającej nogę, gdy konie kują.

Cytuj
Cytuję [raport MAK – LA]: medyczno-traseologiczne badania wykazały, że w momencie zniszczenia samolotu na ludzi oddziaływało przeciążenie wielkości ponad 100g... (7:30)
A więc przyczyną błyskawicznej śmierci wszystkich osób na pokładzie tupolewa było, według raportu MAK, uniemożliwiające przeżycie przeciążenie.
S. jak dwa razy dwa cztery udowadnia, że w tamtych warunkach, tzn. przy prędkości poziomej ok. 77 m/s i pionowej 6 m/s, wysokości zaledwie kilka metrow, ponadto gdy droga hamowania (o czym świadczą rozrzucone na terenie części samolotu) wynosi setki metrów, o przeciążeniu rzędu 100g (i odpowiednio o fragmentacji ciał) w ogóle nie może być mowy. (od 40:15)
Nie jestem pewien, czy prędkość pionowa 6 m/s jest prawidłowa, była to o ile pamiętam faktyczna prędkość zniżania przy podejściu do lądowania, nie wiem skąd ta wartość jest wzięta, w tym sensie, że jej nie pamiętam, wydaje mi się zaniżona ze względu na fakt, że samolot wykręcił półbeczkę przy czym wzbił się nieco wyżej ponad grunt i spadł na plecy. Nie wiem też, skąd jest wzięte 100 g (w tym samym sensie, że nie pamiętam). Czy to nie zapis ze skrzynek? Jeśli tak, jest to zapis chwilowy. Ale dokładna prędkość nie ma wielkiego znaczenia dla skutków w tym wypadku. Jeśli ktoś spada swobodnie z wysokości tylko 10 m na beton, to można założyć, że dzięki obecności ubrania i tkanek miękkich jego droga hamowania ("strefa zgniotu" ciała) wyniesie 10 cm. Jakiego opóźnienia dozna? Zgodnie z danymi a autopsji (a, czego być może nie wiesz, "komisja" Macierewicza spowodowała ekshumację wszystkich nieskremowanych ofiar i dokonała ponownych autopsji) ofiary te miały obrażenia wielonarządowe i amputacje typowe dla wypadków komunikacyjnych (czyli także w ruchu kołowym), spowodowane właśnie, najogólniej mówiąc, przeciążeniem. Patrząc na wrak, zwłaszcza na stan zachowania (a prawdę mówiąc, niezachowania) części kadłuba od linii okien wzwyż wydaje mi się, że można postawić tezę, że jednak zadziałała tam nagła przyczyna śmierci pasażerów.

Cytuj
S. poddaje analizie konstrukcję samolotu pasażerskiego, w szczególności kadłuba, z punktu widzenia wytrzymałości (od 17:30), a także dużą liczbę wypadków lotniczych w Rosji i w całym świecie.(od 18:45). Z danych statystycznych jednoznacznie wynika, że nawet w przypadku nie do porównania bardziej twardego lądowania, a raczej zderzenia samolotu z ziemią, któremu do tegoż towarzyszy pożar (!), znaczna część pasażerów i załogi pozostaje przy życiu. Pod tym względem to, co się stało pod Smoleńskiem, stanowi raczej trudno wytłumaczalny wyjątek z reguły.
Czy były to statystyki samolotów, które spadły na brzuch - czy na plecy?

4
Hyde Park / Odp: Przyczyny katastrofy
« dnia: Czerwiec 10, 2021, 09:30:19 am »
A mógłbyś się nie powstrzymywać ;) ? Obejrzałem początek, już 3 raz, ale jestem tak zarobiony, że gasnę przy tym. Czy całość jest poświęcona dyskusji z raportem MAK? Czy też są odniesienia i do polskiego raportu? Jakie główne tezy postawiono?

5
Hyde Park / Odp: Poradnia językowa
« dnia: Czerwiec 04, 2021, 02:44:03 pm »
Pewnie gość pił w Radomiu  8)  i nic nie pamięta, ale i go podskórnie natchło. Nawiasem mówiąc "Random" to była moja propozycja na nazwę "narodowego" karabinka MSBS, w konkursie fabryki broni na nazwę (uwzględniłem z jednej strony miejsce produkcji - FB Radom, a z drugiej, w świetle stanu naszego przemysłu obronnego, przewidywane prawdopodobieństwo trafienia z tego karabinka w cel (randomly). Z nadesłanych propozycji fabryka wybrała jednak Radon (bodaj w związku z długą tradycją nazywania powojennej broni automatycznej od rzadkich pierwiastków czy związków chemicznych - pm-84 Glauberyt, kbk wz. 88 Tantal, kbk wz. 96 Beryl itd.)  Nie wiedzieć czemu narodowej armii nazwa nie spodobała się (został ostatecznie Grotem). Byłem prorokiem (żadna zasługa, było to łatwe) - https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/szokujacy-raport-o-karabinku-grot-ujawnia-pelen-zakres-jego-wad/0yent0v . Tym niemniej trzeba przyznać, że na defiladach jako atrapa broni kompanii reprezentacyjnej WP prezentuje się ładnie i nic mu nie odpada nawet pomimo wstrząsów spowodowanych maszerowaniem i prezentowaniem. Tak więc autor musi uwzględnić w rachunku podane wyrazy (bo Radom istnieje i jak ktoś tak napisał to nie musiał się pomylić) oraz Radon z dużej litery, jako nazwę własną. Mego Randoma łaskawie mu odpuszczę, jako że się nie przebił ;) .

6
Hyde Park / Odp: Socjobiologia a Gender
« dnia: Czerwiec 04, 2021, 10:39:29 am »
Nie o to chodzi. "Nauka" jest pojeciem abstrakcyjnym. Pamietasz "Jak ocalal swiat"? Kiedy maszyna miala stworzyc "Nauke"? Po prostu trudno to jednoznacznie okreslic.
Dlaczego? Można jednoznacznie określić np. ilością zjawisk, które można w danym momencie racjonalnie wyjaśnić. Czyli mówiąc bardziej obrazowo aktualnym "pokryciem" teorią świata rzeczywistego oraz "wykryciem" zjawisk niedostępnych percepcji człowieka jako takiej. Co prawda zawsze jakieś teorie istniały i "pokrywały" może nawet lepiej cały (znany ówcześnie) świat, tym niemniej nie tłumaczyły np. zjawiska fotoelektrycznego, bo nawet nie wiedziały, że ono jest. Tak więc czysto statystycznie można wykazać, że nauka, czyli zasób wiedzy o faktach i zasób wytłumaczeń tych faktów rośnie i nie jest to żadna abstrakcja, chyba, że rzecz sprowadzimy do fundamentalnych założeń, na których nauka się opiera i stwierdzimy(słusznie), że są to założenia a priori, więc de facto cała nauka jest tylko założeniem. Jest to oczywiście prostsze (stwierdzenie tego przyrostu wiedzy) w ramach szeroko pojętej fizyki, a trudniejsze np. w socjologii, gdzie wciąż jak mi się zdaje nie ma twardego, "fizycznego" związku pomiędzy fizyką a psychiką, mówiąc tak bardzo ogólnie.

Cytuj
Znowu: Zalezy w jakiej instytucji, galezi, etc. Np. w naukach spolecznych cisnienie ideologiczne jest b.duze.
Dlatego 2 posty niżej napisałem o "drugim końcu tego samego durnowatego kija, który pozwala nazwać napój >>Black Power<< ale >>White Power<< już nie". Ma to taki wpływ na naukę, że ją spowalnia. Dlatego podejrzewam, że we wrażliwych socjologicznie czy politycznie dziedzinach najrzetelniejsze mogą być badania z lat 60-tych czy 80-tych XX w. (zależnie oczywiście od lokalizacji badającego).

Cytuj
No tak, prawda z tym wyrywaniem, w sensie przelomowych odkryc, przynajmniej tymczasowo. Samotni naukowcy, obiacy jakies eksperymenta i odkrycia,  chyba juz nie istnieja, licza sie zespoly i coraz bardziej postepujaca specjalizacja?
W dziedzinach, która mnie najbardziej interesują, tzn. astronomii i mikroświecie trudno wymyślić przełomowe badanie czy doświadczenie, które mógłby wykonać samotny astronom lub fizyk. Nasza wiedza o Wszechświecie dotyczy kilku marnych % jego masy (mam tu na myśli, że nie wiemy nic o ciemnej energii i ciemnej materii), co do tej pierwszej to brak choćby cienia pomysłu, jaki eksperyment mógłby pomóc ją "wysondować", zaś w kwestii tej drugiej jest sporo pomysłów ale do ich realizacji potrzebne są olbrzymie machiny jak LHC, wystrzeliwanie teleskopu Webba itp. Czyli praca zespołowa, a nawet hiper-zespołowa. Trochę mi to przypomina chwile przed odkryciem, że światło, które widzimy, to śmieszny wycinek widma fal elektromagnetycznych. Tak więc już wiemy, że widzimy tylko kilka % Wszechświata, ale jeszcze brak "termometru", którym się to zmierzy. Nawiązuję tym "termometrem" do przypadkowego odkrycia promieniowania podczerwonego, które wynikło z badania, które kolory światłą niosą najwięcej ciepła, a polegało na rzutowaniu rozszczepionego pryzmatem światła słonecznego na stół i położeniu termometrów na każdym kolorze. Pewnego razu eksperymentator wyszedł na fajkę, słońce nieco się przesunęło, widmo na stole laboratoryjnym też się przesunęło, kolor czerwony zszedł z termometru - a eksperymentator powróciwszy zauważył ze zdziwieniem, że właśnie ten termometr, na który naocznie w ogóle nie padało światło, pokazuje najwyższą temperaturę. Czy takie proste zaskoczenie jest możliwe, czy już przeprowadzono tak wiele prostych eksperymentów, że wykrycie tak prostego efektu, o takim znaczeniu, jest wykluczone?


Przynajmniej można mieć nadzieję, że pojawi się jakiś geniusz na miarę Einsteina albo może i mocy kilku Einsteinów, który zwiąże te wszystkie zespołowe wyniki jedną teorią. Wszak założenia Einsteina, z których wywiódł teorię względności są śmiesznie proste i zrozumiałe nawet dla dziecka - niezmienna prędkość światła w próżni oraz równoważność wszystkich inercjalnych układów odniesienia. Krótko mówiąc Einstein nie wykonywał żadnych eksperymentów, tylko wykorzystał nagromadzoną wiedzę doświadczalną. Czego i nam życzę :) .

7
Hyde Park / Odp: Socjobiologia a Gender
« dnia: Czerwiec 02, 2021, 09:18:33 am »
Nauka jako taka, to pojecie abstrakcyjne. A praktyka - to praktyka.
Ładnie brzmi ale jak zdefiniujesz pojęcia, którymi operujesz? Wynik typ E=mc2 czy pojęcie spinu są abstrakcyjne w sensie potocznym, bo "nie mieszczą się w głowie" - ale czy są abstrakcyjne w innym sensie potocznym - tzn. nie mają związku z rzeczywistością? A praktyka to że pieniądz wszystko zepsuje? Czy że spin wykorzystany do kryptografii zabezpieczy bankierów przed podbieraniem im kasy? Twój cytat też jest o styku nauki z pieniądzem ale jest pozytywny w tym sensie, że jak widać można wykryć o skutki tego mezaliansu, zresztą koniecznego, bo nie da sie rozbić atomu procą. Pewnie, że im nauka odleglejsza od doświadczenia, tym łatwiej nią manipulować, a już najbardziej jest podatna, kiedy tematyką badań podejdzie pod rękę takiemu czy innemu "wodzowi ludu".

Cytuj
Istnieje tez duza ortodoksja w nauce i naukowcy boja sie robic cos, albo stawiac tezy ktore sa niezgodne.
Nie sadzę, aby liczba kamikaze malała lub rosła procentowo, aczkolwiek oczywiście zmieniają się realia, za Kopernika czy Galileusza naukowiec musiał być w zasadzie świrem i kierować się rzetelna ciekawością świata aby coś zrobić, a teraz można chodzić do pracy "do instytutu". Tym niemniej znane jest powiedzenie, że błedne teorie umierają dopiero razem z ich wyznawcami.
Cytuj
Trzeba wziac pod uwage, ze naukowcy maja teraz duzo wieksze mozliwosci i ulatwione zadanie z powodu postepu technologicznego (tez oczywiscie z rozwoju nauki) i srodkow finansowych lozonych na calosc. Naukowcow jest tez wiecej niz bylo, osrodkow badawczych, etc. wiec jest logiczne, ze rozwoj calosciowo wystepuje. Pytanie, czy nie moglo by byc lepiej, tzn. czy duzo srodkow i czasu nie jest marnowanego, a do tego czy ilosc bzdur nie zwieksza sie procentowo do prawdziwej nauki, ale wieksza skala przykrywa ten efekt?
To ciekawe zagadnienie, ale trzeba też uzmysłowić sobie, że coraz trudniej wyrwać coś Matce Naturze, ponieważ dochodzimy do kresu obecnych możliwości technicznych i technologicznych - coś ala szczyt rozwoju fizyki klasycznej, dzień przed rozwiązaniem przez Plancka katastrofy w nadfiolecie. A w ogóle mógłbym się zacytować: https://forum.lem.pl/index.php?topic=1077.msg83261#msg83261

8
Hyde Park / Odp: Socjobiologia a Gender
« dnia: Czerwiec 01, 2021, 08:29:31 am »
Jasne, wiem.
Metoda naukowa, oczywiście jak najbardziej, tylko generalnie z nauką jak z wyprawami krzyżowymi: Idea zacna, tylko z wykonaniem bywa różnie. Wszystko się na tym świecie degeneruje i zmierza do entropii. Do nauki przecieka za dużo korupcji, polityki i ideologii, no i oczywiście wielowymiarowy czynnik ludzki.
Jednak, mimo wszystko, "a jednak się kręci" oraz E=mc2. Poza tym dyskutowałbym z twierdzeniem, że nauka, jako taka, się degeneruje. Miałaby coraz gorsze efekty (wyniki naukowe), a ma coraz lepsze. To że jakiś polityk czy inny półgłówek żeruje na nauce bądź częściej pseudo-nauce to nie wina nauki. Wynik naukowy jako taki ma zerowy ładunek moralny. Badanie (dajmy na to) tego, nienaukowo mówiąc, genderyzmu u lwów czy mięczaków nie budzi niczyjego sprzeciwu (no, mógłby się tu zawieść na swoim osądzie) - a wśród ludzi już tak, hiper. Czy to jednak wina metody naukowej, że niektóre wyniki nie są społecznie akceptowalne, a tym bardziej, że takimi się stają bo służą za amunicję polityczną? To drugi koniec tego samego durnowatego kija, który pozwala nazwać napój "Black Power" ale "White Power" już nie.

9
Cześć Jota, nie pamiętam już dlaczego, ale mnie chyba wyszło, że jednak Pirx (nie Parvis). Pamiętam, że miałem o to wielki żal do Lema, jak to do mnie dotarło, że wysłał Pirxa do krainy wiecznych łowów tak bezsensownie (w tym "łunochodzie") i w zasadzie na przystawkę do właściwej powieści. Tzn. tak czy tak Lem uśmiercił ich obu, ale jednak. Wiem, ze to durnowate gadanie (w każdym ujęciu), ale nie lubię sposobu, w jaki Lem rozstał się z beletrystyką, a zwłaszcza, że spalił mosty akurat poprzez ukatrupienia swego sztandarowego bohatera, na którym się wychowałem. Powiedzmy, że rozumiem i doceniam zamysł, ale serce boli. Co do czytania od środka, to odziedziczyłem taki sposób kupowania książek - w księgarni otwieram je mniej więcej w połowie i czytam kilka zdań, przerzucam kilka kartek i jeszcze raz. Jak "chyci" - to biorę. Często jakoś tak się trafia, że potem jak czytam już "porządnie", to okazuje się, że przeczytałem na chybił-trafił na jakiś niezwykle istotny szczegół, który powoduje, że fabuła staje się wiadoma, czyli zwykle nudna :) .

10
Hyde Park / Odp: Rzeź obyczajowa
« dnia: Maj 24, 2021, 07:02:43 pm »
Ogólnie rzecz biorąc wpisywanie pozycji haczących o "te rzeczy" na listę lektur byłoby głupie jeszcze z 20 lat temu, ponieważ akurat te pozycje młodzież, w każdym razie ta z liceum, czytała w przeciwieństwie do "Nad Niemnem" z wypiekami na twarzy z nędznych n-tych kopii z powielacza, wymieniając się tą literaturą, na przemian oczywiście z fotografiką, to jest przeglądaniem "świerszczyków" w szatni, co jednakże ("świerszczyki") powodowało pewne poczucie winy i zażenowania, które było do pewnego stopnia znoszone przy obcowania ze światową literaturą, typu "Zwrotnik Koziorożca" itp. Dziś to nie jest takie pewne, czy to głupie, bo być może to ostatni punkt styku młodzieży z literaturą, znaczy mógłby być tym stykiem ale purytanie i dewoci sądzą, że niewinna książka, zwłaszcza dobra, w przeciwieństwie do tego, co jest dostępne i oglądane w sieci (czyli wizji lokalnej z narządów płciowych w akcji) może zwieść niewinne duszyczki na manowce i wieczne potępienie. Nie czytałem tej tam "Podręcznej", czegoś czuję, że to lipa na fali (może się mylę), ale przypuszczam, że książką zdecydowanie trudniej zdeprawować, a nawet postawiłbym tezę, że z powodu zachodzącej przy czytaniu autorefleksji jest to wręcz bardzo trudne). Natomiast wiem na licznych przykładach, że nic tak nie deprawuje, jak brak jakiejkolwiek świadomości młodego narybku, gdy wchodzi w życie.

11
Hyde Park / Odp: Fotokawiarnia pod zardzewiałym robotem
« dnia: Maj 19, 2021, 09:50:07 am »
Sądząc z cytatu, to bardziej musiałaby nadużywać Szuroczka ;) .

12
Hyde Park / Odp: Fotokawiarnia pod zardzewiałym robotem
« dnia: Maj 18, 2021, 09:24:57 pm »
No że ktoś powtarza sobie słowo jakieś i ono jawi mu się jako brązowe coś z ogonkami. Mnie się takie rzeczy po alkoholu robią.

13
Hyde Park / Odp: Fotokawiarnia pod zardzewiałym robotem
« dnia: Maj 18, 2021, 10:24:31 am »
Tak też i mówią, że w Rosji naród pije ;) .

14
Hyde Park / Odp: Fotokawiarnia pod zardzewiałym robotem
« dnia: Maj 16, 2021, 10:34:25 pm »
Cytryna się nawinęła. Z żółtkiem miałem myśl, ale za późno. Działałem impulsywnie :) . To taki dadaizm był.
LA - no co Ty, szczera prawda obiektywu (z tym że 600 mm).

15
Hyde Park / Odp: Fotokawiarnia pod zardzewiałym robotem
« dnia: Maj 16, 2021, 04:59:57 pm »
Migawki.


Natręctwo przy smażeniu jajecznicy



Znakoza polska



Kurdel (resocjalizacyjny) pośród kurdli mieszkalnych



Rozdziobią nas... Pan i Pani



Kos, śpiewa Pani





Strony: [1] 2 3 ... 757