Polski > Lemosfera

Lemowska fanfiction (spokojnie, nie moja ;) )

(1/7) > >>

Q:
Jak wiadomo w science fiction i gatunkach pokrewnych normą jest dopisywanie autoryzowanych, lub nie, ciągów dalszych do uznanych dzieł. Stąd wysyp kontynuacji "Star Treka" (przeważnie koszmarnych, acz są wyjątki) i "Gwiezdnych wojen" (Lucas dał na ten proceder swoje błogosławieństwo i nieźle na nim zarabia, dba też o jaki-taki poziom merytoryczny). Stąd kolejne "Conany" płodzone przez rzeszę grafomanów przezwanych conanistami. Stąd dopisane, przez uznanych nawet autorów, ciągi dalsze asimovowskiej "Fundacji" i wellsowego "Wehikułu czasu". Stąd antologie i komiksy osadzone w światach braci Strugackich. Stąd rosyjskie "ciągi dalsze" tolkienowej baśni.

Lem był ponad takie zabawy (sam nikomu nie dopisywał, ani nikomu nie kazał dopisywać sobie), a jednak też padł ofiarą dopisywactwa ;). Można tu wymienić fanfiction autorstwa Hokopoko (Hoko, kiedy ciąg dalszy? ;)), można też wspomnieć o utowrach autorów mających w rodzimym światku SF niejaką renomę: chodzi oczywiście o "Appendix Solariana" Wiktora Żwikiewicza (struktura typowej fanfiction - spotkanie popularnych bohaterów), "Miejsce na Ziemi" Marka Oramusa (Mistrz ponoć się za ten utwór na Oramusa strasznie obraził) i - dołączony do kolekcji GW - apokryficzny apokryf ;) "Kto napisał Lema?" Dukaja (b. silnie lemowskie jest też dukajowe "Serce Mroku"*; zresztą ogólnie J.D. często nawiązuje do S.L.).

Znacie te opowiadania? Co o nich sądzicie? A może chcecie się przyznać do spłodzonych do szuflady własnych "dopisków"? ;) (Ja coś tam pisałem, ale przyznam się tylko od strony koncepcyjnej: napisałem "apokryf" solarystyczny rozważający tezę, że Ocean Solaris powstał sztucznie, albo jako biokomputer jeszcze bardziej zaawansowanych Obcych, albo - co prawdopodobniejsze - jako efekt celowego biotechnologicznego zlania jednostkowych solaryjskich Obcaków w jeden nadumysł, i że wyczerpuje znamiona zarówno Osobliwości wg definicji V. Vinge'a jak i kroku na drodze do realizacji tipplerowskiego wariantu Punktu Omega, przy czym miało to charakter pseudo-streszczenia hipotez różnych solarystów.)

* podobne luźne nawiązania (konkretnie wspomnienia kosmicznych przeżyć utrzymane w manierze tych z "Powrotu z gwiazd" oraz pomniejsze nawiązania stylistyczne) zawiera "Powrót Robinsona" Jacka Inglota, przy czym finał tegoż opowiadania też by Mistrza zezłościł

ANIEL-a:
Czytałam Oramusa. O ile generalnie lubię jego opowiadania, to to było słabe - wzięte zostały tylko najbardziej zewnętrzne dekoracje, praktycznie same imiona bohaterów, reszta nie była Lemowska "z ducha". Bregg nie był podobny do siebie, świat był (zbyt) przejrzystą aluzją do sytuacji polityki. Nie dziwię się Lemowi, że mu takie wykorzystanie jego pomysłu nie podeszło.

Generalnie - sama czasem miewałam ciągoty by napisać coś dziejącego się w świecie wykreowanym przez Tego lub Owego i nie potępiam takich działań (np. jest parę fajnych opowiadań dziejących się w świecie Star Wars). Ale mimo tych ciągot uważam to zajęcie za pewną formę lenistwa umysłowego - nie wymaga ona wykreowania własnego świata (a tego wymaga każda inna twórczość literacka, także wszelkie formy realizmu) ani tworzenia własnego bohatera.

Q:

--- Cytat: ANIEL-a w Czerwiec 24, 2010, 12:00:47 pm ---Czytałam Oramusa. O ile generalnie lubię jego opowiadania, to to było słabe - wzięte zostały tylko najbardziej zewnętrzne dekoracje, praktycznie same imiona bohaterów, reszta nie była Lemowska "z ducha".
--- Koniec cytatu ---

Tak. Poza tym - bazując zresztą na pracy krytycznej A. Stoffa - Oramus dobudował tam prozie Lema dodatkowe "piętro", które sprowadzało cały problem betryzacji do jeszcze jednego "przekrętu" umożliwiającego totalitarne rządy, a sądzę, że gdyby Mistrzowi o to chodziło, to by to po prostu napisał.

(Co ciekawe: gdy Oramus nie silił się na "pisanie Lemem" wychodziło mu znacznie bardziej po lemowsku w sensie stylistycznym.)


--- Cytat: ANIEL-a w Czerwiec 24, 2010, 12:00:47 pm ---np. jest parę fajnych opowiadań dziejących się w świecie Star Wars
--- Koniec cytatu ---

Ponieważ literaturę starwarsową czytuję namiętnie, nie mając zresztą szczególnych złudzeń co do jej wartości, będę ciekaw, których autorów (i które tytuły) preferujesz. Czy są to "dopiski" autoryzowane czy fanowskie (a może jedne i drugie)? I czy znasz np. to rodzime opowiadanie.

Swoją drogą i tam zdarzają się kawałki pokrewne lemowatym tematom... Oto jak np. duma sobie  Darth "filozof" Vader:

"Vader spoglądał na usianą gwiazdami mapę wyświetloną na ekranie sali konferencyjnej. Tarkin i admirał Motti pogrążeni byli w rozmowie. To ciekawe, lecz pierwsze użycie najpotężniejszej machiny niszczącej, jaką kiedykolwiek zbudowano, zdawało się nie mieć żadnego wpływu na tę mapę, choć przedstawiała ona tylko maleńki fragment skromnej Galaktyki. Trzeba by mikroskopowo powiększyć fragment tej mapy, by zauważyć niewielką zmianę masy spowodowaną przez zniszczenie Alderaan. Alderaan z jego miastami, farmami, fabrykami i wsiami... i zdrajcami, dodał w myślach Vader.
Mimo postępu i skomplikowanych metod anihilacji, dzieła ludzkości pozostawały niezauważalne dla obojętnego, niewyobrażalnie wielkiego Wszechświata.
/.../
Aż nazbyt dobrze zdawał sobie sprawę, że ten ogrom i piękno nie robiły żadnego wrażenia na paplających obok niego ludziach, mimo ich oddania i inteligencji.
Tarkin i Motti mieli talent i ambicję, lecz pojmowali rzeczy jedynie w skali człowieczych drobin. Jaka szkoda, pomyślał Vader, że brak im rozmachu odpowiedniego dla ich możliwości."

Alan Dean Foster (jako George Lucas), "Star Wars: From the Adventures of Luke Skywalker",
czyli - po prostemu - nowelizacja wiadomego filmu

--- Cytat: ANIEL-a w Czerwiec 24, 2010, 12:00:47 pm ---Ale mimo tych ciągot uważam to zajęcie za pewną formę lenistwa umysłowego - nie wymaga ona wykreowania własnego świata (a tego wymaga każda inna twórczość literacka, także wszelkie formy realizmu) ani tworzenia własnego bohatera.
--- Koniec cytatu ---

Co do zasady zgoda, acz rozbudowywany przez różnych autorów świat może czasem - w efekcie - zadziwiać bogactwem rozbudowanych, przez licznych autorów, szczegółów. (Widać to bardzo silnie w wypadku wspomnianej prozy starwarsowej, widać jeszcze silniej w wypadku, stanowiącego mroczną kosmiczną fantasy, świata Warhammera 40.000.) Inna rzecz, że szczegóły te niekoniecznie chcą się potem żłożyć w koherentną całość.

Co do bohatera bywa różnie. Znane mi są przypadki gdzie autorzy "dopisków" wymyślają własna postać lub wręcz grupę postaci. Jest to normą w wypadku wspomnianej futurystycznej wersji Warhammera (świat ów pochodzi z gry, a raczej z cyklu gier - bitewnych, komputerowych i RPG, więc trudno by było inaczej), jest tak również w wypadku dokręconych przez epigonów serii "Star Trek" (a także niektórych cykli startrekowych powieści), autorzy tego komiksu osadzonego w realiach "Pikniku.." Strugackich też wymyślili własną stalkerkę. W literaturze starwarsowej nacisk kładzie się na bohaterów znanych (choćby pobieżnie) z filmów, ale też trafiają się wyjątki.

(Nawiasem mówiąc: powieści ze świata Warhammera 40.000, choć je także czytuję, nie zacytowałem jeszcze ani razu nie bez przyczyny. Ich polskie przekłady są tak fatalne, że ta proza zwyczajnie "zgrzyta w oczach" ;) przy czytaniu. Pomijając nawet liczne literówki i blędy stylistyczne jest to tłumaczone w koszmarny, odzierający ze śladów wszelkiej literackości "drewniany" sposób. Wydawnictwo wie, że fani i tak kupią, więc oszczędza na tłumaczach. Jak się wkurzę to moze kiedyś fragment zacytuję, będziesz miała co wyśmiewać ;).)

ps. ale coś jakby odeszliśmy od Lema... zatem wrócę do "Appendixu...". Przyznam, że Żwikiewicz, ambitny, poszukujący twórca rodzimej SF, przejawiajacy ambicje artystyczne, trochę mnie tym "Appendixem...." zaskoczył, bo choć jego utwór czytało się przyjemnie, jest to w sumie krotochwila wogóle nie odnosząca się do warstwy filozoficznej twórczości Lema, a zadowalająca sie wprowadzeniem Pirxa na solaryjski sateloid. Zdziwiło mnie, że facet uważajacy się - niebezpodstawnie - za artystę nie mógł odmówić sobie napisania klasycznej fanfiction z rodzaju tej, które nastolatki płci obojga piszą do szuflad, choć oczywiście stylistycznie zręczniejszej. (Skoro o stylu mowa: co ciekawe W.Ż. nie silił się nawet na udawanie, że "pisze Lemem", styl wybral znacznie bardziej neutralny.)

Q:
Jeszcze jedna ciekawostka.

Wspominałem nie tak dawno - ledwie jakie 3 lata temu ;) - o Reynoldsie, że on dziś jednooki między ślepymi. Wspomniałem też, że Lema czytał i bardzo sobie chwalił.

Dowiedziałem się właśnie, że ten reynoldsowy hołd dla Mistrza doczekał się bardziej konkretnej formy. Otóż w powieści zatytułowanej "The Prefect" (która ma się ponoć ukazać po polsku bez "the" w tytule) pojawia się kosmiczny habitat Ruskin-Sartorious nazwany tak najwyraźniej na cześć pewnego dobrze nam znanego solarysty (habitat ów zresztą ulega zniszczeniu, a tytułowy prefekt bada zagadkę jego zagłady i śmierci 960 osób - takie łączenie kryminału i SF przypomina oczywiście "robocie" powieści Asimova, ale... czy Pirx aby się też czasem nie bawił w detektywa):
http://www.esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=846

Q:
Tego "Prefekta" czytałem, jeśli Lemem był inspirowany, to tym gorzej, bo Reynolds notuje coraz ostrzejszy zsuw w kiczowatą sensację (czy też sensacyjny kicz) - powieść owa zaczyna się np. od sceny masakry urządzonej przez bohatera tyt. (zmodyfikowaną genetycznie świnię zresztą... za dużo Gamorrean, Tellarytów i Duke'a Nukema widać... tak.. popkultura szkodzi na rozum, zwłaszcza w nadmiarze...) - w imieniu prawa - na pewnej stacji orbitalnej.

Tymczasem jednak dogrzebałem się do - nieświeżej zresztą - informacji o kolejnym insporowanym Lemem opowiadaniu, autorstwa W.O. z kolei:
http://wo.blox.pl/2010/03/Manipulacja-Wyborczej-zdemaskowana.html
(W commentach całkiem ciekawy strzęp dyskusji o wyższości metody Lema nad metodą Clarke'a przy pisaniu SF.)

I do "Appendixu...":
http://ksiazki.polter.pl/Appendix-Solariana-–-Wiktor-Zwikiewicz-c23181

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej