Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - maziek

Strony: [1] 2 3 ... 911
1
Hyde Park / Odp: D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« dnia: Kwietnia 19, 2026, 08:13:00 pm »
Jeśli chodzi o źródła to można zgłębiać, tylko życie krótkie... Tu np. są "bigoty" z epoki: https://www.eisenhowerlibrary.gov/sites/default/files/research/online-documents/d-day/overlord-part-1.pdf .

A jeśli chodzi o dłuższe strzelanie a zwłaszcza jego efektywność. Jeśli chodzi o artylerię okrętową to czuję się wybitnie niekompetentny, tym niemniej zdaje mi się, że na morzu stawia się na zasięg i artyleria okrętowa to armaty a nie haubice. W tradycyjnym rozumieniu tego słowa: armata - działo o lufie 40 i więcej kalibrów, strzelające płaskotorowo, haubica - działo  o lufie 15-30 kalibrów, strzelające stromotorowo. Myślę, że mogło to stanowić problem, ze względu na przewyższenie celu nad działem i być może wynikające z tego zakrycie celu bliżej położonym w stosunku do działa terenem. Przy braku widoczności celu pozostaje tylko ogień pośredni, do którego jak sądzę te armaty się nie nadawały, nawet pomimo rozdzielnego ładowania. Zwłaszcza trafienie z takiego działa w cel niewielki powierzchniowy (czyli "płaski" i "niewystający") jest wybitnie trudne a pociski mają tendencję do rykoszetowania, bo uderzają stycznie do celu. Z tego samego powodu są nieskuteczne także wobec lżejszych umocnień, które generalnie zawsze buduje się poniżej gruntu, nawet jeśli to tylko okopy. To jednak tylko moje domniemania, zaznaczam. Pominąwszy, że schron dla działa w ogóle był stosunkowo małym celem a na ostrzał nawet 150 czy 200 mm wrażliwe było tylko pole 3x3 m czy coś koło tego od frontu.

Natomiast skądinąd gdzieś tam mi ćwierka za uszami, że szacowano prędkość reakcji Niemców, w znaczeniu jak szybko od chwili zero będą się w stanie poruszać z posiłkami na 20-30 km/h. Więc być może z tego wynikał pośpiech, bo Alianci bali się zepchnięcia do morza.

2
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 19, 2026, 09:55:27 am »
Generalnie chodzi o to, że w tych programach wszystko jest jednorazowe, z nadmiarem, i ma zadziałać raz. I nie za bardzo sofisticated. Plus testowanie tych prostych podstawowych rozwiązań. Odpowiadając najprościej. Na początku rakiety wybuchają. Potem przestają. Silnik diesla powinien bez awarii głównej przejechać np. 300 tyś km w osobówce, przez lata. A np. silniki średnioprężne do dziś działają, niektóre ponad 100 lat. Są cholernie niezawodne, ale kłopotliwe w rozruchu, paliwożerne i trują. Tym niemniej jakbym miał zostać na samotnej wyspie i miałbym mieć silnik, to wybrałbym średnioprężny.

A jeśli chodzi o moje zdanie to fakt, że Amerykanie bez strat lądowali na Księżycu to chyba cud. Zwłaszcza kwestia samego lądowania, pomimo tego zabawnego trenażera. Z którego zresztą Armstrong musiał się katapultować ratunkowo - czyli nie wszystko musiało pójść dobrze na Księżycu. Np. versus 2 katastrofy wahadłowców.

3
Hyde Park / Odp: O muzyce
« dnia: Kwietnia 16, 2026, 11:39:11 am »

4
Hyde Park / Odp: no nie mogę...
« dnia: Kwietnia 15, 2026, 04:46:18 pm »
Nie się nie bój, do listopada sobie wszystko wytłumaczą. Zresztą rzymscy katolicy nie stanowią większości w USA, nawet wśród chrześcijan.

5
Hyde Park / Odp: O muzyce
« dnia: Kwietnia 15, 2026, 01:30:53 pm »
Dobrze, że mam dębowe ucho i z muzyki kojarzę werble.

6
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 15, 2026, 08:46:23 am »
Każda firma ma księgowych, którzy kombinują, jak obciąć koszty ale nie o to chodzi. Po prostu dysponując całą dotychczasową wiedzą projektuje się nowe silniki, które teoretycznie mają być lepsze. Mimo tej wiedzy, budowy prototypów, ich optymalizacji itp. w efekcie czasem okazuje się, że ten "lepszy" silnik ma drobne z pozoru wady, a może nawet nie wady tylko zdawałoby się nieistotne cechy, które per saldo powodują, że statystycznie ta jednostka okazuje się porażką i trafia na tego typu listę: https://motofakty.pl/top-15-silnikow-diesla-ktorych-nalezy-unikac-przeglad-rynku/ar/c4-16280671 . Jak widać nie są to produkty firm-krzaków. Jak widać również część tych konstrukcji to konstrukcje w jakimś sensie nowatorskie i po nich można się było spodziewać, że jakieś problemy "wyjdą w praniu". A część to konstrukcje zachowawcze niczym się nie wyróżniające spomiędzy innych klasycznych konstrukcji - a czegoś nadmiernie psujące się - choć nie należałoby się tego po nich spodziewać.

Z drugiej strony silnik, którego nie ma na tej liście, a nawet który jest na takiej liście https://motoryzacja.interia.pl/porady/news-niezniszczalne-silniki-diesla-wybieramy-najlepsza-siodemke,nId,7363772 też może się oczywiście incydentalnie zepsuć.

Pytanie, czy toaleta w Orionie powinna być na pierwszej liście (posiada cechy, które powodują stałą skłonność do usterki), czy na drugiej (generalnie niezniszczalna, ale incydentalnie zawiodła). Przy świadomości faktu, że w przeciwieństwie do silnika diesla, nawet prototypowego, możliwość testowania toalety kosmicznej w warunkach rzeczywistych jest niemalże zerowa. To znaczy dzieląc liczbę prób tej toalety w warunkach rzeczywistych przez typową liczbę prób prototypowego silnika przed wprowadzeniem do produkcji dostaniesz liczbę zero, przecinek, dużo zer i dopiero coś.

7
Hyde Park / Odp: D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« dnia: Kwietnia 15, 2026, 08:17:34 am »
No ale ja nie pisałem, że nie prowadzono rozpoznania, gdyby akurat tam NIE prowadzono rozpoznania to byłoby to dość dziwne i zwracające uwagę... tylko chodziło mi o to, że wcześniejsze systematyczne niszczenie umocnień z tego powodu (zachowania tajemnicy gdzie nastąpi lądowanie) nie mogło nastąpić. Wcześniejsze to znaczy na przykład z wyprzedzeniem tygodnia. A bombardowanie kiedy atak się rozpoczął nie mogło być tak skuteczne, zresztą w ogóle byłoby mało skuteczne wobec żelbetowych bunkrów. To był cel rozproszony w sensie liczby a nie punktowy jak schrony ubotów, żeby rzucać na to tallboye, które czy by trafiły w punkt czy obok, to i tak rozmemłałyby to od spodu.

Atak na plaże został bezpośrednio poprzedzony potężnym nalotem z powietrza oraz ostrzałem z okrętów.

8
Hyde Park / Odp: D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« dnia: Kwietnia 14, 2026, 08:03:52 pm »
Aleś zajechał. Po krótce:

- lądowanie w Normandii a konkretnie, że miejscem lądowania będzie właśnie Normandia, stanowiło najgłębszą tajemnicę. Alianci podjęli wiele wysiłku, aby to ukryć - operacja Fortitude, użycie na wielką skalę makiet samolotów, czołgów, barek desantowych, fałszywej aktywności radiowej aby Niemcom się wydawało, że atak nastąpi w rejonie Calais (miejscu najwęższym) a nie w Normandii (gdzie niemalże najszerzej), a ewentualnie poprzez Szwecję. W tej sytuacji jakakolwiek nadmiarowa wyprzedzająca aktywność w miejscu ataku zwróciła by uwagę niemieckiej wywiadowni, która głupia nie była. Świetnie się to udało bo Hitler nie mógł uwierzyć, że to prawdziwe lądowanie a nie zasłona dymna.

- krótkotrwałe bombardowanie, kiedy rozpoczętego ataku nie dało już się ukryć, nie mogło przynieść zbyt wielkiego efektu. To są doświadczenia z PWŚ, gdzie dobrze rozpoznane umocnienia npla były ostrzeliwane przez długie dnie olbrzymią ilością amunicji artyleryjskiej, co prowadziło zniszczenia całej powierzchni ziemi, zostawały tylko leje, tymczasem nie miało to wielkiego wpływ na ukrytą w tych umocnieniach siłę żywą. Tak na przykład było podczas bitwy nad Sommą, gdzie na niewielki obszar umocnień niemieckich przez kilka dni non-stop wystrzelono grubo ponad milion pocisków - ale w chwili rozpoczęcia właściwego natarcia obrona niemiecka okazała się nieskruszona.

- działa w umocnieniach w ogóle bardzo trudno zniszczyć, nawet z samolotu i nawet wiedząc, gdzie są. Od góry jak sobie popatrzysz miały olbrzymią "czapę" betonu. Od przodu, no cóż, trzeba się im najpierw pokazać jak na widelcu.

- w momencie kiedy piechota wylądowała na plaże ciężka artyleria nie mogła strzelać do tego co bezpośrednio przy plaży, bo to powodowałoby straty wśród swoich. Mogła więc kłaść ogień na dalsze linie, ale obiekty na własnym przedpolu musiała niszczyć raczej sama piechota

- Amerykanie nie przyjęli propozycji Brytyjczyków, którzy chcieli ich doposażyć w specjalistyczny sprzęt. Brytyjczykom dobrze zalazł za skórę poronny rajd na Dieppe i wyciągnęli z niego praktyczne wnioski. Skonstruowali na podwoziu czołgowym szereg specjalistycznych pojazdów - nazywanych kiedyś "zabawkami Hobarta" a teraz widzę tłumaczy się jako "dziwadła Hobarta". Były to pojazdy do rozkładania dróg, do trałowania min, do pokonywania rowów, z potężnym moździerzem do niszczenia umocnień, z wysięgnikiem z mat. w. do przyczepienia do ściany bunkra i może pojazd najstraszniejszy, z miotaczem ognia o zasięgu 100 m. Dzięki zastosowaniu tych "dziwadeł" straty Brytyjczyków na 3 pozostałych plażach były wyraźnie mniejsze.

9
Hyde Park / Odp: no nie mogę...
« dnia: Kwietnia 14, 2026, 02:29:49 pm »
Niech mnie ktoś uszczypnie, a jak nie pomoże to niech zamaluje mnie w pysk...

10
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 12, 2026, 08:03:55 pm »
Apropos diesli, km-ów i działek chodzi o to, że projekty z bardzo mocną teoretyczną podbudową czasami nie przechodzą prób praktycznych. Zwykle im więcej danego typu rzeczy wg tego samego schematu się wytwarza, tym bardziej dopracowane jest ich projektowanie i tym bardziej można się spodziewać, że projekt będzie w realu prawidłowo funkcjonował. Zwłaszcza dziś, CAD, BIM, etc. Tymczasem silnik Diesla, produkowany w grubych milionach, wciąż sprawia niespodzianki, mimo że chodzi o jednostki projektowane przez wiodące firmy motoryzacyjne, które przypuszczalnie posiadają całe możliwe now-how, jakie istnieje na świecie. Mimo to nie są w stanie przewidzieć ostatecznego efektu.

USA próbowały w czasie DWŚ wyposażyć swoje myśliwce w działka 20 mm, ponieważ siła ognia półcalowego wkm Browninga stawała się niewystarczająca. W tym celu próbowali reverse-engeneering z działkiem HS 404, które było wprowadzone do użytku armijnego przed DWŚ. Działko to było doskonale znane zarówno teoretycznie (dokumentacja!) jak i praktycznie (tzn. posiadali jego działające egzemplarze). Anglicy bez problemu opracowali jego wytwarzanie zaś próba kopiowania w USA nie powiodła się mimo bodaj 3 podejść i do końca wojny myśliwce USAF strzelały z półcalówek. A np. Niemcy z działek rewolwerowych 30 mm, z których średnio tylko 5 trafień powodowało zestrzelenie B-17 (latającej fortecy). Jako ściślak wiesz, że między 12,7 mm a 30 mm, jest czynnik liniowy ~2,4, co w sześcianie daje ~13. Nie do końca, bo nieco inna była prędkość wylotowa. Mimo to US nie zdołały wprowadzić tej technologii, mając i dokumentację, i żywe egzemplarze.

W czasie DWŚ, wskutek rozstrzelania przez Kanadyjczyków desantu spadochronowego, pojawił się u Niemców pomysł opracowania specjalnego wszystko-km dla spadochroniarzy. Chodziło o to, że Niemcy zrzucali skoczków z pistoletami, nożami i pm-ami - a km-y i inne, cięższe uzbrojenie, w zasobnikach. Jeśli desant nie dotarł do zasobników na czas to miał przeciw swoim pistoletom o zasięgu praktycznym powiedzmy 100 m -  km-y npla, które miały zasięg powiedzmy kilkuset metrów. Co w sprzyjających okolicznościach powodowało wycięcie desantu w pień nim miał on  szanse posłać choćby jeden pocisk, który by doleciał na linię npla. Niemcy wymyślili więc karabin FG-42, który był bronią technicznie "niemożliwą", lekki, ok. 4 kg, strzelał ogniem pojedynczym z zamka zamkniętego, a seriami z otwartego itd. Amerykanie zdobyli  egzemplarze tej broni (i być może dokumentację, tego nie wiem) i bardzo im się ona spodobała. Po wojnie postanowili zużytkować tę wiedzę projektując swój podstawowy ukm - który ostatecznie nazwano M-60. Nigdy im się to mnie udało. A jak wiesz udało im się, mniej więcej równolegle, stworzyć bombę atomowa i termojądrową co należy uznać za raczej bardziej skomplikowane projekty niż skopiowanie paru kawałków metalu. A w projektowaniu M-60 z użyciem mechanizmów FG-42 pokonały ich jakieś drobne setne mm długości komory nabojowej - i nie byli w stanie tego zrozumieć, co ich pokonuje. Co ciekawe te drobne setne mm - choć to były tysiące nitów i metry kwadratowe blach - nie pokonały Ruskich przy klonowaniu przymusowo lądujących na ich terytorium B-29 (reengeneringowanych jako Tu-4).

Cała ta przypowieść jest o tym, że bez próby praktycznej NIE WIADOMO, czy coś będzie działać. Nawet rzeczy produkowane w milionach egzemplarzy mają tę własność. A co dopiero toaleta w statku kosmicznym.

To prawda, że program Apollo jest fascynujący. Zresztą podobnie program wahadłowców. Także w krótkim czasie rozwiązano masę problemów. Czytając Feynmana aż dziwne, że to w ogóle poleciało w kosmos i zawiodło tylko 2 razy...

O czarnych studentach to ja z kolei nie rozumiem...

A tak z innej beczki, przy kawie zrobiłem taki oto szkic dokonań luckości w kosmosie, jeśli chodzi o misje załogowe. Mam nadzieję, że nie rypłem się w liczbie zer. W każdym razie na górze jest Słońce, Ziemia z Księżycem i Mars w skali, skala to jeden do miliarda, 10 mln kilometrów to 1 cm. Należy sobie wydrukować na A4. Ponieważ niczego prócz Słońca nie widać w tej skali to poniżej jest powiększenie 100-krotne, tylko odległości są fałszywe. Słońce należy wyciąć nożyczkami i odnieść na pobliski trawnik 15 m od swojego domy, Marsa, w postaci jakiejś szpilki, wystarczy wynieść do przedpokoju. Jak widać Księżyc z Ziemią jest ledwie rozróżnialny w skali Słońca. A z kolei "pobicie rekordu" odległości człowieka od Ziemi jest ledwie odróżnialne w skali układu Ziemia-Księżyc. Więc tak. Obecne możliwości w skali układu Słońce-Ziemia zasadniczo zawierają się w grubości kreski.


11
DyLEMaty / Odp: JESTEŚMY SAMI W GALAKTYCE – prawie na pewno.
« dnia: Kwietnia 12, 2026, 04:18:00 pm »
Teza moja jest taka, że wobec faktu, iż Słońce jest tylko jedną z kilku(nastu) miliardów podobnych mu (typem) gwiazd w Galaktyce to jest skrajnie nieprawdopodobne, abyśmy byli aż takim wyjątkiem, w ogólności.
W szczególności natomiast nie jest to dowód, że była/jest inna cywilizacja, która mogłaby, gdyby warunki po temu sprzyjały (chęć, czas, odległość) nawiązać kontakt a przynajmniej zostać wykrytą. Gdyż skrajne wyjątki się zdarzają.

Natomiast biorąc za początek ten sygnał radiowy, co go nadał Popow koło 1900 roku (a Tichy wyprzedził w którejś tam podróży) to jesteśmy, lekko zaokrąglając 100 lat później i jak patrzę przez okno, to przychodzi mi znane powiedzenie Einsteina, że nie wiadomo jaka broń będzie użyta w III wojnie światowej, ale w IV będą to kamienie i kije. Mówiąc inaczej nie wiem, czy pociągniemy jeszcze, jako "cywilizacja techniczna" kolejne 100 lat. Akurat zresztą jeden pomarańczowy idiota zamierza cofnąć Iran do kamienia łupanego - a może mu pójść trochę lepiej niż sobie założył. No powiedzmy, że to jakoś przyschnie - to ile jeszcze pociągniemy? Mam na myśli tu na Ziemi, bez (w tym momencie) pobożnych życzeń typu terraformacja Marsa i innych takich. 1000 lat? To w takim razie okienko kontaktu jest bardzo krótkie, jak mgnienie oka.

Argument, że akurat na Ziemi zajęło 3,5 czy 4 mld lat podźwignięcie się z fazy kisielu do techniki radiowej jest argumentem dobrym i złym. Dobrym, bo to bezsprzecznie naukowo stwierdzony fakt. Złym, bo jedyny znany, bez żadnego porównania. Być może na skali tempa rozwoju rozumu jesteśmy idiotami na tle Galaktyki (czyli ciężej upośledzonymi według dawnych miar - jakie przyswoił sobie Lem - niż imbecyle i debile)? A może wręcz przeciwnie, geniuszami?

Dawkins raczej miał na myśli coś innego. Wzrok, w sensie mechanizmu biochemiczno-elektrycznego wyewoluował raz (barwniki itd.). Dlatego wszyscy potomkowie tego szczęśliwca sprzed kilkuset mln lat (czyli wszelkie istoty jakkolwiek widzące) mają wzrok na tym oparty a geny kodujące poszczególne jego elementy wykazują ciągłą i pokrywającą się ewolucję od protoplasty do dziś. Tzn. W zasadzie te same geny, pomijając ich ewolucję, kodują to samo u wszystkiego, co ma oczy czy choć fotoreceptory jak rozwielitka czy dżdżownica. Dawkinsowi sądzę chodziło o wynalazczość w zakresie spożytkowania tego odkrycia - rozmaite typy budowy oczu itd.

Oczywiście, że jeśli życie rozwija się w świetle, to oczy zapewne się pojawią. Czasami zostają wtórnie zachowane nawet tam, gdzie światła nie ma - np. ryby głębinowe - te nawet mają "wędki" z własnym źródłem światła, by przywabić zdobycz. Ale to zastosowanie "w ciemności" wynalazku, który się dokonał w "świetle słońca" - a raczej nie dokonałby się w ciemności. Zresztą inne ryby, żyjące w ciemności, potraciły wzrok jako niepotrzebny. Tym niemniej nie o to pytałem. Nasze obecnie największe możliwości to nadawanie i słuchanie fal e-m. Ale np. od niedawna możemy słuchać fal grawitacyjnych. Nadawać póki co nie (i nie bardzo widać, abyśmy kiedyś mogli). To już póki co wyczerpuje nasze, zarówno teoretyczne jak i praktyczne możliwości. Ale czy to znaczy ostatecznie, że na pewno nie można nadawać grawitacyjnie, bądź że nie ma jeszcze innych, nieznanych nam możliwości?


12
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 11, 2026, 04:33:38 pm »
Cóż, wiem, że jestem niedoskonały, że czasem (rzadko) popełniam (niewielkie) błędy.
Kwestia, czy błąd jest duży czy mały jest pochodną sytuacji, precyzyjnie wiadomą zwykle po wszystkim. Ale samoświadomość, że się je popełnia jest bezcenna. Mówię to na swoim przykładzie.

Cytuj
Natomiast nie uważam, żeby mój czas przeznaczony na napisanie poprzedniego posta został zmarnowany.
Czas spędzony na myśleniu, przyswajaniu i zbieraniu danych nigdy nie jest stracony (co najmniej z punktu widzenia pierwszej osoby).

Cytuj
W związku z tym pojawia się pytanie: Jeżeli te ca 38 000 „numerów  drugich” wykonanych na stacji i ca 9 000 wykonanych na promach, nie umożliwiło NASA zbudowania toalety, która działałaby bezawaryjnie przez dziesięć dni, to jakie jest prawdopodobieństwo, że NASA zbuduje toaletę, która będzie bezawaryjnie działała przez rok?
Jest kilka rzeczy, które trzeba wspomnieć.

Po pierwsze, czy usterka była jednostkowa, przypadkowa lub mówiąc inaczej incydentalna - czy systemowa - to znaczy, czy zepsuło się coś, czego zepsucie jest teoretycznie mało prawdopodobne, co spowodowało malfunction całości - czy zepsuła się całość nie z powodu awarii części tylko dlatego, że była źle skonstruowana, choć z niezawodnych części.

Są listy silników Diesla, które się notorycznie psują i należy ich unikać. Są też listy silników Diesla, które są wybitnie trwałe. Jedne i drugie silniki są zbudowane w zasadzie z tych samych podzespołów. Konstrukcja (schemat) silnika Diesla ma grubo ponad 100 lat a nawet w wersji bardzo współczesnej ponad 50. Pierwsza lista obejmuje współczesne silniki, które się psują MIMO ponad 100 lat technologii i TYCH SAMYCH podzespołów, a duga zawiera silniki, które się psują INCYDENTALNIE, mimo, ze teoretycznie, należąc do listy drugiej, nie powinny się psuć (tfu, tfu, mój diesel nabił właśnie 384 tyś, km więc dojechałem do Księżyca. Teraz tylko muszę wrócić).

Amerykanie w swoim czasie po DWŚ poświęcili sporo wysiłku na rozgryzienie FG-42 w celu wprowadzenia go jako standardowy ukm do swej armii - ale do końca programu nie byli w stanie ustalić, że przyczyną niepowodzeń jest rzecz tak mało (by się zdawało) istotna, jak przeliczenie długości komory z mm na cale ("jakieś" ułamki 1/16"). Dokładnie tan sam problem wystąpił przy próbie wytwarzania przez Amerykanów działka Hispano-Suiza 404 - przez co większość myśliwców USAF strzelała do końca wojny z półcalowych km Browninga a nie z 20 mm działek.

Silnik diesla są testowane "w realu" w milionach egzemplarzy - a w ilu egzemplarzach była testowana "w realu" ta toaleta? Trudno się czepiać tak naprawdę, mimo, że wydźwięk jest oczywiście humorystyczny. Śmiać się można, ale widocznie problem jest.

13
Lemosfera / Odp: Stanisław Lem Non Fiction
« dnia: Kwietnia 11, 2026, 12:25:03 pm »
Paanie, czuję się przy Tobie jakbyś ślepego pytał, w jakim kolorze chce mieć ściany...

14
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 11, 2026, 08:20:13 am »
Czasem mam wrażenie, że nie rozumiesz ironii w moich wpisach. Przez to cały wpis rozumiesz dokładnie odwrotnie, niż było to moją intencją. A następnie z nim dyskutujesz udowadniając mi to, co sam wyżej napisałem. Przecież ja się śmiałem z "wielkich" przewag programu Artemis nad Apollo.

15
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 08, 2026, 01:45:28 pm »
Nie, żebym się czepiał, ale tego akurat nikt nie deklaruje (że lepszy).
No jak nie, sama NASA zachwala, że kibelek (no, to się jeszcze zobaczy...), gimnastyka, 4 a nie 3 załogantów, o połowię większa objętość a zwłaszcza - matko - 20 tysięcy razy szybszy komputer! https://www.nasa.gov/reference/apollo-to-artemis/ . Z tym, że to w zasadzie bez wpływu na podstawowy cel. Zrobiliśmy nową furę, klima, skóra, więcej miejsca na nogi - ale dalej niż ta poprzednia nie dojedzie i tak :) . Masa czujników, rozbudowana awionika (chyba powinno się to nazywać wakumika w statku kosmicznym) itd. co ma zwolnić załogę ze sprawdzania trajektorii. Tyle że taki statek leci poza krótkimi momentami napędowymi jak kamień i już za Apollo, chyba nawet za Apollo 8 precyzja trajektorii po opuszczeniu orbity Ziemi była tak doskonała, że z pamięci pisząc zamiast przewidywanych 7 czy 8 korekt trajektorii po drodze do Księżyca wykonano chyba tylko 3.

Strony: [1] 2 3 ... 911