Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Q

Strony: [1] 2 3 ... 853
1
Lemosfera / Odp: Bomba megabitowa
« dnia: Dzisiaj o 03:05:48 pm »
Taka recepcja to prawdziwa praca doktorska...

Gdyby taka praca kiedyś powstała (np. jako cykl stworzonych pod Twoim patronatem doktoratów zebranych następnie w jeden tom), liczę na egzemplarz z autografem (najlepiej darmowy, masięrozumieć ;) ).

2
Lemosfera / Odp: Bomba megabitowa
« dnia: Maj 10, 2021, 09:47:55 pm »
A jakie jest pytanie?..

Cóż, chętnie posłuchałbym więcej o Twojej - specjalisty - (tekstów z) "Molocha" recepcji. Od strony akademijno-czytelniczej, a jeszcze bardziej pod kątem tego, jakie zawarte tam przemyślenia-pomysły-prognozy uznajesz (jako profesjonalista właśnie) za najcenniejsze, i dlaczego?
(Marzy mi się też trochę młot na wspomniane głosy, który je raz a dobrze merytorycznie w pył rozniesie.)

3
Lemosfera / Odp: Bomba megabitowa
« dnia: Maj 10, 2021, 07:01:05 pm »
I właśnie dlatego, że tak twierdzisz, chciałbym Cię pociągnąć za język jeszcze bardziej ;). Bo często spotyka się reakcję na w/w Mistrzowe felietony, którą się da streścić jakoś tak: "Lem, prawda, geniuszem był, ale o komputerach co on tam wiedział, starowina", a tu mamy głos fachowca (Ciebie), który jasno przeciwstawia się takiemu protekcjonalnemu poklepywaniu Patrona po ramieniu, i dostrzega wartość tych tekstów/zawartych w nich myśli.

4
Hyde Park / Odp: Rosja, ZSRR, Ukraina...
« dnia: Maj 10, 2021, 06:03:20 pm »
Tak jest, słowo "obywatel" pasuje słabo, bo brzmi zbyt dumnie. Civis Romanus sum...

Nie chodziło mi o stygmatyzowanie (cóż winne kolejne pokolenie dorastające w poddaństwie), raczej o precyzyjne nazwanie sytuacji...
A obywatele rzymscy, mimo swojej dumy, najlepszym punktem kontrastowego odniesienia chyba nie są, bo też szczęście do tyranów mieli (inna sprawa - że niekoniecznie dawali im długo cieszyć się rządami... i życiem). No, chyba, że o okresie Republiki mówimy...

5
Lemosfera / Odp: Bomba megabitowa
« dnia: Maj 09, 2021, 11:52:08 pm »
lemologu, odsłuchałem po raz kolejny wywiadu z Tobą... Pada tam informacja, że jesteś doktorem stosownych nauk ;) , dlatego pozwolę sobie - po ponad dekadzie - podnieść ten wątek, by pociągnąć Cię za język ;) . Mówiąc inaczej ciekaw jestem Twoich przemyśleń na tematy Lemowsko-komputerowe, do czego tytułowy zbiór jest chyba najlepszym punktem wyjścia...

6
Lemosfera / Odp: 2021: Rok Lema
« dnia: Maj 09, 2021, 10:28:49 pm »
Szanowni Przyjaciele! Dziekuje za dobre slowa...

Nie ma za co, skoro zasłużone ;).

taki przyklad globalizacji -
polskie czasopismo publikuje po angielsku wywiad z Bialorusinem o wydaniach S.Lema w jezyku rosyjskim

W istocie znak czasu. Nie miałem trudności ze zrozumieniem, ale z ciekawości spytam, czy planowany jest polski przekład?
I wynotuję najsmakowitsze (IMHO, oczywiście) fragmenty-anegdoty.

Lem was read not only as a writer but foremost as a philosopher, whose name made its way into philosophy dictionaries (where it neighboured the entry for Lenin, something which Lem particularly hated)

Even Solaris came under the censors’ scrutiny, with all reflections about God edited out. This was, I believe, the most common action against Lem – against his broadly-defined transcendental themes. To the extent that approximately a third of His Master’s Voice was cut and published under the title The Voice of Heaven, making the novel on the verge of becoming incomprehensible. In Summa Technologiae, Lem’s collection of philosophical essays, the part about the Engineering of Transcendence was cut, too.

Return from the Stars, a novel in which a cosmonaut returns to Earth after 100 years and there is no mention of communism! The decision-makers wanted to ban the book, but the translators tricked them. They wrote a foreword explaining different ideas and, knowing that cosmonauts loved Lem, convinced Gherman Titov, the second human to orbit the Earth, to put his name on it. It worked, the man was a hero, no censor could touch it!

even psychology, where the ‘Solaris effect’ refers to the phenomenon of seeing and interacting with the spectres of deceased relatives and close friends.

To z Leninem wiele mówi o poglądach polit. Mistrza. O cenzurowaniu Boga - to znów ładny przyczynek do dyskusji o stosunku Lema do metafizyki. Geneza kosmonautycznej przedmowy do "Powrotu..." - napomykałeś, ale cieszę się mogąc ją poznać w całości. Efekt Solaris - wypadnie uznać za kolejny przykład wpływu Patrona na nazewnictwo naukowe. (Wpływu dość mizernego - na dziś! może się to zmieni - jak na takiego myśliciela, niestety...)

ps. Przypomnę, że przywołany wywiadowo Bykov był i u nas wspomniany ;) :
https://forum.lem.pl/index.php?topic=172.msg61111#msg61111


Edit:
Biblioteka Publiczna i Centrum Kultury im. K. Iłłakowiczówny w Trzciance ogłosiła (jeszcze w kwietniu) Ogólnopolski Konkurs Literacki na opowiadanie science fiction „Misja Lem”:
http://biblioteka-trzcianka.pl/2021/04/26/regulamin-ogolnopolskiego-konkursu-literackiego-na-opowiadanie-science-fiction-misja-lem/

7
Hyde Park / Odp: Rosja, ZSRR, Ukraina...
« dnia: Maj 09, 2021, 09:52:45 pm »
Czy nie wystarczy być uczciwym człowiekiem, posiadającym w dodatku rozum i niezłomną siłę woli?

Tylko czy owa niezłomność nie oznacza konieczności godzenia się z ofiarami? (Nawet niekoniecznie potencjalnej zbrojnej konfrontacji, sankcje ekonomiczne potrafią również wpływać tragicznie na jednostkowe losy, czy to przez wpędzanie w biedę, czy też pośrednio - sfrustrowany tyran może być skłonniejszy do okrucieństwa wobec swoich poddanych*.)

* Słowo "obywatel" słabo tu pasuje...

takie polączenie jest niezwykle rzadkie, zwłaszcza wśród polityków.

Niestety...

Oby tylko ta nadzieja nie zawiodła...

Oby.

8
DyLEMaty / Odp: Coś dla fanów "Star Wars" ;)
« dnia: Maj 09, 2021, 04:40:11 pm »
Biblioteka Ossus zauważa, że nie mogą się zdecydować czy robią serial dla wszystkich czy dla fanów.

Niech robią dla wszystkich, z ukłonami w kierunku fanów. To sprawdzi się najlepiej ;) .
Tymczasem warto odnotować, że "The High Republic" na nasz rynek wchodzi: https://www.swiatksiazki.pl/star-wars-wielka-republika-swiatlo-jedi-6734752-ksiazka.html
https://www.youtube.com/watch?v=j-z7-YVZcBg
A co do "TBB" początek nie powala, ale i nie jest zły. Biorąc pod uwagę, że Filoni już trzy razy rozpędzał się wraz z rozwojem serialu - jestem dobrej myśli. I tu odniosę się do:
Ciekawe, czy Obi Wan się pojawi, mały Luke i mała Leia. Han Solo.
A niech się pojawią, byle z głową wprowadzeni.

11
Hyde Park / Odp: O muzyce
« dnia: Maj 08, 2021, 12:58:51 am »
Z cyklu: opowieści z Narni

Jak tak, to wrzucę - w roli ciekawostki - coś Charlesa de Linta, też z list kanonów fantasy, który poza książkami i piosenki pisze (i sam je wykonywa):

12
DyLEMaty / Odp: Ursula K(roeber). Le Guin
« dnia: Maj 08, 2021, 12:42:04 am »
Esensyjny cykl o światach haińskich:
https://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=29988
https://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=30098
https://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=30289
https://esensja.pl/ksiazka/publicystyka/tekst.html?id=30802
(Oczywiście "Lewa ręka..." została uhonorowana mocniej, niż poprzednie tomy, tj. dyskusją redakcyjną.)

I Le Guin o Tolkienie, jako o... poecie (jej tekst robi za darmową próbkę treści):
https://www.amazon.com/Meditations-Middle-Earth-Writing-Tolkien-Pratchett/dp/0312275366

13
Lemosfera / Odp: 2021: Rok Lema
« dnia: Maj 07, 2021, 07:53:33 pm »
No, brawo, brawo! I - głośniejsze - za wywiadzik prima sort. I - nieco cichsze - za zauważenie go i zlinkowanie. Chyba jeszcze ze trzy razy obejrzę :) .

14
Hyde Park / Odp: Rosja, ZSRR, Ukraina...
« dnia: Maj 07, 2021, 07:28:30 pm »
wygląda na to, że staruszek Biden podczas rozmowy telefonicznej 13 kwietnia coś tam wytłumaczył Putinowi. I to w bardzo przystępny sposób, tak że tamten od razu zrozumiał...

A propos podobnych rozmówek... Zachęcony recenzją filmowej adaptacji (o ile wiem nie jesteśmy rodziną z jej reżyserem ;) ;) ;) ):
https://esensja.pl/film/recenzje/tekst.html?id=30711
Sięgnąłem powtórkowo po powieść "Подземелье ведьм" ("Świątynia czarownic") Bułyczowa (pewnie znasz?):
https://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=29610
Taka sobie - "Trudno być bogiem" dla nieco uboższych, bo kładące nacisk na warstwę przygodową; w dodatku razi grubymi naiwnościami (ewolucja nie jest postrzegana przez bohaterów jako błądzenie błędów, tylko rozwój ku określonemu celowi, zaliczający na różnych planetach dokładnie te same etapy - konwergencja pełna; więc i nie dziwota, że Obcy chcący na centralnym fabularnie globie - dla eksperymentu - przeprowadzić przyspieszoną powtórkę z ziemskiej historii cywilizacji idealnie humanoidalni są i autostrady - minimum jedną - budują). Jednak jest tam ciekawy wątek, ciekawa postać, Октин-Хаш (zwany miejscowym Attylą), okrutny, podstępny zdobywca, przedstawiony jednak z wyraźną autorską sympatią, cwany barbarzyńca zdolny ograć (i wykończyć) zadufanych w sobie przedstawicieli nawet dwu technicznych cywilizacji (najpierw swoich stwórców, potem pięknoduchów z ziemskiego zwiadu). Nie wiem dlaczego, gdy czytałem o nim, miałem przed oczami Jałtę i Stalina rozgrywającego Churchilla z Rooseveltem.
Czyżby by zasiąść do stołu z podobnym gentlemanem trzeba - zamiast bujać w wysokocywilizacyjnych obłokach - umieć myśleć równie bezlitośnie co on?
Jeśli tak to - choć Biden nie jest militarnym typem - miejmy nadzieję, że siedzi w nim wewnętrzny dzikus, a lata pracy w polityce zagranicznej nauczyły go rozmawiać z każdym w jego własnym języku. Powyższa sytuacja mieć ją pozwala.

15
Hyde Park / Odp: Dywagacje historyczne
« dnia: Maj 07, 2021, 07:02:47 pm »
Rosyjską mentalność, ową "tajemniczą rosyjską duszę" kształtowały stulecia nieprzerwanego niewolnictwa.
Żegnaj mi Rosjo nieumyta,
Ojczyzno panów i niewolnych.


Poczynając od tzw. "jarzma tatarsko-mongolskiego", poprzez rządy Iwana IV "Groźnego" i Piotra I "Wielkiego", aż po władzę bolszewików i Stalina. A i w dzisiejszych czasach niewiele się zmieniło. Jeśli w ogóle.

Tatarsko-mongolskiego - niewątpliwie, ale czy to drugie - bizantyjskie (z dumą narracjami o Trzecim Rzymie podkreślane) - dziedzictwo, choć ładniej pachnące i złocone*, nie podobne?

* A propos złoceń:


Popatrzmy na taki obrazek (z powieści historycznej, więc solidnym riserczem poprzedzonej - autor dzieła najwybitniejszych znawców epoki studiował, a z żyjącymi obfitą korespondencję prowadził i przyjaźnie internetowe nawiązywał, ale fantasy, stąd pewne nazwy pozmieniane - np. Bóg chrześcijański na Dżada przechrzczony, tego Guya Gavriela Kaya, którego zwę tolkienowym skrzatem):

"Ktoś inny powiedział:
– Święty Dżadzie, proporce! – Dopiero wtedy Focjusz zobaczył, że barwy excubitores zostały opuszczone do połowy drzewc. Poczuł zimny wiatr wiejący mu przez duszę, lecz nie z żadnego ziemskiego kierunku.
Cesarz nie żyje.
Ich ukochany przez boga ojciec opuścił ich. Sarancjum zostało osierocone, porzucone, otwarte dla wrogów ze wschodu, północy i zachodu, zajadłych i bezbożnych. A skoro nie ma cesarza Dżada, to kto wie, jakie demony czy duchy z półświata mogą teraz zstąpić na bezbronnych śmiertelników, by siać między nimi spustoszenie? Czy to dlatego Focjusz zobaczył ducha? Pomyślał o powrocie zarazy, o wojnie i głodzie. W tej chwili wyobraził sobie swoje martwe dziecko. Przerażenie rzuciło go na kolana, na bruk placu. Uświadomił sobie, że opłakuje cesarza, którego nigdy nie widział inaczej niż tylko jako odległą, hieratyczną postać w cesarskiej loży hipodromu."


"Sarantyńska mozaika: Pożeglować do Sarancjum"

Czy ów wytwórca sandałów Focjusz opłakujący cesarza Anastazjusza I Dikorosa (w powieści zwanego Apiuszem) nie jest - choć fikcyjny - duchowym ojcem płaczących po Stalinie?

(Przy czym ciekawa jest przyczyna wyciskająca łzy z ócz wspomnianego szewca - płacze, bo - m.in. - smuta - wówczas jeszcze smutą nie zwana - kojarzy mu się ze stanem groźnego chaosu, który i na nim mógłby się odbić.*)

* I tu znów do współczesności można gładko przejść:
https://szostkiewicz.blog.polityka.pl/2018/03/18/pulapka-putina/

Taki podział jest chyba w każdym społeczeństwie - stąd m.in. sukcesy partii populistycznych.

Czyli jednak nie tylko rosyjska specyfika, jak napomykałem. Choć - jasność - pytanie o stosunek procentowy w różnych społeczeństwach wspomnianych grup.

Skądinąd ten populizm to ciekawy wynalazek. Odwołuje się do instynktów niewolnika, ale zarazem mówi mu: ty, szewcu/szewcze Focjuszu, miarą wszechrzeczy, koroną stworzenia i władcą cesarzy jesteś (...tylko nie bierz tego zbyt serio). I tu się kolejna kayowa scenka - mająca bodaj pierwowzór historyczny - przypomina:

"Plautus Bonosus nigdy nie chciał być senatorem. Jego wybór na ten urząd w wieku czterdziestu lat przede wszystkim go zirytował. Przeszkadzało mu między innymi straszliwie przestarzałe prawo, stanowiące, że senatorom nie wolno brać za pożyczanie pieniędzy więcej niż sześć procent całej sumy. Członkowie „Nazwisk” – rodzin arystokratycznych wpisanych do cesarskich rejestrów – mogli brać osiem, a wszyscy inni, nawet poganie i Kindathowie, dziesięć procent. Liczby te podwajały się oczywiście przy morskich wyprawach, ale tylko człowiek opętany demonem szaleństwa ulokowałby fundusze w morskiej wyprawie kupieckiej za dwanaście procent. Bonosus nie był szaleńcem, a ostatnio – raczej bezsilnym człowiekiem interesu.
Senator cesarstwa sarantyńskiego. Taki zaszczyt! Złościło go nawet puszenie się jego żony, która tak niewiele rozumiała z całej tej sytuacji. Senat robił to, co kazał mu robić cesarz albo jego osobiści doradcy; nie mniej i z całą pewnością nie więcej. Ze stanowiskiem tym nie wiązała się żadna władza ani uzasadniony prestiż. Może było tak kiedyś, jeszcze na zachodzie, w pierwszych dniach po założeniu Rhodias, kiedy to potężne miasto zaczęło się rozwijać na swoim wzgórzu, a dumni, spokojni ludzie – choć zapewne byli poganami – rozprawiali nad najlepszym sposobem ukształtowania królestwa. Zanim jednak Rhodias w Bachiarze stało się sercem światowego imperium – około czterystu lat temu – tamtejszy senat już był posłusznym narzędziem cesarzy mieszkających w tarasowym pałacu nad rzeką.
Te legendarne ogrody pałacowe porastały teraz chwasty i zaśmiecał gruz, a Wielki Pałac został splądrowany i osmalony ogniem przed stu laty. Smutne, skurczone Rhodias było siedzibą słabego wysokiego patriarchy Dżada i zwalczało barbarzyńców z północy i wschodu – Antów, którzy – według wiarygodnych doniesień – wciąż nacierali włosy niedźwiedzim sadłem.
A senat tu, w Sarancjum – w Nowym Rhodias – był równie bezwolny i usłużny jak niegdyś w cesarstwie zachodnim. Zupełnie możliwe, pomyślał Bonosus ponuro, rozglądając się po sali senatu o skomplikowanych mozaikach na podłodze, ścianach i niewielkiej, delikatnej kopule, że te same dzikusy, które splądrowały Rhodias – albo ktoś jeszcze gorszy – wkrótce mogą zrobić to samo tutaj, gdzie teraz mieszkają cesarze, jako że zachód został utracony i oddzielony. Walka o sukcesję ukazuje słabości każdego imperium, i to bardzo.
Apiusz panował trzydzieści sześć lat. Trudno w to uwierzyć. Wiekowy,  zmęczony, a ostatnio pod urokiem i wpływem swoich chiromantów, nie chciał wyznaczyć następcy po tym, jak jego siostrzeńcy nie przeszli próby, na którą ich wystawił. Nic byli teraz nawet brani pod uwagę – ślepcy ani osoby o widocznym kalectwie nie mogą zasiadać na Złotym Tronie. Rozcięte nozdrza i wydłubane oczy sprawiły, że senatorowie nie myśleli nawet o wygnanych siostrzeńcach Apiusza.
Bonosus potrząsnął głową, rozdrażniony tokiem własnych myśli. Sugerował on, że pięćdziesięciu mężczyzn obecnych w tej sali ma podjąć jakąś decyzję.  W rzeczywistości mieli po prostu zatwierdzić to, co wynikało z intryg rozgrywających się teraz w cesarskim kompleksie. Niedługo przybędzie kanclerz Gezjusz albo Adrastus, albo Hilarin, przełożony cesarskiej sypialni, i poinformuje ich, jaką mądrą decyzję mają podjąć. To była tylko gra, teatr.
A zaledwie przed dwoma dniami do Sarancjum powrócił ze swoich rodzinnych dóbr, leżących po drugiej stronie cieśniny, Flawiusz Daleinus. Nadzwyczajny zbieg okoliczności.
Bonosus nie miał żadnemu z Daleinoi nic do zarzucenia, a przynajmniej nic mu nie było o tym wiadomo. To dobrze. Niezbyt go obchodzili, a nawet jeśli jakiś kupiec o nieco lepszym pochodzeniu rozmyślał o jednej z najbogatszych i najznakomitszych rodzin w cesarstwie, nie miało to raczej znaczenia.
Oradiusz, przewodniczący senatu, dawał znak do rozpoczęcia posiedzenia. W zamęcie panującym w sali nie odnosiło to zbyt wielkiego skutku. Bonosus podszedł do swojej ławy i usiadł, kłaniając się oficjalnie przed siedziskiem przewodniczącego. Zauważyli to inni i poszli za jego przykładem. W końcu zapanował porządek. W tej chwili Bonosus zdał sobie sprawę z obecności tłumu za drzwiami.
Ich skrzydła drgały od głuchych, budzących przerażenie uderzeń. Wtórowało im dzikie wywrzaskiwanie imion – obywatele Sarancjum wyraźnie mieli swoich kandydatów do zaproponowania dostojnym senatorom cesarstwa.
Sądząc po odgłosach, za drzwiami mogła toczyć się bójka. Cóż za niespodzianka, pomyślał sardonicznie Bonosus. Patrzył, zafascynowany, jak pozłacane, zdobne drzwi sali senatu – w końcu dzieją się tu ważne sprawy – zaczynają się wybrzuszać pod spadającymi na nie ciosami. Wspaniały symbol, pomyślał Bonosus: drzwi wyglądają okazale, lecz ustępują pod najmniejszym naciskiem. Ktoś w odległej ławie wydał pozbawione godności kwiknięcie. Plautus Bonosus, będący w krotochwilnym nastroju, zaczął się śmiać.
Drzwi otwarły się z trzaskiem. Czterej strażnicy polecieli w tył. Do sali wpadł z hałasem tłum obywateli, wśród których znajdowali się też i niewolnicy. Pierwszy szereg natychmiast jednak się zatrzymał, onieśmielony. Mozaiki, złoto i klejnoty do czegoś się przydają, pomyślał Bonosus, ciągle ironicznie rozbawiony. Z kopuły spoglądał w dół wizerunek Heladika, pędzącego na rydwanie z pochodnią w ręce ku swemu ojcu, Słońcu; wizerunek ten budził obecnie w cesarstwie spore kontrowersje.
Wyglądało na to, że nikt z obecnych w sali senatu nie potrafi odpowiednio zareagować na wtargnięcie tłumu, który teraz falował niespokojnie: ludzie z zewnątrz parli do przodu, a ci w sali starali się stać w miejscu, nie bardzo wiedząc, co mają zrobić, kiedy już się w niej znaleźli. Były tu oba stronnictwa – Błękitni i Zieloni. Bonosus spojrzał na przewodniczącego. Oradiusz tkwił bez ruchu na swoim miejscu, jak przykuty. Tłumiąc rozbawienie, Bonosus wzruszył w myślach ramionami i wstał.
– Witaj, ludu Sarancjum! – powiedział z powagą, wyciągając obie ręce. – Jestem pewien, że wasza pomoc w naszych rozważaniach w tym jakże trudnym czasie będzie nieoceniona. Czy zanim wycofacie się i pozwolicie nam szukać świętego natchnienia u Dżada, byśmy mogli wypełnić nasze niezwykle ważne zadanie, zechcecie nam uczynić zaszczyt i wyjawicie imiona osób, które uznaliście za godne zasiadania na Złotym Tronie?
Wszystko to trwało bardzo krótko.
Bonosus polecił pisarzowi senackiemu posłusznie powtarzać i zapisywać każde z wykrzykiwanych imion. Nie było wielu niespodzianek. Znani stratedzy, równie popularni arystokraci. Cesarscy urzędnicy. Jeden wyścigowy woźnica. Bonosus z powagą jego imię też kazał zapisać: Astorgus od Błękitnych. Śmiać się z tego będzie mógł później.
Oradiusz, który spostrzegł, że bezpośrednie niebezpieczeństwo minęło, zmusił się do wygłoszenia swoim głębokim głosem kwiecistej przemowy dziękczynnej. Wydawało się, że została przyjęta dość dobrze, mimo że Bonosus raczej wątpił, by motłoch zgromadzony w sali zrozumiał choć połowę z archaicznej retoryki Oradiusza. Przewodniczący poprosił strażników, by pomogli lojalnym obywatelom cesarstwa wyjść z sali. Wyszli – Błękitni. Zieloni, sklepikarze, terminatorzy, członkowie gildii, żebracy, wielorasowa reprezentacja bardzo dużego miasta.
Sarantyńczycy nie byli nastawieni szczególnie buntowniczo, pomyślał kwaśno Bonosus, jeśli codziennie dostawali swój darmowy chleb, mogli sprzeczać się o religię i mieli swoich ukochanych aktorów, woźniców i tancerki.
Właśnie, woźniców. Najświętszy cesarz Dżada, woźnica Astorgus! Wspaniały obraz! Mógłby wymusić na ludziach posłuszeństwo batem, pomyślał Bonosus, pozwalając sobie na kolejną chwilę rozbawienia.
Wyczerpawszy swój zapas aktywności, Plautus Bonosus wsparł się na ręce i czekał, by z cesarskiego kompleksu przybyli posłańcy i powiedzieli senatorom, co mają myśleć."


ibid.

Ten Plautus Bonosus i dziś by się odnalazł w polityce. W różnych państwach.

Czyli zacząłem tom drugi "Ciemny las". Ale chyba odpuszczę, gdyż po kilku rozdziałach coś irytuje. Trochę tak, jakby zdanie kończące dawne bajki ..... wzięli ślub, żyli długo i szczęśliwie rozwinął w kolejny tom. A jeszcze jest trzeci.
W każdym razie tak odbieram, jak po pierwszym Marixie. Pozostałe zbędne. Co piszę, nie przeczytawszy całości  :D

O, właśnie zauważyłeś, że im dalej w (ciemny) las Liu, tym więcej... drzew ;).

(Pierwszy tom zresztą - IMHO - też mniej się jako SF broni, bardziej jako świadectwo powracającej w retrospekcjach epoki. Na które to retrospekcje zwróciłeś już uwagę.)

Bo czym w istocie FSB zasadniczo się różni od KGB? A niczym. Różni się tak samo, jak KGB od NKWD, a ten z kolei od WCzK-GPU. Dyrektor służby Bortnikow sam z dumą mówi o tym w linkowanym przez Q wywiadzie.

Duma z tradycji duża, a i mentalność jakby ta sama (przy okazji przypominają się i różne polskie postacie z podobnych służb, z czasów minionych, i ich wypowiedzi), ale jednak, jednak - światełko w tunelu chcę widzieć (i pod pociąg nie trafić) - trup w Rosji ściele się dziś rzędy wielkości rzadziej, niż za czasów Wissarionowicza, od sierot po którym dyskusja się zaczęła. Skądinąd: czy nie ma nic optymistycznego w tym, że nawet prosta babina ślozy po Stalinie roniąca potrafi ocenić, że więcej swobody jest lepsze niż swobody mniej?

ps. Nawiasem: czy siłowików szczególne znaczenie to też nie jest Drugiego Rzymu dziedzictwo? Tu po raz trzeci Kay'a przywołam:

"Stanowisko kuriera cesarskiego, który miał obowiązek przewożenia poczty oraz dworskich dokumentów, było zaledwie średnio płatne i polegało na forsownych, niemal nieustannych podróżach, niekiedy przez niepewne tereny, zależnie od barbarzyńskiej czy bassanidzkiej aktywności w danej porze roku. Fakt, że o takie stanowiska chciwie zabiegano za pomocą wszelkich związanych z tym łapówek, bardziej niż cokolwiek innego wskazywał, dokąd mogło doprowadzić takie stanowisko po kilku latach.
Kurierzy cesarscy musieli też być częściowo szpiegami kwestora wywiadu cesarskiego, a pilne wywiązywanie się z tej niepisanej części obowiązków – związane z kolejnymi łapówkami – mogło doprowadzić do bezpośredniego zatrudnienia w służbie wywiadowczej, co łączyło się z większym ryzykiem, mniejszą liczbą dalekich podróży i znacznie wyższym wynagrodzeniem. Oraz szansą znalezienia się – nareszcie – w pozycji łapówkobiorcy.
Z wiekiem przeniesienie z wywiadu do prowadzenia dużego zajazdu pocztowego mogło skończyć się pokaźną emeryturą – szczególnie jeśli było się sprytnym, a zajazd leżał na tyle daleko od Miasta, by dało się bardziej rozwadniać wino oraz zwiększać dochody przez przyjmowanie podróżnych bez wymaganych zezwoleń.
Stanowisko kuriera zapewniało, krótko mówiąc, dobrą karierę dla człowieka o środkach wystarczających, by ją zacząć, lecz niewystarczających, by rodzina mogła mu załatwić coś bardziej obiecującego."


(Tytułem usprawiedliwienia za cytatologiczne kotków wykańczanie ;) : zwraca się często* uwagę na podobieństwa "The Sarantine Mosaic" i filmu "Андрей Рублёв", więc do Lema tylko kilka kroków.)

* M.in. Dukaj to zrobił:
http://dukaj.pl/czytelnia/publicystyka/WOczachZachodu

Strony: [1] 2 3 ... 853