Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - maziek

Strony: 1 [2] 3 4 ... 913
16
DyLEMaty / Odp: Roboty
« dnia: Kwietnia 27, 2026, 07:06:01 pm »
Ci biegacze nauczyli się trasy. Wpadło mi też w oko, ale nie zgłębiałem, że są podejrzenia czy to wszystko było fair play... Swoją drogą kiedy to watek maszynowego widzenia przez samochody począł być roztrząsany tutaj :) ...

17
Hyde Park / Odp: ELONA MUSKA „KOLONIA” NA MARSIE
« dnia: Kwietnia 27, 2026, 01:32:18 pm »
Jednak nie deprecjonowałbym zupełnie tego newsa. Takie doniesienia to zawsze jakaś forma błądzenia pod strzechy, budowania klimatu społ.
I dla kogo zabłądziłeś z tym newsem, tutaj, pod tę akurat strzechę, nieść kaganek oświaty i budować klimat społeczny? Mimo świadomości, że cytuję "ze wspomnianego eksperymentu nie dowiemy się nic nowego"?

18
Hyde Park / Odp: ELONA MUSKA „KOLONIA” NA MARSIE
« dnia: Kwietnia 27, 2026, 09:23:55 am »
NASA i ESA mają sporo miejsc, gdzie ćwiczą odosobnienie (na przykład na stacji arktycznej, gdzie to odosobnienie jest faktem realnym), symulują warunki, albo wykorzystują istniejące podobieństwo terenu i tego typu testy dzieją się na okrągło i nie tyle chodzi o przygotowanie do misji jakby to było jakieś novum tylko o sprawdzenie jak dany człowiek albo zespół się zachowuje, ćwiczenie procedur itp. I to się dzieje non stop od x lat. Pomijam tu dość bogatą działalność "społeczną" rozmaitych organizacji, które w sposób mniej lub bardziej rzetelny robią to samo (zwykle mniej, patrz Biosfera 2). Typowy nius zapchajdziura.

19
DyLEMaty / Odp: AI - przerażająca (?) wizja
« dnia: Kwietnia 27, 2026, 09:10:19 am »
Sprawa jest głębsza. Nie tylko to nie jest prawdziwy Feynman ani nie jest to nagrany wykład prawdziwego Feynmana, ale co istotniejsze prawdziwy Feynman nigdy wypowiedzianych tu prawd cząstkowych nie zebrał w wynikową półprawdę, żeby nie powiedzieć po góralsku gównoprawdę, jaka jest tezą, którą rzekomo udowadnia. Co ciekawe, przynajmniej w pierwszym i drugim ruchu AI Googla łyka to jak pelikan cegłę. Zaczyna się czuć jak król Murdas. Jeszcze póki co się zorientowałem zaraz na początku, że Feynman czegoś takiego, co do udowadnianej tezy, nie mógł powiedzieć, ale czy zorientuję się na następnym szczeblu wkręcania? Przeczytałem kilka jego książek i obejrzałem sporo wykładów - więc mogę mieć przekonanie, że czytałem, co faktycznie sam napisał bądź powiedział i przez to mogę ocenić, czy mógł powiedzieć coś, choć sam tego nie czytałem. Ale czy to się utrzyma skoro wszystko może być fejkiem?

Przypomina mi się stary kawał z Sherlokiem i Watsonem, który nabiera oto niespodziewanego znaczenia...

Sherlock podaje Watsonowi kawałek jakiegoś cukierka i pyta: czy to czekolada?
Watson z namysłem najpierw próbuje zgnieść palcami, potem wącha, delikatnie smakuje, w końcu żuje z widocznym wysiłkiem i w końcu wypluwa: nie, to nie czekolada.
Sherlock na to: no racja, w sumie skąd w d.pie miałaby się wziąć czekolada.

No więc dożyliśmy takich czasów, że czekolada z d. jest tak pięknie naperfumowana i doprawiona, że i węchem, i smakiem coraz trudniej ją wyczuć, nawet jeśli tę prawdziwą się często jadło.

20
DyLEMaty / Odp: AI - przerażająca (?) wizja
« dnia: Kwietnia 26, 2026, 09:26:42 pm »

21
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 25, 2026, 09:52:10 pm »
Redundancja nie musi zawsze polegać na kompletnym zdwojeniu. Komputer w zasadzie przez pół misji był zdwojony zresztą. Zarówno LM jak i CM miał częściowo backup komputerów AGC - CM poprzez SCS a LM poprzez AGS. Oba te systemy były prostsze ale zapewniały wystarczającą dokładność, AGS umożliwiał wszystkie manewry LM poza lądowaniem (nie wiem, ale myślę, że założenie było takie, że awaria AGC podczas zniżania LM będzie bezwzględnym powodem do przerwania lądowania pomimo sprawnego AGS). Zarówno AGS jak i SCS miały swoje własne żyroskopy, wiec platformy gimbalowe CM i LM były zdublowane, w dodatku te zapasowe żyroskopy były mocowane w 3 osiach do ramy (na sztywno), przez co nie mogły się zablokować jak gimbale. Aczkolwiek okupiły to precyzją. Zresztą zawieszenie się gimbala wymagało po prostu "odwieszenia" go czyli rozdzielenia osi oraz ponowienia namiarów na gwiazdy - co niczym nie groziło, chyba, że nie było na to czasu w danym momencie.

PS nawiasem mówiąc Apollo 13 dokonywał wracając poprawek kursu opierając się w większości właśnie na backupie (AGS), bo obie platformy inercyjne wyłączono, gdyż zużywały zbyt dużo prądu i wody (chłodzenie). Zaś podczas lądowania na Księżycu działały oba systemy (AGC z platformą inercyjną i AGS) co pozwalało porównywać na bieżąco ich wskazania, co z kolei przy ich zbieżności (a była bardzo wysoka) świadczyło, że nawigacja działa bezbłędnie.

W ogóle wszystko co robił komputer mogła zrobić załoga i zdaje mi się, że sama NASA rzekła coś w stylu, że to załoga była ostatecznym backupem. Orientację np. mogła określić za pomocą przyrządów w gruncie rzeczy żeglarskich - sekstansu (w nieco nowocześniejszym wydaniu). Zresztą i tak musieli to robić regularnie, aby zniwelować dryf żyroskopów. Dzięki telemetrii Huston też było backupem, w tym komputerowym. Zresztą w ogóle mogli po prostu z Ziemi wydawać polecenia do AGC. Natomiast dublowali rzeczy "przeżyciowe", jak np. ilość tlenu - jeden zbiornik był nadmiarowy (pamiętam we wspomnieniach Lovella, że kiedy trzasnęło w SM ale jeszcze nic nie było wiadomo poza tym, że najwidoczniej diabli wzięli jeden zbiornik z tlenem, to on się bardzo zmartwił ale nie z powodu, że może zginą, tylko bo wiedział już, że z lądowania nici, gdyż NASA wymagała dwóch sprawnych zbiorników do lądowania na Księżycu, mimo, że jeden był wystarczający).

Platformy inercyjne owszem były skomplikowane i zawierały dużo części, ale ta technologia akurat była już bardzo dobrze rozwinięta i "przepracowana". Co najmniej od 10 lat B-52 latały z automatyczną platformą żyroskopową samoczynnie namierzającą słońce lub gwiazdy w celu stałej aktualizacji położenia samolotu metodą astronawigacji bez absorbowania nawigatora. Miało to wielkość większego garnka.

Nie martw się, cud był w przenośni. Wszystkie elementy można było przetestować na Ziemi czy na orbicie - poza jednym - lądowaniem LM na Księżycu. Trenażer "ziemski" aczkolwiek wielce zmyślny, ujmujący sobie 5/6 wagi i umożliwiający przedziwne doświadczenie skromnego przyspieszenia w poziomie pomimo dużego wychylenia - to jednak nie było to samo. Ani do końca nie niwelowało tego kilka udanych lądowań Surveyorów jako dostarczycieli danych o gruncie. Lądowanie było nierozpoznane. Pomimo niesamowitego osiągnięcia naukowego i inżynierskiego, jakim był sprzęt, który to umożliwił zostało dostatecznie dużo niewiadomych w tym momencie, żeby wszystko poszło nie tak. I był to jeden z dwóch w zasadzie momentów, kiedy już nic nie dałoby się zrobić (drugi to wejście w atmosferę - no ale to już było oswojone i przetrenowane). Gdyby Apollo 11 trafił na głaz, albo Apollo 15 nie tylko się przechylił, ale i przewrócił, byłoby po ptakach.

A co do Shackletona, też się tym pasjonowałem, ale mimo wszystko środowisko mieli bardziej przyjazne no i co nieco wyciągnęli ze statku, nim pochłonęło go morze... Mogli też oczekiwać ratunku.

22
Hyde Park / Odp: D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« dnia: Kwietnia 23, 2026, 08:44:07 pm »
Dykta, czyli sklejka ewentuanie płyta pilśniowa, miękka bądź twarda, a w świecie rozrywki denaturat. Dykta jest raczej nieco grubsza przeciętnie i mowa o strzelaniu na ~5000 m a nie 50 m jak w moim przykładzie ale w ogóle nie chodzi o jej grubość tylko o fakt, że masz trafić w jej powierzchnię, która jest mniej więcej styczna do toru lotu pocisku. Grubość nie ma nic do rzeczy, przecież pisałem o trafieniu w określony punkt na powierzchni tej dykty czyli od góry a nie w jej krawędź z boku. Nieznaczny błąd na kierunku powoduje nieznaczne przemieszczenie punktu trafienia w bok, a nieznaczy błąd w podniesieniu powoduje bardzo duże przemieszczenie punktu trafienia w głębokości (przód-tył). Kiedy armata strzela w ogóle spod tej płaszczyzny, na której jest cel (armata jest poniżej niej) to jeśli pociski nie są dotatecznie wolne, to zawsze przeniosą nad celem. Generalnie okręty prowadzą ogień dokładnie odwrotnie, to jest cel, ze względu na krzywiznę ziemi, jest poniżej płaszczyzny, na której znajduje sie strzelający. Poza tym już napisałem o problemie z określeniem pozycji działa na okręcie względem celu (w przeciwieństwie do artylerii lądowej) - przypuszczam, że w epoce ten błąd na poruszającym się okręcie to było kilkadziesiąt metrów w danej chwili - i o tyle przesuwał się punkt trafienia. Czytając ile kalibrów 12" mieści się w 2 m mam wrażenie że uważasz, że pociski te padają w punkt, tymczasem nie ma idealnych pocisków, naważek, wiatry są zmienne, ma znaczenie temperatura powietrza (gęstość) i temperatura prochu, rosnąca temperatura i rozszerzalnośc lufy i jej zużycie itd. Tu znalazłem tablicę dla działa 16" to zobacz, jakie w zakresie 3-5 km są odchyłki dla rozmaitych czynników a przede wszystkim, że w tym przedziale odległości kąt padania jest miedzy 1 a 2 stopnie, czyli praktycznie poziomo.

https://i0.wp.com/mathscinotes.com/wp-content/uploads/2017/12/RangeTableExample.png?ssl=1

A co do reszty pytań. Nie wiem. A jakiego kalibru były założenia przyjęte przez strategów w operacji Market-Garden, tak dla porównania? To jest kriegspil. Gra w szachy bez widoczności figur przeciwnika.

23
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 23, 2026, 07:37:10 pm »
No, wszystkiego to się nie da zdublować, zwłaszcza głównego silnika czy innych zbyt ciężkich rzeczy, ale jednak wiele rzeczy było podublowanych albo nadmiarowych w CSM, jak cała pirotechnika (kable), silniki korekcyjne, spadochrony, ablacja, komunikacja, ogniwa paliwowe, zbiorniki z tlenem (wystarczył jeden a były dwa, a po Apollo 13 dodano trzeci), system pionujący po wodowaniu, trochę tego było. Któryś CM lądował tylko na 2 z tych 3 spadochronów. Apollo 13 doznał podczas wejścia na orbitę Ziemi wyłączenia jednego z silników głównych z powodu rezonansu ciśnieniowego, ale pozostałe były w stanie dokończyć robotę.

No a toaleta nie wytrzymała, tylko ciekawe, czy z powodu, że była wadliwa ideowo, czy doznała przypadkowej usterki. Jak to Lem stwierdził, powiedzieć, że kimś "rzuca", to znacznie mniej niż powiedzieć, że ma drgawki kloniczne i toniczne.

24
Hyde Park / Odp: no nie mogę...
« dnia: Kwietnia 23, 2026, 11:37:30 am »
Kogo mi typologicznie ta postura i gestykulacja przypomina...

25
DyLEMaty / Odp: AI - przerażająca (?) wizja
« dnia: Kwietnia 22, 2026, 12:55:03 pm »
Hłe, hłe...

Kancelaria Sullivan & Cromwell, czołowa firma prawnicza z Wall Street, której prawnicy liczą sobie 2 tys. dolarów za godzinę pracy, kaja się po przedstawieniu w sądzie pisma, wygenerowanego przez AI. Według sądu zawierał on liczne halucynacje sztucznej inteligencji.

Nieścisłości w piśmie do sądu wytknęła prawnikom kancelaria Boies Schiller Flexner, reprezentująca Prince'a i Zhi. W dokumencie złożonym w zeszłym tygodniu BSF zauważył, że słowa, które S&C cytowało w swoim wniosku, "nie pojawiają się w rozdziale 15 amerykańskiego kodeksu upadłościowego" oraz wskazał na "wiele cytowanych orzeczeń", które zostały "błędnie przepisane lub błędnie zidentyfikowane".

Stwierdzono też, że jedna ze spraw cytowana przez S&C we wniosku "nie jest prawdziwą" i odnosi się do "innej decyzji w innym okręgu".

26
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 20, 2026, 03:08:44 pm »
Ta, no ale to inna bajka jednak. To się mogło zdarzyć w każdej kabinie. Ruscy też mieli na początku podobny przypadek w teście naziemnym w atmosferze tlenowej, aczkolwiek nie w kabinie tylko w pomieszczeniu no i ofiara była jedna.

27
DyLEMaty / Odp: Roboty
« dnia: Kwietnia 20, 2026, 12:21:16 pm »
Niech mnie ktoś stąd zabierze. To się dobrze nie skończy.

Chłodzenie cieczą? Hm, zdaje się że już to wynaleziono. Jakieś 200 mln lat temu ;) . Z drugiej strony konieczność rozproszenia 2 kW odpadowej mocy cieplnej - człowiek biegnąc na takim dystansie generuje tej mocy 2-3 razy mniej.
Ale mimo wszystko, niech mnie ktoś zabierze stąd.

28
Hyde Park / Odp: D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« dnia: Kwietnia 20, 2026, 09:55:38 am »
Może postudiuję jeszcze ten temat głębiej, bo mnie zaciekawił (dziękuję), natomiast kwestia możliwości uniesienia lufy nie świadczy sama przez się o możliwości zwalczania celów ogniem pośrednim na względnie małym dystansie, ponieważ kluczowe jest, jaki najmniejszy zasięg może mieć strzał, żeby pociski nie przenosiły. To że można podnieść armatę zwiększa zasięg, ale tu chodzi o jego zmniejszenie przy zachowaniu w miarę stromotorowego upadku pocisku. Bo oczywiście zasięg można zmniejszyć opuszczając lufę, tylko to powoduje płaskotorowy lot pocisku i trudność w zwalczaniu celów zasłoniętych, zwłaszcza, jak się jest poniżej nich. A konkretnie zmniejszenie zasięgu w pożądany sposób wymaga zmniejszenia prędkości wylotowej. Mając karabin w rękach możesz go unieść i pionowo ale nie zmienia to postaci rzeczy, że trafienie w pionowy patyk 50 m od Ciebie jest względnie łatwe a w poziomy patyk - znacznie trudniejsze. Ponieważ małe błędy w podniesieniu przy strzale do pionowego patyka, przy praktycznie płaskotorowym locie pocisku na tym dystansie, nie mają znaczenia - trafisz w patyk trochę wyżej, lub trochę niżej, jeśli tylko kierunek dobry. Natomiast na tej samej zasadzie niewielkie błędy w podniesieniu przy strzale do poziomego patyka powodują, że nie trafisz. Jak sobie wyobrazisz, że strzelasz nie do poziomego patyka, a do dykty 2x2 m tak umocowanej, że widzisz ją stycznie (czyli widzisz tylko jej poziomą krawędź), to trafienie w jakiś określony punkt na jej powierzchni jest bardzo trudne. Jak sobie wyobrazisz, że dykta to zaplecze plaży, a ten punkt na jej powierzchni to działo w schronie, to zdaje mi się, że to jest właściwy model sytuacji.

Teraz, zdaje mi się, że w epoce przynajmniej część armat 150-coś a zwłaszcza 200-coś mm było rozdzielnie ładowanych, a na pewno dotyczyło to artylerii głównej (dział 350-coś mm i większych). Generalnie rozdzielne ładowanie (pocisk osobno, potem worki z ładunkiem miotającym) pozwala zmieniać prędkość wylotową i w związku z tym donośność. Pocisk leci po baliście i na granicy donośności zawsze spada stromotorowo. Dlatego zastrzegałem, że chodzi mi o haubice w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, bo np. Krab ma lufę 52 kalibry i prędkość wylotową nawet ponad 1000 m/s (czyli dużo) - więc może strzelać stromotorowo na 40-coś km, ale zmniejszając liczbę worków z prochem można też strzelać nawet tylko na 4-coś km.

Pytanie na ile było to możliwe w armatach morskich, bo filozofia strzelania, zwłaszcza z dużych kalibrów była taka, żeby pocisk na granicy zasięgu wszedł stromotorowo od góry przez pokład, gdzie nie ma pancernej burty i eksplodował wewnątrz. Czyli w zasadzie armaty morskie, przynajmniej tych większych kalibrów, były do tego przystosowane, pytanie tylko, jaki był minimalny zasięg, albo minimalna prędkość wylotowa. Ale o ile wiem, to armaty średniego kalibru były wówczas co prawda rozdzielnie ładowane, ale zwykle w systemie quick-fire, tzn. ładunek miotający był w łusce a nie w workach i nie wiem, czy te "łuski" były w odmianach różniących się ilością prochu.

A że wspierali dużo dłużej. Oczywiście paradoksalnie im dalej, tym lepiej mogli wspierać, zwłaszcza z większych kalibrów to i 30 km mogli - tylko im dalej, tym bardziej malała szansa celowego, punktowego trafienia więc raczej było to typowo artyleryjskie wsparcie, czyli młócka w nadziei, że w coś się trafi. Choć pamiętam jakieś wspomnienia amerykańskiego matrosa, który opowiadał, jak w D-day (ale przy widoczności celu) zabawiali się w zrzucanie wież z czołgów niemieckich.

PS i tak jeszcze z innej beczki to zdaje mi się, że przeceniasz nieco możliwość trafienia pośredniego z morza w nawet bardzo dobrze określony geometrycznie punkt na lądzie ogniem pośrednim. To nie jest artyleria lądowa. Działo znajduje się na okręcie, który nie ma dobrze określonej pozycji a w dodatku ta pozycja się stale zmienia o metr-metry na sekundę. Pomimo posiadania przez większe jednostki analogowych komputerów kierowania ogniem, które eliminowały chwiejbę własną oraz znosiły ruch wzajemny strzelającego i celu - to jednakże bazowały one na widoczności npla w celowniku.

29
Hyde Park / Odp: D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« dnia: Kwietnia 19, 2026, 08:13:00 pm »
Jeśli chodzi o źródła to można zgłębiać, tylko życie krótkie... Tu np. są "bigoty" z epoki: https://www.eisenhowerlibrary.gov/sites/default/files/research/online-documents/d-day/overlord-part-1.pdf .

A jeśli chodzi o dłuższe strzelanie a zwłaszcza jego efektywność. Jeśli chodzi o artylerię okrętową to czuję się wybitnie niekompetentny, tym niemniej zdaje mi się, że na morzu stawia się na zasięg i artyleria okrętowa to armaty a nie haubice. W tradycyjnym rozumieniu tego słowa: armata - działo o lufie 40 i więcej kalibrów, strzelające płaskotorowo, haubica - działo  o lufie 15-30 kalibrów, strzelające stromotorowo. Myślę, że mogło to stanowić problem, ze względu na przewyższenie celu nad działem i być może wynikające z tego zakrycie celu bliżej położonym w stosunku do działa terenem. Przy braku widoczności celu pozostaje tylko ogień pośredni, do którego jak sądzę te armaty się nie nadawały, nawet pomimo rozdzielnego ładowania. Zwłaszcza trafienie z takiego działa w cel niewielki powierzchniowy (czyli "płaski" i "niewystający") jest wybitnie trudne a pociski mają tendencję do rykoszetowania, bo uderzają stycznie do celu. Z tego samego powodu są nieskuteczne także wobec lżejszych umocnień, które generalnie zawsze buduje się poniżej gruntu, nawet jeśli to tylko okopy. To jednak tylko moje domniemania, zaznaczam. Pominąwszy, że schron dla działa w ogóle był stosunkowo małym celem a na ostrzał nawet 150 czy 200 mm wrażliwe było tylko pole 3x3 m czy coś koło tego od frontu.

Natomiast skądinąd gdzieś tam mi ćwierka za uszami, że szacowano prędkość reakcji Niemców, w znaczeniu jak szybko od chwili zero będą się w stanie poruszać z posiłkami na 20-30 km/h. Więc być może z tego wynikał pośpiech, bo Alianci bali się zepchnięcia do morza.

30
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 19, 2026, 09:55:27 am »
Generalnie chodzi o to, że w tych programach wszystko jest jednorazowe, z nadmiarem, i ma zadziałać raz. I nie za bardzo sofisticated. Plus testowanie tych prostych podstawowych rozwiązań. Odpowiadając najprościej. Na początku rakiety wybuchają. Potem przestają. Silnik diesla powinien bez awarii głównej przejechać np. 300 tyś km w osobówce, przez lata. A np. silniki średnioprężne do dziś działają, niektóre ponad 100 lat. Są cholernie niezawodne, ale kłopotliwe w rozruchu, paliwożerne i trują. Tym niemniej jakbym miał zostać na samotnej wyspie i miałbym mieć silnik, to wybrałbym średnioprężny.

A jeśli chodzi o moje zdanie to fakt, że Amerykanie bez strat lądowali na Księżycu to chyba cud. Zwłaszcza kwestia samego lądowania, pomimo tego zabawnego trenażera. Z którego zresztą Armstrong musiał się katapultować ratunkowo - czyli nie wszystko musiało pójść dobrze na Księżycu. Np. versus 2 katastrofy wahadłowców.

Strony: 1 [2] 3 4 ... 913