Autor Wątek: Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku - Agnieszka Gajewska  (Przeczytany 15106 razy)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6341
    • Zobacz profil
Odp: Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku - Agnieszka Gajewska
« Odpowiedź #45 dnia: Maj 30, 2022, 11:49:57 pm »
Cytuj
A jak pisze Kołakowski w pierwszym tomie "Głównych nurtów marksizmu".
Łomatko, i Tyś to przeczytał? Te wielką czarną cegłę co leży u mnie już dobre 30 lat? Kupiłem bodaj pod koniec komuny, ale ze względu na grubość, tylko przekartkowałem z myślą - może kiedyś się przyda?
I zająłem się praktyczną stroną zagadnienia, znaczy demontażem tego ustroju :)
A właściwie realnej emanacji książkowej teorii. Chociaż kilka lat wcześniej krążył po uczelniach zbuntowany marksista, jakiś profesor,  i wykładał, że ustrój musi upaść zgodnie z teorią Marxa. Coś o trzech filarach było. O elicie partyjnej, która stała się klasą wyzyskującą etc. No, mniejsza...
Wracając do tekstu
Cytuj
Z form rozwoju sił wytwórczych stosunki te zamieniają się w ich kajdany. Wówczas następuje epoka rewolucji socjalnej.
To chyba słaby punkt. Marks nie przewidział , że kajdany mogą być wyłożone pluszem. Że mogą być wygodne, a maksymalizacja wygody to najwyższy cel większości ludzi.
A Lem to już zobaczył.
Więc, jaka tam rewolucja socjalna.
Do niej trzeba by ten kryzys wygenerować. Ale tym już zajmuje się kolejne pokolenie marksistów - frankfurterków  8)
Obecnie demokracja ma się dobrze – mniej więcej tak, jak republika rzymska w czasach Oktawiana

A

  • YaBB Newbies
  • **
  • Wiadomości: 28
    • Zobacz profil
Odp: Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku - Agnieszka Gajewska
« Odpowiedź #46 dnia: Maj 31, 2022, 12:51:37 pm »
Cytuj
A jak pisze Kołakowski w pierwszym tomie "Głównych nurtów marksizmu".
Łomatko, i Tyś to przeczytał? Te wielką czarną cegłę co leży u mnie już dobre 30 lat? Kupiłem bodaj pod koniec komuny, ale ze względu na grubość, tylko przekartkowałem z myślą - może kiedyś się przyda?
I zająłem się praktyczną stroną zagadnienia, znaczy demontażem tego ustroju :)
A właściwie realnej emanacji książkowej teorii. Chociaż kilka lat wcześniej krążył po uczelniach zbuntowany marksista, jakiś profesor,  i wykładał, że ustrój musi upaść zgodnie z teorią Marxa. Coś o trzech filarach było. O elicie partyjnej, która stała się klasą wyzyskującą etc. No, mniejsza...

Wracając do tekstu
Cytuj
Z form rozwoju sił wytwórczych stosunki te zamieniają się w ich kajdany. Wówczas następuje epoka rewolucji socjalnej.
To chyba słaby punkt. Marks nie przewidział , że kajdany mogą być wyłożone pluszem. Że mogą być wygodne, a maksymalizacja wygody to najwyższy cel większości ludzi.
A Lem to już zobaczył.
Więc, jaka tam rewolucja socjalna.
Do niej trzeba by ten kryzys wygenerować. Ale tym już zajmuje się kolejne pokolenie marksistów - frankfurterków  8)

Jeśli masz "Główne nurty..." Kołakowskiego wydane jeszcze przez "Kulturę" paryską, to może być ono obecnie cenne.
Wracając do tekstu Marksa. Tak, to słaby punkt. Zrozumiał to Lenin, tworząc partię kadrową złożoną głównie z inteligencji, bo to ona jest zdolna zrobić rewolucję, a nie proletariat. Wiedzieli też o tym tzw. doradcy "Solidarności".
Obecnie marksiści - frankfurterki, jak ich określiłeś, to przecież też nie robotnicy.
 
« Ostatnia zmiana: Maj 31, 2022, 01:01:49 pm wysłana przez A »

.chmura

  • Juror
  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 294
  • I Love YaBB 2!
    • Zobacz profil
Odp: Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku - Agnieszka Gajewska
« Odpowiedź #47 dnia: Lipiec 25, 2022, 06:02:37 pm »
Jeszcze to, trochę opóźnione. Ukazało się m.in. w kwartalniku Zdanie, 1/2022, s. 77-78, nie mam dobrego linku. Chyba rymuje się z tą recenzją z "Twórczości" (https://forum.lem.pl/index.php?topic=2161.msg92396#msg92396).
*
"ZAGŁADA, MARKSIZM I GWIAZDY
Na stulecie urodzin Stanisława Lema 


Pamiętam stary drewniany dom na skraju wsi w Europie Środkowej i czytaną pod kołdrą, w świetle latarki, „Solaris”, która  była wtedy dla mnie dziwną, odstającą od ulubionej normy science fiction, opowieścią „o kosmosie”, „o rakietach” i o milczącym Oceanie Plazmy. Wabiły mnie te słowa jak ćmę i odpychały zarazem, bo autor marnował  oczywiste szanse i w książce nie było ani laserowych miotaczy, ani wężowych splotów, ani nawet różanych piersi. Potem, osłupiały, czytałem „Solaris” w warszawskim akademiku. Nadal zdarzało się, że opuszczałem wirtuozerskie opisy (np. budowanych z miliardów ton śluzu wizualizacji rzekomych matematyk Obcego, śnionych wiwisekcji Krisa Kelvina), a mimo to słowa Lema odzywały się we mnie, głucho, niejasnym przeczuciem, iż nic nie jest takie, na jakie wygląda. Piszę o Stanisławie Lemie; z puzzli składam obraz pisarza; próbuję zrozumieć, co przydarzyło się tamtemu dwunastolatkowi.
*
Tuż po wojnie, już w Krakowie, młody uchodźca ze Lwowa spotkał bliskiego przyjaciela Witkacego, doktora filozofii Mieczysława Choynowskiego, organizatora Konwersatorium Naukoznawczego Asystentów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Choynowski został mentorem Lema, Lem czytał, co mu podsunął Choynowski, dyskutowali. Przez ręce przyszłego autora „Solaris” przechodziły m.in. książki z zagranicy wysyłane dla zniszczonych polskich uniwersytetów. Studiował je ze słownikiem, bo nie znał angielskiego. W efekcie, zapewne jako jeden z pierwszych Polaków, zapoznał się m.in. z cybernetycznymi pracami Norberta Wienera, teorią informacji Claude’a E. Shannona i z najnowszymi koncepcjami neopozytywistów. Wrażenia z tych lektur mieszały się ze wspomnieniem egzekucji lwowskich Żydów i ‒ sądzę ‒ z fascynacją marksizmem. Ślady tych wspomnień i tej fascynacji pozostały z nim na zawsze.

Okupacyjna trauma na wiele sposobów powracała w książkach Lema. Niekiedy przypominała o sobie jawnie, np. w scenie łapanki w drugim tomie „Czasu nieutraconego”, w obrazach spopielonych i zmumifikowanych trupów w „Edenie” i „Niezwyciężonym”. Innym razem, skryta, czaiła się za opisami lęku i braku nadziei bohatera „Pamiętnika  znalezionego w wannie”, ukrywającego się w labiryncie Gmachu, który mógłby być lwowskim gettem. Najbardziej oczywistym przykładem jest jednak nocna rozmowa uczestniczących w Projekcie MAVO naukowców w wydanym w 1968 r. „Głosie Pana” i opowieść Rappaporta (czyli Lema), wspominającego kolejkę czekających na rozstrzelanie i chusteczkę esesmana, której niepokalaną bielą aryjski „bóg wojny” odgradzał się od mdlącego smrodu palonego żydowskiego ścierwa.

Natomiast fascynacja marksizmem zaowocowała m.in. serią wydanych przed 1956 r. opowiadań i powieści (np. „Astronauci”, „Obłok Magellana”). Za sprawą talentu autora skuteczniej propagowały one prostacki komunizm niż całe wydziały propagandy partyjnych komitetów. Ślady marksizmu przetrwały u Lema także w postaci przywiązania do wizji dziejów, czyli tzw. materializmu historycznego („histmatu”), które potwierdził np. artykułem opublikowanym w 1967 r. w „Gazecie Krakowskiej”. Ogólnie siłą napędzającą przemiany społeczeństwa jest u Lema zautonomizowany rozwój technologii, np. rozwój inżynierii genetycznej (jakby to ujął partyjny aparatczyk: „postępujący rozwój sił wytwórczych”). Ta fundamentalna dla marksistowskiej historiozofii myśl pojawia się w bardzo wielu, także późnych, jego wypowiedziach.

O wiele ważniejsze od wspomnień ze Lwowa i marksizmu okazały się jednak książki od Choynowskiego. Myślę, że spełniły rolę „generatora pomysłów”. Po przepuszczeniu przez filtr Lemowego mózgu zamieniały się w olśniewające pięknem sugestywnego języka i humorem opowieści, które po 1956 r. ogromnymi nakładami wdarły się w świadomość Polaków, zwłaszcza młodych Polaków. Myślę, że – przede wszystkim – interesowała Go nieskończoność, która w XX wieku, za sprawą wykładniczego postępu nauki, stopniowo otwierała się przed oczami zdolnych patrzeć. Jedni budowali nowe huty, inni stali w peerelowskich kolejkach, a Lem, w przebraniu „pisarza science fiction”, czytał, myślał i – zmagając się z cenzurą – pisał o skutkach opanowania przez ludzi kodu dziedzicznego, o fundamentalnej niemożności kontaktu małpiego potomstwa z planety Ziemia z ukrytą w kosmosie Obcością, o życiu duchowym komputerów.

Dziesiątkami milionów przetłumaczonych na wiele języków książek zachwycił nie tylko Polaków, lecz także Wschód i Zachód, czytelników w Rosji i w Niemczech, w Japonii i w Ameryce. O transhumanizmie pisał przed transhumanizmem. „Solaris” została sfilmowana najpierw przez genialnego rosyjskiego mistyka kina, Andrieja Tarkowskiego, guru Ingmara Bergmana, a potem  przez nagrodzonych Oscarami twórców z Hollywood: Stevena Soderbergha i Jamesa Camerona. Bohaterowie zaludniający dziś wyobraźnię przeciętnego mieszkańca Ziemi, tacy jak Terminator czy Matrix, w pewnym sensie są zatem potomstwem Stanisława Lema. 

A potem, w ostatnich latach życia, ostatecznie porzucił beletrystykę na rzecz eseistyki okołonaukowej i felietonów. Jakaż szkoda!

To prawda, dał się uwieść stalinowskiej nibyfilozofii i – chyba – nie przyznał się do tego nawet sam przed sobą. Inteligencja nie uchroniła młodego pisarza przed akceptacją marksistowskiej teorii rozwoju społecznego, a nawet przed wiarą w to, że Amerykanie zrzucają stonkę na polskie pola. Paradoksalnie, jakoś upodabnia go to do Leszka Kołakowskiego, z którym skądinąd wadził się do samego końca. Piszą jednak, że zapewne najsławniejszy dwudziestowieczny logik matematyczny Kurt Gödel umarł z głodu, bo mylnie sądził, że chcą go otruć i odmawiał jedzenia. Może to dobrze, że wszyscy bywamy omylni? Może nie byłoby twierdzenia o niezupełności, jeśliby mózg młodego Gödla nie był podatny na depresje? Może nie byłoby „Solaris”, gdyby mózg młodego Lema nie potraktował serio pięknych bajek o szczęściu powszechnym?     
*
Myślę, że mieliśmy szczęście, że ten wybitny ateista i sceptyk był z nami i z nami rozmawiał, nim nas porzucił. Zapewne powędrował w górę hierarchii Rozumów, za Honest Annie, opisanym  przez siebie milkliwym Komputerem Mędrcem. Jeśli tak, to mieszka teraz (tak przynajmniej zdaje się twierdzić Golem XIV, kuzyn Honest Annie) w listkach brzozy lub – może – w oceanicznych prądach Golfsztromu. Mieliśmy szczęście, bo bez opowieści Mistrza ze swoimi świętymi obrazikami, endemicznym antysemityzmem, niechęcią do książek i zamiłowaniem do teorii spiskowych bylibyśmy dziś w oczach rozwiniętego świata jeszcze bardziej prowincjonalni, dziwaczni, nieco kłopotliwi, lecz raczej śmieszni.

   Bogusław Czarny"

« Ostatnia zmiana: Lipiec 25, 2022, 06:22:31 pm wysłana przez .chmura »

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 14437
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
« Ostatnia zmiana: Lipiec 25, 2022, 08:48:33 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

.chmura

  • Juror
  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 294
  • I Love YaBB 2!
    • Zobacz profil
Odp: Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku - Agnieszka Gajewska
« Odpowiedź #49 dnia: Lipiec 26, 2022, 10:06:18 am »
Q: "A znajdzie się  ;): https://gazeta.sgh.waw.pl/zaglada-marksizm-i-gwiazdy". 

Niestety, wersja, którą przywołujesz, Q, odrobinę różni się od oryginału. Na przykład, zamiast "mdlącego smrodu palonego żydowskiego ścierwa" .chmura widzi w niej "mdlącego smrodu palonych ciał". Dlatego napisałom "nie mam dobrego linku".

.chmura

  • Juror
  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 294
  • I Love YaBB 2!
    • Zobacz profil
Odp: Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku - Agnieszka Gajewska
« Odpowiedź #50 dnia: Lipiec 26, 2022, 10:16:18 am »
Poza wszystkim, zawsze sądziłam, że rozległy temat "Lem a marksizm" zasługuje na uwagę, choćby z przekory, ale także dlatego, że on dotyka ważnych, lecz – niestety – jakby niepoprawnych politycznie tematów w rodzaju "Polska inteligencja wobec marksizmu po II wojnie światowej", czy nawet "Dorobek Peerelu". Niestety, .chmura doskonale wie, ile pracy kosztowałby taki artykuł. Na mieście mówili mi jednak, że Pani Agnieszka Gajewska przymierza się do tej problematyki.

Szkoda, że na forum nie ma takiego wątku. No bo chyba nie ma?


Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 14437
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku - Agnieszka Gajewska
« Odpowiedź #51 dnia: Lipiec 26, 2022, 10:54:34 am »
Niestety, wersja, którą przywołujesz, Q, odrobinę różni się od oryginału. Na przykład, zamiast "mdlącego smrodu palonego żydowskiego ścierwa" .chmura widzi w niej "mdlącego smrodu palonych ciał".

Prawda, jednak można chyba wybaczyć taką odrobinę cenzury lub autocenzury (nawet jeśli znacząco zmienia emocjonalną temperaturę cytowanego zdania). W obecnych czasach bowiem przytoczony fragment mógłby, przy pewnej dozie złej woli lub nieumiejętności czytania ze zrozumieniem, stać się zarówno pożywką dla antysemityzmu, jak i podstawą do niesłuszno-nadgorliwych oskarżeń o tenże... (Jasne, fajniej by było żyć w świecie, w którym jedno ani drugie by nie groziło.)

Szkoda, że na forum nie ma takiego wątku. No bo chyba nie ma?

Sądzę, że "Poglądy polityczne Mistrza" tu pasują (bo ich ewolucja jak najbardziej mieści się w ramach tematu), choč zawsze można założyć osobny wątek, biorąc pod uwagę, że marksizm to również filozofia z pretensjami do całościowego wyjaśniania świata.

ps. A propos... Jak to czytam, to jakbym "Imperializm na Marsie" czytał:
https://trybuna.info/opinie/kres-liberalnej-utopii/
« Ostatnia zmiana: Lipiec 26, 2022, 08:02:41 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

.chmura

  • Juror
  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 294
  • I Love YaBB 2!
    • Zobacz profil
Odp: Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku - Agnieszka Gajewska
« Odpowiedź #52 dnia: Sierpień 12, 2022, 06:12:59 pm »
Q: „A propos... Jak to czytam, to jakbym "Imperializm na Marsie" czytał:
https://trybuna.info/opinie/kres-liberalnej-utopii/”.


Moim zdaniem, Q, masz rację. Są pewne podobieństwa, w końcu zarówno ten artykuł Stanisława Lema z Życia Literackiego z lutego 1953 r., jak i ten przywołany przez Ciebie artykuł Xaviera Wolińskiego z Trybuny z lipca 2022 r. mają cel perswazyjny. Ale są i różnice.
*
W Imperializmie na Marsie Lem bardzo zręcznie operuje językiem à la Historia WKP (b). Krótki kurs Stalina. Chodzi nie tylko o koncepcję nieuchronnej ewolucji społeczeństw ku komunizmowi („histmat”), lecz także np. o tezę o wyzysku pracy najemnej przez kapitalistów (nazwa „wartość dodatkowa” nie pada). Uważny czytelnik Imperializmu… odnotuje ślady marksowskiej koncepcji alienacji i – jakby – odległe echo Lenina teorii poznania ("odbicia") (ta „obiektywna rzeczywistość”…). Nie bez podstaw zatem w liście z grudnia 1953 r. Lem pisał m.in. o sobie: „my marksiści”.
    W szczególności kapitalizm Lem opisuje jako „system stosunków produkcji, utworzony przez człowieka, w którym rodzą się prawa obiektywne, niezależne od swego twórcy i zwracające się przeciw niemu w kryzysach, wyzysku i wojnach niosących zagładę milionom”. Naiwni (lub wyrachowani) zachodni pisarze science fiction instytucje społeczne uznają – błędnie – za dane i niezmienne. „Jednym z takich świętych (…) tabu jest własność prywatna, tak tedy podnoszą ją do rangi absolutu i rzutują w najdalszą przyszłość, na jej podstawach usiłując wznosić swoje wymarzone utopie. (…) Otrzymujemy w taki sposób obłędne, przerażające, makabryczne wizje, a dzieje się tak dlatego, ponieważ egzystujący w stadium agonalnym imperializm nie ma przed sobą żadnych w ogóle dróg rozwoju i przedłużanie w przyszłość jego stosunków społecznych prowadzi do nikąd”. Cóż: „gdy (…) pisarz stara się być głuchy na głos konieczności historycznej i los klasy rządzącej państwa imperialistycznego utożsamia z losem ludzkości, pojawiają się obrazy (…) martwych, zrytych kraterami bombowymi globów, zboczeń seksualnych, (…) obrazy społeczeństwa rządzonego terrorem i przekupstwem, przed którego potwornością zbawić może tylko ucieczka w obłęd lub śmierć…”. Najogólniej: „przyjmując jako założenie kapitalistyczne stosunki produkcji i własności, nie sposób stworzyć godnej człowieka perspektywy przyszłości świata”.
Ten ponury obraz przeciwstawia Lem krajom realnego socjalizmu. „Całkowicie odmiennie rzecz przedstawia się w społeczeństwie budującym socjalizm. Z niego wszystkie drogi prowadzą w przyszłość i dlatego przed pisarzem (…) otwierają się tu oszałamiające swoim bogactwem  horyzonty”. I tak dalej.
*
Co się zaś tyczy Xaviera Wolińskiego, to – owszem – nieco przesadza z krytyką liberalizmu, a także bywa niejasny i gołosłowny. Sądzę jednak, że w podstawowych sprawach –  w odróżnieniu od autora Imperializmu… – ma rację. Na przykład, ma rację, pisząc że organizacja gospodarki społeczeństw rozwiniętych wymaga głębokich zmian. Podobnie jak Woliński uważa np. Thomas Piketty, a także niejaki Joe Biden, który wygrał ostatnie wybory, głosząc m.in. potrzebę przebudowy Ameryki na sposób socjaldemokratyczny. Jednakże taki pogląd Wolińskiego, a nawet jego nawiązanie do zapatyzmu, to za mało, żeby go nazwać podobnym do Lema z 1953 r. marksistą.
Wszak bez małych i dużych reform obraz społeczeństwa „wczesnokapitalistycznego” z Germinalu Emila Zoli byłby nadal aktualny. Nie byłoby za to np. ani polityki gospodarczej inspirowanej keynesizmem ani nowoczesnego państwa dobrobytu. Nie byłoby też fenomenu państw nordyckich (Danii, Finlandii, Islandii, Norwegii i Szwecji), gdzie – z najlepszym znanym przybliżeniem – ziścił się marksowski sen o uspołecznieniu środków produkcji, tyle, że dokonało się to zupełnie innym sposobem, niż oczekiwał sam Marks (pamiętacie Summę? "Będziecie latać, ale inaczej niż za rozłożeniem rąk"). Więc to dobrze, że Woliński pisze o potrzebie gruntownych zmian współczesnej gospodarki, np. amerykańskiej. Może dzięki tym zmianom Stany rzeczywiście zaczną bardziej przypominać kraje nordyckie?

Dodam jeszcze, że także za drwinami Wolińskiego z „teorii skapywania” (ang. trickle-down theory) stoją niezłe argumenty empiryczne (w angielskojęzycznej Wikipedii można znaleźć wstępną bibliografię tematu: https://en.wikipedia.org/wiki/Trickle-down_economics ).
*
Też mam wrażenie, że te .chmurze dywagacje nazbyt brutalnie rozmijają się z tytułem wątku…
« Ostatnia zmiana: Sierpień 12, 2022, 09:23:16 pm wysłana przez .chmura »

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 14437
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku - Agnieszka Gajewska
« Odpowiedź #53 dnia: Sierpień 13, 2022, 09:21:30 am »
Widzisz, chmuro, skoro tak dywagujemy, o ile - powiedzmy - uśmiecham się na widok płomiennej retoryki obu Panów, o tyle zasadniczo jestem tu po stronie zarówno młodego Lema (z pewną poprawką na elementy, który mu wytknąłeś - z heglowską pewnością i pochwałą realsocu na czele*), jak i Wolińskiego. Tzn. zgadzam się zarówno z tym, że obecny system - jakkolwiek nieźle się w nim żyje, na tle tego, co znamy z historii - nie jest optymalny, dany raz na zawsze (w końcu ukształtował się całkiem niedawno, dlaczego więc jego rama czasowa miałaby być ograniczona tylko z jednej strony), niezmienny i niezastępowalny. Jak i z tym, że teraźniejszość rzutowana na świat futurystycznych technologii dawać może tylko - przez to sklejenie doraźnego z przyszłym - mniej lub bardziej (intencjonalnie lub nie) groteskowo-ponure bajki, lub (w wypadku większego talentu - i takichże ambicji - twórców) wizje-ostrzeżenia (co da się odnieść kolejno do Verne'a z jego "Paryżem...", Asimova z Heinleinem, Bradbury'ego**, Bestera, Blisha, Dicka, cyber- i postcyberpunkowców z Dukajem włącznie); czego - paradoksalnie? - uniknąć można albo idąc w prognozowanie stricte technologiczne (jak Clarke) lub rozważanie kwestii czysto naukowych - o ile coś takiego jak czysta nauka istnieje ("Solaris", "Głos...", niektóre Apokryfy), albo przyjmując założenie o przyszłej zmianie stosunków społ. ("Obłok...", południowe utwory Strugackich, Petecki, "Star Trek" z "Orville'm", banksowe "Kultury" i macleodowe "Dywizje Cassini"; także transhumanizmy eganowe). Czy płyną stąd wnioski wyciągnięte w "Imperializmie..." (po oczyszczeniu go z wiadomych elementów), czy jest to tylko paradoks (pokrewny wymyślanym przez filozofów) właśnie? Oto pytanie...

* Przy czym nie widziałbym w tym czystego koniunkturalizmu, raczej (typową wówczas dla wielu marksistów, i nie tylko marksistów, którym wkroczenie krasnoarmiejców przyniosło jednak ulgę od Hitlera), chęć przekonania samego siebie, że Stalin a zbrodnie jego przeminą, zaś sprawy - choć przez morze krwi - zmierzają mimo wszystko ku lepszemu.

** Straszacego nawet gdzieś w tle swoich poetyckich, marsjańskich opowiadań rasizmem czy wojną atomową.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 13, 2022, 06:50:29 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki