Polski > Hyde Park

O muzyce

(1/746) > >>

Evangelos:
Zakladam watek dla wszystkich milosnikow muzyki. Poniewaz to forum Lemologiczne wahalem sie jakis czas, ale w sumie w Hyde Parku mozna mowic o wszystkim, wiec rozpoczne cytatem z Obloku Magellana:

Nagle wszystko zawahało się, jakby olbrzymia siła, przelękniona własną odwagą, zatrzymała się na mgnienie — nastała cisza, krótka i tak gwałtowna, że serce przestało bić; potem melodia wybuchła.
Chciałem wstać i wyjść; to było nie do zniesienia. Ukradkiem, pochylając się, przebyłem, nie wiem jak, przestrzeń do drzwi. Znalazłem się w pustym półkolu marmurowych kolumn, oddychając nierówno, jak po wyczerpującym biegu. Zacząłem schodzić, bo muzyka goniła mnie i tu, choć stłumiona. Wtem dostrzegłem, że nie jestem sam.
O stopień wyżej stała Anna. Milcząc ująłem ją za rękę, wszystko jakby wygładzało się, zamierało, coraz dalsze i dalsze tony zrywów symfonicznych odprowadzały nas w głąb pustego korytarza; potem świsnęła cicho winda. Kilkadziesiąt kroków — i otwarła się galeria gwiazdowa.
Nie wiem, czy ja tam szedłem, czy też ona mnie prowadziła? Nie wiem. Staliśmy bez ruchu, a u naszych stóp, niewidzialnych, jakbyśmy się sami przemienili w czerń, rozchylały się głębie, czeluść bez kresu i dna, wieczna, niezmienna otchłań, a w niej stężałe światła — okrutne, okrutne gwiazdy.
Ścisnąłem dłoń Anny. Czułem jej ciepło, lecz byłem sam.
— Dziecko… — szeptałem — ty nic nie wiesz… on… on wiedział o nas, słyszysz? Wszystko wiedział, ten przedpotopowy muzyk, ten Beethoven, głuchy Niemiec z XVIII stulecia… On wszystko przewidział, on wiedział…

Przewspanialy fragment. A Was co porusza do glebi, jezy wlosy na karku, sciska w dolku i sprawia, ze serce boli od nadmiaru emocji i piekna?

p.s. Z podziekowaniami dla Q

Q:
Hmmm... Gust mam raczej konserwatywny. Klasycy, osobliwie wiedeńscy, ale też Vivaldi czy Stamitz (ma świetny kawałek, niestety, zapomniałem tytułu).

Chopin (choć późno się doń przekonałem), Bach, Haendel, Wagner, Verdi, Ravel...

Słucham taż czasem Schonberga czy Maessiana, bez przykrości, acz nie entuzjazmuję się.

Ogólnie groch z kapustą trochę, wybierany zależnie od nastroju.

Evangelos:
Ha, bo tak sie nalezy muzyka delektowac, w zaleznosci od nastroju wlasnie.
Co do Bacha, to moglbym gadac duzo, ale polecam Ci, jesli nie znasz jeszcze, kantate nr 172 "Jesus bleibt mein freund" w dowolnym wykonaniu. Mozna dostac pelnego objawienia podczas sluchania - zobaczysz, ze Ci sie spodoba ;)

EDIT: numerek kantaty mi sie pokickal i brak znajomosci niemieckiego daje znac o sobie, ale fajnie, ze znalazles.

Q:
Chętnie posłucham, ale z objawieniami jakoś nie chcę eksperymentować ;).

EDIT:
Wysłuchałem, w istocie znakomite. To jeden z nielicznych pożytków z religii ;).

A TO rzeczona perełka Stamitza ("Koncert klarnetowy B-dur"). Wykonanie jest jakie jest, ale daje pewne wrażenie o utworze.

Q:
I taka poboczna refleksja...

Rozpocząłeś ten wątek cytatem z "Obłoku Magellana" (który Ci zresztą usłużnie podsunąłem ;)), spowodował on, że wróciłem myślami nie tylko do swoich ulubionych kompozytorów (w tym rzeczonego "głuchego Niemca" ;)) lecz i do wątków muzycznych w science fiction. Przypomniał mi się główny bohater "Kłów" M. Resnicka słuchający przy pracy różnych utworów (zarówno fikcyjnych jak i pochodzących z naszej przeszłości/teraźniejszości). Wspomniałem aristosa Gabriela (z powieści "Aristoi" W.J. Williamsa), który, jak przystało na międzygwiezdnego arystokratę-estetę-hedonistę-biseksualistę, ma nadworną kapelę, słucha Mozarta w jej wykonaniu, a nawet komponuje operę*. Pomyślałem o stacji kosmicznej wirującej (u Kubricka) do melodii walca Straussa. Stanęli mi przed oczami bohaterowie filmidła ;), w których kontakt z kiczowatymi Obcymi, nie zabił dobrego smaku muzycznego (taki np. kapitan Picard był koneserem muzyki). Jednak przede wszystkim przypomniał mi się najoryginalniejszy meloman jakiego zna SF, bohater (słabiutkiej zresztą) powieścinki "Umrzeć w Italbarze" R. Zelazny'ego:

"Dr Larman Pels orbitujący dookoła świata o nazwie Lavona transmitował wiadomości do Centrum Medycznego, do Centrum Imigracji i Naturalizacji oraz do Centrum Statystyki Demograficznej. Po zakończeniu przekazu splótł ręce i czekał.
Oprócz założenia rąk, nie pozostało mu już nic więcej do roboty. Nie jadł, nie pił, nie oddychał, nie spał, nie wydalał, nie odczuwał bólu czy innych wrażeń zmysłowych, jakie odczuwa człowiek. Nie miał także wyczuwalnego pulsu. Od gnicia powstrzymywały go jedynie różnorakie chemiczne czynniki, w które wyposażony został jego organizm. Lecz by działał, potrzebne były jeszcze inne rzeczy.
Jedną z nich był niewielki system energetyczny, zaimplantowany we wnętrzu jego ciała. Pozwalał mu on na poruszanie się bez wydatkowania własnej energii (co prawda, nie opuszczał się nigdy na powierzchnię planet - zmieniłby się tam w żywy posąg, ponieważ poruszające go części mechaniczne nie dysponowały odpowiednią mocą, by przezwyciężyć siłę ciążenia). System ten, zasilany bezpośrednio z mózgu, dostarczał także odpowiednie bodźce, stymulujące wyższe procesy mózgowe, utrzymując je dzięki temu w ciągłym funkcjonowaniu.
Dr Pels był więc myślącym wyrzutkiem ze świata żywych, wiecznym wędrowcem, człowiekiem, który szukał i czekał - lecz przede wszystkim był poruszającym się trupem.
Druga rzecz popychająca go do działania nie była tak namacalna, jak energetyczny system podtrzymywania życia. Na kilka sekund przed śmiercią kliniczną jego ciało zamarzło, a kilka dni później odczytano jego Oświadczenie o Dyspozycji Dóbr. Ponieważ 'człowiek zamrożony nie posiada takiego samego statusu jak człowiek martwy' (sprawa Herms v. Herms. Powództwo Cywilne nr 187 - 3424) i może 'korzystać w pełni ze swej własności poprzez wcześniejszą demonstrację intencji, dokładnie w taki sam sposób, jak człowiek uśpiony' (sprawa Nyes v. Nyes. Powództwo Cywilne nr 14 - 187 - B). Tak więc, pomimo żarliwych protestów kilku generacji potomków, wszystkie dobra dr Pelsa zamienione zostały na gotówkę, która posłużyła na zakup statku kosmicznego z pełnym laboratorium medycznym oraz na przywrócenie samego dr Pelsa do stanu względnej ruchliwości. Niespecjalnie przeszkadzał mu fakt, iż przez nieokreślony bliżej czas trwać będzie w punkcie o dziesięć sekund oddalonym od śmierci, pod warunkiem, że będzie mu dane kontynuować prace badawcze. 'A zresztą - powiedział kiedyś - pomyślcie o tych wszystkich ludziach, którzy właśnie w tej chwili oddaleni są także o jedyne dziesięć sekund od śmierci, nawet nie zdając sobie sprawy z tego faktu. Przecież oni w dalszym ciągu zajmują się tym, co kochają najbardziej'.
Tak więc, największą miłością dr Pelsa była patologia. I to szczególnego rodzaju patologia. Znany był z tego, iż w pogoni za nową chorobą potrafił przemierzyć pół galaktyki. Był autorem błyskotliwych opracowań, twórcą kilkudziesięciu nowych leków, a także wykładowcą prowadzącym cykle wykładów na różnych światach z pokładu swego orbitującego laboratorium. Przedstawiony do kilku prestiżowych nagród, miał zapewniony wgląd do wszystkich banków informacji medycznych, jakie znajdowały się na planecie, którą akurat odwiedzał. Udzielano mu zresztą wszystkich informacji, jakich zażądał.
Unosząc się w swym laboratorium - przeszło sześciostopowa, chuda, bezwłosa i blada postać - dr Pels wydawał się być jedyną odpowiednią osobą, mogącą przeprowadzać badania różnorakich form śmierci. Teraz, gdy nie podzielał już przyjemności dostępnych zwykłym ludziom, prócz pracy pozostała mu jedna zaledwie rozrywka. Była to muzyka. Rozrywkowa lub klasyczna; jej dźwięki rozbrzmiewały dookoła niego bez chwili przerwy. Jego ciało wyczuwało ją, nawet gdy on sam jej nie słuchał bądź ignorował. W pewien sposób stanowiła dla niego substytut bicia serca i rytmu oddechu. Jednak jakikolwiek byłby tego powód, przez wszystkie te lata żył otoczony muzyką."

Autor informuje nas też czego (m.in.) ten gentleman słuchał ("La Mer" Debussy'ego, muzyka Wagnera) oraz jakie (okołomuzyczne) refleksje budził w innych:

"pomyślał o Pelsie, myślał bowiem o muzyce, niewidocznej, ulotnej, konsekwentnej w obrębie własnej logiki".

*Niestety, nie rzucę cytatami, bo książki te mam tylko w formie papierowej, za dużo roboty z wklepywaniem tekstu...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej