Autor Wątek: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]  (Przeczytany 5322 razy)

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6105
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #60 dnia: Październik 26, 2021, 12:51:11 am »
Cytuj
- przejrzałam go pobieżnie, nie czytałam dokładnie. Poprawię się.
A ja przeczytałem z przyjemnością (taka niegroźna perwersja :) )
Dobratam...doczytałam...znajdź różnice w obrazkach - oprócz epitetów, drobnych zmian - kilka punkcików, które zatrzymały:
- rozbawiało porównanie słupów energetycznych - w 1950 przypominają grzyby, a w 1955 czytamy o słupach rozstawionych szeroko jak nogi woźnicy, trzymającego napięte wodze...fiu!:))

- po latach przybył akapit o iście lekarskim wyczuciu Marcinowa do zastanej, a naładowanej - nomen omen - atmosfery

- mistrz kotłowy zamienił nazwisko z Mytarz na Witarz...

- zmiana zeznań Astrachowicza: w walczaku na spojeniu pierścion, od spodu do wysokości obmurowania, albo i na dłoń wyżej, podcięto coś trzydzieści nitów. Przy samej blasze. Dłutem (...) Ktoś z brygady musiał przemycić dłuto. Bo kamień kotłowy wolno odbijać tylko młotkami...
za 5 lat zmieni zeznania: w dennicy walczaka na zgięciu - wybrzuszenie. Jeden nit wyskoczył, reszta do chrzanu. Ze dwadzieścia. (...)
- Sabotaż?
- Nie, skąd. Tak, po prostu, ze starości. Zmęczenie materiału...


- pomimo sabotażu blachy walczaka nie wypchnęło, a ze starości "blachy walczaka wypchnęło"...

- dyrektor wyciąga z papierośnicy „mocnego”. Palce miał brązowe od nikotyny - za kilka lat wyciąga po prostu papierosa i odpalił go od tego którego miał w palcach
Tak-siak palacz…ale „mocny” i brudne palce podkreślają pochodzenie?

- po sabotażu 4 tygodnie na sprawdzenie pozostałych kotłów, po starości: 5 tygodni…

- w wersji 1950 mamy transformator (…) z dwudziestego piątego roku. Pracuje bez przerwy  od dwudziestu czterech lat, w wersji 1955: od dwudziestu paru lat.
Drobiazg, ale datuje rozdział poprzedni i spotkanie Stefana z Wielenieckim – wg wersji 1950 był to na pewno rok 1949, a nie wątpliwy 1950.

- Ponorski macha rękami jak pingwin, by 5 lat później machać nimi jakby coś niewidzialnego rzucał pod nogi Marcinowa - niechybnie kłody;)

- wyłączenie poniemieckiego transformatora to „pół województwa bez prądu, ponad 40 wielkich fabryk” – za 5 lat to to oraz i "…kopalnie…Wie pan, co by nas kosztowało? Przeszło trzy miliardy!!"

- za to odcięcie prądu fabryce szkła to strata 10 milionów, a za 5 lat to po prostu  katastrofa

- Gorzki, zakłady chemiczne w  Łęczyskach – później Gorzek nie ma a zakłady chemiczne przewędrowały do Ludków – ale w obu wersjach są najważniejsze, bo dla Śłąska…

- w 50 Marcinów pyta Ponorskiego co przewiduje 6 letni plan, a za 5 lat pyta go „A co z nową elektrownią?” - plan się wyplanował...

- ciekawe – w roku 50 „Urządzenia dostarcza Rosja”, a w 1955 są „za Związku Radzieckiego”

- na wieść o straszeniu robotników bezpieką – dyrektor szuka uchwytu – w 1950: znalazł poręcz fotela,  a za kilka latek: stół...nie dziwne - te kilka lat wygenerowało potrzebę mocniejszego uchwytu...

- deser: w 1950 Marcinów zwołuje robotników na zebranie, 5 lat później Ponorski proponuje…premię (Skąd wezmę na premię, czy to moja elektrownia? Jest plan! – oburza się dyrektor)

- na wyłącznik ze Szwajcarii czekają od 1946…zapłacony „dobrymi dolarami”, za kilka lat „ zapłacony dolarami…nie przyszedł od 47 roku.”
Dolary normalnieją, a latka skracają…
I znowu dostają urządzenia odpowiednio z Rosji – Związku Radzieckiego

Na narzekaniu na wykupujących wszystko Amerykanów kończy się wizyta w 1955 roku…spotkanie z robotnikami pominięte milczeniem, ale wrócili do pracy -  5 lat wcześniej Lem nie oszczędza czytelnika i serwuje mu przemowę Marcinowa…po prostu wzorzec robotnika i sekretarza…szczery, prawdomówny, sam zostaje z pierwszą zmianą, nikogo nie zmusza, kar nie będzie – a wszystko zatwierdzone imieniem PZPR, która to nigdy nie złamała danego słowa…wiecie!
To akurat brzmi komicznie – samo z siebie - nie trzeba mieć nawet naszej perspektywy -  szczególnie komicznie w kontekście tego, co zostało powiedziane w tym "Kotle"  wcześniej -  o dostawach, wyśrubowanych planach, brakach…kiedy to właśnie jeden wieleki zawód i złamane słowo…słowem: kocioł.

Ogólnie - powiedziałabym, że Marcinów 1950  jest postacią papierową, bez wyrazu i własnych myśli - wszystko wzięte z soc-wzorca, natomiast kilka lat później - chociaż dalej jest partyjny - zachodzą mu już jakoweś samodzielne procesy myślowe...przynajmniej: milczy:)

Cytuj
To wrócę do kotlnego - ciekawostką. Sabotażyści to pierwotnie para foksów i jeden leśny.
5 lat później zostało już tylko paru foksów. Leśny wypadł. Ot, czasy się zmieniły. Wiało odwilżą.
Jeszcze nie wyklęci, ale już nie sabotażyści.
Tak, w poście powyżej też to zauważyłam...

Cytuj
Zresztą, zapewne nie miał na myśli żadnej konkretnej elektrowni. Jak napisałaś - bardziej inspiracja, choć wygląda, że znał tematykę/mechanikę dość dokładnie.
Coś na elektrycznej rzeczy jest - miałam wrażenie, że czytałam już ten "Kocioł" a pomyliło mi się tematycznie z opowiadaniem o inżynierze Osieckim, któren pojechał budować elektrownię - "Historia o wysokim napięciu" z 1948 roku.

Czyli cmentarz musi poczekać...alele:
Cytuj
No i jest moja ulubiona megiera Ciekierska..czyli nie wiem jak temat ugryźć.
Megiera? :-\
« Ostatnia zmiana: Październik 26, 2021, 01:01:30 am wysłana przez olkapolka »
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5972
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #61 dnia: Październik 27, 2021, 06:34:05 pm »
Cytuj
a w 1955 czytamy o słupach rozstawionych szeroko jak nogi woźnicy, trzymającego napięte wodze...fiu!:))
W takiej sytuacji to bardziej wioo!, niż fiu! Chociaż... a może prrr?  :)
Ogólnie to podsumowałaś kompara...kompletne, można dodać - amen.
Cytuj
Ogólnie - powiedziałabym, że Marcinów 1950  jest postacią papierową, bez wyrazu i własnych myśli - wszystko wzięte z soc-wzorca, natomiast kilka lat później - chociaż dalej jest partyjny - zachodzą mu już jakoweś samodzielne procesy myślowe...przynajmniej: milczy:)
Ciekawe, czy ten wzorzec przemiany można uogólnić  :-\
Natomiast nie wyjaśnia się zasadniczy absurd - dlaczego w okolice Łodzi jedzie działacz KW z Krakowa - a co na to towarzysze łódzcy? (nie mylić z łuccy).
Z tego co słyszałem, była tam bardo prężna organizacja partyjna wsparta Moczarem i nie tylko.
Cytuj
Coś na elektrycznej rzeczy jest - miałam wrażenie, że czytałam już ten "Kocioł" a pomyliło mi się tematycznie z opowiadaniem o inżynierze Osieckim, któren pojechał budować elektrownię - "Historia o wysokim napięciu" z 1948 roku.
O, zapomniałem o tym.
Może warto przeczytać, może będą jakieś paralele?
Ale to później, jak będziemy rzeźbić glossy do tej bazy sokołowskiej.
Cytuj
Czyli cmentarz musi poczekać...alele:
Ok. nawet się znalazł...wprawdzie katolicki i czynny, aleć tam. Cmentarz jest cmentarz.
Cytuj
Megiera?
Jakoś tak...wyobraziła mi się.  :) No co....
Ależ to piękny obrazek był....chmura rzuca cień na targowisko tandety, a w nieodległej dali, w promieniach słońca jaśnieje czerwień nowych domów. I ten cytat...
« Ostatnia zmiana: Październik 27, 2021, 07:43:15 pm wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6105
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #62 dnia: Październik 29, 2021, 10:38:14 pm »
Cytuj
a w 1955 czytamy o słupach rozstawionych szeroko jak nogi woźnicy, trzymającego napięte wodze...fiu!:))
W takiej sytuacji to bardziej wioo!, niż fiu! Chociaż... a może prrr?  :)
:)))
Peja która się onomata?;)
Chociaż te to bardziej krzykniki...
Cytuj
Ogólnie to podsumowałaś kompara...kompletne, można dodać - amen.
Pół dzieciństwa klepałam amen-t.
I do dzisiaj tak mi pasuje..."t" jako kropka nad "n";)
Cytuj
Ogólnie - powiedziałabym, że Marcinów 1950  jest postacią papierową, bez wyrazu i własnych myśli - wszystko wzięte z soc-wzorca, natomiast kilka lat później - chociaż dalej jest partyjny - zachodzą mu już jakoweś samodzielne procesy myślowe...przynajmniej: milczy:)
Ciekawe, czy ten wzorzec przemiany można uogólnić  :-\
Nie pomyślałam, ale teraz tak sobie..., że poniekąd tak - nowe ideologie porywają emocjonalnie, a później przychodzi refleksja oraz weryfikacja i wtedy ratio...nalizacja...
Ponadto...zauważyłam u siebie tendencję do delikatnego usprawiedliwiania wiary w lepszy równy, komunistyczny świat ludzi tużpowojennych...czy te emocje można z czymś dzisiejszym porównać?
O! Hehe...facebook zmienia nazwę na  Meta -  dzieje się - czy Z. zdaje sobie sprawę jak ta nazwa zostanie w Polsce odebrana? Na pewno nie na wyżynach odrealnienia, które on ma na myśli.;)

Cytuj
Natomiast nie wyjaśnia się zasadniczy absurd - dlaczego w okolice Łodzi jedzie działacz KW z Krakowa - a co na to towarzysze łódzcy? (nie mylić z łuccy).
Na czym właściwie opierasz...że Marcinów w Krakowie - a nie Łodzi?
Kierunek Łódź sygnalizuje ojciec Pościka, a to by pętla?
Cytuj
Może warto przeczytać, może będą jakieś paralele?
Ale to później, jak będziemy rzeźbić glossy do tej bazy sokołowskiej.
Ok...o Basi i bazie - na końcu. Appendix.
Cytuj
Jakoś tak...wyobraziła mi się.  :) No co....
No nic...mnie się wydała jedyną rozsądnie myślącą - która dała pomysł jak obejść cmentarz.

To ruszmy tę cmentarną część...ponadczasowy tekst:
jak się robi urbanistyczna dziura, to się ją pomnikiem zatyka.
I ten problem:
Pomnik frontem do oficyn czy do cmentarza?
Sacrum czy profanum?
Pomysły na zagospodarowanie cmentarza też dosyć współczesne...ogród, fontanny na nagrobkach...albo: zburzyć. Ale to już pachnie filmem z dzieciństwa czyli "Duchem ";)

Nawiasem - komunistyczne osiedla przewyższają te współczesne - grodzone - infrastrukturą. Już wprost o tym się mówi w kontekście patodeweloperki.

U Lema w sumie ten wybór pozorny, bo cmentarz contra tałatajstwo, które przedzgonnie, raz jeszcze usiłowało stać się towarem.
Ale - wśród tego - tzw. "ciuchy" czyli towar niedostępny nigdzie indziej..."wyspa barwnego dostatku w oceanie szarzyzny"...nawet megiera się nie opiera...trawiasta spódnica w płomienne, wielkie kraty... ta moda u Lema!;)...pada jej łupem.
Ja zaraz wyświetlam sobie bazar Różyckiego - biedne dziecię przybyłe ze Śląska na Pragę...świat w pigule...kolory, słodycze...nigdzie nieosiągalne...i pyzy...których nie jadłam, ale do dzisiaj pamiętam kobietę z parującym garem wołającą: pyyszzyyy...gorrąąccce pyyyzzyyy...no dobra.
A u Lema Marcinowa przy robocie dopada Wieleniecki...ale to w innym odcinku:)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5972
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #63 dnia: Październik 30, 2021, 08:02:26 pm »
Cytuj
Peja która się onomata?
Labo Mata co się zapejał  ;)
Cytuj
Na czym właściwie opierasz...że Marcinów w Krakowie - a nie Łodzi?
Na wydźwięku ogólnym :D
A w szczególe;
- Stefan mieszka w Krakowie - to ustalone, a ma zachodzić do Marciniowa, co tkwi w KW (który tam od rana do wieczora siedzi). Zachodzić, nie zajechać. Tak jest ze dwa razy i nawet raz Stefan o mało nie zaszedł, ale ostatecznie w pół drogi rozmyślił się i skręcił do Haliny. Niewątpliwie też w Krakowie.
- Po wizytacji w Elektrowni Małachowickiej (faktycznie, majstrem jest tam ojciec Pościka) Marcinowi wraca Willysem do Miastoprojektu, a ten tylko w Krakowie.
Cytuj
No nic...mnie się wydała jedyną rozsądnie myślącą - która dała pomysł jak obejść cmentarz.

To ruszmy tę cmentarną część...ponadczasowy tekst:
A tak, prawda, ale metodą propagandy spiskowo szeptanej  :)
Czyli CMENTARZ - temat pasowy na-ten-czas. Ironia sytuacyjna taka, że grzech nie zauważyć - cmentarz w Mogile?
Czy może Mogiła w cmentarzu?
Ta sprawa była całkiem realna przy stawianiu  nowohuckiego osiedla i poza zmianą na " żydowski" i "nieużywany" pachnie zżyciawziętym, że zastanawiam się czy Lem nie brał udziału w "wyjazdach pisarzy w teren"  jak na przykład kolega Ścibor czy inni...
"Budowa (Huty) rozpoczęła się w 1949, a do 24 czerwca 1950, czyli do czasu V Zjazdu Związków Literatów Polskich, pracowało w Nowej Hucie ok. 82 pisarzy, z czego powstało potem około 55 utworów na jej temat. A to był dopiero początek."
https://www.pressreader.com/poland/polityka/20210120/282269553051504

    W każdym razie mamy ten cmentarz w Mogile, a nawet plac targowy, co koleżanka Megiera wykorzystała, krytykując.. Jest to najstarsze nowohuckie osiedle od którego rozpoczęto 23 czerwca 1949 budowę Nowej Huty. Pierwszy budynek nowego miasta to blok mieszkalny numer 14, na którym obecnie znajduje się tablica pamiątkowa. Po drugiej stronie ulicy stoi drugi w kolejności budowy budynek numer 23, będący dawniej hotelem milicyjnym. Budowę bloków można zobaczyć na starych kronikach i w filmie Człowiek z marmuru w reżyserii Andrzeja Wajdy.
Na terenie osiedla znajduje się cmentarz parafialny wsi Mogiła, a na nim kwatera będąca austriackim cmentarzem wojennym numer 390 z okresu I wojny światowej. Obok cmentarza, po jego wschodniej stronie, znajduje się mogilski plac targowy, gdzie jeszcze do lat 80. XX wieku, w poniedziałki i czwartki odbywały się regularnie targi i okoliczni rolnicy przywozili płody ziemi.

ten
https://pl.wikipedia.org/wiki/Cmentarz_Mogilski
Gdy w 1949, tuż za cmentarnym ogrodzeniem zaczęto wznosić pierwsze osiedla Nowej Huty, cmentarz stał się miejscem spoczynku pierwszych mieszkańców nowego miasta.
Był z nim problem, o czym wspominają mieszkańcy, ale nie aż tak znowu wielki. Ostatecznie nawet we wzorcowych osiedlach proletariackich ludzie i ludziki też umierają.
https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,19144705,zdecydowali-cmentarz-zostaje-otoczy-sie-go-blokami-i-otoczyli.html?disableRedirects=true

Chyba, że dyskusje które się odbiły w książce są zmyśleniem pisarza, lub zostały zapomniane? Raczej zamierzano wkomponować, nie likwidować.
Są również wypomnienia pracowników "Miastoprojektu" w licznych filmach, ale już nie będę mnożył linek.
O, może jedna,  w kontekście tego
Cytuj
Nawiasem - komunistyczne osiedla przewyższają te współczesne - grodzone - infrastrukturą. Już wprost o tym się mówi w kontekście patodeweloperki.
https://www.youtube.com/watch?v=cEwPUFL7MmU
Cytuj
...trawiasta spódnica w płomienne, wielkie kraty... ta moda u Lema!;)...pada jej łupem.
Taa...też uderzyło i chyba z tego wzięła-się-mi jej miegierowatość (zupełnie nieadekwatnie przecież)...cytuje  klasyka...widmo komunizmu krąży... zlikwidować te resztki-niedobitki starego, a za chwilę sama leci do straganu.
Cytuj
A u Lema Marcinowa przy robocie dopada Wieleniecki...ale to w innym odcinku:)
Z Opola? Z Wrocławia? Prosto do Mogiły?  ;D Poniekąd, nieomal... świat się przeplata.
Taa - ten zwrot akcji jeszcze przed nami.
Temczasem donoszę, że przepatrzyłem siostrę Barbarę. Oj! trzeba będzie ją uwzględnić.

Cytuj
- również jako fragment powieści i nosiło tytuł "Siostra Barbara".
Stefan miał pójść w męże z siostrzyczką z oddziału...cały ten rozdział wypadł...na rzecz Nosilewskiej (tako rzecze prof. Jarzębski w posłowiu wyborczym...), a może Haliny i Nosilewskiej?
Rozdział ...nie wszystek wypadł.
Kawałkiem został. Wypadła tylko Barbara, co czemuś rozbawiło przy koparatyty..stety...stykowaniu.

Późnym wieczorem, przechodząc korytarzem trzeciego piętra...
Korytarz parteru był pusty
Drzwi były uchylone
Drzwi były uchylone
Przy szafce krzątała się Barbara
Przy szafce krzątała się Rzentycka
Naciągając do strzykawek płyny
Układając kompresy

Scenę w opowiadaniu kończy Barbara, w książce...Pościk  :)
Najciekawsze jest obgadywanie Anakowskiego/Abakowskiego. W scenie z 55, dochodzi nowy element. Istotny, jak mniemam.
Poza tym, nie dało się Barbary całkiem wygumkować...w książce jest jeden opis...chyba jej.
Ale już bez imienia.
Drugie to ważna informacja chronologiczna, która wywraca tom pierwszy...A raczej przywraca.
Tyle na dzisiaj.
Acha...w "historii o wysokim napięciu" jest kierowca-lwowiak, który opowiada ciekawe historie bałakiem...z czasów okupacji.

Ech dorobię streszczenie, bo nie wszyscy czytający mają dostęp do książki... Ten rozdział - "stary cmentarz". Dzień z życia wysokiego działacza KW Marcinowa;
Rankiem jedzie do tej elektrowni w Małachowicach, co kocioł... pomijam.
Po rozwiązaniu problemu tam, wraca do... do Miastoprojektu, gdzie już czekają zaaferowani architekci...Marcinow spóźniony, zapomniał... zaaferowani bo jest problem dla nich za trudny. Budują te osiedle mieszkaniowe dla robotników, ale na początku miało być małe, tymczasem przyszły rozkazy z góry, że ma być większe. A tu plany nie przewidują, bałagan, na drodze jest ten stary żydowski cmentarz -  i co z nim zrobić?
Padają pomysly dziwne i dziwniejsze, z ogrodem włącznie, ale Marcinow pryncypialnie - a ludzie? - co tam leżą?
I jeszcze bardziej pryncypialnie, że oni - ci architekci - się boją podejmować decyzje , a on się nie zna, i on wie - oni chcą by on w imieniu KW podjął decyzję za nich, a przecież nie po to wywalczono wolność by partia za wszystkich myślała... ale ostatecznie - no, to jedziemy w teren - obejrzeć.
I jadą o oglądają, a po drodze ta megiera - Ciekierska znaczy, że ona ma pomysł, bo w bok przy Gorzowskiej jest taka osada, rudery i targ, ale sama tandeta...tylko właściciele mają plecy, ale jakby wyburzyć, to problem cmentarza rozwiązany. To już dzieje się w tym terenie, czyli jak mniemam - Mogile, oni duet M-C się odrywają od towarzyszy podróży, taplają przez błota by stwierdzić, że faktycznie - rudery.
Tylko ten targ...no, wiejska tandeta, ale nie tylko, obok też inne biznesy...mamy towar z czarnego rynku, że nawet Ciekierska (czyli megiera) łasi się na ciucha. Świat Zachodu na Dzikim Wschodzie.
Tym niemniej wizje ma ona tam śmiałe i promieniste (architektoniczne). A słonce zachodzi malując różem stare niebo i czerwieniąc cegły nowego hutoświata.
Wracają, po drodze nowe osiedle w budowie...uderza piaskownica bez piasku...chcieli dla dzieci, ale za kłopotliwa wymiana piasku, no i skąd ten piasek?
 - i teraz kombinują co z ta dziurą w ziemi zrobić (basen, kawiarenka)...czaicie absurd? Piasek kłopotem a basen już nie - No chyba że basen bez wody a kawiarenka bez kawy.
Wtedy faktycznie po kłopocie.
Zamierzona ironia? Przypadek w opisie?
I nagle , w tej sytuacji pojawia się  niczym deux in machina  - Wieleniecki, zwolniony z aresztu. Pogadać chciał.
Marcinow rzuca wszystko.
I idą gadać na ten cmentarz. Taka konspiracja...jest dokładny opis cmentarza. Spacerują. A na starych cmentarzach żydowskich bywają grobowce?
Ostatecznie Marcinów zostawia architektów, obiecując, żee... Towarzysze,  możne jutro rano będę?
-  i ta zmiana tematyki na "stare sprawy" - jest Zawoyski... to ten akowiec co ratował Lema/Druka w części drugiej? Jeśli ten, to teraz jako zdrajca i uciekinier. Ciekawym, czy wzorowany na jakimś prawdziwku?
Hmm...Wieleniecki zupełnie nie apropo - jakby na siłę doklejony do Miastoprojektu i architektów...a i cmentarz jakby inny. Sklejone dwa opowiadania?
 Nie zdziwiłbym się, gdyby skrzat wynalazł w archiwach ciąg dalszy tej historii z Miastoprojektem...choćby w formie "siostry Ciekierskiej".  ;)
« Ostatnia zmiana: Październik 31, 2021, 09:47:33 am wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6105
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #64 dnia: Listopad 01, 2021, 06:32:58 pm »
Cytuj
Na czym właściwie opierasz...że Marcinów w Krakowie - a nie Łodzi?
Na wydźwięku ogólnym :D
A w szczególe;
A w szczególe;
Rajt: w "Zazdrostce" zamiast do KW - do Haliny...ten powrót z elektrowni - przy założeniu, że do Krakowa - pewnie że nie pasowałby.
Ok - czyli jesteśmy w Krakowie...i wtedy nowohuckie puzzelki wskakują na swoje miejsca wprost idealnie:)
Razem z Miastoprojektem i mogiłami w Mogile...
W sumie trudno coś jeszcze dodać do Twojego okołocmentarnego opisu.
Ta megierowatość – jakoś tak tego nie odebrałam – mniejsza, ale większa, że ta „architekt Ciekierska” chyba wpadła w oko Marcinowowi:
uśmiechał się nie tyle do projektu, co do rumieńców i błyszczących oczu dziewczyny.
I stąd:
Cytuj
Nie zdziwiłbym się, gdyby skrzat wynalazł w archiwach ciąg dalszy tej historii z Miastoprojektem...choćby w formie "siostry Ciekierskiej".  ;)
Takie fragmenta – o ile Lem ich nie spalił – mogłyby być…gdzieś…
Wracają, po drodze nowe osiedle w budowie...uderza piaskownica bez piasku...chcieli dla dzieci, ale za kłopotliwa wymiana piasku, no i skąd ten piasek?
 - i teraz kombinują co z ta dziurą w ziemi zrobić (basen, kawiarenka)...czaicie absurd? Piasek kłopotem a basen już nie - No chyba że basen bez wody a kawiarenka bez kawy.
Wtedy faktycznie po kłopocie.
Zamierzona ironia? Przypadek w opisie?
Dokładnie tak...widać cały piasek szedł na budowy...a wodę można było lać;)
Cytuj
Hmm...Wieleniecki zupełnie nie apropo - jakby na siłę doklejony do Miastoprojektu i architektów...a i cmentarz jakby inny. Sklejone dwa opowiadania?
Tak - to kolejna sklejka i przeskok tematyczny. Może cmentarz miał zastąpić całkowicie kocioł - a się nie dało to stąd taki dzień...
O Wielenieckim dodajmy, że nie szukał Marcinowa w swojej sprawie (sąd partyjny - wyrzutka Wielenieckiego), a w sprawie aresztowanego Stefana - gdyż Stefana zostawiliśmy w więzieniu...

Niemniej Wieleniecki swoją sytuację porównuje do sytuacji katolika:
W kategoriach metafizyki można by powiedzieć, że zgrzeszyłem. W metafizyce, w religii, to bardzo łatwe: ksiadz nałoży pokutę, formułę odmówi - i znów czysty jest człek...A u nas nie.
A co z samokrytyką i wyznaniem win? W partii? Odrzucą inteligenta? Im nie wybaczają?;)

Temczasem donoszę, że przepatrzyłem siostrę Barbarę. Oj! trzeba będzie ją uwzględnić.

Cytuj
- również jako fragment powieści i nosiło tytuł "Siostra Barbara".
Stefan miał pójść w męże z siostrzyczką z oddziału...cały ten rozdział wypadł...na rzecz Nosilewskiej (tako rzecze prof. Jarzębski w posłowiu wyborczym...), a może Haliny i Nosilewskiej?
Rozdział ...nie wszystek wypadł.
Kawałkiem został. Wypadła tylko Barbara, co czemuś rozbawiło przy koparatyty..stety...stykowaniu.

Późnym wieczorem, przechodząc korytarzem trzeciego piętra...
Korytarz parteru był pusty
Drzwi były uchylone
Drzwi były uchylone
Przy szafce krzątała się Barbara
Przy szafce krzątała się Rzentycka
Naciągając do strzykawek płyny
Układając kompresy

Scenę w opowiadaniu kończy Barbara, w książce...Pościk  :)
Nabałaganiłeś:)
Miałam być hamulcowym:)
Bo to jeszcze nie jest czas Barbary - w ogóle...jej czas to ostatni rozdział - skoro jednak ruszyłeś...wyprostuję tylko jedną sprawę i możemy przejść do rozdziału "Wyspa z porcelany" - a później wrócimy do Barbar.
Owa "Wyspa" to wg Stefana klinika - o której cały ten rozdział:
Dawniej myślałam, że klinika to taka porcelanowa wyspa w morzu ludzkich spraw i że na niej nic się nie zmienia bez względu na to, co się dzieje dookoła. Ale to nieprawda...

W tym rozdziale pojawia się kolejna Lemowa kobieta: Zosia. I stąd Twoje lekkie kompa-błądzenie.

To nie sęk w tej paraleli...to sęk w paraleli Zosia-Basia.
Owszem przy Abakowskim w książce jest sama Rzentycka, która się krząta, w opowiadaniu krząta się Barbara, ale też tekst idzie do Rzentyckiej.
Ale nie tylko one potrafią się krzątać;)

Otóż w książce to matce Zosi Stefan oddaje swoją krew - jak matce Barbary w opowiadaniu.
Obie są siostrami...w sensie: pielęgniarkami.
To Zosia naciąga strzykawkę jak Barbara, to ona wyparła ją z ksiażki - ona była pisana dla Stefana...ale...to warszawskie spotkanie wszystko zmienia - nie uprzedzajmy.

Tylko dowody na Zosię-Basię - to ta matka, ale to całe fragmenty:
1) opowiadanie:

Barbara miała jasną grzywkę włosów na czole, siwe surowe oczy, ruchliwy nos i energiczny podbródek. Jej biały, sprany płaszcz o krótkich rękawach odsłaniał ramiona smagłe, prawie chłopięce, a przez płótno przekłuwały się niekiedy twarde sutki.
(...)
Drzwi były uchylone. Przy szafce krzątała się Barbara, naciągając do strzykawek płyny. Za każdym razem, gdy wznosiła szklaną rurkę, światło pęczniało jej między palcami.

2) książka z ruszonego przez ciebie rozdziału "Pełnia": może i Pościk kończy akcję z Abakowskim, ale i zaczyna z Zosią:

Stali przy kaloryferze, pod ścianą korytarza. Do dyżurki weszła Zosia z tacką. Pod szafką z lekarstwami naciągała płynu do strzykawek; za każdym razem, gdy wznosiła szklaną rurkę ku lampie, opalizujące światło pęczniało jej między palcami. Stefan pochwycił zapatrzony wzrok Pościka, znów zerknął na Zosię i dziwił się. Nie zauważył dotąd, jaka jest ładna.Miała jasną grzywkę włosów na czole, siwe oczy, surowo zapatrzone w strzykawkę, i energiczny podbródek. Jej biały, sprany płaszcz o krótkich rękawach odsłaniał smagłe, chłopięce prawie ramiona;  przez płótno przekłuwał się twardy zarys sutek.


Czyli Lem Barbarę uwiecznił w Zosi - żeby ostatecznie dać miejsce Nosilewskiej.
Ufff...to tymczasem tyle:)

Psss...miałam to już wcześniej napisać - praktycznie we wszystkich szpitalnych "wejściach" Lem porusza temat aborcji - robionej prywatnie i bogacenia się na tym procederze kilku lekarzy z oddziału.
Zajrzałam jak to było w tym czasie, bo później wiadomo...w interesującym nas przedziale czasowym:

Ustawa z 28 października 1950 o zawodzie lekarza wprowadziła wymóg, aby konieczność przerwania ciąży przez wzgląd na zdrowie kobiety ciężarnej była potwierdzona orzeczeniem komisji lekarskiej (której skład i tryb postępowania określi rozporządzenie ministra zdrowia), a uzasadnione podejrzenie, że do zapłodnienia doszło w wyniku zgwałcenia, kazirodztwa bądź współżycia z małoletnią poniżej lat 15 stwierdzone stosownym oświadczeniem prokuratora[24]. 27 lipca 1954 została podjęta instrukcja Ministra Zdrowia w sprawie stwierdzania konieczności dokonania zabiegu przerwania ciąży ze względu na zdrowie kobiety ciężarnej[25].
https://pl.Wikipedia.org/wiki/Aborcja_w_Polsce#Polska_Rzeczpospolita_Ludowa

« Ostatnia zmiana: Listopad 02, 2021, 12:31:52 pm wysłana przez olkapolka »
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5972
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #65 dnia: Listopad 03, 2021, 12:26:04 am »
To może dorzucę jeszcze kilka zdań o akcji książki.
Rozdział z elektrownią i architektami rozbija dość istotny wątek uwięzienia Stefana, niemal kumulację książki, o którym już pisała Ola.
Trzyniecki na skutek przypadku i „czarnego luda” dostaje się do wiezienia.
Cytuj
Stefan dostał zaproszenie, którego nie mógł nie przyjąć - więc wsiadł do tego auta...przyczyną dla której się tam znalazł był wspomniany wyżej bilet i koncert.
Przypadek sprawił, że siadł przy niewłaściwej osobie...Żachliński/Jaklo...ten rozpoznał Stefana i zaczął mu się grunt pod nogami palić - w sumie dziwne, że do rozpoznania go - jako partnera ciągle działającego Dolańca - potrzebny był Stefan...nikt go wcześniej nie znał?
Albo tacy co znali -  znikali  :)
Właśnie Stef leczył się z Haliny, a tu taki cios.
Dodam tylko, by uwypuklić nadzwyczajną przypadkowość – że sam Stefan zapomniał o tym zaproszeniu, niestety fatum (czyli zarządzający fatum autor) nie pozwoliło uniknąć nieuniknionego – podobnie, co i Stefan zauważył - do jego uwięzienia przez Niemców (wtedy, w roli fatummakerów wystąpiły dzieci)
... nazajutrz rano, kiedy czyścił ubranie, z kieszeni wyleciała biała karteczka, całkiem o niej zapomniał...  poszedł do tego teatru (Misia nie oglądał?)- i tam ten Żachliński vel Jakło/Świakło.
Aresztowanie (na Montelupich?).
Chyba silnym przypadkiem zlądował akurat w pokoju, gdzie siedział też Wieleniecki i tam to panowie ucięli sobie pogawędkę (co za błąd w sztuce!...durnie.. to komentarz Jakły).
Obaj zostali ofiarami aparatu, a mimowolnym sprawcą, jak Ola słusznie zauważyła – Pościk.
Jak widać kadry UB były tak sprawne, że nawet ślepy los im sprzyjał. Z przebiegu gadki widać, że Stefan nie ma złudzeń co do systemu, a nawet podejrzewa, że Wieleniecki ma go przesłuchiwać.
Kajanie Wielenieckiego...przemilczmy.
Stefan „wie”, że w tej sytuacji Jakło  który jest już ubecką grubą rybą musi go „zniknąć” i nagle jedyną nitką nadziei na której zawiśli – ich wspólny znajomy Marcinow.
I tym tropem wpadamy w ten rozdział o „dniu z życia działacza” zakończony spotkaniem najwyraźniej uwolnionego Wielenieckiego z  owym Marcinowem. Na cmentarzu.
Kolejny to „Wyspa z porcelany” – chodzi o szpital?
Czy to jakieś reminiscencje porcelany Burtanów?  ;)
albo;
Cytuj
Owa "Wyspa" to wg Stefana klinika - o której cały ten rozdział:
Dawniej myślałam, że klinika to taka porcelanowa wyspa w morzu ludzkich spraw i że na niej nic się nie zmienia bez względu na to, co się dzieje dookoła. Ale to nieprawda...
Porcelana jako symbol trwałości?
Hmmm...nowatorskie.  :)
Na początku jest jeszcze dokończenie wątku „kryminalnego” – Pościka dopada inne fatum - wietrzna ospa i nie może osobiście dopaść Jakły/Żachlińskiego – bo już wiadomo, że to wróg. Śwjakło tymczasem zdążył czmychnąć, choć bez pieniędzy.
Tu Lem skomplikował chronologię, bo ustami Pościka twierdzi, że Stefan widział go w Nieczawach w 1943, choć wedle dorobionej biografii i tatuażu – Jakło miał być wtedy w Oświęcimiu. Tymczasem to niemożliwe, bo i owszem w Oświęcimiu wtedy był, ale Stefan, zaś Jaklę owszem, widział w tych Nieczawach, ale w 1942 – przynajmniej tak to ustaliliśmy przy omawianiu poprzedniego tomu.
No, mniejsza – Jakło uciekł, Marcinow „nadał bieg sprawom” na szczeblu wyższym i wracając do matecznika (czyli KW) uciął sobie pogawędkę z Trzynieckim – swym dawnym wybawcą. Ironia „wet za wet – teraz wy mnie wyzwoliliście” jakoś do Marciniowa nie przemówiła. Za to uraczył doktora przypowieścią o rybach w stawie, które coraz bardziej się kotłują, w miarę upuszczania wody... klasa umierająca...no, śliczna parabola tezy Stalina o zaostrzaniu się walki klasowej w miarę zwycięstw...
A dalej już szpital i jego problemy  z zachęcającym początkiem...”Źle się działo w” państwie duńskim... klinice znaczy ;)
Na samej górze był Czuma...i dalej ten feudalizm.
Tu streszczeniu powiem – stop! I dość!!
 Odpór dając dalszym nachalnym próbom przybliżania treści.
A co do sióstr/siostry.
Cytuj
- W tym rozdziale pojawia się kolejna Lemowa kobieta: Zosia. I stąd Twoje lekkie kompa-błądzenie.

To nie sęk w tej paraleli...to sęk w paraleli Zosia-Basia.
- Hmmm...może tak być jak napisałaś.
Faktycznie opisy fizis są niemal identyczne. Niewątpliwie Lem podstawił opis Barbary w obrazek Zosi.
Barbara miała jasną grzywkę włosów na czole, siwe surowe oczy, ruchliwy nos i energiczny podbródek.
+
Miała jasną grzywkę włosów na czole, siwe oczy, surowo zapatrzone w strzykawkę, i energiczny podbródek.
Co może się kryć pod „energicznym podbródkiem”?
Ujęły zwłaszcza te oczi siwe, a surowe, a w drugim wariancie surowo wpatrzone (w strzykawkę :)))
Jednak są też zgrzyty. 
Pewne szczegóły nie pasują, jak choćby to, że bojowa Zosia pojawia się wcześniej i już jest znana jako "sanitariuszka Zosia", zaś historia z przetaczaniem krwi matce pojawia się później, stąd dziwna anonimowość tej nibyZosi „towarzyszyła (pacjentce) dziewczyna lat może 18-stu, którą Stefan znał, bo od niedawna pracowała na drugiej ginekologii jako siostra”.
Nie powinna być już zwyczajnie -  Zosią? - Skoro ta już wprowadzona w akcję książki?
Poza tym Barbara zdaje się być starsza.
 I te biogramy  – Zosia – gwardzistka AL-u w Białostockiem.
 Natomiast  Barbara pracuje za okupacji w niemieckiej fabryce i zero partyzanckich wspomnień, choć akurat właśnie szczerze wspominali swoje wojenne przeżycia.
Więc jeśli to była próba sklejenia postaci, to wyszła z solidnymi szwami.

A skoro o kobietach i ich opisach, zwrócił uwagę opis z rozdziału wcześniejszego – „Dyżur doktora Trzynieckiego” – W separatce leżała nieprzytomna kobieta...Przy małym stoliczku siedziała z głową opartą na ręce młoda pielęgniarka  o twarzy mlecznobiałej, niezwykle poprawnej w  rysunku, z ciężkim węzłem złotobrunatnych włosów pod czepkiem. Stefan spojrzał w jej fiołkowe oczy i pomyślał, że uroda jej nie jest tu właściwie wcale potrzebna. Krótka rozmowa o duszy i Stefan...pożyczę siostrze jakiś podręcznik filozofii. Tuż obok, na noworodkach inna pielęgniarka... „szczupła, o dziewczynkowatej urodzie z ustami w ciup”.
Zaiste kandydatek na „podmienioną” siostrę Barbarę jest chyba więcej.  :D
Ogólnie, to wrócę jeszcze do „porcelanowego” – dziwny ten rozdział  w drugiej, szpitalnej części– niby już po wyjściu Stefana z więźnia, a wcale tego nie widać. Żadnych reminiscencji takiej traumy.  :-\
Ot, normalnie pracuje, jakby w czasie jego pisania wątek aresztancki Trzynieckiego jeszcze nie istniał.
Pisany wcześniej jako całość z "Dyżurem" i Barbarą?
A wątek więzienny po ucieczce Światły (53; audycje w RWE IX.54)? Wtedy jeszcze była Barbara i rozwijał się wątek miłosny, nie polityczny.
« Ostatnia zmiana: Listopad 03, 2021, 08:50:09 am wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6105
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #66 dnia: Listopad 10, 2021, 12:52:22 am »
A skoro o kobietach i ich opisach, zwrócił uwagę opis z rozdziału wcześniejszego – „Dyżur doktora Trzynieckiego” – W separatce leżała nieprzytomna kobieta...Przy małym stoliczku siedziała z głową opartą na ręce młoda pielęgniarka  o twarzy mlecznobiałej, niezwykle poprawnej w  rysunku, z ciężkim węzłem złotobrunatnych włosów pod czepkiem. Stefan spojrzał w jej fiołkowe oczy i pomyślał, że uroda jej nie jest tu właściwie wcale potrzebna. Krótka rozmowa o duszy i Stefan...pożyczę siostrze jakiś podręcznik filozofii. Tuż obok, na noworodkach inna pielęgniarka... „szczupła, o dziewczynkowatej urodzie z ustami w ciup”.
Zaiste kandydatek na „podmienioną” siostrę Barbarę jest chyba więcej.  :D
Siwkówna...jeszcze ona - w dodatku ładnie pętli do wyspy:
Popchnęła go lekko, ale oparł się i chwilę patrzał z przyjemnością na jej twarz odrobinę zbyt mięsistą, o ciemnych wargach i czarnych oczach wśród długich i gęstych rzęs. Może nawet była ładna - zdziwił się, że nigdy o tym nie pomyślał.(...) Mieszkała na górze, na szczycie tej porcelanowej, odciętej od świata wyspy.
Czy to jakieś reminiscencje porcelany Burtanów?  ;)
albo;
Cytuj
Owa "Wyspa" to wg Stefana klinika - o której cały ten rozdział:
Dawniej myślałam, że klinika to taka porcelanowa wyspa w morzu ludzkich spraw i że na niej nic się nie zmienia bez względu na to, co się dzieje dookoła. Ale to nieprawda...
Porcelana jako symbol trwałości?
Hmmm...nowatorskie.  :)
Czy ja wiem? Czy chodzi o symbol trwałości? Czy kruchej...trwałości...;)
Czyli miejsce, które żyje własnymi problemami, sprawami, własną hierarchią społeczną...ale w każdej chwili grozi mu - jak szpitalowi z pierwszej części, który też był taką wyspą - powódź, rozbicie, zatonięcie...wtargnięcie na jej teren rzeczywistości politycznej?

Poza tym - porcelana kojarzy się tak krucho a przecież są jej różne rodzaje - zębolodzy robią licówki porcelanowe...z porcelany skaleniowej - wytrzymałe...podobno na 10 lat;)
Ogólnie, to wrócę jeszcze do „porcelanowego” – dziwny ten rozdział  w drugiej, szpitalnej części– niby już po wyjściu Stefana z więźnia, a wcale tego nie widać. Żadnych reminiscencji takiej traumy.  :-\
Ot, normalnie pracuje, jakby w czasie jego pisania wątek aresztancki Trzynieckiego jeszcze nie istniał.
Pisany wcześniej jako całość z "Dyżurem" i Barbarą?
A wątek więzienny po ucieczce Światły (53; audycje w RWE IX.54)? Wtedy jeszcze była Barbara i rozwijał się wątek miłosny, nie polityczny.
Tak, też mam wrażenie, że wątek "kliniczny" był tym głównym - to Lema interesowało, tym wtedy żył - a dodatkowe rzeźbienia w życiorysach pokazują szwy, które się a to rozpuszczają, a to ledwie trzymają...
Cytuj
Pewne szczegóły nie pasują, jak choćby to, że bojowa Zosia pojawia się wcześniej i już jest znana jako "sanitariuszka Zosia", zaś historia z przetaczaniem krwi matce pojawia się później, stąd dziwna anonimowość tej nibyZosi „towarzyszyła (pacjentce) dziewczyna lat może 18-stu, którą Stefan znał, bo od niedawna pracowała na drugiej ginekologii jako siostra”.
Nie powinna być już zwyczajnie -  Zosią? - Skoro ta już wprowadzona w akcję książki?
Zosia miała sprawę z Ojczykową - bez Stefana...później pojawia się w orbicie Stefana, który ją rozpoznaje, krew, obłędna operacja i jej wizyta z Siwkówną...później spotkanie przy Pościku. Klei się to jakoś;)
Cytuj
Poza tym Barbara zdaje się być starsza.
 I te biogramy
Natomiast to tak - rozjazd. Lem zostawił fizjonomię i pielęgniarstwo...poza tym Zosia pisana z duchem czasu...

Państwo duńskie...Pyżniak i Wyżniak...w jednym domku...ale! pacjentką Pyżniaka była żona "znanego fabrykanta chałwy greckiej i andrutów w czekoladzie" - ciekawe...;))

Poza tym to, co w porcelanowych wyspach było i jest: prywata. Nie nadszedł jej kres - jak wieścił Lem...
Oraz błędy lekarskie, zaniedbania...ale i Ci lekarze - jak Stefan - z powołania.

Przypadek pacjentki, która omyłkowo została operowana przypomniał ten, kiedy pacjentowi wycięto zdrową nerkę - miast chorej:
https://tvn24.pl/wroclaw/wroclaw-pacjentowi-wycial-zdrowa-nerke-prawomocny-wyrok-sadu-ra980140-2298725

Z zabawniejszych pani chorująca na...morfologię krwi:))

Kiedy ze mną już musi być całkiem źle. Napisali przecież tutaj, że mam morfologię krwi, o! (...) Wyszła narzekając jękliwie na to darmowe leczenie.

I na tej ciągle aktualnej diagnozie (systemu!;)) - tymczasem zakończę;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13168
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #67 dnia: Listopad 12, 2021, 10:05:56 pm »
Zgodnie z życzeniem L.A. - wydzielone:
https://forum.lem.pl/index.php?topic=2168.msg89904
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5972
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #68 dnia: Listopad 13, 2021, 01:23:01 pm »
Cytuj
Siwkówna...jeszcze ona - w dodatku ładnie pętli do wyspy:
Tia, wysyp kobiet..jak nieulema.
 A każda jakoś tak...kandydatką...co najmniej zwracającą uwagę.
Cytuj
Poza tym - porcelana kojarzy się tak krucho a przecież są jej różne rodzaje - zębolodzy robią licówki porcelanowe...z porcelany skaleniowej - wytrzymałe...podobno na 10 lat;)
Tak, wszystko prawda, tylko mi od razu wskoczył ten słoń przysłowiowy.
Dodam, ze porcelana kojarzy też do czystej bieli. Lem używa tego porównania dla opisu ciała osoby z której krew odpłynęła.
Zatem biały pałac (ubrania personelu).
Cytuj
Natomiast to tak - rozjazd. Lem zostawił fizjonomię i pielęgniarstwo...poza tym Zosia pisana z duchem czasu...
Zamykając cykl imion... jest jeszcze ukochana Zosia z Kołobrzegu. Ale tam słabo opisana...tyle że blondynka, i że ocalała z katastrofy. Była wtedy jakaś Zofia w otoczeniu Lema?
Kojarzę jedynie tę - z otoczenia Husarskich i w kotle
https://rzezba-oronsko.pl/artysci/zofia-albana-puget-puszet/
Cytuj
ale! pacjentką Pyżniaka była żona "znanego fabrykanta chałwy greckiej i andrutów w czekoladzie" - ciekawe...;))
Taa, wątek słodyczowy...dorzucam fabrykę czekolady Dolańca.

I tym tropem do finału - krótkie "Interludium" plus zamykająca "Pełnia".
Czyli Nosilewska comback.  :)
W przerywniku dwa spotkania - Dolańca z Durzykiem (obaj już na "swoim") i Dolańca z uciekającym Jakło. Ten ostatni chce kasy i jest w tym bezwzględny.
W tle niuanse z branży krawieckiej.
To niesamowite...Twardzi faceci, bezwzględni, cyniczni przebojowi...ryzyka, przekręty zdobywanie fortun, cale życie podporządkowane gromadzeniu by...
By na końcu jakaś Ula, Dziunia, czy Ziutka kręciły nimi jak dziecko bączkiem. By zaspokajać ich "wyrafinowane" kaprysy; lepsze rajstopy, lepsze futra, lepsze radia... wiecznie te taksówki, kotuniu, musisz koniecznie kupić jeszcze samochodzik, mówiła Ziutka oblizując z lekka wargi na oczach Dolanca, bo zauważyła, że to go podnieca.
« Ostatnia zmiana: Listopad 13, 2021, 05:01:32 pm wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6105
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #69 dnia: Listopad 13, 2021, 11:22:59 pm »
Cytuj
Siwkówna...jeszcze ona - w dodatku ładnie pętli do wyspy:
Tia, wysyp kobiet..jak nieulema.
Z tego wszystkiego ( w dodatku czytam "Wyspy bezludne" Łysiaka) przeczytałam: wyspa kobiet;)
Ale tak - kobiet dostatek...
Cytuj
Zatem biały pałac (ubrania personelu).
O! To też dobre skojarzenie.
Cytuj
I tym tropem do finału - krótkie "Interludium" plus zamykająca "Pełnia".
Prrr...w "Porcelanie" jest jeszcze wątek uczciwości i odpowiedzialności lekarzy - dylemat Stefana czy być solidarnym ze swoim środowiskiem w sprawie omyłkowo operowanej kobiety czy donieść prokuraturze o błędzie?
I tutaj chyba krytycy upatrują komunistycznego pęknięcia Stefana - pod naciskiem Siwkównej i Zosi wybiera prawdę - ale okrasza ją takim dodatkiem:

- A więc... - powiedział Stefan - jestem w waszym obozie...Ale kto wie, czy nie pójdę jeszcze do jednego człowieka...
- Do...lekarza?
- Nie...W każdym razie jestem wasz.

Wybiera się do Marcionowa? Hm?

Jeszcze jeden wątek - literacki: Stefan przymierza się do czytania "Thibaultów" du Garda:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/79681/rodzina-thibault-tom-1-szary-zeszyt-pokuta-piekny-czas
Jednym z bohaterów - młody lekarz:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Rodzina_Thibault

I teraz "Interludium" czyli przedostatni rozdział:
W przerywniku dwa spotkania - Dolańca z Durzykiem (obaj już na "swoim") i Dolańca z uciekającym Jakło. Ten ostatni chce kasy i jest w tym bezwzględny.
W tle niuanse z branży krawieckiej.
To niesamowite...Twardzi faceci, bezwzględni, cyniczni przebojowi...ryzyka, przekręty zdobywanie fortun, cale życie podporządkowane gromadzeniu by...
By na końcu jakaś Ula, Dziunia, czy Ziutka kręciły nimi jak dziecko bączkiem. By zaspokajać ich "wyrafinowane" kaprysy; lepsze rajstopy, lepsze futra, lepsze radia... wiecznie te taksówki, kotuniu, musisz koniecznie kupić jeszcze samochodzik, mówiła Ziutka oblizując z lekka wargi na oczach Dolanca, bo zauważyła, że to go podnieca.
W pierwszej chwili pomyślałam: kogo liv cytuje? Jesss....przecież to Lem...

Trzeba odnotować, że Dolańcowi się dostało - może nie wykręca klamek, ale skupuje margarynę do swojej fabryki czekolady "Optima" - czyli zubożał, a "spółdzielnik" Miecio - triumfuje...liche czasy dla prywatnej inicjatywy...i jeszcze ta kobieta: Ziutka...tak, jak napisałeś.
Jakło przyszedł odebrać dług wdzięczności w postaci dolarowej - od Dolańca...sypie się ten pokrętny, gangsterski świat...

Za to inny osiąga"Pełnię"...gęsty w wydarzenia rozdział...zaczyna się chorobą ojca Stefana - miałam wrażenie jakby Lem trochę o swoim ojcu pisał...pojawia się stary znajomy: Dostojewski...ale o tym innym razem.
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5972
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #70 dnia: Listopad 14, 2021, 04:12:46 pm »
Cytuj
    Tia, wysyp kobiet..jak nieulema.

Z tego wszystkiego ( w dodatku czytam "Wyspy bezludne" Łysiaka) przeczytałam: wyspa kobiet;)
A co na to dr Freud?  ;)
Ba, w dobie mody na feminatywy sam nie wiem... czy wysyp kobiet jest poprawne. Azaliż nie powinno być - wysypka?
Cytuj
Prrr...w "Porcelanie" jest jeszcze wątek uczciwości i odpowiedzialności lekarzy - dylemat Stefana czy być solidarnym ze swoim środowiskiem w sprawie omyłkowo operowanej kobiety czy donieść prokuraturze o błędzie?
Tak, to dość ważny wątek, i aktualny. W epoce chorej tezy - "zero ryzyka" nie ma zgody na przypadki. Zawsze musi być winny "ktoś". W tym systemie lekarze mają dość ciężko i wobec niezrozumienia tego przez ogół - że złe okoliczności, przypadki jednak się zdarzają, muszą się jakoś asekurować.
Z drugiej, możliwość nadużywania takiej asekuracji  -olbrzymia.
Akurat w książce mamy ewidentne błędy wynikające nawet nie z niekompetencji, co z zaniedbań i tu działa cały mechanizm "przykrywkowy".
Wyjaśniony przez Kiermałę.
Słuchajcie kolego, jesteście bardzo młodzi... któż jest nieomylny... nie wszystko jest w książkach, medycyna to nie jest prosta rzecz...życie wnosi swoje poprawki...tłum nie będzie się zastanawiał, tylko wyda wyrok...
I po tej skądinąd słusznej ideowo-politycznej pogadance, przechodzi do konkretu - nie można narażać na szwank imienia kliniki, a tymczasem Trzesnowski (sprawca tragedii), to co tu dużo gadać, kolos... gdyby się zawalił...niejednego mógłby przygnieść...zamilkł, jakby pożałował otwartości...
Zapewne i dzisiaj w zaciszach gabinetów lekarskich toczą się podobne dyskusje.
Z ostatecznym argumentem nieodwracalności - "przecież nie wszczepi się jej z powrotem macicy".
Cytuj
Wybiera się do Marcionowa? Hm?
Pewnie tak, bo do kogo innego - Jakły?
Z głupich skojarzeń; było takie stalinowskie credo...jedno z wielu;  "sojusz biedniaka ze średniakiem przeciwko kułakowi."
Tu widzę jakąś mutację - sojusz młodego lekarza z niższym (i średnim) personelem przeciwko branżowym tuzom.
...........
Dlatego ten system się zapadł - szlachetni acz nie zawsze kompetentni partyjni mieli być ostatecznym punktem odniesienia. Szlachetni, o ile byli i nie jest to tylko byt literacki, wyginęli pierwsi. Zostali urzędnicy, biurokraci z czasem wyrodzeni w rodzaj mafii.
Marginesem korporacjonizm zawodowy pod światłym przewodem partii to też cecha faszyzmu włoskiego. A może i wszystkich?
Więc rzeczywiście to moment pęknięcia Stefana - nie tyle konflikt ideologiczny, co konflikt idealizmu młodzieńczego zestawionego z rzeczywistością. I nadziei, że jest coś wyżej...
Margines drugi - Gajewska wspomina o korepetytorze młodego Lema, studencie prawa o nazwisku Wilk. Czyżby...? 
Cytuj
Jeszcze jeden wątek - literacki: Stefan przymierza się do czytania "Thibaultów" du Garda:
O! Z dzieciństwa pamiętam serial z prlowskiej tiwi - Rodzina Tibo właśnie. Ale nic nie pamiętam...lekarz powiadasz? Ciekawy zbieg...w dodatku ten lekarz...  Tymczasem Antoni zakochuje się w Racheli, pięknej Żydówce o niejasnej przeszłości, jednak po kilku miesiącach romansu zostaje przez nią porzucony.   :)
Cytuj
...sypie się ten pokrętny, gangsterski świat...
Taa...to najbardziej optymistyczny wątek tej książki  8)
Cytuj
..gęsty w wydarzenia rozdział...zaczyna się chorobą ojca Stefana - miałam wrażenie jakby Lem trochę o swoim ojcu pisał...pojawia się stary znajomy: Dostojewski...ale o tym innym razem.
Czyli zostawiamy Nosilewwską na tortową wisienkę?
Też zatrzymam się przy ojcu, bo nie tylko mam wrażenie, ale prawie pewność, że pierwowzorem Samuel
- repatriant ze Wschodu
- choruje i umiera na serce
- najlepszymi laty zakotwiczony w monarchii austro-węgierskiej, niczego ale to niczego nie rozumiał..
- właśnie przekroczył 70-tkę (a Samuel w 49-tym)
- zapadły staruszek z białą bródką (wystarczy zerknąć w fotki z lat 50-tych. nie podsunę bo nie widzę w necie)
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6105
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #71 dnia: Listopad 14, 2021, 10:53:57 pm »
Cytuj
    Tia, wysyp kobiet..jak nieulema.

Z tego wszystkiego ( w dodatku czytam "Wyspy bezludne" Łysiaka) przeczytałam: wyspa kobiet;)
A co na to dr Freud?  ;)
Miałby co robić.. bo jeszcze do przeczytanego doszedł list Wilka z...wyspy - a Gajewska wspomina, że "Notes" był lubianą lekturą Lema - jak wiadomo;))
Ktoś mnie chyba wkręca w wyspiarską paranoję :-X  ;D
Cytuj
Ba, w dobie mody na feminatywy sam nie wiem... czy wysyp kobiet jest poprawne. Azaliż nie powinno być - wysypka?
To wersja dla mężczyzn, którzy nie lubią kobiet;)
Oszsz...i oczywiście dla kobiet, które nie lubią kobiet;)
Cytuj
Tu widzę jakąś mutację - sojusz młodego lekarza z niższym (i średnim) personelem przeciwko branżowym tuzom.
Jest też sojusz szefa kliniki - Wisia - z partią.
Cytuj
Więc rzeczywiście to moment pęknięcia Stefana - nie tyle konflikt ideologiczny, co konflikt idealizmu młodzieńczego zestawionego z rzeczywistością. I nadziei, że jest coś wyżej...

Tak, ten deseń konfliktowy też - natomiast ta rzeczywistość i nadzieja wiedzie go do partyjnych - z dalszej części widać, że całkiem się zaprzyjaźnił z Pościkiem.
Cytuj
Margines drugi - Gajewska wspomina o korepetytorze młodego Lema, studencie prawa o nazwisku Wilk. Czyżby...? 
O! Ciekawe - zajrzałam - faktycznie - jednym zdaniem o tym Wilku - pewnie, że to może być trop z nazwiskiem...Karola.
Ale nic nie pamiętam...lekarz powiadasz? Ciekawy zbieg...w dodatku ten lekarz...  Tymczasem Antoni zakochuje się w Racheli, pięknej Żydówce o niejasnej przeszłości, jednak po kilku miesiącach romansu zostaje przez nią porzucony.   :)
No proszę  - jak to się składa. Jednak Stefan zeszyciku nie rozciął - a w kolejnym wejściu czyta "Braci Karamazow". Jak się okazuje - pożyczonych od Wisia.
Cytuj
Czyli zostawiamy Nosilewwską na tortową wisienkę?
Jasne:)
Cytuj
Też zatrzymam się przy ojcu, bo nie tylko mam wrażenie, ale prawie pewność, że pierwowzorem Samuel
Tak właśnie - wszystkie punkty, które wymieniłeś...

Do obrazka dodałabym jeszcze stosunek ojca Stefana do nowej władzy:

Z wyrzutem patrzał na Stefana, ilekroć w jego słowach zdawał się pobrzmiewać choćby cień aprobaty dla przemian zachodzących w Polsce.

Sąsiad - adwokat: Przynosił nieprawdopodobne plotki i nieśmieszne anegdoty antypaństwowe; obaj zamyślali się nad nimi rozkosznie, do końca wysysając ich zakazany smak.
O dziwo: Stefan rad był wizytom starego adwokata...

Dziabiąc troszkę ten rozdział...widać jak bardzo plecie się z opowiadaniem "Siostra Barbara" -  pojawia się docent Wiś, który zostaje dyrektorem kliniki (poprzedni układ zostaje rozbity) - ów Wiś jest też wymieniony w opowiadaniu "Siostra Barbara" - jako wymagający typ. Robi on Stefana ordynatorem rakowego oddziału (tam Zosia) - w opowiadaniu również jest ordynatorem, a Barbara siostrą na jego oddziale.

Wiś wydaje się być wzorowany na Choynowskim - chce tworzyć ośrodek naukowy przy klinice - daje Stefanowi angielski "Biuletyn Atomowy" -  czyli to:
https://en.wikipedia.org/wiki/Bulletin_of_the_Atomic_Scientists
Pasuje opis okładki: były na niej wymalowane białe kropki i cienie dwu strzałek, niczym wskazówki zegara stojące pięć minut przed dwunastą.
Raczej 7 minut przed...aleć...nie czepiajmy się;)
Dzisiaj Stefan dostałby link...:
https://thebulletin.org/

Jednak zanim damy Stefanowi "ubić puszyście poduszkę pod głową" po tej lekturze - wróćmy jeszcze do  kliniki i Wisia: teraz on działa jako siła sprawcza - wysyła Stefana do Warszawy.
I pętelkuje do opowiadania "Siostra..." - tam Stefan publikuje w "Gazecie Lekarskiej" artykuł "Chemodynamiczne wskaźniki okresu przedrakowego myszy żywionych 3:4, 5:6 dibenzantracenem."
W "Czasie..." jest to "Tygodnik Lekarski" i praca pt." Krótki rys osiągnięć chemioterapii nowotworów".

To nie koniec nawiązań - Abakowski raczy Stefana tą samą historyjką o pechowym znajomym i jego próbach żeniaczki...ma też to zacięcie do nazwisk: Eutanazy Grób-Maciałko...

Natomiast transformację z położnej do posługującej u ojca Stefana - przeszła Feroniowa - jednak i w opowiadaniu i w książce należy do badaczy Pisma świętego  i wieszczy rychły koniec świata na skutek a to przycisku w Nowym Jorku i fiuu...a to na skutek "koła ognistego z nieba" - co w efekcie daje bombę atomową i powstanie z mar jeno owych badaczy - po pół roku!:)

Nie tylko badacze rozprawiają o przyciskach...Bethe, Brown, Szilard - rozmawiają w "Czasie..." o bombie atomowej - jakoś skojarzyło do dysputerów...
Miał to być zapis ich rozmowy radiowej w owym "Biuletynie..."
To bezpośrednie przeniesienie realnie czytanego przez Lema w jego prozę...nie pamiętam czy gdzieś postąpił podobnie?

Bethe i Szilard również straszą zagładą ludzkości - wyjście z opresji upatrują w...rozproszeniu ludności miast...a w listach  do Redakcji "zwykli obywatele"  protestowali przeciw budowie bomby i powoływali się na Chrystusa...całkiem blisko Feroniowej - ona przynajmniej już wie co będzie i dobrze się zabezpieczyła;)

Zajrzałabym w ten błękitny numer biuletynu, ale archiwa płatne...

To teraz Stefan już ubił puszyście poduszkę pod głową, po namyśle przewrócił ją na drugą stronę(...) Spał jak suseł.

To dobrze - bo kolejna noc będzie dla niego powracającym koszmarem...za to dzień...ale to innym razem:)


Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5972
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #72 dnia: Listopad 14, 2021, 11:51:11 pm »
Tylko do tego
Cytuj
I pętelkuje do opowiadania "Siostra..." - tam Stefan publikuje w "Gazecie Lekarskiej" artykuł "Chemodynamiczne wskaźniki okresu przedrakowego myszy żywionych 3:4, 5:6 dibenzantracenem."
W "Czasie..." jest to "Tygodnik Lekarski" i praca pt." Krótki rys osiągnięć chemioterapii nowotworów".
A Stefan jako Stanisław... podaję za Gajewską
S. Lem, Etiologia nowotworów, „Polski Tygodnik Lekarski” 1947, nr 4
I już przedsennie...ten wariant z Barbarą wydany 1 lutego 53...czy na zmianę tegoż na wariant z jednak odzyskaną przypadkiem Anną mogła mieć wpływ śmierć Stalina (5 marca) i to co za nią poszło? Bo do tego czasu widzę, że zakończenie trylogii było otwarte. Lub właśnie zamknięte.. Barbarą.
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6105
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #73 dnia: Listopad 17, 2021, 01:08:59 am »
Tylko do tego
Cytuj
I pętelkuje do opowiadania "Siostra..." - tam Stefan publikuje w "Gazecie Lekarskiej" artykuł "Chemodynamiczne wskaźniki okresu przedrakowego myszy żywionych 3:4, 5:6 dibenzantracenem."
W "Czasie..." jest to "Tygodnik Lekarski" i praca pt." Krótki rys osiągnięć chemioterapii nowotworów".
A Stefan jako Stanisław... podaję za Gajewską
S. Lem, Etiologia nowotworów, „Polski Tygodnik Lekarski” 1947, nr 4
Zaś Nosilewska - w tym samym "Tygodniku Lekarskim" - prawdopodobnie ze stycznia 1951 roku - publikuje artykuł pt. "Zmiany rytmu alfa u schizofreników w remisji po jednej i dwóch seriach insulinoterapii".
Cytuj
I już przedsennie...ten wariant z Barbarą wydany 1 lutego 53...czy na zmianę tegoż na wariant z jednak odzyskaną przypadkiem Anną mogła mieć wpływ śmierć Stalina (5 marca) i to co za nią poszło? Bo do tego czasu widzę, że zakończenie trylogii było otwarte. Lub właśnie zamknięte.. Barbarą.
A dlaczego do tej śmierci nie mógłby napisać o śmierci ojca i Nosilewskiej?
Chyba, że Wielka Pętla Nieczawska przyszła mu do głowy później?

Tymczasem Stefan jedzie pociągiem do Warszawy - noc niespokojna - trzy razy zasypia i trzy razy śnią mu się koszmary.
Koszmary w poetyce polowania...na ludzi. Skojarzyło mi  do tego odnalezionego po latach opowiadania pt. "Polowanie"...ucieczka i finalnie nie dziecko a kobieta...powracający motyw ucieczki, ukrywania, lęku.

Stefan ostatecznie ląduje w Warszawie, a ja w "Szpitalu..." bo coś mi się nie zgadza:)

Pss:
https://forum.lem.pl/index.php?topic=600.msg89952#msg89952
« Ostatnia zmiana: Listopad 17, 2021, 01:27:21 am wysłana przez olkapolka »
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5972
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #74 dnia: Listopad 20, 2021, 10:00:30 pm »
Cytuj
A dlaczego do tej śmierci nie mógłby napisać o śmierci ojca i Nosilewskiej?
Chyba, że Wielka Pętla Nieczawska przyszła mu do głowy później?
Mógłby.
Wtedy pisałby pod 2 warianty zakończenia. Doadtkowo zdaje mi się, że jeśli wzorcem był Samuel, to pisanie o jego zgonie gdy jeszcze żył, byłoby psychologicznie...niełatwe.
Jednak mi ułożył się taki ciąg, że chciał tom  trzeci skończyć krótko. Po Halinie trochę szpitala, może jakaś wstawka z życia Krakowa, pojawienie się Barbary - miłość - end (happy). Barbarę opublikował tuż przed śmiercią Soso.  Może po niej otworzyły się nowe możliwości i klasyczne zakończenie przestało satysfakcjonować?
Widzę, czuję w tych ostatnich rozdziałach elementy odwilży. Poza tym pętla z Nosilewską bardziej atrakcyjna. Dlatego Barbara finalnie poszła w odstawkę?
Oczywiście to tylko takie moje snucie - bezdowodliwe.
Przy okazji Barbary jest w opowiadaniu takie zdanie, które zaintrygowało - " przypominała mu Burzanów"
- Stefanowi, Feroniowa - ta, co wieszczy zagładę i armagedon. Mniejsza, chodzi o tych Burzanów, wrzuconych jakby czytelnik powinien ich znać. Przegapiłem? Czy jakaś postać/postaci które wypadły z książki? No i oczywiste skojarzenie z prawdziwym nazwiskiem, lekko tylko zniekształconym. (he, A.G. też je przekręciła  :D )
Cytuj
Tymczasem Stefan jedzie pociągiem do Warszawy - noc niespokojna - trzy razy zasypia i trzy razy śnią mu się koszmary.
Koszmary w poetyce polowania...na ludzi. Skojarzyło mi  do tego odnalezionego po latach opowiadania pt. "Polowanie"...ucieczka i finalnie nie dziecko a kobieta...powracający motyw ucieczki, ukrywania, lęku.
Lęk przed zagładą atomową? To by tłumaczyło tak silną obecność tematu w publicystyce Lema. Poczytał tych Szilardów, Brownów i zaraz się przyśniło. Przyśnił się dźwięk spajający te trzy historie senne. Nadlatujących samolotów? Przenikliwy brzęk który w mgnieniu oka stworzył więź ze wszystkimi poprzednimi obrazami.
Dobry opis pociągowych snów, w których prawdziwe dźwięki zlewają się z tymi majaczonymi wizjami. Jakby to właśnie dźwięk by najpierwszym bodźcem który dociera do budzącego się lub drzemiącego tylko.
Ok. znaczy jesteśmy w pociągu i dojechaliśmy do Warszawy, a właściwie ruin. Tam też zaczynał tom trzeci Wielenieckmi. Ruiny jakby bardziej ludne, no i...no i... niczym deux ex machina - Pajączkowski!
Zaczynają się powroty, więc też zasadność cofki do szpitalnego... aż strach.
Cytuj
." bo coś mi się nie zgadza:)
Całkiem zasadna niezgodliwość -  wyszedły szew?  :D
Poza tym...poza tym pora zwrócić baczniejszą uwagę na motyw ogrodu w twórczości patrona.  :)
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.