Autor Wątek: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]  (Przeczytany 7539 razy)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5978
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
« Odpowiedź #60 dnia: Sierpień 15, 2021, 11:47:24 am »
Cytuj
Super ten spacer.
Dzieki  :)
Cytuj
W każdym razie kierunek spaceru pasowny: od klasztoru i baszty do kopca i widoku na koszary, linię kolejową i getto.
Tak, tak być musiało, zaczęli od baszty i terenami zielonymi doszli do kopca z którego widok na getto.
Ładnie dopełniłaś spacer, ja już nie miałem siły na końcówkę.

Cóż dodać, niewiele - jeśli "sobotnie południe" jest prawdziwe to lwowska wędrówka odbyła się 16-17 października 1942. W trakcie kolejnej odsłony operacji "R".
Jest jeszcze taki adres - ulica Tkacka (tuż przy getcie), gdzie Stefana wiozą, już jako "figuren" do siedziby Szupo. Tam na Umschlagplatzu dantejskie sceny, próby ratunku i drugi powrót do punktu A. Jeszcze gorszy niż pierwszy, bo już jako transport.
I podróż koleją, jakże kontrastowa do tej wyjściowej.
Zapewne do Bełżca.



Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6114
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
« Odpowiedź #61 dnia: Sierpień 16, 2021, 07:34:40 pm »
Cóż dodać, niewiele - jeśli "sobotnie południe" jest prawdziwe to lwowska wędrówka odbyła się 16-17 października 1942. W trakcie kolejnej odsłony operacji "R".
Daty nie są ścisłe.
Pospacerowy rozdział "Operacja R." zaczyna się: "W sobotę piętnastego października przypadały urodziny Kremina." - a  to był czwartek. Sobota była 17 X 1942.
Spacer odbył się dzień przed urodzinami  - noc Stefan spędził na dworcu - czyli albo 14 października w środę albo 16 października w piątek.
Zakres dat to 14-17 października 1942.
Tym tropem wskoczyliśmy już w rozdział "Sekcja" - tam zapowiedź Dolańca dotycząca przejęcia 1/8 realności od Durzyka. Stefan świadkiem....ponadto mamy sekcję - zwłok wykonaną przez Wielenieckiego i omówiony spacer.
Wieleniecki pracuje w Staatliches Institut der Gerichtlichen Medizin.
Powinno być fur?
Prawdziwy, istniejący instytut.
Musiał więc pracować pod kierownictwem Bolesława Popielskiego:
http://www.amsik.pl/archiwum/3_1997/3_97K.pdf
Wie, że jest świadkiem zagłady – notuje wyniki sekcji zwłok więźniów. Prawdziwe wyniki – nie te , które figurują w oficjalnych aktach.
„Otacza nas puszczony w ruch mechanizm zagłady, który trzeba badać, trzeba poznać, po to, żeby złamać go i zniszczyć!”

Podczas spaceru ciekawa rozmowa o Sekułowskim i jego wpływie na innych ludzi.
Geniusz w unicestwianiu - Wieleniecki o nim.
W tej rozmowie Wieleniecki ma jakby dwie twarze – czyli wg mnie wychodzi szydełkowanie dla zaspokojenia apetytów cenzorskich.
Z jednej strony wrażliwiec –  sam o sobie: ja właśnie jestem taki naiwny – mówiący o sensie muzyki, z drugiej…”Wieloryb”:)
Pan wie, o kim myślę, mówiąc „my”….

Czyli właściwie już napoczęty rozdział "Operacja Reinhardt".

Na marginesie: czy nikt nie czytał "Czasu nieutraconego"?  :-\
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5978
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
« Odpowiedź #62 dnia: Sierpień 17, 2021, 08:30:43 pm »
Cytuj
Daty nie są ścisłe.
Może być, w sumie to nieistotne. I tak zdumiewa mnie szczegółowość i realizm opisów, choćby to co wynalazłaś
Cytuj
Wieleniecki pracuje w Staatliches Institut der Gerichtlichen Medizin.
Powinno być fur?
Prawdziwy, istniejący instytut.
Zaskoczenie.
I pewnie miał adres w okolicach śródmieścia  :)
 Do rozmowy i operacji R - jeszcze wrócę, ale na razie pozostanę hamulcowym.
I wrócę, ale do spaceru.
Warto przy tym pamiętać, że w całej książce nie pada słowo Lwów. Mamy tylko mityczne "miasto".
He, przypadkowo otworzyło się na rozdziale "ojciec i syn".
Taa...Stefan spotkał się z ojcem, tyle że w poprzedni tomie. Też w październiku a trzymając się logiki czasowej - 41 roku. Tyle że w tej książce logika czasowa działa tylko na poziomie mikro. Na poziomie lat - już mniej. Więc równie dobrze, mogło to być zwieńczenie spaceru z tomu drugiego. Taka postmodernistyczna pętelka wyobraźni, przenikanie czasów, zapis wspomnień.
Bo chyba też oparta na "przeżytym".
Zatem podróż z Bierzyńca do...a może do Kielc?   :D (ciekawych zapraszam w bliźniaczy wątek) Żartowałem...
Jako się rzekło - październik. Jednak podróż zupełnie inna;
Podróż Stefan miał koszmarną : trzy rewizje za tłuszczem, żandarmi, tłum atakujący dziko drzwi okna, wagony ciemne, cuchnące skwaśniałym potem, zapluskwione. W nieprawdopodobnym tłoku nie dało się uratować osobistej godności, gdyż była w ciemności niewidoczna, a milczenie traktowano tu jako wyraz poddania się. Po godzinie Stefan klął jak szewc.
Miasto się odmieniło. Wszystkie ulice w nowych, niemieckich nazwach. Patrole stukały podkutymi butami o bruk jak pojedyncze oka żelaznego niewodu. Nad domami z rzadka przelatywały maszyny z czarnymi krzyżami; niebo było niemieckie.

Tym razem trafia do domu, i od razu staje pytanie - którego?
Gdzie może mieszkać ojciec, zakładając, że Stefan to Lem?
Bajerowska? Stamtąd ich Niemcy rychło przegonili. Bernsteina?
Czy może już getto, czyli Zniesienie? Lub inne schronienie?
Ba, ja obstawiam, że jest to reminiscencja pierwotnego mieszkania na Brajerowskiej, choć trudno to uzasadnić - dorzucam opis;
W domu przywitał go ten sam zapach gotowanej kapusty, na pierwszym zaś piętrze jako nuta główna pojawiła się słodkawozgniła woń pracowni futrzarza, galwanizując od razu całe złoża pamięci.
Na widok odrapanych, brązowych drzwi mieszkania, z płaską lwią głową wyrytą w nadprożu, z trudem opanował wzruszenie. Drzwi - jak drzwi.
Przedpokój zastawiały graty, etażerki, blachy, w słabym świetle ciemniały pod sufitem jak makabryczne projekty zwierząt, modele nie zrealizowanych projektów ojcowskich, spiętrzone na szafach w puszystym otoku pajęczyn.

Te drzwi, no jakoś otworzył się ten obrazek...zniknął z sieci, więc muszę powielić, z przeproszeniem autora zdjęcia. Link do niego (prowadzący ad Corinthum) jest w wątku "Gdzie mieszkał Lem"

Taa. Nie ma lwiej głowy - jest inna głowa. Ale czy to nie jest puszczenie oka do czytelnika, o jakim mieście mowa?
Mniejsza...to tylko luźny pomysł.
Z niekonsekwencji - ojciec jest praktycznie unieruchomiony, ciężko chory pod opieką ciotki. A w następnym roku od tak - nagle wyjechał na dwa dni?
Z zdziwień, ojciec mieszka sam - konsekwentnie w obu tomach - czyżby Sabina (zakładając, ze pierwowzór to Samuel) ukrywała się poza Lwowem? Lub w mieście ale oddzielnie?
 Może tak było łatwiej się ukrywać?
Książkowe wyjaśnienie tej sytuacji absurdalne - Matka, jak zaraz powiedziała mu dramatycznym szeptem ciotka Skoczyńska, zamieszkała od miesiąca na wsi, gdyż nie było pieniędzy na dom. Czyli jak mieszka tylko ojciec, to dom jest tańszy? A możę chodzi o kryjówkę dla dwojga?
I na koniec - ciotka Skoczyńska. Któż może być pierwowzorem? Z kim mieszka ojciec Stefana/Stanisława?
Pasują dwie kobiety z kręgu rodzinnego - Berta odpada, bo ginie w 41.
Zostaje ta o której prawi nic nie wiadomo - Anna. Wiekowo by pasowała.
Lub moze żona ulubionego wujka Gienia, czyli Gecela Wollnera? Brata matki wspieranego przez Samuela w karierze lekarskiej (sam Gecel też dość szybko zginął ).
Jest jedna wskazówka;
Przed laty była piękna. Stefan podkochiwał się nawet kiedyś w ściągniętej z jej gabinetu fotografii. Teraz przybór tłuszczu zatopił resztki urody.
W której ciotce mógł podkochiwać się Stanisław?
Po rozmowie z ojcem, dość dramatycznej, Stefan rozmawia z jego lekarzem, wraca na dworzec i w warunkach chaosu jakoś dostaje się do powrotnego pociągu.
Opis w książce.  :)

Zagadkowa Edyta ;)
Kto zgadnie jak nazywała się ulica Brajerowska pod koniec niemieckiej okupacji?
« Ostatnia zmiana: Sierpień 18, 2021, 10:21:22 am wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

Lieber Augustin

  • God Member
  • ******
  • Wiadomości: 1530
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
« Odpowiedź #63 dnia: Sierpień 18, 2021, 08:36:34 pm »
Zagadkowa Edyta ;)
Kto zgadnie jak nazywała się ulica Brajerowska pod koniec niemieckiej okupacji?
Malzgasse.

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5978
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
« Odpowiedź #64 dnia: Sierpień 18, 2021, 09:27:35 pm »
Zagadkowa Edyta ;)
Kto zgadnie jak nazywała się ulica Brajerowska pod koniec niemieckiej okupacji?
Malzgasse.
Lub Malzerstrasse. A nie, przepraszam, to ta obok i chyba Valzer... czas na okularki  :-\
Zaliczone, a oto adekwatna nagroda. Smacznego  8)
« Ostatnia zmiana: Sierpień 18, 2021, 09:45:12 pm wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

Lieber Augustin

  • God Member
  • ******
  • Wiadomości: 1530
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
« Odpowiedź #65 dnia: Sierpień 18, 2021, 10:05:47 pm »
Prosit!
Auf die Gesundheit! :)


https://streets.lvivcenter.org/uk/Malzgasse/
https://uk.wikipedia.org/wiki/Вулиця_Лепкого_(Львів)

Zaułek Słodowy, po polsku.
Nazwa ulicy Brajerowskiej pochodzi podobno od właściciela gruntów na Krakowskim Przedmieściu, Niemca Józefa Breuera.
Samo brzmienie tego nazwiska przywodzi na myśl browar i piwo. Breuer... Brauer... Bräu... Hofbräuhaus...
No, a gdzie piwo, tam i słód :)


Niemcy próbowali obniżyć status ulicy, zmieniwszy Strasse na Gasse. Bywa odwrotnie. Pamiętam, mój św.p. wujaczek w końcu lat 70-tych proponował przemianować mały, wąski, kiepsko oświetlony zaułek Łazienny, przy którym wówczas mieszkał, na Aleje Breżniewa :D

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6114
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
« Odpowiedź #66 dnia: Sierpień 19, 2021, 01:10:08 pm »
Pamiętam, mój św.p. wujaczek w końcu lat 70-tych proponował przemianować mały, wąski, kiepsko oświetlony zaułek Łazienny, przy którym wówczas mieszkał, na Aleje Breżniewa :D
Właściwie tak powinno być - słuszny koncept (wujaczek? to taka kombinacja wujaszka i wojaczka?;)) - najpodlejsze miejskie zakamarki powinny nosić adekwatne nazwy - i już każdy wie, że łukiem omijać;))

W każdem -  ciekawy piwny wątek Panowie rozwinęli:)
Przed laty była piękna. Stefan podkochiwał się nawet kiedyś w ściągniętej z jej gabinetu fotografii. Teraz przybór tłuszczu zatopił resztki urody.
W której ciotce mógł podkochiwać się Stanisław?
W kwestii ciotek nie pomogę - szczerze powiedziawszy gubię się w tych rodzinnych relacjach, a już zgadywanie która ta ciotka od zakochiwania?...nie wiem!:))
Cytuj
Te drzwi, no jakoś otworzył się ten obrazek...zniknął z sieci, więc muszę powielić, z przeproszeniem autora zdjęcia. Link do niego (prowadzący ad Corinthum) jest w wątku "Gdzie mieszkał Lem"
Obok drzwi było okno? Czy budowano takie paraokienne ozdoby na klatkach schodowych? :-\
Cytuj
I tak zdumiewa mnie szczegółowość i realizm opisów, choćby to co wynalazłaś
Więc jeszcze do tego:
Wypełniając otrzymane od Watzkego polecenie" 5 XII 1941 r. w godzinach przedpołudniowych prof. Panczyszyn obchodził wszystkie kliniki i zakłady, przedstawiając się jako państwowy komisarz Instytutu Medycznego. Mając otwarty notes z przygotowanymi już uprzednio spisami, ustanawiał kierowników oraz skromny personel klinik i zakładów. Zakłady naukowe teoretyczne, z wyjątkiem Anatomii Patologicznej i Medycyny Sądowej, zamknął, zwalniając natychmiast, bez wypowiedzenia i bez finansowego odszkodowania, wszystkich pracowników, z wyjątkiem niektórych profesorów, którzy mieli opiekować się katedrami. W Zakładzie Anatomii Patologicznej pozostawił jako jedynego lekarza doc. dr. Zygmunta Alberta, a nadto jedną laborantkę i dwóch pamocników prosektorów. W Zakładzie Medycyny Sądowej pozostawił doc. dr. Bolesława Popielskiego i dwóch pomocników prosektorów.(...)
Tymczasem nadszedł doc. Popielski, przywitał się i zabrał Becka do swego zakładu. Jak mi później doc. Popielski opowiadał, poznał dr. Wernera V. Becka w 1937 r. podczas pobytu naukowego w Jenie. Pierwsze obecnie pytanie Becka było, czy zakład posiada kamerę Leica. Doc. Popielski wyjął ją z szafy. Beck natychmiast przewiesił aparat przez ramię mówiąc, że zabiera go dla krakowskiego Zakładu Medycyny Sądowej, którego jest kierownikiem. Równocześnie Beck oświadczył, że od tej chwili Zakład Medycyny Sądowej we Lwowie będzie filią Państwowego Instytutu Medycyny Sądowej i Kryminalistyki (Staatliches Institut fuer Gerichtiiche Medizin und Kriminalistik) w Krakowie i będzie jemu podlegał. Jak się później okazało, dr Beck był psychopatą i notorycznym alkoholikiem17. Doprowadził do aresztowania i zesłania do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu prof. Olbrychta, kierownika Zakładu Medycyny Sądowe], a być może też i prof. Kowalczykowej, kierownika Zakładu Anatomii Patologicznej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie18. Jak wspomina Popielski, Beck pod wpływem upojenia alkoholowego często terroryzował i wręcz torturował swych podwładnych Polaków, a nawet Niemców, choć obiektywnie przyznaje, że Beck miał też odruchy ludzkie, przyczyniając się dzięki swym znajomościom w gestapo do zwolnienia niektórych lekarzy z więzienia19.

https://www.lwow.home.pl/lek/albert1.html

I właśnie z tego instytutu Klopotzek zabiera Wielenieckiego do zbadania zwłok zabitej Niemki - wprost w samo serce organizowanej właśnie wywózki Żydów z Lwowa...
Ot, pomieszanie znaczeń, wartości życia ludzkiego itp.:
Co pan tu opowiada! Oficer SS, który wyrzuca kobietę na szyny?! Jak pan śmie! - unosi się Klopotzek, który chwilę wcześniej zabrania wyłowić z tłumu Żydów tych od Kremina...każe ich ładować do wagonów...

Na marginesie - dziwne te urodziny Kremina - w samo sobotnie południe...a goście?
Doktorostwo Weisskohl - doktor stronę dalej okazuje się właścicielem dużej firmy przewozowej. Niby można, ale jakoś grzytneło.

Na dworcu akcja, a w garażach Kremina pracują normalnie...jednak Marcinów wie, że likwidują "wszystkich od szmat" i jedzie z Wilkiem im pomóc...
Na razie tyle z operacji R. - zostaje historia Stefana.

Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5978
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
« Odpowiedź #67 dnia: Sierpień 19, 2021, 08:16:54 pm »
To dziś może takie micelanea przechodzące w silwarery  :)
Cytuj
(wujaczek? to taka kombinacja wujaszka i wojaczka?;)) -
Też zwróciłem uwagę, super!  :D  LA - master of neologos. W słówka jeszcze na końcu...
Cytuj
Obok drzwi było okno? Czy budowano takie paraokienne ozdoby na klatkach schodowych?
Tak jakby, hmm... też  :-\
Cytuj
I właśnie z tego instytutu Klopotzek zabiera Wielenieckiego do zbadania zwłok zabitej Niemki
O Wielenieckim szykuje się oddzielny wpis, zatem na razie w tym lesie ominę jego działalność.
Cytuj
W kwestii ciotek nie pomogę - szczerze powiedziawszy gubię się w tych rodzinnych relacjach, a już zgadywanie która ta ciotka od zakochiwania?...nie wiem!:))
Jasne, liczyłem, że może w wywiadach, lub w zamku...jest zdanie które mi uciekło. Wyciekło z pamięci, typu:  "na biurku miałem zdjęcie ulubionej cioci..." lub "podkochiwałem się w..." Rejestruję tylko nauczycielkę z podstawówki i ..służącą?  ???
Cytuj
Na marginesie - dziwne te urodziny Kremina - w samo sobotnie południe...a goście?
A co konkretnie Ci nie pasuje? Bo mnie chyba gra...
W południe oficjalni goście, Niemcy..jakby się dzisiaj powiedziało - strategiczni partnerzy biznesowi plus element wojskowy, bez wsparcia którego biznes by się wnet posypał.
Potem zaś, sponsorzy zabawy, dotychczas schowani - czyli Żydzi - ci najzamożniejsi. I taka część bardziej luźna...nieoficjalna. Na pierwszej Kremin wchodzi w de, na drugiej jemu wchodzą.
I ta druga przerwana telefonem, który zepsuł familiarny nastrój.
Znowu wychodzę na hamulcowego  :D
Wraca temat mieszkania Pluwaka;
Cytuj
- Ten Ukrainiec, Pluwak...
- A wyżej?
- Wyżej jest po tej stronie strych.


Czyli pasuje - Pluwak ma całe piętro.
Nie bardzo, bo kawałek dalej - On ma takie samo mieszkanie takie jak to (Wielenieckiego), bez ganku? Gdyby był ganek..."
A Wieleniecki ma pół piętra. Czyżby jednak alternatywy 4  8)

Kończąc - co sądzicie o bliskości takiej pary nazw własnych...nazwisk:
Poprzescy - Podłuscy
i nazw
Dębickiego - Łąckiego ?
« Ostatnia zmiana: Sierpień 19, 2021, 08:37:49 pm wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6114
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
« Odpowiedź #68 dnia: Sierpień 20, 2021, 12:55:44 am »
A co konkretnie Ci nie pasuje? Bo mnie chyba gra...
Chyba stosy wykwintnych potraw i win podane w samo południe - jakoś pasują mi na wieczorną imprezę - ale niech będzie: urodzinowy obiad. Wystarczyłoby na 34 obiady - jakby Lem snuł kulinarne fantazje...w czasach braku zwykłej golonki...
Ale tak - kolejność gości pasowna - jak najbardziej.
----
Przerywnik:
Cytuj
Znowu wychodzę na hamulcowego 
Przeaszam - ale mam taki śląski mem - sprzed 20 lat czyli gdzieś 19:00
https://www.youtube.com/watch?v=S6GoylEnqM0
;)
----
Cytuj
Nie bardzo, bo kawałek dalej - On ma takie samo mieszkanie takie jak to (Wielenieckiego), bez ganku? Gdyby był ganek..."
A Wieleniecki ma pół piętra. Czyżby jednak alternatywy 4 
Wieleniecki nie potwierdza i nie zaprzecza;)
Ale tak jakieś nierealności z tą realnością - Alternatywy albo ten stary typ budownictwa: piramida;)
Cytuj
Kończąc - co sądzicie o bliskości takiej pary nazw własnych...nazwisk:
Poprzescy - Podłuscy
i nazw
Dębickiego - Łąckiego ?
To wydaje mi się bardzo prawdopodobne.
Cytuj
O Wielenieckim szykuje się oddzielny wpis, zatem na razie w tym lesie ominę jego działalność.
Ciekawe. Mnie Wieleniecki zlewa się trochę z Rzepickim.
A Rzepicki? Uciekinier z Poznania (jak Wieleniecki)...mieszkający we własnej kamienicy i zafascynowany jego biblioteką - Wilk?
Wilk- Wieleniecki - Rzepicki to różne stopnie w naukowej drabince.
Od ucznia po mistrza.
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5978
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
« Odpowiedź #69 dnia: Sierpień 20, 2021, 07:04:43 pm »
Cytuj
Chyba stosy wykwintnych potraw i win podane w samo południe - jakoś pasują mi na wieczorną imprezę - ale niech będzie: urodzinowy obiad.
Aaa,  to to.
Pora dnia rzeczywiście dziwaczna. I jak dalej piszesz  -opisy frykasów to mógł być efekt  fantazji głodnego  :)
Cytuj
mam taki śląski mem
Puszczosz puszczosz puszczooosz; trzimej trziemej, gazu!
...no teros tomy pojechali. ;D
To jadymy  z tym koksem...

Cytuj
    Kończąc - co sądzicie o bliskości takiej pary nazw własnych...nazwisk:
    Poprzescy - Podłuscy
    i nazw
    Dębickiego - Łąckiego ?


To wydaje mi się bardzo prawdopodobne.
Tego drugiego Agnieszka Gajewska pewna, którą to pewność wyraziła w pewnym przypisie w wiadomej książce :
57 Nazwy własne wskazujące na topografię Lwowa w drugiej części Czasu nieutraconego dokładnie przeanalizowała Izabela Domaciuk, jednak nie umieściła ich w szerszym kontekście interpretacyjnym, w tym historycznym, dlatego uznała np., że więzienie przy Dębickiego nie jest nazwą własną, podczas gdy jest to wyraźna gra Lema z cenzurą, a nazwa ta współbrzmi z więzieniem przy Łąckiego, które było miejscem zbrodni zarówno sowieckich, jak i niemieckich, dlatego prawdziwa nazwa nie mogła się w powieści pojawić. Por. I. Domaciuk, Nazwy własne w prozie Stanisława Lema, Lublin 2003, s. 18–32.
 co zresztą mnie natchnęło  ;) ) Że skoro Lem to Druk, upraszczając. Zatem Podłuski to Poprzeski.

Swoją drogą, książka Izabeli Domaciku mogłaby ułatwić robotę, ale ba... ni ma.

Natomiast co do pary Poprzescy - Podłuscy (jedyne nazwisko, podobnież z ulicy Zielonej, które Lem wspominał w kontekście ukrywania się).
Znów odwołam się do naszej ulubionej autorki i jej kluczowej dla tych tematów książki;
Inżynier Druk został w tym czasie skierowany przez kapitana Armii Krajowej Zawoyskiego do mieszkania Poprzeskich, jednak ci szybko orientują się, że ukrywają Żyda, i są z tego faktu bardzo niezadowoleni. W pokoju Druka dochodzi też do rozmowy łącznika Zawoyskiego, Zawiei, z ukrywającym się inżynierem, który postanawia wstąpić do konspiracji. Zaskoczony Zawieja odpowiada: „Kiedy się nie da. Ż… nie tego, Izraelitów nie… chwilowo nie ten. Nasz «Konar» w ogóle nie bardzo za tym… ale, hm, hem – odchrząknął, bo nie wolno było tego mówić”57. Fragment ten rzuca pewne światło na kwestie związane z pomocą AK w trakcie ukrywania się Lema na tzw. aryjskich papierach, jak i na zasady, na jakich działał w organizacji58.

Zatem sumując -  mający żydowskie korzenie inżynier Druk pracownik firmy ROHSTOFFERFASSUNG dzięki wsparciu znajomych z AK, zostaje ulokowany w kamienicy  u Aryjczyka. Do pewnego momentu Organizacja finansuje  też ten pobyt. Jednak nie chce przyjąć Druka (Kurda ;)  ) w swoje szeregi.
Dla Agnieszki Gajewskiej prawdopodobnym wydaje się, że Druk to kolejna postać bazująca na przeżyciach  samego autora książki;
Autobiograficzne aluzje w trylogii przenikają także do postaci inżyniera Szymona Druka. Stanisław Lem pracował (tak jak Druk) w firmie Rohstofferfassung, prowadzonej przez Wiktora Kremina, a w roku 1943 ukrywał się po tzw. aryjskiej stronie. Opierając się na notatkach sporządzonych przez Barbarę Lem w latach osiemdziesiątych na podstawie wspomnień męża24
Jednak nie rozwija tego wątku.
Zatem rozwinę  ja.
Pierwsze skojarzenie już podałem. Przekręcone nazwisko właściciela lokalu.
Druka utrzymuje (acz bardzo niechętnie) Poprzeski.
Prawdziwego Lema - Podłuski.
Czy to ten, który w pewnym momencie nie wpuścił ukrywanego Lema do domu?  - O takim epizodzie pisarz wspomina.
Czy może któryś z późniejszych gospodarzy?   - ten książkowy..jeszcze nie doczytałem dokładnie, ale chyba pozbywa się Druka.

Ciekawy może być też wątek o udziale Lema w działalności  AK, do czego raczej nie chciał się przyznać wspominając, że owszem - coś robił, dla jakiejś organizacji, ale nie wiadomo jakiej...no, ewidentnie bagatelizował temat – dlaczego?
Chyba można to wyjaśnić.
Ale najpierw sam udział – o roli kolegów liceum, będących w AK  w ukrywaniu młodego Lema i jego dorywczych dlań działaniach wspomina najbardziej, poza samym pisarzem,  Władysław Bartoszewski w tekście już tu omawianym "Mój przyjaciel pesymista".  Zresztą sam Lem też opisuje niektore działania (wykradanie prochu  z Beutelpark Luftwaffe, części sprzętu technicznego etc) nie wymieniając nazwy Organizacji, zasłaniając się niewiedzą. Jest to mało prawdopodobne by ryzykował dla "niewiadomokogo"
Ba, wszystko wskazuje na to, że udział Lema w działaniach bezimiennej oficjalnie Organizacji był dużo większy. Wynika to choćby z niepublikowanych a ujawnionych nieco przez Beresia rozmów z Ustynowiczem;
Z okresu, gdy przemykał się go getta zakładając na ten czas opaskę ( ten fragment zamieściłem kilka listów wyżej)
...I w pewnym momencie uzyskałem taką wiadomość, a właściwie nie ja, a organizacja, że rozpoczęły się wywózki Żydów.

I dalej, już nie cytat z Lema a opowieść Beresia z usłyszanego i stenogramu:
„Znajdziemy też w nagraniu Ustynowicza relację, nieznaną z wcześniejszych wywiadów, na temat spotkania Lema na terenie getta ze starym Żydem , który został przemycony (podobnie jak Karski), do Bełżca a po powrocie do Lwowa odtworzył na oczach Lema szczegółowy plan obozu, aby przekazał go podziemnej komórce”.

Czy może stąd pisarz znał i tak dokładnie opisał podróż Stefana do obozu?
W każdym razie wyłania się on - Stanisław Lem, jako ktoś w rodzaju łącznika organizacji na getto. Dlaczego zatem nie mówi o tym otwartym tekstem? Wszak po 56 to już nie było groźne, a nawet chwalebne.
Otóż - wydaje się, że jest wciąż ten sam powód, przyjęta wcześniej bionarracja i obawa, iż pewne szczegóły mogłyby ją zburzyć.
To ten sam powód, dla którego musiał wymyślić ukrywanego przezeń Żyda Tiktina, by wytłumaczyć nagłą potrzebę zdobycia dobrych papierów.
Lem cały czas buduje swą opowieść-autobiografię  bez wątku żydowskiego.
Ujawnienie działalności w AK spowodowałoby przegląd archiwów (a to była dość biurokratyczna organizacja) i licznych wspomnień co w końcu musiałoby zakończyć się pytaniem – dlaczego Stanisław Lem  nie figuruje w oficjalnych dokumentach tejże?
Odpowiedzi na to udziela poniekąd Gajewska w początkach tego wpisu – ale ta odpowiedź była wtedy dla Lema nie do zaakceptowania – stąd anonimowa, organizacja i zasłanianie się niepamięcią. Jest jeszcze drugi szew tej fikcyjnej narracji, po zajęciu Lwowa przez sowietów, ojciec Lema – Samuel wyskakuje z domu mając na ramieniu opaskę z napisem AK. Czym prędzej sprowadzony przez Stanisława do nowej rzeczywistości. Czy przypadkiem Stanisław swoich działań nie przypisał tym razem ojcu? A doszedłszy "do rozumu" musiał wiedzieć, że nowi okupanci nie tolerują takich ludzi i stąd decyzja o szybkiej ewakuacji?
Chyba starczy tych pytań, nawet jak na hamulcowego .  :D

« Ostatnia zmiana: Sierpień 20, 2021, 09:56:45 pm wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6114
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
« Odpowiedź #70 dnia: Sierpień 22, 2021, 01:06:40 am »
Dużo pytań - mało odpowiedzi.
Ja tylko do tej "podróży Stefana do obozu" - sama pomyłka i pozbawienie go tożsamości to koszmar - koszmar jak z Kafki, jak ze straszliwego snu. To strach osoby, która ma fałszywe papiery? I spełnia się jej najgorsza obawa - odkrycie tego?
Wstrząsający fragment : "Nagle wszyscy w i e d z i e l i ."
I muszę powiedzieć, że chyba nie spotkałam w literaturze obozowej, wspomnieniach, relacjach takiego opisu ocalenia - ocalenia od obozowego krematorium.
Ukoronowaniem tego koszmarnego snu: topielec...tyle, że tonie w ludzkich włosach. Ten opis dotarł do mnie chyba za drugim czytaniem.
Taką historię usłyszał Lem?
W każdym razie zostawia tam Stefana i znajduje go dopiero po wojnie - w trzecim tomie.

Kolejny rozdział to komuniści (w końcu - jacyś...) współpracujący z żydowskim ruchem oporu z getta.
Ale nie poganiam;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5978
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
« Odpowiedź #71 dnia: Sierpień 22, 2021, 11:41:04 am »
Cytuj
Dużo pytań - mało odpowiedzi.
Tak, notuję jakieś luźne skojarzenia które lęgną się w trakcie lektury, dorabiam kawałki faktografii... i wychodzi takie danie, może niestrawne?
Spróbuję się ograniczyć i wrócić na tory bardziej literackie. Jeszcze tylko to jedno...
Cytuj
Ja tylko do tej "podróży Stefana do obozu" - sama pomyłka i pozbawienie go tożsamości to koszmar - koszmar jak z Kafki, jak ze straszliwego snu. To strach osoby, która ma fałszywe papiery? I spełnia się jej najgorsza obawa - odkrycie tego?
Wstrząsający fragment : "Nagle wszyscy w i e d z i e l i ."
Zgadza się, bardzo wstrząsający fragment, funkcjonujący jako oddzielne opowiadanie "Operation Reinhardt" i stąd powszechnie dostępny, choćby w tomie z "Wyborczej" - Opowiadania młodzieńcze.
Cytuj
Ale nie poganiam;)
Zatem jeszcze to jedno:  :)
Cytuj
Ciekawe. Mnie Wieleniecki zlewa się trochę z Rzepickim.
A Rzepicki? Uciekinier z Poznania (jak Wieleniecki)...mieszkający we własnej kamienicy i zafascynowany jego biblioteką - Wilk?
Wilk- Wieleniecki - Rzepicki to różne stopnie w naukowej drabince.
Od ucznia po mistrza.
Ano zlewa.
I  Wieleniecki nie pasuje do tego niemieckiego instytutu kryminologi stosowanej. Jest jakby dolepiony do rzeczywistej, funkcjonującej placówki, której tabliczkę pewnie Lem mijał (szczegółowo opisane miejsce).
 A dlaczego nie pasuje?
A dlatego, że jest psychologiem, a psycholog zgrzyta mi z wykonywaniem sekcji zwłok i ogólnie autopsji. To jednak różne branże? Poza tym Polak z Wielkopolski.
Teksty, które podesłałaś  sugerują, że tam były raczej redukcje polskiego personelu a nie przyjmowanie przyjezdnych o niezgodnych kwalifikacjach.

Zatem teza moja jest taka, że do niemieckiego instytutu Lem podpiął inną postać, potrzebną do rozwoju fabuły, postać którą znał dość dobrze  – a dlaczego to ma być Choynowski ?  ;D
Ano dlatego, że w czasie pisania omawianej książki to właśnie z nim pisarz dość ściśle współpracował i był pod jego silnym wpływem.
Spróbuję uzasadnić.

Pierwsze co rzuca się w oczy przy opisie postaci Wielenieckiego to jego wszechstronność zainteresowań. Wprowadza Wilka w różne działy nauki. Omnibus?
Jednak bywa powierzchowny, co ujawnia się w kwestiach matematycznych, gdzie wyższy poziom reprezentuje Rzepicki.
A teraz wykształcenie Choynowskiego, nieco mnie zaskoczyło gdyż wszystkopotrochu;
Mieczysław Choynowski nie był psychologiem z wykształcenia... . Studiował matematykę na uniwersytecie w Poznaniu, architekturę na Politechnice Warszawskiej, filozofię, logikę i biologię na Uniwersytecie Warszawskim pod kierunkiem takich mistrzów, jak Tadeusz Kotarbiński, Stanisław Leśniewski, Jan Łukasiewicz, Alfred Tarski. W 1937 roku uzyskał magisterium z filozofii na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym UW... Jego pasją była nauka. Przedmiotem zainteresowania – człowiek, w najszerszym tego słowa znaczeniu. Interesowały go zarówno biologiczne podstawy zachowania i ich genetyczne uwarunkowania, jak i problemy osobowości, jej struktura, motywacja, postawy i wartości, a także twórczość artystyczna i naukowa, sztuka i psychologiczne mechanizmy tworzenia i recepcji dzieł sztuki.
 
Drugie to, że Wieleniecki jest związany dawną przyjaźnią z Sekułowskim, podobnie jak Choynowski z Witkacym. Taka para w realu i w fikcji, a skoro Sekułowskiego utożsamia się z tym ostatnim, więc?
Przy założeniu, że Wilk to alter ego Lema
Sekułowki jest mentorem Wielenieckiego  ->Wieleniecki, Wilka.
Witkacy jest mentorem Choynowskiego -> Choynowski, Lema
Posłużę się analogią prze cytaty :)
Choynowski dla Lema:
Bezpośrednio po repatriacji, w Krakowie, szukając autorytetu, który by ocenił wartość mego tekstu, trafiłem, nie pamiętam już przez kogo skierowany, do doktora Mieczysława Choynowskiego. Choynowski wychował mnie, albowiem tak przestawił zwrotnice mojego umysłowego rozwoju, że nie uległem czerwonej paranoi i w mojej pamięci pozostanie on do końca mych dni jako człowiek obcy jakimkolwiek kompromisom.
- Ale to Choynowski odkrył przed Lemem literaturę z dziedziny cybernetyki. Lubił czytać. Dzięki temu stał się intelektualnym mentorem twórcy Solaris


Witkacy dla Choynowskiego
- Witkacy był autorem recenzji pracy magisterskiej Choynowskiego.
- fragment listu - Cieszy mnie, że dobrze, bo mi się zdawało, że w marcu miałeś demoniczne] przeżycia. Czy mi się śni, żeś odebrał u Niny Syntax Carnapa. D on i e ś  m i  o t y m zaraz, o ile można. Ja piszę krytykę Wittgensteina (masę tumanowatości) i <<niemyte dusze>>.
- Witkacy ewidentnie martwił się o młodszego o całą generację przyjaciela, omawiał i podsuwał lektury, dzielił się wrażeniami. Poufały, wręcz ojcowski stosunek do Miecia, był dużym komplementem dla początkującego filozofa.


Kolejne -  Choynowski jak Wieleniecki był zasadniczo psychologiem, Choynowski przed wojną lewicował (współpracował z Wiadomościami Literackimi) i choć nie obsunął się w komunizm jak książkowy W, to sam Lem pisał, że na siłę wciskał bohaterom komunizm, by cenzurę zadowolić
Wieleniecki studiował różne kierunki, by ostatecznie ukończyć psychologię  co dało mu wszechstronność...podobnie Choynowski – wieczny student.

 I wreszcie, bo Wieleniecki rozwija intelektualnie Wilka, podsuwając mu książki. A skoro Wilk to Lem – kto rozwinął intelektualnie Lema podsuwając mu książki? Który psycholog?
Zatem relacja  od ucznia do mistrza jest trójpiętrowa.
Witkacy (Sekułowski) był nauczycielem Choynowskiego (Wielenieckiego), a ten był mistrzem dla Lema (czyli Wilka)....chyba się powtarzam  :-\
W tym układzie Rzepicki jest rzeczywiście jakby bardziej wykształconą emanacją Wielenieckiego, który to już  z geniuszem Wilka nie radzi (obaj w Wielkopolski i związani rodzinnie)

A skoro domysł o istotnym wpływie życiorysu Choynowskiego i jego wpływie psychicznym na twórczość Lema jest jakoś tam uprawdopodobniony, to jako ten hamulcowy cofnę się do Szpitala Przemienienia.
Czy był rozważany watek tego obiektu jako pierwowzoru SzP?
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnie_na_pacjentach_w_Pa%C5%84stwowym_Zak%C5%82adzie_dla_Umys%C5%82owo_i_Nerwowo_Chorych_w_Kobierzynie
Miejscowość podkrakowska, zatem historia mordu musiała być tam znana. Tam też Choynowski  pracował od roku 1950, ale może miał kontakty i wcześniej?
Zapewne znał historię eksterminacji pacjentów. Polskich lekarzy kilka dni wcześniej wyrzucono. Czerwiec 1942. Pasowałoby do historii Stefana T.
Następne kilka miesięcy, do października, przesiedział by w cichym dworku?
W sumie wikipedysta snuję podobną teorię
W 1948 Stanisław Lem napisał powieść „Szpital Przemienienia”[42] (pierwsze wydanie 1955), której główny wątek wiąże się z motywem eksterminacji pacjentów niemieckiego szpitala psychiatrycznego. Inspiracją do powstania powieści mogła być dokonana 12 stycznia 1940 roku zbrodnia niemiecka na pacjentach szpitala psychiatrycznego w Chełmie oraz wypadki w zakładzie w Kobierzynie w 1942[d][43].
Jeszcze o Choynowskim w Kobierzynie

Kobierzyn to wieś przyłączona w 1941 do Krakowa, w której od 1917 działał Krajowy Zakład dla Umysłowo Chorych, obecnie jako Szpital Specjalistyczny im. dr. Józefa Babioskiego SP ZOZ w Krakowie. Choynowski musiał się tam nie tylko męczyć, skoro w 1950 wespół ze słynnym psychiatrą Antonim Kępińskim zorganizował pierwszą polską pracownię psychologiczną. Zespół psychologów i psychiatrów, wyposażony świetnie w literaturę fachową z całego świata, opracowywał nowe oraz adaptował do polskich warunków zagraniczne testy psychologiczne. A były to czasy sprzed powstania uniwersyteckich katedr i zakładów psychologii klinicznej, neuropsychologii, gdy dopiero zaczynała się wyodrębniać  ta dziedzina nauki.

Kończąc podam linki z których czerpałem informacje o Choynowskim.
https://docplayer.pl/28717937-Przemyslaw-pawlak-mieczyslaw-choynowski-zapomniany-tworca-skali-pamieci.html
https://www.kul.pl/files/714/media/3.45.2002.art.1.pdf..pdf
https://witkacologia.eu/recepcja/rozmowy_istotne.html

« Ostatnia zmiana: Sierpień 22, 2021, 12:16:51 pm wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6114
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
« Odpowiedź #72 dnia: Sierpień 22, 2021, 09:04:39 pm »
I  Wieleniecki nie pasuje do tego niemieckiego instytutu kryminologi stosowanej. Jest jakby dolepiony do rzeczywistej, funkcjonującej placówki, której tabliczkę pewnie Lem mijał (szczegółowo opisane miejsce).
 A dlaczego nie pasuje?
A dlatego, że jest psychologiem, a psycholog zgrzyta mi z wykonywaniem sekcji zwłok i ogólnie autopsji. To jednak różne branże? Poza tym Polak z Wielkopolski.
Teksty, które podesłałaś  sugerują, że tam były raczej redukcje polskiego personelu a nie przyjmowanie przyjezdnych o niezgodnych kwalifikacjach.
Tak właśnie - Wieleniecki jest psychologiem wykonującym sekcje zwłok...
Jedynym wytłumaczeniem jest tekst o zamożności jego rodziców, który wpłynął nań tak, że nie miał musu szybkiego ukończenia studiów: kilka razy przenosił się z wydziału na wydział (...) Omal nie ukończył medycyny - ostatecznie został jednak psychologiem...

Ale Lem sam gmatwa sprawę - przed samą sekcją jest tekst: Wielenieckiego, który studiował medycynę, nim został psychologiem, ale z sekcjami niewiele miał dawniej wspólnego, obrządek ten zawsze poruszał.
Ktoś zorganizował mu przyjazd do Lwowa i przyuczył do sekcji?
Nie wiem jakie kwalifikacje musiał wtedy mieć patolog.
Cytuj
Pierwsze co rzuca się w oczy przy opisie postaci Wielenieckiego to jego wszechstronność zainteresowań. Wprowadza Wilka w różne działy nauki. Omnibus?
Tak, jak już tutaj napisałam: miałam wrażenie, że Lem dzieli się swoją wiedzą i fascynacjami.
Czy omnibus...wieloletni student różnych medycznych wydziałów?;)
Cytuj
Przy założeniu, że Wilk to alter ego Lema
Sekułowki jest mentorem Wielenieckiego  ->Wieleniecki, Wilka.
Witkacy jest mentorem Choynowskiego -> Choynowski, Lema
Tak, to bardzo pasowne wynikanie i przenikanie fikcji z życiem.
O Witkacym - Sekułowskim już mówiliśmy, Choynowski - Wieleniecki byłby dopełnieniem.
Choynowski zresztą pojawia się także w twórczości Szczepańskiego: Siciński w "Końcu legendy".
Cytuj
A skoro domysł o istotnym wpływie życiorysu Choynowskiego i jego wpływie psychicznym na twórczość Lema jest jakoś tam uprawdopodobniony, to jako ten hamulcowy cofnę się do Szpitala Przemienienia.
Czy był rozważany watek tego obiektu jako pierwowzoru SzP?
Mam wrażenie, że tak - albo tylko o tym czytałam.
Tak-siak myślałam już wcześniej żeby wrócić do "Szpitala..." - chyba przegapiliśmy tam sporo tropów:)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5978
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
« Odpowiedź #73 dnia: Sierpień 24, 2021, 07:28:15 pm »
Cytuj
Tak, jak już tutaj napisałam: miałam wrażenie, że Lem dzieli się swoją wiedzą i fascynacjami.
Tak właśne i nawet zastanawiam się, czy ie wrócić szerzej do tych rozważań. Zawierają się głownie w edukacji Wilka i w trakcie "spaceru pod basztą" gdzie Wieleneicki z Trzynieckim szable skrzyżowali.. intelektualne.
Tymczasem dam krótkie streszczenie poruszanych tematów;
- o powstawaniu życia i jego ewolucji
- o sensie życia człowieka (na motywach Sekułowskiego, zresztą podobnie jak te niżej)
- o obłąkaniu (tu Gałczyński wpleciony; Byli inni przede mna. Przyjdą inni po mnie,albowiem życie wiekuiste, a śmierć płonna. Wszystko jak sen wariata śniony nieprzytomnie-serwus, madonna.
- o genialności
- o postrzeganiu świata ( tu z kolei pojawia się von Uexküll z koncepcją, że każdy byt inaczej postrzega te same obiekty, każda istota ma własne postrzeganie świata uwarunkowane biologią i potrzebami)

To tak, pokrótce.
Niektóre z rozważanych wątków występują w późniejszej twórczości Lema, ja choćby odmienność postrzegania prowadząca do niemożności zrozumienia, porozumienia - z innymi.
W tej książce są jakby sygnalizowane.
Cytuj
tak-siak myślałam już wcześniej żeby wrócić do "Szpitala..." - chyba przegapiliśmy tam sporo tropów:)
A jakie nowe tropy przyuważyłaś, jeśli możesz zdradzić?
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6114
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
« Odpowiedź #74 dnia: Wrzesień 02, 2021, 05:44:03 pm »
Cytuj
tak-siak myślałam już wcześniej żeby wrócić do "Szpitala..." - chyba przegapiliśmy tam sporo tropów:)
A jakie nowe tropy przyuważyłaś, jeśli możesz zdradzić?
Nic konkretnego - pomyślałam tylko, że może warto wrócić do "Szpitala" - trochę się zmieniło, czas, ludzie, oglądy - może i szpital się przemienił w nieco inną książkę? Może czegoś nie zauważyliśmy te 11/12 lat temu;)

Chciałam na chwilę wrócić do wywózek Żydów ze Lwowa.
Cytuj
I podróż koleją, jakże kontrastowa do tej wyjściowej.
Zapewne do Bełżca.
Zapewne...
Powyżej ustaliliśmy datę na drugą połowę października.

Tak się składa, że w zeszłym tygodniu byłam w Bełżcu (byłam też na Majdanku, ale dla tego wątku raczej Bełżec jest kluczowym ).
http://www.belzec.eu/pl/page/o_muzeum/182
Bełżec przez ascetyczność, brak zabudowań jak np. w Oświęcimiu (czy nawet Majdanku) zostawia dużo dla wyobraźni odwiedzającego.
Teren był kompletni pusty. Nikogo nie było. Przechodzi się wąskim, kamiennym pasem, szczeliną  - z wyjściem na mur, na którym wyryto słowa z księgi Hioba:
„Ziemio, nie kryj mojej krwi, iżby mój krzyk nie ustawał”...poza tym żużel, pręty i nazwy miejscowości z których przywożono Żydów.
Jest też budynek muzealny ze stałą ekspozycją.
I salą kontemplacji. Do której wchodzi się przez metalowe ciężkie drzwi. Ta sala to betonowy bunkier. Ciemny. Uczucie jakby ktoś miał zatrzasnąć drzwi i uruchomić stary mechanizm - bezwodne prysznice...trudno tam wytrzymać.

Ale! Ja chciałam o wywózkach - w muzeum wisiała tablica z wypisanymi transportami z 1942 roku.
Lwów był wymieniony czterokrotnie. Miesiące: luty/marzec, czerwiec, sierpień i listopad.
W październiku przywieziono Żydów z 60 wsi i miast, ale nie ze Lwowa. Przynajmniej tyle wynika z tablicy na rok 1942.
Stąd - czasoprzesunięcie w powieści?
Raczej nie - może miejscoprzesunięcie?
Kolejny rozdział -  "Bukiet astrów" - rozpoczyna się w dzień zaduszny czyli 2 XI 1942 - pojawia się komunista Aleksander, żydowski ruch oporu w getcie w postaci dziewczynki - siostry Jakuba.
I ja tylko o niej dwa słowa: mówi o październikowej akcji i wywózce, ale do...Treblinki.
Pytanie czy tam naprawdę szły transporty ze Lwowa?
Wg niemieckiego podziału Lwów był w dystrykcie galicyjskim - z obozem w Bełżcu. Dodatkowo linia kolejowa Chełm - Sobibór była w remoncie...
W raporcie Katzmanna:

W  pierwszej  kolejności  postanowiono  zgładzić  osoby  nieprzydatne  dla  niemieckiej  gospodarki wojennej. Szef lwowskiego urzędu pracy 25 lutego 1942 r. wydał zarządzenie nakazujące  żydowskim  rzemieślnikom  zaopatrzenie  się  w  nowe  karty  pracy.  Wywózki  do  Bełżca  osób starszych, nie posiadających takich kart, rozpoczęły się 14 marca 1942 r. Do 20 kwietnia wysłano tam  około  14  000–15  000  osób.  Punkt  zborny  (Durchgangslager)  w  którym  przeprowadzano11 selekcję  na  podstawie  imiennych  wniosków  niemieckich  przedsiębiorców  i  ostemplowanych w urzędzie  pracy  kart,  mieścił  się  w  szkole  im.  Jana  III  Sobieskiego  przy  ul.  Zamarstynowskiej.
W nocy  z  24  na  25  czerwca  zgładzono  na  Piaskach,  na  terenie  obozu  janowskiego,  około  2000 osób.  19  lipca  Himmler  wydał  rozkaz  zakończenia  eksterminacji  ludności  żydowskiej  do  końca roku. Między 10 i 22 sierpnia deportowano 40 000 lwowskich Żydów (wielka deportacja), około tysiąca  zamordowano  na  miejscu.  Kolejna  wywózka  nastąpiła  między  18  i  20  (24)  listopada 1942 r. (około 10 000 wysłano do Bełżca); 5 i 6 stycznia 1943 r. 4000 osób wysłano do Sobiboru, a  kilkanaście  tysięcy  zamordowano  na  Piaskach  Łyczakowskich;  zginęli  wówczas  wszyscy  członkowie  Judenratu.  Getto  zamieniono  na  Judenlager  (Julag).  Jego  komendantem  mianowano SS-Scharführera  Wilhelma  Mansfelda,  a  po  nim  Josefa  Grzimka  (od  19  lutego).  Obóz,  w  którym znajdowało  się  około  20  000  osób,  zlikwidowano  między  23  maja  a  20  czerwca  1943  r.,  połowa mieszkańców  zginęła  pod  gruzami  palącego  się  getta,  pozostałych  rozstrzelano  na  Piaskach.  Na początku  maja  kilka  tysięcy  młodych  mężczyzn  przeniesiono  do  obozu  janowskiego.


Czyli potwierdzają się daty z muzeum: sierpień i listopad - największe natężenie. Październik - przerwa.
Dodatkowo do Treblinki szły transporty z dystryktów: warszawskiego, radomskiego i białostockiego.

Kończąc - dziewczynce Lem zaaplikował tę samą wiedzę o śmierci, co ludziom po selekcji, którzy szli do gazu...

Jej wzrok był spokojny i niewzruszony jak u nieuleczalnie chorego, który j u ż   w i e.


W poprzednim rozdziale: Nagle wszyscy w i e d z i e l i.

Świadomość złudnej nadziei na przeżycie, świadomość bezcelowości walki w getcie?
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)