Stanisław Lem - Forum

Polski => Lemosfera => Wątek zaczęty przez: liv w Lipiec 09, 2019, 07:45:54 pm

Tytuł: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 09, 2019, 07:45:54 pm
Zacznę ten wątek choć mam stracha. Temat obszerny, pełen luk i ślepych uliczek.
Ale może ktoś powinien zacząć?
Zatem uzupełnianie i poprawianie błędów, które na pewno się pojawią – mile widziane.

Temat wyszedł przypadkiem – od maźkowego pytania o pogrom lwowski 1918 i jego stwierdzenie; Co prawda po krótkim riserczu widzę, że kamienica Lemów był sporo odległa od dzielnicy żydowskiej, mniej więcej drugie tyle co od Placu Swobody (czyli placu, na którym stoi opera).
Zapytałem wtedy siebie – jaka kamienica, czy raczej - która?
Domniemywam, że maziek miał na myśli kamienicę z Brajerowskiej. Ale to nie była kamienica Lemów!
Stwierdziła to już Pani Gajewska w swej znanej tu książce (str. 140) po sprawdzeniu w lwowskim Archiwum. Zresztą, w czasie międzywojennym naliczyłem tam, obok Lehma i Wolnera,  9-ciu innych lokatorów (od doktorów adwokatury przez emerytów do praktykantki aptekarskiej) zapisanych w książce adresowej. Dodając niezapisanych ( żony, dzieci) robi się spora grupa mieszkańców. Patrzę na guziki do domofonu na zdjęciu w dziale „gdzie mieszkał…” 10 ich – tyle zapewne tam mieszkań. Z dość pewnego źródła wynika, że było ich 12 przynajmniej pod koniec II wojny. W czasach małego Stanisława musiało być podobnie. Warto by przeczytać jeszcze raz wysoki zamek zwracając uwagę na te szczegóły, i chyba tak zrobię. Wtedy może coś dodam.
Ale – do rzeczy.
By znaleźć kamienicę Lemów trzeba się cofnąć do praojca – przynajmniej tego znanego. Otóż w świetle różnych internetowych projektów genealogicznych, które ostatnimi laty mocno przyspieszyły tym „praojcem” był Pan żyjący u schyłku Rzeczypospolitej i w początkach zaborów, czyli na przełomie XVIII-XIX wieku – Berel Berl (zdaje się, że to inaczej Benjamin) Lem  żyjący w latach 1770 -1846). Skąd te dane i jaka ich wiarygodność ? – nie wiem, odsyłam do strony.
https://www.geni.com/people/Berel-Berl-Lem/6000000067080209883 (https://www.geni.com/people/Berel-Berl-Lem/6000000067080209883)
Wedle niej, ów protoplasta umarł we lwowskim szpitalu (w dobie rzezi galicyjskiej) mając lat 76. Wiadomo o nim tyle, że miał dwie żony Hinde i Reisel. Pierwsza umarła w 1811 urodziwszy czwórkę dzieci (z wyjątkiem jednego, żyły krotko), z drugą zaś miał dwójkę – jedno wkrótce zmarło, zaś drugie – syn, to osoba  kluczowa dla tej historii - Mojżesz Lem (Lehm).
https://www.geni.com/people/Moses-Lem/6000000067079377926 (https://www.geni.com/people/Moses-Lem/6000000067079377926)
podane miejsce śmierci ulica Dworcowa 6, to w rzeczywistości Owocowa 6.
Daty życia Mojżesza podane w tym źródle to 1818-1895, co zrodzi jeden z kolejnych zgrzytów, dla odmiany czasowych, o czym później – ale już sygnalizuję nieufność do dat i nazw w tych linkach.
Otóż Mojżesz Lem został właścicielem kamienicy!
Zapewne całej.
Czy odziedziczył, czy własnym działaniem „się dorobił” nie wiem, ale jest odnotowany w księdze z 1871 roku.
 I jest to kamienica na Owocowej 6, stąd postawiłbym tezę, że to ona jest kamienicą-matecznikiem Lemów.
Oto zapis z roku 1871
(https://i.imgur.com/qUMQKHC.jpg)
A ten późniejszy z 1889
(https://i.imgur.com/ZXFZfI1.jpg)
Źródła obrazów - Księgi adresowe Lwowa

Z kamienicy na Owocowej rodzina będzie przemieszczała się później „na zachód”, na Rzeźnicką i dalej na Brajerowską. Ale to już będzie  „tylko”wynajem mieszkań.
Zatem, wracając do maźkowego pytania -  czy kamienica Lemów została ogarnięta pogromem 1918?
Na pewno tak, skoro mieszcząca się tuż obok synagoga doznała uszczerbku (jeden z jej adresów, to Owocowa właśnie)
https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A4%D0%B0%D0%B9%D0%BB:Lwow,_ul.Owocowa,_Wielka_synagoga_przedmiejska.jpg (https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A4%D0%B0%D0%B9%D0%BB:Lwow,_ul.Owocowa,_Wielka_synagoga_przedmiejska.jpg)
Czy mieszkał tam, w tym czasie, jeszcze jakiś Lehm?
Tu będzie hipoteza, ale to może później.
Załączam mapkę i na razie na tym kończę. Ciąg dalszy, niewykluczony.
https://i.imgur.com/Q6XdKiF.jpg (https://i.imgur.com/Q6XdKiF.jpg)
Czerwone kropki to synagogi o których pisaliśmy w tym wątku
https://forum.lem.pl/index.php?topic=928.600 (https://forum.lem.pl/index.php?topic=928.600)
A - kamienica na Owocowej ma nr. 6 - najwyższy na tej ulicy to 24, zatem z któregoś skraja.
B- kamienice na Rzeźnickiej 13 i 14
C-kamienica na Brajerowskiej
Jako, że ulica Owocowa już nie istnieje, dorzucam starszą mapkę, to ta równoległa do Bożniczej
(https://i.imgur.com/41XctAd.jpg)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 10, 2019, 06:14:38 pm
Benjamin
To jedna z ciekawszych postaci tej opowieści, syn Mojżesza…ale ale rozpędziłem się - co z ojcem? Mojżesz, właściciel realności „Owocowa 6” (duża 4-piętrowa kamienica) opuścił ten padół w roku 1895. Tak przynajmniej wynika z likowanej wyżej genealogii. I tu zaczynają się „ cuda małe”. Otóż mimo zejścia Mojżesz wciąż występuje jako właściciel tejże realności w książce adresowej Lwowa z 1897.
(https://i.imgur.com/GYSqAtl.jpg)
 Zatem są dwie możliwości; albo Mojżesz umarł kilka lat później, choć zapewne nie dożył XX wieku, albo informacja o dacie śmierci z linki genealogicznej jest prawdziwa a zawiódł wydawca książki adresowej, co można sobie wyobrazić. Np. tak  - Mojżesz umarł pod koniec  1895 i zaczęło się zamieszanie ze spadkiem – nie miał kto lub nie było głowy do wniesienia korekty; w 1896 ruszył proces wydawniczy  książki i nie zdążono jej zaktualizować, stąd wyszła w takiej wersji w roku następnym - z właścicielem Mojżeszem. W obecnym stanie źródłowym trudno rzecz  rozstrzygnąć. 
Cóż- idąc karawaną dalej, pora na cuda „większe” – czyli Benjamina.
Wedle genealogii Mojżesz pozostawił dwóch synów Benjamina( Berla) i Hermana (Herscha Nussena) – dziadka Stanisława Lema. Benjamin, urodził się w 1847; imię otrzymał, co było rodzinną tradycją , po swym dziadku i …po kilku miesiącach zmarł (1948). Tak podaje wykorzystywana tu genealogia.
https://www.geni.com/people/Berl-Lem/6000000067081600958 (https://www.geni.com/people/Berl-Lem/6000000067081600958)
Więc o czym tu pisać?
Sęk w tym, że jak na nieżyjącego Benjamin wykazuje całkiem sporą aktywność – otóż np. zostaje właścicielem realności  na Owocowej 6,  co poświadcza spis mieszkańców 1908 (źródło od Lemologa)
(https://i.imgur.com/Aw3BzYS.jpg)
 książka adresowa z 1910
(https://i.imgur.com/xL9uRur.jpg)
 i szereg innych źródeł z zbliżonego okresu.
Zatem około 60—letni , wciąż nieżyjący Benjamin, jest całkiem aktywny. I co teraz?
Wyjścia są dwa – genealogia jest w błędzie a Benjamin żyje sobie długo. A być może było jeszcze inne dziecko które wcześnie zmarło i nastąpiła pomyłka z datami? Lub, jest jakiś inny Benjamin, ale też raczej syn Mojżesza – urodzony …później, lub wcześniej?
Nieujęty w Genealogii Benjamin urodzony wcześniej pasowałby mi bardziej – chodzi o to, by był  on starszy od Hermana (który urodził się w 1842 lub 43 jak chce A. Gajewska) – ale się nie upieram.
Rzecz w spadku.
Pod koniec wieku senior Mojżesz już raczej na pewno umiera zostawiając dwóch synów – jednego obdziela realnością (stąd pasowałoby mi, że starszego), drugiego urzędniczym wykształceniem. Herman zatem będzie urzędnikiem bankowym ( więc musiał przejść przez państwowy system edukacji), a Benjamin stanie się właścicielem kamienicy na Owocowej 6 – i nim już zostanie, zapewne do swojej śmierci (tej rzeczywistej).
Sęk w tym, że nie sam – tytuł właścicieli tej realności mają też inni Lehmowie.  Mamy na to źródła;  jedno pożyczone od Lemologa z roku 1900
(https://i.imgur.com/B4T2LYt.jpg)
 oraz księgi adresowe 1910 (linkowana powyżej) i 1913 (podobna do tej wcześniejszej).
Natomiast w kolejnej księdze z 1916 Benjamina już nie ma – czyżby umarł?
 Nieee…nie on!
Zawieszając na razie ten trop wypada zauważyć, że sprawa realności się komplikuje. Pojawiają się nowi, nieznani Lehmowie w liczbie trzech, którzy jakoś partycypują w tej własności. Są to;
*Abraham który w 1900 sprzedaje 2/12 realności (mieszkanie?) Hermanowi;
*Izrael występujący jako właściciel Owocowej 6 i
*Lejzor  z tytułem współwłaściciela tejże.
Wygląda zatem, ze kamienica została podzielona. Kim są ci trze wymienieni? Genealogia ich „nie widzi”. Potomkowie Benjamina? Jest w tym czasie po 60-tce, więc dorośli synowie jak najbardziej pasują. Ale konkretów brak. Poza jednym -  w księdze adresowej z 1916 wszyscy oni znikają. Zostaje tylko intrygujący Adolf oraz bracia Fryderyk z Józefem - synowie Hermana
(https://i.imgur.com/4IIOWsD.jpg)

 Czyżby się wyprzedali? Wyjechali? Cóż – trwała wojna a mamy przecież jedną anegdotę o krewnym-łobuzie-emigrancie do Ameryki na którego spadek, w żartach, czekał Stanisław.
Wspomniana trójka + jeden znika, w każdym razie tu trop mi się kończy (do wymienionej trójki dodaję tego Adolfa (ktory mnie intryguje i być może jeszcze do niego wrócę), współmieszkańca Hermana z Rzeźnickiej…hmm – i jest jeszcze Gedali  Lehm z Żółkiewskiej, jednak do niego nie widzę żadnych powiązań ).
Cokolwiek jednak wydarzyło się z wyżej wymienionymi  raczej nie dotyczy  Benjamina– ten przetrwał wojnę i jeszcze raz się tu pojawi. Z pewnych przesłanek można by wnosić, że umarł dopiero w latach 20-stych a może i, znając jego szczęście do umierania, 30-stych.
Na pewno jest na tyle sprawny by będąc starcem zostać mentorem dla  młodego Stanisława, co ustaliła Pani Gajewska i zapisała w wiadomej książce (str. 140) „Duchowym mentorem dziecka został Benjamin Lehm, najprawdopodobniej brat nieżyjącego dziadka (Świadectwo urodzenia, wystawione 15 października 1939 roku. Dokument udostępniony dzięki uprzejmości Barbary i Tomasza Lemów)” .
Czyli jednak starszy by...ba, pomysł w piach.

Kończę ten odcinek pętelką taką -  Skoro Benjamin żył w okresie powojennym, a nie ma śladów by zmieniał miejsce zamieszkania czyli Owocową 6, więc wydarzenia zwane „pogromem 1918” mogły go jak najbardziej dotknąć. Był w centrum wydarzeń. Jednak po jego śmierci, wszystko na to wskazuje, kamienica na Owocowej  zmieniła właścicieli. W latach 30-stych pod tym adresem występują już inne nazwiska. Nieliczne, więc  oczywiście niewykluczone, że jakiś potomek Benjamina tam właśnie dożył wojny. Ale już nie jako właściciel. Ostatni przedwojenni właściciele tego numeru to rodzina Rawer, przynajmniej według ustaleń prawnika zajmującego się odzyskiwaniem mienia zabużańskiego.
(https://i.imgur.com/Mb6ANuI.jpg)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: maziek w Lipiec 10, 2019, 07:52:03 pm
No żeś wypracowanoko odwalił. Mam zbyt wyprany mózg w tym momencie, by godnie do wkładu rozebrać, ale klękam!
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 10, 2019, 11:57:33 pm
Cytuj
Mam zbyt wyprany mózg w tym momencie, by godnie do wkładu rozebrać,
No wiesz? To ja się staram prostym językiem, by nawet do człowieka prostego trafiło, pod strzechę samą, a ty nie możesz rozebrać!? TY!?  ;)
Jak piszesz o bersterach eksrejowych to ja wszystko rozumiem (fakt, przez krótko - tylko jak jeszcze czytam).
Cytuj
ale klękam!
Wstawaj mi z kolan, to wszystko przez ciebie! Było pytać? No dobra, wycieczka do Lwowa też conieco winna.
Za to teraz muszę zaneksować sam siebie.
Ten Benjamin wciąż mnie zaskakuje. No bo patrz;
Aneks do Benjamina
Cytuj
Skoro Benjamin żył w okresie powojennym, a nie ma śladów by zmieniał miejsce zamieszkania czyli Owocową 6, więc wydarzenia zwane „pogromem 1918” mogły go jak najbardziej dotknąć. Był w centrum wydarzeń. Jednak po jego śmierci, wszystko na to wskazuje, kamienica na Owocowej  zmieniła właścicieli. W latach 30-stych pod tym adresem występują już inne nazwiska.
Łobuz jednak zmienił adres, jakoś mi to uciekło, teraz sprawdziłem i trochę nie chce mi się wierzyć, ale... może to być on?
(https://i.imgur.com/jozbuCT.jpg)
Otóż ta książka jest z roku 1935.
Miałby około 90-tki! Facet, który podobno zmarł zaraz po urodzeniu  :)  a ta ulica, właściwie plac Rzeźni 4, to rzut beretem od Owocowej.
Kurczę, to musi być on!
 - Benjaminy Lehmy - kupcy nie biorą się ot tak. Przynajmniej nie w tamtych czasach. Ten wiek...ale skoro był młodszy od brata Hermana, który umarł w 1921, skoro był ojcem "duchowym" małego Stasia to mógł pożyć jeszcze te 15 lat, hę?  Wyczuwam jakiś związek i dramatyczną historię w tym zniknięciu jego synów podczas I światowej (bo jakoś tak wspomnianą trójkę postrzegam - bezdowodowo oczywiście) i zmianie adresu - ten na Rzeźni 4 to chyba jakaś klitka bo dużo ludzi ma ten adres - drobnicy mieszanej, że tak to ujmę. Czyżby nastąpiła zapaść finansowa i trzeba było wyzbyć się kamienicy? Dziwne - Stanisław nigdzie nie wspomina swego "stryja-dziadka "mentora" (lub nie zauważyłem) Chyba rodziny od Hermana i Benjamina nie przepadały za sobą.
Brakuje jakiegoś źródełka z lat 20-stych; no nie mam.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: maziek w Lipiec 11, 2019, 08:15:27 am
Ostatnimi dniami (jakimiś 30-toma :) ) pracuję cięgiem w układzie 16-8, tzn. 16 h stachanowki i 8 na resztę życia. Tym kilku szarym komórkom, które jeszcze mi się ostały, ciężko się spotkać w jednym miejscu puszki mózgowej, a jak już się spotkają - to połowa natychmiast zasypia. Taki czas, gdy się mury pną do góry...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 11, 2019, 07:27:39 pm
Cytuj
Ostatnimi dniami (jakimiś 30-toma :) ) pracuję cięgiem w układzie 16-8, tzn. 16 h stachanowki i 8 na resztę życia.
Oj!! To jesteś nieobecny usprawiedliwiony, ale pamiętaj - Zbyt  ciężka praca jest źródłem wielu chorób a nawet zgonów. Leczenie chorób może być kosztowniejsze niż potencjalne zyski z ciężkiej pracy. Nie wspominając o tym, że choroby zazwyczaj bolą, czego nie może zrozumieć pewien lekarz, który dziwi się że nauczyciel nie zarabia tyle co lekarz - ot, przykładowo taki fizyk jak jaki laryngolog.
Gdyby głupota bolała, to oooh...  8)      Zazwyczaj jest jednak odwrotnie...o czym to ja?
A, będę wywracał kota ogonem. Miłośników kotów uspokajam - za kota będę robił ja sam, czyli siebie wywrócę niczym jeden baron M.
Zatem - coś się chyba wyjaśnia (i upraszcza) np. cudowne zmartwychwstania.
Korekty kursu
Cytuj
Wyjścia są dwa – genealogia jest w błędzie a Benjamin żyje sobie długo. A być może było jeszcze inne dziecko które wcześnie zmarło i nastąpiła pomyłka z datami? Lub, jest jakiś inny Benjamin, ale też raczej syn Mojżesza – urodzony …później, lub wcześniej?
Nieujęty w Genealogii Benjamin urodzony wcześniej pasowałby mi bardziej – chodzi o to, by był  on starszy od Hermana (który urodził się w 1842 lub 43 jak chce A. Gajewska) – ale się nie upieram.
Tiaa...genealogia jest w błędzie. Jest inny Benjamin..i cała masa innych synów Mojżesza. Zatem poniższe zdanie z wywodów wyżej unieważniam.
Cytuj
Wedle genealogii Mojżesz pozostawił dwóch synów Benjamina( Berla) i Hermana (Herscha Nussena)
Znalazłem lepszą genealogię, bazującą na źródłach, które teoretycznie nawet mógłbym obejrzeć - są adresy, aleć tam, bez przesady -> uwagi o ciężkiej pracy na froncie robót letnich.
Z niej wynika, że Mojżesz miał całkiem sporą  gromadkę dzieci, które zaraz tu wymienię i rzecz się wyjaśni (chyba) a konkretniej ci pozostali Lehmowie z Owocowej.
Mojżesz Lehm (ur. 1818) + Chana Jutte Wixel (ur. 1818)
rejestracja związku 1865
Potomstwo;
* Herman (Hersch Nossen) ur.1842
* Salomon ur. 1845; zm.46
* Berl (którego brałem za Benjamina a to jednak błąd) ur.1847, zm. po 6 miesiącach 1848
* Binem ur. 1849 ( i to jest zapewne ten żyjący długo Benjamin Bin-jamin - źródło pomyłki)
* Izrael Szymon ur. 1852
* Lejzor ur. 1854
* Abraham ur. 1857
Zatem Herman Lehm, dziadek Stanisława jest pierworodnym synem Mojżesza i to on otrzymał wykształcenie. Pozostałym została realność na Owocowej. Do podziału. Z dokumentu Lemologa wynika, że Herman odkupił od najmłodszego brata Abrahama jego część, ale co dziwne - dalej mieszka na Rzeźnickiej, z tym przeprowadzonym Abrahamem zresztą. To po co kupował?
Pierwsza czwórka urodziła się w innych domach (teoretycznie można odszukać wcześniejsze adresy Mojżesza, bo są numery posesji). dopiero Izrael przychodzi na świat na Owocowej, co oznaczałoby że kamienica nabyta została pomiędzy 49 a 52. Cóż jeszcze...?
Jest jeszcze tajemniczy Adolf  :D ale o nim innym razem może...
Podtrzymuję, dopóki nie trafię na źródła mówiące inaczej, że cała młodzież (Izrael, Lejzor, Abraham i ten Adolf) znika z Lwowa w okolicach czasowych wybuchu wielkiej wojny. Myślę, co mogło ich "wywiać" i nasuwają się trzy takie zasadnicze powody;
- emigracja za chlebem (lub ucieczka od skandalu) do Ameryki
- zaangażowanie w syjonizm i wyjazd do Palestyny
- bo na wojnę to raczej za starzy już byli, hę?
To zostają powody dwa. Plus możliwość zgonu rzecz jasna.. ale żeby trzech?
Ta pierwsza wersja ma wsparcie w historii przekazanej przez Stanisława w liście do Kandla którą przytacza Pani Gajewska
Jako student medycyny, a potem jako początkujący literat nieraz powiadałem Żonie, że oczekuję z USA listu od notariusza, listu powiadamiającego o milionowym spadku, ponieważ jakiś daleki krewny kiedyś, jeszcze przed
ostatnią wojną światową (krewny, który przyniósł hańbę rodzinie ojca), został wyekspediowany z „szyfkartą” do Stanów – a jako drań, powinien był zbić tam majątek… Ten żart przez parę lat tak często namolnie powtarzałem […], aż to zakrawało nieomal na obsesję122.

Który z nich był łobuzem?
Obstawiam Adolfa/ Abrahama - najmłodsze często najbardziej rozpieszczone  ::)

Jeszcze tylko link, gdyby ktoś chciał posprawdzać
https://search.geshergalicia.org/ (https://search.geshergalicia.org/)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 12, 2019, 10:22:54 am
liv, tyż chylę (zdaje się, że w cywilu jesteś historyk...?) ;).
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 12, 2019, 04:32:17 pm
Dzięki za wyrazy  :)

Odcinek kolejny
Herman czyli Hersh Nossen (Natan)
Chciałoby się napisać coś więcej o dziadku Stanisława, ale Herman  skutecznie uchyla się przed wzrokiem ciekawskiego badacza. Pierwsze źródło w którym dał się go uchwycić, to wspomniany wyżej wycinek o zakupie fragmentu kamienicy po ojcu, od brata Abrahama z roku 1900. Kim wtedy był?
2 lata późniejsza książka adresowa odpowiada – Lehm Hersz urz. B. kr., Rzeźnicka 14.
(https://i.imgur.com/fkxzkTD.jpg)
A zatem urzędnik Banku Krajowego. Brzmi nieźle, bo to jeden z ważniejszych banków ówczesnego Lwowa powstały w 1883.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Galicyjski_Bank_Krajowy (https://pl.wikipedia.org/wiki/Galicyjski_Bank_Krajowy)
Jak było naprawdę, o tym za chwilę – na razie refleksja – od urodzenia minęło 60 lat a zatem w źródłach spotykamy już starszego człowieka – co się z nim działo wcześniej?
Można tylko popuścić wodze fantazji. Urodził się jako pierworodny. Rodzice Mojżesz i  Chane mieli w tym momencie lat trzydzieści kilka i zapewne zajmowali się normalną pracą, dorabianiem się.  Mieszkali  w wynajętym mieszkaniu domu o rejestrze 63 (to może być dom na Bożniczej 15, ma ten rej-numer a więc blisko późniejszej Owocowej ) W każdym razie tam urodził się Herman.
Zapewne zajmowała się nim mama a tata kupiec  zabezpieczał utrzymanie. Czy mocno przeżył  nagłą śmierć dwóch kolejnych braci? Miał wtedy 3-5 lat. Kolejny Binem (Benjamin) pojawił się gdy Herma ma lat 7. Chyba był dla niego ważny i być może to jego opinia skłoniła lata później  syna Samuela by uczynić go „opiekunem duchowym” wnuczka Stanisława.
 Ale 7 lat to spory rozjazd, zatem raczej wspólnie się nie pobawili a gdy "sypnęli się" kolejni synowie Mojżesza (trzech) ktoś zapewne musiał się nimi opiekować i coś czuję, że oczywiście mama, ale i Herman był zaangażowany – ma już lat naście. To sprzyja usamodzielnianiu się i być może chęci ucieczki z takiego stadka. Ale gdzie?
Czy Herman mieszka wciąż „na kupie”?
Niewykluczone,  gdyż w tym czasie tata Mojżesz nabył kamienicę na Owocowej 6. Akurat, dla tak licznej rodziny, co oczywiście nie wyklucza chęci ucieczki i być może kolejny adres Hermana to ta Rzeźnicka 14.
Pokłócił się z ojcem?
Bo wygląda, że nie brał udziału w podziale kamienicy po śmierci Mojżesza. Trudno coś pewnego orzec. Zatem przejdę do zajęcia, które dawało mu utrzymanie – przytoczony wpis i następne podobne wskazują na niezłą posadę urzędnika bankowego. Jest z tym jednak problem – otóż, inne źródła tego nie potwierdzają. A inne źródła są.
To tzw. Szematyzmy, czyli spisy wszystkich urzędników z Lwowa.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Szematyzm_Kr%C3%B3lestwa_Galicji_i_Lodomerii_z_Wielkim_Ksi%C4%99stwem_Krakowskim (https://pl.wikipedia.org/wiki/Szematyzm_Kr%C3%B3lestwa_Galicji_i_Lodomerii_z_Wielkim_Ksi%C4%99stwem_Krakowskim)
 I w żadnym mi dostępnym Herman nie figuruje, a przynajmniej ja nie znalazłem. Bo oto mam w ręku ( czyli na dysku) taką księgę z roku 1888, zatem jak najbardziej pasującą – on ma 36 lat powinien być u szczytu kariery. Spis pracowników tego banku (a sprawdziłem też i inne) daje efekt – nic.
A jest tak szczegółowy, że z nazwiska wymienieni są wszyscy urzędnicy, asystenci a nawet  podano liczbę woźnych. Oczywiście to jeszcze nie jest stuprocentowy dowód – etat w baku mógł być epizodyczny, a tytuł został. Więc tylko stwierdzę – brak źródeł na potwierdzenie kariery urzędniczej. Zatem kim był?
Pani Gajewska też chyba miała wątpliwości, gdyż w wiadomej książce napisała, że Herman był seznalem.
Tak, też zrobiłem głupią minę - seznalem czyli maklerem.  ???
Na jakie źródło powołuje się autorka, nie wiem, być może są nim zwykłe wątpliwości. O seznalu w starej książce napisano tak;
Wedle stosunku prawnego kupca do sprzedawanych przez niego towarów, rozróżniamy h. towarami własnemi (na własny rachunek) i h. komisowy, w którym kupiec załatwia kupno i sprzedaż na cudzy rachunek i otrzymuje za to wynagrodzenie (prowizję): komisjoner załatwia interesy, jakby na własny rachunek; agent działa tylko na zlecenie kupca i ma mu dostarczyć klienta; makler lub senzal ma to samo zadanie, co agent, tylko pracuje dla obydwóch stron.
Wiec to wersja całkiem prawdopodobna, że związek Hermana z Bankiem był raczej luźny a sygnaturka w książce adresowej miała dodawać splendoru. Jakie zatem miał wykształcenie?
W szkicach wyżej napisałem, że dostał je w spadku od ojca to, że ten sfinansował pierworodnemu stosowne szkoły – teraz taki pewny tego nie jestem, choć jakieś na pewno mieć musiał. A kim jest negocyajnt?  – do tego jeszcze wrócę
Zatem wolny zawód, czasem sukces czasem zawód -  Herman lepiej lub gorzej ubija interesy, dorabia się, w końcu stać go na samodzielne mieszkanie a nawet zakup części kamienicy od brata ( w wieku lat 58-miu)
Zatem przejdę do części lepiej udokumentowanej, bo i tak za dużo napisałem bez nijakiego źródła. Ale co tam za źródła – jedynie adresy, adres – bo ten sam prawie do końca – Rzeźnicka 14.
Z lat 1908-13.
A w książce z roku 1916 Herman nagle nam znika! (zostawiając Adolfa)
Czyżby wciągnęła go zawierucha wojenna?
W każdym razie wojnę przeżył mając 76 lat, więc nic dziwnego, że na starość wylądował w mieszkaniu syna Samuela na Brajerowskiej 4. Dzięki temu zachował się w pamięci młodego Stanisława i trafił do „wysokiego zamku”. Wprawdzie w formie skrzyni … nie będę tu przytaczał, to ponad strona i niech każdy zajrzy sobie sam – zaraz na początku w moim wydaniu WL str. 16.
Tylko kilka uwag – pada tam takie stwierdzenie – "w sypialni w której spałem, tak, chyba w niej,  umarli moi dziadkowie." I teraz zrobiło mi się głupio, że nic nie napisałem o żonie Hermana, 3 lata młodszej Sarze Lei Wein lub Bick a możliwe, że oboje umierali na Brajerowskiej.
Wracając do skrzyni – Staś się do niej dobiera i wyciąga stare gazety, sturublówki  i oraz pęczki banknotów tysiącmarkowych z czasów wielkiej inflacji, którymi to rodzice pozwalają mu się bawić bo to makulatura.
Tym tropem zamknę częściowo temat Hermana – kiedy umarł?
Pani Gajewska podaje że w roku urodzin Stanisława, czyli 1921 (79 lat). Rok wcześniej umarła Sara.
Gdyby jednak te banknoty należały do niego, należałoby ten moment przesunąć. Wielka inflacja czyli hiperinflacja wydarzyła się w roku 1923 a zakończyła się znaną reformą Grabskiego w roku następnym.
I to by było na tyle :)
Został jeszcze mały offtopic imieninowo-adolfowy ale to później później.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: lemolog w Lipiec 13, 2019, 12:32:31 am
Liv - wspaniała praca! Dziękuje!

Tym tropem zamknę częściowo temat Hermana – kiedy umarł?
Pani Gajewska podaje że w roku urodzin Stanisława, czyli 1921 (79 lat). Rok wcześniej umarła Sara.

Z Anegdoty XIII:
(https://ic.pics.livejournal.com/lemolog/6833845/75404/75404_600.jpg)
W rocznice - znaczy Sara umarła w 1928 r. Ale to nie bardzo pasuje stwierdzeniu z Wysokiego Zamku: "w sypialni w której spałem, tak, chyba w niej,  umarli moi dziadkowie".
A czy może ta ofiara być w dziesiątą rocznicę (od 1919 r.), chociaż napisane że w rocznicę (od 1928 r.)?
A może po śmierci męża babcia Sara mieszkała już w innym pokoju czy gdzie indziej?
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 13, 2019, 01:10:25 am
Cytuj
Liv - wspaniała praca! Dziękuje!
Wyrazy uznania z twojej klawiatury ho ho...no..bardzo mi miło.  :)

Herman jest niedopracowany i pojawiły się nowe tropy, więc będzie aneks, ale to w przyszłym tygodniu.
Cytuj
W rocznice - znaczy Sara umarła w 1928 r.
Niekoniecznie. Tu w rocznicę oznacza raczej datę mniej więcej dzienną - co rok jest kolejna rocznica.
Ta mogłaby być np. dziesiąta. Oczywiście może być, jak napisałeś, że pierwsza rocznica, ale to mniej prawdopodobne.
Także;
Cytuj
A czy może ta ofiara być w dziesiątą rocznicę (od 1919 r.), chociaż napisane że w rocznicę (od 1928 r.)?
Jak najbardziej przechodzące w prawie na pewno.
Listopad 1919, to już prawie 1920, a więc niemal wszystko pasuje. Choć data dzienna sugeruje, że mogła to być okoliczność bardzo tu ważnego święta zmarłych 1 listopada.
A konkretniej zaduszek
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zaduszki (https://pl.wikipedia.org/wiki/Zaduszki)
Zatem do daty dziennej bym się nie przywiązywał, ale ta dekada to prawie na pewno. Poza tym 7 letni Staszek, zapewne wspomniałby babcię śpiąca z nim w sypialni.  :)
Te 100 obiadów - 10 za każdy rok (?), mijając wszystko -  pożyteczna forma upamiętnienia zmarłej osoby.
Pozdrowienia
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 14, 2019, 04:37:12 pm
"Przyszedłem na świat w tym samym mieszkaniu na Brajerowskiej, w którym mieszkali przedtem moi dziadkowie po mieczu. Zeszli z tego świata, nim się urodziłem, znałem ich tylko z fotografii."
Lem-Fiałkowski "Świat na krawędzi" str. 14.
Ten cytat chyba rozstrzyga sprawę - babcia umarła 1919, a dziadek 1920 lub 21.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 16, 2019, 04:06:39 pm
Herman 2
Przyśnił mi się Herman i powiedział -  no dobra stary, skoro już o mnie piszesz - to pisz, ale mógłbyś się trochę bardziej przyłożyć. Schyłek życia jeszcze ujdzie, ale zlekceważyłeś  całą moją młodość. I nie tłumacz, że nie zostawiłem źródeł.  Rusz głową liv!
Co powiedziawszy  rozpłynął się mgiełką w inny sen .
O co mu chodzi? - myślał liv który najwidoczniej też mi  się śnił, myślał, myślał i…no jasne, no przecież!
Na szczęście po obudzeniu pamiętałem co się wyja-śniło tamtemu livowi – stąd kolejny aneks.
Rzeczywiście, moje gapowe – są źródła do młodości Hermana, może i pośrednie, ale bardzo wymowne – tymi źródłami są hermanowe dzieci (jak to pięknie brzmi) Zatem może wpierw je wymienię, w kolejności przybycia na ten padół. Zrobię to za Panią Gajewską (op. cit. , s. 137) która dotarła do jeszcze lepszych dokumentów niż moje i ta lista jest jak sądzę najpełniejsza.
Oto oni;
•   Józef ur.1862 (rejestracja1863)
•   Chaja ur. 1863
•   Elke Sara ur. 1866 (zm. 67)
•   Frojem (Fryderyk) ur.1869 (rejestracja 1870)
•   Basche ur. 1872
•   Mechcie ur.1877
•   Samuel ur. 1879
•   Anna ur. 1884

Mechcie, Samuel i Anna nie występują w „moich źródłach”, ale jak napisałem Pani Gajewska miała lepsze. Mechcie zapewne żył krótko,  nie ma po nim śladów, a Anna… cóż kobiety są słabiej reprezentowane źródłowo, tym niemniej jest mały „śladzik” w  Wysokim Zamku, jeśli to o niej, o czym  napiszę innym razem.
Wracając do Hermana i co równie ważne do matki jego dzieci, urodzonej w 1845 – jest to Sara Lea (też Sala) Wein. Matka Sary to Fejge Bick (lub Byk). Jak pisze Pani Gajewska, jej nazwisko zmieniono w księdze metrykalnej z mężowskiego Wein, na panieńskie Bick, w moim źródle Sara jest bez nazwiska ojca co mogłoby oznaczać dziecko nieślubne? Rozejście się rodziców?
 Przy okazji może unaocznię jak wygląda taki zapis z All Galicia databaze.
(https://i.imgur.com/Q9UAkic.jpg)
Do rzeczy – co rzuca się w oczy od razu?
Pierwszy syn  Józef pojawia się w czasie gdy Herman miał lat 20, a Sara 18!
Nie ma śladu formalnego związku, zatem gwałtowna namiętność młodości? Czy mogła ona spowodować konflikt w rodzinie i wyrzucenie Hermana z Owocowej? Może uciekł sam? Faktem jest, że jego dziecko urodziło się w innej kamienicy i ten adres rozpocznie peregrynację pary po Lwowie. Niemal każde kolejne dziecko rodzi się gdzie indziej.
Co można wnioskować z faktu, że młody chłopak, pierworodny syn kamienicznika  czy jak kto woli „właściciela realności” błąka się z młodziutką dziewczyną i kolejnymi dziećmi po mieście?
Nie będę snuł domysłów, jeszcze tylko jeden trop; brak śladów tego wykształcenia  urzędniczego o którym pisałem wyżej oraz brak śladu udziału Hermana w dziedziczeniu kamienicy.  Tzn. brak  źródłowych śladów, co zawsze warto mieć na uwadze.
Dodatkowego dramatyzmu dodaje fakt, że drugie dziecko - Chaja urodziła się w tym samym roku (lub następnym, ale blisko) co pierwsze i znów, pod innym adresem, choć w kamienicy tuż obok. Czyli mamy 20-latka z 18-latką i dwójkę ich dzieci – pytanie „jak żyć panie…” nabiera bardzo konkretnego  sensu.
Jakoś żyją, przenoszą się z miejsca na miejsce, Herman zapewne coś  zarabia jako ten pośrednik seznal (a może wcześniej tylko negocjant?). Rodzą się kolejne dzieci w cyklu co 2-3 lata. Przy ich zapisach są symbole nieruchomości w których przyszły na świat, zatem na ich podstawie sporządziłem mapkę wędrówek Hermana i Sary.
https://i.imgur.com/JGqImM4.jpg (https://i.imgur.com/JGqImM4.jpg)
Opis do mapki;
X (fioletowy?) – kamienica w której narodził się Herman
O (żółte) -  kamienica na Owocowej 6 gdzie mieszka ojciec Hermana z pozostałą częścią rodziny
1 (czerwony) – kamienica w której urodził się Józef
2 (zielone) – kamienica w której urodziła się Chaja (numer obok poprzedniej)
3 (niebieskie) – tu urodziła się Elke (choć ten adres wzbudza nieco wątpliwości, ale uznałem za najbardziej prawdopodobny
4 (pomarańczowe) – tu urodził się Frojem (Fryderyk)
5 (szare) – tu urodziła się Basche
Y (seledynowy) – przedostatnie mieszkanie Hermana  na Rzeźnickiej 14
Z (fioletowe) – ostatnie mieszkanie Hermana (u syna) na Brajerowskiej 4
(coś te kolory chyba mi nie za bardzo wyszły…)

    Brak na mapce miejsc urodzenia ostatnich dzieci;  Mechcie, Samuela i Anny - cóż, brak źródeł.
Być może był to już czas, w którym Herman ustatkował się pod adresem Rzeźnicka 14?  Jest to jednak mało prawdopodobne ponieważ ten adres Hermana – już urzędnika Banku Krajowego pojawia się dopiero w 1908 gdy on ma 66 lat. Przegląd książki adresowej z 1897 też nie wykazuje tam Hermana ani żadnego z młodych Lehmów (jest Mojżesz i dwóch innych nie z tej bajki). Natomiast w świetle tej księgi na Rzeźnickiej mieszka kto inny, co nasuwa się wniosek, że stabilizacja Hermana przyszła dopiero na stare lata.
I kończąc już, jeszcze jedno spostrzeżenie; dzieci Hermana występują w źródłach bez nazwiska - tylko imię oraz ojciec, matka. Tak jest przy Józefie, Chaji i Elke, jednak wpis z następnego roku o zgonie tejże podaje już Elke Lehm;
(https://i.imgur.com/EFeijlD.jpg]https://i.imgur.com/EFeijlD.jpg)
Można by pomyśleć, że  w tym roku rodzice jakoś zalegalizowali związek, gdyż kolejny Frojem jest z nazwiskiem, ale następna Basche znów bez …hmmm?
    Przestawione powyżej strzępy biografii wskazują na życie intensywne, bez stabilizacji majątkowej a co za tym idzie,  lokalowej. Tym niemniej, niezależnie od wcześniejszych zakrętów losu przyszedł moment, że karta się odwróciła. Kiedy?
   Jedyny trop to rok 1900, gdy Herman nabywa od młodszego brata fragment ojcowskiej kamienicy – musi być już wtedy dość zamożny. Wiązałbym to jakoś ze śmiercią ojca - Mojżesza (1895 lub nieco później), czyżby jednak Herman uczestniczył jakoś w spadku?
Trudno orzec, a intuicji nie ma co mnożyć. Być może wystarczy poczekać na nowe źródła?
 Na pewno, to można powiedzieć – dał radę.
Znalazł miejsce na ziemi i zadbał o wykształcenie synów którego to, być może, mu nie zapewniono (wiem, zaprzeczam temu, co sam pisałem na początku)  czym zapoczątkował – zaryzykuję taką tezę , pierwsze pokolenie solidnie wykształconych Lemów – kolejno ; pracownika a z czasem  urzędnika kolejowego, prawnika, lekarza  -  i, jakby to źle dziś nie wyglądało, wydał córki za mąż.
O dzieciach Hermana być może będzie oddzielny odcinek.

Tyle się dało wycisnąć z tego co jest Panie Hermanie, jeśli coś przegapiłem lub za bardzo pokręciłem – przyśnij się znowu.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: maziek w Lipiec 17, 2019, 08:40:57 am
No liv, widzę tu doktorat, jeśli nie habilitację :) .
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 17, 2019, 02:53:38 pm
No liv, widzę tu doktorat, jeśli nie habilitację :) .
Mówisz? Po mojemu góra licencjat. Ale nawet on powinien mieć przypisy, bo co to za praca bez przypisów.  :)
Zatem nadrabiam, niech chociaż jeden, honorowy  :D

Przypis 1.
Wykształcenie Hermana .
Herman nie występuje w spisach absolwentów gimnazjum zatem zapewne takowego nie skończył. Tym bardziej studiów. Ale niewątpliwie jakieś wykształcenie handlowe posiadał. Bodaj jedyna ścieżka dla uczniów szkoły powszechnej, jaka wtedy we Lwowie występowała to Szkoła Realno-Handlowa. Była tam możliwość kursu dwuletniego a także rocznego – pasowałoby;
Jednoroczny kurs (wydział) handlowy 1844-78, równoznaczny z oddziałem technicznym do 1853 r., obsadzony był nawet z zakresu prawa handlowego i wekslowego przez profesorów uniwersyteckich, z biegiem lat tracił na znaczeniu wskutek zastosowania wadliwych kryteriów naboru kandydatów. Z początku do oddziału tego na studentów zwyczajnych przyjmowano absolwentów gimnazjów. Z upływem lat przewagę zaczęli uzyskiwać słuchacze nadzwyczajni, mający zaledwie ukończoną szkołę normalną (podstawową). Profesorowie zmuszeni zostali do obniżenia poziomu wykładów dla większości słuchaczów, o niższym poziomic wiedzy. Na projekt profesorów o dziwo godziło się Ministerstwo Oświaty i Wyznań w Wiedniu zezwalając na przekształcenie oddziału handlowego na dwuletni kurs handlowy od początku  roku szkolnego 1853/54. W programie nauczania, oprócz języka francuskiego i włoskiego, na pierwszym roku uczono: nauki o handlu, stylistyki niemieckie i korespondencji handlowej, arytmetyki handlowej, geografii i historii handlu, kaligrafii. Na drugim roku nauczania prowadzono zajęcia z buchalterii, prawa wekslowego i handlowego z przepisami o cłach i monopolach, oraz naukę towaroznawstwa.
http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki-r2010-t19-n1_2_(36_37)/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki-r2010-t19-n1_2_(36_37)-s203-272/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki-r2010-t19-n1_2_(36_37)-s203-272.pdf (http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki-r2010-t19-n1_2_(36_37)/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki-r2010-t19-n1_2_(36_37)-s203-272/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki-r2010-t19-n1_2_(36_37)-s203-272.pdf)
O, Mamusiu!!! Jaki śliczny przypis  8)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: maziek w Lipiec 17, 2019, 04:32:02 pm
Ciii, Ty fachowiec to wiesz, reszta się nie zorientuje... Nie no, naprawdę chylę czoła. Wiem, że trochę czasu to zabrało. Co prawda pewna kasta zawodowa ma teraz niczym niezasłużone wakacje i to mimo, że doprowadziła do wielkiej katastrofy w naborze do liceów ;) .
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 18, 2019, 07:39:37 pm
Hersch Herman 3 t=cz – rz + li tajemnica Adolfa.

To już chyba ostatni fragment dotyczący Hermana, a właściwie tylko uwagi o imionach z których może coś wynika, a może nie?
 Herman Lehm którego opisuję, jego imię, występuje w źródłach w różnych wariantach. Urodził się jako Hersch Nossen . W następnych latach konsekwentnie trzyma się pierwszego imienia Hersch,  tak występuje w roku 1900
- https://i.imgur.com/B4T2LYt.jpg (http://i.imgur.com/B4T2LYt.jpg)
 1902
 https://i.imgur.com/fkxzkTD.jpg (https://i.imgur.com/fkxzkTD.jpg)
1908
https://i.imgur.com/Aw3BzYS.jpg (https://i.imgur.com/Aw3BzYS.jpg)
1909
https://i.imgur.com/K2UhuDR.jpg  (https://i.imgur.com/K2UhuDR.jpg)
W roku 1910 pojawia się już jako Herman,
 https://i.imgur.com/xL9uRur.jpg (https://i.imgur.com/xL9uRur.jpg)
 podobnie w 1913.
https://i.imgur.com/7N23SLx.jpg (https://i.imgur.com/7N23SLx.jpg)
Zapisy w księgach adresowych były darmowe i w formie ustalanej przez samych zainteresowanych, zatem nasuwa się pytanie -  czy zmiana wersji hebrajskiej na spolszczoną jest wyrazem trendów asymilacyjnych? Czy może rzecz raczej w stronie praktycznej lub zwykłym przypadku?
Nie będę silił się na odpowiedź, natomiast widzę pewien związek z inną sytuacją, że tak to ujmę – rodzinną.

     Sugerowałem wcześniej, że Herman dość szybko opuścił rodzinną kamienicę a może nawet zerwał kontakty z niektórymi członkami rodziny. Dotyczy to głównie tych „zaginionych braci” którzy poza urodzeniem i byciem współwłaścicielami kamienicy po ojcu nie występują w innych źródłach lub jeszcze nie zostali odkryci (Izraela Szymona i Lejzora).
No dobra, w 1900 pojawia się Szymon - ale Lem, nie Lehm. Ten by?
https://i.imgur.com/ZEwqJ2W.jpg (https://i.imgur.com/ZEwqJ2W.jpg)
    Widać natomiast jakieś relacje Hermana  z najstarszym po nim bratem Benjaminem i najmłodszym Abrahamem. Benjamin, jak już wiemy został „ojcem duchowym”  wnuka Hermana, czyli Stanisława i to cała nasza wiedza w temacie tych relacji. Jeśli zaś chodzi o Abrahama – ta sprawa jest dziwniejsza.
Otóż Herman u schyłku życia z Abrahamem mieszka.
Na tej Rzeźnickiej 14.
Widzimy ich razem, w źródłach,  po raz pierwszy (1900) w sytuacji po śmierci ojca Mojżesza, gdy Abraham obdarowany (?)  częścią kamienicy przy Owocowej 6 sprzedaje swój udział właśnie Hermanowi.
Dlaczego?
Młody, już nie taki młody bo 43, ale wciąż 15 lat młodszy od Hermana, potrzebuje szybkiej gotówki? Czy może Herman chce mieć mieszkanie w kamienicy po ojcu?
Transakcja tym dziwniejsza, że ani w nieco późniejszych książkach nie występuje on jako współwłaściciel (obok Benjamina, Lejzora i Izraela), ani  po zakupie Herman się tam nie przeprowadza (lub na krótko), bo w roku 1902 już obaj mieszkają na Rzeźnickiej 14.
I teraz – czy na pewno obaj?
Jak widać na Rzeźnickiej mieszka w tym  momencie Adolf Lehm -  ma on zawód negocyjnta, zawód pachnący mi podobnie jak ten seznal maklerstwem. Czy możliwe, że doświadczony seznal wdraża młodszego brata do zawodu? Że jakoś mu pomaga?
Oczywiście w tym przypadku Adolf musiałby być tym Abrahamem.
Popatrzmy zatem jak kształtuje się ta para – w roku 1902 mieszka tam Adolf Lehm i Hersch;  w roku 1908 Hersch mieszka z kupcem Abrahamem Lehmem.
W roku następnym - 1909, kupiec  staje się Adolfem, podobnie jest w roku 1910, w którym w końcu Adolf spotyka się z Hermanem  :)   by w roku 1913 znów, być kupcem Abrahamem a ostatecznie w 1916 ponownie Adolfem.
 I cały czas ten Abraham/ Adolf mieszka z Herschem/Hermanem na Rzeźnickiej 14… a, przepraszam,  w 1916 Herman znika z adresu, a Adolf przeprowadza się, vis-a-vis  pod 13-stkę, tam gdzie maziek namierzył odłupany tynk.
https://i.imgur.com/4IIOWsD.jpg (https://i.imgur.com/4IIOWsD.jpg)
Gdzie zniknął Herman?
 Czyżby to efekt dyslokacji ludności z roku 1914?
Gdzie przeczekał wojnę w oczekiwaniu na powrót syna Samuela bo wygląda, że nie w starym mieszkaniu? Może u swych synów, lub córek?
 Co do Abrahama/Adolfa , który też zniknął z zakończeniem wojny, wątpliwości nie mam, że jest to jedna i ta sama osoba – ot, kupiec Abraham staje się kupcem Adolfem. Taka zamiana imion nie jest niczym nowym i być może  Adolf to wręcz spolszczona wersja Abrahama. Jak np. tu
https://sztuka.agraart.pl/autor/licytacje/19/adolf-abraham-behrmann (https://sztuka.agraart.pl/autor/licytacje/19/adolf-abraham-behrmann)
W ten sposób wyjaśnia się przynajmniej część tajemnicy tego przedstawiciela rodziny Lehmów – mojżeszowego benjaminka. Część, bo jak potoczyły się jego dalsze losy – nie wiem. W momencie zniknięcia, gdyż po wojnie źródła go nie widzą, przynajmniej te w Polsce, ma on 59 lat.
     Wracając do Hermana, można założyć, że i jego wojna wyrzuciła z Rzeźnickiej, w książce adresowej 1916 już pod tym adresem nie figuruje, jest tam tylko „nieaktywny” adres syna Samuela. Zatem Herman zapewne mieszka kątem u kogoś z rodziny (syna Fryderyka? – co najpewniejsze, którejś z córek?).
Dopiero po powrocie najmłodszego syna z wojny zamieszkają wspólnie na Brajerowskiej 4. Niewykluczone więc, że życie miotało nim niemal do końca zmuszając do walki o przetrwanie  i podejmowania trudnych decyzji, co jakoś świadczy o jego charakterze opisanym być może celnie,  przez jedno jedyne zdanie,  jakie po nim zostało, przekazane ustami wnuka Stanisława - Fiałkowskiemu, zdanie wypowiedziane przez ojca do studenta Samuela – „Skoro już zacząłeś studia, trzeba je skończyć, potem możesz robić co chcesz.”
Jest to rodzaj deklaracji postawy wobec życia zatem niech w tym miejscu spuentuje jego  niewątpliwie bogate w wydarzenia losy.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 19, 2019, 09:23:59 pm
No liv, widzę tu doktorat, jeśli nie habilitację :) .
Mówisz? Po mojemu góra licencjat.

Dobra, habilitacja może i nie (chociaż jakbyś roz-/obudował...), ale materiał na książkę/broszurę/artykuł/tekst majnsajtowy to tu swobodnie widzę...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 20, 2019, 11:30:46 pm
Skoro zachęcacie...  :)

   Pora przejść do kolejnego pokolenia Lehmów lwowskich – do dzieci Hermana.
Jak tu ugryźć temat, od czego zacząć? Od najmłodszego? Od najstarszego? Od środka?
Zacznę  od najłatwiejszego – akurat to będzie najmłodszy Samuel, a łatwość polega na tym, że on jest już opisany. Zrobił to w swoich znakomitych Anegdotach Lemolog i ponieważ nie mam nic tu do dodania – odsyłam zainteresowanych do jego wątku, z którego zresztą obficie korzystałem.
https://forum.lem.pl/index.php?topic=1075.0 (https://forum.lem.pl/index.php?topic=1075.0)
I to jest cała moja robota.

Zatem by nie skończyć zanim zacząłem, zastosuję manewr oskrzydlający i podejdę z drugiej flanki , od strony najstarszego. A zatem -  czas na Józefa!

Józef (1862/63 – 1941)
    Skąpość źródeł wymusza fantazyjny wstęp –  oto dziecię Józef zarejestrowane zostało w roku powstania styczniowego.
Za All Galicja Database;

(https://i.imgur.com/BYt7Sfu.jpg)

        No, ale to inny zabór. Galicja, jest akurat wtedy u progu autonomii. Możliwe, że Józef Lehm urodził się rok wcześniej, co wynikałoby z cytowanej przez Panią Gajewską notatki Samuela, że brat Józef umarł w roku 1941 w wieku lat 79. Jak by nie było w szczegółach, dla młodziutkich rodziców musiał to być ambaras  – ojciec 20 a matka 18 lub nawet 17 lat. Pisałem o tym przy okazji  losów Hermana.
       W rodzinie było raczej biednie, nic więc dziwnego, że Józef, wzorem ojca musiał szybko stanąć na własnych nogach. Zapewne skończył szkołę podstawową (ludową) lub cheder 1 , ale raczej na tym koniec... ewentualnie przeszedł jakiś kurs zawodowy w kierunku pracownika kolei – zapewne tej (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kolej_galicyjska_im._Karola_Ludwika), która przeżywała właśnie w tym regionie rozkwit.
Czy sam znalazł pracę, czy ktoś go polecił?
Nie wiadomo, w każdym razie moje źródło łapie go dopiero w wieku lat 28-miu, gdy jest drobnym pracownikiem stacyjki miedzy Lwowem a Krakowem (ale bliżej Krakowa) – o tu;
(https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/bc/Bogumi%C5%82owice-lata_30.jpg)

(https://i.imgur.com/4HuUq3Z.jpg)
Szematyzm 1893 6

Czyli opuścił rodzinne gniazdo.
Czy założył rodzinę?
 Nic na to nie wskazuje. Zapewne nie był to szczyt marzeń Józefa i być może w trakcie pracy podniósł swoje kwalifikacje, w każdym razie 8 lat później jest już we Lwowie na wciąż niewysokim etacie adiunkta (https://i.imgur.com/tCT122D.jpg).
Zatem rodzaj awansu, ale skądinąd wiadomo, że płace na kolei nie były zbyt wysokie. Tym niemniej Józef do najuboższych raczej  nie należał, gdyż najbiedniejsi  mieszkali w blokach kolejowych, rodzaju hoteli robotniczych (https://lwow.info/domki-kolejowe/), zaś Józef ma swój adres w książce adresowej – jest to ulica Boczkowskiego 14 (https://i.imgur.com/Aw3BzYS.jpg), tak gdzieś w połowie drogi miedzy Rzeźnicką, gdzie mieszka część rodziny, a dworcem kolejowym.
Analiza dalszych adresów, bo Józef często zmieniał adresy, pokazuje, że kręcił się on  wokół miejsca zamieszkania reszty rodziny, na dość małym obszarze 2.
 
       Taka zmienność miejsca zamieszkania i brak informacji o dzieciach 3 sugeruje, że wciąż jest stanu wolnego. Zmiany lokali chyba idą w parze z kolejnymi awansami – szematyzmy galicyjskie dokumentują je dość dobrze, a zatem w roku 1908 Józef jest już rewidentem (https://i.imgur.com/xZv14Rb.jpg), podobnie w roku 1909 (https://i.imgur.com/XP4Adv1.jpg). Jest w tym czasie typowym urzędnikiem , gdyż jego etat znajduje się w oddziale finansowym – „kontrola dochodów”. Świadczy to zapewne też o szkoleniach, które musiał zaliczyć by zajmować się finansami.
Ta ścieżka awansu doprowadza go wreszcie do etatu starszego rewidenta (nadrewidenta) - rok 1914,
(https://i.imgur.com/ezGcogM.jpg]https://i.imgur.com/ezGcogM.jpg)

 uhonorowanego branżowymi odznaczeniami (to te 3 znaczki za imieniem), coś w rodzaju dzisiejszego "zasłużony dla kolejnictwa" – czyli jest już weteranem 4.   Widać to w szematyźmie z roku 1914. Można z tego wnioskować, że okoliczności wojny  nie wpłynęła  jakoś mocno na jego pracę zawodową. Mieszka w tym czasie, tj. w roku 1916 na ulicy Wolności 10 5,
(https://i.imgur.com/4IIOWsD.jpg)

 mniej więcej w tym samym rejonie co wcześniejsze adresy na ul. Rappaporta czy Bema. Jest więc jednym z opcjonalnych członków rodziny, u których  zamieszkać mogli starsi już rodzice po ewentualnym opuszczeniu ul. Rzeźnickiej.
Nawet by tak pasowało – u pierworodnego.
Niestety w tymże roku 1916 ślady po Józefie się urywają. Po wojnie, w odrodzonej Rzeczypospolitej doświadczeni kolejarze byli bardzo potrzebni, jednak brak mi  stosownych źródeł. Poza tym Józef nie jest już najmłodszy (56) i choć jeszcze kilka lat mógłby pogracować w II RP, jednak wkrótce zapewne przeszedł na  emeryturę. By rozwikłać ten splot trzeba by podjąć  kwerendę w archiwach PKP. Oto trop dla chętnych;
https://genealodzy.pl/PNphpBB2-printview-t-3895-start-195.phtml (https://genealodzy.pl/PNphpBB2-printview-t-3895-start-195.phtml)
...............
Dopisek
Trop bardziej konkretny, jednak trzeba by fizyczne zbadać. Może z czasem zdigitalizują? W każdym razie w jakimś powiązaniu są akta z lat 1919-20 (z Jasła?) Czyli być może jeszcze popracował dla odrodzonej;
https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/en/jednostka/-/jednostka/25286738 (https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/en/jednostka/-/jednostka/25286738)
......................
I to już niemal koniec tego, co udało mi się znaleźć o najstarszym synu Hermana.
 Chyba był odludkiem. Nie ma śladów by utrzymywał częste kontakty z resztą rodziny, choć bliskość adresów wskazuje, że mogli się widywać. Nikt go nie wspomina, a "Wysokim Zamku" śladów brak – no, chyba że to o nim ten passus dotyczący właściciela specyficznej  laski - „jakaś osoba niewymownie stara i ledwo się ruszająca, która przychodziła czasem, używała jeszcze innej laski, o gałce z kości słoniowej. Jednakże z bliska nie widziałem jej nigdy, bo się przed owym przybyszem chowałem; wydawał przerażające sapanie. Nie wiedziałem,  że wcale nie próbuje mnie w ten sposób przerazić. Miał to być podobno też jakiś wujek, zdaje się, że prawujek, ale w moim przekonaniu zupełnie nie wyglądał na wujka." (WZ, s.12). Narzuciło się proste skojarzenie od sapania człowieka do  sapania parowozu (ale czy obiekty z pracy mogą wpływać aż tak na człowieka? - Kozielecki wie...  ;)  ), ale po namyśle  –  raczej nie on;  mam innego, lepszego kandydata do tego opisu.

Zatem jedyne co o nim powiedziano to ponownie, słowa Samuela w powojennej relacji przywołanej przez Panią Gajewską – „według relacji Samuela Lehma, jego brat Józef zmarł we Lwowie w roku 1941 w wieku 79 lat śmiercią naturalną” (ZiG, s. 139)
I tym cytatem kończę.
 ... ......... ............... ................. ...................... ...........................................
przypisy, a co!  ;D

1.  Dla zainteresowanych szkolnictwem galicyjskim, bo ja już nie miałem sił na wgryzanie,  takie linki;
https://wns.ug.edu.pl/sites/default/files/postepowania_naukowe/69019/autoreferat/autoreferat.pdf (https://wns.ug.edu.pl/sites/default/files/postepowania_naukowe/69019/autoreferat/autoreferat.pdf)
i jego książka, która zapewne wyjaśnia wszystkie możliwości  :)
http://akademicka.pl/index.php?detale=1&a=2&id=35845 (http://akademicka.pl/index.php?detale=1&a=2&id=35845)

2. Dla ciekawych ważna strona, która bardzo ułatwiła mi pracę. A może wręcz umożliwiła. Wystarczy wpisać nazwę ulicy
http://www.lvivcenter.org/pl/streets/ (http://www.lvivcenter.org/pl/streets/)

3. Wydźwięk tego sądu muszę osłabić wątpliwością. Otóż w trakcie przeglądania dokumentów pojawiają się czasem wyniki, które trudno dokładnie przypisać badanym sprawom. Jednym z takich jest osoba Mojżesza Lehma w wykazie uczniów VII Gimnazjum z roku szkolnego 1911-12. Sporo wskazuje, że jest to syn któregoś z "naszych Lehmów", przede wszystkim tradycyjnie imię po dziadku. Właściwie w grę wchodzi tylko Józef lub Fryderyk. Pani Gajewska w swej książce wspomina, że Fryderyk miał syna, ale Edwarda. Poza tym nie zgadzałby się rok urodzenia. Mojżesz o którym wspominam urodził się ok. 1896. Edward Fryderyka w 1903 (ZiD s.137). Zatem albo jest to inny syn Fryderyka, albo jednak syn Józefa! Albo...
 Hmm...? Ten Mojżesz - zdolniacha jak widać (https://i.imgur.com/POFSTKZ.jpg)  :)

4. Nazwy odznaczeń (https://i.imgur.com/0pnM84i.jpg) sugerują jednak jakiś zmilitaryzowany udział w przygotowaniach do wojny, lub nawet jej początkach – medal jubileuszowy pamiątkowy dla wojskowych i żandarmerii, nie każdy go miał. Pozostałe odznaczenia Józefa to; medal jubileuszowy pamiątkowy dla funkcjonariuszy cywilnych i krzyż jubileuszowy.

5. Czyli prawie dokładnie między Górą Stracenia, a cmentarzem żydowskim i jeśli domieszkał tam roku 1918, mógł się znaleźć w centrum ostrej walki; https://pl.wikipedia.org/wiki/G%C3%B3ra_Stracenia (https://pl.wikipedia.org/wiki/G%C3%B3ra_Stracenia)

6. Dokładniejsze badanie wykazało, że Józef trafił do Bogumiłowic dwa lata wcześniej w 1890 jako aspirant administracyjny I klasy. I to jest chyba początek jego pracy na kolei przynajmniej w rejestrowalnej urzędowo formie, bo w wcześniejszych spisach nie figuruje. W 1896 awansował do większego Tarnowa już jako asystent, a kolejne kilka lat później, jak pisałem, przeniósł się do Lwowa ( szematyzmy 1890, 1896 i dalsze)

Aneks do tej postaci - na tej stronie (https://forum.lem.pl/index.php?topic=1726.90)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: lemolog w Lipiec 22, 2019, 01:12:28 am
Liv, a czy twoje źródła mogą doprowadzić to cioci Stanisława Lema, o której krótka informacja niżej?

Lem S., U cioci. – Dziennik Zachodni (Katowice), 1961, nr 1, s.3.
Wypowiedź w ankiecie o cioci ze Śląska, życzenia świateczne:

"1) Mam ciotkę w Butomiu. Obraziłaby się, gdybym gdziekolwiek na Śląsku spędzał święta, a nie u niej.
2) Cioci głównej wygranej w 'Karolince'. Od niej – życzenia, by spełniły się me marzenia o podróży dookoła świata. Nie, nie sputnikiem, lecz skromnym przyziemnym środkiem lokomocji."

Ciocia... To może być siostra ojca czy matki. Czy nawet żona brata ojca czy matki...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Lipiec 22, 2019, 01:38:14 pm
Jak tylko pomyślałam, że wszystko ogarniam  to liv - oczywiście z czystej złośliwości - umieszczał kolejne rozważania i znowu wszystkie owocówki mieszały mi się z rzeźnikami, a te z maklerami oraz kolejarzami...
W każdem również chylę co cza - za tę fantazyjna robotę:)
Ale! postanowiłam - jak to kobita - posprzątać. Na własny użytek - żeby odnaleźć się w gąszczu ulic, imion, dat, mylnych tropów itp.
Może podzielę się tym spisem -  mam nadzieję, że bez większych błędów (może zrobić coś takiego na początku wątku? dla express orientu?):

1) Berel Berl Lem (1770-1846) + Reisel (2 dzieci - jedno zmarło) - druga żona B.B. Lema

[pierwsza żona B.B. Lema -  Hinda (4 dzieci - trójka zmarła) - zmarła w 1811]

2) = Mojżesz Lem Lehm (1818-1895) z ul. Owocowej 6

*dzieci Mojżesza mieszkające/dziedziczące realności z ul. Owocowej 6:
- Salomon ur. 1845; zm.46
- Berl ur.1847, zm. po 6 miesiącach 1848
- Binem ur. 1849
- Izrael Szymon ur. 1852
- Lejzor ur. 1854
- Abraham ur. 1857
3) * dziecko Mojżesza meldujące się na ul. Rzeźniczej 4 - dziadek Stanisława Lema:
- Herman Hersch Nussen (1842-1921) + Sara Lea Wein (zm.1920/1921)
=
- Józef (1861/62 - 1941)
-  Chaja ur. 1863
- Elke Sara ur. 1866 (zm. 67)
-  Frojem (Fryderyk) ur.1869 (rejestracja 1870)
- Basche ur. 1872
- Mechcie ur.1877
-  Samuel ur. 1879
-  Anna ur. 1884

4) Samuel (1879 - 1954) + Sabina Woller (1892–1979)
 https://forum.lem.pl/index.php?topic=1075.0 (https://forum.lem.pl/index.php?topic=1075.0)
z rodzicami zamieszkuje na ul. Brajerowskiej 4
= Stanisław Lem

Tak by to? :-\

Lem S., U cioci. – Dziennik Zachodni (Katowice), 1961, nr 1, s.3.
Wypowiedź w ankiecie o cioci ze Śląska, życzenia świateczne:

"1) Mam ciotkę w Butomiu. Obraziłaby się, gdybym gdziekolwiek na Śląsku spędzał święta, a nie u niej.
2) Cioci głównej wygranej w 'Karolince'. Od niej – życzenia, by spełniły się me marzenia o podróży dookoła świata. Nie, nie sputnikiem, lecz skromnym przyziemnym środkiem lokomocji."

Ciocia... To może być siostra ojca czy matki. Czy nawet żona brata ojca czy matki...
Najpewniej chodzi o śląskie miasto Bytom (nie Butom).
Co do cioci - ona raczej nie z linii Lemów:
Po śmierci teścia Lema, zaistniała konieczność sprowadzenia jego żyjącej samotnie żony z Bytomia do Krakowa. By umożliwić jej legalny pobyt w mieście zgodnie z procedurami meldunkowymi, Lemowie zapisali się do spółdzielni mieszkaniowej i w rezultacie przeprowadzili się razem z teściową Lema w 1958 do jednorodzinnego domu w Klinach Borkowskich, części Krakowa w tych czasach dopiero rozbudowywanej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Lem (https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Lem)

Czyli teście Lema mieszkali w Bytomiu - więc pewnie to ciocia ze strony rodziny pani Barbary. Siostra teścia? Teściowej?
Przypis kieruje do Awantur... str. 33-35, ale nie mam ich pod ręką - dopiero wieczorem. Może ktoś sprawdzi czy coś tam jest o Bytomiu:)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 22, 2019, 04:11:27 pm
Cytuj
Jak tylko pomyślałam, że wszystko ogarniam  to liv - oczywiście z czystej złośliwości -
Ola !!!  ;D
Ale jeszcze sprawdzę, czy dobrze mnie pozamiatałaś, bo teraz nie mam czasu.
Cytuj
Co do cioci - ona raczej nie z linii Lemów:
A już miałem trzy koncepcje, dwie hipotezy i jedną nawet trzymającą się kupy teorię. I poszyły...w siną dal..
Ale wygląda, że masz rację.
Chodzi o mamę Barbary Leśniak.
Czyli ciocia to młoda babcia Tomasza by? Ale Bytom tam jak Bick.
Cytuj
Przypis kieruje do Awantur... str. 33-35, ale nie mam ich pod ręką - dopiero wieczorem. Może ktoś sprawdzi czy coś tam jest o Bytomiu:)
Awantury potwierdzają napisane.
Trzeba by wejść w genealogię rodziny Leśniaków, bo nawet imion skąpią.
I myślałem, że sprawa beznadziejna, ale... powstrzymam się od komentarza.
Ważny artykuł;
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,22239021,oblok-dla-barbary.html?disableRedirects=true (http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,22239021,oblok-dla-barbary.html?disableRedirects=true)
Tropem - PGR, Lanckorońcy, majątek na kresach, ale który (?) Rozdół, Jagielnica... Jagielnica okazała się dobrym śladem - pomógł przypadek;
Bardzo ważny artykuł, zaskakujący (mnie) . Oto sama końcówka
Znaczna część artykułu, dotycząca lat 1928-1945 opracowana na podstawie wspomnień Jadwigi Zych i Barbary Lem, córek inż. Władysława Leśniaka.

A tu całość
http://gazeta.myslenice.pl/kawecinski-dwor-i-jego-mieszkancy (http://gazeta.myslenice.pl/kawecinski-dwor-i-jego-mieszkancy)


Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Lipiec 22, 2019, 04:32:10 pm
Cytuj
Jak tylko pomyślałam, że wszystko ogarniam  to liv - oczywiście z czystej złośliwości -
Ola !!!  ;D
Ale jeszcze sprawdzę, czy dobrze mnie pozamiatałaś, bo teraz nie mam czasu.
No co...
Sprawdź - pewnie - czy coś się w mopie nie zaplątało...
Cytuj
Chodzi o mamę Barbary Leśniak.
Czyli ciocia to młoda babcia by? Ale Bytom tam jak Bick.
Chyba teściowej Lem nie nazywałby ciocią...raczej chodzi o jej siostrę? Albo siostrę teścia.
Widocznie ktoś został na Śląsku.
Nawiasem - w Bytomiu były jedne z ładniejszych śląskich realności. Teraz się rozpadają w straszliwym tempie.
https://www.youtube.com/watch?v=s7Rc5q2j01U (https://www.youtube.com/watch?v=s7Rc5q2j01U)
Cytuj
Bardzo ważny artykuł, zaskakujący (mnie) . Oto sama końcówka
Zaskakujący.
Uciekaliby na Śląsk? Może mieli tutaj rodzinę?
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 23, 2019, 01:30:27 am
Cytuj
Liv, a czy twoje źródła mogą doprowadzić to cioci Stanisława Lema, o której krótka informacja niżej?
(.....)Ciocia... To może być siostra ojca czy matki. Czy nawet żona brata ojca czy matki...
@lemolog
Gdy piszę moje źródła, to nie mam na myśli jakiejś konkretnej bazy "tylko u mnie". Wszystkie są z internetu i tam też są dostępne. Natomiast gdy widzę rozjazd wyczytanego np. w książce z tym co widzę w tych z neckich, wtedy mówię,"moje źródła", że tam  inaczej.
 Po prawdzie to pracuję głównie tylko na dwóch rodzajach źródeł; szematyzmach i książkach adresowych, co jest sporym ograniczeniem. Także, na Twoje pytanie one raczej nie odpowiedzą - no, ale staraliśmy się z Olą jak możemy.
I może jeszcze coś da się wycisnąć.  :D
Kłopot też w tym, że u nas słowo ciotka jest bardzo pojemne, nie musi oznaczać zaraz kogoś z rodziny. Używa się go, by dzieci oswoić z jakąś kobietą bliską rodzinie...starszą, np. piastunką.
 Czasem wszystkie kobiety z kręgu znajomych to dla dziecka "ciocie".
 Marginesem, Stanisław miał nianię-piastunkę i wobec niej też mógł "ciociować"..
     Literalnie, to jest tak jak napisałeś Niby są wujenki, stryjenki - ale dla większości to ciocie i już!
Stąd koncepcja Oli, że chodzi o kogoś z rodziny Leśniaków jest prawdopodobna.
W mojej teoryjce - jedyna osoba z rodziny Lehmów, która mogłaby być "tą ciocią" - to ta, jak to Stanisław określił "moja najmłodsza ciocia", pozostałe wyklucza wiek, lub wiedza, że zginęły wcześniej... czyli Anna.
       Pomijając meritum, szukanie kobiet w urzędowych źródłach to męka - ich praktycznie nie ma, są dodatkiem do mężczyzn. Paradoksalnie w szematyzmach i kalendarzach łatwiej znaleźć kobiety niezamożne - pełno tam adresów i nazwisk praczek, szwaczek, akuszerek, krawcowych etc. Awans do warstwy wyższej - bycie niepracującą żoną u boku męża skutecznie eliminował z takich spisów.
O, nawet w twojej anegdocie - córka Fischlera z nekrologu, nie ma imienia - jest żoną Wolnera i tyle. Z powodu tej trudności nie wiem czy da się coś wycisnąć, a miałem ochotę napisać jeszcze o Chaje, Basche/Bercie i Annie. Za to o Fryderyku - pełno.
 Zobaczymy.  :)
@Ola
Cytuj
Sprawdź - pewnie - czy coś się w mopie nie zaplątało...
Coś tam w pierwszym pokoleniu niehalo - jakbyś Hinde dała dodatkowe dziecko, biedaczce - nie dość że nie wiadomo czy ona sama córka, czy żona tego Berela protoplasty
(https://i.imgur.com/s9utFHL.jpg)
Reszta ok.
Tym niemniej wyprodukowałem coś w rodzaju drzewka - roboczego, bo zapewne coś tam jeszcze się zmieni. Ładniejsze drzewko wystrugamy finalnie - kiedy wątek będzie się kończył, hę?  8)
(https://i.imgur.com/cqO0B06.jpg)
Cytuj
Zaskakujący.
Uciekaliby na Śląsk? Może mieli tutaj rodzinę?
Akurat to mnie nie zaskoczyło, dużo kresowiaków uciekło na Śląsk - to już były tzw. ziemie odzyskane, ten Bytom, tak?
Cytuj
Chyba teściowej Lem nie nazywałby ciocią...raczej chodzi o jej siostrę? Albo siostrę teścia.
Widocznie ktoś został na Śląsku.
Tekst podany przez lemologa wskazuje na spory stopień zażyłości z tą ciocią...hmm.  :-\
To zastosujmy metodę tej tam..konie..politury...
W okresie narzeczeństwa młodzi na kolejne święta obdzielali sobą rodziny, sprawiedliwie.
Raz w Krakowie, raz na Śląsku.
Tak robiło się też później, a może i do teraz.
Czyli raz na rok, dwa (zależy jak z Wielkanocą) Stanisław był  na Boże Narodzenie u rodziny Heleny i Władysława Leśniaków w Bytomiu. W trakcie tych familijnych spotkań na które zapewne schodziła cała tamtejsza rodzina przypadli sobie do gustu; on, i jedna z cioć tamtejszych? On jej może nawet bardziej.
Jakoś tak?
Po śmierci Władysława, Helenę sprowadzono do Krakowa, a bytomska ciocia została i była tam najważniejsza - skoro koniecznie u niej? Ta więź mnie zaciekawia, bo Stanisław nigdzie o niej, poza rzeczoną notatką, nie wspomina. Chyba?
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Lipiec 23, 2019, 04:16:07 pm
Cytuj
Coś tam w pierwszym pokoleniu niehalo - jakbyś Hinde dała dodatkowe dziecko, biedaczce - nie dość że nie wiadomo czy ona sama córka, czy żona tego Berela protoplasty
Za Tobą:
Wiadomo o nim tyle, że miał dwie żony Hinde i Reisel. Pierwsza umarła w 1811 urodziwszy czwórkę dzieci (z wyjątkiem jednego, żyły krotko), z drugą zaś miał dwójkę – jedno wkrótce zmarło, zaś drugie – syn, to osoba  kluczowa dla tej historii - Mojżesz Lem (Lehm).
Chyba, że przegapiłam weryfikację:)
Ale wg Twojego rekordu to niezła zabawa - córka albo żona...w każdem drzewko pasowne:)
Cytuj
Akurat to mnie nie zaskoczyło, dużo kresowiaków uciekło na Śląsk - to już były tzw. ziemie odzyskane, ten Bytom, tak?
Racja, Niemców wywożono, kresowiaków przywożono.
Cytuj
Po śmierci Władysława, Helenę sprowadzono do Krakowa, a bytomska ciocia została i była tam najważniejsza - skoro koniecznie u niej? Ta więź mnie zaciekawia, bo Stanisław nigdzie o niej, poza rzeczoną notatką, nie wspomina. Chyba?
Na to wygląda. Nie wiem czy wspominał gdzieś, bo nigdy pod tym kątem nie czytałam Lema - tzn. średnio mnie interesowały jego sprawy rodzinne - jako jego, prywatne i tyle.
Ale akurat wątek bytomskiej cioci ciekawy, bo to znaczy, że Lem gdzieś tu bywał, tuż obok:)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 23, 2019, 09:44:21 pm
Cytuj
Za Tobą:

Czyli moje gapowe, chyba Nesel dwa razy policzyłem.
Zatem sprzątanie okazało się skuteczne i pożyteczne!  :)
Cytuj
Ale akurat wątek bytomskiej cioci ciekawy, bo to znaczy, że Lem gdzieś tu bywał, tuż obok:)
Ano - tylko adres zdobyć, pielgrzymki zacząć. I kamienice przy okazji podszykować... bo rzeczywiście śliczne są.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 25, 2019, 06:51:32 pm
Ciotki.
Siostry Samuela – to temat trudny. Ot, są kobietami, co wprowadziło istotne ograniczenia źródłowe o czym pisałem wyżej w korespondencji z lemologiem. Krótko mówiąc – niemal  nie występują w dostępnych mi źródłach. Ewentualnie występują pod innym nazwiskiem, co na jedno wychodzi, jeśli ono nieznane. 
    Zatem  trzeba szukać informacji w tych strzępach rozmów Stanisława Lema z Beresiem i Fiałkowskim, we wspomnieniach syna Tomasza i przede wszystkim, w Wysokim Zamku. Sam nie wiem co z tego wyjdzie pisząc ten wstęp – zobaczmy.
Tym niemniej, mimo mizerii faktograficznej chciałbym nim podkreślić, że ród Lehmów nie składał się z samych mężczyzn.

Prezentacja postaci
•   Chaja, urodzona tuż po pierworodnym Józefie 1863 (rejestracja 1864, taki układ z reguły sugeruje     urodzenie pod koniec roku)
•   Elke, urodzona 1866, w roku następnym zmarła.
•   Basche/Berta, urodzona w 1871 (rejestracja 1872)
•   Mechcie, urodzona 1877
•   Anna,  urodzona 1884

       Pierwsze, co rzuca się w oczy, to dysproporcja wiekowa. Chaja (https://i.imgur.com/uqP2JGV.jpg) mogłaby być mamą Anny - 20 lat różnicy, toż to inne pokolenie. Kolejna siostra (gdyż Elke (https://i.imgur.com/hullLN0.jpg)zmarła będąc dzieckiem) Berta (https://i.imgur.com/HFQGQW6.jpg) jest młodsza o lat 8. To też niemało, co wie każdy, kto miał rodzeństwo w takiej rozpiętości.  Zmierzam do tego, że w opisanej sytuacji trudniej złapać kontakt  emocjonalny i mimo formalnych więzów może być on słabszy a w związku z tym widziałbym dwie grupy rodzeństwa;  starszą (Józef, Chaja) i młodszą (Samuel Anna).
Berta byłaby gdzieś pośrodku.
    Po co to wszystko? Po części z bezradności. Pisząc wprost -cokolwiek napisać mogę tylko o Bercie i Annie. Pod warunkiem, że uda się rozróżnić Annę od Chaje, gdyż źródła pochodzą głównie ze wspomnień Stanisława Lema. Nazywa je ciotkami Hanią i Bertą, oraz jedną bezimienną – „najmłodszą ciotką”.
 Mogłyby to być kolejno, Chaje, Berta i Anna.
 Jednak ta dysproporcja wiekowa sugeruje mi, że Hania Hanna, to najmłodsza Anna, które to imiona są w gruncie rzeczy pokrewne (Channah – obdarzona łaską).
Pasuje to do założenia, które przyjąłem, że rodzina Samuela kontaktowała się intensywniej z młodszą częścią, która stanowiła najbliższy krąg.  Józef i Chaje – o 20 lat starsi, byli raczej w tym dalszym.
A co z Mechcie? Nie wiem, brak jakichkolwiek odniesień do niej sugeruje, że młodo umarła lub zerwała z rodzinnym kręgiem.
 Zatem zostały mi Bascha/ Berta i Anna - o nich być może uda się coś napisać.  Nie będą to sprawy nowe.
    Berta starsza o 8 lat siostra Samuela. Urodziła się w 1871 a 25 lat później wzięła ślub ze starszym o 10 lat Izakiem (Ignacym) Mendlem Hescheles (ZiG, przypis, s. 137). Zamieszkali  na ulicy Jagiellońskiej i z ich domem wiąże się szereg wspomnień Stanisława zawartych w Wysokim Zamku, nazwę je skrótowo -   „atak indyka na Stanisława” i „atak Stanisława na marcepanowe owoce”. 
Zainteresowanych odsyłam do źródła, czyli Wysokiego Zamku. Z  opisu w wzmiankowanej książce oraz wspomnień zapisanych przez Tomasza Fiałkowskiego wyłania się mieszkanie dość zamożne i raczej opuszczone przez dzieci Berty, które wtedy były już dorosłe – te dzieci to najstarszy syn Henryk (https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Hescheles) (ur.1886) znany wtedy lwowski dziennikarz *, córka Maria (https://www.geni.com/people/Maria/6000000040522666414) (ur.1898) i Marian Hemar (https://pl.wikipedia.org/wiki/Marian_Hemar) (ur. 1901) najsłynniejszy z rodzeństwa.
Basche/Berta zastała zamordowana przez Niemców w  roku 1941 w ramach akcji eliminowania ludzi starszych (Gajewska, ZiG; Hemar „Ja kabareciarz – od Lwowa do Londynu”). Podobny los spotkał syna Henryka który wrócił z Rumunii do Lwowa by ratować rodzinę. Marian przeżył wojnę uchodząc  przez Rumunię do polskiego wojska i wałcząc na różnych frontach Bliskiego Wschodu.
 Losy  Marii są, cóż, nieznane.

O ile Berta została jako tako opisana w różnych wspominkowych źródłach to najmłodsza siostra Samuela -  Anna, jest zagadką. Gdyby jednak założenie, że to ona jest ciocią Hanią z WZ było słuszne, można spróbować coś napisać.
     Miała męża zwanego przez Stanisława „Mundkiem” i w końcu lat 20-stych mieszkała na ulicy Wolności (próba znalezienia Mundka, Rajmunda, Edmunda na tej ulicy w Księdze Adresowej 1935 zakończyła sie fiaskiem).  Tym niemniej wpadał on do domu na Brajerowskiej by bawić się z pomocą anteny  świeżo zakupionym przez Samuela radioodbiornikiem ("wuj notował zdaje się osiągnięcia wyjątkowe, w rodzaju złapania Mediolanu czy Berlina").
Czy ten opis pasuje do nauczyciela?
Bo z innych wspomnień, udzielonych Tomaszowi Fiałkowskiemu wiadomo że „Moja najmłodsza ciotka wyszła za nauczyciela gimnazjalnego. Żeby dorobić, co roku wynajmowała w Skolem albo w Worochcie (Beskidy Skolskie i  Huculszczyzna - dopisek mój) dom na cały okres wakacji i prowadziła w nim pensjonat dla młodzieży. Jeździłem tam i ja; rodzice byli radzi, że znajdowałem sie pod opieką. Opieka polegała głównie na tym, że dostawałem podwójną leguminę, poza tym nikt się mną nie interesował”
(Tomasz Fiałkowski , Śnk, s. 8 )
Do Skola Stanisław wyjeżdżał już od młodych lat (4 lata) ale z matką, czyli w połowie lat 20-stych, stamtąd wszak wysłał pierwszy list do ojca donosząc o ważkiej sprawie z kategorii "fizjologia". Wtedy ich gospodarzem był niejaki "doktor". Mógłby to być to ten "profesor gimnazjalny", czyli mąż naszej bohaterki?
Raczej nie - w Skolem mieszkało wtedy sporo doktorów zarówno medycyny, jak i prawa - choćby adwokatów. Równie dobrze mógł to więc być zaprzyjaźniony prawnik Fryderyka lub lekarz Samuela, który użyczał  Lehmom kwatery. W każdym razie Skole wygląda na jakąś bardziej stałą "metę" Lehmów w górach.
  Późniejsze,  już samodzielne wyjazdy to zapewne wczesne lata 30-ste. I gdyby to była Anna, byłaby właśnie przed pi...po 40-stce. Podkreślam wiek, bo w gruncie rzeczy to mój jedyny argument że nie jest to Chaje.
Z opisu wyłania się kobieta zaradna, przedsiębiorcza i nie mająca oporu przed opuszczaniem rodzinnego miasta, co jakoś stoi w odwrotności do innych członków rodziny. 
Co się z nią stało później – nie wiem. Brak nazwiska „Mundka” w praktyce uniemożliwia dalsze poszukiwania, a nawet potwierdzenie już postawionych hipotez. 
Być może jednak „najmłodsza ciotka” i ciocia Hania to dwie różne osoby? O ile opis najmłodszej jako Anny jest wielce prawdopodobny, to w tym wariancie tożsamość „cioci Hani” z ulicy Wolność jest nieznana.
Mogę tylko dodać, że na tej właśnie ulicy w 1916 urwał się ślad najstarszego z rodzeństwa Józefa. 
Skoro i tak popełniłem nadmiar hipotez to dorzucę jeszcze jedną - nie wykluczam mianowicie, że pojawiający się w „WZ” kuzyni młodziutkiego Stanisława Lema – dwa lata starszy  Mietek  i Stefan, to synowie „najmłodszej ciotki” czyli Anny.
Na to wskazuje kalendarz  i drzewo genealogiczne zamieszczone powyżej.
Jeśli przeżyła wojnę, a domysł o dzieciach jest słuszny, byli wtedy w Warszawie, miałaby 61 lat.
Czy to dobry moment by ruszyć na przykład na Śląsk?
Cóż. To tyle,  niestety na razie w większości domysłów, czego mam bolesną świadomość.

..............................................

Ależ ślepy jestem - szukam  po skrajach a tu pod nosem jest linka, zresztą już wcześniej użyta.
Rok 1935
(https://i.imgur.com/jozbuCT.jpg)
Anna Lehm urzędnik prywatny. Chyba ta "najmłodsza ciotka". Co to zmienia? Sporo. Zwłaszcza nazwisko panieńskie hmmm. ???...zdeprymowało.  Miał być mąż!  :D
Jest też Mojżesz profesor, ten uchwycony w 1912 gimnazjalistą? Domniemany syn Józefa? Tak szybko bo się wykształcił? Bo Lejser, to chyba nie ten Lejzor...tyle lat? No, ale skoro Benjamin mógł, to może i Lejzor?
Za dużo pytań - idę spać.  ;)

* Aneks poprawka na stronie 5-tej
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 30, 2019, 12:51:20 am
Frojem czyli Fryderyk Lehm (ur. 1869/rej. 1870 (https://i.imgur.com/W7ZceUV.jpg) – 1942)
Ulubiony wujek (jeden z dwóch). No i karciarz!
Gdyby nie tragiczna śmierć można by rzec „król życia”. Drugi syn Hermana, 9 lat młodszy od pierworodnego Józefa. Jeden z ulubionych wujków Stanisława z Wysokiego Zamku.
Chyba trafił z urodzeniem w lepszy dla ojca finansowo czas, gdyż jest bodaj pierwszym dzieckiem w którego edukację zainwestowano więcej. Zapewne też dobrze się uczył. W każdym razie został absolwentem IV gimnazjum lwowskiego w roku 1888;
(https://i.imgur.com/zGhZiKt.jpg)
(później Gimnazjum im. Jana Długosza, te same które 11 lat później ukończył młodszy Samuel).

Ukończenie gimnazjum, w tamtej epoce, samo w sobie było dowodem solidnego wykształcenia, ale Froim był ambitny - poszedł na studia prawnicze, zapewne na Uniwersytet Lwowski  i ostatecznie został doktorem prawa – adwokatem. Dawało mu to pozycję w elicie ówczesnych lwowian, zwłaszcza, że uzyskał tytuł doktorski.
Po raz pierwszy Szematyzm odnotowuje doktora Froima Lehm  w roku 1907 – jako adwokata w obrębie „lwowskiego c.k.  sądu krajowego”.
(https://i.imgur.com/VleRI5o.jpg)

W roku następnym Froim, już jako Fryderyk figuruje w księdze adresowej pod adresem Bernsteina 7.
Ten adres będzie przy nim aż do wojny. Skądinąd wiadomo, ze Fryderyk miał też drugie mieszkanie na ulicy Kościuszki, zatem był chyba najzamożniejszy z rodziny. Wiele wskazuje, że na Bernsteina 7 miał gabinet (kancelarię), ale taki, gdzie można też mieszkać, natomiast główne mieszkanie było na Kościuszki 2, to te które opisał Stanisław Lem w Wysokim Zamku.
Po co mu dwa mieszkania?
Pewnie dla wygody ale też zdaje się, Fryderyk prowadził bujne życie towarzyskie.
 U progu XX wieku przekracza 30-stkę  i obok zgłębiania wiedzy prawniczej de jure, zgłębia wiedzę życiową de facto. Zaowocuje to pojawieniem się syna Edwarda. Jeszcze przed skończeniem doktoratu, który jak wynika z pewnego zapisu obronił (a wtedy się broniło?) w 1906.
 W każdym razie syn urodził się 3 lata wcześniej, jak podaje Pani Gajewska w  ZiG - w roku 1903. Zatem tata miał w tym momencie 34 lata. A mama?
Stanisław Lem wspomina w WZ o drugiej żonie wujka Fryca – Niuni -  zatem powinna być i pierwsza, ale czy żona? Tak może powiedziano dziecku, gdyż z  notatki przytoczonej przez Panią Gajewską owa mama to Sara Jetti Bohrer/Altman. 
Jak było tak było, w każdym razie syn otrzymał nazwisko Lehm i takim uchwyciło go jedno ze źródeł –  absolwentem VIII klasy VII Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki we Lwowie w roku szkolnym 1920/21.
(https://i.imgur.com/wsSWZgg.jpg)

 Niestety wchodzący w dorosłość 18-, może 19 letni Edward skutecznie umknął źródłom późniejszym (co prawda przy niezbyt solidnym ich przetrząsaniu, więc niekoniecznie jest to ostatnie słowo  :) ).
Edward jest pierwszym z dwóch „facetów” w rodzinie Fryderyka, choć jak się uprzeć to trzech, gdyż syn brata, niejaki Stanisław również był obdarzany sporym uważaniem.

Tymczasem panoramiczny obraz sytuacji u progu Wielkiej Wojny wygląda sielankowo.
Fryderyk jest jeszcze młodym, zapewne zdolnym adwokatem, ustabilizowanym finansowo i lokalowo, z dorastającym synem i szansą na dobra karierę w C.K Austro-Węgrzech.
Jednak nadchodzi feralny rok 1914. Skuteczna ofensywa rosyjska na Galicję wzbudziła we Lwowie panikę. Kto może stara się ewakuować, gdyż wieść o wojskach rosyjskich na rogatkach miasta sieje grozę.
 Fragmenty pamiętników;

Ranek dnia 31 sierpnia 1914 we Lwowie przyniósł nam  niespodziankę. Już o szóstej rano wszystkie strażnice i posterunki policyjne opróżniono, w niedalekiem sąsiedztwie naszem  przy ul. Chmielowskiego usunięto herb z budynku, w którym mieścił się konsulat niemiecki. Ulice dziwnie ciche, mimo silnego ruchu przechodniów, zupełny brak nie tylko automobili, ale i wszelkiego rodzaju powozów i doróżek - wszystko to razem rzuciło popłoch między cywilną ludność Lwowa, popłoch tem groźniejszy, że  zgoła niespodziewany dla braku oficyalnych wiadomości o właściwem położeniu. Po załatwieniu formalności z przepustką wyruszyliśmy o 8 rano  objuczeni wszelkiego rodzaju ręcznymi walizkami (gdyż większych pakunków zabierać nie było wolno), piechotą na  dworzec.
           Większość sklepów, wszystkie masarnie, piekarnie, mleczarnie pozamykane, zaledwie na  ulicy Leona Sapiehy udało mi się kupić trochę czekolady. Na dworcu tłok, o kupieniu biletów ani myśleć nie można, szczęśliwy, komu udało się przecisnąć przez setki osób  stłoczonych w hali i poczekalniach, co  zwłaszcza dla dzieci połączone było wprost  z niebezpieczeństwem życia, gdyż publiczność, ogarnięta przesadną trwogą, nie myślała się kierować jakimikolwiek względami ludzkości w walce o dostanie się do peronu i do  pociągu. To też odetchnęliśmy z ulgą, skoro po godzinie znaleźliśmy się wszyscy razem w wagonie, co prawda w korytarzu, gdyż o jakichś  miejscach  w coupe nawet marzyć nie śmiałem. Dzięki uprzejmości jednak kilku wojskowych udało mi się znaleźć kawałek miejsca dla  żony i drobniejszych dziatek.
............................................................
Trudno o opis tych scen, jakie od poniedziałku rozgrywały się na dworcu kolejowym. Chaos  na całej linii i zgiełk panował tu niebywały. Na tem tle pełno scen, nie pozbawionych prawdziwie wstrząsających przejść tragicznych. Ruch  gorączkowy, ścisk brutalny, krzyk dzieci  - tworzyło to wszystko tylko jeden epizod  na kartach nadciągającej burzy wojennej.
.............................................................

Kiedy dnia 2. września około 6 wieczorem latawiec nieprzyjacielski pojawił się nad Lwowem i padły strzały na dworcu, niepewność zamieniła się w szaloną panikę, która zwiększała się na  widok gwałtownie cofającego się wojska w kierunku rogatki grodeckiej. - Pióro najbardziej subtelnego pisarza nie zdoła opisać paniki, którą wywołało  ostrzeliwanie samolotu przez mały oddział wojska, zdążający do dworca. Setki osób, przeważnie kobiet, które zalegały dojazd do dworca, nie zoryentowawszy się, kto i do kogo strzelają, rzucił się  w popłochu do  miasta. ,w tym szalonym strachu  przewracano na ziemię słabszych, po których falangi tłumu  przechodziły, dzieci gubiły rodziców, żony mężów - a kto mógł, krył się  w bramach lub w sklepach na pół otwartych.

...........................................................................
To między innymi z powodu takich opisów doszedłem do wniosku, że starzy i zapewne schorowani rodzice - Herman Lehm z żoną nie opuścili miasta, a tylko adres na Rzeźnickiej zamienili na bardziej przyjazny u kogoś z rodziny (Józefa, Berty?).
Na pewno nie trafili do Fryderyka (choć może do jego mieszkania które zapewne pozostało puste), gdyż Fryderyk uległ panice i z falą uchodźców opuścił miasto. Zapis z miejsca tymczasowego osiedlenia wskazuje, że były z nim jeszcze 3 osoby - to zapewne  11 letni wtedy syn Edward, jego matka? A kto ten trzeci?
Muszę jeszcze raz postawić znak zapytania, choć ogłosiłbym zagadkę, gdybym tylko znal odpowiedź  :)
Schronienie znaleźli w Gablonz nad./ W.
(https://i.imgur.com/aOZJjLv.jpg)
 I tu, przyznam,  zgłupiałem – gdyż pomocny internet bez namysłu wskazuje Jablonec w Czechach.
Sęk w tym, że Jablonec jest nad Nysą, no i dość daleko? 
Nie, że to niemożliwe...ale tak daleko? Być może jednak  były jakieś Jabłonki nad Wisłą, bo ta rzeka jako kres ucieczki pasowałaby mi bardziej...hmm?
 Na szczęście nie ma to większego znaczenia, gdyż już w roku 1916 Fryderyk jest znów we Lwowie, w swoim mieszkaniu i w swojej pracy. Ot, rosyjski sukces szybko zamienił się w odwrót i w czerwcu roku 1915 Lwów został „odzyskany”. Odzyskany przez Austro-Węgry, jeszcze nie dostrzegające damoklesowego narzędzia, które już zaczęło opadać celując rewolucyjnym ostrzem w zachwyconych chwilowym tryumfem „centralnych” władców, ostatnich spadkobierców XIX-wiecznych tradycji.
 I ich poddanych również.
Tu skończę, więc część druga niewykluczona.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 31, 2019, 09:38:31 am

liv! - liv! - liv!!!
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 31, 2019, 07:19:37 pm
Nie wiem o co chodzi z tymi tańczącymi na kulce laleczkami.  ???

Nawiasem pisząc, z punktu archiwisty-amatora to wyjątkowo korzystne, że rodzina Lehmów nie odjęła sobie tego "h" jak niektórzy sugerują, przynajmniej przed 1945 rokiem. Bo gdyby tak zrobiła, to po robocie (mojej)!   - wrzucenie w wyszukiwarkę grubaśnej księgi hasła "lem" generuje setki a czasem tysiące wyników - wszystkie Klemensy, Klementyny, Lembergi, alembiki etc. Taki to problem.  :)
 "Lehm"  z "h" od razu redukuje wyniki do kilku, kilkunastu - dużą konkurencją jest co najwyżej ród Lehmanów (od Brothers?).
Pomijam ryzyko pomieszania z ówczesnymi Lemami bez "h", bo takowi też byli - ot, przeglądając listę poległych "Orląt lwowskich" można znaleźć Józefa Lema - ten?
Aż się prosi dorobić heroiczny epizod do rodzinnej biografii, no ale... raczej z innych Lemów; 
https://www.ogrodywspomnien.pl/index/showd/55520 (https://www.ogrodywspomnien.pl/index/showd/55520)
Zresztą co tu gadać - "...i pakowaliśmy nasz dobytek do skrzynek. Napisałem na nich wielkimi literami; LEM. Ojciec chciał, żebym dodał imię, ale mu tłumaczyłem, ze to rzadkie nazwisko i nie ma we Lwowie drugiego Lema. Przychodzimy na dworzec, ładujemy nasze rzeczy do wagonu towarowego, a obok podnosi sie piramida skrzynek oznaczonych Władysław Lem - to była całkiem inna rodzina, z Łyczakowa".
Śnk
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 31, 2019, 07:28:27 pm
Nie wiem o co chodzi z tymi tańczącymi na kulce laleczkami.  ???

To są robo (https://www.murata.com/en-global/about/mboymgirl/mcheerleaders/technologies)-czirliderki (https://pl.wikipedia.org/wiki/Cheerleading), one Cię dopingują ;).
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 04, 2019, 04:45:09 pm
Fryderyk cd.
        Chwilowa stabilizacja jaka nastąpiła po odzyskaniu Lwowa przez Austro-Węgry i ukształtowaniu się frontu  w ramach wojny pozycyjnej daleko na wschodzie, została zachwiana w latach 1918-20. Nie znalazłem żadnych informacji o tym,  jak Fryderyk i cała rodzina Lehmów przeżyli konflikt polsko-ukraiński oraz wkroczenie wojsk polskich w październiku-listopadzie 1918. Jedyna niepokojąca wzmianka, że „coś było”  to ów ślad po kuli w lufciku okna na Brajerowskiej, o którym opowiadano małemu chłopcu, że to  z czasów walk roku 1918. Ale których?  Wynikły chaos przerodził się w pogrom lwowski o którym pisaliśmy z maźkiem tutaj;
https://forum.lem.pl/index.php?topic=928.585 (https://forum.lem.pl/index.php?topic=928.585)
Na razie nic więcej dodać nie potrafię.
       Niewątpliwie chwile grozy i złe wspomnienie roku 1914 wzbudziła ofensywa wojsk bolszewickich na Lwów w roku 192O. Też w sierpniu.  Szczęściem dla mieszkańców miasto nie zostało wtedy zdobyte, uratowane heroiczną obroną stacji kolejowej Zadwórze, która  opóźniła marsz konarmii Budionnego i przyczyniła się zresztą, do załamania całej bolszewickiej ofensywy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Zadw%C3%B3rzem (https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Zadw%C3%B3rzem)
Z perspektywy mieszkańców miasta, zwłaszcza tych zamożniejszych  zakrawało to niemal na cud.
       A sytuacja materialna Fryderyka zapewne do najgorszych nie należała. Dobra posada gwarantowała mu wzrost zamożności i, chyba, w życiu prywatnym nastąpiła istotna zmiana. Trudno powiedzieć dokładnie kiedy, gdyż sprawy znamy jedynie z dziecięcych relacji  Stanisława Lema, a zatem z przełomu lat 20- i 30-stych. W tym czasie Fryderyk ma już drugą żonę – ową ciocię Niunię, co może być zdrobnieniem imienia lub tylko pieszczotliwą nazwą. Cóż,  trudno cokolwiek o niej powiedzieć, może poza tym, że w związek z Fryderykiem weszła z wianem w postaci syna Seweryna. Syn nosił nazwisko Kahane (dość powszechne we Lwowie), zatem jest to nazwisko jego biologicznego ojca lub panieńskie matki. Wersję, którą sugeruje Agnieszka Gajewska o takim zinterpretowaniu słowa "synowiec" uznałem za najbardziej prawdopodobną.
Fryderyk zajął się nim dość troskliwie o czym napiszę dalej.

         Zapewne taka właśnie sytuacja skłoniła  Fryderyka do nabycia drugiego mieszkania na ulicy Kościuszki 2. Na Bernsteina została jednak kancelaria z opcją mieszkalną. Tak się składa, że wygląd drugiego  mieszkania znamy dość dokładnie z opisu młodego bratanka. Zatem przytoczę;
„Wuj Fryc mieszkał przy ulicy Kościuszki, niedaleko od Brajerowskiej i potrafiłem zajść tam sam, co się zresztą w praktyce nie zdarzało. Mieszkania tego zrazu się bałem, a to z powodu skóry niedźwiedziej, leżącej pośrodku salonu, o głowie z rozwartą paszczą i wyszczerzonymi zębami .... Wuja bardzo lubiłem, chociaż zażartował raz ze mną w okrutny sposób... Jeśli godziłem się  w ogóle chodzić na Kościuszki  to chyba ze względu na fortepian, czarny, wielki, na którym nikt nie grał. Lubiłem okazje szybkiego wyznęcania sie nad klawiaturą, bo gustowałem w silnym uderzeniu.... Oprócz licznych portier ciężkich a długich w których lubowała się druga żona wujka, ciocia Niunia, znajdowały się na Kościuszki meble bardzo odświętne – pewno fałszywe Ludwiki, pamiętam lustro złocone na czyichś nogach (lwa jakiegoś bodajże), gryfa na postumencie, drewnianego i malowanego, z małym, oklep jadącym murzynkiem, świecznik z tysiąca kawałków szkła tęczującego oraz ciekawy przedmiot; była nim stojąca w bezokiennej nyży wielka beczka z czerwonej miedzi, dokładnie bezużyteczna i dlatego intrygująca”
      Książki i inne prawnicze artefakty pozostały na Bernsteina. Czy zatem Fryderyk wprowadził się do Niuni?
Bo ewidentnie to ona rządzi w tym mieszkaniu urządzając je na sposób wielce mieszczański. Trudno orzec, zwłaszcza, że wkrótce na Bernsteina 7 zamieszkał dorosły syn „Niuni” – Seweryn Kahane. O takiej właśnie relacji Seweryna z Fryderykiem wspomniał żonie Stanisław Lem który przez czas jakiś tam, na Bernsteina 7, z nim mieszkał i nie ma powodów by miało być inaczej (A. Gajewska, ZiG, s. 113 przypis).
 Ze swojej strony mogę dodać tylko, że ten fragment ulicy Kościuszki  na którym mieściło się drugie lokum Fryderyka śmiało można by nazwać ulicą adwokatów. Naliczyłem ich tam, w okolicznych numerach,  pięciu - w tym jeden też pod dwójką. I wszyscy oni z tytułem doktora. Poza nimi; fryzjer, kawiarnia, czytelnia książek, hotel... ot, lwowskie Beverly  Hills  :)

    Podsumujmy, w połowie czasu między wojnami nasz bohater ma około 60 lat, gruby portfel, twardy melonik, dwa adresy,  dwie żony (acz z niuansami), dwóch synów (podobnie żonom) i prowadzi ustabilizowany tryb życia. Jest regularnym gościem u młodszego brata Samuela z którym, w dość wąskim gronie uwielbia grywać w karty. W niedziele braciszkowie, do których dołączył brat Pani Samuelowej - Gecel Wollner, dość regularnie organizują rozgrywki plenerowe (plus kręgielnia), na trawce w restauracyjnych ogródkach Pana Ruckiego. Czy były tam z nimi Panie?
     Tego Stanisław Lem nie wyjaśnia (jeździło się), choć sądząc z opisu zamieszonego w Wysokim Zamku, odtwarzającego świadomość i zachowania bawiącego się tam chłopca, który nieźle przecież dokazywał, opiekunek nie było. Ani w gruncie rzeczy opiekunów... no, może poza woźnicą Kramerem.
Poza kobietami uderza brak innych dzieci, choć nie powinno to dziwić. Gecel (Gienek) potomstwa jeszcze nie miał, a Fryderyk (Fryc)  miał już, ale dorosłe (wspomniani w WZ kuzyni-rówieśnicy - Mietek i Stefan występują w innej sytuacji).
Tak więc ostatnie dziesięciolecie pokoju w Europie wygląda z tej perspektywy dość sielankowo.
Kres przyszedł nagle, w 1939. Jeszcze był adres w książce adresowej z wiosny tego roku, numer telefonu, wzmianka w informatorze miasta Lwowa o praktyce adwokackiej, ale te coroczne przecież zapiski błyskawicznie się zdezaktualizowały.
(https://i.imgur.com/wlBUWbw.jpg)

 Tym razem Fryderyk nie zdążył uciec, a może nie chciał? Zbyt dużo musiałby zostawić? A i wiek nie sprzyjał...
 Wiemy tylko, z relacji Samuela i ustaleń Agnieszki Gajewskiej, że w roku 1942 został zamordowany przez Niemców, a  wcześniej wywieziony wraz z żoną „Niunią” do obozu zagłady w Bełżcu. (ZiG, s. 112)
W mieszkaniu na Bernsteina, przez które przewinął się też  dorosły już Stanisław , został jeszcze synowiec Fryderyka, Seweryn Kahane i jemu poświęcę ostatnie zdania. Mieszkał tam już wcześniej i zapewne wzorem ojczyma studiował prawo, a sądząc po tytule magistra w 1939 zakończył ten etap edukacji, choć w 1945 pojawia się już jako doktor.
(https://i.imgur.com/LRpdDhl.jpg)
Zatem jakoś przetrwał wojnę i wedle informacji z książki Agnieszki Gajewskiej pojawił się w Kielcach;
„W archiwum ŻIH zachowała się tylko jedna karta rejestracyjna dotycząca Kahane, z której wynika, że około roku 1945 miał 35 lat i był – podobnie jak Fryderyk Lehm – prawnikiem. Być może był synem drugiej żony stryja Fryca. Według relacji Rafaela Blumenfelda, Seweryn Kahane przybył do Kielc wraz z oddziałem partyzantów AK i zaraz po wyzwoleniu miasta podjął pracę na rzecz ocalonych” ( ZiG, s 113). Tam właśnie zginął od kuli żołnierza LWP  w trakcie wydarzeń znanych jako „pogrom kielecki’ w roku 1946.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pogrom_kielecki (https://pl.wikipedia.org/wiki/Pogrom_kielecki)
 I , skoro tytuł wątku brzmi "szkice genealogiczne" zakończę go powiązaniem dość aktualnym – otóż Seweryn Kahane został bohaterem wiersza napisanego przez młodego wtedy poetę Juliana Kornhausera – ojca żony obecnego prezydenta RP.
http://stronypoezji.pl/monografie/wiersz-o-zabiciu-doktora-kahane/ (http://stronypoezji.pl/monografie/wiersz-o-zabiciu-doktora-kahane/)
W ten sposób, wiążąc przeszłość z czasem obecnym, kończę tę część moich szkiców... choć sam nie wiem, czy na pewno.  8)
Tym niemniej chwilowo dziękuję za uwagę.  :-*
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: maziek w Sierpień 04, 2019, 06:02:51 pm
Wciąż z braku czasu nie mogę należycie... Ale jedno pytanie: SKĄD masz te wycinki? Poszedłeś do archiwum, czy to wszystko jest ogólnie dostępne via internet?
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 05, 2019, 11:02:59 am
Cytuj
Ale jedno pytanie: SKĄD masz te wycinki? Poszedłeś do archiwum,
No co Ty  ;D  Aż taki ideowy to nie jestem. Wszystko jest w necie. Te obrazki to zrzuty z ekranu plus strzałka dorobiona w PhSh.
Cytuj
czy to wszystko jest ogólnie dostępne via internet?
Na przykład - bardzo pożyteczna lektura  :)
https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/14034/edition/13343/content?ref=desc (https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/14034/edition/13343/content?ref=desc)
Ale zaraz wszystko to niee.. Archiwa i biblioteki prowadzą działalność digitalizacji zasobów, od lat. To ostatnio jedna z głównych szans dla absolwentów historii na pracę. Naprawdę szeroki front. Także źródeł przybywa i będzie przybywać. Gorzej z tymi niedrukowanymi - czasem skany są niskiej jakości.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 19, 2019, 11:15:05 pm
Czas na pierwszy remont.
Myślałem, czy nie poprawiać pierwotnych szkiców, ale nie - niech zostaną kulawymi.
Poprawki będą w aneksach, takich jak ten.
To tak!   8)
Pani Agnieszka Gajewska ma konkurentkę w śledzeniu dawnych tropów - Annę Mieszkowską. To głównie dzięki niej ten aneks.
http://www.annamieszkowska.pl/ (http://www.annamieszkowska.pl/)
Pani Mieszkowska uderzyła pod nieco innym kątem, pod kątem Mariana Hemara, ale siłą rzeczy bohaterowie tych opowieści się zazębiają.
Do rzeczonej rzeczy!  ;)
Najwięcej zmian muszę wprowadzić do odtworzonych losów Berty.
Zatem - Berta II
Przede wszystkim starsza siostra Samuela Lehma miała jeszcze jednego syna, najmłodszego - Fryderyka Hescheles (Fredka).

Także drzewko do poprawki, gdyż brakuje w nim;
-  córki Marii (ur. 1898) przez moje graficzne gapowe,
-  jest Henryk (ur. 1886),
-  jest Marian (ur. 1901)
-  i dodaję brakującego Fryderyka "Fredka" (ur. 1906)
Fryderyk przeżył wojnę pod zmienionym nazwiskiem Roman Gierszewski. Po wojnie "po cichu" reprezentował interesy emigracyjnego brata w kraju. Umarł w 1953.
Ale przeżył ktoś jeszcze!
Ktoś kogo Lem wspomina w Wysokim Zamku jako zmarłego.
Tu odsyłam jeden z moich domysłów w piach - ten;
Cytuj
Skoro i tak popełniłem nadmiar hipotez to dorzucę jeszcze jedną - nie wykluczam mianowicie, że pojawiający się w „WZ” kuzyni młodziutkiego Stanisława Lema – dwa lata starszy Mietek  i Stefan, to synowie „najmłodszej ciotki” czyli Anny.
No cóż - wszystko wskazuje, że są to synowie Marii de domo Hescheles a nie Anny z Lehmów.
Ba, Stefan żyje, lub żył do niedawna.
Otóż Maria, dwukrotnie zamężna matka dwóch synów; Mietka (ur. 1919) i Stefana (ur. 192... "starszy kilka lat" od Stanisława Lema. Oficjalnie 1933. Wyjaśnienie w linkowanej audycji radiowej). Maria zginęła w warszawskim getcie zimą 1942 roku. jej starszy syn, Mietek, także nie przeżył wojny. Stracił życie we Lwowie. Stefan żyje (pamiętając, że info sprzed kilku lat) mieszka w Polsce przy zachodniej granicy (Szczecin).
We Lwowie ta pięcioosobowa rodzina mieszkała na drugim piętrze kamienicy przy ulicy Jagiellońskiej 11. Później, już po śmierci ojca, znacznie skromniej, w lokalu numer 11, na trzecim piętrze domu przy ulicy Pełczyńskiej 10. W domu Hemara przy dawnej Jagiellońskiej od wielu lat mieści się Pierwszy Ukraiński Teatr dla Dzieci. Adres drugi to dzisiaj ulica Dmytra Witowskiego.
W nawiasach wstawki moje.
https://histmag.org/Marian-Hemar-poczatki-kariery-14502 (https://histmag.org/Marian-Hemar-poczatki-kariery-14502)
Daty, które wykoncypowałem sam, trochę mi zgrzytają...ale nie za bardzo, zatem prawie na pewno Mietek i Stefan to wspomniani przez Lema kuzyni z Wysokiego Zamku.
Synowie Marii Hescheles.
Stefan także zmienił nazwisko na Koronczewski i  wymieniał z Hemarem korespondencję np.
Matka Mariana Hemara Berta Hescheles w kwietniu 1940 r. pisała do syna do Rumunii: "Dlaczego w każdej kartce robisz mi wyrzuty, przecież o wszystkim Ci donoszę, powtarzając zawsze to samo - żyję - przecież to ważne, a nie jak". Przestała żyć w pierwszych dniach lipca 1941 r., zaraz po wkroczeniu Niemców do Lwowa. Nie zdążyła trafić do lwowskiego getta.

O śmierci matki Hemar dowiedział się we wrześniu 1945 r. z listu "wuja Lola", ojca pisarza Stanisława Lema.

Anna Mieszkowska, autorka biograficznej książki o Hemarze, odnalazła w Szczecinie siostrzeńca Hemara. Stefan Koronczewski jest synem jedynej siostry poety. W grudniu 1958 r. Hemar pisał do siostrzeńca: "Ja sobie przez całe długie lata nie przestawałem robić gorzkich wyrzutów, że was wszystkich, mojej Mamy i Mani, Twojej Matki, wraz z Tobą i z Fredkiem [Alfred Gierszewski, brat poety], nie wywiozłem ze Lwowa. Nie mogę dzisiaj myśleć ani pisać o tym. Przez lata nauczyłem się uciekać od imion i twarzy, które zostawiłem za sobą".

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,1459327.html?disableRedirects=true (http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,1459327.html?disableRedirects=true)

Do posłuchania (warto - jest też o Stanisławie Lemie w klimatach WZ, choć Pan ewidentnie ma kłopoty z chronologią);
http://radioszczecin.pl/245,21,03062012-marian-hemar (http://radioszczecin.pl/245,21,03062012-marian-hemar)
A wszystko to i więcej, w książce Anny Mieszkowskiej z której fragmentów, pośrednio, korzystałem.
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3852268/mistrzowie-kabaretu-marian-hemar-i-fryderyk-jarosy (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3852268/mistrzowie-kabaretu-marian-hemar-i-fryderyk-jarosy)

PS - coś dla lemologa.
W początkach swej kariery Hemar splagiatował wiersz Samuela Lehma "Na cel dobroczynny"
Ciekawostką jest, że przez dwa letnie miesiące 1924 roku Hemar kierował teatrzykiem satyrycznym Zdechły Kot. Drugą zaś… rodzinny plagiat! Odkryła ten fakt Mariola Szydłowska, badaczka lwowskiego okresu twórczości Mariana Hemara. 3 listopada 1921 w „Szczutku” Hemar ogłosił długi wiersz zatytułowany /Na cel dobroczynny/. Okazało się, że była to zmodyfikowana wersja utworu o tym samym tytule, który 9 marca 1907 roku w „Kurierze Lwowskim” opublikował jego wuj Samuel Lem (1879–1954). Wszystko zostało w rodzinie. I pewnie nikt by o tym nie pamiętał i nie wiedział, gdyby nie dociekliwość badaczki.
https://histmag.org/Marian-Hemar-poczatki-kariery-14502/2 (https://histmag.org/Marian-Hemar-poczatki-kariery-14502/2)

Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 24, 2019, 07:17:52 pm
Jest jakieś zamieszanie z rodziną Hescheles - więc chyba wyprodukuję drzewko genealogiczne z ich związkami z rodziną Lehmów.  :)
Oto, pani Gajewska w swoim sztandarowym jak na razie dziele, nie wspomina ani Henryka, którego córka Janina jednak się pojawia, ani też Fryderyka, ni Marii.
Ale może po prostu nie mieścili się w koncepcji pracy?
      Natomiast Pani Mieszkowska nie zauważa Henryka, który, być może podobnie, nie mieścił się w wyznaczonych ramkach?
Jan Marian Hescheles miał dwoje rodzeństwa. Starszą siostrę Marię... młodszy o 5 lat brat Fryderyk... We Lwowie ta pięcioosobowa rodzina mieszkała na drugim piętrze kamienicy przy ulicy Jagiellońskiej 11. Później, już po śmierci ojca, znacznie skromniej, w lokalu numer 11, na trzecim piętrze domu przy ulicy Pełczyńskiej 10.

     Owe 5 osób to; rodzice - Ignacy-Izak i Berta - oraz dzieci; Maria, Jan Marian-Hemar i Fryderyk "Fredek".
Zasadniczo wszystko się zgadza, gdyż najstarszy syn - Henryk zapewne mieszkał już osobno.
Teraz dopiero dociera do mnie, że Berta urodziła go mając 15 lat - w roku 1886. Ślub z Ignacym (1897) i kolejne dzieci to sprawa dużo późniejsza. Poza tym Henryk ideowo bliższy był syjonizmowi, gdy reszta rodziny wykazywała raczej tendencje asymilacyjne, stąd...chyba żyli trochę na odległość i być może też dlatego  nie pojawia się on we wspomnieniach pana Stefana obok innych wujków?
Mniejsza...chciałem co innego, w nawiązaniu do fragmentu z WZ

"Pamiętam, że raz okropnie pobiłem się ze starszym o dwa lata kuzynem Mietkiem (zginął w Warszawie, podobnie jak Stefan) przez nogę właśnie..."

   Stefan jak już wiemy przeżył i można go nawet posłuchać w lince w poprzednim liście. Natomiast dużo starszy Mietek zginął, choć zapewne nie w Warszawie a we Lwowie. Ale zachowało się jego zdjęcie i to mniej więcej z okresu gdy bawił się z niejakim Staszkiem, szacując tak .. na oko.
Nie wiem na ile naruszam prawa autorskie czy też naginam prawo cytatu z książki Pani Mieszkowskiej, zatem troszkę je ukryję (https://i.imgur.com/9uXXbJc.jpg).

     Wracając do opowieści Pana Stefana - jeśli ktoś jej wysłuchał, warto brać poprawkę na jego wiek. W książkowej relacji brzmi ona nieco inaczej różniąc się w szczegółach.  Na pewno nie pasuje czas.
Rodząc się w okolicach 1933 nie mógł bawić się kolejką z Staszkiem, w dodatku kilkukilometrową. Poza tym mama nie mogła mieć 48 lat (ani nawet jak w książce - 40stu), gdy go rodziła. Nie mam powodów by podważać datę z linkowanej przy Marii genealogi, choć po prawdzie nie udało mi się jej zweryfikować. Z niej wynika, że rodząc Stefana miała ok. 35 lat (Mietka - 21).
Trochę kłopotów sprawił natomiast ich ostatni adres na ulicy Zyblikiewicza. W KA z 1935 roku adresem ojca Stefana a drugiego męża Marii - Adolfa Wittlina jest ul. Batorego 32.
Jednak w kalendarzu z 39 już widnieje podawany przez Stefana adres, więc ten fragment brzmi dość wiarygodnie;
(https://i.imgur.com/d1qhPV6.jpg)
Zatem musieli się tam przenieść dosłownie na kilka lat przed wojną.

Przedziwne losy Stefana i Marii podczas wojny, ominięte w audycji...a, to może potem.
Z zabawnych spraw poruszonych w książce Pani Mieszkowskiej - no, że na ojca Lema mówiono Lolek, a na całą rodzinę Lolki to już gdzieś było...
"Odwiedziłem przed świętami Lolków, mają się bardzo dobrze i prosili abym Ci przesłał ich życzenia. Lolek, jak na swój wiek, trzyma się wyśmienicie i, co tak niezmiernie wzrusza, stał się nad wyraz podobny do naszej Kochanej Matki. On nie ma zamiaru nigdzie się ruszać, ale możliwe, że Fredek wyjedzie do Palestyny.
To z roku 1950.
Ale że na Stanisława wołali "Maciek" ? To pierwsze słyszę. Wiecie coś o tym?
Bo to takie ni z gruchy...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 26, 2019, 03:39:37 pm
Drzewko genealogiczne Hescheles - Lehm
(https://i.imgur.com/FQxSsFA.jpg)
Większość dat ma oparcie w źródłach - bezpośrednich, lub publikacjach książkowych czy internetowych, wcześniej już tu podawanych. Niektóre tylko wykoncypowałem z zdań typu: "pobiłem się ze starszym o dwa lata kuzynem Mietkiem", zatem ich wiarygodność zależy od pamięci wspominających.
Pomijając meritum - jak mocno widać zmianę modelu rodziny, z tradycyjnego - wielodzietnego, na ..hmm.. nowoczesny.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 28, 2019, 05:33:01 pm
Stefan
   Odtworzę losy Stefana na podstawie przywoływanej tu wielokrotnie książki Anny Mieszkowskiej  „Mistrzowie kabaretu. Marian Hemar i Fryderyk Járosy”. Postaram się pominąć te fragmenty, które zostały przedstawione w audycji radiowej, a jeśli powtórzę, to dla wykazania rozbieżności. Skupię się na okresie przed- i wojennym. Okres powojenny interesuje mnie mniej.
         Stefan urodził się w okolicach roku 1933 (autorka podaje możliwe  daty 34-35) jako drugie dziecko Marii z domu Hescheles i adwokata Adolfa Wittlina, który zresztą, jak wspomniał Stefan w audycji, rozwodził Marię z pierwszym mężem Henrykiem Grüssem (ojcem Mieczysława). Dzieciństwo spędził w luksusowych warunkach mieszkając z rodzicami w kamienicy na ulicy Zyblikiewicza 41.
     Po wybuchu wojny, jak opowiada Stefan w audycji radiowej, on zamieszkał u babci Berty a rodziców wywieźli Sowieci. Najpierw ojca , potem matkę. W wersji książkowej tego fragmentu nie ma – jest tylko, że ojciec umarł na chorobę serca jesienią 1939 (co nie wyklucza wersji radiowej zwłaszcza, że Stefan nie był na pogrzebie). Natomiast matka o ile była uwięziona, to wróciła.
    Po wejściu Niemców  kilkuletnie dziecko widziało śmierć babci-Berty rozstrzelanej na ulicy a potem, z matką wyjechali do Krakowa, do rodziny ojca.  Długo tam nie zostali przemieszczając się  do Warszawy - do mieszkania wuja Hemara, gdzie mieszkała już tylko, pilnując lokalu,  jego teściowa Józefa Modzelewska. Pobyt w nim był chyba wielce ryzykowny,  gdyż Maria zdecydowała się przedostać  do getta, gdzie znalazła pracę  na stołówce. Jakiś okres właśnie tam „koczowali”, jednak po pewnym czasie Maria zorganizowała  ewakuację syna. Odbyło się to z pomocą wujka Fredka-Fryderyka, który  ukrywał się po stronie „aryjskiej”. Akcja się powiodła i w jej następstwie Stefan ukrywał się u zaprzyjaźnionej rodziny Witowskich.
Maria została w getcie.
      Pobyt u rodziny Witkowskich nie trwał długo, zagrożeni denuncjacją szmalcowników postanowili zmienić miejsce ukrycia Stefana – i... tu następuje najbardziej nieprawdopodobna część historii...
W trakcie poszukiwań nowego lokalu, pani Witkowska z córkami i Stefanem udała się do kościoła, by właśnie tam szukać pomocy u zaprzyjaźnionego księdza. W trakcie negocjacji w zakrystii Stefan odłączył się od grupy i – się zagubił.
Stojąc i płacząc w nieznanym mieście został zauważony przez przechodnia, który mu pomógł.  Jednak na pytanie jak się nazywa („ w kilkuletnim chłopcu odezwał się instynkt samozachowawczy”), by ukryć pochodzenie, podał nazwisko kolegi z podwórka  z czasów dzieciństwa na Zyblikiewicza, syna mieszkającego na parterze lekarza Koronczewskiego. W  ten właśnie sposób został Stefanem Koronczewskim. Sam z niedowierzaniem przyglądałem się tej opowieści, ale...
(https://i.imgur.com/MutDd5t.jpg)
Ludzie, którzy uratowali Stefana oczywiście zorientowali się, że jest żydowskim dzieckiem i znaleźli mu w miarę bezpieczne miejsce na przetrwanie – prowadzony przez księży sierociniec na Woli, będący pod opieką RGO (https://pl.wikipedia.org/wiki/Rada_G%C5%82%C3%B3wna_Opieku%C5%84cza_(1940%E2%80%931945)). Tam też  wyrobiono mu metrykę na nowe nazwisko.
Tuż przed powstaniem sierociniec ewakuowano poza Warszawę. Po wojnie Stefan Koronczewski, uznany za sierotę, zaliczył jeszcze inne sierocińce, zdobył wykształcenie i zamieszkał w Szczecinie.
Z rodziną, która przeżyła odzyskał kontakt przypadkiem, dopiero pod koniec lat 50-tych.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Wrzesień 24, 2019, 07:06:05 pm
Wtorek dzisiaj?
Wtorek, zatem zapraszam na niedzielny spacer do ogródka Pana Ruckiego, tuż za Rogatkę Stryjską. Może być spacer jesienny.
W niedzielę, latem czy jesienią, jeździło się zwykle za miasto , zawsze w to samo miejsce, mianowicie do restauracyjnego ogródka miejskiego pana Ruckiego, który znajdował się przy szosie stryjskiej, koło rogatek. Płacenie myta było interesująca i zabawna przerwą jazdy, podczas której siedziałem oczywiście na koźle. (...) Musiałem wynajdować sobie zajęcia na długie godziny, gdy ojciec, wuj Fryc i reszta towarzystwa siedziała pod owocowymi drzewami grając w karty; była u Ruckiego kręgielnia, ale długo nie miałem dość sił, by rzucać wielką drewnianą kulą (...) właziłem w maliny, gdzie było sporo okrutnych pokrzyw, w ostateczności podkradałem się do grających.
„Wysoki Zamek”

To wcale nie było łatwe – odnaleźć miejsce.
Wygląda, że kawiarnia Ruckiego została jedynie w pamięci Stanisława Lema. Na szczęście pomógł znakomity, szczegółowy ” Przewodnik po Lwowie” panów Adama Kulewskiegi i Przemysława Włodka. Jest w nim i o Lemie.
https://merlin.pl/lwow-przewodnik-adam-kulewski-przemyslaw-wlodek/2207254/ (https://merlin.pl/lwow-przewodnik-adam-kulewski-przemyslaw-wlodek/2207254/)
Okolica kawiarni to było miejsce wszelakich sportów. Z jednej strony tereny Targów Wschodnich, z drugiej boiska ówczesnych klubów sportowych. Pan Rucki zainstalował się z biznesem na terenach rozległych, zapewne łąkowo-krzaczastych  należących do Parku Towarzystwa Zabaw Ruchowych, zamkniętych od zachodu Potokiem Wuleckim;

„W 1904 r. dzięki inicjatywie grupy entuzjastów powstało Towarzystwo Zabaw Ruchowych, które potem odegrało znaczącą rolę w historii polskiego sportu. Kazimierz Hemerling tak wspominał to wydarzenie: "Towarzystwo, którego założycielami byli obok dr. Eugeniusza Piaseckiego propagatorzy zabaw na wolnym powietrzu Edmund Cenar, Edmund Naganowski, Władysław Hojnacki, dr Karol Hornung i Maria Germanówna, dokonało we Lwowie z miejsca prawdziwego przewrotu. Sporty jak: narciarstwo, saneczkarstwo, piłka nożna, koszykówka, palant, lawn-tennis, szermierka, łucznictwo, pływanie były wnet owocami działalności Towarzystwa, a młodzież się do nich z całym zapałem garnęła".
http://www.lwow.home.pl/sport/sport.html (http://www.lwow.home.pl/sport/sport.html)
Być może pierwotnie był jakiś skromniejszy obiekt gastronomiczny, jednak na mapach z lat 20-stych nic nie widać. Budynek  główny powstał dopiero pomiędzy 1928 a 1931 rokiem., gdyż na mapie z tego roku już jest. Zatem wyobraźmy sobie dorożkę, wsiadamy na Brajerwoskiej i wioo...bacikiem -  w niedzielne przedpołudnie, na południe.
(https://i.imgur.com/EyUDevX.jpg)
Dojechaliśmy;
(https://i.imgur.com/fgUxtGp.jpg)
"Wyjeżdżaliśmy za miasto do ogrodu pana Ruckiego. (...) Z restauracji ogrodowej Ruckiego pamiętam cztery ciekawe rzeczy. Po pierwsze kręgielnię; kule były tak wielkie, że miałem nie lada trudności z ich ujęciem. Po drugie olbrzymią huśtawkę, w której siedziało się w czymś w rodzaju wielkiej łodzi. Po trzecie gąszcze malinowe tak przerośnięte pokrzywami, że do tej pory jestem zdziwiony, kiedy widzę maliny które wcale nie parzą. Po czwarte wreszcie, sadzawkę, w której łowiłem ryby. Raz złowiłem rybę wielkości palca, ale zrobiło mi się jej żal i z powrotem wypuściłem ją do wody. Nasz dorożkarz , z którym te wyprawy odbywaliśmy nazywał się Kremer; dojechawszy na miejsce, odprzęgał konia, zamiast siodła kładł pled czy sukno i jeździłem trochę konno."
Fiałkowski,  ŚnK

Obecnie w miejscu kręgielnio-restauracji stoi blok mieszkalny odtwarzający z grubsza bryłę wcześniejszego budynku.
Widok z góry
https://i.imgur.com/TKodvuP.jpg (https://i.imgur.com/TKodvuP.jpg)
Zainteresowani mogą wskoczyć w Street-view i obejrzeć dokładniej rzeczony obiekt, jest nawet zdjęcie, ale nic tam ciekawego – ot blok jak blok.
 Stryjska 84.

Po przydługim wstępie chciałem odtworzyć jeszcze, a cóż to za towarzystwo ("gdy ojciec, wuj Fryc i reszta towarzystwa") bywało w rzeczonym ogródku?
Ile osób mogła pomieścić  dorożka? Piszą, że cztery dosrosłe, może z dzieckiem piątym?
Niewątpliwie trzon to Samuel Lehm i jego brat adwokat Fryderyk - to chyba stały skład do gier karcianych. Z relacji Wojciecha Orlińskiego wynika, że kolejnym towarzyszem owych rozrywek był przyjaciel Samuela – Karol Kołodziej, notabene ze Stryja. Też laryngolog (coś on mi ucieka z ksiąg adresowych, hmm...).
„Głowy rodzin łączyła wspólna wojenna przeszłość oraz pasja do brydża i innych gier karcianych. Kołodziejowie należeli do kręgu znajomych, z którymi rodzice Lema jeździli w niedzielę „za miasto – płaciło się wtedy myto przy rogatkach” (...) „by rżnąć w karcięta”.
W.O. , Lem. Żnztz
Więc brydż, czyli przynajmniej czterech.
Zatem brutalnie usuwam z dorożki Panie – serdecznie przepraszam, jednak raz - nie pomieszczą się, dwa -  z wszelakich śladów wynika, że tam kobiet zwyczajnie nie było.
Kim byłby ten czwarty?
 Tu pełnej pewności nie mam, ale najprawdopodobniej czwartym do brydża był kolejny lekarz, mieszkający tuż obok Lehmów w tej samej kamienicy i  właśnie pod koniec lat 20-stych też został doktorem (vide anegdoty lemologa), brat żony Samuela, Sabiny – dr Gecel Wollner.
Zatem w magicznej dorożce turlali się po kocich łbach trzej doktorzy i jeden adwokat, oraz wciśnięty pod opiekę mały Stanisław tuż obok woźnicy oglądający zad konia. Pewnikiem, czasem dostawał pozwolenie od dorożkarza z którym się zakolegował, na symboliczne machnięcie biczem.
Ewentualne damy do towarzystwa i potencjalny inny przychówek wymagałyby kolejnej dorożki.

Ale w rzeczonym miejscu bywał jeszcze ktoś – młodszy, mniej więcej w wieku najmłodszego w towarzystwie, Gecela – Marian Hescheles, czyli Hemar. Jednak on raczej wolał szachy.
W każdym razie jedna ze znajomych odwiedziła powojenny Lwów i wspominała w liście do przyjaciela tak; „Byłam u Orląt i na Łyczakowskim, oraz na Zamku. Pojechałam na Stryjską szosę, tam gdzie grywałeś w szachy  i u Zaleskiego, i u Baderów, na starym rynku w tej knajpce...”
A. M., op.cit.
Jeżeli Hemar bywał „U Ruckiego” to raczej incydentalnie, gdyż od połowy lat 20-stych mieszkał już w Warszawie.

Kule w kręgielni, jednej z nielicznych we Lwowie, z czasem znacznie zmalały i potoczyły się hen, wytartą koleiną czasu, może po drodze zbiły kilka figur by ostatecznie zapaść w otchłań machiny. Mechanizm zwrotny po kolejnym nawrocie odmówił współpracy i ot – zniknęły na dobre.
Miasto już dawno temu wchłonęło własne rogatki i  kto by tam pamiętał o jakiejś knajpce - tym bardziej kulach bilardowych sprzed prawie stu lat.   
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Październik 26, 2019, 11:11:47 pm
Stanisław Lem - Stanisław Ulam

maziek
Cytuj
Cytat: Q w Maj 21, 2008, 03:44:47 pm
"Mój znajomy, zmarły już słynny polski matematyk Stanisław Ulam, wprowadził zasadę aktywnej współpracy z komputerem."
Ciekawe, kiedy sie poznali. Ulam w swojej książce nie wspomina o Lemie, lecz nic w tym dziwnego, bo skupia sie ona wyłącznie na matematyce (czy raczej życiu w cieniu matematyki).
maziek
Cytuj
Zastanawiałem się nad tym, ale wykluczyłem na podstawie różnicy wieku - Ulam w 1939 r., w wieku 30 lat przypadkiem wyjechał na zawsze do USA a Lem miał wtedy lat 18. Czyżbym zbyt pesymistycznie sądził?
Terminus
Cytuj
Wyglada na to, że na temat znajomości Lema z Ulamem nie można wiele powiedzieć bez zasięgnięcia "do źródła", np. do rodziny Lema. Raz zdarzyło mu się nazwać go 'znajomym', jak wiadomo, i wiadomo także, ze razem mieszkali i zaczynali kształcenie we Lwowie. To tylko dywagacje, ale może poznali się na uczelni, a potem 'znajomość' wyglądała tak, że gdy już obaj Stanisławowie byli znani, napisali do siebie jakiś list od czasu do czasu. Kto wie.
Q
Cytuj
Cytat: Terminus w Maj 26, 2008, 11:12:07 am
wiadomo także, ze razem mieszkali i zaczynali kształcenie we Lwowie.

Ha, czyli z tą młodością jednak miałem rację! (Coś mi świtało, ale nie byłem pewen skąd to wiem.)

BTW: w polskiej Wikipedii pojawia się zdanko:

"Istnieją także opinie, że Lem był kuzynem lwowskiego matematyka Stanisława Ulama, członka projektu Manhattan"
http://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Lem

Ciekawe skąd wzięły się te "opinie" i ile w nich prawdy?
...
Zaciekawił mnie ten wątek jako że ostatnio przyglądałem się trochę genealogii Lemów i  ogólnie historii Lwowa.
Na żadne ślady pokrewieństwa Ulamów i Auerbachów (linia matki Stanisława) z rodem Lemów nie trafiłem. Natomiast znajomość jest wielce prawdopodobna.
A nawet pewna, skoro wydawca Lema -  Rottensteiner, napisał;
"Od czasu do czasu dostał on z Rosji pismo Priroda, a po powrocie do Polski otrzymywał je jako część swoich, wówczas praktycznie bezwartościowych, rosyjskich tantiem. Otrzymywał też Scientific American - najpierw jako prezent od fizyka jądrowego Stanisława Ulama, który był Polakiem z pochodzenia" *

 Tropy są dwa – wiedeński i prawniczy, splecione zresztą.  Oraz... adresowy.  :)
Może zacznę od tego że rodzina Ulamów była bardzo zamożna i znana we Lwowie w początkach wieku. To przede wszystkim bracia -  sztandarowy architekt miasta Michał, dalej Jakób - bankier, zdaje się przedstawiciel Rothschilda, który założył z czasem własny Ulambank.
(https://i.imgur.com/Nl9eqig.jpg)
 W końcu Józef - adwokat lwowski (1877-41) (https://www.findagrave.com/memorial/123020764/jozef-ulam) ojciec Stanisława Ulama.
(https://i.imgur.com/t9tedFd.jpg)
 Z tego trop pierwszy.
Otóż o kilka lat starszym adwokatem był też Fryderyk Lehm (1869-1942). Osiem lat różnicy w tym nie aż tak licznym środowisku to niedużo i sądzę, iż można założyć z dużym prawdopodobieństwem, że panowie się znali. Być może nawet Fryderyk był kimś w rodzaju „starszego kolegi”?
 Zatem, zapewne też się spotykali, czyli Stanisław Lem, częsty bywalec u wujka Frojema mógł tam spotkać starszego syna wujkowego kolegi Józefa Ulama - też Stanisława.
A nawet synów, gdyż Stanisław Ulam miał młodszego brata Adama (obaj wyjechali razem do USA tuż przed wojną).
Dodatkowo młodszy,  Adam Ulam (ur. kwiecień1922), był praktycznie równolatkiem naszego Stanisława Lema.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Adam_Ulam (https://pl.wikipedia.org/wiki/Adam_Ulam)
Warto jeszcze dorzucić ten fakt, że  syn Fryderyka Lehma z pierwszego małżeństwa - Edward, chodził do tej samej szkoły co starszy Ulam (VII Gimnazjum).
Tuż po wojnie, w roku 1921, Edward Lehm był w klasie maturalnej - czyli VIII, a Stanisław Ulam w IIa tejże szkoły. Ot, 6 lat różnicy.
Zatem impreza rodzinna u Fryderyka (trochę patchworkowa) na Kościuszki 2 jak się patrzy  (powiedzmy w roku 1930-stym) a na niej -  z dziatwy starszej; koledzy szkolni Fryderykowy syn Edward L. lat 27 ze Stanisławem Ulamem. lat 21,  oraz dwa brzdące;  Adaś Ulam lat 8, ze Staś Lem lat 9.
   O, i mógł tam jeszcze kręcić się tam Seweryn Kahane (lat 20)  kandydat na prawnika. A może nawet wszyscy jeździli razem za Rogatkę Stryjską do Ruckiego?
Z napisanego widzę, że Lem znal raczej Adama niż starszego Ulama. Marginesem, Adam napisał książkę wspominkową
https://books.google.pl/books?id=6ck3DwAAQBAJ&printsec=frontcover&hl=pl#v=onepage&q&f=false (https://books.google.pl/books?id=6ck3DwAAQBAJ&printsec=frontcover&hl=pl#v=onepage&q&f=false)

Drugi trop – c.k. wiedeński.
Otóż Ulamowie z młodym Stasiem spędzili czas Wielkiej Wojny częściowo we Wiedniu a częściowo wędrując za ojcem oficerem po czeskich okolicach (np. w Ostrawie). Podobnie Fryderyk Lehm z rodziną – i jako adwokaci,  lwowscy emigranci, mogli trzymać się razem. Wprawdzie Fryderyk w tym Gablonz (Jabloncu nad Nysą), ale w samym Wiedniu przebywali wtedy też Hescheles czyli m.in. Berta Hescheles-Lem z młodym Hemarem.
 Zresztą być może podczas tej niełatwej emigracji się poznali?
Ale może też znali się wcześniej, gdyż Berta mieszkała we Lwowie na Jagiellońskiej, którą wspomina Lem, a przy tej ulicy mieszkanie miał akurat Michał Ulam...hmm.
Może obok...trzeba by sprawdzić ale nie chce się...  :D *
Czyli,  trudno stuprocentowo coś orzec, ale jak widać okoliczności do zaznajomienia się było dużo i sądzę, że to niemal pewne – skoro Stanisław Lem wypowiedział się o Stanisławie Ulamie jako o znajomym.

* Ulica na której mieszkali Ulamowie przed I wojną, 3-maja, to dwa kroki od Brajerowskiej. I trzy od Bernsteina oraz Rzeźnickiej. Ogólnie ten sam wąski fyrtel. Musieli się mijać, choćby na spacerach. Po wojnie Ulamowie (od Józefa) przeprowadzili się jeszcze bliżej Brajerowskiej, na ul. Kołłataja 12.
W gruncie rzeczy, w okresie międzywojennym, Ulamowie byli z Lemami bliskimi sąsiadami. Z "podwórka obok".
(https://i.imgur.com/HWyhy65.jpg)
* Franz Rottensteiner,  „A Robinson in the Sea of Information”.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Styczeń 01, 2020, 08:47:35 pm
Kolejny secik do szkicownika, choć zmienia się on coraz bardziej z genealogicznego w topologiczny.  :)
 A wszystko przez fragmenty z II tomu Czasu Nieutraconego. Jest tam, w rozdziale „Realność” opisana pewna kamienica na którą dybie szwarccharakter Dolaniec.
I tak sobie czytam, czytam,  dość szczegółowy opis obiektu i otoczenia, bardzo szczegółowy – i  jakbym znał te miejsce. Hmm...ogródki Ruckiego? Lem bywał tam regularnie dzieckiem, więc pewnie się napatrzył.
Przypomnę mapkę
(https://i.imgur.com/fgUxtGp.jpg)
A teraz cytat;
„Dom ... znajdował się na krańcu miasta, z dala od głównych dróg, pośród niskich, wiejskich całkiem chałup i murowanych domków jednorodzinnych. Rozpościerały się za nim ogródki działkowe, a dalej koszary imitujące miasto pięciorzędem długich budynków, ale przez przeloty między nimi łyskaly wodne oka glinianek i zarosłe zielskiem parcele. Dom był dwupiętrowy, o czterech oknach frontu. Okalał do drewniany parkan ... Z najwyższego piętra widziało się puste place, z rzadko porosłą przykurzoną roślinnością i stojące w dali rozrzucone nieregularnie inne piętrowe budynki zlewające się u horyzontu z przyziemnymi dymami miasta”

Z innego fragmentu możemy dowiedzieć się, że z niektórych okien widać dawne korty
„W trzecim pokoju... wychodził dużymi oknami na korty tenisowe i rzadki za nimi lasek..”

Mieszkaniec tego mieszkania „w niedzielę przyglądał się przez lornetkę grającym na kortach tenisistkom”

Czy ten opis nie przypomina widoku na plac Towarzystwa Zabaw Ruchowych (mieli korty) lub któreś z okolicznych boisk (Czarnych lub Pogoni) ? Innych tak nasyconych obszarami sportowymi  miejsc we Lwowie nie ma.
Alternatywny opis tego terenu można znaleźć w Wysokim Zamku.

I skoro już się przyzwyczaiłem do  „odkrycia”, brnę dalej  :D
Jeśli podstawą opisu (bardzo szczegółowego, stąd zwróciłem uwagę) jest ten dom co mi się zdaje – to można obejrzeć jego zdjęcie współczesne, do którego wcześniej zniechęcałem .
https://i.imgur.com/6TdgRA5.jpg (https://i.imgur.com/6TdgRA5.jpg)
Satelitarny widok miejsca można zobaczyć dwa listy wcześniej - przy spacerku do Ruckiego
Hmm, nie wszystko się zgadza, ale akurat on oddziela, podobnie jak wksiążkowo zakupione przez Dolańca parcele od drogi.  I ma dwa piętra.  ::)
Więc jeśli to ten – to tam właśnie ulokowana został firma Rohstofferfassung. Firma istniejąca w rzeczywistości – próbowałem ustalić jej siedzibę, ale się nie udało.
Może ktoś z czytelników ma taką wiedzę?
 Jest pewna przesłanka z książki – jej pojazdy stacjonowały tuż obok rogatki stryjskiej, na terenie dawnych Targów Wschodnich.

Same parcele z chaszczami i terenami sportowymi to nie koniec. W opisie pojawiają się koszary wojskowe, z charakterystycznymi długimi budynkami...zerknijmy kawałek dalej na mapę.
Za Wulkę.
(https://i.imgur.com/FHgsaax.jpg)
Znów nie pasuje drobiazg  – jest tych budynków nie pięć a sześć, ale czytając o nich a potem widząc mapę przez moment nie miałem wahań – teraz już trochę mam.  :)
Tym niemniej kolejny element jakoś by pasował do hipotezki.
Oczka wodne zapewne też tam były, bo jest rzeczka, zarosłe zielskiem parcele (te które kupił Dolaniec?) też. Niewykluczone, że dawne tereny sportowe, po wybuchu wojny zostały zwyczajnie zaniedbane, więc zarosły.

Czyli - jaka to hiprotezka?
Ano, taka – że geografia dwóch pierwszych tomów  Czasu Nieutraconego dzieje się we Lwowie.
Podobnie zdaje się napisała Pani Gajewska. Ja ją bym tylko jeszcze bardziej ograniczył, zawęził do tego obszaru, który Lem zapamiętał z wycieczek „za rogatkę stryjską”. A potem obudował fikcyjną geografią bierzyniecko-kielecką.
Oczywiście chodzi o kluczowe wojenne fragmenty.
To wyjaśniałoby paradoksy czasowe nad którymi biedziłem się w dyskusji w akademii Lemologicznej.
 O, takie;
 Z czasem, czasem  ;) dzieją się dziwne rzeczy. Trzyniecki wyjeżdża z Bierzyńca do chorego ojca rankiem, pociągiem. Jest przed obiadem, rozmawia z ojcem, załatwia sprawy na mieście, wraca – ojciec je obiad. Doktor musi wrócić tego samego dnia, więc wraca (popołudnie?). Jedzie pociągiem z konspiratorem, pewno kilka godzin, bez przesiadki – powinien by wieczór. Ale po powrocie do szpitala, widzi jak pacjenci udają się na obiad. Tu rzeczywiście Lem odpuścił.
Tu więcej
https://forum.lem.pl/index.php?topic=600.90 (https://forum.lem.pl/index.php?topic=600.90)

Cóż, większość rozważań topologicznych tam zawartych chyba trzeba odesłać do krainy pomyłek w dobrej wierze.

A sam zakład „sanatorium”– w nieistniejącym Bierzyńcu?
To już ostatni ruch wzroku – poproszę oczy mocno w lewo – za rogatką wulecką.
(https://i.imgur.com/rc5hBPf.jpg)
(https://i.imgur.com/eSIBvk9.jpg)
Czyżby to właśnie Bierzyniec?
"...aż nagle zza grupy drzew ukazało się łagodne wzgórze, od południa porosłe niskim zagajnikiem. Na jego szczycie szarzał masyw budynków otoczonych ceglanym murem...przed ciemną bramą wznosił się ...łuk kamienny z niewyraźnym napisem... CHRISTO TANSFIGURATO....widział z okna zamglone klomby, niewyraźne pawilony jeden za drugim, z dalszego wznosiła się turecka, czy mauretańska wieża - nie znał się na tym."
https://lwow.info/zaklad-w-kulparkowie/ (https://lwow.info/zaklad-w-kulparkowie/)
(https://i.imgur.com/HJllOTi.jpg)
Czy wieżyczka się zgadza?
(https://lwow.info/wp-content/blogs.dir/1/files/kulparkow1_2018/20180507_160028.jpg)

Średnio, co? ...:)
Zakład w Kulparkowie przewija się w książce Pani Gajewskiej (od strony 81), ale ostatecznie skręca ona w kierunku tezy, że zakład bierzyniecki jest metaforą getta lwowskiego. Jedną z przesłanek jest wieżyczka w stylu mauretańskim stojącego tam szpitala izraelickiego. Ta
(http://www.lvivcenter.org/image.php?pictureid=47&maxx=420&maxy=308&fit=fitxy)

A może jedno nie wyklucza drugiego?
Jasne, jest sporo wątpliwości. 
Sprawdziłem inne miejsca we Lwowie i owszem, jest jeszcze kilka które mogłyby pasować – ale nie tak bardzo jak wyżej opisane. Jednak ten krajobraz musiał zapaść głęboko w pamięć młodego Stanisława, skoro był odtwarzany jeszcze później, w Wysokim Zamku.

PS. Sam Dolaniec twierdzi wprawdzie, że parcele kupił na Podzamczu - a to zupełnie inny region Lwowa.
Ale ja mu nie wierzę.  8)
Tam nie ma rozległych chaszczy, kortów... i "sanatorium".

Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Kagan w Styczeń 01, 2020, 11:04:02 pm
Liv - hurtem:‎
‎1. „Z dość pewnego źródła wynika, że było ich 12 przynajmniej pod koniec II wojny. W ‎czasach małego Stanisława musiało być podobnie.” - Niekoniecznie, gdyż mieszkania mogły ‎być podczas wojny czy też po niej podzielone na części.‎
‎2. Faktem jest, że Le(h)mowie mieszkali na Brajerowskiej.‎
‎3. Żaden to cud, że mimo zejścia Mojżesz Lehm zmarły w roku 1895 wciąż występuje jako ‎właściciel tejże realności w książce adresowej Lwowa z roku 1897. Przecież nie takie cuda ‎widzieliśmy podczas i po prywatyzacji kamienic w Warszawie i nie tylko w Warszawie. ‎Nieżyjący osobnicy odzyskiwali całkiem realnie istniejące nieruchomości. A podobnie było ‎przecież i przed wojną (kapitalizm realny!).‎
‎4. Ciekawe: na 7 Lehmów, tylko jeden (kolejarz) żyje z uczciwej pracy własnych rąk i własnego ‎mózgu.‎
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Luty 19, 2020, 07:16:38 pm
Cytuj
Stanisław Lem - Stanisław Ulam
To ja tu tropię szperam, wygrzebuję potencjalne relacje Stasiów dwóch (wpis z 26-X-19) a za chwilę wystarczy zasiąść przed telewizorem i wszystko się wyjaśni  :D samo.
A poważniej - ciekawe, czy ten trop został zauważony, czy w ogóle pojawi się jakiś Lwów?
W tym;
https://www.onet.pl/film/onetfilm/geniusze-zwiastun-filmu-o-polskim-matematyku-kim-byl-stanislaw-ulam/beg18sz,681c1dfa (https://www.onet.pl/film/onetfilm/geniusze-zwiastun-filmu-o-polskim-matematyku-kim-byl-stanislaw-ulam/beg18sz,681c1dfa)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Maj 17, 2020, 03:03:49 pm
Czas wrzucić kolejny kamyczek, pół roku leniuchowania chyba wystarczy.  :)
 Tym razem o czasach okupacji, gdyż zainteresował w nich drobny wątek, czytelniczy – a gdzież to Stanisław Lem zaopatrywał się - czyli kupował i wypożyczał, książki?  Bo raczej nie w publicznych bibliotekach (o ile takie w ogóle były) z których korzystali też Niemcy, jak to sugeruje choćby Orliński :
„Dostęp do amerykańskiej fantastyki we Lwowie radzieckim jest prawie niemożliwy. Mniej dziwne jest to, że jakiś niemiecki przekład amerykańskich opowiadań był dostępny w niemieckiej bibliotece, ponieważ do pewnego momentu istniała kulturalna wymiana między USA i Trzecią Rzeszą. Lem mówił w wywiadach, że korzystał z bibliotek dla Niemców.”
https://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,22244895,wojciech-orlinski-zyjemy-w-czasach-ktore-sa-spelnieniem-marzen.html (https://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,22244895,wojciech-orlinski-zyjemy-w-czasach-ktore-sa-spelnieniem-marzen.html)
Sam Lem pisze, że zapisał się do wypożyczalni książek (Bereś, TRL, str. 29), jednak nie były to biblioteki w dzisiejszym znaczeniu tego słowa. Otóż, Lwów był pełen prywatnych księgarń, a niektóre z nich prowadziły również wypożyczalnie. Do jednej z właśnie takich wypożyczalni Lem zapisany był jeszcze przed wojną (o nazwie „Ewers” ; Fiałkowski str. 20) i zapewne podobna (lub podobne)  była źródłem jego książek w czasach okupacji sowieckiej a potem niemieckiej.
Tylko gdzie je znalazł?
Właściwie, to muszę się przyznać, do tej notki zainspirowała mnie reklama jednej z takich wypożyczalni właśnie, o uroczej nazwie „Znicz”.
(https://i.imgur.com/ymdVvpH.jpg)
Wypożyczalnia Znicz miała swą siedzibę przy ulicy Batorego, która to ulica, jak się okazuje, była głównym zagłębiem księgarskim Lwowa i nawet gdyby nie miało to nic wspólnego z Lemem (acz postaram się dalej pokazać, ze coś wspólnego być może), warto przytoczyć jego historię

Ulicę Batorego można bez przesady porównywać do przedwojennej Świętokrzyskiej w Warszawie - była bowiem, tak jak i tamta głównie ulicą księgarń i antykwariatów (z tą różnicą, że na ul. Batorego antykwariaty znajdowały się jedynie po stronie parzystej).
Ten bibliotekarski raj trwał do 1941, potem podupadł, choćby dlatego, ze większość księgarzy była pochodzenia żydowskiego
Sklep przy Batorego istniał jeszcze przez pewien niedługi czas, ale dożywał już ostatnich swych dni. Przygotowywano już getto dla Żydów, wyznaczono piaski Łyczakowskie na masowy ich grób. Oto jeszcze jeden fragment wspomnień M. Opałka; "Odszedłszy pewnego razu z przykrym wrażeniem od zapuszczonych żaluzji sklepu, odwiedziłem Igla w jego mieszkaniu przy ul. Piekarskiej. Na podłodze leżało w nieładzie trochę książek wyniesionych ze sklepu. Zgnębiony właściciel snuł się wśród nich bezradny, bezwolny, bezbronny. Nieco książek zdołał ukryć w domach katolickich, "w dobre też ręce", jak się wyraził, oddał swą antykwarską biblię, swe antykwarskie Pismo Święte, Bibliografię Estreichera.
Tu cały artykuł, w mojej opinii bardzo ciekawy.
http://www.lwow.com.pl/rocznik/92/batorego.html (http://www.lwow.com.pl/rocznik/92/batorego.html)
Bibliotekarze zniknęli, jednak książki zostały, ktoś je niewątpliwie przejął i zapewne kontynuował wyprzedaż, a może też wypożyczanie?
Ale co ulica Batorego ma do Stanisława Lema?
Ma tyle, że miejsce tak nasycone książkami znajduje się najbliżej okupacyjnych adresów Lema. W związku z tym przyjąłem  założenie, że nie biegał po całym  mieście szukając ciekawych książek, narażając się przy tym na złapanie, a szukał w otoczeniu najbliższym, być może po drodze z pracy?
 O wypożyczaniu, ale też kupowaniu on sam wspominał w rozmowach z Beresiem; ot, choćby posiadał, zatem kupił, książki Rilkego wydane już podczas wojny, w 1941 roku. (Bereś, str. 30).
Stąd, jako źródło zaopatrzenia,  w grę mogły wchodzić księgarnie mające też w opcji  wypożyczanie książek za drobną opłatą. Choćby tych „rozdanych” przez antykwariuszy z Batorego.
Ale czy przy tej akurat ulicy?
Czas zerknąć w mapy. Oraz, co oczywiste, w okupacyjne adresy Lema.
Ale to może później, jutro?
cdn.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Maj 18, 2020, 11:24:33 pm
ndc.

Czas zerknąć w mapy. Oraz, co oczywiste, w okupacyjne adresy Lema.
Względem  tych ostatnich pojawia się głównie ulica Zielona i okolice jeszcze bliższe Pohulanki (ulica Pohulanka?), gdzie pomieszkiwał sam Lem oraz ulica Bernsteina (u brata Fryderyka, ale to na początku okupacji, zaraz po eksmisji z Brajerowskiej, do, zapewne, jesieni 1941 kiedy dokonano eksmisji żydowskich mieszkańców z tej ulicy do getta - Włodek, Kulewski, Lwów – przewodnik, str. 303).
         Jeśli zaś chodzi o rodziców Stanisława Lema jest wspominana ulica Kazimierzowska, gdzie według Pani Gajewskiej ukrywali się oni od likwidacji getta aż do końca okupacji (ZiG, str. 115). Sam Lem wspomina o ulicy Zniesienie (raczej epizodycznie)  i przede wszystkim o okolicach Gródeckiej, „...poszedłem do taty i mamy, którzy mieszkali wtedy koło Gródeckiej, w jakiejś bocznej uliczce” (Bereś, str. 33)
W innym miejscu wspomina on ogólnikowo, że pod koniec wojny mieszkali blisko Brajerowskiej (Fiałkowski, str. 46) – Orliński sugeruje ulicę Kossaka, która na przedwojennych mapach zwana jest Niecałą :)  (Lem, ŻnztZ.., str. 90).
        Zatem Kazimierzowska czy Gródecka? Sęk w tym, że jedna ulica gładko przechodzi w drugą i numeracja (zakładając ich niezmienność od przedwojnia) domów powoduje pewien kłopot, gdyż zaczyna się od Kazimierzowskiej i kontynuowana jest na tej drugiej.
 Jeszcze to Kazimierzowska, czy już Gródecka?
Tym niemniej, ogólny rejon zamieszkania syna i rodziców da się ustalić. Przynajmniej w świetle powyższych informacji.
       Spróbujmy zatem nałożyć na napisane informacje dodatkowe. Generalnie nazwisk wszyscy unikają i może trudno się dziwić – tym niemniej jedno z nich pojawia się we wszystkich kluczowych źródłach – to rodzina Podłuskich, która pomaga Lemom w ukrywaniu się, wedle niektórych relacji to rodzina dawnej gosposi Lemów (Bartoszewski).
Drugie nazwisko pojawiło się niedawno w opracowaniu pod wieloma względami wadliwym, i w tym wypadku, bez podania źródła -  to rodzina Kozłowskich. O niej będzie dalej.
       Księga adresowa z roku 1935/36 widzi we Lwowie trzy osoby o nazwisku Podłuscy. Niestety, żadna z nich nie mieszka przy ulicy Zielonej. Oczywiście w toku kolejnych kilku lat, lat burzliwych, dużo mogło się zmienić, tym niemniej opierając się na tym co jest, widać rzeczy następujące – Pani Eugenia Podłuska zamieszkała Kazimierzowska 67 – krawcowa (a właściwie, krawczyni :).
(https://i.imgur.com/lhcyfGt.jpg)
Ten adres dość blisko Brajerowskiej, czy to ona jest osobą (gosposią), która udziela schronienia starszym Lemom? Jeśli tak, to rodzice Stanisława Lema przebywali by tutaj (mapa) dla porządku zaznaczę ulicę Kossaka sugerowaną przez Orlińskiego, oraz Brajerowską. Lub w najbliższej okolicy. Pasuje to do nielicznych wspomnień okupacyjnych Stanisława.
(https://i.imgur.com/Fa9QM81.jpg)
1. zielone   - Kaziimierzowska 67
2. niebieskie - Brajerowska 4
3. czarne   - Niecała - czyli Kossaka  :) sugerowana w biografii Orlińskiego
Pozostali przedstawiciele rodziny Podłuskich to widoczny na ilustracji powyżej Roman z ulicy Kochanowskiego i jeszcze jeden Podłuski, z tejże ulicy, z przeciwnego skraja -  Z.
(https://i.imgur.com/qetKeCF.jpg)
Piotra, kupca z Sapieżynskiej pomijam, gdyż nie pasuje mi do koncepcji  :D
To może starczy na dziś?
cdn.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Maj 21, 2020, 12:42:43 am
ndc.
Czy nosiciele nazwiska Podłuski w Księdze Adresowej mogą być powiązani więzami rodzinnymi? Trudno orzec, jednak jak już wspomniałem – to nie są adresy na Zielonej, acz blisko. Rzeczeni męscy Podłuscy – Roman i Z. (Zbigniew?) mieszkali przy ulicy Kochanowskiego, a to ulica równoległa do Zielonej. Jeden pod numerem – 1, drugi 102. A zatem po skrajach.
Czy Lem mógł przebywać w tych mieszkaniach? Nie wiadomo, ale jeśli już, to raczej pod 102 - wynika to z pewnego szczegółu, który wkrótce wspomnę. Natomiast, gdyby jednak, ewentualnie, któryś  Podłuski z Kochanowskiego wspierał mieszkaniowo Lemów - skąd zatem uporczywe powtarzanie o mieszkaniu na  ulicy Zielonej?
Chyba jedyne co, to chęć zachowania tajemnicy, lub... lub cały ten koncept jest fałszywy.

    Przejdźmy zatem do wariantu drugiego – publicznie głoszonej ulicy Zielonej. Jest to ulica długa, tym niemniej da się dość precyzyjnie określić możliwy jej fragment. Otóż Lem u Beresia wspomina w formie anegdoty, z czasów drugiego wejścia sowietów, gdy Stanisław ukrywał się w lesie na Pohulance – „Miałem wtedy świetny pomysł, aby pójść do domu i wykąpać się. Jak pociski zaczęły nadlatywać, z szaloną szybkością przestałem się kąpać. Gdy zbiegałem z piętra do piwnicy z wiadrem pełnym wody, przez okno widziałem zieleń Pohulanki. Ktoś stamtąd strzelił. Wtedy jednym susem z półpiętra znalazłem się na parterze” (Bereś str. 32)
Zatem informacja jest taka, że z półpiętra domu Lema widać było las Pohulanki. Kamienica zatem musiała stać w bezpośredniej bliskości tego lasku. Nie ma wielu takich miejsc. Zerknijmy na mapę –
https://i.imgur.com/UyFqyjH.jpg (https://i.imgur.com/UyFqyjH.jpg)
Ulica Zielona zaznaczona na niebiesko
Czerwone kropki, to możliwy rejon zamieszkania Lema.
Zieleń Pohulanki, czy inną zieleń w tym rejonie można zobaczyć co najwyżej z krańca ulicy Kochanowskiego, byłby to numer 102? (Z. Podłuski) – co mniej prawdopodobne, lub z okolic ulicy Zielonej, gdzieś od numeru 100 do 116 (to ostatni numer z czasów rzeczonej księgi (1936), dalej już raczej działki budowlane, choć pewnie w dalszych kilku latach budynków przybyło.
(https://i.imgur.com/4TUXBeI.jpg)
Marginesem, teren o którym mowa, jest całkiem blisko rogatki stryjskiej, dawnego lokalu Pana Ruckiego i terenów Targów Wschodnich na których swoje składowisko miała firma Rohstofferfassung.
I gdzieś tam, w zakreślonym obszarze, mieści się też adres człowieka o nazwisku Jan Kozłowski – mistrz stolarski.
(https://i.imgur.com/WHM3G93.jpg)
Zbliżenie terenu z numeracją  budynków (105 to okolice serwisu samochodowego - czasy współczesne, rzecz jasna)
https://i.imgur.com/eHpzrm9.jpg (https://i.imgur.com/eHpzrm9.jpg)
W czasach przedwojennych wyglądałoby to tak;
(https://i.imgur.com/4bDY7p5.jpg)
1. czerwone to adres Podłuskiego z Kochanowskiego
2. niebieskie to adres Kozłowskiego z Zielonej
Nazwisko takie pojawia się (bez imienia) w ostatnim opracowaniu Lecha Kellera „Przyczynek do biografii” „Po tym fakcie, Lem przeniósł się do w mieszkania państwa Kozłowskich na ul. Zielonej, gdzie mieszkał aż do lipca roku 1944, czyli do czasu opuszczenia Lwowa przez Niemców, a o czym już pisałem w poprzednim rozdziale.” (str. 87). Problem w tym, że autor nie podaje źródła tej wiedzy, ani nic takiego nie pada „w poprzednim rozdziale”.
Zresztą dla niniejszego wywodu nie jest to aż tak ważne – czy Lem mieszkał na ulicy Zielonej, Kochanowskiego, czy Pohulance, gdyż obie te ulice łączą się z wyjściową dla tej notatki, mekką księgarstwa lwowskiego – czyli ulicą Batorego.
(https://i.imgur.com/HsgdlkD.jpg)
Ulica owa jest niemal wprost przedłużeniem ulicy Kochanowskiego i tylko trochę w bok od krańca ulicy Zielonej – z Pohulanki także, jest to najprostsza droga do centrum.
Ten właśnie powód, praktyczny, skłania do upatrywania źródeł zaopatrzenia się Stanisława Lema w książki na tej właśnie ulicy. A nawet gdyby było inaczej, warto chyba było o niej przypomnieć.

niniejszy wpis dedykuję nieznanemu z imienia ojcu pewnego Sputnika F. z Czortkowa
...ale jeśli to pana interesuje, pochodzę z Czortkowa. Wie pan, gdzie to jest?
– Nie.
– Nie szkodzi. Galicja i Lodomeria. Ładne okolice. Mój ojciec błogosławionej pamięci, razem z jego pomysłem, żeby pierworodnemu dać na imię Sputnik, miał tam antykwariat. To był zacności człowiek.

I już zupełnie bez zwiazku, w Czortkowie jest (a raczej był) taki hotel
(https://kehilalinks.jewishgen.org/Suchostaw/graphics/chortkov_06.jpg)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Czerwiec 09, 2020, 05:46:35 pm
Co za czasy, żeby tak samemu sobie odpowiadać?
Jednak, skoro trzeba?
Więc jeśli to ten – to tam właśnie ulokowana został firma Rohstofferfassung. Firma istniejąca w rzeczywistości – próbowałem ustalić jej siedzibę, ale się nie udało.
Może ktoś z czytelników ma taką wiedzę?
 Jest pewna przesłanka z książki – jej pojazdy stacjonowały tuż obok rogatki stryjskiej, na terenie dawnych Targów Wschodnich.
Jeden (czytelnik) miał, ale z opóźnionym zapłonem - znaczy ja sam.  8)
I tyle można powiedzieć teraz, że jeśli wskazana w powyżej przywołanym poście realność miała coś wspólnego z firmą Rohstofferfassung, to tylko pobocznie, może filia? Co nie zmienia faktu, że Lem bywał w okolicy tego budynku również podczas okupacji, czyli na terenie Targów Wschodnich, zatem bardzo blisko „ogródka Ruckiego”.
"Pracując w garażach, miałem kontakt z podziemną organizacją, wynosiłem z „Beutepark der Luftwaffe” (teren byłych Targów Wschodnich) woreczki z prochem artyleryjskim." (Fiałkowski)
Proch w woreczkach, oraz inne wyniesione gadżety, bywały przyczyną sztubackich żartów w garażu  Rohstofferfassung   (więcej w Bereś TzL s. 27)

Drugie, co można powiedzieć, to to, że autor niniejszych szkiców - big gapa.  :D
Pyta, woła na internetową puszczę, a odpowiedź tkwi przed nosem.
W tymże Fiałkowskim.
"Potem była firma Rohstofferfassung. Za cały dokument, który uprawniał mnie do tej roboty, miałem zieloną legitymację amatorskiego prawa jazdy. Firma znajdowała się na Gródeckiej bocznej — dobrze położona, bo obok były koszary Luftwaffe. Niemiecki wartownik chodził po chodniku, aż pod nasz garaż."
Zatem zupełnie inny rewir – co zaraz unaocznię.
(https://i.imgur.com/sMWS74D.jpg)
Niebieskie kropki to; domniemana lokalizacja garaży R; miejsce zamieszkania rodziców; stary adres na Brajerowskiej.
Umiejscowiłem niemiecką firmę na krańcu ulicy Gródeckiej bocznej (na mapie jest to ulica Krótka - użyta przez Lema nazwa funkcjonowała oficjalnie do 1871 roku (sic!), a to ze względu na fragment o wędrującym niemieckim strażniku. Jedyne koszary w okolicy, to te na Gródeckiej głównej, vis-à-vis katedry św. Jura i wartownik wędrując tą ulicą zahacza jedynie początek „Krótkiej”. Trudno bowiem podejrzewać, że skręca on w boczną uliczkę.
Ta wygląda to miejsce dzisiaj – i zapewne gdzieś tu znajdowały się owe garaże firmy Rohstofferfassung.
https://i.imgur.com/P0KHRC8.jpg (https://i.imgur.com/P0KHRC8.jpg)
Skądinąd, dobra lokalizacja, blisko dworca (zaraz za górną krawędzią powyższej mapki), co skłania do jeszcze jednego skojarzenia. Gdzieś tam, blisko, mieszkał lub już mieszkanie opuścił, wujek Stanisława – kolejarz Józef (więcej o nim w notce  „Józef” (https://forum.lem.pl/index.php?topic=1726.15) ), w 1941 zmarł. Za Panią Gajewską - według relacji Samuela Lehma, jego brat Józef zmarł we Lwowie w roku 1941 w wieku 79 lat śmiercią naturalną”
Z takiej lokalizacji wyłania się pewien obraz.
Oto niemiecka firma gdzie Stanisław pracował jako spawacz jest całkiem blisko domniemanego miejsca zamieszkania ukrywających się rodziców (Kossaka, Zygmuntowska?) , oraz Brajerowskiej. Popuszczając nieco wodze wyobraźni można pomyśleć, że Lem wracając z roboty (a jeśli tam początkowo pomieszkiwał, to po prostu - idąc), zachodził do rodziców, następnie mógł minąć przedwojenne mieszkanie zerkając – a co tam nowego? I dalej  - w kierunku Pohulanki, jeżeli już tam mieszkał (?), oczywiście przechodząc ulicą Batorego by przejrzeć antykwariaty, księgarnie i wypożyczalnie książek (niestety, przyzwyczaiłem się do tego pomysłu) – i dalej w Zieloną, czy Kochanowskiego, zależnie od dokładnego adresu docelowego.
Jakoś tak;
(https://i.imgur.com/h3ZmSOV.jpg)
Czerwonymi kropkami zaznaczone; firma Rohstofferfassung, miejsce przebywania rodziców, Brajerowska; księgarnie na Batorego.

Z innej wspominki, wygląda, że Lem znał dość dobrze okolicznych mieszkańców – pytanie badawcze na przyszłość – kim jest Pani Staruszka piekąca naleśniki z serem i marmoladą, za którymi nasz bohater, jak sam to ujął „węszył”?  8)
Ale to na kiedyś, kiedyś...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 02, 2020, 12:55:59 pm
Oho, patrzę, szkicom wkrótce strzeli roczek.  :)
Wypadałoby może popełnić jakiś jubileuszowy wpis? Lato, wakacje, reforma oświaty...co?
- Wczesnoszkolna edukacja Stanisława?
 Jest tu trochę nieporozumień, też w literaturze fachowej, i może warto by to i owo poprostować? Zauważyliście, że dużo pisze się i mówi o czasach gimnazjalnych, a prawie nic o fundamencie edukacji - podstawówce, zwłaszcza wczesnej? Nawet nie za bardzo wiadomo, do jakiej szkoły powszechnej, bo tak one się nazywały, Lem uczęszczał, no dobra, trochę wiadomo.  :)
Do tego jeszcze wrócę.
Na razie uwaga pierwsza – Lem był ofiarą reformy szkolnictwa – tzw. reformy jędrzejewiczowskiej.  Trafił do pierwszego rocznika, którym zastartowała i był pierwszym jej skończonym „produktem”. Dodam, że ostatnim – pierwsze dzieci reformy (4 lata gimnazjum + 2 liceum w miejsce 8 – letnich gimnazjów) odebrały świadectwa maturalne w 1939.
Trochę naginam, pamiętając o szkolnictwie w podziemiu, wiec korekta... pierwszym i ostatnim – normalnym.

By uporządkować temat spróbuję dokonać przeglądu chronologicznego.
Spróbuję, bo są pewne niejasności. A może nie?  :D
1921 – Stanisław przychodzi na świat i bimba dziecięciem lat 7.
1928 – pojawia się korepetytorka panna Maria (wprawia Lema w podstawy szkolne), co można      potwierdzić cytatem z Fiałkowskiego – „Do pierwszej klasy w ogóle nie uczęszczałem, nauczycielka, panna Usarzówna, przychodziła uczyć mnie do domu. Podkochiwałem się w niej trochę. Miałem już siedem lat i byłem młodym człowiekiem zdolnym do wyższych uczuć”
1929/30 -  klasa druga 4-letniej szkoły powszechnej im. Żółkiewskiego przy ul. Krasickich.
1930/31 – klasa trzecia
1931/32 – klasa czwarta i ostatnia. W szkole powszechnej kolejna miłość . Z "WZ" – „Później kochałem się w nauczycielce ze szkoły powszechnej, nie wiem jak wyglądała, zbiła raz mego sąsiada z ławki... ukochana moja wytrzepywała mu ze spodenek chmury kurzu. Nawet nie pisnął...” i w innym wywiadzie (Fiałkowski) Ja jednak nigdy nie byłem bity... – niezły przyczynek do analiz freudowskich. Do wczesnoedukujących  miłości jeszcze wrócę – ze szczegółami, niestety, bez zdjęć :))

1932/33 – w tym roku szkolnym Lem trafia do gimnazjum (Szajnochy), jednocześnie zaczyna się reforma, tym niemniej Stanisław idzie do pierwszej klasy w starym 8-letnim systemie. Tu warto zauważyć, że w tym systemie Lem szkoły by przed wojną nie skończył. Reforma odjęła roczek, jak się okazało, dość kluczowy dla Lema i nie tylko

1933/34 – miast do klasy drugiej trafia znów do pierwszej, ale w nowym 4-letnim systemie. Tu stosowny cytat z Wysokiego Zamku „ Dokonywano na mnie eksperymentów. Wstąpiłem do pierwszej klasy starego gimnazjum, w roku bodajże 1932, i kołnierz zapinany pod szyją na haftki ozdobiłem jednym paskiem srebrnym, do którego miały przyłączać się następne, aż w piątej klasie srebro ustąpić winno było złotu. Ale z drugiej klasy przeszedłem na powrót do pierwszej nowego typu.”
1934/35 – w końcu klasa druga
1935/36 – klasa trzecia
1936/37 – klasa czwarta i ostatnia.
1937/38 – pierwsza klasa liceum
1938/39 – druga klasa liceum i matura w maju.
Pierwsi absolwenci zreformowanego systemu otrzymali świadectwa dojrzałości na koniec roku szkolnego 1938/1939. Zapewne w czerwcu, najpóźniej lipcu.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Reforma_j%C4%99drzejewiczowska (https://pl.wikipedia.org/wiki/Reforma_j%C4%99drzejewiczowska)
Uff..chyba się udało i ...wszystko pasuje?
zatem cdn.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 03, 2020, 03:34:05 pm
Lem wczesnoszkolny - dokończenie
Przejdźmy do szczegółów. Wpierw owa  guwernantka – panna Maria Usarz.
(https://i.imgur.com/QMx8d4S.jpg)
Urodzona w 1899 roku, a więc 29-letnia w czasie pracy z Stasiem. W zawodzie, wtedy, od 9 lat, narodowość polska, wyznanie rzymskokatolickie, samotna (zapewne panna), kurs kwalifikacyjny (ciut lepiej od nagiej matury)... wymiar etatu, ale to chyba nas interesuje mniej.
 Ponieważ źródło jest z 1926 roku pewności nie ma, jednak z dużym prawdopodobieństwem można napisać, że dochodząca do Stasia guwernantka, zasadniczo pracowała w Szkole Powszechnej im. Czackiego na ulicy Alembeków 11.
To tylko kawałek dalej za Brajerowską, która akurat po drodze ze Stryjskiej. Gdyby ktoś chciał pannę Usarzównę odwiedzić – proszę bardzo, dokładniej  – ulica Stryjska 64.
Choć raczej już tam nie mieszka.  :)
 To dość daleko od miejsca pracy, niemal przy znanej nam Rogatce Stryjskiej i kawiarni Ruckiego – może zresztą tam Lemowie ją spotkali i się zaznajomili? W wolnych dniach podawała by piwo u Ruckiego?
Celem dorobienia do kiepskiej pensji?
Wyobrażam sobie, że samotnej kobiecie niełatwo było utrzymać się we Lwowie. Zapewne dojeżdżała do pracy tramwajem?
10-siątką?
 Wsiadała przy Targach Wschodnich i :
10. Rogatka Zamarstynowska – rogatka Stryjska od ul. Ogrodnickiej ulicami: Zamarstynowską, pl. Misjonarskim, Słoneczną, Szpitalną, pl. Gołuchowskich, Legionów (Hetmańską), pl. Mariackim, pl. Halickim, Batorego, Piłsudskiego, Zyblikiewicza, pl. Bolesława Prusa, św. Zofii, Ponińskiego, pl. Targów Wschodnich, Kozielnicką do ul. Stryjskiej.
wysiadała na Szpitalnej, a to już przy Alembeków. Spacerem naprawdę byłaby spora wyprawa.
Tyle o pannie Marii, dodam, że adres z 1935, wciąż z nazwiskiem rodowym.

Roczek z guwernantką minął jak strzelił – czas do prawdziwej szkoły.
Chyba rodzice pilnowali, by Staś nie przemęczył kończyn dolnych, gdyż szkoła powszechna do której został wysłany, dosłownie dwa kroki od domu.
Był z jej ustaleniem pewien kłopot, ale choćby w niedawno likowanym wywiadzie Lemowi jakby się wypsło, że ona Żółkiewskiego. W tym wywiadzie:
https://ninateka.pl/audio/stanislaw-lem-zapiski-ze-wspolczesnosci-1-5 (https://ninateka.pl/audio/stanislaw-lem-zapiski-ze-wspolczesnosci-1-5)
Zresztą też u Fiałkowskiego.
 Spowodowało to, że niektórzy badacze życiorysu Lema namierzyli ową szkołę na ulicy Podwalnej. Sęk w tym, że szkoła taka owszem istniała,  z tymże patronem - też prawda  – ale to była filia gimnazjum im. St. Żółkiewskiego.
Tu sam Lem się pomylił opowiadając, że z niemieckiej gazety dowiedział się o przewodnikach pokazujących rzeczoną szkołę, zapewne chodziło o jego dawne gimnazjum, obecną ósemkę.
Z wycinka tego dowiedziałem się też, że moja Szkoła Powszechna imienia Żółkiewskiego nosi dzisiaj numer ósmy ... i dalej o pacach na tyłek w wykonaniu ukochanej  (Fiałkowski).
   Szkoły powszechnej raczej nikt nie pokazuje do teraz i mam wrażenie, że nikt jeszcze nie ustalił jej lokalizacji, a to dlatego, iż od dawna jej nie ma  –  pod tą nazwą kryło się 6 sal wynajmowanych w kamienicy.
Pewnie cały parter lub może piętro?
Zerknijmy
Wiadomy Yes plus bururum burum burum :)
(https://i.imgur.com/vRhuyZY.jpg)
Mapka z położeniem względem mieszkania na Brajerowskiej.
(https://i.imgur.com/ssGbbVU.jpg)
Niebieskie z kropką to ta kamienica.
Dziś wygląda tak (https://www.google.com/maps/@49.8415417,24.0188364,3a,75y,86h,105.37t/data=!3m7!1e1!3m5!1soeqPIDWtBuhl3_cYltrxMg!2e0!6s%2F%2Fgeo0.ggpht.com%2Fcbk%3Fpanoid%3DoeqPIDWtBuhl3_cYltrxMg%26output%3Dthumbnail%26cb_client%3Dmaps_sv.tactile.gps%26thumb%3D2%26w%3D203%26h%3D100%26yaw%3D5.620808%26pitch%3D0%26thumbfov%3D100!7i13312!8i6656)
Odszyfrowuję:
4-klasowa XLII Szkoła Powszechna, z polskim językiem nauczania, męska, im. St. Żółkiewskiego ul.  Krasickich 12 (obecnie ul. Ohijenki 12) budynek najęty, murowany; ilość sal 6.
Dalej wymienieni nauczyciele, jak widać szkołę obsługiwała ich piątka. Całością zapewne kierowała Helena Romańska,  rocznik 1880, początek pracy w zawodzie 1902 etc. Wszyscy rpz (wyznanie rzymsko-katolickie, narodowość polska, zamężne/żonaci). Kwalifikacje zawodowe kadry... na oko średnie. Po maturze, ale bez studiów.
I teraz, w którejż to nauczycielce, że tak niepoprawnie pomyślę, zabujał się Lem?
Która tak biła, że aż kurz?
Znów niepoprawnie obstawię – w Kazimierze Łanowej, bo... najmłodsza?
Jednak, dowodów brak.
That's All Folks  8)
Szkicom przydałby się spis treści, bo coraz bardziej groch z kapustą.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Remuszko w Lipiec 06, 2020, 12:59:10 pm
Z przyjemnością poczytywuję Twoje "Szkice...". To dla  mnie bardzo ciekawa lektura. Proszę o więcej.

R.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Asen w Lipiec 06, 2020, 10:44:59 pm
Similarly, a huge number of Jews were observed in the Berlin-based firm of Schwartz, located on the St. Martin street, in the "Rohstofferfussung" company (garbage collection), owned by Victor Kremin and others.
(translator: Podobnie ogromną liczbę Żydów zaobserwowano w berlińskiej firmie Schwartz, zlokalizowanej przy ulicy St. Martin, w firmie „Rohstofferfussung” (wywóz śmieci), której właścicielem jest Victor Kremin i inni. ) źródło i dłuższy fragment: https://www.jewishgen.org/yizkor/lviv/lvi593.html (https://www.jewishgen.org/yizkor/lviv/lvi593.html)
-------------------------------------------
idąc tropem Victora Kremina: (źródło: https://kollublin.wordpress.com/2011/10/06/viktor-kremin-a-schindler-in-lublin-brigitte-waks/ (https://kollublin.wordpress.com/2011/10/06/viktor-kremin-a-schindler-in-lublin-brigitte-waks/)

(translator: Firma Viktora Kremina wywłaszczyła żydowskie firmy z dzielnic Radomia, Lublina i Galicji, które specjalizowały się w zbiorze szkła, żelaza, papieru i szmat. Miał monopol na recykling wszystkich tych odpadów przemysłowych. Utrzymywał byłych żydowskich właścicieli i ich pracowników na miejscu, aby skorzystać z ich wiedzy i doświadczenia w procesie recyklingu. W rezultacie wielu pracowników tymczasowo uratowano przed deportacją.
Według zeznań Ireny Gewerc-Gottlieb, Kremin zarządza 3 zakładami recyklingu i ponownego wykorzystania na Lubelszczyźnie. Pierwszy znajdował się przy ulicy Kalinowszczyzna i przetwarzał zużyte tkaniny i odzież. Druga, przy ulicy Pierswego Maja, była fabryką recyklingu żelaza, której właścicielem był ojciec Ireny Gewerc, a trzecią w Zamocu, specjalizującą się w recyklingu szkła. Musimy także dodać fabrykę przy ulicy Floriańskiej, o której mowa w zeznaniu Esther Arenzon.
Viktor Kremin udał się również do Lwowa po zajęciu miasta przez Niemców w czerwcu 1941 r.
Sophie Kimelman-Rosen, inna ocalała, zeznała, że ​​wiosną 1942 r. Wraz z rodzicami zarejestrowała się w zakładzie recyklingu należącym do Viktora Kremina we Lwowie. Otrzymali zezwolenie na pracę, z zastrzeżeniem, że byli „pracownikami kluczowymi dla gospodarki”. Pracowała tam wraz z ojcem i innymi dziewczynkami w jej wieku. Dzięki temu zezwoleniu uniknęła deportacji i kilku napadów SS w sierpniu 1942 r. Pracowała tam do wiosny 1943 r. Pewnego dnia, ostrzegając przed nadchodzącą likwidacją, opuściła getto, jak zawsze, dzięki pozwoleniu na pracę, ale zamiast iść do pracy, zdjęła opaskę z gwiazdą żydowską i wrócił do swojego dawnego mieszkania i ukrył się w kryjówce, którą przygotowali z pomocą oficera Wehrmachtu, któremu „oddali” swoje mieszkanie. )

Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 07, 2020, 09:33:51 am
Z przyjemnością poczytywuję Twoje "Szkice...". To dla  mnie bardzo ciekawa lektura. Proszę o więcej.
R.
Dzięki za dobre słowo  :)
Jak  się coś wykluje, to będzie więcej, na razie zamykam sezon spisem treści, gdyż zerknąłem na całość i ciężko się połapać.


SPIS TREŚCI


strona 1.
- Wstęp
- sprawa kamienicy Lehmów na Owocowej 6
- Mojżesz Lehm
- Benjamin Lehm
- Herman/Hersh Lehm
- kwestia daty śmierci dziadków Stanisława - Hermana i Sary
- Herman II,  korekta

Strona 2
- Abraham vel Adolf Lehm
- Józef Lehm
- rodzina Barbary Leśniak- Lem w czasach wojny
- drzewo genealogiczne Lehmów (grafika)
- ciotki Stanisława ( Chaja, Berta, Anna)
- ulubiony wujek Frojem, czyli Fryderyk Lehm

strona 3
- Fryderyk c.d.
- Berta II i jej wnuki - wspomniani w Wysokim Zamku kuzyni Mietek i Stefan (Koronczewski); Hemar i Maria Hescheles
- drzewo genealogiczne i związki Hescheles – Lehm  (grafika)
- zawiłe dzieje Stefana Koronczewskiego
- wycieczka do ogródka Ruckiego. Próba urealnienia opowieści z Wysokiego Zamku.
- Stanisław Lem i Stanisław Ulam – w związku ze związkiem...
- okolice ogródków Ruckiego, a opisy miejsc w Czasie Nieutraconym. Hipotezka.
- Lem i książki podczas okupacji. Próba lokalizacji miejsc ukrywania się (Podłuscy i Kozłowscy)

strona 4
- lokalizacja firmy Rohstofferfassung
- wczesnoszkolna edukacja Lema (szkoła powszechna i gimnazjum)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: maziek w Lipiec 07, 2020, 10:01:40 am
Doktoracik się robi na naszych głazach, chyba, że kolega posiada, to już zhabilitować się wypada ;) .
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 07, 2020, 10:17:19 am
Widzisz coś narobił? Jednym, nieopatrznie rzuconym pytaniem?  :)
Z doktoracikiem może być problem, bo liv nie ma nawet matury. Chyba poślę go do szkoły..jako "opiekun prawny".
Jak myślisz, awatar może zostać uczniem i studentem?
Niby są już placówki czysto on-line, ale trzeba by załatwić datę urodzenia, rodziców, pesel... płeć ustalę na końcu jak już będzie widać co ulepione.
No, będzie trochę zachodu  8)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: maziek w Lipiec 07, 2020, 12:27:42 pm
Myślę, że jak się zakręcisz to przybiją mu honoriskauzę, to miniecie te biurokratyczne rafy ;)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Styczeń 15, 2021, 10:22:03 pm
Ech, trochę mnie tu nie było, co niedyskretnie podpowiada czerwony komunikator, fakt - wtedy lato 2020, a teraz trzaskająca zima 21. No, ale mrozik gorszy, podobnież podobny był 2 czy 3 lata...a może zim?..temu.
Kompromisowo - roków.
Ale do rzeczy.
Znalazłem fajne miejsce na letni wypoczynek. w okolicach Krakowa. Ciekawe czy ktoś już był? - tutaj
http://www.ekosamotnia.com/ (http://www.ekosamotnia.com/)
Powód dla którego podsuwam ów folder (ba, tanio nie jest), ten
Założenie parkowo- willowe Ekosamotnia w latach powojennych było miejscem pracy twórczej wielu artystów. U Heleny i Romana Husarskich bywali często i tworzyli tacy artyści jak Stanisław Lem, Zofia Puget, Andrzej Bursa, Witold Cęckiewicz, Wiktor Zin i wielu innych.
http://www.ekosamotnia.com/sztuka (http://www.ekosamotnia.com/sztuka)

Garść szczegółów
Temat "Przegorzały" pojawia się w wpisie do dziennik J.J. Szczepańskiego z 31 stycznia 1953.
Krótki, to zacytuję
"W ubiegła niedzielę byłem z Lemem  w Przegorzałach u Hussarskich. Jeździliśmy skikjoringiem, a potem Lem czytał sztukę kukiełkową, którą razem z H.napisali. bardzo dowcipna i dobra."
W przypisie do tego fragmentu jest informacja, że Lem wykorzystał pejzaż Przegorzał w "Szpitalu przemienienia". Bez żadnych konkretów, co z kolej obudziło we mnie...no wiecie  :)
Stad poszperałem i ... nieco więcej informacji.

Roman, który w tym czasie szukał własnej drogi artystycznego spełnienia, oprócz pracy nad rzeźbami pisał również prozę oraz poezję. Dzięki nim stał się członkiem Związku Literatów Polskich. Tam Husarscy poznali między innymi Stanisława Lema. Szukający w Krakowie namiastki ukochanego Lwowa Lem głęboko związał się z rodziną Husarskich, a przyjaźń ta zaowocowała nawet wspólnymi dziełami jak sztuką „Jacht Paradise” czy groteskowo-prześmiewczym „Korzenie. Drrama wieloaktowe” o czasach głębokiego stalinizmu.
i
Dowodem zażyłości Lema z małżeństwem Husarskich był również wspólnie hodowany pies rasy łajka syberyjska o imieniu Tajga, który na stałe mieszkał w krakowskim gospodarstwie. Ślady pobytów Lema w domu Heleny i Romana można również odnaleźć w opisach przyrody zawartych w „Astronautach”, czy niemal w całości pisanym w Przegorzałach „Szpitalu Przemienienia”.
No i ten dowód
Dowodem na siłę oddziaływania przegorzalskiej samotni (dzisiejszej Ekosamotni) jest przypisywany przez badaczy literatury szkic tego pejzażu w „Szpitalu przemienienia” Stanisława Lema:
„W długie kotliny między pagórami, spokojnymi jak grzbiety śpiących zwierząt, wpływała wełnista mgła; czarne krechy gałęzi roztapiały się w jej przyborze. Tu i ówdzie, jakby pędzel potknął się w ruchu, ciemniały za mgłą nieregularne, kanciaste plamy”.

Hmm...  8)
Obejrzyjcie sami
http://www.malopolska24.pl/index.php/2013/11/ceramiczna-samotnia-w-sercu-krakowa/ (http://www.malopolska24.pl/index.php/2013/11/ceramiczna-samotnia-w-sercu-krakowa/)

Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Styczeń 15, 2021, 10:26:50 pm
Noo..ładnieładnie - jakaś miesięcznica?:)
https://forum.lem.pl/index.php?topic=600.msg85874#msg85874 (https://forum.lem.pl/index.php?topic=600.msg85874#msg85874)

Rodzina Burtanów...by się pozbyła - albo od strony żony H.?
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Styczeń 15, 2021, 10:31:06 pm
Cytuj
Noo..ładnieładnie - jakaś miesięcznica?:)
https://forum.lem.pl/index.php?topic=600.105
;D
Patrz Pani, gdybym tam zerknął, byłbym poczekał te 3 dni  ;) Swoja drogą, ciekawe co tam mają z dawnych lat - biurko, krzesło, okno przez które patrzył szukając inspiracji, ulubiony kubek Lema? A jak nie mają, to szybciutko powinni postarać się.  :)

Cytuj
Rodzina Burtanów...by się pozbyła - albo od strony żony H.?
A pozbyli się?  :-\
Poniżej więcej psich info
Na przełomie lat 40. i 50. Stanisław Lem został obdarowany przez Helenę psem rasy łajka o imieniu Sybir. Matka Sybira, Tajga, była zaś ulubienicą Heleny. A Roman Husarski na każdy temat rysował karykatury.
(https://image.slidesharecdn.com/xixmddkwystawaekosamotniawww-170621122319/95/samotnia-artystw-dawna-pracownia-ceramiczna-h-i-r-husarskich-w-krakowie-kawa-ziemi-i-dom-wystawa-8-638.jpg?cb=1498049185)
https://www.slideshare.net/mik_krakow/samotnia-dawna-pracownia-ceramiczna-h-i-r-husarskich-w-krakowie-kawa-ziemi-i-dom-wystawa (https://www.slideshare.net/mik_krakow/samotnia-dawna-pracownia-ceramiczna-h-i-r-husarskich-w-krakowie-kawa-ziemi-i-dom-wystawa)
Kurczaki, skoro on/oni tyle tych karykatur produkowali, to może i Stanisław gdzieś uwieczniony?
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Styczeń 15, 2021, 11:07:20 pm
Cytuj
Rodzina Burtanów...by się pozbyła - albo od strony żony H.?
A pozbyli się?  :-\
Nie, sięgnęłam po knigę i to żona Hussarskiego była "Haliną z Burtanów".

Ale teraz wymyśl jak to się ma do drzewa genealogicznego;)
Znajdziesz wspólnych przodków Hussarskich i Lema? 8)
(to takie wyzwanie;))
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: lemolog w Styczeń 15, 2021, 11:26:12 pm
... przyjaźń ta zaowocowała nawet wspólnymi dziełami jak sztuką „Jacht Paradise” czy groteskowo-prześmiewczym „Korzenie. Drrama wieloaktowe” o czasach głębokiego stalinizmu.

Jeszcze to: Lem S., Hussarski R.  Licentia poetica, czyli kilka słów o przekładach wierszy Garcia Lorki. – Nowa Kultura (W.), 1952, nr 21, s.5.

UPD. O "Jacht Paradise":

Hussarski R., Lem S., Od autorów / W: Program "Jacht Paradise". – Opole: Państwowy Teatr Ziemi Opolskiej, 1951, s.4.

Hussarski R., Lem S., O sztuce / W: Teatr Współczesny. Program [Jacht "Paradise"]. – Szczecin: Państwowe Teatry Dramatyczne w Szczecinie, 1952, nr 6, s.3-5,8-9 [z foto R.Hussarskiego i S.Lema].
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Styczeń 15, 2021, 11:37:16 pm
Cytuj
Nie, sięgnęłam po knigę i to żona Hussarskiego była "Haliną z Burtanów".
No, Halina. (1922 - 2009)
Po mężu Hussarska. Ale czy H. przejęli chałupę, czy tylko tam gośćmi? Nie wiem. Może ona wciąż, już jako Hotel, rodziny Burtanów?
Cytuj
Ale teraz wymyśl jak to się ma do drzewa genealogicznego;)
Znajdziesz wspólnych przodków Hussarskich i Lema? 8)
(to takie wyzwanie;))
Ani mi się śni  ;D
No, ostatecznie... wspólny pies, może być?
Sybir Lem, syn Tajgi Hussarskiej de domo Burtan.
... przyjaźń ta zaowocowała nawet wspólnymi dziełami jak sztuką „Jacht Paradise” czy groteskowo-prześmiewczym „Korzenie. Drrama wieloaktowe” o czasach głębokiego stalinizmu.

Jeszcze to: Lem S., Hussarski R.  Licentia poetica, czyli kilka słów o przekładach wierszy Garcia Lorki. – Nowa Kultura (W.), 1952, nr 21, s.5.

UPD. O "Jacht Paradise":

Hussarski R., Lem S., Od autorów / W: Program "Jacht Paradise". – Opole: Państwowy Teatr Ziemi Opolskiej, 1951, s.4.

Hussarski R., Lem S., O sztuce / W: Teatr Współczesny. Program [Jacht "Paradise"]. – Szczecin: Państwowe Teatry Dramatyczne w Szczecinie, 1952, nr 6, s.3-5,8-9 [z foto R.Hussarskiego i S.Lema].
To fest imprezy musiały tam bywać  :) Trzeba się będzie  kiedyś tam wybrać.
......................
edyta
Sam Lem wspomina u Fiałkowskiego, że dom został w części upaństwowiony
W Krakowie wpadłem też – sam nie wiem jak – w towarzystwo plastyków. To był przede wszystkim Romek Husarski i jego przyszła żona Hala Burtan ze znanego krakowskiego rodu, ojciec jej był właścicielem fabryki porcelany w Ćmielowie; także Zosia Puget. Romek mieszkał na Łobzowskiej, a Burtanowie mieli w Przegorzałach dom, którego większą część zabrało państwo. Romek z Halą urządzili tam pracownię i rzeźbili jak szaleni, prawie wyłącznie dla kościołów. Oboje, zwłaszcza Hala, pisali też wiersze, które drukował im – jak i mnie – „Tygodnik”.

Pracownia była na piętrze; kiedyś Romek wykonał tam wielką gipsową figurę Chrystusa z rozpostartymi rękami, po czym się okazało, że nie ma takiej siły, by tego Chrystusa z pracowni wydobyć. A kiedy wreszcie się udało – spadliśmy ze schodów razem z figurą, która się oczywiście połamała. […] W Przegorzałach był piękny, wielki, stary sad z jabłoniami, które – robiąc bokami – wciąż rodziły mnóstwo jabłek. W sezonie spędzałem na nich wiele czasu, niby małpa, i wracałem objedzony do nieprzytomności. Od północy sad Burtanów graniczy z Lasem Wolskim, gdzie jest krakowski zwierzyniec. Chodziliśmy tam, by dla matki Romka Husarskiego zbierać owłosienie z liniejących żubrów, a ona robiła z niego swetry.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Styczeń 15, 2021, 11:58:33 pm
Zajrzyj do "Beresia" - wszystko jest;)
Zaraz w pierwszym rozdziale.

Jestem pewna, że już o tych Przegorzałach pisaliśmy;)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Maj 18, 2021, 02:45:41 pm
Konkurencyjny wykładzik?;)

O „topografii lemowskiej” - wykład z okazji Tygodnia Bibliotek.
Stanisław Lem dzieciństwo i młodość spędził we Lwowie, wiek męski – w Krakowie, a w jesieni życia przez kilka lat mieszkał w Wiedniu. Przechowywane w Dziale Kartografii ZNiO dokumenty kartograficzne pozwalają na odtworzenie swoistej „topografii lemowskiej” – przyjrzenie się „najmniejszym ojczyznom”  niezwykłego twórcy, wizjonera i świadka dramatycznych wydarzeń wojennych, który w czasach PRL-owskiej szarzyzny swoją prozą zachwycał i inspirował miliony czytelników…
O Lwowie Lema opowiada Piotr Galik z Działu Kartografii



https://www.youtube.com/watch?v=yY0Mc1Ij2kQ (https://www.youtube.com/watch?v=yY0Mc1Ij2kQ)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Czerwiec 30, 2021, 09:51:24 pm
Sezon ogórkowy...retro
Zastanawiałem się, tutaj, czy może w temporze? Też by pasowało.
Kiedyś to władza posiadała szacun i mores  :)
Jedna z lwowskich szkół, koniec wieku zaubiegłego, wrzesień;
(https://i.imgur.com/Yf4eAyv.jpg)
(https://i.imgur.com/8eS5MbC.jpg]https://i.imgur.com/8eS5MbC.jpg)
(https://i.imgur.com/EuhC1t8.jpg]https://i.imgur.com/EuhC1t8.jpg)
I zagadka - a któryż to bohater tutejszych opowieści miał okazję oglądać dostojne lico cesarza?
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Q w Czerwiec 30, 2021, 11:32:14 pm
Kiedyś to władza posiadała szacun i mores  :)

Cokolwiek sterowany jednak, jak zaświadcza Tamniewim ;) w "Cicer cum caule" wspominając o odgórnie zatwierdzanych szablonach wedle których należało pisać podobne relacje.

zagadka - a któryż to bohater tutejszych opowieści miał okazję oglądać dostojne lico cesarza?

Strzelam: Samuel?

ps. Taki drobiazg:
https://www.kresymagiczne.pl/kresy-ciekawe/bertha-i-samuel-lem-lehm/
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 01, 2021, 05:28:30 pm
Cytuj
Cokolwiek sterowany jednak, jak zaświadcza Tamniewim ;) w "Cicer cum caule" wspominając o odgórnie zatwierdzanych szablonach wedle których należało pisać podobne relacje.
Zabawna koincydencja. Tamwim urodził się 5 dni po wizycie FJ w lwowskim gimnazjum. W Łodzi.  Z tego powodu jednak,  nie może zaświadczać o wzmiankowanej sytuacji. Też dlatego, że urodził się i żył w innym państwie, choć zapewne sterowanie i szablonowość cesarskiej wizytacji występowały - bo to cecha każdej biurokracji.
Cytuj
Strzelam: Samuel?
Tak - chodzi o Samuela Lehma.
Był w tym czasie uczniem klasy IVa wizytowanego gimnazjum. Zatem pewności nie ma, że brał oficjalny udział, gdyż poza maturzystami były delegacje - po 1o uczniów z każdej klasy. Pewnie prymusów - czy był w takiej grupie? Trudno orzec. Celujących uczniów kl IVa było dwóch. 19 ze stopniem pierwszym. W tej 19-stce był Samuel.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 01, 2021, 05:52:47 pm
Z tego powodu jednak,  nie może zaświadczać o wzmiankowanej sytuacji.

Zaświadcza - niezręcznie, w intencji żartobliwie ("Walery nam zaświadcza o tém"), się wyraziłem - przytaczał fragment takiego pisemka po prostu.

Tak - chodzi o Samuela Lehma.
Był w tym czasie uczniem klasy IVa wizytowanego gimnazjum.

Czyli dobry wniosek z dat, które z lemologiem podawaliście wyciągnąłem ;) .
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 25, 2021, 10:44:26 pm
Operacja „Dorożka”

Czy rodzice Lema mieszkali w getcie?
Czy młody Stanisław zorganizował ich ewakuację z pomocą kolegów z liceum?
Czy środkiem transportu była dorożka?

Mamy kilka relacji;
Pierwsza :
Wspomnienie Władysława Bartoszewskiego – "Mój przyjaciel pesymista."
„Najbardziej utkwiła mi w głowie historia o tym, jak Lem wyciągnął oboje rodziców z obozu na Piaskach. Nie było to ani getto ani obóz taki jak Majdanek na przedmieściu Lublina. Raczej obóz przejściowy. Tam gromadzono Żydów, których potem zabierano na śmierć. wielu z nich, już tam, na Piaskach, umierało. Ale nie było to miejsce ściśle strzeżone, zdarzały się ucieczki. Lem też zdołał zorganizować ucieczkę rodziców. Pomogli mu jego koledzy licealni, AK-owcy.
Po ucieczce ulokował rodziców u dawnej gosposi, a potem zarabiał i utrzymywał ich, aż do ponownego wkroczenia Rosjan. Papiery też miął dzięki kolegom z AK mocne. Sam nie był zaprzysiężony, ale opowiadał jak uprawiał dywersję według instrukcji z AK. "


Druga relacja to streszczenie pierwszej i nowe informacje z kręgu rodziny Lemów i Kołodziejów

Orliński;  "Lem -Życie nie z tej Ziemi" (s.74)
Jak to się stało, że Samuel i Sabina Lemowie ocaleli? Władysław Bartoszewski twierdzi, że rodzice Lema trafili do getta, ale Stanisław zdołał ich  stamtąd wyciągnąć, dzięki pomocy kolegów z gimnazjum działających w Armii Krajowej. Pojawia się tutaj brawurowa opowieść o brawurowej ucieczce dorożką, o tyle interesująca, że zna ją tylko rodzina Lemów, ale także rodzina Kołodziejów...choć w nieco innej wersji.
w tej drugiej wersji aryjską – a więc jedyną legalną -  pasażerką owej dorożki była pani Olga Kołodziej.

Odnoszę się do tej historii o tyle sceptycznie, że nawet kiedy getto nie było jeszcze ogrodzone, osoba z aryjskimi papierami nie mogła ot tak po prostu wejść na jego teren, a tym bardziej wjechać dorożką. Mogła najwyżej podjechać gdzieś w pobliże.”


Dalej Orliński koncypuje, że ów ratunek był być może z ulicy Bernsteina, czyli raczej na początku okupacji.
Konkluduje „tak czy siak musiało to być raczej przed grudniem 1941, bo wtedy teren getta ogrodzono”.

Ale jakie to ma znaczenie, skoro sam napisał , że ta akcja była z ulicy Bernsteina, nie z getta?  :-\

Kilak stron dalej W.O. deprecjonuje relację Bartoszewskiego którą, zresztą błędnie, wcześniej przytoczył:

„Dlaczego właściwie ktoś miałby po 1989 roku ukrywać swoje związki a AK (jeśli to rzeczywiście było AK)?  Może po prostu Lem nie miał w tej kwestii stuprocentowej pewności, więc nie chciał wprowadzać w błąd czytelników? Z Bartoszewskim przecież rozmawiał prywatnie, nie spodziewając się, ze te rozmowy będą ćwierć wieku później relacjonowane dziennikarzom. Zresztą, właśnie dlatego że wywiad z Bartoszewskim to już relacja z drugiej ręki, należy do niej podchodzić ostrożnie. Według Bartoszewskiego łącznikiem Lema z podziemiem byli „koledzy licealni” – to jest oczywista pomyłka, musi chodzić o gimnazjalnych. A zapewne raczej o kolegę gimnazjalnego, w liczbie pojedynczej, bo odstawą konspiracji jest redukowanie do minimum kręgu wtajemniczonych.
W każdym razie według Bartoszewskiego to właśnie owi koledzy uratowali rodziców Lema z getta przy użyciu dorożki, a samemu Stanisławowi dostarczyli fałszywe papiery.”


Jak już pisałem Orliński myli się we wszystkich kwestiach
- to nie z getta wedle relacji Bartoszewskiego wywożono rodziców, a z obozu na Piaskach (https://lia.lvivcenter.org/en/objects/piaski/) (czyli części Janowskiego). Zatem cała dalsza argumentacja o nieprawdopodobieństwach, kulą w płot.
- oczywiście, że Lem miał kolegów licealnych, gdyż kończył edukację „po reformie”, której istotą było skrócone gimnazjum i dwie ostatnie klasy szkoły średniej jako liceum właśnie.
- oczywistość AK, jako wspominanej organizacji już wyjaśniałem (ale tu jeden z  argumentów – wystarczy zobaczyć w wiki, kto organizował operację „N” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Akcja_N), o której Lem szeroko opowiada... że próbował, ale się nie nadawał). Możliwy powód unikania przez pisarza jednoznacznego identyfikowania z AK, podałem przy omawieniu Czasu Nieutraconego.

Ale nie po to piszę ten elaborat, by polemizować z powyższymi opowieściami. 
 Chodzi mi o próbę umieszczenia ich w rzeczywistości historycznej. Otóż nie wydają się one aż taką fantazją, zwłaszcza, że są oparte na trzech niezależnych źródłach. Coś na rzeczy musiało być – tylko co?
Ponieważ całkiem przypadkiem trafiłem na ciekawe materiały, które mogą wiązać się z tą historią, spróbuję sprawy przesiać, odsiać i być może poukładać.
Na początek warto zauważyć, że w relacji Bartoszewskiego nie ma mowy o dorożce i getcie....  8)
cdn.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 26, 2021, 10:12:50 pm
Operacja „Dorożka” - 2
To co dalej napiszę to oczywiście kolejna luźna hipoteza, ale trzymająca się faktów. Przynajmniej ramowo.
Trzeba wrócić  do postawionych na początku pytań;

1.  czy rodzice Lema przebywali w getcie?
2.  czy mogli być zgarnięci na rozstrzelanie i wywiezieni „na Piaski”? Bo taką funkcję od samego początku okupacji niemieckiej pełni to miejsce nieopodal obozu janowskiego. Nie tylko Żydów    zresztą. Wspomnienia aresztantów z Brygidek czy Łąckiego co rusz przetykane są zwrotem o współwięźniach - „wywiezieni na Piaski”
3. czy taka akcja ewakuacyjna jak ją przedstawiono była w ogóle możliwa?
4. czy Stanisław Lem miał możliwość organizacji ratunku przez „zaprzyjaźnioną” organizację?
5. A jeśli możliwa, to czy do niej doszło?

Co do punktu pierwszego, sprawa była już poruszana. Relacje są sprzeczne w szczegółach. Jednak ogólnie tak – rodzice Lema przebywali jakiś czas w getcie.

A. Gajewska napisała
Jesienią 1941 roku mieszkający w getcie rodzice Stanisława Lema zostali przez Niemców wyrzuceni z mieszkania i przenieśli się do stryja Fryca31, mieszkającego przy ulicy Bernsteina 732.

Druga informacja dotycząca roku następnego (42)
W tej dramatycznej sytuacji (Stanisław) postanowił udać się do rodziców, początkowo ukrytych u przyjaciółki. Jeszcze przed likwidacją getta rodzice Stanisława Lema (bez niego) przenieśli się bowiem do znajomej, a stamtąd do mieszkania w okolicach ulicy Kazimierzowskiej. Tam ukrywali się do końca okupacji, płacąc za przechowywanie.
I w podsumowaniu;

W trakcie okupacji uciekł razem z rodziną z getta i ukrywał się po tzw. aryjskiej stronie.
...

A teraz W. Orliński;
W jakimś momencie, w drugiej połowie 1941 roku rodzina Lemów musieli ponownie opuścić mieszkanie na Brajerowskiej i przeniosła się najpierw na ulicę Bernsteina, a potem się rozdzieliła: rodzice zamieszkali w willowej dzielnicy Zniesienie, a syn na ulicy Zielonej.
Dopiero kilka stron dalej Orliński dodaje, że Zniesienie to był teren getta.
W sumie jest to zgodne z tym co sam Lem powiedział Fiałkowskiemu zapytany o miejsce zamieszkania rodziny;”...najpierw na Bernsteina, potem rodzice się przenieśli na Zniesienie”.
Pomijając mało prawdopodobne elementy, wszystkie te relacje jednoznacznie mówią – rodzice Lema przez jakiś czas mieszkali na terenie getta.
Dołączę znaną już mapę. Tutaj jest w dużej rozdzielczości i z polską instrukcją co do etapów;
https://maps.geshergalicia.org/special/lemberg-ghetto-1941/ (https://maps.geshergalicia.org/special/lemberg-ghetto-1941/)

 Zatem kolejne pytanie -  kiedy i jak je opuścili?
Nie wnikając zanadto w szczegóły, pierwsza wersja przedstawiona przez A. Gajewską jest mało prawdopodobna. Zapewne kierunek wędrówki wygnańców wyglądał tak; Brajerowska (szybko opuszczona), Bernsteina to rejon (u Fryderyka wspólnie z jego lokatorami - to rejon II, III na powyższej mapie), ale i ta ulica przestała być bezpieczna (wedle obwieszczenia uzupełniającego (https://maps.geshergalicia.org/special/lemberg-ghetto-1941-2/), ten rejon ludność żydowska miała opuścić do 1 grudnia 41) ... i dopiero przed tą datą?
 – ratunkowa przeprowadzka  na Zniesienie, czyli teren getta?

Czas:  zapewne 1941-42, mniej prawdopodobny 43 - na początku tego roku getto było już likwidowane.

Jest to zgodne z relacją Lema przekazaną Fiałkowskiemu, tyle, że unika on wzmianki o statusie Zniesienia.
To zresztą tłumaczy tak częste wizyty Stanisława, który mieszkał "na mieście" - w getcie. Zapewne odwiedzał, a może też zaopatrywał rodziców. Oczywiście w grę może wchodzić również hipoteza Racheli (https://nowynapis.eu/tygodnik/nr-109/artykul/hipoteza-racheli-mlodziencza-milosc-stanislawa-lema).
Przy takich okazjach mógł realizować działania dla „organizacji” o których wspomina.

Pomijając przedstawione relacje, ruch z umieszczeniem starszych już rodziców w getcie (na jego obrzeżach, faktycznie być może – willowych?) jest w tamtych realiach racjonalny. Zraz po wejściu Niemcy nie tylko nakazali nosić opaski, ale wydali nakaz pracy dla Żydów (do lat 60-ciu). O ile młody Stanisław mógł sobie taki zorganizować, to podobne papiery dla rodziców były raczej niemożliwe z powodu ich wieku. Na to nakładają się operacje likwidowania ludzi starszych jako zbędnych. Ofiarą takiej akcji padła przecież siostra Samuela, a matka Hemara – Berta.
I teraz, kto to robił?
 – otóż nie Niemcy byli głównym lokalnym „wrogiem”, ci nie mieli stosownego rozeznania. Byli egzekutorami, ale ofiary podprowadzali im...jak by tu nie wikłać się w poprawność i pozostać w zgodzie z relacjami... cóż, miażdżąca większość relacji mówi o Ukraińcach, tych cywilnych i tych mundurowych (podobnie wspominają działacze polskiego podziemia, najczęściej denuncjowali, czy wręcz zabijali Ukraińcy). Zwłaszcza w pierwszej fazie okupacji, gdy czuli się sojusznikami Niemców wierząc, że pozwolą im na własną państwowość. Klasyczną figura powieściową pokazującą takiego typa jest Pluwak. To cywil ale do tego wszak działała ukraińska policja pomocnicza, a potem sami Żydzi z Jüdischer Ordnungsdienst,
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ukrai%C5%84ska_milicja_(1941) (https://pl.wikipedia.org/wiki/Ukrai%C5%84ska_milicja_(1941))
https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%BCdischer_Ordnungsdienst (https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%BCdischer_Ordnungsdienst)
Poza tym działali szmalcownicy różnych narodowości.
To była realizacja perfidnego planu dzielenia ludności opracowana przez  Niemców, co obrazowo wyłożył cytowany już Friedman;
Stwarzając całą hierarchię uprzywilejowania i ucisku (Niemcy, Reichsdeutsche, Volksde'utsche, Ukraińcy, Polacy, kollaboracjoniści, bierni, opozycja, komuniści, Żydzi) stawiali Niemcy Żydów na najniższym szczeblu tej potwornej drabiny. Ale także w łonie każdej grupy narodowościowej, a tym samym i w łonie społeczeństwa żydowskiego, Niemcy stosowali tę samą politykę dezintegracji i demoralizacji. Były więc bardziej uprzywilejowane i mniej uprzywilejowane klasy również w łonie społeczeństwa żydowskiego.

Zmierzam do tego, że paradoksalnie, w getcie było najbezpieczniej, natomiast  mieszkanie po stronie aryjskiej mogło każdego dnia grozić dekonspiracją i śmiercią.
Getto miało być tylko dla Żydów -  Polacy z Ukraińcami mieli je opuścić.
Oczywiście my dzisiaj wiemy, że była to pułapka, ale w roku 41 świadomość była inna. Zatem umieszczenie rodziców w „willowej” ( a na pewno małoludnej) części getta mam za ruch w tym czasie optymalny.
Do czasu.
Do czasu, kiedy Niemcy zaczęli getto zmniejszać oraz przeprowadzać "akcje" na jego terenie. Ludzie starsi nawet nie polegali selekcji, jako nieużyteczni od razu byli skazywani na śmierć.
Zabijano zaraz na ulicy, lub wywożono na wspomniane „Piaski”. To stało się oczywiste już w roku 42 , zatem pytanie jest takie – czy Stanisław, jak głosi rodzinna historia, ewakuował rodzinę z getta za pomocą dorożki?
Czy jak wedle Bartoszewskiego - zostali oni jednak  złapani i wywiezieni na Piaski – a dopiero stamtąd ich wyratowano?

Cóż, sam Orliński stwierdził, że wywózka z getta była niemożliwa, a już przy pomocy dorożki – szaleńcza. To scena jak z westernu. Legenda.
Ja się do tej tezy przyłączam. Co zatem zostaje?
Tylko, czy wywózka ratunkowa z „na Pisakach” mniej szaleńcza? Wszak to długa ulica Janowska, prowadząca do niemieckich zakładów pracujących dla wojska (DAW, HKT), patrolowana była na wszelkie sposoby jak mało która. Można zerknąć w mapę, najlepiej przerzucić na rok 1931
https://streets.lvivcenter.org/pl/Janowska-2/ (https://streets.lvivcenter.org/pl/Janowska-2/)
Piaski między Kortumową Górą a cmentarzem żydowskim

Czyli przechodzę do pytania 3.
Ale to jutro?
cdn.

Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 28, 2021, 09:12:22 pm
O dwójce zapomniał :)
Jak Lemowie opuścili getto?
W sumie możliwości jest niewiele:
– Stanisław widząc wzrost ryzyka przeprowadził akcję wyprzedzającą i ewakuował rodziców z getta? Nie można tego wykluczyć, ale akcja z dorożką, która wjeżdża i wywozi jest nieprawdopodobna. Pewnie można by to zrobić inaczej, po cichu...ale wtedy nie byłoby tej dramatycznej opowieści. Skoro jednak jest, zatem musiało się wydarzyć coś... brakuje mi słowa...chciałem napisać wyjątkowego, dramatycznego...ale w ówczesnym kontekście każdy dzień był taki. A jednocześnie to była „ okupacyjna normalność”. Współczesny język jest za ubogi.
- Założenie, że rodzice Lema padli ofiarą jakiejś „akcji” uderzającej w ludzi starszych a więc bez zaświadczenia o pracy.
Najbardziej prawdopodobne są te w 42, w marcu;
"A więc ogłoszono, że odbywa się przesiedlenie pewnej ilości Żydów ze Lwowa. Wysiedleni mają prawo zabrać ze sobą pakunki wagi nie więcej jak 25 kg na osobę, 200 złotych gotówką i żywność. Wysiedleniu podlegają ludzie nie pracujący, korzystający z opieki społecznej, starzy, chorzy i w ogóle t.zw. „aspołeczne elementy". Rzekomo dla zapewnienia akcji wysiedleńczej bardziej humanitarnego przebiegu. zażądali Niemcy, aby Rada Żydowska przeprowadziła zbiórkę osób. podlegających wysiedleniu. Utworzono brygady, złożone z pracowników Rady Żydowskiej, które w towarzystwie milicji żydowskiej i pod kierownictwem Niemców wkraczały nocą do mieszkań żydowskich, sprawdzały dowody pracy, wiek i stan zdrowotny mieszkańców, i zależnie od tego zostawiały ich lub zabierały ze sobą do punktu zbornego, Główny punkt zborny (Durchgangslager)  mieścił się w szkole im. Sobieskiego przy ulicy Zamarstynowskiej. Stąd, po przeprowadzeniu kontroli, przy której zwalniano pracujących i omyłkowo zabranych, zabierano nieszczęśliwców na lory i wywożono w niewiadomym kierunku bijąc ich i zabierając im z szyderstwem pakunki jako niepotrzebne"

A może kilka miesięcy później?

"Dnia 24. VI. 1942) we środę, lotna brygada SS (Rollkomman- do, Vernichtungskommando), która specjalnie w tym celu przybyła do Lwowa, przeprowadziła niespodzianie w biały dzień rewizje po domach żydowskich i wyciągnęła kilka tysięcy osób, przeważnie kobiety, starców i dzieci. Zabranych wywieziono do obozu przy ulicy Janowskiej."
Za ta drugą opcją byłby kierunek wywózki – „na Piaski”.

-A może przebywali tam aż do jego likwidacji w czerwcu 43? Tego się raczej nie dowiemy. Nie można też wykluczyć pecha i wpadki w jakiejś późniejszej łapance – te wszak trwały przez cały czas.
Jeszcze raz oddam głos Friedmanowi
"Po zlikwidowaniu ghetta pozostało we Lwowie jeszcze bardzo niewielu Żydów, skoszarowanych w mieście, w kilku instytucjach wojskowych, oraz kilkanaście tysięcy w obozie janowskim. Poza tym pewnej ilości Żydów udało się ujść oprawcom niemieckim, przez ukrycie się w zawczasu przygotowanych schowkach, u przyjaciół nieżydowskich, względnie prowadząc zamaskowany żywot na tzw. „papierach aryjskich**. Żydzi na „papierach aryjskich** byli stale tropieni i wyłapywani przez niemieckie i pomocnicze miejscowe organa policyjne i nękani przez najrozmaitszego rodzaju miejscowych szantażystów. Złapanych Żydów wywożono do obozu przy ulicy Janowskiej i tu mordowano.
Dzienne żniwo takich ofiar było bardzo obfite. Bywały dnie, kiedy w ręce Niemców wpadało po kilkadziesiąt, a nawet ponad sto takich ofiar. W rezultacie, liczba ukrytych Żydów topniała z dnia na dzień."


Zatem trafienie na Piaski mogło wchodzić w grę przez cały czas okupacji niemieckiej . Dając wiarę relacji Bartoszewskiego, że to stamtąd pewnego razu wywieziono starszych Lemów zostaje pytanie  – ale jak?
Dorożką? – absurd.
Na taką trasę jedyna sensowna opcja to samochód i to z porządnym ukryciem oraz mocnymi papierami  (liczne kontrole uliczne)
Zatem skąd w relacjach rodzinnych owa dorożka?

Tu dochodzę do materiałów, bez których tego tekstu by nie było. Otóż AK realizowała niemal regularny przerzut ludzi na linii „miasto” – Janowska i tamtejsze lasy.
A kryptonim tej operacji? – Dorożka.
Czy w przekazach rodzinnych nazwa akcji nie zlała się aby z jej narzędziem?
Oddaję głos jednemu z realizatorów;

Wpierw jego robota wcześniejsza – skąd my to znamy? 
Autor  relacji zostaje uwolniony z wiezienia.
Mimo złego stanu zdrowia powróciłem do oddziału. “Florek”, który mnie zastępował, otrzymał zadania na terenie Ernährungamt’u. Na co dzień pozostawałem w kontakcie z plut. pchor. “Edi” - Edwardem Fedorowiczem1,który był równocześnie łącznikiem “mojej” placówki łączności.
“Edi” pracował w PAST (Duetsche Post Osten) i dzięki temu miał możliwość zaopatrywania placówek łączności AK w różnego rodzaju sprzęt: bębny, kable, aparaty telefoniczne, akumulatory i różne części zapasowe, a niekiedy też części radiowe. Odbierałem je i przekazywałem “Mirowi” lub “Florkowi”. Czasem “Edi” dostarczał je sam na wskazane miejsce. Przedmioty te zdeponowane były częściowo w oficynach pasażu Mikolascha, częściowo w punkcie kontaktowym przy Kołłątaja 12. Większy sprzęt przechowywano w jednej z piwnic straganiarskich na pl. Halickim.
Przerzucany był później na teren woj. Lubelskiego. Zajmował się tym “Mir”.


Jednak istotna jest kolejna akcja;

Ja otrzymałem nowe zadanie. Przebywającym na terenie miasta żołnierzom AK, kurierom, ukrywającym się  zbiegom z obozów, (w tymtakże żołnierzom sowieckim) groziło niebezpieczeństwo i dalsze ukrywanie się we Lwowie było niepożądane. Należało wyprowadzić ich bezpiecznie w kierunku lasów Janowskich lub Żółkwi, i w oznaczonym miejscu przekazać  łącznikom.
Akcja przerzutowa prowadzona była pod kryptonimem “DOROŻKA 31”. Punktem kontaktowym w lesie Janowskim była miejscowość Stawy- Stracz (lub podobnie). Rozpoczęta w maju 1943 r. - trwała do maja - czerwca 1944 r. Napotykaliśmy w niej na niejedną przeszkodę, mieliśmy sporo kłopotów, zakłóceń i opóźnień, czego niestety nie dało się uniknąć.


Cała akcja była możliwa dzięki ludziom zatrudnionym w HKP

„prowadziłem rozmowy z Marianem Wolakiem, Polakiem zatrudnionym w charakterze brygadzisty w warsztatach remontowo-samochodowych, których oficjalna nazwa brzmiała: W. Betrieb 9 des H. K. P. 547 Lemberg, Stauffenstr. 31 (na ul. Na Bajki 31). Marian Wolak był w okresie międzywojennym przemysłowcem, a w sportowym środowisku Lwowa znany był jako motocyklista. Na moją propozycję współpracy oświadczył iż musi się zastanowić, ponieważ sprawa jest ryzykowna i niebezpieczna, a warsztaty znajdują się pod ścisłym nadzorem Wehrmachtu.”

Wolak się  zgodził.
Technicznie wyglądało to tak;
Na Bajki istniały bowiem realne warunki dla akcji tego rodzaju, tym bardziej, że pracowali w nich przeważnie Polacy. Wolak wyraził w końcu zgodę na przejazdy samochodem do Janowa w ramach tzw. próbnej jazdy po remoncie. (Tego rodzaju zabiegi stosowane były w warsztatach remontowych jako sprawdzian użyteczności pojazdu). W rachubę wchodziły wyłącznie samochody ciężarowe. Jazdy do Żółkwi Wolak stanowczo odmówił, ponieważ w tamtej okolicy grasowali banderowcy, a kierownictwo warsztatów - nie planując jazd próbnych na tej trasie - nie wystawiłoby nam przepustki. Wolak zastrzegł również, że nie zawsze będzie można wyjechać w ustalonym przez nas terminie.
Odległość do okolic Janowa była niewielka i jazda próbna nie trwała dłużej niż godzinę. Nieco dłużej tylko wtedy kiedy samochód zatrzymywany był przez kontrole.

Tu więcej szczegółów, acz nie wszystkie. Relacja Kazimierza Simona;
https://www.wbc.poznan.pl/Content/8127/PDF/Biuletyn%20nr40%202000.pdf (https://www.wbc.poznan.pl/Content/8127/PDF/Biuletyn%20nr40%202000.pdf)

Skoro już jesteśmy przy tej relacji, warto zwrócić uwagę na to, co się działo w tym czasie na ulicy Brajerowskiej. Ilość laryngologów zasugerowała mi numer 4 ale pewności nie ma. Kawałek dalej był też lokal „kasy chorych”.

Wracając do „operacji DOROŻKA 31”  – nie pasują dwie sprawy, acz nie w sposób eliminujący.
Czas -  wydaje się, że Lemów ewakuowano wcześniej. Być jednak może , że incydentalnie robiono takie akcje także wcześniej?
Oraz wektor – realizowano przerzuty z miasta – za miasto. Ludzi ukrywających się na Piaskach trzeba by odwrotnie – choć to chyba nie był większy problem?
Istotne jest to, że takie akcje były możliwe i były realizowane we Lwowie.
Dorzucić fragment CZN?
Dorzucę
Marcinow (pracownik garaży ROHSTOFFERFASSUNG na wieść że wywożą Żydów.) - Jadę do sortowni. Ulica jest zamknięta, ale maszynę firmowa puszczą. Pod szmatami ich wywiozę.
- Żydów?! – Tadeusz nabrał powietrza w płuca i gwizdnął – jak nic mogą rąbnąć... kara śmierci.
- kara śmierci? – przeciągnął Marcinow. Otworzył drzwi. – Karol, kręć kobyłę.


Książkowa akcja się powiodła

Chyba jeszcze będzie jakiś cdn.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Q w Sierpień 28, 2021, 11:34:11 pm
Brawo, brawo! Coś mi się zdaje, że tą dorożką zrewolucjonizujesz lemologię bardziej, niż ja Masłobojnikowem (nie przymierzając) ;).
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 29, 2021, 11:55:11 am
Cytuj
Brawo, brawo!
Dziękuję.  :)

To już chyba ostatni wpis w tym temacie. Jest relacja szczegółowa – jak taka akcja przerzutowa przebiegała.
Oto ona;

Dla jazdy próbnej po remoncie wyznaczone zostały godziny przedpołudniowe (11 00 -12 00 ). Samochód wyjeżdżał z warsztatów i dojeżdżał do Gródeckiej (wzgl. Żółkiewskiej) z podniesioną maską. Zatrzymywał się kilkanaście metrów przed kościołem św. Anny (lub apteką). Ruch uliczny był w tym miejscu bardzo duży. Kierowca przez kilkanaście minut pochylał się nad silnikiem, a my w tym czasie wsiadaliśmy na platformę, co zajmowało kilkanaście sekund. Wolak posiadał na przejazd oryginalną przepustkę, wydaną przez Betrieb 9 des H.K.P. 547 na swoje nazwisko “plus dwie osoby”. (Owe dwie osoby, rzekomi pomocnicy, ubrane były w brudne poplamione kombinezony robocze). W przepustce nie określano szczegółowo trasy, zaznaczając jedynie, że jest to próbna jazda. Wystawiona była w j. niemieckim na oryginalnym druku i zarejestrowana w specjalnej książce kontrolnej w kancelarii firmy. Samochód jechał ul. Janowską z małą szybkością, zatrzymując się kilkakrotnie w miejscach najbardziej ruchliwych, pozorując kontrolę silnika, a my mogliśmy wtedy rozejrzeć się i zorientować w “nastroju” ulicy. Takie ślimacze tempo jazdy stosowaliśmy aż do stacji kolejowej Lwów - Kleparów.
W Janowie dojeżdżaliśmy przeważnie do skraju lasu lub do miejscowości Stawy - Stracz, skąd - po wymianie hasła - łącznik odchodził z “podróżnym”, a my powracaliśmy do Lwowa już inną drogą. Samochód zawsze prowadził sam Wolak.
Z uwagi na obóz koncentracyjny ulica Janowska była stale inwigilowana przez gestapo, agentów cywilnych, kapusiów i żandarmerię na motocyklach. Była też często zamknięta, a samochody przepuszczano po dokładnej kontroli dokumentów. Duże zdenerwowanie wywoływało u nas zawsze zatrzymywanie przez lotne kontrole sprawdzające celowość przejazdu, wiarygodność dokumentów oraz przeprowadzające rewizję samochodu. W pobliżu stacji Lwów - Kleparów zatrzymywano wszystkie samochody. Odbierano przepustkę , i zabraniając wychodzenia z pojazdu, kazano kierowcy czekać. Po 15 - 20 minutach przepustkę zwracano i można było jechać dalej. A po powrocie do warsztatu okazywało się, że kontrolerzy telefonicznie sprawdzali w biurze wiarygodność dokumentu.
Zatrzymywano nas podobnie w pobliżu obozu koncentracyjnego na Janowskiej. Na szczęście nie kontrolowano osób w samochodzie.
Obok stacji kleparowskiej widzieliśmy dwukrotnie dużą grupę więźniów. Byli to przygotowani do wywiezienia Żydzi, otoczeni przez SS - manów.
Jak już wspomniałem, podczas owych jazd towarzyszył nam strach i duże napięcie. Nie wstydziliśmy się tego. Może moje nerwy były wyjątkowo napięte, bo nie odpocząłem jeszcze po więzieniu wystarczająco i dobrze już wiedziałem co mnie czeka w wypadku niepowodzenia akcji. Widocznie jednak duch mego pradziada - powstańca Linkowskiego - szybował nade mną i czuwał.
Choć bywaliśmy w różnych sytuacjach, wychodziliśmy z nich bez uszczerbku dla sprawy. Może dlatego, że akcja odbywała się w dzień, przy pełnym ruchu ulicznym, a podniesiona maska samochodu stwarzała dobre pozory. Wolak był ponadto dobrym fachowcem, swobodnie władał językiem niemieckim i udzielał kontrolerom rzeczowych wyjaśnień. Oryginalne dokumenty firmy niemieckiej również miały swoją wagę. Bywały także okresy spokoju, ale zawsze byliśmy czujni. Woziliśmy w samochodzie dużych rozmiarów bańkę na mleko wypełnioną do połowy oliwą maszynową, a pod dorobionym drugim dnem wkręcanym na gwinty, przechowywaliśmy dwa rewolwery i amunicję. Woziliśmy także narzędzia ślusarskie, linkę i inny potrzebny sprzęt. Przykre było tylko to, że po powrocie do domu nie można było odreagować napięcia i odprężyć się, zwierzywszy się z przeżyć i lęków przed najbliższymi. Obowiązywała nas przysięga zachowania tajemnicy.
Dopiero po wojnie najbliżsi członkowie rodziny dowiedzieli się o mojej AK - owskiej działalności.
Akcja “Dorożka 31” miała przerwę w zimie z powodu dużych śniegów i mrozów, ale wówczas przerzucano ludzi trasą kolejową na linii Lwów - Kraków - Lublin. W okresie lat 1943 - 1945 przerzuciliśmy na teren lasów Janowskich 100 osób. Dokładną statystykę prowadzili “Mir” i “Florek”.

Nasza konspiracyjna działalność zakończona została w czerwcu.

Simon opisał ją w kolejnej części swoich wspomnień. Schowane są trochę głębiej w necie, dlatego obszernie zacytowałem. Więcej relacji znaleźć można tutaj – powyższa z biuletynu nr 41.
https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/results?q=G%C5%82osy+Podolan&action=SimpleSearchAction&type=-6&p=2 (https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/results?q=G%C5%82osy+Podolan&action=SimpleSearchAction&type=-6&p=2)

Pozostaje odnieść się do punktów 4-5
Czy Stanisław Lem miał dojście do „organizacji”?
Odpowiedź jest oczywista. Miał, ponieważ z nią współpracował. Więcej ma ten temat, tutaj:
https://forum.lem.pl/index.php?topic=2138.60#msg89061 (https://forum.lem.pl/index.php?topic=2138.60#msg89061)
Tyle że nie był zaprzysiężonym członkiem (jak to ujął Bartoszewski) a powody tego braku zaprzysiężenia subtelnie wyłożyła A. Gajewska na stronie 118 ZiG.
Zatem możliwość takiej współpracy była, natomiast czy mogło do niej dojść?
Odpowiedź w takiej sytuacji musi być żartobliwa – widocznie mogło, skoro doszło.
Poważniej, na ten czas jest za mało źródeł by mieć pewność. Jedno jest pewne - Lemowie zostali uratowani.

Może jeszcze jedno – sprawdziłem tego organizatora przerzutów z relacji Simona.
Marian Wolak.
Było przed wojną we Lwowie kilku Wolaków, ale żaden z nich (ujętych w książce adresowej) to nie Marian. Hmmm.. .jak daleko jest Marian od Jan?
Ale to na pewno ten Jan, kierownik warsztatów – zgadza się miejsce pracy.
(https://i.imgur.com/5zYSdJF.jpg)
Dodam, że warsztaty samochodowe „na Bajkach 31” to 5 minut na nogach z garaży  ROHSTOFFERFASSUNG, gdzie pracował Lem. Są dosłownie o krok od ul. Krótkiej, zatem mocno prawdopodobne, że pracownicy zwyczajnie się znali. Po linii branżowej.
(https://i.imgur.com/bBUSRUu.jpg)
A - to warsztaty RROHSTOFFERFASSUNG
B - warsztaty na Bajkach 31, później HKP


I być może – współpracowali?
  A, że jak powieściowy Marcinow  - Wolak pełnił podobną funkcję i w akcji osobiście kierował samochodami, kusi postawić tezę... znak równości?
Jasne, nieuprawniona – jednak pamiętać warto, że Marcinow istniał naprawdę co powiedział sam Lem w rozmowach z Beresiem.- „Swojego kolegę przerobiłem na komunistę Marcinowa.”
tejstory end
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: lemolog w Sierpień 29, 2021, 06:53:31 pm
Dziękuję za materiał, za ciekawą interpretację małej, niestety, znanej ilości faktów.

Ale nie "tejstory end", a CDN !

Wydawnictwo Literackie przygotowuje do wydania pod koniec 2021 roku "Biografie S.Lema" autorstwa Agnieszki Gajewskiej:
http://karnet.krakowculture.pl/artykul/1128/mglawica-lem

Mam nadzieję, że będą tam nowe informacje o życiu Lemów w czasie okupacji i ich ratowaniu, nowe dokumenty i relacje świadków, "dorożka"...
Czekamy...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 30, 2021, 09:46:05 am
Cytuj
Dziękuję za materiał, za ciekawą interpretację małej, niestety, znanej ilości faktów.
Na zdrowie  :)
Cytuj
Mam nadzieję, że będą tam nowe informacje o życiu Lemów w czasie okupacji i ich ratowaniu, nowe dokumenty i relacje świadków, "dorożka"...
Czekamy...
No, też czekam. Liczyłem, że ukaże się równo w rocznicę, ale chyba jest opóźnienie?
Ciekawie się zapowiada, sądząc z  wywiadów i rzeczywiście...temat "kobiety" jest bardzo ulotny.
Najtrudniejsza natomiast była rekonstrukcja losów kobiet otaczających Lema. Ich troskliwość sprawiła, że mimo rozmaitych trudności, wliczając w to problemy zdrowotne, mógł pisać. Niełatwo było zrekonstruować chociażby biografię jego matki Sabiny, która jest jedną z najbardziej tajemniczych postaci w życiu pisarza, choć przecież mieszkała w Krakowie do lat 70. ubiegłego stulecia.
Z wielu względów, ale też, idąc za maż zmieniają nazwisko i znikają. Chyba, że zna się nazwisko małżonka. Ot, taka najmniej opisana ciotka...właściwie nic o niej nie wiadomo, poza tym, że się urodziła. Dwa lata starsza od Samuela...siostra jego - Mechcie.
Gajewska nawet nie zdanie-  Mechcie(ur. 1877),
Ja, podobnie - A co z Mechcie? Nie wiem, brak jakichkolwiek odniesień do niej sugeruje, że młodo umarła lub zerwała z rodzinnym kręgiem.
Zniknęła...a może to ta Mechel? Z domu Lehm? I zmieniła nazwisko na Fracht?
(https://i.imgur.com/0N3hB6y.jpg)
Wtedy jakoś uprawdopodobniły by się te historie o straconych kamienicach, o których Lem wspominał, a co miałem za wydumane. Samuel na pewno nie miał, ale może chodziło mu o rodzinę w szerszym znaczeniu? Bo ta Mechel Fracht, jak najbardziej - posiadała realność. Na placu Gołuchowskich 10.
(https://i.imgur.com/OdPK7IC.jpg)
https://jaroslawrokicki.com/lista-majatkow-kresowych/ (https://jaroslawrokicki.com/lista-majatkow-kresowych/)
A może to jednak inna?
No nic - trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Edi.T.
"Mechel" to jednak imię męskie (bodaj Michał) - kim zatem jest Mechcie? Małym Michałkiem, czy Michasią?

Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Listopad 13, 2021, 12:53:23 pm
Wydawnictwo Literackie przygotowuje do wydania pod koniec 2021 roku "Biografie S.Lema" autorstwa Agnieszki Gajewskiej:
http://karnet.krakowculture.pl/artykul/1128/mglawica-lem
Mam nadzieję, że będą tam nowe informacje o życiu Lemów w czasie okupacji i ich ratowaniu, nowe dokumenty i relacje świadków, "dorożka"...
Czekamy...
I się doczekaliśmy  :) Panie Konsultancie  ;)
Jest sporo nowych faktów. P. Gajewska dotarła do nieznanych a interesujących źródeł. W ich wyniku czeka mnie sporo zabawy tutaj; kilka sprostowań, sporo uzupełnień, czasem istotnych.
No, będzie zabawy na kilka tygodni  :D tylko jeszcze nie wiem, jak się do tego zabrać technicznie.
Tymczasem na rozkręcenie - mieszkańcy kamienicy z adresem Brajerowska 4.
Tak gdzieś...w połowie lat 30-stych.

1. Kormus Henryk (1933), ul. Brajerowska 4. adwokat
2. Dr. Neuman Joachim Albert (1932), ul. Brajerowska 4.
3. Dr. Rosenberg Wilhelm (1906), ul, Brajerowska 4.
4. Ignacy Rosenberg, dr., adw., Brajerowska 4.
5. Dr. Lehm Samuel. 53-14  Lehmowa S., Brajerowska 4.
6. Dr. Wolner Gacel, Brajerowska 4, tel. 83-14.
7. Dittersdorf  Lea, emer., Brajerowska 4.
8. Klein Izydor, kand. adw., Brajerowska 4.
9. Seiden Klaudyna, prakt. apt., Brajerowska 4.
10. Gruner B. , m. Brajerowska 4. 105-61
Przy czym Pan Gruner miał tam jeszcze firmę
Przedsiębiorstwo dla międzynarodowych transportów BERNARD GRuNER LWÓW, Brajerowska 4. Telefon 105-61

Trochę ich tam mieszkało.


Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Listopad 18, 2021, 09:37:58 pm
Zatem zaczynam od sprostowania.To chyba największa szkicowa „wtopka”.  :-[
Jak słusznie zauważyła A. Gajewska:
Na stronach internetowych można odnaleźć informacje, że Henryk Hescheles był bratem (albo bratankiem) Mariana Hemara, a nawet dzieckiem Berty, zatem kuzynem Stanisława. Redaktor „Chwili” nie był jednak spokrewniony ze Stanisławem Lemem.
I w szkicach zagnieździł się bick podobny.

Jednak drugą wątpliwość biografki można wyjaśnić;
Nie wiadomo, skąd wzięła się pogłoska, że Henryk Hescheles, późniejszy redaktor syjonistycznej „Chwili”, jest bratem Hemara. Z moich ustaleń wynika, że był nieślubnym dzieckiem siostry Izaka Mendla Heschelesa, Gusty Hescheles, czyli jego kuzynem. Ze Stanisławem Lemem nie łączyły go zatem żadne więzy pokrewieństwa, co nie znaczy, że nie pozostawali w zażyłych relacjach.
Noo wiadomo, skoro sam wpadłem w te sidła!  8)
Źródłem błędu był biogram na stronie ŻiH i tam Polskiego Słownika Judaistycznego (https://archive.md/0Dm5q) , a za nim notka w wikipedii (już poprawiona). Jako, że Henryk był dla mnie postacią poboczną, nie drążyłem samodzielnie tego tematu w źródłach.
Jednak, by nie wybielać się zanadto muszę się przyznać do grzechu gapiostwa...przecież wystarczył rzut oka na datę urodzin Henryka, a następnie Berty, by widzieć, że to była niemożliwość...no, prawie niemożliwość.
Musiałaby urodzić go bezślubnie mając ok. 15 lat. I takiego rozsądkowego rzutu zabrakło.
Dobra tam – dość samobiczowanka.  :D

Zatem byłby nieślubnym dzieckiem jednej z żon panów Heschelesów?
Lub ich sióstr?
W grę wchodziłoby trzech; Leib, Sender i Ire. Tzn  zakładam, że taki mąż dałby nazwisko.
P. Gajewska sugeruje wariant siostrzany.
Z moich ustaleń wynika, że był nieślubnym dzieckiem siostry Izaka Mendla Heschelesa, Gusty Hescheles

Jednak ja, siostry Heschelesów o takim imieniu nie znalazłem (vide drzewko). Za to, notatka w książce z biogramami z 1939 sugeruje wariant bracki.
Na tej książce opiera się też poprawiona notka w wikipedii (https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Hescheles)
Autor ksiażki biograficznej - Stanisław Łoza (red.): Czy wiesz kto to jest? Uzupełnienia i sprostowania. Warszawa: 1939,
Jest tam taki zapis; Syn Benjamina i Augusty z Kornfeldów.
(https://i.imgur.com/7WF1wyr.jpg)

Imię się jakby zgadza Augusta, Gusta...;  u Łozy Kornfeld, u Gajewskiej Hescheles.
Optymalnym zatem wydaje się przyjąć, że niejaka Augusta Kornfeld miała nieślubnego syna Henryka, którego ojcem był jakiś Benjamin (nie widzę takiego imienia w tej gałęzi Heschelesów), a która wyszła za jednego z trzech opcjonalnych Heschelesów czym uzyskała nazwisko dla siebie i syna.
Chyba że było inaczej, co w tak śliskiej materii muszę asekurancko zastrzec.  ::)
Pozostaje jeszcze dołączyć poprawione drzewko z relacją Hescheles-Lehm
(https://i.imgur.com/CpFEjTR.jpg)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Listopad 22, 2021, 05:49:47 pm
Watek realny...ościowy?
 A właściwie to nierealnościowy....no,  może pół-realny :)
Czyli kamieniowanko...
Nasampierw :)) wyjaśnienie co do Mechel Fracht z  nieodległego wpisu

Wtedy jakoś uprawdopodobniły by się te historie o straconych kamienicach, o których Lem wspominał, a co miałem za wydumane. Samuel na pewno nie miał, ale może chodziło mu o rodzinę w szerszym znaczeniu? Bo ta Mechel Fracht, jak najbardziej - posiadała realność. Na placu Gołuchowskich 10.
...
A może to jednak inna?
No nic - trzeba uzbroić się w cierpliwość.
....
Edi.T.
"Mechel" to jednak imię męskie (bodaj Michał) - kim zatem jest Mechcie? Małym Michałkiem, czy Michasią?

Mechel Fracht to syn Josefa Frachta i Chane Lem (ew. Lehm.).
(https://i.imgur.com/p7wk1yd.jpg)
Najmłodszy z trójki tych co się urodzili i przeżyli (po Jakobie i Elje). Rzeczywiście, z linkowanej księgi wynika, że w latach 30-stych posiadał kamienicę lub jej część. Jednak matka Chane Lem, jest raczej z jakichś innych Lemów. Nie widzę powiązań z „naszymi”, choć wspólne nazwisko też o czymś świadczy. Daty urodzenia dzieci sugerują, iż Chane byłaz z rocznika ~ 1840, a więc z pokolenia dzieci Mojżesza i Chane Jutte Wixel.
 A zatem siostra, choćby Herscha/Hermana (ur.1842) – dziadka Stanisława. Nie znalazłem jednak śladów które by ich wiązały.
Zostaje więc opozycja – zupełnie inne Lemy (tak właśnie pisane, bez "h"/wcześniej odrosła boczna gałąź..

Zatem tę kamienicę (plac Gołuchowskich 10)  przezornie... skreślamy 8)

Druga realność wiąże się z Marią – córką Berty, siostrą Hemara, matką Stefka i Mietka z WZ.
Miała ona dwóch mężów. Drugi, już starszy i zamożny adwokat (który rozwodził ją z pierwszym) pochodził z rodzimy Wittlin. Na początku wojny zginął, kilka lat później Maria. Dokładniej historię tę opowiadam na stronie tej (https://forum.lem.pl/index.php?topic=1726.30).
Czy zatem Maria miała nazwisko Wittlin? Bo jeśli tak, to taka osoba posiadała kamienicę.
Na ulicy Tetyńskiej 31.
(https://i.imgur.com/dC74yig.jpg)
Cóż, z braku innych śladów, na razie sprawa ta niepewna. Ale nie skreślałbym.

Trzecia realność, wyskoczyła za sprawą najnowszej książki A. Gajewskiej. W niej odnalazła się zagubiona najstarsza siostra Samuela – Chaja (ur. 1863). Byś może poświęcę jej oddzielny wpis, teraz tylko zaznaczę, że wyszła za mąż i zmieniła nazwisko na Kalisch i zaczęła używać imienia Klara.
Mając dwadzieścia dziewięć lat, wyszła za mąż za kupca Izaka Eisiga Kalischa, dwudziestosiedmioletniego wdowca. Chaje, która zaczęła w tym czasie używać imienia Klara.

Tak się składa, że taka właśnie osoba była właścicielką kamienicy na ulicy Balonowej 6. Prawdopodobieństwo, że mowa o tej samej osobie zwiększa fakt, że ten adres jest tuż obok miejsca zamieszkania państwa Kalisch podanego przez Gajewską (czyli Panieńska 4)
(https://i.imgur.com/JP70QLQ.jpg)

Sporo więc wskazuje, że Lem pisząc o pozostawionych we Lwowie kamienicach nie miał na myśli ojcowskich – których najwyraźniej nie było - lecz te z szerokiego kręgu rodzinnego (Gajewska wspomina jeszcze o kamienicy Fryderyka, choć spoza Lwowa).
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Grudzień 08, 2021, 10:07:49 pm
Wracając do mrocznych czasów okupacji, zwłaszcza, że przytoczona historia zaczyna zazębiać się z omawianymi w Akademii opowiadaniami "z Krzysztofami".
W wątku  "Czas nieutracony III: Powrót". (https://forum.lem.pl/index.php?PHPSESSID=2c407d33185f5ec479cd6e445ae5f1f0&topic=2155.msg90244#new)

Nowa książka Agnieszki Gajewskiej wypełnia w dziejach Lema istotną lukę dotyczącą epizodu okupacji niemieckiej . Sięgnęła mianowicie do wspomnień profesora Józefa Motyki, które są dostępne od kilku, a może nawet kilkunastu lat, jednak jakoś dotychczas unikały szerszego rozgłosu. Zapewne z powodu małego nakładu i braku reklamy.
Chodzi o książkę  sprzed 9 lat, wydaną nakładem rodziny i być może uczelni – tę"
https://w.bibliotece.pl/1401981/Ostatni+wyk%C5%82ad (https://w.bibliotece.pl/1401981/Ostatni+wyk%C5%82ad)
https://gbp.gminagrybow.pl/pl/1106/1393/ostatni-wyklad.html (https://gbp.gminagrybow.pl/pl/1106/1393/ostatni-wyklad.html)

W życiopisie tym,  rzeczony profesor wspomina czasy okupacji spędzone we Lwowie. Niestety nie mam do niej dostępu, stąd interesujące nas fragmenty zacytuję za profesor Gajewską i innymi. Oto ich część;
Jeden z epizodów życia Stanisława Lema w ukryciu podczas okupacji niemieckiej we Lwowie możemy zrekonstruować na podstawie wspomnień profesora botaniki Józefa Motyki. Choć nie wymienił on nazwiska pisarza, trudno mieć wątpliwości, jeśli zajrzymy do wspomnień Hugo Steinhausa (wydane pośmiertnie Wspomnienia i zapiski), który potwierdził, że Lem ukrywał się u Motyki w ogrodzie botanicznym. Sam Motyka pisał o tym tak: „Błagał mnie o ukrycie przynajmniej na krótki czas znany obecnie autor powieści science fiction. Było to w okresie największego natężenia furor teutonicus, teutońskiego szału, najbardziej niebezpiecznego dla osób ukrywających Żydów. Zgodziłem się na to w dość niezwykłych okolicznościach”

i dalej
Józef Motyka, ówczesny docent i wykładowca botaniki, w czasie okupacji niemieckiej zarządzał ogrodem botanicznym na Cetnerówce, gdzie kierowano z getta pracowników przymusowych. Przysyłał ich bezpośredni przełożony Motyki, major Krüger, dawny profesor weterynarii. Motyka wspominał: „Byli przerażeni, do największego stopnia, prawie nieprzytomni ze strachu. Było oczywiste, że nie nadają się zupełnie do pracy w ogrodzie”.
i
Motyka nie wspominał o warunkach życia w getcie, sam zresztą mieszkał w przeciwległej dzielnicy, nic nie wskazuje też, by miał wcześniej bliskie kontakty z żydowskimi mieszkańcami miasta. Pracownikom przymusowym, którzy przybywali do ogrodu botanicznego pod eskortą Ukraińców, radził, by urządzili zbrojny bunt, utworzyli oddziały partyzanckie i próbowali odkupić broń od niemieckich żołnierzy. W związku z zajmowanym stanowiskiem wydawał im zarówno zaświadczenia o pracy, jak i – dzięki kontaktom z proboszczem – wystawiał fałszywe metryki chrztu. Nie wiadomo, czy z tego źródła pochodziła metryka chrztu Lema, wydaje się jednak, że miał już dokumenty, zanim trafił do Motyki. Lem nie należał do grupy więźniów przyprowadzanych do pracy z getta, musiał więc z niego uciec wcześniej. Z relacji Motyki wynika, że pisarz ukrywał się z kimś jeszcze, wspominał o „dwójce Żydów”, a nie o dwóch Żydach, co świadczy o tym, że drugą osobą była kobieta. Na jej temat pojawia się tylko jedna wypowiedź Lema, zamieszczona w niepublikowanym wywiadzie z Adamem Makowskim, kiedy pisarz wspominał, że przy ulicy Zielonej u państwa Podłuskich mieszkał „na kocią łapę” z pewną dziewczyną.
i
Motyka wyznawał po latach, że ukrywanie Żydów było bardzo niebezpieczne, nawet wtedy, gdy – jak ów pisarz science fiction – mieli tzw. aryjskie papiery. „Nie mogli mieć żadnych osobistych rzeczy, nawet ręczników i zapasowej bielizny. Jadali ugotowane przez żonę posiłki na naszych talerzach, naszymi łyżkami i widelcami, spali na naszej pościeli. Płacili za utrzymanie, byli zamożni, ojciec był znanym lekarzem. Żywność trzeba było kupować za wysoką cenę na czarnym rynku – nie mieli oczywiście kart żywnościowych, żona wyliczała się zawsze z wydatków, nie zarobiliśmy na nich ani złotówki”.
Czerwone - cytaty z Motyki, pogrubienie moje.

Tyle Agnieszka Gajewska – jest jeszcze uzupełnienie, na które uwagę zwrócił nasz Lemolog, potwierdzające powyższe relacje, od samego Lema w przedmowie do książki Bartoszewskiego wydanej na rynek niemiecki;
Podczas gdy w Warszawie organizowano Żegotę, czyli Radę Pomocy Żydom przy Delegaturze Rządu RP na Kraj, „we Lwowie nie było [już] getta. Biedne kramy i małe domki za drewnianymi płotami – nigdy nie zbudowano prawdziwej ściany – były już puste. W tym czasie mieszkałem w budynku Ogrodu Botanicznego we Lwowie, który graniczy z cmentarzem w Łyczakowie, i dlatego słyszałem wybuchy w grudniowe noce, kiedy niemieccy myśliwi wrzucali granaty do grobowców, gdzie jeszcze kilku Żydów ukrywało się po ucieczce z gettta”.

Powyższe cytaty z książki Agnieszki Gajewskiej; Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku, WL 2021 s. 124-126.

Z jakiegoś powodu profesor Gajewska ominęła fragment o tym, że ukrywający się Lem w oczach profesora Motyki był związany  z konspiracją.
Zatem uzupełnię z innego źródła:
W czasach II wojny światowej dyrektor ogrodu prof. Józef Motyka ukrywał w nim  Żydów. Pomagał również zdobyć metryki chrzcielne i wystawiał fałszywe zaświadczenia o  pracy. Dzięki temu kilka tysięcy osób uchroniło się przed wywózką do obozów  koncentracyjnych. Jedną z osób, której pomógł prof. Motyka, był „młody człowiek związany  z ruchem oporu, syn znanego lwowskiego lekarza, później znany pisarz science-fiction” .
Stanisław Lem (Motyka 2008, 241).
https://depot.ceon.pl/bitstream/handle/123456789/13304/3000-LIC-FP-00700001387.pdf?sequence=1&isAllowed=y (https://depot.ceon.pl/bitstream/handle/123456789/13304/3000-LIC-FP-00700001387.pdf?sequence=1&isAllowed=y) - str 33.
Ten cytat też tutaj;
https://lwow.info/ogrod-botaniczny-na-cetnerowce/ (https://lwow.info/ogrod-botaniczny-na-cetnerowce/)
Niejasna datacja publikacji profesora Motyki - w tekście rok 2008, w przypisie 2012.
Czyżby były dwa wydania? Może różniły się też treścią?


Jednak sens jest podobny - w miesiącach od lata (sugestia Gajewskiej – sierpień) do grudnia 1942 Stanisław Lem ukrywał się w ogrodzie botanicznym Cetnerówka, chroniony przez profesora Motykę. Później na skutek grożącej dekonspiracji opuścił mieszkanie tracąc notatki i pierwsze utwory;
Jeszcze raz Gajewska:
W wyniku donosu Motyka wypowiedział mieszkanie Lemowi i jego partnerce i – jak twierdził – znalazł im bezpieczną kryjówkę u koleżanki żony, która była Niemką. „Oświadczyłem gościom, że muszą natychmiast zniknąć – w swoim i naszym interesie, podałem im adres nowego schronienia. Zrozumieli, że ratuję im życie. Wrzuciłem do pieca grube zeszyty, w których mój gość pisał coś prawie bez przerwy, wyniosłem na pole i rozrzuciłem – w nocy – popiół, sprawdziłem, czy nie pozostały jakieś ślady. Czekałem kilka dni na rewizję – nie nastąpiła”. Pierwsze rękopisy Lema spłonęły więc we Lwowie podczas panicznego zacierania śladów. Motyka musiał zakładać (lub wiedział), że opisuje on bieżące wydarzenia.

Tyle jeśli chodzi o w miarę twardą bazę źródłową.
Miękka baza, bazująca na utworach Lema, interpretacje i wiadomo - koniekturalizacje, tudzież stosowne grafiki - w cedeenie.  :)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Grudzień 11, 2021, 12:17:28 am
Ogrodowy cedeen
Cytuj
Miękka baza, bazująca na utworach Lema, interpretacje i wiadomo - koniekturalizacje, tudzież stosowne grafiki - w cedeenie. 
Zatem czas na bazę miękką. :)

Ogród  – często pojawia się w młodzieńczych wierszach Lema w kontekście  pewnej kobiety (kto cię ujrzał w ogrodzie wieczoru, jak w echu własnych myśli...jak przez ogród szedłem przez dźwięki  aby spotkać ciebie i ciszę.....oraz w opowiadaniu „Tajemniczy ogród” z stycznia 1947 roku (publikacja w TP kwiecień 47) .
Wczytując się w treść niemal nie ma wątpliwości, że chodzi właśnie o rozległy ogród botaniczny wspomniany w poprzednim wpisie  – miejsce w miarę bezpieczne, gdzie bohater Krzysztof, spotyka, a jak się później okaże - tylko  roi sobie, dziewczynę.
Spotykają się na ławeczce (warto zerknąć w wpis o innym opowiadaniu z ławeczką – tu (https://forum.lem.pl/index.php?topic=2155.msg90277#new)).
Scena ogrodowa rozgrywa się wieczorem pod koniec września, a zakładając prawidłowość datacji i koncepcji, byłby to wrzesień 42.
Z opisu wynika też, że dziewczyna jest w jakichś relacjach z zarządzającymi ogrodem, mieszka niedaleko....mimo, że finalnie ułudą.
Jednak najciekawsze jest te kilka zdań – a skąd to Krzysztof codziennie przybywa do rzeczonego ogrodu?
Zacytuję:
"Krzysztof wychodził z warsztatu, kiedy pierwsze cienie ułatwiały metamorfozę krajobrazów....Krzysztof spieszył do parku, aby jak najszybciej przebyć strefę wrogich wpływów i znaleźć się wśród drzew... w ostatni wieczór września Krzysztof przyszedł bardziej zmęczony, niż zazwyczaj. Głowę pełną łomotu blach, płomieni i woni spalonego żelaza...uciszyła ciemność.
Na trzeci dzień Krzysztof przyszedł nieco później. Musiał pomagać przy kuciu wielkiej stalowej sztaby i ręce drżały mu jeszcze od ciężkiego  młota."

Brzmi znajomo?
Jak nic, to warsztaty samochodowe firmy Rohstofferfassung.  Tam praca trwała niemal do wieczora ( wrześniem to całkiem późno) a po niej ryzykowny powrót do miejsca, wynikałoby – ukrywania się u profesora Motyki.
Jak sam Lem wspominał, pierwotnie wolał mieszkać w warsztacie, jednak później najwyraźniej nastąpiła nagła ewakuacja do wspomnianego Ogrodu.
Czyli ewakuacja z warsztatów, gdzie wcześniej pomieszkiwał nie wiązała się od razu z porzuceniem pracy, co sam Lem datował na 43-ci rok...chyba...chyba, że była to już inna praca, acz o podobnym charakterze – „mechanika-spawacza” ( o tych innych pracach Lem także wspominał, choć enigmatycznie).
Z całej reszty wynikałoby też, że Lem miał już papiery „aryjskie”, choć nie mogły być one mocne. Fakt, że były one wystawione na Ormianina sugeruje raczej, że nie miał on „dobrego wyglądu”.
Kolejny wniosek wynikający z rozmów z pisarzem, że papiery te „robione były” pod koniec pracy w garażach, co jakoś wiąże się z obserwowaną z sąsiedniej kamienicy łapanką (to tam, ta staruszka od naleśników, która go chwilowo przechowuje „przez parę dni siedziałem u jednej dobrej staruszki, zanim mi te papiery wyrobiono”) – czyżby ta właśnie łapanka została opisaną w tomie drugim?
„A w 1943 musiałem zwinąć żagle”
Może to dotyczyć firmy "R", a może schronienia w ogrodzie profesora Motyki, bo wtedy właśnie, co wynika z jego relacji, musiał on  Lema „ewakuować”.
Mogło to nastąpić już w styczniu, bo jeszcze w grudniu 42 Lem przebywał w Ogrodzie "W tym czasie mieszkałem w budynku Ogrodu Botanicznego we Lwowie, który graniczy z cmentarzem w Łyczakowie, i dlatego słyszałem wybuchy w grudniowe noce".
I tyle luźnych skojarzeń.
W każdym razie postać wykreowanego bohatera Krzysztofa niemal na pewno łączy się z ówczesnymi przeżyciami pisarza, co jest też istotne w kontekście Krzysztofa z drugiego opowiadania, a może i Krisa?
Oraz pewnej dziewczyny.
Wspomniane opowiadania – przypomnę „ Ogród ciemności” i „Dzieje jednego odkrycia”, łączy coś jeszcze coś – bliskość topograficzna.
Wystarczy rzut oka na mapę Lwowa, by dostrzec, że skraj cmentarza łyczakowskiego, gdzie rozgrywa się scena ławkowa z Odkrycia, niemal łączy się z Ogrodem Botanicznym, gdzie ma miejsce scena ławeczkowa z „Ogrodu”.
To dosłownie kwestia przejścia kilkudziesięciu, może kilkuset metrów.
Oto przedwojenna mapa opisywanego terenu
(https://i.imgur.com/4sqTmlX.jpg)
Krzyżykami zaznaczone domniemane ławeczki, cmentarną przy grobie "Wacka" i ogrodową.
Tutaj te miejsca na mapach z 41 i niżej z 44 roku
(https://i.imgur.com/Qnmt042.jpg)
Plastyczność opisu w obu opowiadaniach wskazuje, że pisarz rejon ten po prostu znał.
Niewykluczone, że teren cmentarza był obszarem przez który prawdziwy Lem wracał z roboty w garażach do bezpiecznego chwilowo ogrodu.
A może w wymiarze bardziej literackim, jest to ta sama ławeczka?
A dziewczyna która się przy niej pojawia – tą samą dziewczyną? (lub jej cieniem?).
Korci, by Ocean z Solaris lub bazę na tej planecie uznać za przetworzoną w wyobraźni kolejną samotnię, w której Ona się niespodziewanie pojawia.
Ale to już chyba z nazbyt miękkiej materii tkane interpretacje.
Wymyślam sobie zjawy, a potem dziwię się, kiedy rozpływają mi się w palcach. Dlatego sądzę...że to co jest nie liczy się, a ważne jest to co dopiero będzie. Ale tymczasem pozwalam wymykać się z rąk wszystkim rzeczom, choć tak bardzo potrzebna jest pewność.
- A ja?
- Ty? Nie ma cię przecież, to ja ciebie stworzyłem – ty jesteś mną.

(„OC”)

Całe opowiadanie można przeczytać tutaj – strona 10
http://mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=3088&from=publication (http://mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=3088&from=publication)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Grudzień 11, 2021, 01:55:26 am
Napoczęłam książkę A. Gajewskiej - na razie znajomo - jak u Ciebie w wątku - wujki, ciotki, bracia, siostry, dzieci...kto by to ogarnął;)
Teraz o Lwowie...i tak, też zwróciłam uwagę na to miasto ogrodów...oraz skąd Krzysztof z ogrodowego opowiadania przybywa - z warsztatu...a także które to ogrody.
Cytuj
W każdym razie postać wykreowanego bohatera Krzysztofa niemal na pewno łączy się z ówczesnymi przeżyciami pisarza, co jest też istotne w kontekście Krzysztofa z drugiego opowiadania, a może i Krisa?
Oraz pewnej dziewczyny.
Ta dziewczyna?

Tylko ty ocalałaś
Przeprowadzona przez płomień,
Biały profil dziewczęcy
W zwęglonej wyobraźni.
Utrwalony jak czarna pieczęć
Paproci, zakutej w węgiel
Przetrwa lasy karbonu,
Które zwalił ocean.


z wiersza "Miłość" - 1948


Tak - tak, jak pisałam już w wątku o "Nieutraconym" - 3*K to przetwarzanie stałego motywu wymykającej się dziewczyny, wymyślonej samodzielnie, podsuwanej przez ocean, pojawiającej się w nieoczekiwanych miejscach, czasie - K raz sam ją znika, raz żegna, bo on umiera - ostatecznie to ona umiera, a on czeka na cud.

Miałam dać do Akademii, ale tutaj Filipówka - Pohulanka - Łyczakowski...zrobiłam zdjęcie tramwajowe - jakoś widok na pętlę - z cmentarza - zatrzymał...chyba stamtąd ostatnie spojrzenie Krzysztofa na cmentarną dziewczynę i skok na tramwajowy stopień...
skoczył na stopień. (...) a w głębi - mała i nikła - sylwetka kobiety stojącej nieruchomo w otworze głównej alei, jak barwny motyw oleodruku. - z jej strony - za łukiem...tramwaj:
(https://i.imgur.com/5nj9Tc2.jpg)

(https://i.imgur.com/9QZS5x2.jpg)

(https://i.imgur.com/2M2OSLx.jpg)
Tylko wozy były inne...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Grudzień 11, 2021, 06:54:51 pm
Cytuj
Tak - tak, jak pisałam już w wątku o "Nieutraconym" - 3*K to przetwarzanie stałego motywu wymykającej się dziewczyny, wymyślonej samodzielnie, podsuwanej przez ocean, pojawiającej się w nieoczekiwanych miejscach, czasie - K raz sam ją znika, raz żegna, bo on umiera - ostatecznie to ona umiera, a on czeka na cud.
Ano. W sumie jestem kompilatorem. Piszę jak o swoich "wynalazkach", ale wielu tekstów tutaj by nie było, gdybyś Ty nie pisała swoich (i nie tylko tutaj).  :)
Na przykład - Kris!  :)
Za co wielkie dzięki.
A skoro przy nim, ciekawym czy Harey jest opisana a jeśli, to jak? Np, czy ma niebieskie oczy i jest blondynką? Nie pamiętam, a czas na razie nie sprzyja by wrócić do S.
Cytuj
Miałam dać do Akademii, ale tutaj Filipówka - Pohulanka - Łyczakowski...zrobiłam zdjęcie tramwajowe - jakoś widok na pętlę - z cmentarza - zatrzymał...chyba stamtąd ostatnie spojrzenie Krzysztofa na cmentarną dziewczynę i skok na tramwajowy stopień...
skoczył na stopień. (...) a w głębi - mała i nikła - sylwetka kobiety stojącej nieruchomo w otworze głównej alei, jak barwny motyw oleodruku. - z jej strony - za łukiem...tramwaj:
O, super, że dałaś wizualizacje.
Tylko od nich przyznam, nieco zgłupiałem. Ten tramwaj...
Linia z przystankiem dochodzi tylko do bramy głównej, co widać nawet na zamieszczonych powyżej mapkach. A pomnik obrońców jest z drugiej strony cmentarza. Zatem domniemany grób też.
Jakim więc cudem on...który po rozstaniu "Biegł w górę marmurowych schodów, przeciął najkrótszą drogą cmentarz" aż rozbolała go noga... dopadł bramy. I tramwaju...mógł ją z tego tramwaju widzieć?
Nawet niechby małą...biegła za nim? Zjawa?
Nie pasuje mi to. Nie mogę też znaleźć porządnego planu cmentarza by namierzyć choćby grób tego Mazanowskiego i lotników, co śmigła sterczące (bo ten właściwy byłby już obok, blisko)
 No nic, nie wszystko na raz.  8)
Cytuj
Ta dziewczyna?

Tylko ty ocalałaś
Przeprowadzona przez płomień,
Biały profil dziewczęcy
W zwęglonej wyobraźni.

Utrwalony jak czarna pieczęć
Paproci, zakutej w węgiel
Przetrwa lasy karbonu,
Które zwalił ocean.


z wiersza "Miłość" - 1948
Tak - ta.
I ta
I tylko glina zapamięta
Podziemny kształt wygasłych ust. Na grobach wschodzi miedź i mięta
Kwiaty unoszą pusty wzrok, ponad powieki już niczyje
I kiedykolwiek stąpnę, śmierć. Ciemność. Nie wiem za co żyję.

"Cmentarz polny" 1947

I ta;
Dziewczyna którą kochał
O oczach jaśniejszych niż powietrze
Chwyciła w piersi kulę

W złotych rzęsach zgasły dwa małe nieba
Piotr
Uczył się od umarłej miłości.

"Triolet" 1947

Niebieskie oczy? jak dziewczyna z cmentarza

i ta

I z melodii, jak z polnej drogi
widzę biały zarys twej twarzy
czasem głos twój nawet usłyszę
Wieczór w oknach dopala błękit
Miesza duże gwiazdy z muzyką
Jak przez ogród szedłem przez dźwięki
Aby spotkać ciebie i ciszę

"Valse triste" 1948

Ale najbardziej - ta

Zawsze była daleka. Jak dzieci i ptaki
Muszę być teraz prosty i pełen śmierci, taki,
Jak, żelazo, które ją zabiło
Dziewczyno jasnooka, tak samotnie piękna...


*** 1948
Właściwie ten wiersz o niej w całości.
(https://i.imgur.com/ZKlolPN.jpg)
To jeden z tych 4 wierszy na 16 opublikowanych w TP, którym Lem nie dał dalszego życia w książkach (zakładam, że on)

Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: .chmura w Grudzień 11, 2021, 07:48:18 pm
Jaka szkoda, że Remuszko nie może Was czytać (niedługo rocznica)! Z szacunkiem...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Lieber Augustin w Grudzień 11, 2021, 11:26:48 pm
Cytuj
Dziewczyno jasnooka, tak samotnie piękna,
Że kazdą zmarlą chwilę budujesz od nowa,
Nie uśmiechaj się, obca, gdy czytasz te słowa:
Jesteś milczeniem wiersza, ciszą mego tętna.

Kto cię ujrzał w ogrodzie wieczoru, jak w echu
Własnych mysli milczacą o miłosci, przyzna,
Że ciemność nie pokona twojego uśmiechu.
W twoich dłoniach, nie w gwiazdach jest moja ojczyzna.
...jak śmierć potężna jest miłość...
(Pieśń nad pieśniami, 8; 6)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Grudzień 12, 2021, 12:01:50 am
Jaka szkoda, że Remuszko nie może Was czytać (niedługo rocznica)! Z szacunkiem...
Dziękujemy:)
Noo...jak Remuszko nie przebije się z drugiej strony to mamy niezbity dowód na niebyt;)

A co to te...klepsydry dziękczynne?;))
Harey:
Cytuj
A skoro przy nim, ciekawym czy Harey jest opisana a jeśli, to jak? Np, czy ma niebieskie oczy i jest blondynką? Nie pamiętam, a czas na razie nie sprzyja by wrócić do S.
ma ciemne włosy sczesane w tył, 19 lat, szare tęczówki, ciemne rzęsy.
Cytuj
O, super, że dałaś wizualizacje.
Tylko od nich przyznam, nieco zgłupiałem. Ten tramwaj...
Linia z przystankiem dochodzi tylko do bramy głównej, co widać nawet na zamieszczonych powyżej mapkach. A pomnik obrońców jest z drugiej strony cmentarza. Zatem domniemany grób też.
Jakim więc cudem on...który po rozstaniu "Biegł w górę marmurowych schodów, przeciął najkrótszą drogą cmentarz" aż rozbolała go noga... dopadł bramy. I tramwaju...mógł ją z tego tramwaju widzieć?
Nawet niechby małą...biegła za nim? Zjawa?
Nie pasuje mi to. Nie mogę też znaleźć porządnego planu cmentarza by namierzyć choćby grób tego Mazanowskiego i lotników, co śmigła sterczące (bo ten właściwy byłby już obok, blisko)
 No nic, nie wszystko na raz. 
Rajt - też mi nie zagrało - pomyślałam, że za łukiem musiało być kiedyś zejście na ten przystanek ze zdjęcia - ale wtedy biegł by w dół...a ona...właśnie: pomyślałam sprinterka albo zjawa - tertium non...;)
Czyli jeszcze jeden spacer - z wygrzebanych zdjęć - myślę, że właściwy:

Na przystanku pod bramą cmentarną było pusto.

(https://i.imgur.com/ErSd1C4.jpg)
To jest główne wejście na cmentarz Łyczakowski - ten przystanek z poprzedniego postu to drugi przystanek przy Orląt - myślę jednak, że Lem napisał o tym Łyczakowskim.

Krzysztof szedł ulicą grobowców (...) Z kłębów liści wynurzały się blade posągi, tragiczne anioły...
(https://i.imgur.com/tvcJoYw.jpg)
(https://i.imgur.com/arLtuF5.jpg)

Tu i ówdzie wiotka koronka żelaznego krzyża odkrywała się oczom...
(https://i.imgur.com/fQgw2ho.jpg)
Te krzyże chyba zostały zebrane później - coś mi się tli...

Teraz przejście na cmentarz Orląt:
Pobiegł dalej. Nagle, jak zawsze, pękł cisnący się ku dróżce wał rozplenionych gęsto krzaków i szerokie łuki cmentarza Obrońców otwarły przestrzeń.
(https://i.imgur.com/VGm27q6.jpg)
(https://i.imgur.com/jM3DvYX.jpg)
Te powyższe groby to nie Orlęta - to polegli z dywizji SS Galizien oraz ukraińskiej armii halickiej.
Dopiero:
(https://i.imgur.com/y99cc3F.jpg)
Zamknięte klamrą kolumnady szeregi grobów opadały stopniami w dół, ku miastu.
(https://i.imgur.com/yx0c3Oc.jpg)
I tam w dole ten drugi przystanek z tramwajem - ale tam nie ma przejścia - czy było?
Widok w odwrotną stronę:
(https://i.imgur.com/dDqmZgw.jpg)
Pomnik lotników jest właśnie na górze:
(https://i.imgur.com/DjjjDoi.jpg)

I teraz: Biegł w górę marmurowych schodów, przeciął najkrótszą drogą cmentarz, obijał się wzrokiem o spokojne szyderstwo grobowców (...) dopadł bramy. Tramwaj, brzękliwe pudło, odjeżdżał właśnie do miasta. Skoczył na stopień. Po raz ostatni zamajaczyła mu za czarnymi pręgami żelaznej sztachety kurzawa liści rozburzona ruchem wozu, a w głębi - mała i nikła - sylwetka kobiety stojącej nieruchomo w otworze głównej alei, jak barwny motyw oleodruku.

Opis pasuje do powrotu na główny przystanek...przed bramą z żelaznymi sztachetami - tylko ona...gnała za nim przez te schody, ścieżki, grobowce...? To jest jeden przystanek tramwajowy...
Sprinterka czy zjawa?:)
Spotkanie cmentarne - w każdem - zjawiskowe:)

Tyle mojego - a tutaj jest mapa, zdjęcia, opisy Łyczakowskiego:
https://cmentarzlyczakowski.pl/mapa-cmentarza/ (https://cmentarzlyczakowski.pl/mapa-cmentarza/)
I jego części - czyli Obrońców:
https://www.lwow.home.pl/orleta/orleta39.html#cmentarz (https://www.lwow.home.pl/orleta/orleta39.html#cmentarz)
1 września podczas ataku na lwowski dworzec poległo dwóch kolejarzy zmieniających światła w lokomotywie. Jednym z nich był weteran obrony miasta Wincenty Gerlach, którego wkrótce pochowano na Cmentarzu Obrońców Lwowa. We wrześniu pojawiły się tu jeszcze cztery groby, a miesiąc później kolejnych pięć. W listopadzie jeszcze jeden. Oficjalnie wiadomo jeszcze o następnych czterech pochówkach poległych w walce z Niemcami.
https://www.kawiarniany.pl/2017/08/28/cmentarz-orlat-cmentarz-obroncow-lwowa/ (https://www.kawiarniany.pl/2017/08/28/cmentarz-orlat-cmentarz-obroncow-lwowa/)

Co do wierszy - właśnie: jak śmierć - Finis vitae sed non amoris...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Q w Grudzień 12, 2021, 08:34:07 am
Ta dziewczyna?

Tylko ty ocalałaś
Przeprowadzona przez płomień,
Biały profil dziewczęcy
W zwęglonej wyobraźni.

Utrwalony jak czarna pieczęć
Paproci, zakutej w węgiel
Przetrwa lasy karbonu,
Które zwalił ocean.


z wiersza "Miłość" - 1948
Tak - ta.
I ta
I tylko glina zapamięta
Podziemny kształt wygasłych ust. Na grobach wschodzi miedź i mięta
Kwiaty unoszą pusty wzrok, ponad powieki już niczyje
I kiedykolwiek stąpnę, śmierć. Ciemność. Nie wiem za co żyję.

"Cmentarz polny" 1947

I ta;
Dziewczyna którą kochał
O oczach jaśniejszych niż powietrze
Chwyciła w piersi kulę

W złotych rzęsach zgasły dwa małe nieba
Piotr
Uczył się od umarłej miłości.

"Triolet" 1947

Niebieskie oczy? jak dziewczyna z cmentarza

i ta

I z melodii, jak z polnej drogi
widzę biały zarys twej twarzy
czasem głos twój nawet usłyszę
Wieczór w oknach dopala błękit
Miesza duże gwiazdy z muzyką
Jak przez ogród szedłem przez dźwięki
Aby spotkać ciebie i ciszę

"Valse triste" 1948

Ale najbardziej - ta

Zawsze była daleka. Jak dzieci i ptaki
Muszę być teraz prosty i pełen śmierci, taki,
Jak, żelazo, które ją zabiło
Dziewczyno jasnooka, tak samotnie piękna...


*** 1948
Właściwie ten wiersz o niej w całości.
(https://i.imgur.com/ZKlolPN.jpg)
To jeden z tych 4 wierszy na 16 opublikowanych w TP, którym Lem nie dał dalszego życia w książkach (zakładam, że on)

Te wiersze, zwłaszcza ostatni, wyglądają mi na na tyle silne uprawdopodobnienie Hipotezy Racheli, że aż wysłałem Przewodasowi link do niniejszej dyskusji.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Grudzień 12, 2021, 01:00:19 pm
Cytuj
Te wiersze, zwłaszcza ostatni, wyglądają mi na na tyle silne uprawdopodobnienie Hipotezy Racheli, że aż wysłałem Przewodasowi link do niniejszej dyskusji.
No to ok.
Może ma więcej czasu i możliwości? Bo mnie, prawdę powiedziawszy, kończą się pomysły.
Cytuj
Noo...jak Remuszko nie przebije się z drugiej strony to mamy niezbity dowód na niebyt;)
Tak właśnie  :D
Cytuj
A co to te...klepsydry dziękczynne?;))
Najwyraźniej nastrój tematu... udzieliwszy.
Cytuj
ma ciemne włosy sczesane w tył, 19 lat, szare tęczówki, ciemne rzęsy.
Widzę, że jednak trop Harey jest, jest ...nie bardzo.
Chyba, że po tylu latach oczy jej wyblakły...jej w jego pamięci, bo przecież ona cała z niej.
Jak teraz zerkam, wygląda to na eksperyment zmartwychwstania wyłącznie na podstawie pamięci tego-który-pamieta. Najwyraźniej nieudany.
Marginesrm, zauważyłem dziwne...bo jeśli już na siłę szukać w Solaris, to jedynie wiek Harey intryguje - 19 lat. To akurat by pasowało do ogrodu AD 1942.
Stanisław lat 21 i 19-latka którą zauroczon.
Za to nijak ma się do Krisa K.
Wspomina o niej jak o kimś z kim żyje się latami. To co, wyrwał już 14-latkę?
Dwa, zdążyła  podczas wspólnych lotów nabrać wprawy w obsłudze rakiety - Harey, która tyle razy towarzyszyła mi w podróżach, trochę się na tym znała.
 Dziecko brał na wyprawy?
Zresztą on sam dziwny - kosmonauta? Pracujący wcześniej w laboratorium i posiadający na stanie zastrzyki? To bardziej Krzysztof z "Odkrycia".
Te 19 lat - ni przypiął.
Ale boirąc za dobrą, czy raczej złą monetę, można szukać nagrobka ; 1923-1942. Ewentualnie z lekkim przesunięciem.
Dużo takich nie ma raczej, ale jak zerknąłem - masa tam nieczytelnych płyt.
Cytuj
Rajt - też mi nie zagrało - pomyślałam, że za łukiem musiało być kiedyś zejście na ten przystanek ze zdjęcia - ale wtedy biegł by w dół...a ona...właśnie: pomyślałam sprinterka albo zjawa - tertium non...;)
Czyli jeszcze jeden spacer - z wygrzebanych zdjęć - myślę, że właściwy:
O! Dobre zobrazowanie.
Co do przystanku z tej strony, to chyba nie było nawet linii tramwajowej. Może po wojnie dorobili?
Cytuj
Pomnik lotników jest właśnie na górze:
Ok, ale w opowiadaniu, nie chodzi o pomnik lotników, a o groby lotników. Zazwyczaj dawano na nie śmigła.
I o takich czytałem, ale na cmentarzu janowskim...jeśli to kolejna zmyłka - się poddaję. :)
Dzięki wsparciu Fundacji Wolność i Demokracja kontynuujemy odnawianie kwatery lotników. Odlewamy groby i odnawiamy krzyże. W tym roku udało nam się odlać dwanaście grobów, z nich osiem jest nowych. Planujemy ustawić tam metalowe krzyże i śmigła jak przed wojną – powiedział Zbigniew Pakosz.
https://arch.kuriergalicyjski.com/actualnosci/8800-dzien-zaduszny-na-cmentarzu-janowskim-we-lwowie-2 (https://arch.kuriergalicyjski.com/actualnosci/8800-dzien-zaduszny-na-cmentarzu-janowskim-we-lwowie-2)
Czy byli tacy też na łyczakowskim?
Jedno, co pewne to ten grób Mazanowskiego...mijany. Z obrazka widać, że w dole od pomnika (widoczny pomnik Francuzów), ale Krzysztof szedł dalej...niżej. A tam już prawie koniec cmentarza  :-\
(https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/99/Lwow_%28Lviv%29_-_Cmentarz_%C5%81yczakowski_%28Lychakiv_Cemetery%29_-_summer_2017_037.JPG/1280px-Lwow_%28Lviv%29_-_Cmentarz_%C5%81yczakowski_%28Lychakiv_Cemetery%29_-_summer_2017_037.JPG)
Ale te zniszczenia...więc nawet jeśli nawet taki grób istnieje, to już w opowiadaniu, zaledwie po 2 latach był zarośnięty. Zresztą, chyba skromnie, sama płyta, co akurat by pasowało, bo kto miał głowę do pomników w 42/43.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: lemolog w Grudzień 12, 2021, 01:19:37 pm
Jeszcze od S.Lema cmentarz i ławeczka:
"– (...) Na cmentarz?
– No to co? Tam nikogo nie ma.
Brama była zamknięta, poszli kawałek dalej, do furtki. Najpierw stały ogromne, szare, pozieleniałe grobowce patrycjuszów, mamuty z ozdóbkami, posągami, kolumnami, znicze o kolorowych szybkach, miniaturowe kościółki, mauzolea. Droga zwęziła się, kiedy zeszli z głównego traktu. Zamiast asfaltu był tu żwir, suchy, sypki, po bokach – mniejsze grobowce, jakby wykonane seryjnie, jak z taśmy; betonowe kloce, tu i ówdzie czarna polerowana płyta, na niektórych napis już się zacierał, litery wyjedzone.
Szli dalej. Coraz więcej było starych drzew, coraz mniej widoczne groby, nie skoszona trawa rosła wysoka, nareszcie Tomek zatrzymał się przed małą kapliczką między brzozami.
– Tu?
– Możemy siąść.
– Dobra.
Z boku stała ławeczka, spróchniała, w szparach drzewa – zielone nasionka, zeschłe klonowe listeczki. Siedli. Tomek otworzył nową paczkę papierosów, Mat stuknął papierosem o paznokieć – korkowy ustnik. Pewno specjalnie kupił – na spotkanie. Nic nie powiedział. Zapalili...".
(Lem S., Exodus, publikacja w 1959)
 
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Grudzień 12, 2021, 03:37:54 pm
Cytuj
Widzę, że jednak trop Harey jest, jest ...nie bardzo.
Chyba, że po tylu latach oczy jej wyblakły...jej w jego pamięci, bo przecież ona cała z niej.
Nie przywiązywałabym się tak do wyglądu...czy Krzyśki były jednakie? - sęk raczej w zjawach, zgonach, spotkaniach...
Cytuj
Marginesrm, zauważyłem dziwne...bo jeśli już na siłę szukać w Solaris, to jedynie wiek Harey intryguje - 19 lat. To akurat by pasowało do ogrodu AD 1942.
Stanisław lat 21 i 19-latka którą zauroczon.
Za to nijak ma się do Krisa K.
Wspomina o niej jak o kimś z kim żyje się latami. To co, wyrwał już 14-latkę?
Dwa, zdążyła  podczas wspólnych lotów nabrać wprawy w obsłudze rakiety - Harey, która tyle razy towarzyszyła mi w podróżach, trochę się na tym znała.
 Dziecko brał na wyprawy?
Wydaje mi się, że temat wieku Harey już tutaj...gdzieś...że już się dziwiliśmy... :-\
Dlatego tym razem już się nie czepiałam;)
Cytuj
Co do przystanku z tej strony, to chyba nie było nawet linii tramwajowej. Może po wojnie dorobili?
Mnie się wydaje, że to ta sama linia - tramwaj nr 7.
Ta główna brama to Łyczakowski. O ile pamięć mnie nie zawodzi, to Orlęta w prawo za bramą. Tory idą wzdłuż cmentarza - czyli kolejny to właśnie Orlęta - a końcowy to Pohulanka?
Cytuj
Jedno, co pewne to ten grób Mazanowskiego...mijany.
Myślę, że w czasach okołowojennych te groby nie były tak uporządkowane jak teraz.
Zobacz:
https://www.kawiarniany.pl/2018/02/11/cmentarz-orlat-lwowskich-wojna-stare-zdjecia-lwowa/ (https://www.kawiarniany.pl/2018/02/11/cmentarz-orlat-lwowskich-wojna-stare-zdjecia-lwowa/)
Nie wszystkie nagrobki mogły przetrzymać zawieruchy...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Grudzień 12, 2021, 04:57:18 pm
Cytuj
Jeszcze od S.Lema cmentarz i ławeczka:
Dzięki L. Wprawdzie cmentarz jest zbyt ogólnikowo nakreślony by coś, ale wskazane opowiadanie utwierdza mnie w przekonaniu, że Lem cenił "blondynki w niebieskim".
Blondynka w niebieskim swetrze bez rękawów (oczy jego – nie przestawał żuć – wykonały trzy skoki: nogi, twarz, ręce; zważał na ręce) z niesionym ostrożnie talerzem (risotto – taniocha) zwolniła kroku, szukała wzrokiem miejsca. Ugryzł prawie pół kromki i starannie zapijając kęs grochówką, zerknął raz jeszcze w górą. Ładna była.
Cytuj
Nie przywiązywałabym się tak do wyglądu...czy Krzyśki były jednakie? - sęk raczej w zjawach, zgonach, spotkaniach...
O Krzyśki mniejsza, to tylko projektory do prezentowania JEJ  ;)
Mogą być zmienne.
Cytuj
Wydaje mi się, że temat wieku Harey już tutaj...gdzieś...że już się dziwiliśmy...
Może, ale nie w Akademii na S. Tam bardziej dominuje strona techniczna fantomizacji i eksportowania kopiuj-wklej. Nie ma o tym, kim była, dlaczego się zabiła, jakie relacje łączyły ją z młodszym o lat 10, -naście  K ? (poza tym, że miłość)
 Dlaczego on zdecydował się odejść? .. może jest gdzieś indziej?
Natomiast niezłe podsumowanie z wpisu Rachel na stronie 19
Doszłam do wniosku, że Lem jest mistrzem w tworzeniu nastroju. Harey odchodzi bez żadnych, okraszonych łzami pożegnań, w kompletnej ciszy, tajemnicy, zupełnie chłodno.
Jednocześnie między wierszami jest nieopisana ilość napięcia i smutku.

Odrobinę zmienić, zamiast miedzy - w. I...
Cytuj
Mnie się wydaje, że to ta sama linia - tramwaj nr 7.
Ta główna brama to Łyczakowski. O ile pamięć mnie nie zawodzi, to Orlęta w prawo za bramą. Tory idą wzdłuż cmentarza - czyli kolejny to właśnie Orlęta - a końcowy to Pohulanka?
Od tej strony nie tylko tramwaju, ale i przejścia nie było. Czy był mur? Nie wiem.
Wybuch II wojny światowej uniemożliwił zbudowanie od strony Pohulanki bramy wejściowej, która miała być zwieńczona rzeźbą orlicy tulącej pisklęta.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Cmentarz_Obro%C5%84c%C3%B3w_Lwowa (https://pl.wikipedia.org/wiki/Cmentarz_Obro%C5%84c%C3%B3w_Lwowa)
Cytuj
Nie wszystkie nagrobki mogły przetrzymać zawieruchy...
Tak, brzmi jak memento.
Jeszcze trochę podłubię, to tu; to tam..ale bez większych nadziei.
Coś nam ten wybitnie listopadowy wątek, nie chce zamienić się na bardziej grudniowy. Choć Harey...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Grudzień 12, 2021, 08:48:41 pm
Cytuj
Może, ale nie w Akademii na S. Tam bardziej dominuje strona techniczna fantomizacji i eksportowania kopiuj-wklej. Nie ma o tym, kim była, dlaczego się zabiła, jakie relacje łączyły ją z młodszym o lat 10, -naście  K ? (poza tym, że miłość)
 Dlaczego on zdecydował się odejść? .. może jest gdzieś indziej?
Nie, nie w Akademii - było kilka rozmów o Solaris i Harey...
Cytuj
Od tej strony nie tylko tramwaju, ale i przejścia nie było. Czy był mur? Nie wiem.
Wybuch II wojny światowej uniemożliwił zbudowanie od strony Pohulanki bramy wejściowej, która miała być zwieńczona rzeźbą orlicy tulącej pisklęta.
Właśnie napisałam, że bramy chyba nie było, ale czy był ten mur?
Bo z tramwajem tak:
W 1894 r. ulicą Łyczakowską przeprowadzono linię elektrycznego tramwaju do rogatki Łyczakowskiej, z odgałęzieniem do cmentarza Łyczakowskiego
https://lia.lvivcenter.org/pl/objects/lychakivska/ (https://lia.lvivcenter.org/pl/objects/lychakivska/)
Co na mapce wygląda tak:
(https://i.imgur.com/wSrRgZj.jpg)
Gruba, żółta ulica to Łyczakowska - od niej idzie przecznica Miecznikowa - pod samą bramę cmentarną - tam gdzie pinezka.
I co? Tramwaj tam się zatrzymywał przy cmentarzu i bez pętli wracał? Teoretycznie...
Albo linia szła jak zaznaczyłam - Miecznikowa - Lewickiego - Wachniewicza i przy Orlętach ten przystanek Pohulanka, który na zdjęciu - pętla, którą widać...i powrót na Łyczakowską.

Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Grudzień 12, 2021, 09:24:44 pm
Cytuj
Co na mapce wygląda tak:
Mapka Twa pokazuje jak jest teraz.
Natomiast, na przedwojennych i niemieckich z wojny, tego odgałęzienia z pętelką nie ma.
Linia leci od Łyczakowskiej w dół, przystanek przy bramie cment. I dalej w dół do Zielonej, tam łączy się z inną. Dobrze to widać na naszej ulubionej stronce.
https://streets.lvivcenter.org/pl/%C5%9Bw.-Pawla/ (https://streets.lvivcenter.org/pl/%C5%9Bw.-Pawla/)
Kliknąć w plan z Horbaya 31 roku (Łyczakowska, św Piotra, Kochanowskiego, Zielona)

Z marginesów tajemnych, luźna kwerenda nazwisk zamieszkałych w ostatniej kwaterze przyniosła jedno, mogące cokolwiek pasować chronologicznie.
Znaczy umarłych w tym roku 42/43 jest więcej ale same st... eeep...dojrzałe roczniki.
Ba, nawet tu tajemnica do końca; Mar... ia; czy jan?
Panas Ma…     1920-1943
i nic więcej, nawet czy blondynka...


Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Grudzień 12, 2021, 10:36:16 pm
Cytuj
Mapka Twa pokazuje jak jest teraz.
I jak mogło być ;D
Ale ok - mapki wyraźnie pokazują, że tam tramwaj nie wjeżdżał.
Wjeżdża teraz.
I w sumie to potwierdza wersję spacerową nr 2. Od głównej bramy, grobowce, ścieżka, schody, groby Obrońców.
Powrót w odwrotnej kolejności.
Biegiem...a ona go ściga...hm.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Grudzień 12, 2021, 11:40:33 pm
Cytuj
Biegiem...a ona go ściga...hm.
i
Cytuj
Sprinterka czy zjawa?:)
Spotkanie cmentarne - w każdem - zjawiskowe:)
:)
Stawiam na zjawę, ona mieszka pod tą płytą grobową.
Niezłe ghost story Lem wysmażył. Jak porównać, wszystkie trzy spotkania ławeczkowe, to w każdym ona zjawia się niczym nadchodząca mgła. A on początkowo jej nie widzi.
Mało tego, pierwsze spotkanie ławeczkowe z "odkrycia" może być na tej samej ławeczce "ogrodowej".
Skupiliśmy się na drugim spotkaniu, cmentarnym - ale pierwsze ma miejsce...no bo jakiż to park może być gdzie nogi same niosą, prawie pusty i co najważniejsze - w pobliżu cmentarza?
Może Ogród Botaniczny? A skoro, to może i ławeczka ta sama? I zjawa może?
Z cmentarza ma niedaleko.  ::)
Nic o sobie nie rzecze, tyle tylko, że widywana codziennie na dość szczegółowo opisanym rogu ulicy ( z tramwajem  :) ).
Jakaś dziwna, bo zjawy kojarzą mi do ciemności. A na cmentarzu ot, u siebie była. To i do bramy odprowadziła cichym lotem.
Oba razy laborant Krzysztof od niej ucieka.
I po niedzieli...
Trochę gene mi skręca metaodmęt ...może by zacząć nowy wątek o opowiadaniach młodzieńczych?
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Q w Grudzień 17, 2021, 09:15:24 pm
Przewodas przeczytał (i odpisał). Twierdzi, że mu to jednak do hipotezy nie pasuje (poza ew. motywem jasnych oczu)...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Grudzień 17, 2021, 09:52:18 pm
Przewodas przeczytał (i odpisał). Twierdzi, że mu to jednak do hipotezy nie pasuje (poza ew. motywem jasnych oczu)...
Jasne, że nie pasuje, skoro on szuka Racheli, a wiersz dedykowany jest Marii. Chociaż, czy aż tak bardzo nie? -  bo w Harey...H jest dość podobne do niewyraźnego M - czyli Marey.
Żart.
Tym niemniej nieuważnie czytał; siebie albo ten wątek - bo sam wynalazł cytat o Kaufmann zamieszczając w swym artykule...ten;
Zapamiętałem szczególnie dziewczynę nazwiskiem Kaufman: złotowłosa przystojna blondynka o oczach jak niebo, która, jak się odezwała, żydłaczyła nie do pojęcia.
Wytłuściłem co istotne i co niemal wprost wynika z wierszy - blondynka o niebieskich oczach (zgasły dwa małe nieba), a nie "jasnych".
Tak samo wygląda dziewczyna z omawianych opowiadań. Głównie Wynalazku; w Ogrodowym mniej, bo tam ciemno  :)
Aa, on przeczytał tylko ten jeden wiersz. Ba, to za mało.
Nie pasuje "żelazo które ja zabiło; a w drugim chwyciła w piersi kulę. To nie opis śmieci po zastrzyku. Acz mogło być samobójstwem.
Jest jeszcze jedna postać dziewczyny, z tomu II; łączniczka z getta bezimienna "siostra Jakuba" i.. ma złote włosy. Zginęła podczas powstania w getcie  lwowskim.
Nie żydłaczy.
I ewentualnie, ma grób na łyczakowskim.
No i... Maria to dość dalekie od Rachel.  :)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Grudzień 29, 2021, 11:54:04 pm
Wczytując się w treść niemal nie ma wątpliwości, że chodzi właśnie o rozległy ogród botaniczny wspomniany w poprzednim wpisie  – miejsce w miarę bezpieczne, gdzie bohater Krzysztof, spotyka, a jak się później okaże - tylko  roi sobie, dziewczynę.
Spotykają się na ławeczce (warto zerknąć w wpis o innym opowiadaniu z ławeczką – tu (https://forum.lem.pl/index.php?topic=2155.msg90277#new)).
Czytam "Wypędzonego..."  - ponieważ jest to poniekąd kompilacja "Beresia", "Fijałkowskiego", wywiadów, listów i materiałów historycznych oraz "Wysokiego Zamku" - postanowiłam powtórzyć tę ostatnią pozycję i?
Może i całościowo to Ogród Botaniczny, ale "ciężko wparta w ziemię beka pełna słodkiej, zimnej wody" - obok "malutkiej ławeczki" - pochodzi wprost z Ogrodu Jezuickiego.

Ogród Jezuicki nie był szczególnie wielki (...) Między wysokimi krzakami, chyba leszczynowymi, bo miały czerwone witki, znajdowała się w pewnym miejscu wielka beka z wodą: zdaje się, że przeniosłem ją w trzydzieści lat później do opowiadania "Ogród ciemności".
"WZ" - wyd. "wyborcze" - str. 11
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Grudzień 30, 2021, 08:19:02 pm
Cytuj
Ogród Jezuicki nie był szczególnie wielki (...) Między wysokimi krzakami, chyba leszczynowymi, bo miały czerwone witki, znajdowała się w pewnym miejscu wielka beka z wodą: zdaje się, że przeniosłem ją w trzydzieści lat później do opowiadania "Ogród ciemności".
Cytuj
Może i całościowo to Ogród Botaniczny, ale "ciężko wparta w ziemię beka pełna słodkiej, zimnej wody" - obok "malutkiej ławeczki" - pochodzi wprost z Ogrodu Jezuickiego.
O, dzięki za ciekawą informację.
Chyba też na dobitkę Zamek odświeżę.
Dzisiaj to Park Iwana Franki, a już w czasach Lema im. Tadeusza Kościuszki - widać pisarz używa najstarszej nazwy.
Zerknąłem na mapę, niemal przylegał do ulicy Brajerowskiej, więc nie dziwota, że młody Stanisław tam buszował. Nawet szukałem czy może owa beczka jeszcze gdzieś, tam ...ale nie. Nie znalazłem.
No, ale skoro ona przeniesiona, to i nie ma jej  :)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Park_Iwana_Franki_we_Lwowie (https://pl.wikipedia.org/wiki/Park_Iwana_Franki_we_Lwowie)
Natomiast widać z tego, jak Lem komponował swoje pejzaże. Czy bieżyniecki, czy okolice realności, czy inne... Mieszał, przenosił, zamieniał, łączył, może zniekształcał. Mam podejrzenie, że wszystkie jego opisywane detale rzeczywistości istniały, natomiast całość była efektem takiego miksującego zabiegu.
Ot, wielka beczka z parku, pojawia się w ogrodzie... bo w opowiadaniu raczej opisywany jest ogród, nie park (ale czy to nie to samo :-\).
Na początku owszem, przed beczką pada słowo park, ale potem już konsekwentnie ogród (i ogrodnicy). W dodatku zamknięty i strzeżony jakąś tabliczką ostrzegawczą przed wejściową furtką. I dobrze mieć zgodę "Ogrodnika" na przebywanie.
W cytacie zaciekawił jeszcze czas (coś on uparcie się rzepi).
30 lat później?
Ogród ciemności, opowiadanie, ma datę styczeń 1947. 30 lat wcześniej był rok 1917. Lem pojawi się na świecie za lat 4.
Ale...skoro tyle przewidział, co tam jedna beka więcej ... 8)
Pewnie chodziło o 20-ścia. Się ma swoje lata to dycha w te, czy we wte - nie robi różnicy.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Styczeń 02, 2022, 12:38:39 am
Tak, to ten sam ogrodopark.
Kontynuując powtórkę "Wysokiego Zamku"...jednak coś jest na rzeczy z tym Ogrodem Jezuickim...może Lem tu dodał dekadę, ówdzie ją ujął? żeby 10 latek - aż tak? :-\

Powoli specjalnością moją stawał się miłość nieszczęśliwa. Zakochałem się do szaleństwa w dziewczynce starszej ode mnie o jakieś cztery lata, a więc pannie prawie dorastającej, gdy ja miałem koło dziesięciu lat. Dziewczę to obserwowałem z dala, w Ogrodzie Jezuickim, w sposób kontemplacyjny, mało się ruszając. (...) Miłość moja do dziewczynki z Ogrodu Jezuickiego nie miała więc żadnej akcji, nie nosiła piętna rozwoju, a jednak była niezwykle intensywna. (...) Chyba nic o mnie nie wiedziała, nie zamieniłem z nią jednego słowa, a jednak linia jej profilu, podbródka, warg wypaliła mi się w pamięci tak dokładnie, że pozostał tego ślad do dzisiaj.
str. 40 z "wyborczego" wydania

I pewnie w którymś kobiecym portrecie ten ślad jest.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Luty 04, 2022, 06:29:03 pm
Zaciekawiła informacja znaleziona u Gajewskiej a rzucona mimochodem i bez podania źródła, że Stanisław wjechał do Polski jako Herman Lehm:
Nieujęta w katalogu Żydowskiego Instytutu Historycznego karta repatriacyjna na nazwisko „Herman Lehm” uświadomiła mi pęknięcie tożsamościowe, którego doświadczył... (str. 515)
A nawet zdziwiła – nie, że Lehm, ale dlaczego wypadł Stanisław?
W tej sytuacji zgrzytnęła nieco historyjka opowiedziana Fiałkowskiemu o pakowanych we Lwowie skrzynkach z nazwiskiem LEM (Ojciec chciał, żebym dodał imię, ale mu tłumaczyłem, że to rzadkie nazwisko i nie ma we Lwowie drugiego Lema).
Tymczasem pojawia się jakowyś Władysław LEM z Łyczakowa i szpas!
He, rzeczywiście w książce adresowej Lwowa z lat 30-stych figuruje jeden Lem, a ścisłej Lem-Fracht z Łyczakowa, jednak to Włodzimierz ( cukiernik :))).
Natomiast pasuje bliski fragment z tegoż Fiałkowskiego ;Rodzice moi, a zwłaszcza ojciec, tak mocno wierzyli w aliantów którzy uratują dla Polski Lwów, że siedzieliśmy tam o wiele za długo.
Patrząc na ciąg zdarzeń, można zauważyć czynniki wpływające na taką decyzję (pomijając sprawy prywatne, rzecz jasna)

- W dniach 2-4 stycznia 1945 miały miejsce masowe aresztowania Polaków zamieszkałych we Lwowie (patrz wspomnienia Marii Kulczyńskiej Lwów-Donbas 1945). Objęły one według szacunków AK około 17 tys. osób, w tym 31 pracowników naukowych Uniwersytetu i Politechniki.
A Lemowie mieli coś wspólnego z tą organizacją, o czym już pisałem.

- W dniu 10 lutego 1945 roku zakończyła się konferencja w Jałcie. Oznaczała ona fiasko polskich i alianckich prób ratowania Lwowa jako miasta polskiego.

- Do akcji przesiedleńczej przystąpiono w maju 1945 roku. W mieście rozpoczęła działalność Polska Komisja Ewakuacyjna, której zadaniem było wydawanie we współpracy z władzami sowieckimi kart ewakuacyjnych, rejestracja przesiedleńców i ich mienia, które podlegało ewakuacji. Mieszkańcy miasta stawili jednak bierny opór przymusowemu przesiedleniu. Nie zgłaszali się do rejestracji i nie pobierali kart ewakuacyjnych.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wysiedlenie_Polak%C3%B3w_ze_Lwowa

Stąd nie dziwi szybkie podjecie decyzji, latem sprawa już była jasna, a komisja Grabskiego ze strony nowych władz, nie miała szansy ugrać nic więcej. Zresztą ona „negocjowała” w sierpniu 45. A transport z Lehmami (jak się zdaje) wyjechał 17 lipca.
Trochę dziwi jednak rodzaj dokumentu podany przez Gajewską. Były owszem "karty repatriacyjne", ale dotyczyły drugiej fali, tej z lat 50-tych i z głębi ZSRR.
Wyglądały tak
(https://armiakrajowa-lagiernicy.pl/wp-content/uploads/formidable/2/grzywacz-anna-karta-repatriacyjna-str-11.jpg)

Pierwsza, interesująca nas fala, posługiwała się raczej Kartami Ewakuacyjnymi, takimi
(http://archiwumkresowe.pl/wp-content/uploads/2018/11/1945-06-06-1-Kolekcja-Stojanowski-Jan-s.-Micha%C5%82a-Kliknij-w-obraz.jpg)

Zatem trudno jednoznacznie stwierdzić, co widziała Gajewska? Może rodzaj zaświadczenia? Podobnego do takiego z Litwy?
(https://sienkiewiczowie.pl/wp-content/uploads/2016/01/za%C5%9Bwiadczenie-dla-ewakuacji.jpg)
W sumie to drobiazg, który niespodziewanie się rozrósł, bo miał być jedynie pretekstem do podlinkowania takiej ciekawostki w duchu Kouski  :D
http://www.menazeria.eu/8,przejazd.html?artykulID=1239 (http://www.menazeria.eu/8,przejazd.html?artykulID=1239)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Ptr w Luty 04, 2022, 06:57:04 pm
Dobre  :D

W szczególności taka gałązka w jednym ze światów możliwych:

Cytuj
Stanisław Lem – krakowski przodownik pracy, budowniczy Polskiej Republiki Socjalistycznej, wieloletni spawacz w zakładach „Tichy”. Fachu uczył się przed wojną u najlepszych lwowskich mistrzów. Po repatriacji osiadł w Krakowie, gdzie podjął się trudu odbudowy Rzeczpospolitej. Jako Ludowy Przodownik Pracy odpowiedzialny był za wdrażanie planów wieloletnich. Zmarł w 1968 roku w wyniku nieszczęśliwego wypadku.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Luty 05, 2022, 01:54:46 am
Zaciekawiła informacja znaleziona u Gajewskiej a rzucona mimochodem i bez podania źródła, że Stanisław wjechał do Polski jako Herman Lehm:
Nieujęta w katalogu Żydowskiego Instytutu Historycznego karta repatriacyjna na nazwisko „Herman Lehm” uświadomiła mi pęknięcie tożsamościowe, którego doświadczył... (str. 515)
A nawet zdziwiła – nie, że Lehm, ale dlaczego wypadł Stanisław?
Przeszłam nad tym gładko - jakoś nie pomyślałam, że chodzi o Stanisława. Chyba nic nie pomyślałam - skoro "nieujęta".
Teraz faktycznie wygląda to na kartę Stanisława - może ktoś pomylił pierwsze imię z drugim?
Po co miałby celowo podawać imię dziadka?
Ukrywali swoje prawdziwe dane przy wyjeździe? Prędzej Samuel - jako znany lekarz - mógłby dokonać jakiś zmian. :-\
Dobre  :D

W szczególności taka gałązka w jednym ze światów możliwych:

Cytuj
Stanisław Lem – krakowski przodownik pracy, budowniczy Polskiej Republiki Socjalistycznej, wieloletni spawacz w zakładach „Tichy”. Fachu uczył się przed wojną u najlepszych lwowskich mistrzów. Po repatriacji osiadł w Krakowie, gdzie podjął się trudu odbudowy Rzeczpospolitej. Jako Ludowy Przodownik Pracy odpowiedzialny był za wdrażanie planów wieloletnich. Zmarł w 1968 roku w wyniku nieszczęśliwego wypadku.
W tej gałązce Lem niczego nie napisał i młodo zmarł...dla mnie przewrotna ta hamerykańska wersja:)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Luty 08, 2022, 08:11:40 pm
Cytuj
W tej gałązce Lem niczego nie napisał i młodo zmarł...dla mnie przewrotna ta hamerykańska wersja:)
Mnie zafrapowała wersja z poetką Zuzanną Ginczanką. Postacią prawdziwą
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zuzanna_Ginczanka (https://pl.wikipedia.org/wiki/Zuzanna_Ginczanka)
Młodziutki Stanisław "wyrywający" mężatkę, no niezłe, co?
Ale do rzeczy...czyli do roboty.
Kolejny aneks.

Tym razem to Aneks do Józefa
Najnowsza książka A. Gajewskiej przyniosła dodatkowe informacje o najstarszym z braci Samuela – Józefie Lehmie.
Oto kluczowe informacje;
Najstarszy brat Samuela, Józef Lehm (ur. 1861), ożenił się 27 grudnia 1892 roku, tuż przed trzydziestymi urodzinami, z dwudziestosześcioletnią Marjem Jütte Stirer, córką Jakuba (lekarza)
i Chaje Stirerów. Marjem 26 marca 1900 roku urodziła córkę Klarę Elzę.

Nowością jest trzecia wersja daty urodzin, przesunięta względem „mojego” źródła (1863) o dwa lata, co cały fantazyjny początek pierwotnego wpisu wysyła...na Berdyczów.
Inna rzecz, że użyte przeze mnie źródło pokazuje datę rejestracji dziecka, a więc dwa lata różnicy są nietypowe, lecz możliwe. Ale też data wynikła z tekstów brata Samuela sugerująca rok 1862, takoż „przesunięta”. Źródło Gajewskiej jest raczej bezsporne, bo jest to Księga Metrykalna.
Wersja druga to myśl jaka przemknęła - błąd w druku! -  czyli że jednak powinien być rok 1862?  :-\
Pisząc druku widzę całą niestosowność użycia słowa "druk", gdyż korzystam z wersji elektronicznej. Ale jako, że mam też wersję prawdziwie drukowaną - widzę tam taką samą (datę).
Zatem mam prośbę do koleżeństwa (i siostrzeństwa) walczącego na wysokim "c" w wątku matematycznym, by się na chwilę zniżyło i rozstrzygnęło -  czy można będąc urodzonym w 1861 roku brać ślub w roku 1892 i być w tym czasie " tuż przed trzydziestymi urodzinami"?
Proszę wyłacznie o poważne propozycje  ;)
W sumie to nieistotność.

Ciekawsza jest nowość druga, a mianowicie potwierdzenie, iż Józef był żonaty. Zastanawiałem się nad tym w bazowym wpisie, ale brakowało śladów. No to są.
Ten fakt oraz ujawniona córka Klara (ur. 1900) wspiera postawioną w pierwotnym wpisie hipotezę, że mógł być też syn – zdolny Mojżesz Lehm, którego odnalazłem w sprawozdaniach szkolnych z epoki. W razie takiej możliwości byłby  ~4 lata starszy od „siostry” Klary.
Do kolejowej kariery Józefa nic specjalnego dodać się nie da.
Aha, są jeszcze wzmianki o chorowitej żonie;
"W roku 1927 Józef opublikował w „Chwili” podziękowanie: „Wielmożnemu Panu Drowi Zygmuntowi Oxnerowi we Lwowie ul. św. Anny 1, za nader sumienne, troskliwe i bezinteresowne wyleczenie mojej żony z ciężkiej i uporczywej choroby, składam tą drogą najszczersze podziękowania. Józef Lehm, starszy referendarz Dyrekcji PKP”
Wyjaśnia to kolejną wątpliwość, co robił Józef po odzyskaniu niepodległości przez Polskę? – otóż, kontynuował pracę na kolei co najmniej do roku 1927, z którego to roku pochodzi ów wpis w gazecie.
Miał w tym czasie 66 lat i wyleczoną żonę. Kolejną z ciotek Stanisława. Raczej nigdzie nie wzmiankowaną.
 Zatem jest to ostatni chronologicznie  ślad jaki udało się o nim  znaleźć, poza datą śmierci rzecz jasna (1941).
Wzmiankowana gazeta umieszcza go też na liście darczyńców „na rzecz ofiar ostatnich pogromów w wsch. Galicyi”. W roku 1920.
I to na razie tyle.
Fragmenty kursywą pochodzą z książki A. Gajewskiej „Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku. Biografia.”, str. 25-26.
Moja notatka bazowa o Józefie - tutaj (https://forum.lem.pl/index.php?topic=1726.15)