Autor Wątek: Piszemy opowiadanko on-line  (Przeczytany 18247 razy)

grabal

  • Gość
Re: Piszemy opowiadanko on-line
« Odpowiedź #15 dnia: Listopad 24, 2004, 11:21:08 pm »
Ze złości uderzył pięścią automat, który uparcie nie miał zamiaru ani obliczyć trajekrorii lotu ani zaparzyć kawy.
Od momentu wypadku Georgiusa nic nie szło po jego myśli.

- Pierwszy oficer razem z Głównym mechanikiem natychmiast mają stawić się na mostku! Zaryczał do komunikatora.

- Dość tego, skończę z tym raz na zawsze.
Powiedział do siebie już znacznie ciszej.

Jeszcze na dodatek te rysunki....


Falcor

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 591
  • ...where no one has gone before.
    • Zobacz profil
Re: Piszemy opowiadanko on-line
« Odpowiedź #16 dnia: Listopad 26, 2004, 04:04:45 pm »
...wyraźnie coś mu przypominały. Nie, nie sama ich treść, ale kreska. Jakby znał rysownika. Starał się sobie przypomnieć gdzie mógł widzieć coś podobnego, gdy nagle zapanowała zupełna ciemność. Zamyślony, w pierwszej chwili, nie do końca zrozumiał co się stało.
Energicznie rozejrzał się dookoła, starając się wychwycić choćby najmniejsze źródło światła. Na próżno. Poważnie się zaniepokoił. Może nawet nieco przestraszył. To nie miało prawa się stać. Nawet gdyby, jakimś cudem, przepadł cały stos to i tak na każdym pokładzie znajdowały się zapasowe akumulatory, które powinny zapewnić zasilanie. W dodatku wszelkie najważniejsze podzespoły i wskaźniki, miały wmontowane własne, miniaturowe baterie. Tymczasem nie paliła się żadna, choćby najmniejsza kontrolka.
Powoli, badając, trochę niezdarnie, przestrzeń przed sobą, szedł w kierunku drzwi. Jego kroki wydawały cichy metaliczny odgłos, który rozchodził się echem po całym mostku. Teraz dopiero uświadomił sobie, że nie słyszy szumu pracującej maszynerii.
Kolejny, ostrożny krok. Jego ręce coś namacały. Przeszkoda zdawała się być bezpośrednio przed nim.
- „Co też się tu znajduje?” – starał się sobie przypomnieć rozkład pomieszczenia, jednocześnie badając przedmiot. Był dziwnie miękki, o znajomych kształtach...
- „Człowiek?!” – przemknęła mu myśl. Odruchowo cofnął ręce. Był przerażony! Sam nie wiedział czemu. – „Zaraz, chwileczkę...” – starał się zebrać myśli – „...to musi być ktoś z załogi. Pewnie pierwszy, albo mechanik. Zrobiłem z siebie zabobonnego durnia.”
- To ty Mat? – odpowiedzi jednak nie było.

Taki zwykły dzień, biało-czarny dzień...

grabal

  • Gość
Re: Piszemy opowiadanko on-line
« Odpowiedź #17 dnia: Styczeń 18, 2005, 12:39:05 am »
- To Ty Mat? Powtórzył panicznie.
Jednoczesnie rozrzarzyły się światła mapy i zobaczył przed sobą sylwetkę Mata.
Automaty ponownie ożyły i roległ się szum pracy przetworników.
- Wzywałeś mnie? Zapytał Mat obojętnym tonem.
- Tak właśnie!... A to co do cholery miało znaczyć?
- Mechanicy usuwają usterkę nadrzędnego sytemu napędowego. Musiało nastąpić krotkie spięcie obwodów zasilania.
- MAT do cholery! Jak długo latamy razem!? Kapitan nawet nie starał się zapanować nad sobą.
- Dlaczego wciskasz mi tu KIT!? Jeżeli nie chcesz ze mną porozmawiać jak z przyjacielem, to może porozmawiamy OFICJALNIE!?
- Nie rozumiem o co Ci chodzi.. bronił się nie umiejętnie.
- Dobrze... dobrze... Ni to do siebie ni to do Mata powiedział pod nosem Kapitan.
- Może pomówimy o niesubordunacjach Twoich podwładnych mechaników? Znasz regulamin. Wiesz co może grozić Głownemu za niesubordynacje JEGO ludzi?
- Jesteśmy kumplami.. oszczędź mi tego... A teraz mam parę pytań. Na początek mów co wiesz o Gregoriusie.

Terminus

  • Gość
Re: Piszemy opowiadanko on-line
« Odpowiedź #18 dnia: Luty 01, 2005, 04:55:15 am »
Kapitan rzucił lekceważące spojrzenie na rozmówcę...
Gregorius? O czymże tamten myśli?  

Bioxhazard

  • Gość
Re: Piszemy opowiadanko on-line
« Odpowiedź #19 dnia: Luty 24, 2005, 02:20:34 am »
   Tymczasem na ziemi parę osób było zajętych innymi rzeczami, a lecące w przestrzeni kosmicznej statki nie pochłaniały ich uwagi nawet w promilach procentów.
  Spotkanie odbywało się w przestronnym pomieszczeniiu znajdującym się na wyspie w pobliżu rezerwtu "Austalia". Zebrani w sali ludzie rozgladli się z rezewą lustrując siebie na wzajem. Widać było w ich zachowniu jakąś ulotną nerwowość jakby mieli coś do ukrycia i zarazem podejżewali że każdy napotkany przez nich człowiek mógłby zagarnąć brutalnie jakąś tajemniece. Było to niewymowne uchucie ale jakże irytujące.  Dapo który już od jakiegoś czasu przyglądał się obecnym nie wedział jak zacząć rozmowę.

Macrofungel

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 512
    • Zobacz profil
Re: Piszemy opowiadanko on-line
« Odpowiedź #20 dnia: Marzec 01, 2005, 07:01:46 pm »
Ale zostawmy na razie Ziemię- nie ma ona żadnego wpływu na rozwój wypadków na pokładzie Mizara; Ziemia mogła się znaleźć w stożku świetlnym tego zdarzenia najprędzej za jakieś 1200 lat. Albo nawet 1500- zależy od tego, gdzie dokładnie znajdował się wówczas Mizar, a tego nawet kapitan nie miał prawa wiedzieć- bez centralnego komputera praktycznie nic nie mógł wiedzieć. Mógł najwyżej zgadywać, że dryfuje gdzieś pomiędzy Beta Orionis a Epsilon Geminorum, ale na tym jego spekulacje musiały się skończyć, bo kłęby ogromnej mgławicy absorbcyjnej, w której statek był zanurzony po brzegi, skutecznie uniemożliwiały dostrzeżenie czegokolwiek. Takim to sposobem cała załoga tkwiła w błogiej nieświadomości tego, co tu się wkrótce miało wydarzyć. Wszystko zdawało się przebiegać prawidłowo: termonuklearny kocioł działał na pełnej mocy, w nadprzewodnikowych obwodach pędziły strumienie elektronów, chłodziwo reaktora bulgotało w skorodowanych rurach.... Tylko ten nieszczęsny komputer za nic w świecie nie chciał współpracować, ale to, według wszelkiego prawdopodobieństwa, było tylko skutkiem sporadycznego błędu w oprogramowaniu. Tak więc niczym szczególnym nie różniła się ta podróż od setek poprzednich, jakie musiała już odbyć doświadczona załoga Mizara- jak zawsze, sprowadzała się do przetransportowaniu ładunku z punktu A do punktu B w czasie nie dłuższym niż t. I tylko jedna rzecz pozostawała tu niejasna: mianowicie ładunek. Kapitan wiedział tylko tyle, że TO pochodzi z ostatniej planety systemu Bellatrix, konstelacji Oriona, ale jaka to jest planeta i czy jest zamieszkana- tego już nie wiedział. Z początku nawet go to nie interesowało- bo co go miał obchodzić jakiś maleńki kawałek materii gdzieś na końcu świata? Bardziej raczej interesowała go gotówka, jaką z pewnością otrzyma, gdy doprowadzi swój statek w wyznaczone miejsce i nie będzie zadawał pytań. Mimo to coś go stale ciągnęło, by choć przez dziurkę od klucza zajrzeć do ładowni... Ale guzik, w grodziach ładowni nie było dziurek od kluczy, tylko czytniki linii papilarnych i detektory głosu, by przypadkiem nie wszedł tam nikt nieupoważniony. Nie było rady- by cokolwiek zobaczyć, musiał je otworzyć...    

Bladyrunner

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 507
    • Zobacz profil
Re: Piszemy opowiadanko on-line
« Odpowiedź #21 dnia: Marzec 14, 2005, 01:40:32 pm »
10 min później stał już pod wejściem do ładowni. Rozejrzał się czy nikogo nie ma w pobliżu. Był to raczej odruch dziecka, które zamierza zrobić coś zakazanego, niż działanie świadome. Wiedział, że jest na tym poziomie sam.
Z podwyższonym tętnem i pierwszymi oznakami potu na dłoniach sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej kapitański klucz magnetyczny w obliczu którego wszystkie grodzie i drzwi na statku stawały otworem. Nastąpił moment wahania, ale na dobrą sprawę już gdy skierował się w stronę ładowni w jego głowie nieśmiało dawały o sobie znać symptomy nijako samoczynnie podjętej decyzji o tym co zrobi kiedy dotrze na miejsce. Kapitan wziął głęboki oddech i zdecydowanym ruchem umieścił niewielki prostopadłościenny klucz w szczelinie pośrodku drzwi. Czerwona dioda, która jeszcze przed chwilą jaśniała obok szczeliny ustąpiła miejsce zielonej - służbowe wejście do ładowni było otwarte. Ruszył przed siebie popychając ciężkie stalowe wrota, które za sprawą zainstalowanego wspomagania ustąpiły jakby w ogóle ich nie było i nagle w jednej chwili wszystko znikło. Kapitan stanął jak wryty, patrzył na ocean. Stał na plaży o jasnym czystym piasku, delikatnie smaganej falami. Dalej rozpościerała się wspaniała błękitna laguna o niewiarygodnie wręcz przejrzystej wodzie. A od strony lądu napierał eksplodujący mnogością barw tropikalny las. Nie było śladu po statku, drzwiach, nie było w ogóle żadnego śladu człowieka w tej dziewiczej krainie. Było to miejsce o jakim zawsze marzył oraz w jakie pragnął pojechać i osiąść na nim, gdy już przejdzie na emeryturę. Nagle poczuł gwałtowne uderzenie, nieznana siła, rzuciła nim o niewidzialną przeszkodę , stracił przytomność. Ocknął się w fotelu swojej kabiny, nad nim z pełną napięcia miną stał Gregorius, pierwszy mechanik. Poczuł pulsujący bul w okolicy skroni, sięgnął ręką i natrafił na opatrunek i jeszcze wciąż lekko oszołomiony spytał niepewnie.
-      Co się stało?
-      Uderzyły pana zamykające się drzwi do ładowni.
-      Drzwi, przecież mają zabezpieczenie, poza tym widziałem...
-      Wiem co pan widział, zresztą nie jako jedyny, a blokada, cóż, nie działa gdy włączy się awaryjne uszczelnienie statku, wtedy wszystkie grodzie zamykają się z trzaskiem nie bacząc na nic.
-      A kto uruchomił to draństwo?
-      Ja.
Zapanowała chwila ciszy, kapitan obserwował jak jego rozmówca stoi nieruchomo ze wzrokiem wbitym w jeden punkt, sprawiając wrażenie jakby wahał się nad podjęciem ważnej decyzji.
-      Tak - powiedział w końcu Grerorius - sytuacja chyba wymaga żebym skończyć z  konspiracją - tu zrobił przerwę i spojrzał na kapitana - nie jestem do końca tym za kogo mnie pan uważa. Jestem oficerem wywiadu wojskowego i przydzielono mnie tu abym miał oko na nasz cenny ładunek.
Zamilkł, kapitan również milczał, wiedział co oznaczały te słowa, wiedział, że faktycznie nie on jest tu dowódcą.
-      Nie czas i miejsce na przydługie opowieści, więc przedstawię sprawę w dużym skrócie. Jak pan wie ładunek, który mamy na pokładzie pochodzi z ostatniej planety systemu Bellatix. Jest to niezamieszkana planeta, na której odkryto ślady obcej cywilizacji prawdopodobnie wymarłej tysiące lat temu. Prowadzimy tam prace archeologiczne, ale oficjalnie ze względu na wojnę ich skala jest dość ograniczona. W rzeczywistości jednak podstawowym powodem ich ograniczenia jest fakt, co można w trakcie takich badań znaleźć. Odkryliśmy wiele działających urządzeń, ci obcy używali technologii, które nie tylko wytrzymały próbę czasu, ale nasi w ogóle nie potrafią zrozumieć sposobu ich działania. Nawet nie znamy przeznaczenia żadnego z tych urządzeń, mamy na ten temat jedynie mgliste domysły. Wieziemy właśnie jedno z takich urządzeń, a skutki jego działania zdążyłeś już trochę poznać
« Ostatnia zmiana: Marzec 14, 2005, 01:50:08 pm wysłana przez Bladyrunner »

Bladyrunner

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 507
    • Zobacz profil
Re: Piszemy opowiadanko on-line
« Odpowiedź #22 dnia: Marzec 14, 2005, 01:43:26 pm »
-      Ten obraz który widziałem, czym on był?
-      To rodzaj snu na jawie, ta maszynka wytwarza jakieś nieznane nam pole, które oddziałuje na mózgi wszystkich żywych stworzeń, jeśli znajdzie się w nim człowiek, ma wrażenie, iż znalazł się w krainie swoich marzeń, co do realizmu tego złudzenia to miał pan znakomitą okazję przekonać się samemu..
-      Ale dlaczego to było włączone?
-      Raczej dlaczego nie zabezpieczone? Nawet ci obcy trzymali arkadion, bo tak ochrzciliśmy to urządzenie w ekranującej pole skrzyni, a przynajmniej tak zostało znalezione. Ktoś skrzynię otworzył i był z tym nie lada problem, udało się ją zamknąć dopiero załodze stacjonującego w systemie krążownika za pomocą zdalnie sterowanego robota. Najlepsze jednak było to, że pole objęło swym działaniem całą planetę.
-      Chyba zaczynam rozumieć.
-      Jak pan wie szykujemy się do desantu na planetę  Gator w systemie Odonimod. Nasze niszczyciele oczyściły już tamtejszą przestrzeń z jednostek wroga, a od kilkudziesięciu godzin gromadzimy tam siły desantowe. Obrona przeciwkosmiczna Gatoru jest nie do ruszenia z przestrzeni, ze względu na gigantyczne zasoby energii ma ona większą siłę i zasięg niż broń najpotężniejszych liniowców. Jedyną metodą jest zrzucić tam wojska i walczyć na powierzchni. Takie rozwiązanie to jednak istna rzeź niewiniątek, szacujemy, że w tym przypadku bezpiecznie wylądować uda się tylko od 19 do 22 procentom żołnierzy. Przy ilości jaką poślemy do walki to jednak wystarczy żeby wygrać.
-      Dlaczego zamiast kapsuł desantowych nie zarzucicie ich bombami?.
-      Można by, ale co by nam to dało. Niszczenie jest nieopłacalne gdy można coś zdobyć, zwłaszcza, że od jakiegoś czasu coraz wyraźniej wygrywamy tą wojnę. Ale wróćmy do sprawy. Tam gzie zmierzamy ma na nas czekać wojskowa fregata, która przejmie ładunek i pogna prosto do Odonimoda. Ale musimy tam być nie później niż za 96 godzin, mamy doniesienia wywiadu, że z odsieczą Gatorowi nadlatuje piąta flota wroga i desantu trzeba dokonać zanim przybędzie. Ustalono więc czas uderzenia, nastąpi ono za 137 godzin. Fregata potrzebuje na dotarcie około 40 godzin plus jedna godzina w zapasie. Jeśli udałoby nam się zdążyć i arkadion trafił by na Gatora, nasza flota bojowa mogłaby bezpiecznie podejść tak blisko jakby chciała i chirurgicznym ostrzałem zniszczyć stanowiska ich obrony przeciwkosmicznej. Tamci, po przebudzeniu znaleźliby się w celownikach naszych okrętów nie mogąc im w żaden sposób zagrozić i pozostałoby im tylko jedno - poddać się.
-      Dobrze, wszystko pięknie, ale jak zamierzecie dostarczyć urządzenie na powierzchnię planety?
-      Zrobimy desant pustch kapsuł, a w jednej z nich będzie arkadion.
-      Ma raczej małe szanse na dotarcie.
-      Niezupełnie tak to wygląda. Obroną przeciwkosmiczną sterują  komputery bojowe, a te działają według prostej zasady, najpierw atakowane są cele najbliższe. Jeśli więc puścimy w jedno miejsce całą chmarę obiektów i ustawimy to w odpowiedni szyk, to szanse powodzenia rosną do około 92 procent.
-      Zaraz, przecież jeśli obroną sterują komputery to pole nie będzie na nie działać.
-      Będzie, pamięta pan, mówiłem iż tylko zdalnie sterowany robot dał radę w Bellatixie, to dlatego, że przecież sztuczne mózgi to w większości żywa tkanka. Wyjaśnia się tu od razu co stało się z centralnym komputerem Mizarda, on też odleciał do ciepłych krajów. Ciekawe byłoby dowiedzieć się czym są te jego ciepłe kraje, ale to już inna sprawa.
-      Przecież ściany ładowni ekranują pole.
« Ostatnia zmiana: Marzec 15, 2005, 08:58:12 am wysłana przez Bladyrunner »

Bladyrunner

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 507
    • Zobacz profil
Re: Piszemy opowiadanko on-line
« Odpowiedź #23 dnia: Marzec 14, 2005, 01:46:30 pm »
-      Nie ściany lecz gruba warstwa miedzi, którą je wyłożyliśmy zanim umieszczono tam ładunek, ale widać nie dość szczelnie i jest jakieś przebicie, za słabe wprawdzie na mózgi ludzi, ale te sztuczne są bardziej czułe.
-      A dlaczego miedź?
-      Skąd mam wiedzieć, miedziana była skrzynia w której obiekt znaleziono, stąd wiemy jak się zabezpieczyć przed polem, ale to niestety jedyne co wiemy.
-      Widzę więc, że musimy znaleźć sposób, żeby zamknąć skrzynię.
-      Trzebaby zrobić kombinezon z miedzi, albo coś w tym stylu.
-      Na szczęście miedzi to akurat mamy na statku pod dostatkiem.
-      Fakt, tylko dlatego nam się udało. Byłem akurat w sterowni, pełno tam miedzianych przewodów w ścianach, osłabiło to nieco efekt i nie straciłem możliwości poruszania się, normalnie człowiek zastyga w bezruchu, a porusza się tylko w myślach. Wiedziałem poza tym co jest grane i choć otaczały mnie rozległe zielone doliny, wymacałem wajchę bezpieczeństwa, resztę pan zna. Całe szczęście, że grodzie nie odsuwały się w bok, bo rozcięły by pana na pół.
-      Interesuje mnie jeszcze tylko jedno, jak skrzynia została otwarta.
-      Cóż, okazuje się, że nie tylko kapitan na tym statku jest nadmiernie ciekawski. Zaraz po tym wypadku kiedy leżał pan nieprzytomny sprawdziłem stan załogi, brakuje jednego z mechaników. Brakuje też zapasowego kapitańskiego klucza. Widocznie łapserdak wlazł do ładowni, zamknął za sobą drzwi, żeby nikt nie zauważył i dobrał się do skrzyni.
-      Musimy więc działać, proponuję naradę załogi.
-      Słusznie i tak wszystkiego muszą się dowiedzieć.


PS. PRZEPRASZAM ZA LEKKIE ZŁAMANIE ZASAD, ALE OKAZAŁO SIĘ, ŻE TO CO NAPISAŁEM W JEDNYM POŚCIE SIĘ NIE MIEŚCI.
« Ostatnia zmiana: Marzec 15, 2005, 09:01:37 am wysłana przez Bladyrunner »

Macrofungel

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 512
    • Zobacz profil
Re: Piszemy opowiadanko on-line
« Odpowiedź #24 dnia: Marzec 15, 2005, 11:00:05 am »
Po kilku minutach kapitan był już na mostku, gdzie uprzednio zwołał swoich oficerów. Jakoś nie palił się do tego, by komukolwiek opowiadać o swojej ostatniej przygodzie- po tym całym zamieszaniu spowodowanym przez jednego nieodpowiedzialnego chłystka (niech ja go tylko dorwę!) wolał nie nadawać sprawie rozgłosu. Właściwienaj najbezpieczniej byłoby o tym zapomnieć i udawać, że tego nie ma, ale ta rajska wyspa otoczona bękitnym oceanem zdążyła już wyryć wystarczająco trwały ślad w jego pamięci epizodycznej, by uniemożliwić mu zwrócenie procesów myślowych w jakimkolwiek innym kierunku. Nie mógł zaprzeczyć, że to doświadczenie, jakkolwiek dziwaczne, podobało mu się. A to z pewnością nie wszystko, co potrafiła ta maszyna- zapewne mogła  spełnić jego najbardziej intymne pragnienia, nawet takie, o których wstydził się pomyśleć. Tym samym pomysł zrzucenia jej na jakąś odległą planetę nie specjalnie przypadł mu do gustu...

-No więc...- zaczął jakoś niepewnie. Jego nawigator właśnie spoglądał mu w oczy w dziwny sposób- Nasza sytuacja prezentuje się następująco: najdalej za cztery doby musimy się spotkać z wojskową fregatą która odbierze ładunek. Niepowodzenie nie wchodzi w rachubę. W związku z tym postuluję konieczność zweryfikoania naszej aktualnej pozucji.
  -Ale...
  -Tak, wiem. Komputer nie działa. Zdaje się, że Gregorius znalazł już przyczynę. Powinien się tym zająć. W międzyczasie spróbuj tradycyjnym sposobem. Nie płacą ci za zbijanie bąków.
  -Tak jest, kapitanie!- odpowiedział nawigator jakoś bez entuzjazmu. Nie bardzo był pewny owych tradycyjnych metod. Mgławica była zupełnie nieprzenikliwa dla światła, a to w znacznym stopniu komplikowało sprawę. Jedynie fale o długim okresie oscylacji przechodziły przez nią tak, jak by jej nie było. Tak więc jedynym, co mu pozostawało, było posłużenie się swego rodzaju drobowskazami- pulsarami, które emitują długofalowe promieniowanie, obserwowalne nawet wewnątrz najciemniejszych mgławic, przy pomocy odpowiednio dostosowanych anten. Nie ma w Galaktyce dwóch identycznych pulsarów, każdy ma sobie tylko właściwy okres rotacji. Żaden nawigator nie może się obejść bez katalogu pulsarów- ten, po który oficer Mizara właśnie sięgał, uwzględniał jakieś trzynaście tysięcy obiektów, z podanym dokładnym położeniem, częstotliwością pulsacji i jasnością absolutną, co umożliwiało obliczenie odległości. Wystarczyło tylko wyznaczyć odlegość od dwóch skatalogowanych pulsarów, by z całą pewnością określić aktualne połpżenie statku. Oczywiście bez komputera obliczenia te zajęły nawigatorowi trochę czasu, ale kiedy wreszcie skończył, wynik był dla niego szokiem- okazało się, że wylądowali w samym środku owej ciemnej mgławicy, z odchyleniem od kursu dochodzącym do trzydziestu stopni. Naturalnie pomyślał, że się pomylił, ale kapitan doskonale zdawał sobie sprawę, że obliczenia są poprawne. Domyślał się, że Gregorius już wcześniej celowo przestawił współrzędne w module nawigacyjnym, by posłać statek w to pustkowie. Było to przecież idealne miejsce do spotkania z fregatą- nikt z zewnątrz nie miał prawa zobaczyć, co się tu dzieje.  
           

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12953
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Piszemy opowiadanko on-line
« Odpowiedź #25 dnia: Wrzesień 17, 2008, 08:02:36 pm »
Nagle na wszystkich ekranach mostku wykwitły sylwetki potężnych obcych statków wychodzących z nadprzestrzeni, jak w starych tandetnych filmach.

Kapitan wiedział doskonale, że istnienie nadprzestrzeni wykluczono już dwa wieki temu z całą pewnością, a statki kosmiczne nie miewają opływowych kształtów, bo w próżni byłoby to absurdem, więc zaklął pod nosem.

Albo komputer sfiksował do reszty, że zaczął generować takie obrazy, albo ktoś z załogi (a może tajemniczy pasażer na gapę) zaczął robić sobie niesmaczne kawały. Na początek należało sprawdzić wszystkich załogantów z przygotowaniem informatycznym.

Tymczasem na ekranie pojawiła się symulowana gęba jakiegoś nieznośnie humanoidalnego potworka, który w normalnym ludzkim języku, acz straszliwie przy tym bulgocząc, bredził coś o tym, że jest częścią sił inwazyjnych jakiegoś niezwyciężonego imperium i miotał najdziksze groźby domagając się od Ziemian kapitulacji, potrząsając przy tym laserową szabelką. Co wzbudziło niejaką wesołość obecnej na mostku załogi.

"Niech ja dopadnę tego dowcipnisia" - pomyślał kapitan.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 17, 2008, 08:06:50 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12080
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Piszemy opowiadanko on-line
« Odpowiedź #26 dnia: Wrzesień 17, 2008, 09:25:47 pm »
"Niech ja dopadnę tego dowcipnisia" - pomyślał kapitan i obudził się. Chwilę szamotał się jeszcze ze snem i nadprzestrzenią, prawie udało mu się tam wrócić, ale po raz drugi posłyszał hałas, który go przed chwilą zaalarmował. To go otrzeźwiło.

Wstał. Coś szurało, jakby metal o zgrzytał na kamieniach. Zdziwił się, środek nocy, 10 piętro. Odgłos dochodził zza zewnętrznej ściany, pochylił się ku niej przybliżając głowę. Wyrażnie posłyszał dźwięk wbicia łopaty w kamienisty grunt, sapnięcia, kiedy kopacz wyłamywał bryłę opornej ziemi i westchnienie ulgi, kiedy ją odrzucił. Wydało mu sie, że słyszy nawet osuwanie się mokrych bryłek i drobnych kamyków na powrót do jamy. Zgrzyt. Szur. Plask.

Zbyt zdziwiony, aby rozmyślać jak to możliwe otworzył balkon. Buchnęło na niego jesienne powietrze, niosące chłodem senne dźwięki dużego miasta, wypreparowane zapowiedzią poranka do granicy abstrakcji. Zimny powiew otrzeźwił go reszty, absurdalność własnego zachowania wzbudziła w nim złość i wstyd. W samych slipach, dygocząc z zimna, wyciągnął ręke aby zamknąć balkon, łapiąc sie na trwożliwym spoglądaniu, czy nie było świadków jego ekscesu.

Zgrzyt. Szur. Plask. Zesztywniał, głupiejąc do reszty. Zgrzyt wbijanej łopaty i sapanie kopacza wpłynęło do pokoju przez niedomknięty balkon ze zdwojoną siłą. Wydawało mu sie, że jest w stanie dokładnie zlokalizować ten dźwięk, przez głowę przemknęła mu idiotyczna myśl, że ktoś kopie w skrzynkach na kwiaty, które wisiały na balustradzie jego balkonu. Niemy wyrzut jego rozwodu, posępnie powiewający uschniętymi resztkami sprzed dwóch lat, kiedy jeszcze był szczęśliwy. Myśl o skrzynkach wytrąciła go do reszty z równowagi, na chwilę obsiadły go myśli o wszystkim co zamordował, miłość, małżeństwo - i nawet te nieszczęsne kwiatki.

Zgrzyt. Szur. Plask. Poderwał się. Myśli rozpierzchły się, opanowała go wściekłość. Zabije kawalarza. Szarpnął drzwi i wypadł na balkon nie bacząc już na ewentualnych świadków. Nagle oklapł.

To Q kopał tunel z roku 2008. I doszedł już do marca 2005.
Jest wolność, więc każdy ma prawo być idiotą!
© Krzysztof Grabowski, DEZERTER

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12953
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Piszemy opowiadanko on-line
« Odpowiedź #27 dnia: Wrzesień 18, 2008, 04:00:34 pm »
Dzielny kapitan kosmicznego korabia zobaczył kopiącego tunel Q. I Maźka psującego porządne opowiadanie hard SF przez przerabianie go na satyryczną opowiastkę.

I wtedy kapitan obudził się po raz drugi, tym razem już naprawdę. Zasnąłem na mostku - pomyślał zdumiony i potarł zroszone czoło osuwając się w kapitański fotel.

Co z tego czego ostatnio doświadczył przemierzając próźnię swym "Mizarem" było prawdą, a co szalonym snem? Choćby ta szpiegowska awantura z udziałem Grigoriusa nie wyglądała mu zbyt realnie.
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

lilijna

  • Juror
  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 312
    • Zobacz profil
Re: Piszemy opowiadanko on-line
« Odpowiedź #28 dnia: Wrzesień 20, 2008, 01:59:59 pm »
Maziek: to było genialne 8), ale zaraz, zaraz, gdzie moja łopata :P?




Kapitan poprawił się w fotelu. Automatycznie przejechał dłonią po policzkach. Co jest...dwudniowy zarost? Wstał i przyzwyczajony do zwykłego rytmu dnia, podszedł do jednego z rozchodzących sie promieniście korytarzy z zamiarem udania się na codzienny obchód, jednak ostatecznie zrezygnował i cofnął się niezdecydowany. Nie wiedział co tam zastanie, nie wiedział nawet która jest godzina...Poczuł się sfrustrowany całą tą sytuacją, kapitan powinien być najlepiej poinformowaną osobą na statku...on nie miał pojęcia co się tutaj dzieje...Postanowił poświęcić chwilę na ustalenie ogólnego obrazu sytuacji.
 
Próbował sobie przypomnieć, ale zupełnie nie orientował się w tym co z ostatnich wydarzeń było prawdą, a co wytworem jego wyobraźni, dziwne, bo nigdy wcześniej nie miał problemów z wytyczeniem wyraźnej granicy między tymi dwoma światami. Nie liczył w tej kwestii na nagłe olśnienie, postanowił więc zająć się faktami. Na zegarze, tuż obok wskaźnika przeciążenia jarzyły się zielone cyferki informując, że jest dwudziesta druga czterdzieści pięć, pod spodem widniała data: sobota, dwudziesty czwarty lipca. Sięgnął po leżący na wierzchu dziennik pokładowy. Ostatni zapis pochodził sprzed dwóch dni – nic szczególnego, ogólny raport z obchodu, oceniający stan Mizara jako dobry.
 
Mimo, że nie wiedział wiele więcej, stwierdził, że dalsze siedzenie tutaj tak nie ma sensu. Korytarze, stos, maszynownia, mostek, kabiny załogi...nigdzie nie spotkał żywego ducha, wszędzie głuchym echem odpowiadały mu jego własne kroki. Stanął w końcu przed drzwiami, za którymi miał znajdować się arkadion. Przeklął w duchu, a jeżeli naprawdę tam będzie? Nie mógł wejść do środka tak po prostu.

« Ostatnia zmiana: Wrzesień 27, 2008, 12:15:31 am wysłana przez lilijna »

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12953
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Piszemy opowiadanko on-line
« Odpowiedź #29 dnia: Wrzesień 20, 2008, 10:16:30 pm »
Nagle jego umysł zalały sprzecznie obrazy napływające jak przez mgłę i uświadomił sobie prawdę zupełnie jak ze starej książki niejakiego Dicka jaką kiedyś czytał. Uświadomił sobie, że był już w tamtej kabinie i wszedł w kontakt z arkadionem. Jak przez mgłę pamiętał co zaszło. Urządzenie zadziałało i umieściło go we wszechświecie marzeń, ten jednak nieodróżnialny był od prawdziwego, bowiem kapitan kochał swój zawód astronauty i swój statek...

Albo jednak arkadion działał wadliwie, albo też podświadomość kapitana musiała kryć w sobie sekrety jakich by się po sobie nie spodziewał, bowiem wizje te zaczynały ciążyć ku grotesce. To pierwszy problem.

Drugim, znacznie poważniejszym było jak powrócić do świata realnego...
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki