Polski > Akademia Lemologiczna

Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae], czyli wszystkoizm stosowany

<< < (57/57)

Q:

--- Cytat: Lieber Augustin w Grudzień 20, 2018, 08:49:58 pm ---Dlaczego nie posiadamy? W odróżnieniu od zwierżąt, my, ludzie – posiadamy. W mniejszym lub większym stopniu. Ten szósty zmysł nazwałbym umysłem, rozumem, inteligencją. A narząd tego zmysłu, jak słusznie twierdzi Penrose – to mózg. Zresztą, ściśle biorąc, mózg jest narządem również pozostałych pięciu zmysłów.
--- Koniec cytatu ---

Czekaj... Narządy zmysłów to jednak "urządzenia" nastawione na bezpośredni odbiór informacji z otoczenia. Nie wiem czy o mózgu (jeśli odrzucimy w/w platońskie domysły Penrose'a jako niedowiedzione) da się to powiedzieć. Nie wiem również czy ma sens wracać do średniowiecznych koncepcji zmysłów wewnętrznych*.

* Które w swoim czasie stanowiły uprawnioną próbę zrozumienia mechanizmów rozumienia, ale neurofizjologii to wtedy nie było...

Poza tym: czy w odróżnieniu? O mózgach innych gatunków też wiemy za mało, by mieć twarde podstawy tak ostro się od nich odgraniczać. A pojawiają się głosy (fachowców), że takie wynoszenie się ponad to nic więcej niż gatunkowa pycha:
https://phys.org/news/2013-12-humans-smarter-animals-experts.html


--- Cytat: Lieber Augustin w Grudzień 20, 2018, 08:49:58 pm ---Nie wiem czy uznaliby doświadczeni fizyki taki przykład za właściwy, ale nasuwa mi się analogia z dzwiękiem. Struna skrzypiec i jej dzwięk – to bynajmniej nie jedno i to samo. Czy można twierdzić, że struna to „budulec” dzwięku?

Wyobraźmy sobie istot rozumnych z wyimażynowanego wszechświata, przystosowanych do innego zakresu częstotliwości i zdolnych odbierać fale dzwiękowe jako materię. W pewnym sensie to nie przeczy prawom fizyki, gdyż dowolną falę można rozpatrywać jako cząstkę,  zgodnie z zasadą dualizmu korpuskularno-falowego. Fizykowie owego świata mogliby dojść do wniosku, iż przyczyną i żródłem ich „materii” są drgania niewidzialnych i nieobserwowalnych, zupełnie niematerialnych z ich punktu widzenia  strun (takich jak w skrzypcech) lub membran (jak w bębnie). Niematerialnych w tym sensie, że średnica struny (grubość membrany) jest mniejsza niż długość Plancka w ich świecie niskich częstotliwości.
--- Koniec cytatu ---

Odwołam się do dobrej sceny ze słabego filmu... Pamiętasz wizytę u Merowinga z drugiego "Matrixa"? Mamy tam ładnie pokazaną "materię", która okazuje się niematerialna (w pewnym sensie), bo stanowi cyfrowy kod zapisany w materialnym nośniku (hardware tytułowej Matrycy), który to nośnik jest wobec tego materią właściwą, a raczej jej częścią. A teraz zamieńmy matrixowe serwery na struny...



--- Cytat: Lieber Augustin w Grudzień 20, 2018, 08:49:58 pm ---OK, wszystko dobrze, zgadza sie. Jednak istnieje przecież zjawisko, które nazwałbym „efektem puzzlów”. Dopóki układasz fragmenty puzzli na właściwe miejsce, wszystko idzie doskonale. Ale wystarczy przypadkiem ułożyć jeden puzzel nieprawidłowo, jak zaczynają się absurd, bezsens i niedorzeczności. Do tegoż narastające. Tak że czasem trzeba rozbierać na części niemal już gotowy obrazek. A rozbierać och jak się nie chce...
Prawdopodobnie myślę jak laik, ale czasem obawiam się, czy nie leży taki „nieprawidłowy puzzel” gdzieś u samych podstaw współczesnej fizyki? Czy nie stąd owe paradoksy, „głupie nieskończoności”, jedenaściowymiarowe grawitacje, podejrzanie duża liczba cząstek elementarnych (razem z antycząstkami jest ich już więcej niż 350, i ta liczba rośnie), itd? Hmm... :-\
--- Koniec cytatu ---

Zgoda, jak najbardziej... Pytanie jednak czy czy świadomość niepewności poznania ma otwierać furtkę dla dowolności? (Jakoś nikt nie traktuje tego, że nie mamy jednoznacznie pewnej teorii grawitacji, jako zachęty do skakania w przepaść, prawda?)


--- Cytat: Lieber Augustin w Grudzień 20, 2018, 08:49:58 pm ---Tak, ale czy zawsze istnieje możliwość obserwacji „wiosła” pod różnymi kątami? Często nawet „wiosło” jest z zasady nieobserwowalne, jak w przypadku powiedzmy czarnych dziur. Zgódź się ze mną, w takich wypadkach trzeba zachowywać szczególną ostrożność przy wyciąganiu wniosków. Żeby nie było tak jak z owym profesorem ze słynnego dowcipu, który odciał żabie tylne nogi, a gdy żaba nie dokonała skoku na jego polecenie, wyprowadził głęboki wniosek: „nie słyszy rozkazu, ergo uszy u żaby znajdują się w nogach”...
--- Koniec cytatu ---

Przecież czarne dziury zwie się Osobliwościami właśnie dlatego, że nie wiadomo co w ich wnętrzu zachodzi. Więc postulowana przez Ciebie ostrożność przejawia się nawet w nazewnictwie.


--- Cytat: Lieber Augustin w Grudzień 20, 2018, 08:49:58 pm ---Dawkins pisze, mając na myśli popęd płciowy, że „my, jako jedyni na Ziemi, możemy zbuntować się przeciw tyranii samolubnych replikatorów”.
Hm...sądzę, że idea Dawkinsa, zresztą jak idea dowolnej rebelii, „nie tam prowadzi, gdzie wskazuje”.
Na pierwszy rzut oka niby wszystko dobrze. Ot, homo novus, swoboda od zwierzęcych popędów, "mówimy NIE dla marchewki!", "precz z kieratem!" itd. Słowem, "zwycięstwo rozumu nad sarsaparillą", jak wyraził się O.Henry :)

A w rzeczywistości... Podczas gdy naprawdę dostojni i rozumni ludzie buntują się przeciw własnej naturze, przeciw rzekomej tyranii genów (drogą wyrzeczenia się rozmnażanki), inni, mówjąc eufemistycznie, mniej cywilizowane ludzie nic o tych wysokich pomysłach nie wiedzą i rozmnażają się w najlepsze. W rezultacie, zamiast odzyskać swobodę od czegoś tam, owe dostojni i rozumni po prostu spokojnie, obojętnie znikną, ustępując miejsca dzikusom...chciałem powiedzieć - uchodźcom-imigrantom. Popełnią „zbiorowe samobójstwo celibatyczne”, jak to nazywa Lem.
Przepraszam najmocniej za niepoprawność polityczną ;)
--- Koniec cytatu ---

Tyranii genów nie nazwałbym rzekomą (bo jest obserwowalna, i także Lem o niej pisał). Czy da się od niej uwolnić - oto jest pytanie (i to podwójne) - raz: w sensie praktycznym (to o czym mówisz), dwa: teoretycznym (kłania się "Maska" z - pozostawionym tam w formie otwartej - zagadnieniem: czy zaprogramowany może w ogóle wyjść poza program).
Przy czym jednak to, co piszesz znów nacechowane jest apriorycznym wartościowaniem  (że byt jest lepszy od niebytu, a cywilizowany od dzikiego, że należy utożsamiać się z interesem swoich genów i ich następnych nośników - potomstwa, co przecież stanowi tylko pewne założenia, co prawda dość powszechne).

olkapolka:
Dobra, dorzucę do tego wątku, bo pamiętałam (!;), że tutaj pisaliśmy o metodzie CRISPR/Cas9...dzisiaj trafiłam w to (może tytuł przesadny, ale jednak - dzieje się):

Cierpiący na anemię sierpowatą i ciężką beta-talasemię pacjenci mają bardzo trudne życie w bólu i niesprawności. Wymagają też częstych przetoczeń koncentratów krwinkowych.

W trakcie terapii genowej CRISPR/Cas9 pobrano od chorych ich własne macierzyste krwiotwórcze komórki. Resztę komórek szpiku kostnego „zabito” poprzez chemioterapię.

Następnie pobrane komórki krwiotwórcze zmieniono tak, aby wytwarzały wysoki poziom hemoglobiny w czerwonych krwinkach. Metodą edycji genów uczeni usunęli wadliwy gen i zastąpili go „zdrowym” wytwarzającym dobrą hemoglobinę.

Tak przygotowane komórki z powrotem wstrzyknięto do ciała, by zaczęły się mnożyć i produkować krwinki. Ponieważ organizm pacjentów nie miał już w sobie zmutowanych komórek, a jedynie te naprawione, była nadzieja, że taka podmiana wyleczy ich z niedokrwistości.

Wszystko wskazuje na to, że u części pacjentów to się powiodło!

https://wyborcza.pl/7,75400,26057749,wielki-sukces-terapii-genetycznej-crispr-pacjentow-wyleczono.html

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[*] Poprzednia strona

Idź do wersji pełnej