Autor Wątek: Film "Solaris"  (Przeczytany 44252 razy)

b.

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #45 dnia: Marzec 29, 2005, 09:54:30 pm »
Kiedyś, broniąc filmu "solaris:, pisałam na innym forum:
"Jest kultura niska i jest kultura wysoka.  Ja sądzę, że to amerykańskie "Solaris" jest dla białych ludzi (podobnie jak miłość, malarstwo abstrakcyjne i muzyka Mozarta). Dla małpoludow jest szybka kopulacja na błotnistym klepisku jaskini, polska telewizja i surowe mięso).
*  
Może więcej tu Tarkowskiego niż Lema; np. te filmowe "studia martwej natury", kiedy lupa kamery zatrzymuje się na jakimś detalu; ta niema kamera pełznaca po rzeczach, twarzach, oceanach; te sceny nierzeczywiste, "podwodne", jakby ze snu; muzyka, no właśnie - muzyka (u Tarkowskiego to był Bach...). Myślę, że to ten genialny Rosjanin nauczył chłopakow z Hollywood takiego kina. :) Scena z Chłopcem w samej końcówce wydaje mi się dalekim echem zakonczenia "Stalkera"... Z Tarkowskiego chyba jest jeszcze deszcz, który tak barzdo pada w tym filmie.  
*  
Mogli jeszcze lepiej dobrać wykorzystywane jako recytatyw cytaty z książki. Mogli sobie darować drażniaco trywialną Wielką Scenę Finałową, kiedy to Rany Same Się Zabliźniają i jestesmy w Kuchni, Która Jest Rajem, do którego To przeniosło Mężczyznę i Kobietę; :). Mogli zadbać o lepsze tłumaczenie na polski ("...Gordon happens to be Gordon..." nie równa się "...Gordon to Gordon..." itd.). " Ech,  :).

Terminus

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #46 dnia: Marzec 30, 2005, 03:31:25 am »
Soderbergh happens to be Soderbergh...

Macrofungel

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #47 dnia: Marzec 30, 2005, 04:30:16 pm »
O tym filmie już chyba dość dużo napisano, ale mimo wszystko dorzucę jeszcze parę zdań.
 No więc, nie mogę powiedzieć, że Soderbergh to sknocił. Co to, to nie. Żeby coś sknocić, trzeba najpierw próbować to zrobić. A on nawet nie próbował- po prostu nie chciał pokazać w filmie tego, o co w książce tak na prawdę chodziło. Poszedł po najmniejszej linii oporu, sprowadzając całą fabułę utworu do schematycznej historyjki miłosnej, zakończonej, jak to się potocznie mówi, obciachowym happy endem. Oczywiście żeby jego film różnił się jakoś od innych produkcji tego typu, to w tle pokazał nam odpowiednio spreparowane zdjęcie Słońca w widmie ultrafioletowym zrobione przez satelitę SOHO, mówiąc, że to Solaris. Jak dla mnie, to trochę się mało postarał. Ale tak to już jest, że kinem rządzą pewne schematy, od których niemal nie sposób się uwolnić, a próba przemycenie jakiś głębszych myśli do obrazu dla masowej widowni prawie zawsze kończy się niepowodzeniem.
 

Terminus

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #48 dnia: Marzec 30, 2005, 08:15:22 pm »
To naprawdę zdjęcie z SOHO?

Macrofungel

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #49 dnia: Marzec 30, 2005, 09:22:27 pm »
Wygląda podobnie. Tyle że ma większą rozdzielczość no i trochę ładniejsze kolorki.

Deckert

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #50 dnia: Wrzesień 02, 2005, 03:57:04 pm »
Przed chwilą przez przypadek dowiedziałem się czegoś o Solaris. Być może niektórzy z was o tym wiedzą, ale dla mnie była to nowość.
Otóż reżyserem Solaris jest Steven Soderbergh. Scenariusz oraz zdjęcia wykonał niejaki Peter Andrews. Okazuje się jednak, że to tylko pseudonim Soderbergha. Jednym słowem Steven uzdolniony jest - zajął się reżyserią, scenariuszem i kamerą.

CU
Deck

Terminus

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #51 dnia: Wrzesień 02, 2005, 04:24:53 pm »
No, to mu się zdecydowanie chwali :)

Macrofungel

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #52 dnia: Wrzesień 02, 2005, 05:47:03 pm »
No cóż, twórcy wszechstronni, również w kinie, czasem się trafiają. Nie raz przecież reżyser jest współtwórcą scenariusza lub obsadza się w głównej roli. Pozostaje tylko pogratulować im zdolności.

Sokratoides

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #53 dnia: Wrzesień 04, 2005, 08:38:38 pm »
Teraz tylko kwestia, "który" Soderbergh był najlepszy  ::)

paszta

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #54 dnia: Wrzesień 05, 2005, 12:14:26 pm »
Kino autorskie jest OK ale, że Soderberghowi związki zawodowe pracowników fimu, czy jak to się tam nazywa, w USA, pozwoliły to zrobić. :-/
No, pewnie stąd pseudonim i może jeszcze kogoś jednak zatrudnił do zdjęć dla niepoznaki.  ;)

Macrofungel

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #55 dnia: Wrzesień 05, 2005, 02:14:36 pm »
"Który" Soderbergh był najlepszy? No cóż, jedyne co mi się w filmie naprawdę podobało to jego strona wizualna. Reszta mnie jakoś nie przekonuje. Ale to jest pewnie tylko sprawa gustu.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 05, 2005, 02:15:09 pm wysłana przez Macrofungel »

Lech

  • Gość
Recenzja filmu Solaris
« Odpowiedź #56 dnia: Wrzesień 07, 2005, 02:49:52 pm »

Terminus

  • Gość
Re: Recenzja filmu Solaris
« Odpowiedź #57 dnia: Wrzesień 07, 2005, 08:45:17 pm »
Cytuj
http://mywebpage.netscape.com/stanislawlempl/Solrevpl1.html


Hmm ostra recenzja.

Nie zgodzę się ze wszystkim. Myślę, że film Sodenbergha miał jednak pewne zalety, i przynajmniej fani twórczości Lema powinni go zobaczyć.

Co do jego nieatrakcyjności dla publiki przyzwyczajonej do kina Action/SF, to specjalnie mnie to nie martwi. Wątpię, żeby ktoś w taką widownię mierzył.

Lech

  • Gość
Re: Recenzja filmu Solaris
« Odpowiedź #58 dnia: Wrzesień 08, 2005, 02:22:27 pm »
To tylko wedlug mych gustow, a de gustibus non disputandum (ma marnawa lacina)...
Oczywiscie, ze fani Lema powinni go zobaczyc, chocby tylko po to, aby wiedziec jak sie nie robi filmow SF.
Zreszta i lepsi rezyserzy sie wykladaja, np. Spielberg na bezbarwnej WOJNIE SWIATOW, pomimo uprzeniego dokomaleho MINORITY REPORT ( z tym samym Tomem Cruisem, hltory byl swietny w PK Dicku, a nijaki w Wellsie)... I nie chodzilo mi o brak akcji, ale do zderukowania SOLARIS to tandetnego melodramatu "in space". Juz lepiej by bylo, aby ktos nakrecil wlake Kelvina z "goscmi", nawet przy uzyciu "laser blasters" i karate. To bylo by i tak bardziej zgodne z duchem ksiazki niz to co zniej zrobil Soderberg...;(
Pozdrowka! :)
LK
http://lemologia.blox.pl/html

Cytuj

Hmm ostra recenzja.

Nie zgodzę się ze wszystkim. Myślę, że film Sodenbergha miał jednak pewne zalety, i przynajmniej fani twórczości Lema powinni go zobaczyć.

Co do jego nieatrakcyjności dla publiki przyzwyczajonej do kina Action/SF, to specjalnie mnie to nie martwi. Wątpię, żeby ktoś w taką widownię mierzył.


Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13916
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: film Solaris
« Odpowiedź #59 dnia: Marzec 07, 2009, 02:36:48 pm »
Taaa... a właśnie ,,ruski'' się zbliża, i to jest powód mojej radości... i tego, że wolę Tarkowskiego. Oczywiście ten ostatni także kilka rzeczy zmienił a kilka sobie odpuścił, a o takim polocie jak w przypadku Blade Runnera w ogóle nie może tam byc mowy, ale i tak mniej się przynajmniej cierpi przy oglądaniu tego.

Wczoraj tak się jakoś składa, że zajrzałem w stanie wskazującym na Forum poczytać starsze wątki, co czasem czynię. Trafiłem m.in. na tą dyskusję i zacząłem się usilnie zastanawiać czego (mimo swegowęcz fanatycznego) stosunku do Lema, nie lubię w "Solaris"... I wymyśliłem... Owszem, mamy w tej powieści stację kosmiczną, mamy (pasjonującą) fikcyjną historię solarystyki, mamy interesująco zarysowanych bohaterów (wszystko to wymyślone/opisane w sposób bijący na głowę przeważającą większość SF tego okresu), a jednak od pewnego miejsca czytało mi się ten "Solaris" jako (nieco kafkowską) parbolę możliwych postaw jednostki wobec Wszechświata. Postawy tam zaprezentowane są trzy (pisałem o tym do znudzenia) - ucieczka w pracę i emocjonalny dystans, ucieczka w nałogi i cynizm, i ucieczka w miłosć zagłuszajacą głos rozsądku. Z którym jednak z bohaterów się utożsamiamy? Z Kelvinem, bo oglądamy stacje jego oczami. Z tym, który wybrał (ślepą) miłość. A zatem w "Solaris" pobrzmiewa mi beatlesowskie "love is all you need".

Z tego jednak wniosek, że nie mogę (co dotąd czyniłem) oskarżać Tarkowskiego (ani nawet Soderbergha) o odejście od ducha powieści, obaj bowiem to przesłanie wychwycili, acz Tarkowski ukazał ową miłość w sosie chrześcijańskim, a Soderbergh melodramatycznym.

(Co nie zmienia faktu, że samo to przesłanie niezbyt mi się podoba... :P)

ps. wspominano tu o "Blade Runnerze" - cóż, nad "B;ade Runnerem" też sobie zacząłem w efekcie rozmyślać (i nawet wydobyłem z półki i obejrzałem po raz n-ty). Pamiętacie scenę śmierci Roy'a oczywiście? Oskarżaną o błąd logiczny, bo skąd na wyniszczonej Ziemi gołąb ("Pierwsze wyginęły ptaki." napisał wszak Dick). I tak sobie myślę (odwołując się do jednego z istotnejszych wątków książkowego oryginału), że ten gołąb był sztuczny, a jeśli tak to robi się z tego piękna (trudno, że podszyta mistycyzmem, i religijną symboliką) metafora. Stosując zasadę "jest prawda czasu, i prawda ekranu" ;) wyjdzie nam tak: w chwili śmierci Roy'a sztuczna dusza unosi się ku niebu. Nie żebym od razu w dusze wierzył, ale czemuś mnie to wzruszyło, bardziej niż gdyby gołąb był naturalny...
« Ostatnia zmiana: Marzec 07, 2009, 02:38:31 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki