Autor Wątek: Alfred Bester, Frederic Brown, Ray Bradbury - polecani przez Lema panowie B. ;)  (Przeczytany 11293 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 15922
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Alfred Bester, Frederic Brown, Ray Bradbury - polecani przez Lema panowie B. ;)
« Odpowiedź #15 dnia: Lipca 13, 2022, 10:58:16 pm »
Skąd możemy mieć pewność, że taka na pozór łatwa do zgryzienia hipoteza nie okaże się w rzeczywistości bardzo twardym orzechem, a nawet portalem do nowej matematyki, podobnie jak "drobny" problem energii promieniowania ciała doskonale czarnego okazał się drzwiami do nowej, kwantowej fizyki?

Cóż, całkiem niedawno Łobaczewski takie drzwi otworzył, a z hilbertowej listy choćby hipoteza continuum* wygląda od omawianej strony podejrzanie ;)...

* Tak, pętlę do pamiętnych dyskusji:
https://forum.lem.pl/index.php?topic=1629
https://forum.lem.pl/index.php?topic=700.msg35634#msg35634

może w ogóle nie zajdzie konieczność coś gdzieś puszczać. A peregrynator od czego? Wszak przesłanki teoretyczne już są, zasada działania znana

No, to jest to, co teraz powszechnie - za "Star Trekiem" - napędem Warp zwą, i ponoć nawet niewiele potrzeba wedle najnowszych modeli teoretycznych. Ot, odrobina materii egzotycznej wystarczy. Ale zbuduj tu szybko taki peregrynator...
« Ostatnia zmiana: Lipca 14, 2022, 01:31:49 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Cetarian

  • Full Member
  • ****
  • Wiadomości: 223
    • Zobacz profil
Odp: Alfred Bester, Frederic Brown, Ray Bradbury - polecani przez Lema panowie B. ;)
« Odpowiedź #16 dnia: Lipca 15, 2022, 08:09:12 pm »
Odświeżyłem sobie opowiadanie "The Rocket Man" Bradbury'ego (u nas znane jako "Astropilot" albo "Rakieciarz"), które tu półgębkiem chwaliłem, i muszę przyznać, że (jeszcze) urosło w moich oczach. Z jednej strony jest to bowiem staroświecka (nie dziwota, biorąc pod uwagę czas jej powstania) SF, świadomie (mam wrażenie) infantylna (mimo skrajnej odmienności tematycznej poruszająca się w zbliżonych obszarach emocjonalnych co "E.T.", i te archaiczne opowiastki, które obśmiewał, składając im zarazem hołd i wpisując się we wzięte z nich schematy, Zemeckis w "Powrocie do przyszłości"),

Hmm, czyli, gdyby Zemeckis tylko obśmiewał te archaiczne opowiastki, ale nie składał im hołdu, to trylogia miałaby inny kształt. Czy możesz wskazać, na czym polegałyby różnice?




Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 15922
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Alfred Bester, Frederic Brown, Ray Bradbury - polecani przez Lema panowie B. ;)
« Odpowiedź #17 dnia: Lipca 15, 2022, 08:35:53 pm »
Czy możesz wskazać, na czym polegałyby różnice?

Jak wiesz jestem krypto-everettysta, więc mógłbym powiedzieć, że pewnie w każdym z n wszechświatów wygląda(łoby) to inaczej. Ale spróbuję pójść w pewne uogólnienie... Może w zakładanym wypadku wypadłyby elementy holdownicze - w pokoju George'a nie walałyby się - pieszczone okiem kamery - stare magazyny SF, a Marty nie przedstawiłby się ojcu jako Darth Vader z planety Vulcan, może atmosfera byłaby znacznie bardziej absurdalno-ironiczna* a mniej sentymentalna, i zamiast pełnoprawnej SF (oczywiście bez elementu S właściwie) dostalibyśmy czystą satyrę (porównaj "Galaxy Quest" z "Kosmicznymi jajami", tu różnica między wersją zaistniałą, a postulowaną mogłaby być podobna).

* Jak w omawianym powyżej "What Mad Universe" Browna.
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Cetarian

  • Full Member
  • ****
  • Wiadomości: 223
    • Zobacz profil
Odp: Alfred Bester, Frederic Brown, Ray Bradbury - polecani przez Lema panowie B. ;)
« Odpowiedź #18 dnia: Lipca 15, 2022, 09:51:11 pm »
Czy możesz wskazać, na czym polegałyby różnice?

Jak wiesz jestem krypto-everettysta, więc mógłbym powiedzieć, że pewnie w każdym z n wszechświatów wygląda(łoby) to inaczej. Ale spróbuję pójść w pewne uogólnienie... Może w zakładanym wypadku wypadłyby elementy holdownicze - w pokoju George'a nie walałyby się - pieszczone okiem kamery - stare magazyny SF, a Marty nie przedstawiłby się ojcu jako Darth Vader z planety Vulcan, może atmosfera byłaby znacznie bardziej absurdalno-ironiczna* a mniej sentymentalna, i zamiast pełnoprawnej SF (oczywiście bez elementu S właściwie) dostalibyśmy czystą satyrę (porównaj "Galaxy Quest" z "Kosmicznymi jajami", tu różnica między wersją zaistniałą, a postulowaną mogłaby być podobna).

* Jak w omawianym powyżej "What Mad Universe" Browna.

Wiele lat temu przeczytałem gdzieś, że opłaca się wydobywać złoto metodami przemysłowymi, jeśli w tonie piasku jest co najmniej dziewięć gramów złota. Być może źle to zapamiętałem, a być może granica opłacalności jest teraz inna, bo złoto podrożało, i/lub udoskonalono metodę wydobycia, ale, tak czy owak, to muszą być drobne ułamki promila. Gdyby to był cały promil, to wystarczyłoby przesiać trzydzieści kilogramów piasku, żeby wydobyć trzydzieści gramów złota, a uncja kosztuje aktualnie tysiąc siedemset Euro.
Tak bogate pokłady wyeksploatowano wiele dekad temu.
 
W literaturze (zarówno bezprzymiotnikowej jak i SF) nie zachodzi tak ostry podział na złoto i piach, ale bez wątpienia ogromna większość produkcji to wytwory klas C,D,E,F,G+ (a raczej chyba minus).

Ty masz, moim zdaniem, tendencję do tego, żeby z entuzjazmem dostrzegać w wielu miejscach, że „coś błyszczy”, choć to tylko mika, lub inny minerał o podobnie niskiej cenie.
Powrót do przyszłości (Pierwszą i trzecią część lubię, druga wydaje mi się przyciężka i zakalcowata) to filmy o podróżach w czasie.
Gdyby obok łóżka George’a leżały jakiekolwiek inne lektury, to Marty nie miałby pretekstu do tego, żeby przestraszyć-zmotywować George’a, udając kosmitę.

*
W peerelu nakręcono trylogię (słabą, ale popularną) pt. „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”. Czy uważasz, że twórcy oddali hołd Niemcom, Hitlerowi, Gestapo?

Bo przecież ten gestapowiec, grany przez Karewicza/Brunnera to poczciwy safanduła, w zasadzie całkiem niegroźny, gdyby go nie było, to Franek nie miałby z kim wygrywać …



Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 15922
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Alfred Bester, Frederic Brown, Ray Bradbury - polecani przez Lema panowie B. ;)
« Odpowiedź #19 dnia: Lipca 15, 2022, 10:11:37 pm »
Ty masz, moim zdaniem, tendencję do tego, żeby z entuzjazmem dostrzegać w wielu miejscach, że „coś błyszczy”, choć to tylko mika, lub inny minerał o podobnie niskiej cenie.

Powiedzmy, że to efekt pewnej desperacji. Ponieważ tak mało jest czystego złota, staram się wyłuskać okruszki jego, czy choćby miki, wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe, by dostarczyć sobie jakiejś intelektualnej rozrywki. (Pomijam chwilowo, że zawrotna cenowa kariera złota nie da się wytłumaczyć niczym racjonalnym, tylko utrzymującym się obyczajem.)

Powrót do przyszłości (Pierwszą i trzecią część lubię, druga wydaje mi się przyciężka i zakalcowata) to filmy o podróżach w czasie.

Nie da się ukryć, że nie o łuskaniu grochu. Niemniej, mając - co najwyraźniej nas różni - pecha, czy też szczęście, w/w groszowe opowiastki (np. Kuttnera) znać, dostrzegam jak bardzo omawiany film, przynajmniej pierwszy (reszta to kontynuacja, z której za dwójką też nie przepadam) osadzony jest w ich tradycji (ekscentryczny, kompletnie nie z życia wzięty - w przeciwieństwie do Brundle'a, Malcolma czy antypatycznego dueciku z "Primera", nie mówiąc już o realistycznie nijakiej ;) czwórce doktorów z ledwo przywołanej w "Akad." "Andromedy...", naukowiec i jego odpowiednio niecodzienne domostwo, tworzone od metra cudowne wynalazki z wiadomym wehikułem na czele, latające samochody, błyszczące futurystyczne ubranka)*.
Zrobienie safandułowatego George'a (w finale) asimovopodobnym autorem science fiction też nie wydaje się przypadkowe, to część zabawy konwencją.

* Lem zresztą w swoich lżejszych utworach też z tej tradycji czerpał, tylko uwznioślając ją dodanymi od siebie elementami.

W peerelu nakręcono trylogię (słabą, ale popularną) pt. „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”. Czy uważasz, że twórcy oddali hołd Niemcom, Hitlerowi, Gestapo?

Ale wiesz, że jak na polskich ekranach królował Kloss podnosiły się - z kręgów odwetowców z Bonn ;) - głosy: "patrzcie jak do twarzy mu w niemieckim mundurze!", ew. "polskie dziewczęta kochają teraz oficera Abwehry!"... ;)
« Ostatnia zmiana: Lipca 16, 2022, 12:24:27 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 15922
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 15922
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Alfred Bester, Frederic Brown, Ray Bradbury - polecani przez Lema panowie B. ;)
« Odpowiedź #21 dnia: Lutego 17, 2024, 02:45:55 pm »
Wróciłem sobie do "Fif-y" (trzeba sprawdzić, jak prezentuje się w nowszym wydaniu) i przypomniałem jak wiele jest tam (relatywnych) pochwał Heinleina, z czego kluczowe są bodaj - przypisowe - słowa dotyczące jego czołowej powieści (wysokie miejsca w linkowanych rankingach "Locusa"):

"przy wszystkich wymienionych ograniczeniach Heinlein dał utwory pełnosprawne, obfitujące w dobrze skonstruowane i uwiarygodnione uszczegółowienia ,,futurystyczne"; niewątpliwie wspomagała go w tym precyzyjnie logiczna wyobraźnia oraz inżynieryjne wykształcenie. Np. The Moon is a Harsh Mistress, choć ukazuje dość ,,wsteczną" księżycową społeczność w jej irredencie i oderwaniu się politycznym od Ziemi, to po prostu interesująco i żywo napisana powieść, której historiozofii nie tyle nie należy, ile po prostu nie można brać serio. (W utworze tym główną siłą wspomagającą rebeliantów – karnych zesłańców – w ich buncie jest Komputer Księżycowy, którego przyjaźń z człowiekiem-bohaterem należy do ciekawszych kart SF amerykańskiej, jak i ,,śmierć" ,,osobowości" tego komputera w finale, gdyż od uszkodzeń ginie ,,podobieństwo człowieka", przy nienaruszonej, nadal sprawnej maszynie obliczeniowej). Wartością takich utworów Heinleina (nielicznych w jego sporym dorobku!) jest k o m p l e k s o w o ś ć wizji. Cokolwiek zaś można by złego rzec o ideologii tego autora, nie da się mu zarzucić faryzeuszostwa, lecz tylko prostoduszną naiwność (widomą w tym choćby, że Heinlein najbardziej lubianym przez się bohaterom akcję wygładza pod stopami i wkłada im w usta swoje złote myśli)."

Ha, to zdaje się potwierdzać moje nieśmiałe (dlatego dotąd nie wyartykułowane) przypuszczenie, że heinleinowy HOLMES IV (High-Optional, Logical, Multi-Evaluating Supervisor, Mark IV) vel Mike należy do literackich przodków GOLEM-a. Zwł., jeśli Mistrz znał też interpretację Budrysa, wedle której - przejściowa - mentalna człekokształtnosć R.A.H.-owego sztucznego inteligenta to była tylko proteuszowa gra:
https://archive.org/stream/Galaxy_v25n02_1966-12_modified#page/n91/mode/2up

ps. Skoro o Heinleinie mowa, dorzucę gościnną recenzję "Podkayne of Mars" ze strony Krzysztofa Sokołowskiego:
http://lapsuscalami.pl/2017/10/02/kamil-poleca-robert-heinlein-podkayne-of-mars/

I blogowe wpisy o paru innych znanych tytułach w/w amerykańskiego klasyka, z bloga, który czasem linkowałem*:
http://charliethelibrarian.com/robert-a-heinlein-starship-troopers-zolnierze-kosmosu/
http://charliethelibrarian.com/robert-a-heinlein-wladcy-marionetek/
http://charliethelibrarian.com/robert-a-heinlein-glory-road-szlak-chwaly/

Oraz... porównanie wspomnianej "Luny..." (bo taki tytuł w polskim przekładzie nosi) z "Wydziedziczonymi" Le Guin (czy też na odwrót):
https://www.jstor.org/stable/4240331

* Nawiasem: coś o Bradburym też się tam znajdzie:
http://charliethelibrarian.com/ray-bradbury-kroniki-marsjanskie/
« Ostatnia zmiana: Lutego 20, 2024, 12:32:05 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki