Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Lieber Augustin

Strony: 1 ... 154 155 [156] 157 158 ... 160
2326
Hyde Park / Odp: Rosja, ZSRR, Ukraina...
« dnia: Stycznia 30, 2018, 06:41:52 pm »
maźku, nie widzę istotnych rozbieżności zdań pomiędzy mną a Tobą. W szczególności zgadzam się z Tobą, że nowoczesna Ameryka oraz Europa nie są ostoją cywilizacji. Ale, myśląc logicznie, ktoś musiał być taką ostoją w przeszłości, gdyż cywilizacja na razie istnieje. I w przyszłości ktoś musi podjąć Trud Białego Człowieka – ale kto? Chińczycy? Arabowie? Murzyny?, - albo inaczej cywilizacja zaginie.

Ale dlaczego tak się stało? Od czasów Rzymskiego Imperium cywilizacja mniej lub więcej stabilnie istniała, a w wieku 20. rozpoczał się kryzys. Czy to nie jest skutkiem ciężkiej choroby, co zaatakowała świat i przetworzyła jedną szóstą część lądu na złośliwy nowotwór, który ma tylko jedne pragnienie – rozszerzać się?
 
Sęk w tym, że komunistyczna Rosja nie mogła w istorycznej perspektywie współistnieć z „normalnymi” krajami. Tow. Lenin uczył: „ ...Albo jedne, albo drugie zwycięży... Albo po Republice Sowieckiej będą śpiewali mszy żałobne, albo po światowemu kapitalizmu.” No, może trochę niezgrabnie przełożyłem cytat wodza.
To idea „rewolucji światowej”. Jak wiadomo, rewolucja idzie w ślad za wojną, rewolucja światowa odpowiednie – w ślad za wojną światową. I oto pytanie – kto naprawdę wywołał DWŚ – czy Europejczycy, czy też ktoś inny. Is fecit qui prodest, powiedziałbym. Dlatego pozwolę sobie przytoczyć wielki fragment z „Alfabetu Suworowa”:

„Historycy od lat się spierają, skąd się wziął Adolf Hitler. W jaki sposób ten człowiek i kierowane przez niego państwo wzrośli do tak olbrzymiej potęgi. Jak to się stało, że stworzyli tak sprawną machinę wojenną i poczuli się tak pewnie, że podpalili świat. Fenomen Führera tłumaczony jest na niezliczone sposoby – każdy kolejny jest bardziej groteskowy od poprzedniego. Przysłuchuję się tym akademickim dysputom z rozbawieniem. Odpowiedź na te pytania jest bowiem oczywista i prosta. Hitler i III Rzesza to dzieci towarzysza Stalina. Bez jego protekcji Niemcy nigdy nie stałyby się taką potęgą i nigdy nie wybuchłaby II wojna światowa.
Plan bolszewików był jasny. Zgodnie z założeniem, że wojna światowa przetrze drogę światowej rewolucji – sprawdziło się to po części w roku 1917 – chcieli, żeby Europejczycy znowu wzięli się za łby. Gdy już Francuzi, Brytyjczycy, Włosi, Niemcy i Polacy by się nawzajem powyrzynali, Armia Czerwona wkroczyłaby do akcji i podbiła cały, osłabiony kontynent. Granice „raju robotników i chłopów” zostałyby przesunięte aż do Atlantyku.
Aby napuścić Europejczyków na siebie i wywołać kolejny konflikt, Stalin postanowił wesprzeć kraj najbardziej pokrzywdzony przez traktat wersalski, a co za tym idzie – dyszący chęcią odwetu. A więc oczywiście wsparł Niemcy. Ponieważ traktat nałożył na niemieckie siły zbrojne szereg ograniczeń, Armia Czerwona przyszła im z „bratnią pomocą”. W Kazaniu szkoleni byli niemieccy czołgiści, w Lipiecku lotnicy, w Saratowie specjaliści od broni chemicznej. Niemieccy generałowie urządzali sobie manewry i gry wojenne na sowieckich poligonach i w sowieckich salach wykładowych. Bolszewicy pomagali również podźwignąć – w tajemnicy przed Zachodem – niemiecki przemysł zbrojeniowy, udostępnili swoje laboratoria niemieckim konstruktorom. Dostarczali również bezcennych surowców. Trzon armii niemieckiej, która zmiażdżyła Europę w latach 1939–1940, powstał w Związku Sowieckim.
Armia ta miała być narzędziem w rękach Moskwy. Narzędziem, które zniszczy Europę i utoruje drogę zwycięskiemu „wyzwoleńczemu” marszowi Armii Czerwonej. Jak to jednak osiągnąć? Oczywiście najlepiej było na jej czele postawić człowieka nieobliczalnego. Jakąś agresywną nieodpowiedzialną jednostkę, która – odpowiednio sprowokowana przez Sowietów – rzuci się na sąsiadów i rozpęta wojnę. W całych Niemczech nie było lepszego kandydata do tej roli niż Adolf Hitler, przywódca NSDAP.
„Bez Stalina nie byłoby Hitlera, nie byłoby Gestapo” – pisał Lew Trocki. I miał rację. Choć oficjalnie w latach dwudziestych i na początku trzydziestych niemieccy komuniści i narodowi socjaliści toczyli ze sobą bój na śmierć i życie, Moskwa zakulisowo wspierała NSDAP. Maski spadły w roku 1933, gdy odbyły się wybory powszechne, które miały zmienić oblicze Niemiec. Otóż NSDAP zdobyła w nich mniej głosów niż komuniści i socjaldemokraci. Wystarczyło, żeby te dwa ugrupowania zawiązały koalicję – i to one stworzyłyby rząd. Stalin powiedział jednak niet. Wydał on swojej berlińskiej ekspozyturze surowy zakaz wchodzenia w jakiekolwiek układy ze „zgniłymi socjaldemokratami”. W efekcie nominację na kanclerza otrzymał Adolf Hitler. Machina została wprawiona w ruch. „Lodołamacz rewolucji” – jak nazywano w Moskwie przywódcę narodowych socjalistów – wyszedł w morze.
Ten nieszczęsny człowiek, który „dyszał nienawiścią do komunistów”, nawet nie zdawał sobie sprawy, że jest narzędziem w ich rękach. Zresztą ta nienawiść nie była chyba znowu tak wielka. Hitler wypowiadał się o Stalinie z podziwem, nawet gdy między oboma państwami wybuchła już wojna. Narodowy socjalizm małpował zaś bolszewizm. Monumentalne budowle, symbolika i stylistyka, tajna policja, obozy koncentracyjne, olbrzymie znaczenie, jakie przywiązywano do propagandy. To wszystko było żywcem ściągnięte ze Związku Sowieckiego.
Pod koniec wojny dla berlińskich elit stało się jasne, że walcząc na dwa fronty, III Rzesza poniesie straszliwą klęskę. Wielu pragmatycznie nastawionych oficerów Wehrmachtu zaczęło wówczas myśleć o zawarciu separatystycznego pokoju z Anglosasami i skierowaniu wszystkich sił do powstrzymania nadciągających od wschodu bolszewików. Hitler miał inny pomysł. Otóż chciał on zawrzeć separatystyczny pokój ze Stalinem…
Wróćmy jednak do lat trzydziestych i wyborczego zwycięstwa NSDAP. W Europie rozsypany został proch i wystarczyła jedna zapałka, aby wywołać pożar. Albo – używając innego porównania – Hitler stanął nad przepaścią i potrzebował ostatniego, delikatnego szturchnięcia, aby rzucić się głową w dół i pociągnąć za sobą całą Europę. Tym ostatecznym szturchnięciem była oczywiście wystosowana doń w 1939 roku oferta sojuszu. Oferta złożona przez Józefa Stalina. Wysyłając Ribbentropa do Moskwy, Führer nie zdawał sobie sprawy, że pakuje się w wojnę, którą przegrał, zanim padły pierwsze strzały. Gdy myślę o Hitlerze, nie mogę uwierzyć, jak naiwny był to człowiek. Postępował jak dziecko we mgle i w efekcie sprowadził na swoją ojczyznę wielkie nieszczęście. Sześć lat po tym, jak Ribbentrop podpisywał układ z Mołotowem, sowieckie wojsko wdarło się do Berlina i puściło niemiecką stolicę z dymem. Tak, bez wątpienia, Hitler był wielkim nieszczęściem Niemiec.”


Jeżeli zgogzić sie na chwileczkę z Suworowem, wychodzi, że to Rosja, i tylko Rosja niesie odpowiedzialność za wybuch II wojny. Nie potrafię powstrzymać podziwu dla Stalina, wielkiego kryminalisty wszelkich czasów i narodów. Prowadzić grę na taką skalę – to wam nie byle co.

Co jest najbardziej przykro, wydaje mi się, że nic nie zmieniło się do dnia dzisiejszego. W każdej chwili atak nowotworu na otaczające go normalne kraje może odnowić się. Nie chciałbym tego. Ale zastosowane do tej pory leki – nakłanianie, tolerancja itp – okazały się nieskuteczne. Wręcz przeciwnie – one tylko prowokują agresję. Na miłość boską, czyżby doszło do totalnej radioterapii?

P.S. Trafnie wspomniałeś piosenkę Włodzimierza Wysockiego – 25. stycznja skończyłby poeta 80 lat. Niestety prawdziwi geniusze tyle nie żyją.

Cytuj
Się grało na gitarce i serca niewieście łamało ;)
P.P.S. Czy Ty wierzysz, iż jesteśmy już po pięcdziesiątce? Dopiero wczoraj było mi 22, chodziłem na randki, a teraz już pora przygotowywać się do zgonu :(.

2327
Hyde Park / Odp: Rosja, ZSRR, Ukraina...
« dnia: Stycznia 29, 2018, 09:07:44 pm »
Właśnie o to mi chodziło - czy powinny być w wieku dorosłym kolejne szczepienia przypominające? Bo po szczepieniu przebieg powinien - o ile w ogóle -  być łagodny, a nie szpitalny.
Zwłaszcza, że wraz z wiekiem - występują komplikacje i około choroby.
U nas w Odessie wybuchła prawdziwa epidemia, i osoby dorosłe masowo szczepią się przeciwko odrze. Sytuacja w Polsce jest na razie, o ile wiem, nie tak groźna. Tym niemniej nie warto lekceważyć niebezpieczeństwo. Powiedziałbym - jeżeli masz pewność, iż nie byłaś w ostatnich czasach w kontakcie z osobą chorą, wystarczy sprawdzić swój status odporności, czyli poziom przeciwciał IgG oraz IgM:
http://bieganski.com.pl/other/doc/3270/Zał%20Nr%209%20lab.pdf , badania №№ 144, 145
A już zależnie od wyników badania, ewentualnie zaszczepić się.
Z tym paskudstwem nie ma żartów, a my chcemy widzieć Ciebie zawsze żywą i - w miarę możliwości – zdrową :).

Cytuj
Lieber Augustin życzę szybkiej rekonwalescencji i powrotu do pełni zdrowia :) .
Dzięki, maźku, za dobre życzenia :).
Naprawdę bardzo mi miło, że masz taką wysoką opinię o zdolnościach i talentach mego narodu. Szkoda tylko, że są one skierowane wyłącznie w stronę broni, wojny, zagarnięcia terytorium krajów-sąsiadów, poparcia terroryzmu międzynarodowego... przepraszam, ruchów narodowo-wyzwoleńczych na wszystkich kontynentach. Oddałbym wszystko co mam, żeby podzielać dumę i podziw dla osiągnięć Rosjan w dziedzinach nowych, najlepszych w świecie samochodów, techniki domowej, modnej odzieży, leków, kosmetyków itp, a nie tylko w zakresie czołgów, stratosferycznych bombowców odrzutowych, rakiet nuklearnych i konwencjonalnych, i innych wspanialych wynalazków taktycznych, operacyjno-taktycznych i strategicznych, a również w sferze wywiadu i szpiegostwa. Dziwi mnie, że opróć jednej czy dwóch osób („zdrajców” na kształt Wiktora Suworowa) nikt nie widzi zagrożenia, które Rosja niesie ze sobą światowi. Czy wszyscy Europejczycy i Amerykanie zapomniały już  wydarzenia z lat 1920, 1939, 1956, 1962, 1968, 1970, 1979-89 i dalej?
Przykro mi, i wiem, że grzechem jest tak mówić, ale wstyd mi za moją ukochaną ojczyznę :'( :'(.

No i koniec, i możecie nałożyć na mnie bana za niepoprawność polityczną, a wpis mój usunąć.

2328
Hyde Park / Odp: Rosja, ZSRR, Ukraina...
« dnia: Stycznia 28, 2018, 01:03:03 pm »
Cytuj
ale - z ciekawości - byłeś szczepiony przeciwko odrze?
olka, byłem szczepiony jak wszyscy dzieciaki w ZSRR, zgodnie z zaleceniami - w wieku 1,5 i 6 lat. Ale, sądząc z ciężkiego przebiegu choroby, tego za mało - nabyta odporność prawdopodobnie nie utrzymuje się przez całe życie. A może, szczepionka była wtedy nie bardzo wysokiej jakości.

2329
Hyde Park / Rosja, ZSRR, Ukraina...
« dnia: Stycznia 27, 2018, 05:52:07 pm »
Poniższy post zaistniał początkowo w wątku "Właśnie się dowiedziałem..." jako odpowiedź na niniejszą wypowiedź maźka:
http://forum.lem.pl/index.php?topic=148.msg70981#msg70981

Wiesz co, maźku, Rosja to bardzo nieszczęsny kraj. Cała jej historia, a w szczególności od 1917 r. do dnia dzisiejszego – to historia morbi.

Większość sowieckich legendy istoriograficznych – jeżeli nie wszyscy - są „fałszywe co najmniej w 100%”. Weźmemy dowolny przedmiot dumy w Związku Radzieckim. Dzień Armii Czerwonej – 23. lutego – został ustanowiony na cześć pierwszych zwycięstw dopiero co narodzonej Armii Cz. nad Niemcami pod Pskowem i Narwą w 1918 r. Naprawdę Armia Cz. poniesła temi dniami niebylejaką klęskę i cofała się blisko 120 km – aż do Gatczyny. Kto nie wierze, może przekartkować artykuł Lenina „Ciężka lecz niezbędna nauczka” od 25. lutego 1918 r.

Co do „zwycięskiego pochodu Tuchaczewskiego za Wisłę” w 1920 r., nie będę nic opowiadał – wy, Polacy, wiecie tę historię lepiej ode mnie.

Bohaterska obrona twierdzy brzeskiej; nie mniej bohaterska obrona Odessy; 28 bohaterzy-panfiłowcy i walka koło przystanku Dubosiekowo w 1941 r.; „geniusz dowódczy” marszałka  Żukowa; i w ogóle przyczyny i winowajcy DWŚ;
Kurczatow i pierwszy ładunek atomowy RDS-1 (Rossia Delaet Sama, Rosia robi samodzielnie); Korolow z jego R-1, która – rzecz jasna – nie miała nic wspólnego z V-2; lot Gagarina – to tylko mała część mitologji radzieckiej.

Do czego zmierzam: mam wrażenie, że dowolna radziecka legenda już a priori jest kłamstwem. Ma się rozumieć, to nie jest żadnym dowodem - teoretycznie możliwe, że utalentowany samorodny konstruktor Kałasznikow, samodzielnie lub w składzie zespołu stworzył nieśmiertelny AK. Tylko pozostają pytania: pierwsze, gdzie nabrał doświadczenia w pracy konstruktorskiej ów młody utalentowany, i drugie – a co robił w tym samym czasie i w tym samym miejsce prawdziwy maître Hugo Schmeisser?

Przypadek? Nie sądzę... A wtym, diabli z Kałasznikowym i z symbolem międzynarodowego terroryzmu AK-47.
 
P.S. Długo nie odpowiadałem – choruję na odrę. Dopiero co opuściłem szpital chorób zakaźnych. Proszę wszystkich - nie powtarzajcie mego "wyczynu", lepiej bądźcie mi zdrowi...

2330
DyLEMaty / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Stycznia 12, 2018, 06:21:57 pm »
Cytuj
Niemcy opracowali przy okazji pierwszy karabinek automatyczny, co w kręgu demoludów dość skutecznie usunęli ze świadomości Rosjanie, chwaląc swój wprowadzony w roku 1947 AK.

Cytuj
Gdzie miałby zdobyć go ten leń i hultaj?
Jasne, że ukradł...

       Aleksander Puszkin, „Skąpy Rycerz”

Istnieje wersja, że prawdziwym stwórcą legendarnego AK-47 był wcale nie Kałasznikow, lecz niemecki konstruktor broni strzeleckiej Hugo Schmeisser.
Prototypem podobno był karabinek maszynowy StG 44 , produkowany w latach 1943..45, między innymi, w wytwórnie broni Hänel w miasteczku Suhl.

W lipcu 1945 r. Suhl przeszedł pod kontrolę dowództwa sowieckiego. W firmie Hänel wszystkie urządzenia technologiczne, takielunek, stanowiska testowe zostały zdemontowane i wywiezione do Związku Radzieckiego. W tym urządzenia do produkcji już opracowanego, lecz jeszcze nie seryjnego „następcy” – karabinka StG 45 (proszę nie plątać z StG 45(M) od Mausera).

W październiku 1946 Hugo Schmeisser został zaangażowany do pracy - w trybie "dobrowolnie-przymusowym" - w radzieckiej fabryce broni strzeleckiej w mieście Iżewsk pomiędzy Wołgą a Uralem. Po przybyciu do Iżewska konstruktor zasugerował, aby nie produkować seryjnie gotowych modeli StG 45, ponieważ już w tym czasie miał na rysunkach nową wersję StG 47.

Po sześciu miesiącach nowy model został wcielony w metal, przyjęty na uzbrojenie, ale już pod nazwą AK-47, gdyż niemiecki projektant, a tym bardziej o takim słynnym nazwisku nie mógł być autorem głównej broni ręcznej armii kraju-zwycięzcy. Dlatego Ludowy Komisariat uzbrojenia Armii Czerwonej wielokrotnie proponował nazwać nowy automat imieniem S.G.Simonowa, W.A.Dyagteriowa lub W.G.Fiodorova, ale mistrzowie broni kategorycznie odrzucili plagiat, mając na względzie głęboki szacunek dla inżynieryjnego geniuszu niemieckiego kolegi.

Wtedy projektantem broni „mianowano”, wedle najlepszych tradycji Zwjązku Radzieckiego, nieznanego sekretarza organizacji Komsomołu fabryki „Iżmasz”, początkującego wynalazcę-innowatora M.T.Kałasznikowa, który brał udział w próbach poligonowych StG 47.
Mianowany i natychmiast „zakonspirowany”, Kałasznikow był „człowiekiem bez twarzy”, aż do 1989 roku nikt nie wiedział, kim jest ta osoba i skąd pochodzi. Nawiasem mówiąc, podobnie jak i inny bohater nauki i techniki w ZSRR – główny konstruktor radzieckich rakiet S.P.Korolow.

Kierownictwu ZSRR widocznie bardzo zależało na wiedzie i talentach Niemca, to wynika z faktu, że gdy reszta niemieckich specjalistów udały się z powrotem nach Deutschland, pobyt samego Hugo Schmeissera w Iżewsku został kilkakrotnie przedłużony. Tylko w czerwcu 1952 r. Schmeisserowi, któremu na krótko przed tym zdiagnozowano gruźlicę, pozwolono wrócić do Niemiec. Po powrocie do ojczyzny Hugo Schmeisser nie żył długo. Zmarł 12 września 1953 r. po operacji płucnej w Szpitalu Miejskim w Erfurcie i został pochowany w Suhl.

...geniuszom - pamięć, złodziejom - zapomnienie...

2331
DyLEMaty / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Stycznia 11, 2018, 09:19:13 pm »
...czy energia nadana broni I strzelcowi rowna sie energii pocisku wystrzelonego, tyle ze z przeciwnym zwrotem.
NEXUS6, obliczymy razem. Przypuśćmy, masa kuli m = 0,01 kg, masa pistoletu M = 1kg. Prędkość kuli, powiedzmy, V = 300 m/s. Wedle zasady zachowania pędu, mV = Mv, skąd umowna prędkość broni  (bez strzelca) po strzału wynosi v = 3 m/s.
Teraz łatwo obliczyć energię kinetyczną kuli:
E = mV2/2 = 0,01*3002/2 = 450 J
oraz broni:
e = Mv2/2 = 1*32/2 = 4,5 J
czyli 100 razy mniej.

W ogóle, mV = Mv, V = Mv/m
E = mV2/2 = m(Mv/m)2/2 = mM2v2/2m2 = M2V2/2m = (M/m)*(Mv2/2)
E = (M/m)e
To jest energia kinetyczna nabyta bronią równa się energii kuli, podzieloną przez stosunek masy broni i masy kuli.
Energia zaś pochłonięta przez ciało strzelca jest jeszcze mniejsza - z grubsza o 80 razy.

2332
DyLEMaty / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Stycznia 10, 2018, 12:19:53 am »
Proszę bardzo, znów dziwna synchronizacja :o
Ciągłe myślałem o temacie, no i naszkicowałem - dziś po południu - wpis do Ciebie. Teraz, po powrocie do domu, robię copy-paste:

Oto teraz dopiero przyszło mi do głowy, maźku, dlaczego nie możemy dojść do konsensusu. Moim zdaniem, niewłaściwie uznaliśmy układ „śnieżka – ściana” za układ izolowany. Albo też niepoprawnie go traktowaliśmy. Rzecz w tym, że „śnieżka” i „ściana” są przedmiotami wykonanymi przez człowieka i z pewnością znajdują się na Ziemi, czyli należą do układu „planeta”. Chcę powiedzieć, że śnieżka wcale nie przyleciała z kosmosu – ją ktoś rzucił. Jeżeli tak, układ względnie izolowany musi zawierać jeszcze jeden element – „tego, kto rzucił śnieżkę”. Wtedy wszystko zgadza się, i Ziemia razem z „zamontowaną” ścianą nie musi nawet mikroskopijnie się poruszać, nabywając pędu od elementu, znajdującego się wewnątrz układu „planeta Zemeja”.
A ponieważ to ja jako pierwszy zaproponowałem rozpatrzyć ten nieodpowiedni układ, to primo uważam siebie za... eee... lekkomyślnego człowieka, secundo daję tym razem za wygraną.


Cytuj
Jeśli przyjmiesz tezę, że to pęd zamienił się na energię wewnętrzną kulek (podniósł ich temperaturę) - to gwałcisz zasadę zachowania energii. Kulki miały przed zderzeniem energię kinetyczną - skoro to nie ona zamieniła się energię wewnętrzną - to co się z nią stało, skoro po zderzeniu wynosi zero?
Już nie ma to znaczenia, ale... Po zderzeniu zero wynosi wektorowa suma prędkości kulek, suma skalarna zaś wcale niezerowa, i równa się dokładnie sumie skalarowej prędkości do zderzenia (za umowy, że ściana jest sprężysta i nie pochłonia energii). Energia wewnętrzna kulek - to też energia kinetyczna, energia "ruchu cieplnego". Gdyż energia kinetyczna mv2/2 to wielkość skalarna (w odróżnieniu od pędu i prędkości), kierunek wektorów prędkości nie odgrywa żadnej roli.

2333
DyLEMaty / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Stycznia 09, 2018, 10:12:23 am »
Będę odpowiadał stopniowo, krok po kroku.
Cytuj
Zależy skąd pochodzi impuls i co uważasz za układ. Odpowiednio duża "śnieżka", jak przyleci z kosmosu, to może zruszyć orbitę
Jak już pisałem, za układ uważam Ziemię (bo na innych planetach może i nie być ścian i śnieżnych kulek ;)). „Śnieżka” z kosmosu – to obiekt spoza układu (a może i Układu :) ) i zrozumiało samo przez się, może zmienić pęd Ziemi. Jak ten, nad Tunguzką, z 1908 roku.
Cytuj
jeśli masz wątpliwość - musi ona także dotyczyć dwóch kulek w izolowanym układzie (pusta przestrzeń i dwie kulki).
Przykład bardzo znamienny. Założmy, że obie kulki leżą na jednej prostej, mają jednakowe masę i prędkość. Po zderzeniu obie kulki zatrzymają się. Jeśli umieścić punkt odniesienia w środku masy układu, czyli w punkcie zderzenia, wyjdzie, że suma wektorowa pędów równa się zeru do i po zderzeniu, niezależnie od tego, kto ma słuszność – Ty czy ja.
Można zamienić kulki na pudełka z kulkami, wynik będzie ten sam.
Cytuj
Trzeba jeszcze dodać możliwość emisji fotonów a może i grawitonów
Sam pisałeś przecież:
Cytuj
Przy czym poruszamy się w obrębie fizyki klasycznej, poza którą ja nosa nie wysadzam :)
Cytuj
Dobrym modelem plasteliny w tym względzie jest sztywne, sprężyste pudełko wypełnione sprężystymi kulkami.
O, to bardzo dobry model fizyczny, dziękuję.
Uporządkujemy najpierw oznaczenia. O ile zrozumiałem z Twojego wzoru mv1+MV1=mv2+MV2 ,
m – masa sumarna kulek, M – masa ściany, v1 – prędkość kulek do zderzenia, v2 – przeciętna prędkość kulek po zderzeniu, V1 – prędkość ściany do, V2 – pr. ściany po.
Dalej, napiszemy Twoje równianie w formie wektorowej:

    n  ->                    n  ->
m Ʃv1i + MV1 =   m Ʃv2i + MV2
    i=1                       i=1

W Twoim modelu pudełko jest obiektem niesprężystym, ściana natomiast twarda i sprężysta. Założmy jednak, że nasza ściana, lub pewna jej część w miejsce zderzenia, jest złożona nie z cegieł, lecz z takich samych pudełek z kulkami o sumarniej masie M. Co mamy? W miejscu zderzenia znajduje się pudełko, po zderżeniu kulki w środku nabędą pędu. Ale ich ruch już po ułamku sekundy będzie chaotyczny, z tego samego powodu, co i w „pocisku”. Tym bardziej chaotyczny będzie ruch w sąsiednich pudełkach. Pytanie – a czym w istocie różni się to zdarżenie od wyżej opisanego, z dwojgą pudełek? Obaj obiekty po zderzeniu są nieruchomi, „temperatura” natomiast wzrosła.

Rozumowania niby tak niczego, widzę jednak pewną sprzeczność w matematyce. Mianowicie, wektorowa suma pędów „do” jest niezerowa, „po” natomiast dokładnie zerowa. Czy ta sprzeczność jest do usunięcia, czy też nie – na razie nie wiem. A raczej nie, zasada zachowania pędu to rzecz twarda. Dura lex, sed lex, można powiedzieć :).
Może jednak da się obrać taki układ odniesienia, tak żeby pęd sumarny, jak do, tak i po, wynosił zero? Jeden facet twierdził przecież, że ruch to rzecz względna, i wzystko zależy od układu odniesienia - a był on geniuszem...

2334
DyLEMaty / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Stycznia 08, 2018, 07:20:55 pm »
Możesz oczywiście tę ścianę zamocować, żeby się nie ruszała, np. do planety. Wówczas w tym równaniu nic się nie zmieni tylko różnica mas sięgnie nie 6 a np. 24 rzędów a ściana będzie owszem nieruchoma względem planety, ale będzie się ruszać razem z planetą.
Niby zastanawiałem się nad takim wariantem. W takim razie mamy do czynienia nie z układem „śnieżka – ściana”, lecz z układem „cała planeta” (naturalnie, jeżeli ściana „zamontowana” do Ziemi, jak jej i należy), śnieżka zaś jest jego nieodłączną częścą. Zdaje mi się, że dowolne ruchy, przesunięcia jej elementów – śnieżki, góry lub nawet kontynentu – nie mogą zmienić jej sumarnego pędu i nawet o mały włos nie zruszą ją z orbity wokół Słońca.

Podobnie jak człowiek, znajdując się w nieruchomej łodzi na gładkiej powierzchni stawu i poruszając się, w żaden sposób nie potrafi wprawić łódkę w ruch, czyli „napędzić” ją. Albo też astronauci, załoga stacji orbitalnej, hasają po całemu statku, stacja zaś bynajmniej nie schodzi z orbity.
Przepraszam, ale w dalszym ciągu nie jestem pewien, że impet „ucieka do Ziemi”.

2335
DyLEMaty / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Stycznia 08, 2018, 10:30:26 am »
Dziękuję, maźku, za obszerną odpowiedź. Wyłożyłeś wyraźnie, zrozumiałe, przejrzyste – wszystko jak na dłoni.

Jak myślisz, czy dla dowolnego układu izolowanego zawsze można wybrać odpowiedni punkt odniesienia, tak, żeby wektorowa suma pędów wszystkich elementów do i po zderzeniu była zerowa? Tak jak w Twoim przykładzie z wubuchającym granatem? Hmm, nie jestem pewien.
Uznajmy za układ np. nieruchomą scianę i lecącą ku nią kulkę śniegu. Gdzie umieścić punkt odniesienia? W środku masy śnieżki? Na powierzchni ściany? Wszystko jedno, suma wektorowa (a w istocie jeden wektor) pędów nie równa się zeru. Ale nawet nie w tym sęk.

Oto nasza śnieżka uderzyła w ścianę, straciła prędkość i przykleiła się do niej. Dopiero co miała ona swój impetus – i już nie ma. Ale my pamiętamy – pęd zniknąć nie może. On pozostaje – jako ilość ruchu – wewnątrz układu „śnieżka – ściana”. Otóż powstaje pytanie: gdzie chowa się pęd kulki? Czyli do których elementów układu on „się przelewa”? Do ściany? Nie, ona pozostaje nieruchoma.
Przypuszczam - wobec braku innych możliwości – że pęd stracony kulką jako całością nabywają elementy układu na innym poziomie, mianowicie na poziomie atomów i molekuł. Zwiększa się prędkość molekuł, to znaczy rośnie nieco temperatura w miejscu uderżenia, a potem i w całym układzie.

Do czego właśnie zmierzam? Jeżeli mam słuszność, nasuwa się stąd następujący wniosek: impetus ciał fizycznych na makropoziomie może jednak „znikać”, konwertując sie w ruch cieplny cząsteczek na mikropoziomie. Również możliwy jest i proces odwrotny: ruch mikrocząstek może przeistoczyć sie w ruch ciała fizycznego, np. tłoka w silniku parowym. Wychodzi, pozornie prosta i „mechaniczna” rzecz – pęd – jest ściśle związana z ciepłem, drugą zasadą termodynamiki, Sadi Carnotem i jego Rozprawą o poruszającej sile ognia.

No, jak sądzisz? Można powiedzieć, cognovi naturom rerum :D ;).
Proszę podać swoją uczciwą opinię na ten temat.

P.S.  Na Ukrainie nauki ścisłe – matematyka, fizyka, chemia – są tradycyjnie na wysokim poziomie, zarówno w szkole jak i na uczelniach. Tak było jeszcze za czasów Związku Radzieckiego. W odróżnieniu np. od języków obcych, które były wykładane w taki sposób, żeby przyszczepić uczniom trwałą niechęć, a nawet wstręt do przedmiotu. Sądzę, że w Związku miał miejsce permanentny brak inżynierów i wykwalifikowanych pracowników w fabrykach broni, przede wszystkim nuklearnej. Znajomość języków zaś ułatwiała człekowi ewentualną ucieczkę z komunistycznego raju na Zachód.

2336
DyLEMaty / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Stycznia 06, 2018, 10:29:45 am »
Tak po jungowsku synchroniczność wietrzysz? ;)
Cieszę się, że przynajmniej nie po freudowsku ;)

2337
DyLEMaty / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Stycznia 06, 2018, 12:13:32 am »
Pęd nie może zniknąć -> zasada zachowania pędu.
Przyznaję mój błąd, a nawet lukę wiedzy. Fundamentalna zasada zachowania, nie do podważenia.
Wikipedia podaje następujące sformulowanie: „suma wektorowa pędów wszystkich elementów układu izolowanego pozostaje stała”:

n  ->
Ʃ pi=const
i=1

Wszystko dobrze. Ale wiesz, pozostaje jeden drobny szczegół, który dręczy mnie. „Suma pozostaje stała”, to jest niekoniecznie zerowa. Układ izolowany również może być układem z pozpraszaniem energii, czyli z tarciem. Dalej, jeśli w tym układzie są elementy poruszające się (suma niezerowa), to wcześniej czy później nastąpi stan równowagi, wszyscy elementy przestaną poruszać się. A więc suma wektorowa (i skalarna też) pędów  będzie dokładnie równa się zeru. Pozornie tkwi tu pewna sprzeczność. Naprawdę tak być nie może. Widzę tylko jedno wyjście z tej sprzeczności, a mianowicie, że energia kinetyczna, rozpraszana w postaci ciepła, zwiększa prędkość molekuł i odpowiednio ich pęd. Wtym nie jestem pewien tego. A Ty jak sądzisz?

2338
DyLEMaty / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Stycznia 04, 2018, 10:07:44 pm »
maziek, mistycznym wydaje mi się zbiegnięcie się moich i Twoich rozumowań na ten temat :o, bynajmniej nie różnica między pędem a energią.
Co do pędu, chyba zasada zachowania p. działa w układach z dyssypacją (rozpraszaniem) energii? Na przykład, przy zderzeniu kulek z plasteliny, czy w ogóle przy zderzeniach nie-sprężystych? O ile "znika" (rozprasza się) energia MV2/2, o tyle znika pęd MV. Czy ja się mylę?

2339
DyLEMaty / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Stycznia 04, 2018, 08:02:49 pm »
Coś jest w tym mistycznego... może i nie uwierzysz mi... Myślałem dziś o kulach, strzelcach i trafionych ciałach. Wyliczyłem prędkość ciała o masie 80 kg, trafionego przez kulę (8 g, 300 m/s) i otrzymałem: 3 cm/s. Nic wspólnego z uderzeniem ciężarówki... Idę do komputera z zamiarem zrobić wpis, podzielić się z Tobą wynikiem – i czytam prawie słowo w słowo to, co zamierzałem napisać. Nawet stosunek m/M=1/10000 użyłem przy obliczeniu.
A jeszcze obliczyłem wysokość, na jaką można – teoretycznie – podrzucić biedną ofiarę o masie 80 kg, pod warunkiem, że cała kinetyczna energia kuli, czyli 500 J, przeleje się w potencjalną, i wyszło mi z grubsza 0,64 m. A tak naprawdę o wiele mniej, gdyż lewowa część energii przemieni się w ciepło – zderzenie bynajmniej nie jest sprężystym.

Przeprowadź doświadczenie myślowe, magicznie cofnij czas w chwili kiedy pocisk ledwo wychylił nos z lufy. Pocisk ma w takim momencie niemalże prędkość maksymalną. Tak więc pocisk taki cofa się w lufie, spręża gazy prochowe do łuski i na koniec w niej utyka. Czy to zabija strzelca trzymającego tę broń w ręce bądź łamie mu rękę? Odrzut z 9 mm jest raczej delikatny.
Co się tyczy doświadczenia myślowego, nie do końca rozumiem, dlaczego miałoby to łamać rękę? Jeśli „odwrócić strzałkę czasu”, cała energia pocisku pójdzie w sprężenie gazów, i nic się strzelcowi nie stanie. Czy może nie zrozumiałem treści pytania?

Cytuj
Odrzut z 9 mm jest raczej delikatny.
Hm... wypadało mi parę razy strzelać z Parabellum P08... dawno temu... odrzut dość wyraźny. No, rękę powiedzmy nie łamie, ale odrzuca rękę z bronią tak na 20..30 cm wstecz i w stronę. I to pistolet, myślę, że z rewolwerem 9 mm jest jeszcze gorzej.

2340
DyLEMaty / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Stycznia 04, 2018, 01:25:49 am »
Z tym "uderzeniem ciężarówki" i "wyrzucaniem w powietrze" to trochę fikcja, w końcu kula per saldo tak działa na cel, jak pistolet, z którego ją wystrzelono na strzelca.
Proszę mi darować, ale tym razem stanowczo się z Tobą nie zgadzam. Teraz spróbuję Ci wytłumaczyć dlaczego, o ile mi wystarczy poziomu polszczyzny oraz znajomości arytmetyki :).

Niech m – masa pocisku, M – masa broni, V – prędkość kuli, v – prędkość broni po strzale.
Zgodnie z zasadą zachowania pędu,
mV=Mv, v=mV/M
Dalej, energia kinetyczna pocisku
E=mV2/2,
energia zaś nabyta bronią na skutek odrzutu
e=Mv2/2=M*(mV)2/2*M2=(mV)2/2M
Iloraz
e/E=((mV)2/2M)/(mV2/2)=m2/m*M=m/M
Czyli energia nabyta pociskiem jest o tyle razy większa od energii broni, o ile razy mniej ten pocisk waży. Przykładowo Vis ważący 1,12 kg działa na strzelca 1120/8=140 razy słabiej, niż kula o masie 8 g na cel.
Co prawda my nie wzięliśmy pod uwagę działanie gazów prochowych, opuszczających lufę, które na ogół zwiększa odrzut.

Strony: 1 ... 154 155 [156] 157 158 ... 160