Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - maziek

Strony: [1] 2 3 ... 910
1
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 12, 2026, 08:03:55 pm »
Apropos diesli, km-ów i działek chodzi o to, że projekty z bardzo mocną teoretyczną podbudową czasami nie przechodzą prób praktycznych. Zwykle im więcej danego typu rzeczy wg tego samego schematu się wytwarza, tym bardziej dopracowane jest ich projektowanie i tym bardziej można się spodziewać, że projekt będzie w realu prawidłowo funkcjonował. Zwłaszcza dziś, CAD, BIM, etc. Tymczasem silnik Diesla, produkowany w grubych milionach, wciąż sprawia niespodzianki, mimo że chodzi o jednostki projektowane przez wiodące firmy motoryzacyjne, które przypuszczalnie posiadają całe możliwe now-how, jakie istnieje na świecie. Mimo to nie są w stanie przewidzieć ostatecznego efektu.

USA próbowały w czasie DWŚ wyposażyć swoje myśliwce w działka 20 mm, ponieważ siła ognia półcalowego wkm Browninga stawała się niewystarczająca. W tym celu próbowali reverse-engeneering z działkiem HS 404, które było wprowadzone do użytku armijnego przed DWŚ. Działko to było doskonale znane zarówno teoretycznie (dokumentacja!) jak i praktycznie (tzn. posiadali jego działające egzemplarze). Anglicy bez problemu opracowali jego wytwarzanie. Próba kopiowania w USA  nie powiodła się mimo bodaj 3 podejść i do końca wojny myśliwce USAF strzelały z półcalówek. A np. Niemcy z działek rewolwerowych 30 mm, z których średnio tylko 5 trafień powodowało zestrzelenie B-17 (latającej fortecy). Jako ściślak wiesz, że między 12,7 mm a 30 mm, jest czynnik liniowy ~2,4, co w sześcianie daje ~13. Nie do końca, bo nieco inna była prędkość wylotowa. Mimo to US nie zdołały wprowadzić tej technologii, mając i dokumentację, i żywe egzemplarze.

W czasie DWŚ, wskutek rozstrzelania przez Kanadyjczyków desantu spadochronowego, pojawił się u Niemców pomysł opracowania specjalnego wszystko-km dla spadochroniarzy. Chodziło o to, że Niemcy zrzucali skoczków z pistoletami, nożami i pm-ami - a km-y i inne, cięższe uzbrojenie, w zasobnikach. Jeśli desant nie dotarł do zasobników na czas to miał przeciw swoim km-om, pistoletom i nożom o powiedzmy zasięgu 100 m -  km-y npla, które miały powiedzmy kilkuset metrów. Co w sprzyjających okolicznościach powodowało wycięcie desantu w pień nim miał on  szanse posłać choćby jeden pocisk, który by doleciał na linię npla. Niemcy wymyślili więc karabin FG-42, który był bronią technicznie "niemożliwą", lekki, ok. 4 kg, strzelał ogniem pojedynczym z zamka zamkniętego, a seriami z otwartego itd. Amerykanie zdobyli  egzemplarze tej broni (i być może dokumentację, tego nie wiem) i bardzo im się ona spodobała. Po wojnie postanowili zużytkować tę wiedzę projektując swój podstawowy km - M-60. Nigdy im się to mnie udało. Jak wiesz. udało im się, mniej więcej równolegle, stworzyć bombę atomowa i termojądrową. A w projektowaniu M-60 pokonały ich jakieś drobne setne mm długości komory nabojowej - i nie byli w stanie tego zrozumieć, co ich pokonuje. Co ciekawe te drobne setne mm - choć to były tysiące nitów i metry kwadratowe blach - nie pokonały Ruskich przy klonowaniu przymusowo lądujących na ich terytorium B-29 (reengeneringowanych jako Tu-4).

Cała ta przypowieść jest o tym, że bez próby praktycznej NIE WIADOMO, czy coś będzie działać. Nawet rzeczy produkowane w milionach egzemplarzy mają tę własność. A co dopiero toaleta w statku kosmicznym.

To prawda, że program Apollo jest fascynujący. Zresztą podobnie program wahadłowców. Także w krótkim czasie rozwiązano masę problemów. Czytając Feynmana aż dziwne, że to w ogóle poleciało w kosmos i zawiodło tylko 2 razy...

O czarnych studentach to ja z kolei ne rozumiem...

A tak z innej beczki, przy kawie zrobiłem taki oto szkic dokonań luckości w kosmosie, jeśli chodzi o misje załogowe. Mam nadzieję, że nie rypłem się w liczbie zer. W każdym razie na górze jest Słońce, Ziemia z Księżycem i Mars w skali, skala z powyższym zastrzeżeniem to jeden do miliarda, 10 mln kilometrów to 1 cm. Należy sobie wydrukować na A4. Ponieważ niczego prócz Słońca nie widać w tej skali to poniżej jest powiększenie 100-krotne, tylko odległości są fałszywe. Słońce należy wyciąć nożyczkami i odnieść na pobliski trawnik 15 m od swojego domy, Marsa, w postaci jakiejś szpilki, wystarczy wynieść do przedpokoju. Jak widać Księżyc z Ziemią jest ledwie rozróżnialny w skali Słońca. A z kolei "pobicie rekordu" odległości człowieka od Ziemi jest ledwie odróżnialne w skali układu Ziemia-Księżyc. Więc tak. Obecne możliwości w skali układu Słońce-Ziemia zasadniczo zawierają się w grubości kreski.


2
DyLEMaty / Odp: JESTEŚMY SAMI W GALAKTYCE – prawie na pewno.
« dnia: Kwietnia 12, 2026, 04:18:00 pm »
Teza moja jest taka, że wobec faktu, iż Słońce jest tylko jedną z kilku(nastu) miliardów podobnych mu (typem) gwiazd w Galaktyce to jest skrajnie nieprawdopodobne, abyśmy byli aż takim wyjątkiem, w ogólności.
W szczególności natomiast nie jest to dowód, że była/jest inna cywilizacja, która mogłaby, gdyby warunki po temu sprzyjały (chęć, czas, odległość) nawiązać kontakt a przynajmniej zostać wykrytą. Gdyż skrajne wyjątki się zdarzają.

Natomiast biorąc za początek ten sygnał radiowy, co go nadał Popow koło 1900 roku (a Tichy wyprzedził w którejś tam podróży) to jesteśmy, lekko zaokrąglając 100 lat później i jak patrzę przez okno, to przychodzi mi znane powiedzenie Einsteina, że nie widomo jaka broń będzie użyta w III wojnie światowej, ale w IV będą to kamienie i kije. Mówiąc inaczej nie wiem, czy pociągniemy jeszcze, jako "cywilizacja techniczna" kolejne 100 lat. Akurat zresztą jeden pomarańczowy idiota zamierza cofnąć Iran do kamienia łupanego - a może mu pójść trochę lepiej niż sobie założył. No powiedzmy, że to jakoś przyschnie - to ile jeszcze pociągniemy? Mam na myśli tu na Ziemi, bez (w tym momencie) pobożnych życzeń typu terraformacja Marsa i innych takich. 1000 lat? To w takim razie okienko kontaktu jest bardzo krótkie, jak mgnienie oka.

Argument, że akurat na Ziemi zajęło 3,5 czy 4 mld lat podźwignięcie się z fazy kisielu do techniki radiowej jest argumentem dobrym i złym. Dobrym, bo to bezsprzecznie naukowo stwierdzony fakt. Złym, bo jedyny znany, bez żadnego porównania. Być może na skali tempa rozwoju rozumu jesteśmy idiotami na tle Galaktyki (czyli ciężej upośledzonymi według dawnych miar - jakie przyswoił sobie Lem - niż imbecyle i debile)? A może wręcz przeciwnie, geniuszami?

Dawkins raczej miał na myśli coś innego. Wzrok, w sensie mechanizmu biochemiczno-elektrycznego wyewoluował raz (barwniki itd.). Dlatego wszyscy potomkowie tego szczęśliwca sprzed kilkuset mln lat (czyli wszelkie istoty jakkolwiek widzące) mają wzrok na tym oparty a geny kodujące poszczególne jego elementy wykazują ciągłą i pokrywającą się ewolucję od protoplasty do dziś. Tzn. W zasadzie te same geny, pomijając ich ewolucję, kodują to samo u wszystkiego, co ma oczy czy choć fotoreceptory jak rozwielitka czy dżdżownica. Dawkinsowi sądzę chodziło o wynalazczość w zakresie spożytkowania tego odkrycia - rozmaite typy budowy oczu itd.

Oczywiście, że jeśli życie rozwija się w świetle, to oczy zapewne się pojawią. Czasami zostają wtórnie zachowane nawet tam, gdzie światła nie ma - np. ryby głębinowe - te nawet mają "wędki" z własnym źródłem światła, by przywabić zdobycz. Ale to zastosowanie "w ciemności" wynalazku, który się dokonał w "świetle słońca" - a raczej nie dokonałby się w ciemności. Zresztą inne ryby, żyjące w ciemności, potraciły wzrok jako niepotrzebny. Tym niemniej nie o to pytałem. Nasze obecnie największe możliwości to nadawanie i słuchanie fal e-m. Ale np. od niedawna możemy słuchać fal grawitacyjnych. Nadawać póki co nie (i nie bardzo widać, abyśmy kiedyś mogli). To już póki co wyczerpuje nasze, zarówno teoretyczne jak i praktyczne możliwości. Ale czy to znaczy ostatecznie, że na pewno nie można nadawać grawitacyjnie, bądź że nie ma jeszcze innych, nieznanych nam możliwości?


3
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 11, 2026, 04:33:38 pm »
Cóż, wiem, że jestem niedoskonały, że czasem (rzadko) popełniam (niewielkie) błędy.
Kwestia, czy błąd jest duży czy mały jest pochodną sytuacji, precyzyjnie wiadomą zwykle po wszystkim. Ale samoświadomość, że się je popełnia jest bezcenna. Mówię to na swoim przykładzie.

Cytuj
Natomiast nie uważam, żeby mój czas przeznaczony na napisanie poprzedniego posta został zmarnowany.
Czas spędzony na myśleniu, przyswajaniu i zbieraniu danych nigdy nie jest stracony (co najmniej z punktu widzenia pierwszej osoby).

Cytuj
W związku z tym pojawia się pytanie: Jeżeli te ca 38 000 „numerów  drugich” wykonanych na stacji i ca 9 000 wykonanych na promach, nie umożliwiło NASA zbudowania toalety, która działałaby bezawaryjnie przez dziesięć dni, to jakie jest prawdopodobieństwo, że NASA zbuduje toaletę, która będzie bezawaryjnie działała przez rok?
Jest kilka rzeczy, które trzeba wspomnieć.

Po pierwsze, czy usterka była jednostkowa, przypadkowa lub mówiąc inaczej incydentalna - czy systemowa - to znaczy, czy zepsuło się coś, czego zepsucie jest teoretycznie mało prawdopodobne, co spowodowało malfunction całości - czy zepsuła się całość nie z powodu awarii części tylko dlatego, że była źle skonstruowana, choć z niezawodnych części.

Są listy silników Diesla, które się notorycznie psują i należy ich unikać. Są też listy silników Diesla, które są wybitnie trwałe. Jedne i drugie silniki są zbudowane w zasadzie z tych samych podzespołów. Konstrukcja (schemat) silnika Diesla ma grubo ponad 100 lat a nawet w wersji bardzo współczesnej ponad 50. Pierwsza lista obejmuje współczesne silniki, które się psują MIMO ponad 100 lat technologii i TYCH SAMYCH podzespołów, a duga zawiera silniki, które się psują INCYDENTALNIE, mimo, ze teoretycznie, należąc do listy drugiej, nie powinny się psuć (tfu, tfu, mój diesel nabił właśnie 384 tyś, km więc dojechałem do Księżyca. Teraz tylko muszę wrócić).

Amerykanie w swoim czasie po DWŚ poświęcili sporo wysiłku na rozgryzienie FG-42 w celu wprowadzenia go jako standardowy ukm do swej armii - ale do końca programu nie byli w stanie ustalić, że przyczyną niepowodzeń jest rzecz tak mało (by się zdawało) istotna, jak przeliczenie długości komory z mm na cale ("jakieś" ułamki 1/16"). Dokładnie tan sam problem wystąpił przy próbie wytwarzania przez Amerykanów działka Hispano-Suiza 404 - przez co większość myśliwców USAF strzelała do końca wojny z półcalowych km Browninga a nie z 20 mm działek.

Silnik diesla są testowane "w realu" w milionach egzemplarzy - a w ilu egzemplarzach była testowana "w realu" ta toaleta? Trudno się czepiać tak naprawdę, mimo, że wydźwięk jest oczywiście humorystyczny. Śmiać się można, ale widocznie problem jest.

4
Lemosfera / Odp: Stanisław Lem Non Fiction
« dnia: Kwietnia 11, 2026, 12:25:03 pm »
Paanie, czuję się przy Tobie jakbyś ślepego pytał, w jakim kolorze chce mieć ściany...

5
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 11, 2026, 08:20:13 am »
Czasem mam wrażenie, że nie rozumiesz ironii w moich wpisach. Przez to cały wpis rozumiesz dokładnie odwrotnie, niż było to moją intencją. A następnie z nim dyskutujesz udowadniając mi to, co sam wyżej napisałem. Przecież ja się śmiałem z "wielkich" przewag programu Artemis nad Apollo.

6
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 08, 2026, 01:45:28 pm »
Nie, żebym się czepiał, ale tego akurat nikt nie deklaruje (że lepszy).
No jak nie, sama NASA zachwala, że kibelek (no, to się jeszcze zobaczy...), gimnastyka, 4 a nie 3 załogantów, o połowię większa objętość a zwłaszcza - matko - 20 tysięcy razy szybszy komputer! https://www.nasa.gov/reference/apollo-to-artemis/ . Z tym, że to w zasadzie bez wpływu na podstawowy cel. Zrobiliśmy nową furę, klima, skóra, więcej miejsca na nogi - ale dalej niż ta poprzednia nie dojedzie i tak :) . Masa czujników, rozbudowana awionika (chyba powinno się to nazywać wakumika w statku kosmicznym) itd. co ma zwolnić załogę ze sprawdzania trajektorii. Tyle że taki statek leci poza krótkimi momentami napędowymi jak kamień i już za Apollo, chyba nawet za Apollo 8 precyzja trajektorii po opuszczeniu orbity Ziemi była tak doskonała, że z pamięci pisząc zamiast przewidywanych 7 czy 8 korekt trajektorii po drodze do Księżyca wykonano chyba tylko 3.

7
DyLEMaty / Odp: JESTEŚMY SAMI W GALAKTYCE – prawie na pewno.
« dnia: Kwietnia 07, 2026, 08:04:20 pm »
Może napiszę wyraźniej - wszystko to są dywagacje. Czy inteligencja, zwłaszcza techniczna, musi się rozwijać 4 mld lat lub czy życie jako takie powstaje z musu zaraz po ulepieniu planety jak tylko ona trochę przestygnie itd. Można sobie długo gadać, tak jak o tym, że gdyby te 66 mln lat temu nie wytłukło dinozaurów i one stałyby się rozumne - to czy jako gady w ogóle interesowałyby się znajomościami out there itd. Całkowicie się nie zgadzam, że:
Poszukiwanie planet pozaukładowych było trudne technicznie, ze względu na ich rozmiary w stosunku do gwiazd, które obiegają, i w stosunku do odległości od Układu Słonecznego/obserwatorów, ale sam fakt, że istnieją, nie był żadną sensacją
- w części, że "nie był żadną sensacją". Był sensacją jak diabli, chyba że uważasz, że co sobie człowiek wymyśli za pomocą zdrowego rozsądku - to tak być musi a potwierdzenie jest czczą formalnością. Tylko chciałem zwrócić uwagę, że odrzucenie tego pseudo-paradygmatu i wymóg potwierdzenia domysłu obserwacją to początek nowoczesnej nauki - i że większość nowożytnego "postępu naukowego" to są obserwacje sprzeczne z teoriami wymyślonymi na zasadzie "zdrowego rozsądku", nawet biorąc pod uwagę tylko wysoce szlachetny, wysublimowany rozsądek naukowy jak ten na początku XX w. - a nie ten zwykły, plebejski.

Twoja opinia o, jak ich nazywasz, hapeesach, nie wnosi niczego do dyskusji. To raczej na inny wątek bo z nauką nie ma nic wspólnego. Chyba, ze uważasz, że jeśli hapeesy myślą, że jest białe, to jest dowód naukowy, że jest czarne.

Natomiast:
Cytuj
Dlatego hapeesy nie zadają sobie pytania: Ile energii potrzeba, żeby przemieścić jedną tonę z układu odległego od Ziemi o sto (lub więcej) lat świetlnych w pobliże Ziemi?
zmusza mnie do zadania pytania czy Ty sobie zadajesz dziś pytanie, ile dni końmi rozstawnymi byś jechał z Krakowa do Szczecina czy kupujesz bilet na w 3/4 pusty samolot lecący 1 godzinę? Bo jeszcze jakieś 200 lat temu o to byś się pytał i nie uwierzył, że można pokonać ten dystans w 60 razy krótszym czasie (i to licząc z 2h odprawą na lotnisku). Zwłaszcza, że miałbyś za sobą świetnie ugruntowaną od tysięcy lat wiedzę, że najszybciej przemieszczać można się koniem a także ile mianowicie koń może przekłusować za jednym zamachem nim padnie spieniony pod jeźdźcem. Zaśmiałbyś się pewnie, mając po temu twarde podstawy, z pomysłu, że w ciągu krótkich dziesięcioleci powstaną drogi żelazne, po których można podróżować szybciej niż koniem, bo przecież żelazo jest drogie i wytwarza się je w małych ilościach, a zresztą koń po żelazie czy po trakcie jednako szybko bieży...

Sceptycyzm jest dobry kiedy chodzi o dobrze rozpoznane sprawy. Kiedy nie wiadomo jak jest, sceptycyzm to przyrodni, równie szpetny brat życzeniowego myślenia. Ja też nie wierzę, że mój sąsiad ma plecak antygrawitacyjny. Natomiast nie wiadomo, czy w ogólności konstrukcja takiego plecaka jest wykluczona prawami natury. Tymi, które faktycznie istnieją, a nie tymi, które obecnie znamy. A zdrowy rozsądek to jak rzekł bodaj Albert Einstein zbiór uprzedzeń nabytych przed osiemnastym rokiem życia. Po czym Einstein podjął walkę z mechaniką kwantową, której był w dużej części ojcem założycielem...

Cytuj
Jeśli nie musi, to jak się będzie kontaktowała?
Z kim? Z nami teraz, czy w ogólności, teoretycznie, z równymi technologicznie sobie?

PS zapomniałem dopisać, że jest coś dziwnego w wywiadzie Coxa - i czy tylko ja to widzę?

8
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« dnia: Kwietnia 07, 2026, 06:44:48 pm »
Ogólnie to w ogóle nie widać, w czym Artemis (program) miałby być lepszy od Apollo. Poza tym, że Apollo 6 razy wrócił bezpiecznie na Ziemię po lądowaniu na Księżycu i raz w jednym kawałku przynajmniej jak się nie udało - a co do Artemisa to jeszcze nie wiadomo. W zasadzie mogliby odkurzyć Saturna V co wisi pod sufitem na Florydzie itd. i mieliby to samo. No ma sraczyk na pokładzie ale dysza się zalodziła i g. nie chce wypaść w przestrzeń. Wystawili do słońca ale nie pomogło. Trzeba wezwać ruskich aktorów z filmu Salut 7 to rozbiją młotkiem. Pobicie rekordu oddalenia od Ziemi oczywiście jest śmieszne (niecałe 2% zwycięstwa) i w ogóle wszystko jest pompowane medialnie jakby co najmniej dolecieli do Marsa i z powrotem. Czy niewejście na orbitę Księżyca wynikało z obaw czy rzeczywiście chcieli mieć szerszą perspektywę to nie wiem (manewr przy całości zagadnienia prosty) ale też mi brzydko pachnie. Transmisja ze startu sprawiała wrażenie zrobionego przez uczniów filmiku reklamującego szkołę. W kluczowych momentach pokazywano publikę robiącą smartfonami zdjęcia. Ogólnie słabo mi się robi, a myśl, że wszystkiemu klaszcze pomarańczowy tylko pogarsza mój nastrój.

9
Hyde Park / Odp: Fakty medialne
« dnia: Marca 31, 2026, 06:46:38 pm »
Nasz Marek Jurek przy tym to pikuś...

10
Hyde Park / Odp: Fakty medialne
« dnia: Marca 31, 2026, 02:28:33 pm »
Pomarańczowy pan prześciga sam siebie: „The Wall Street Journal" podał, że amerykański prezydent przekazał swoim doradcom, iż jest gotowy zakończyć wojnę, choćby zaraz. Nawet jeśli Irańczycy nie otworzą kluczowej cieśniny. Jednocześnie administracja sugeruje, że Trump rozważa poproszenie krajów arabskich o pokrycie kosztów wojny, bo blokada cieśniny mocno uderza w ich interesy."

No nie gienij?

11
DyLEMaty / Odp: Splątane koty
« dnia: Marca 29, 2026, 02:44:14 pm »
Dlatego napisałem, że "otchłań i statystyka na dokładkę" :) .
Teoretycznie czy to pomiar np. spinu fotonu przygotowanego przez Ann dla Boba, czy "rozplątanie" stanu splątanego przeznaczonego dla Ann i Boba daje stuprocentową pewność wyniku (wynikowe 1 to zawsze wysłane 1 zaś 0 to zawsze 0 - ograniczając się do binariów). Ale w praktyce zawsze są błędy, które mogą pochodzić z zakłóceń lub podsłuchu, gdyż wszystkie te "nośniki" są wrażliwe na warunki zewnętrzne. Błędów tych w praktyce nie można całkowicie wyeliminować sprzętowo. Konieczna jest więc eliminacja statystyczna (to co zapodałaś). Poziom (ilość na objętość) błędów pozwala stwierdzić, czy ich pochodzenie jest naturalne, czy świadczy o próbie podsłuchania. Natomiast jak to zrobić to kolejna otchłań (przynajmniej dla mego muzgu).

PS, zaćma postępuje. Skąd mi się ta Ann wzięła, kiedy to Alice...

12
DyLEMaty / Odp: Splątane koty
« dnia: Marca 29, 2026, 01:17:31 pm »
No gmerali - po otrzymaniu czy raczej w akcie otrzymania raz pogmerali czyli zmierzyli wszystkie te np. fotony (np. dostali je światłowodem zakończonym polaryzatorem więc zanotowali, jak dany, kolejny foton jest spolaryzowany) - i dostali identyczne klucze. Koniec kropka jeśli chodzi o dystrybucję i sam klucz. Sprawa zamknięta, klucz od tego momentu jest dla Ann i Boba jawną informacją. Następnie ustaloną część tych kluczy porównali kanałem klasycznym (np. przez telefon). Tak jak do teleportacji zawsze potrzebne są dwa kanały - kwantowy i klasyczny. I oba mogą być otwarte (niechronione przed podsłuchem).

13
DyLEMaty / Odp: Splątane koty
« dnia: Marca 29, 2026, 11:13:16 am »
OK, chyba załapałem :) . Załóżmy, że Bob i Ann mają już ten jakoś* wygenerowany z kwantów klucz. Tzn. mają, każde z nich, wynikowy, identyczny ciąg znaków. Tu już się nic nie zmienia dalej, mogą sobie ten ciąg zapisać na kartce. Następnie mogą poświęcić część klucza, porównując z adekwatną częścią klucza drugiej osoby, na przykład połowę znaków, co drugi znak itd. wg innego algorytmu. Jak się zgadza to nikt nie podsłuchał transmisji klucza. Bo gdyby podsłuchał, to by znaczyło, że pomierzył stany kwantowe, a jakby je pomierzył, to by je nieprzewidywalnie zmienił i Bobowi wyszłoby co innego niż mu posłała Ann.

*jest kilka sposobów na tę jajecznicę z rozbitych jaj :) . Najbardziej to chyba widać na najprostszym (myślowo) sposobie dystrybucji klucza, kiedy jedna strona, dajmy na to Ann przygotowuje klucz w postaci np. ciągu fotonów o znanych jej, określonych właściwościach np. konkretnym spinie na zasadzie -1 to 0 zaś +1 to 1 i wysyła te fotony do Boba otwartym kanałem. Pomiar powoduje, że spin fotonu zmienia się nieprzewidzianie. Z tego powodu jeśli transmisja została podsłuchana (to jest, ktoś po drodze pomierzył fotony, a konkretnie ich polaryzację, bo ta zależy od spinu) to klucze nie będą się zgadzać.

W ogóle to jest otchłań. Mr. Dragan zwykle podkreśla zasługi Artura Ekerta - a jego sposób (i inne) wykorzystują splątanie do dystrybucji klucza i statystykę na dokładkę. Czyli zbiór ponumerowanych, z przeproszeniem, dupletów  z dwóch splątanych cząstek, jedna z dupletu dla Ann, druga dla Boba, o których Ann ani Bob nie wiedzą nic poza tym, jakie to w ogólności są cząstki (np. fotony) i jaką pozycję w kluczu (numer kolejny) zajmują. I tak, wówczas po rozplątaniu, o ile nie było podsłuchu, Ann i Bob dostaną dokładnie takie same klucze. A w celu wykrycia ewentualnego podsłuchu porównają części kluczy jak wyżej.

A co do "rzucawki" Dragana - człowiek o tak szerokich możliwościach twórczych (muzyka, film, fotografia, fizyka, nie licząc pomniejszych) żyje chyba nadwymiarowo. Dopiero całkiem niedawno odkryłem, że świetne zdjęcie Urbana z cygarem zrobił Dragan :) .

14
DyLEMaty / Odp: Roboty
« dnia: Marca 28, 2026, 08:04:41 pm »
Ja tak mam po alkoholu.

15
DyLEMaty / Odp: Instytut ryzykownych pomyslow
« dnia: Marca 28, 2026, 06:22:38 pm »

Strony: [1] 2 3 ... 910