(...) znane kwestie, poparte tylko rozmaitymi danymi - tyle że na każda opcje znajdą się dane.
Ale w sensie, że dane zostały dobrane tendencyjnie, pod tezę? i że równie dobrze znalazłyby się pod przeciwną?
Może nie tyle tendencyjnie - są dane i są interpretacje danych, i np. zawsze można powiedzieć: ale przecież kiedyś było gorzej (w domyśle: kilkaset lat temu); albo: może i nie jest dobrze, ale przecież nie tak strasznie, jak niektórzy głoszą. Do tego dochodzi taka specyficzna argumentacja - dzielenia włosa na czworo i rozwadniania problemu, przeczytaj sobie fragment:
Najlepszymi danymi, jakimi dysponujemy, aby oszacować trendy nielegalnej migracji, jest liczba osób zatrzymanych na granicach międzynarodowych. Nie wszyscy z nich to nielegalni migranci. Niewielki, ale znaczący odsetek osób przekraczających granicę to osoby ubiegające się o azyl, które oficjalnie nie są uznawane za nielegalnych migrantów, ponieważ ubieganie się o azyl jest podstawowym prawem człowieka. Dlatego w odniesieniu do przybycia zarówno nielegalnych migrantów, jak i osób ubiegających się o azyl, w niniejszej książce użyto terminu „niezapowiedziane przekroczenie granicy”. Zatrzymania na granicy nie odzwierciedlają rzeczywistej liczby niezapowiedzianych przekroczeń granicy, ponieważ inni migranci przemieszczają się przez granice niezauważeni – na przykład ukrywając się w ciężarówkach, furgonetkach lub samochodach, przechodząc przez granicę pieszo lub wspinając się na ogrodzenia, z pomocą przemytników lub bez niej.
Statystyki zatrzymań zależą również od intensywności kontroli. Im bardziej intensywne kontrole, tym większa liczba wykrytych migrantów – istnieje jednak również ryzyko, że ta sama osoba zostanie policzona dwukrotnie, ponieważ deportowani często podejmują ponowne próby migracji. Takie podwójne liczenie zawyżyło ostatnie wzrosty statystyk zatrzymań w Stanach Zjednoczonych. Choć statystyki dotyczące zatrzymań dalekie są od ideału, stanowią one najlepsze dane, jakimi dysponujemy, aby przynajmniej uzyskać pewne pojęcie o długoterminowych trendach w nielegalnym przekraczaniu granicy.
Albo to - pomijając, że nie ma odnośników do źródeł tych twierdzeń - ostatni akapit w zasadzie neguje to, co zostało powiedziane wcześniej, ale to taki szczegół na koniec wywodu, w sumie bez znaczenia, czytelnik nie zauważy.
Prawdą jest, że osoby o niższych dochodach w ciągu ostatnich czterdziestu lat z trudem korzystały ze wzrostu gospodarczego, a bezpieczeństwo zatrudnienia i standardy pracy ulegały pogorszeniu, podczas gdy bogaci tylko się bogacili. Jednak imigracja nie ma z tym prawie nic wspólnego. Teza, że imigracja jest główną przyczyną bezrobocia i stagnacji płac, nie opiera się na żadnych dowodach, ponieważ pozorny związek przyczynowo-skutkowy jest w rzeczywistości pozorną korelacją.
Po pierwsze, chociaż rzeczywiście istnieje korelacja między poziomem imigracji a poziomem bezrobocia, korelacja ta jest ujemna . Oznacza to, że imigracja rośnie w okresach wysokiego wzrostu gospodarczego i niskiego bezrobocia, a spada, gdy bezrobocie rośnie. Gdyby migranci zabierali miejsca pracy, oczekiwalibyśmy raczej dodatniej korelacji.
Po drugie, twierdzenie, że migranci kradną pracę rodzimym pracownikom, odwraca do góry nogami główną przyczynę tego związku: imigracja jest głównie reakcją na niedobory siły roboczej, a nie przyczyną bezrobocia i stagnacji płac. Jest to również widoczne w opóźnieniu czasowym między cyklami koniunkturalnymi a poziomami imigracji. Imigracja opóźnia wzrost gospodarczy i bezrobocie, zazwyczaj o sześć do dwunastu miesięcy. Dzieje się tak, ponieważ niedobory siły roboczej przełożą się na zwiększoną imigrację dopiero po pewnym czasie, ponieważ wiadomości o pracy docierają do miejsc pracy, a rekrutacja i rejestracja pracowników migrujących zajmuje trochę czasu. Jak widzieliśmy w poprzednim rozdziale, imigranci nie kradną pracy, lecz wypełniają wakaty. Imigracja jest przede wszystkim odpowiedzią na niedobory siły roboczej spowodowane malejącą podażą lokalnych pracowników chętnych i zdolnych do wykonywania różnych prac fizycznych w rolnictwie, budownictwie, sprzątaniu, pracach domowych i różnych innych usługach. Jest to główny powód, dla którego imigracja gwałtownie rośnie w gospodarkach zachodnich właśnie w okresach spadku bezrobocia .
Już same te fakty podważają twierdzenie, że imigracja jest główną przyczyną stagnacji płac i bezrobocia. Oczywiście nie oznacza to, że nie może istnieć pewien stopień „odwrotnej przyczynowości”, w której imigracja sama w sobie wpływa na płace i zatrudnienie. W końcu, zgodnie ze standardową „neoklasyczną” teorią ekonomiczną, płace odzwierciedlają podaż i popyt na pracę. Ponieważ imigracja zwiększa podaż pracy, wydaje się zatem prawdopodobne, że masowy napływ pracowników o niższych kwalifikacjach powinien wywierać przynajmniej pewną presję na obniżenie płac, a wraz z zajmowaniem wakatów przez pracowników migrujących, doprowadzi to do pewnego wzrostu bezrobocia wśród rodzimych pracowników.
Generalnie treśc tej książki to są interpretacje rozmaitych faktów i stanowisk dokonane w duchu, jaki autorowi akurat pasuje. Takie odniosłem wrażenie.
Ale, żeby była jasność, to nie jest książka opowiadajaca się wprost za migracją - pokazuje, że wiele kwestii jest problematycznych, zarówno tych za, jak i przeciw, tyle że od strony metodycznej jest to wszystko trochę chaotyczne.