Polski > DyLEMaty

Arthur C. Clarke

<< < (2/11) > >>

Q:

--- Cytat: liv w Października 07, 2009, 07:35:43 pm --- "Piaski Marsa" (to stare wydanie), są aktualnie na allegro w przedziale 25-35 PLN.
/.../
"Zdobywamy księżyc" - 1957 - 9 złociszy. "Wyspy na niebie" - 1963 - 8 PLN.
--- Koniec cytatu ---

Dobrze wiedzieć :). Thx.


--- Cytat: liv w Października 07, 2009, 07:35:43 pm ---Wiesz? Machnij po prostu osobistą "TENTOP by Q", bo trudno wybrać z takiej ilości.
--- Koniec cytatu ---

Dobra, zatem ryzykując,że nasze gusta mogą się nie pokryć, zaproponuję kilka knig, z tym, że będzie ich mniej niż dziesięć. Tzn. z powieści: dwie pierwsze "Odyseje.." ("2001.." i "2010..."), "Spotkanie z Ramą" i "Miasto i gwiazdy" (jak przełkniesz wątek telepatii, bo reszta genialna*), niezłe są też "Fontanny raju". Do tego dodałbym niektóre opowiadania ze zbiorów "Gwiazda" i "Spotkanie z meduzą" (zasadniczo te, których akcja toczy się w Kosmosie).

(O "starociach" się nie wypowiem, nie miałem okazji ich czytać, niestety **.)

BTW. interesujące będzie zestawienie poglądów naszego Mistrza i ACC. Otóż wydaje mi się, że Clarke był wielkim Optymistą tam, gdzie Lem był wielkim Pesymistą (porównajmy np. epatującą miedzygwiezdną filantropią "2010..."  z "obcologią" w "Solaris", "Niezwyciężonym" i "Fiasku")... przez co można by Ich obsadzić w rolach Trurla i Klapaucjusza w "Cyberiadzie" ;)***. A ponadto obaj Panowie - tu już cechy wspólne - byli raczej ludźmi poważnymi, technofilami, entuzjastami nowinek naukowych, kręcił ich Kosmos, no i byli - w jakims sensie -samotnikami. Obaj też, będąc zdeklarowanymi ateistami, poruszali w swoich utworach tematykę religijną, a z religii stanowczo woleli buddyzm od chrześcijaństwa. (Zapomniałbym - obaj byli łysi ;).)


* rozwijając, bo powiedziałem nieco na skróty: "Miasto..." to z jednej strony taki clarke'owy "Eden" - punkt oddzielający twórczość, którą warto poznać z sentymentu (i by wiedziec jak się Autor rozwijał), od twórczości, którą po prostu warto poznać. Fabuła jest tam jeszcze "amerykańska" - bohater jest wyjątkowy (swoją drogą bohater do tej swojej wyjątkowości został zaprojektowany i jest jednym z wielu - niejaki Neo kojarzy się od razu), i dokonywa wielkich rzeczy, których nikt przed nim nie zdołał (dobrze, że Clarke ma w tym mimo wszystko więcej umiaru, niż zaoceaniczni); przygoda goni przygodę; poza tym widać jeszcze tą nieszczęsną fascynację Wicemistrza tzw. "zjawiskami psi", która mu szczęśliwie potem przeszła (właśnie ta telepatia). Z drugiej jednak strony jest to chyba najbardziej obfitująca w świetne pomysły rzecz ACC. Pod względem gadgetów (i wniosków płynących z ich wprowadzenia do świata przedstawionego) jest to poziom "późnego Lema", a może i miejscami wyższy - nano, VR, co tylko chcesz (w innych swoich utworach bazował na tym co wiadome czy prognozowane, tu - ze świetnym skutkiem - odważył się na skrępowaną tylko granicami rozsądku kreatywność, w stylu, który bardziej przypomina mi np. "Wizję..." czy "Pokój..." niż "Odyseję..."). Do wyboru, do koloru... Do tego dochodzi stapledonowski rozmach czasowo-przestrzenny. Widać, że pisał to geniusz. W warstwie koncepcyjnej nie wiem czy nie najlepsza rzecz Wicemistrza.

** Bazuję po prostu na opiniach z "Fif":
"Artur Clarke, od dawna członek brytyjskiego towarzystwa astronautycznego i doskonały popularyzator, napisał mnóstwo opowiadań i powieści SF, wykazując znaczną biegłość w rzemiośle i niemałą oryginalność pomysłów (wspomnieliśmy np. o jego nowelkach „metafizycznych” Gwiazda i 9 bilionów imion Boga’). Napisał też książeczkę na poły fantastyczną i na poły futurologiczną, w której okazuje się rzetelnym i pomysłowym informatorem i przewodnikiem po państwie możliwości naukowotechnicznych."
przy czym zachodzę w głowę, którą to "książeczkę" miał Lem na myśli... (obstawiam, że "Wyspy...")

*** Przy czym: sądzę, że potrzebujemy i takiego szalonego, zdolnego porwać ludzi ku gwiazdom entuzjazmu a'la Clarke; i - od czasu do czasu - solidnego kubła zimnej wody a'la Lem, byśmy tak pędząc przed siebie nie rozbili się na jakiej przeszkodzie, albo o własne nogi nie potknęli ;).

Q:
Jeszcze a'propos podobieństw... Tak sobie porównałem "Awantury..." ze - znacznie krótszymi - wspomnieniami o Clarke'u, które kiedyś na forum linkowałem. I uderzyło mnie jeszcze jedno: mieszanka głębokiej przenikliwej mądrości obu panów z pewną dziecinnością ich ludzkich, codziennych nawyków i zachowań. I zastanawiam się czy właśnie ta "dziecinnna" nieustająca ciekawość świata i (u Lema może lepiej maskowana ;)) radość życia, nie jest kluczem do ich geniuszu. To, że nigdy nie przestali się dziwić i uczyć. To, że do później starości pozostali zdolni do "dziecinnego" entuzjazmu.

ps. recenzja jednego z ostatnich dzieł Clarke'a (napisanego zresztą przy wydatnej pomocy S. Baxtera)*:
http://www.creatio.art.pl/index.php?menu=archiwum&archid=20&artid=397
(Miły jest też dla lemofila wniosek płynący z lektury - i Clarke i Dick mają na sumieniu książki słabowite, wręcz grafomańskie, Asimov wcale nie był mędrcem; jednym słowem przy bliższym poznaniu inni mistrzowie SF tracą, a Lem nie! ;))

* gdybym sam miał zrecenzować owo dzieło, rzekłbym, że jego pierwszy tom to militarna przygodówka w modnym obecnie stylu (Aleksander Wielki vs. Czyngis-chan; takie rzeczy to tylko w SF ;D) - podobnie zabawiał się postaciami historycznymi (Belisariuszem i Justynianem konkretnie) autor militarnych czytadeł David Drake; zaś sama idea wrzucenia kilku historycznych postaci do jednego "kotła" i zobaczenia w jakie interakcje wejdą była kanwą jednego z odcinków "Star Treka", i jednego z cykli powieściowych pana Farmera - w której przybysze z nieodległej przyszłości odgrywają z grubsza rolę podobnych cywilizatorów co John Carter na Marsie, a Yankes na dworze króla Artura (przy czym nie ma w tym burroughsowskiej heroicznej przesady, ani też twainowskiego humoru); pomysł na "patchworkową" planetę też nieoryginalny (vide komiks "Green Lantern: Mosaic"). Do tego bohaterowie niedwuznacznie podzieleni są na pozytywnych i negatywnych (może ze dwie postacie są niejednoznaczne, ale jedna z nich ginie na samym początku powieści). Rzecz, co prawda, okraszona paroma wnioskami historyczno-społecznymi, i pewnymi pomysłami z zakresu fizyki, ale oferująca znacznie mniej niż mógłbym oczekiwać od jej autorów (zwł. ACC) - jedna z tych słabowitych właśnie. Sympatyczna durnotka, i nic więcej. Nie rekomenduję, bo jak rekomendować pospolite czytadło ("czytadło" - trudno chyba o bardziej miażdżący epitet dla powieści sygnowanej nazwiskiem uznanego pisarza). Jeśli coś stanowi usprawiedliwienie dla Clarke'a (szkoda, że Wicemistrz nie umial wziąć przykładu z Lema i powiedzieć sobie w pewnym momencie "stop") to chyba tylko to, że był pomysłodawcą tej trylogii, podczas gdy jej właściwym "wykonawcą" był Baxter (po którym zresztą też spodziewałbym się czegoś lepszego). Być może kolejne tomy będą strawniejsze, zwłaszcza, że tematyka odchodzi w nich od zabaw historią w znacznie bardziej "ścisłym" kierunku (heh, sam w to nie wierzę).

Q:
Mamy topic o tym co wymyślił Lem. Dający się pomyśleć wątek o tym co wymyślił Clarke byłby równie długi.

Kto by pomyślał bowiem, że A.C.C. wymyślił GPSy?
http://gadzetomania.pl/2010/07/27/arthur-c-clarke-przewidzial-powstanie-gps-u

olkapolka:
Okazuje się, że nie wszystek został przetłumaczony ;) :

http://www.esensja.pl/ksiazka/ksiazki/obiekt.html?rodzaj_obiektu=2&idobiektu=9466

Q:

--- Cytuj ---Ciekawostką, a zarazem świadectwem niezwykłej intuicji A.C. Clarke’a jest fakt, że w powieści napisanej w 1975 roku pojawiają się telefon komórkowy, coś w rodzaju internetu i mówi się także o klonowaniu. Nie po raz pierwszy genialna pisarska intuicja wyprzedziła naukę.
--- Koniec cytatu ---

Brzmi nawet imponująco, ale samej powieści ponoć bez to nie tłumaczyli, że - jako całość - słaba. No nic, sprawdzi się.

Edit: choć z tymi komórkami, to wygląda, że autor blurba sporo przegiął, bo ACC przwidział raczej ogólny schemat (zakładam, że jak już o czymś pisał to podawał coś na kształt "przepisu na"), a nie konkrety:

" Cóż z tego, że u Clarke’a komunikatory to stacjonarne urządzenia o znacznych rozmiarach, a nie noszone w kieszeni komórki? Cóż z tego, że najwydajniejsze komputery mają mniej możliwości niż prosty laptop, a elektroniczny tłumacz zawiera ″aż dziesięć tysięcy słów″? To raczej kwestie ilościowe niż jakościowe – niedoszacowania mocy czy stopnia miniaturyzacji. Natomiast niezwykle trafnie przewidział Clarke procesy uzależniania różnych aspektów życia społecznego od technologii – od oferowanych przez nią możliwości komunikacji czy technik medycznych. Znakomitym przykładem, łączącym jedno z drugim, są tu operacje na odległość, wdrażane obecnie w różnych częściach globu."
http://ksiazki.polter.pl/Imperialna-Ziemia-Arthur-C-Clarke-c23091

Edyta druga ;): ponoć jeszcze jedno wydali właśnie, i ponoć też słabe:
http://www.acclarke.pl/ksiazki/1990theghostfromthegrandbanks.htm
(W sam raz dla Camerona, gdyby chciał kręcić "Titanica II" ;D.)

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Idź do wersji pełnej