Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - .chmura

Strony: [1] 2 3 ... 20
1
Q: „A propos... Jak to czytam, to jakbym "Imperializm na Marsie" czytał:
https://trybuna.info/opinie/kres-liberalnej-utopii/”.


Moim zdaniem, Q, masz rację. Są pewne podobieństwa, w końcu zarówno ten artykuł Stanisława Lema z Życia Literackiego z lutego 1953 r., jak i ten przywołany przez Ciebie artykuł Xaviera Wolińskiego z Trybuny z lipca 2022 r. mają cel perswazyjny. Ale są i różnice.
*
W Imperializmie na Marsie Lem bardzo zręcznie operuje językiem à la Historia WKP (b). Krótki kurs Stalina. Chodzi nie tylko o koncepcję nieuchronnej ewolucji społeczeństw ku komunizmowi („histmat”), lecz także np. o tezę o wyzysku pracy najemnej przez kapitalistów (nazwa „wartość dodatkowa” nie pada). Uważny czytelnik Imperializmu… odnotuje ślady marksowskiej koncepcji alienacji i – jakby – odległe echo Lenina teorii poznania ("odbicia") (ta „obiektywna rzeczywistość”…). Nie bez podstaw zatem w liście z grudnia 1953 r. Lem pisał m.in. o sobie: „my marksiści”.
    W szczególności kapitalizm Lem opisuje jako „system stosunków produkcji, utworzony przez człowieka, w którym rodzą się prawa obiektywne, niezależne od swego twórcy i zwracające się przeciw niemu w kryzysach, wyzysku i wojnach niosących zagładę milionom”. Naiwni (lub wyrachowani) zachodni pisarze science fiction instytucje społeczne uznają – błędnie – za dane i niezmienne. „Jednym z takich świętych (…) tabu jest własność prywatna, tak tedy podnoszą ją do rangi absolutu i rzutują w najdalszą przyszłość, na jej podstawach usiłując wznosić swoje wymarzone utopie. (…) Otrzymujemy w taki sposób obłędne, przerażające, makabryczne wizje, a dzieje się tak dlatego, ponieważ egzystujący w stadium agonalnym imperializm nie ma przed sobą żadnych w ogóle dróg rozwoju i przedłużanie w przyszłość jego stosunków społecznych prowadzi do nikąd”. Cóż: „gdy (…) pisarz stara się być głuchy na głos konieczności historycznej i los klasy rządzącej państwa imperialistycznego utożsamia z losem ludzkości, pojawiają się obrazy (…) martwych, zrytych kraterami bombowymi globów, zboczeń seksualnych, (…) obrazy społeczeństwa rządzonego terrorem i przekupstwem, przed którego potwornością zbawić może tylko ucieczka w obłęd lub śmierć…”. Najogólniej: „przyjmując jako założenie kapitalistyczne stosunki produkcji i własności, nie sposób stworzyć godnej człowieka perspektywy przyszłości świata”.
Ten ponury obraz przeciwstawia Lem krajom realnego socjalizmu. „Całkowicie odmiennie rzecz przedstawia się w społeczeństwie budującym socjalizm. Z niego wszystkie drogi prowadzą w przyszłość i dlatego przed pisarzem (…) otwierają się tu oszałamiające swoim bogactwem  horyzonty”. I tak dalej.
*
Co się zaś tyczy Xaviera Wolińskiego, to – owszem – nieco przesadza z krytyką liberalizmu, a także bywa niejasny i gołosłowny. Sądzę jednak, że w podstawowych sprawach –  w odróżnieniu od autora Imperializmu… – ma rację. Na przykład, ma rację, pisząc że organizacja gospodarki społeczeństw rozwiniętych wymaga głębokich zmian. Podobnie jak Woliński uważa np. Thomas Piketty, a także niejaki Joe Biden, który wygrał ostatnie wybory, głosząc m.in. potrzebę przebudowy Ameryki na sposób socjaldemokratyczny. Jednakże taki pogląd Wolińskiego, a nawet jego nawiązanie do zapatyzmu, to za mało, żeby go nazwać podobnym do Lema z 1953 r. marksistą.
Wszak bez małych i dużych reform obraz społeczeństwa „wczesnokapitalistycznego” z Germinalu Emila Zoli byłby nadal aktualny. Nie byłoby za to np. ani polityki gospodarczej inspirowanej keynesizmem ani nowoczesnego państwa dobrobytu. Nie byłoby też fenomenu państw nordyckich (Danii, Finlandii, Islandii, Norwegii i Szwecji), gdzie – z najlepszym znanym przybliżeniem – ziścił się marksowski sen o uspołecznieniu środków produkcji, tyle, że dokonało się to zupełnie innym sposobem, niż oczekiwał sam Marks (pamiętacie Summę? "Będziecie latać, ale inaczej niż za rozłożeniem rąk"). Więc to dobrze, że Woliński pisze o potrzebie gruntownych zmian współczesnej gospodarki, np. amerykańskiej. Może dzięki tym zmianom Stany rzeczywiście zaczną bardziej przypominać kraje nordyckie?

Dodam jeszcze, że także za drwinami Wolińskiego z „teorii skapywania” (ang. trickle-down theory) stoją niezłe argumenty empiryczne (w angielskojęzycznej Wikipedii można znaleźć wstępną bibliografię tematu: https://en.wikipedia.org/wiki/Trickle-down_economics ).
*
Też mam wrażenie, że te .chmurze dywagacje nazbyt brutalnie rozmijają się z tytułem wątku…

2
Poza wszystkim, zawsze sądziłam, że rozległy temat "Lem a marksizm" zasługuje na uwagę, choćby z przekory, ale także dlatego, że on dotyka ważnych, lecz – niestety – jakby niepoprawnych politycznie tematów w rodzaju "Polska inteligencja wobec marksizmu po II wojnie światowej", czy nawet "Dorobek Peerelu". Niestety, .chmura doskonale wie, ile pracy kosztowałby taki artykuł. Na mieście mówili mi jednak, że Pani Agnieszka Gajewska przymierza się do tej problematyki.

Szkoda, że na forum nie ma takiego wątku. No bo chyba nie ma?


3
Q: "A znajdzie się  ;): https://gazeta.sgh.waw.pl/zaglada-marksizm-i-gwiazdy". 

Niestety, wersja, którą przywołujesz, Q, odrobinę różni się od oryginału. Na przykład, zamiast "mdlącego smrodu palonego żydowskiego ścierwa" .chmura widzi w niej "mdlącego smrodu palonych ciał". Dlatego napisałom "nie mam dobrego linku".

4
Jeszcze to, trochę opóźnione. Ukazało się m.in. w kwartalniku Zdanie, 1/2022, s. 77-78, nie mam dobrego linku. Chyba rymuje się z tą recenzją z "Twórczości" (https://forum.lem.pl/index.php?topic=2161.msg92396#msg92396).
*
"ZAGŁADA, MARKSIZM I GWIAZDY
Na stulecie urodzin Stanisława Lema 


Pamiętam stary drewniany dom na skraju wsi w Europie Środkowej i czytaną pod kołdrą, w świetle latarki, „Solaris”, która  była wtedy dla mnie dziwną, odstającą od ulubionej normy science fiction, opowieścią „o kosmosie”, „o rakietach” i o milczącym Oceanie Plazmy. Wabiły mnie te słowa jak ćmę i odpychały zarazem, bo autor marnował  oczywiste szanse i w książce nie było ani laserowych miotaczy, ani wężowych splotów, ani nawet różanych piersi. Potem, osłupiały, czytałem „Solaris” w warszawskim akademiku. Nadal zdarzało się, że opuszczałem wirtuozerskie opisy (np. budowanych z miliardów ton śluzu wizualizacji rzekomych matematyk Obcego, śnionych wiwisekcji Krisa Kelvina), a mimo to słowa Lema odzywały się we mnie, głucho, niejasnym przeczuciem, iż nic nie jest takie, na jakie wygląda. Piszę o Stanisławie Lemie; z puzzli składam obraz pisarza; próbuję zrozumieć, co przydarzyło się tamtemu dwunastolatkowi.
*
Tuż po wojnie, już w Krakowie, młody uchodźca ze Lwowa spotkał bliskiego przyjaciela Witkacego, doktora filozofii Mieczysława Choynowskiego, organizatora Konwersatorium Naukoznawczego Asystentów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Choynowski został mentorem Lema, Lem czytał, co mu podsunął Choynowski, dyskutowali. Przez ręce przyszłego autora „Solaris” przechodziły m.in. książki z zagranicy wysyłane dla zniszczonych polskich uniwersytetów. Studiował je ze słownikiem, bo nie znał angielskiego. W efekcie, zapewne jako jeden z pierwszych Polaków, zapoznał się m.in. z cybernetycznymi pracami Norberta Wienera, teorią informacji Claude’a E. Shannona i z najnowszymi koncepcjami neopozytywistów. Wrażenia z tych lektur mieszały się ze wspomnieniem egzekucji lwowskich Żydów i ‒ sądzę ‒ z fascynacją marksizmem. Ślady tych wspomnień i tej fascynacji pozostały z nim na zawsze.

Okupacyjna trauma na wiele sposobów powracała w książkach Lema. Niekiedy przypominała o sobie jawnie, np. w scenie łapanki w drugim tomie „Czasu nieutraconego”, w obrazach spopielonych i zmumifikowanych trupów w „Edenie” i „Niezwyciężonym”. Innym razem, skryta, czaiła się za opisami lęku i braku nadziei bohatera „Pamiętnika  znalezionego w wannie”, ukrywającego się w labiryncie Gmachu, który mógłby być lwowskim gettem. Najbardziej oczywistym przykładem jest jednak nocna rozmowa uczestniczących w Projekcie MAVO naukowców w wydanym w 1968 r. „Głosie Pana” i opowieść Rappaporta (czyli Lema), wspominającego kolejkę czekających na rozstrzelanie i chusteczkę esesmana, której niepokalaną bielą aryjski „bóg wojny” odgradzał się od mdlącego smrodu palonego żydowskiego ścierwa.

Natomiast fascynacja marksizmem zaowocowała m.in. serią wydanych przed 1956 r. opowiadań i powieści (np. „Astronauci”, „Obłok Magellana”). Za sprawą talentu autora skuteczniej propagowały one prostacki komunizm niż całe wydziały propagandy partyjnych komitetów. Ślady marksizmu przetrwały u Lema także w postaci przywiązania do wizji dziejów, czyli tzw. materializmu historycznego („histmatu”), które potwierdził np. artykułem opublikowanym w 1967 r. w „Gazecie Krakowskiej”. Ogólnie siłą napędzającą przemiany społeczeństwa jest u Lema zautonomizowany rozwój technologii, np. rozwój inżynierii genetycznej (jakby to ujął partyjny aparatczyk: „postępujący rozwój sił wytwórczych”). Ta fundamentalna dla marksistowskiej historiozofii myśl pojawia się w bardzo wielu, także późnych, jego wypowiedziach.

O wiele ważniejsze od wspomnień ze Lwowa i marksizmu okazały się jednak książki od Choynowskiego. Myślę, że spełniły rolę „generatora pomysłów”. Po przepuszczeniu przez filtr Lemowego mózgu zamieniały się w olśniewające pięknem sugestywnego języka i humorem opowieści, które po 1956 r. ogromnymi nakładami wdarły się w świadomość Polaków, zwłaszcza młodych Polaków. Myślę, że – przede wszystkim – interesowała Go nieskończoność, która w XX wieku, za sprawą wykładniczego postępu nauki, stopniowo otwierała się przed oczami zdolnych patrzeć. Jedni budowali nowe huty, inni stali w peerelowskich kolejkach, a Lem, w przebraniu „pisarza science fiction”, czytał, myślał i – zmagając się z cenzurą – pisał o skutkach opanowania przez ludzi kodu dziedzicznego, o fundamentalnej niemożności kontaktu małpiego potomstwa z planety Ziemia z ukrytą w kosmosie Obcością, o życiu duchowym komputerów.

Dziesiątkami milionów przetłumaczonych na wiele języków książek zachwycił nie tylko Polaków, lecz także Wschód i Zachód, czytelników w Rosji i w Niemczech, w Japonii i w Ameryce. O transhumanizmie pisał przed transhumanizmem. „Solaris” została sfilmowana najpierw przez genialnego rosyjskiego mistyka kina, Andrieja Tarkowskiego, guru Ingmara Bergmana, a potem  przez nagrodzonych Oscarami twórców z Hollywood: Stevena Soderbergha i Jamesa Camerona. Bohaterowie zaludniający dziś wyobraźnię przeciętnego mieszkańca Ziemi, tacy jak Terminator czy Matrix, w pewnym sensie są zatem potomstwem Stanisława Lema. 

A potem, w ostatnich latach życia, ostatecznie porzucił beletrystykę na rzecz eseistyki okołonaukowej i felietonów. Jakaż szkoda!

To prawda, dał się uwieść stalinowskiej nibyfilozofii i – chyba – nie przyznał się do tego nawet sam przed sobą. Inteligencja nie uchroniła młodego pisarza przed akceptacją marksistowskiej teorii rozwoju społecznego, a nawet przed wiarą w to, że Amerykanie zrzucają stonkę na polskie pola. Paradoksalnie, jakoś upodabnia go to do Leszka Kołakowskiego, z którym skądinąd wadził się do samego końca. Piszą jednak, że zapewne najsławniejszy dwudziestowieczny logik matematyczny Kurt Gödel umarł z głodu, bo mylnie sądził, że chcą go otruć i odmawiał jedzenia. Może to dobrze, że wszyscy bywamy omylni? Może nie byłoby twierdzenia o niezupełności, jeśliby mózg młodego Gödla nie był podatny na depresje? Może nie byłoby „Solaris”, gdyby mózg młodego Lema nie potraktował serio pięknych bajek o szczęściu powszechnym?     
*
Myślę, że mieliśmy szczęście, że ten wybitny ateista i sceptyk był z nami i z nami rozmawiał, nim nas porzucił. Zapewne powędrował w górę hierarchii Rozumów, za Honest Annie, opisanym  przez siebie milkliwym Komputerem Mędrcem. Jeśli tak, to mieszka teraz (tak przynajmniej zdaje się twierdzić Golem XIV, kuzyn Honest Annie) w listkach brzozy lub – może – w oceanicznych prądach Golfsztromu. Mieliśmy szczęście, bo bez opowieści Mistrza ze swoimi świętymi obrazikami, endemicznym antysemityzmem, niechęcią do książek i zamiłowaniem do teorii spiskowych bylibyśmy dziś w oczach rozwiniętego świata jeszcze bardziej prowincjonalni, dziwaczni, nieco kłopotliwi, lecz raczej śmieszni.

   Bogusław Czarny"


6
Skończyłam, ponad 700 stron! Naturalnie nie wszystko (jak np. ten wspaniały list Mistrza z 1945 r. do Hemara ze s. 186-7) jest tutaj ze złota i oszlifowanych szmaragdów. Moim zdaniem - wbrew buńczucznym zapowiedziom o "bezkompromisowości" - historia trudnego związku Mistrza z  marksizmem wymaga napisania od nowa. Trafiają się również naprędce wyheblowane dechy w rodzaju Autorki próby przybliżenia Czytelnikowi sławnej pracy Wienera z 1948 r.: ("[T]aka wizja wiązała się z określonym światopoglądem, w którym więzi społeczne powstają poprzez wymianę informacji podlegających entropii", s. 362). Bla, bla, bla. Co jakiś czas zgrzyta manieryczny czasownik, np. "generować": ("wyzwania etyczne generowane przez nowe technologie", s. 361; podobnie np.: strony: 10, 337), co razi, bo to jednak Pani Profesor od Literatury. No i jeszcze wolałobym, żeby to bardziej była "biografia intelektualna" niż "biografia", :).

Mimo tych niedociągnięć czapkuję z szacunkiem, lemologia już nigdy nie będzie taka jak wcześniej. Pani Gajewska ma pełne prawo powtórzyć: feci, quod potui, faciant meliora potentes.

Ciekawe, co o "Wypędzonym..." sądzą inni forumowicze.

7
Lemosfera / Odp: Szkice genealogiczne
« dnia: Grudzień 11, 2021, 07:48:18 pm »
Jaka szkoda, że Remuszko nie może Was czytać (niedługo rocznica)! Z szacunkiem...

9
Akademia Lemologiczna / Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« dnia: Październik 18, 2021, 06:49:36 pm »
Czekam na ciąg dalszy. .chmura czyta z uszami czerwonymi od emocji, należą się Wam habilitacje i profesury, wiem, co mówię.

10
Hyde Park / Odp: Szachy
« dnia: Sierpień 12, 2021, 10:49:43 am »
Dziękuję, Smoku, za ciekawą partię! Wybacz moje - ewentualne - niezręczności, które wynikają z nieobycia z technicznymi szczegółami działania chess.com, :)

11
Hyde Park / Odp: Szachy
« dnia: Sierpień 04, 2021, 11:57:06 am »
Ja tam działam jako BoCza z adresem: podstawykekonomii.gmail.pl,  :).

12
Hyde Park / Odp: Szachy
« dnia: Sierpień 03, 2021, 07:20:14 pm »
Szachy super! Smoku? Lieber Augustinie? Zagramy na https://www.chess.com/play? No dobra, dobra. Tak tylko zapytałem...

13
Hyde Park / Odp: Pożegnania
« dnia: Styczeń 14, 2021, 04:52:02 pm »

14
Hyde Park / Odp: PRL - plusy i minusy
« dnia: Styczeń 03, 2021, 01:54:13 pm »
.

15
Hyde Park / Odp: PRL - plusy i minusy
« dnia: Styczeń 03, 2021, 01:44:59 pm »
Plusy:
Niewystępowanie jawnego bezrobocia.
Minusy:
Występowanie ukrytego bezrobocia.

Makroekonomiczne skutki tych obu rodzajów bezrobocia są podobne i sprowadzają się do marnotrawstwa (ogromnego ubytku PKB). Jednakże skutki dotyczące samych osób bezrobotnych są różne. W Peerelu bezrobotni ukryci zwykle nawet nie wiedzieli, że ich praca jest nikomu niepotrzebna. Natomiast bardzo wielu bezrobotnych jawnych cierpi i w efekcie, niekiedy, np. się zabija. W Polsce po 1989 r. widoczna jest wyraźna korelacja liczby bezrobotnych i liczby samobójstw (chodzi o liczącą WIELE TYSIĘCY nadwyżkę liczby samobójstw w porównaniu np. z dekadą stanu wojennego, czyli z latami 80. XX w.).

Strony: [1] 2 3 ... 20