Autor Wątek: Wiara, nauka... co dalej?  (Przeczytany 148739 razy)

maziek

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #60 dnia: Luty 22, 2007, 02:56:43 pm »
Cytuj
Ale z tymi stołami i spinami, to wiecie, że tak naprawdę obaj macie rację i obaj się jednocześnie mylicie :)
Też tak sądze w głebi duszy. W ogóle takie sprawy powodują że mózgownica pracuje mi na przeciążeniu i para idzie uszami i w końcu już nie wiem, czy to co mówię ma sens czy nie. Zbyt bliska jest granica rozumienia i nie można na taki problem spojrzeć z prespektywy, tylko analizując go tkwi sie wewnątrz niego samego. To troche tak jakby próbować zrozumieć działanie silnika spalinowego siedząc okrakiem na korbowodzie ;D
« Ostatnia zmiana: Luty 22, 2007, 03:11:49 pm wysłana przez maziek »

Hokopoko

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #61 dnia: Luty 22, 2007, 03:19:17 pm »
Cytuj
Hokopoko, odpowiedz mi na dwa pytania (jeśli masz w domu jakiś stół):

więc, jeśli go masz, pomijając że może Ci się tylko wydawać, że go masz, czy wg Ciebie on jest, czy go nie ma, stół, realny byt?
a drugie - czy kwark, jako realny byt jest, czy nie?

Tylko nie uślizguj się w tą stronę, na której jakiś docencina wstawił lufy całej grupie, bo kazał im pokazać stół, a jak oni pokazali to się słodkim głosem zapytał o dowód, że ten stół rzeczywiście jest. Sam rozumiesz, że jestm przewrażliwiony na punkcie mebli z czterema nogami ;D.

Powiedz mi, co rozumiesz pod pojęciem "stół", to Ci powiem, czy mam go u siebie, czy nie. Bo mebli z czterema nogami to mam multum...

Cytuj
Oczywiście można długo dyskutować na temata tego co znaczy "rozumieć", ale nie mów, że rozumiesz co to spin, tego nikt nie rozumie, choć mozna korzystać z jego modelu matematycznego. Podobnie jak nikt nie rozumie czterowymiarowej przestrzeni (tzn nie czasoprzestrzeni tylko czterech osie wymiarowych przecinających się wzajemnie pod kątem prostym) - ale uczeń szkoły średniej jest w stanie przerobić wzory z geometrii analitycznej z trzy na cztero, pięcio czy n-wymiarowe.

Widzieliście, jak się cwaniak wymawia przed zjedzeniem krawata!  ;D ;D Wmawia mi, że nie wiem, co to jest spin!

Maziek, mylisz pojęcia. Mylisz pojęcie rozumienia i wyobrażenia sobie. A może nie mylisz, tylko je utożsamiasz. A to nie są synonimy. Przynajmniej dla mnie. A może w ogóle "rozumiemy" na inne sposoby. Jak ja mogę stwierdzić, że rozumiesz pojęcie stołu? Jedynie przedstawiając Ci rozmaite przykłady i pytając, czy to "stół", albo żądając ogólnej definicji. A jak mogę dojść, czy ktoś rozumie pojecie spinu czy n-wymiarowej przestrzeni? Tak samo (tyle że przykłady takich przesrzeni mogę mu pokazać jedynie w teorii...). Przy kawie możemy sobie pospekulować, zakładając, że to co ja rozumiem pod pojeciem "stołu", jest tożsame z tym, co rozumiesz Ty: na podstwie faktu, że mamy takie same mózgi i jesteśmy tak samo przedprogramowani biologicznie i kulturowo. Ale takie założenie to nie jest naukowa metoda!

Hokopoko

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #62 dnia: Luty 22, 2007, 03:36:21 pm »
Cytuj
Haha ja sie chce podpisac wszystkimi członkami pod postem Hokopoko!!!! Dokladnie!

A do tego bym nawiazal jeszcze:
Cytuj
Też myslę, że następuje tu pewna przemienność w ludzkich postawach. Kiedyś może i była to przemienność sinusoidalna, ale dzisiaj już nie. Bo od nauki zbyt wiele w dzisiejszym świecie zależy. Będziemy więc pewnie mieć rozmaite odchylenia nurtów intelektualnych czy ideowych, ale gdyby nawet wszystkie metafizyki i medytacje połączyć, to i tak nie zastąpią one środków lokomocji, wymiany informacji, antybiotyków, przeszczepów, komputerów itd itp. A potęga umysłu jak na razie najdoskonalej przejawia się w nauce właśnie.

Chyba ze zaczniemy "po mojemu" twierdzic ze obecna nauka stała się juz wiarą i religią. Albo zaczniemy twierdzic ze sinusoidy nie ma tylko zawsze jest cos na kształt wiary a tylko kapłani sie zmieniaja.

Zdaje mi się, że definicje nauki i wiary ktoś (bodaj Terminus) już przy podobnej dyskusji przedstawiał. To są istotowo różne pojęcia. I możemy mówić, że w nauce są jakieś elementy wiary, albo że wiara w pewnych aspektach jest naukowa, ale to są odrębne obszary - definicyjnie. Więc jeden drugim stać się nie może z definicji właśnie. Nie wiem, Dzi, czemu Ty się tak przy tym upierasz - podejrzewam, że nie możesz się zdecydować, która dziedzina Ci bardziej odpowiada, i chciałbyś mieć obie. Co jest możliwe, bo wielu naukowców jest wierzących i ta dychotomia wcale im nie przeszkadza, i wcale nie próbują sprowadzać jednego do drugiego. A Tyś się uparł.
Zresztą z punktu widzenia klasycznie wierzącego Twoje podejście też będzie pewnie nie do przyjęcia. Tutaj wolnomyślicielstwo jest dozwolone, ale gdybyś swoje teorie przedstawił na jakiejś prawomyślnej witrynie religijnej, to by Cię od razu przegonili...

A zmiany są wszędzie. Ale i w religii i w nauce zmienia się to samo: paradygmaty. Natomiast różnica tkwi w uzasadnianiu tych zmian.

maziek

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #63 dnia: Luty 22, 2007, 03:40:24 pm »
Cytuj
Powiedz mi, co rozumiesz pod pojęciem "stół", to Ci powiem, czy mam go u siebie, czy nie. Bo mebli z czterema nogami to mam multum...
Bogu dzięki, że wiesz co to noga ;D. Taka jest właśnie gadka z filozofami ;D ;D ;D

Na poważnie odpowiem później, bo robota :(. Czy ktoś wie, jak najlepiej przyrządzić krawat? Jedwabny? Z metalowym dzwonkiem talerzowym?

dzi

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #64 dnia: Luty 22, 2007, 03:44:05 pm »
Cytuj
Zdaje mi się, że definicje nauki i wiary ktoś (bodaj Terminus) już przy podobnej dyskusji przedstawiał. To są istotowo różne pojęcia. I możemy mówić, że w nauce są jakieś elementy wiary, albo że wiara w pewnych aspektach jest naukowa, ale to są odrębne obszary - definicyjnie. Więc jeden drugim stać się nie może z definicji właśnie. Nie wiem, Dzi, czemu Ty się tak przy tym upierasz - podejrzewam, że nie możesz się zdecydować, która dziedzina Ci bardziej odpowiada, i chciałbyś mieć obie. Co jest możliwe, bo wielu naukowców jest wierzących i ta dychotomia wcale im nie przeszkadza, i wcale nie próbują sprowadzać jednego do drugiego. A Tyś się uparł.
Zresztą z punktu widzenia klasycznie wierzącego Twoje podejście też będzie pewnie nie do przyjęcia. Tutaj wolnomyślicielstwo jest dozwolone, ale gdybyś swoje teorie przedstawił na jakiejś prawomyślnej witrynie religijnej, to by Cię od razu przegonili...
Ale przeciez ja moge sie z tym zwyczajnie nie zgodzic. Zgadzam sie ze dyskutowalismy na ten temat i mozemy kontynuowac (acz wolalbym nie tu). Mysle ze moge po raz trzysetny probowac wyjasnic o co mi chodzi, bo po raz kolejny przyjales klasyczne, religijne rozumienie wiary a nie o takie mi chodzi.

Poza tym moja propozycja byla tylko alternatywą, nie sadze by forsowanie jej po raz kolejny bylo celowe.
« Ostatnia zmiana: Luty 22, 2007, 03:45:17 pm wysłana przez dzi »

draco_volantus

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #65 dnia: Luty 22, 2007, 05:59:30 pm »
boję się tego wątku  :o

Hokopoko

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #66 dnia: Luty 22, 2007, 07:12:56 pm »
Cytuj
Cytuj
Zdaje mi się, że definicje nauki i wiary ktoś (bodaj Terminus) już przy podobnej dyskusji przedstawiał. To są istotowo różne pojęcia. I możemy mówić, że w nauce są jakieś elementy wiary, albo że wiara w pewnych aspektach jest naukowa, ale to są odrębne obszary - definicyjnie. Więc jeden drugim stać się nie może z definicji właśnie. Nie wiem, Dzi, czemu Ty się tak przy tym upierasz - podejrzewam, że nie możesz się zdecydować, która dziedzina Ci bardziej odpowiada, i chciałbyś mieć obie. Co jest możliwe, bo wielu naukowców jest wierzących i ta dychotomia wcale im nie przeszkadza, i wcale nie próbują sprowadzać jednego do drugiego. A Tyś się uparł.
Zresztą z punktu widzenia klasycznie wierzącego Twoje podejście też będzie pewnie nie do przyjęcia. Tutaj wolnomyślicielstwo jest dozwolone, ale gdybyś swoje teorie przedstawił na jakiejś prawomyślnej witrynie religijnej, to by Cię od razu przegonili...
Ale przeciez ja moge sie z tym zwyczajnie nie zgodzic. Zgadzam sie ze dyskutowalismy na ten temat i mozemy kontynuowac (acz wolalbym nie tu). Mysle ze moge po raz trzysetny probowac wyjasnic o co mi chodzi, bo po raz kolejny przyjales klasyczne, religijne rozumienie wiary a nie o takie mi chodzi.

Poza tym moja propozycja byla tylko alternatywą, nie sadze by forsowanie jej po raz kolejny bylo celowe.

Dzi, możesz do woli twierdzić, że spódnica w kratę to to samo co słoik musztardy. Masz do tego pełne prawo! Tylko nie miej pretensji, że ludzie będą Cię potem traktować dzi-wnie...

ANIEL-a

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #67 dnia: Luty 22, 2007, 08:36:50 pm »
Cytuj
Oneironautyka i OOBE to faktycznie ciekawe zagadnienia, ale dostępne wąskiej grupie zainteresowanych. Rzecz w tym, czy kiedyś podobne metody będą po pierwsze stosowane w skali odpowiadającej dzisiaj nauce -i to jako powszechnie zaakceptowany sposób poznania- i czy będą czemuś konkretnemu służyć, bo jak narazie mam wrażenie, że kto umie, powiedzmy, podróżować poza ciałem, robi to dla zabawy lub w trakcie poszykiwań sensu istnienia cy wyższych bytów ;D. Zresztą, może się mylę.

Agrrrr! A skąd wiesz, że ktoś to umie? Bo ci powiedział? Dowód średnio przekonujący... To, co przedstawiasz, to nie jest żadna trzecia droga, tylko twoja wiara że coś takiego jest.

Hoko, o ile pamiętam i dobrze zrozumiałam, to dzi upiera się, że w dzisiejszych czasach nauka zastępuje (zlewa się) z wiarą, bo ludzie jej nie rozumieją ani (większość) nawet nie próbują zrozumieć (a Aniela próbuje, ale zacina się na różniczkach.... ;) ), ale korzystają z niej jakby magicznie, jak z wiary: pomódlmy się o deszcz/zróbmy naukową metodę sprowadzania deszczu, no po prostu pokładają ślepą wiarę w nauce. No i chłopak ma trochę racji, tylko myli jedną podstawową rzecz: to nie NAUKA zlewa się z wiarą, to ludzie niektórzy je mieszają, właśnie używając np. leków bez mała magicznie, potem idą z pielgrzymką, potem z do znachora, potem z powrotem do lekarza... ale to jest cechą podejścia ludzi, a nie cechą nauki jako takiej.

Aha, Hoko to, że sobie wyobrażam czy obrazuję dryf kontynentalny, to nie znaczy, że go odczuwam zmysłowo. I myślę, że Maziek ma trochę racji: to, że wiesz czym jest spin i nawet to, że rozumiesz jego teorię wyrażoną w tych śmiesznych matematycznych znaczkach, to wcale nie znaczy, że go potrafisz sobie wyobrazić, że rozumiesz czym jest... Dobra, filozoficzna gadka, rozróżnianie esse od essence czy coś tam, ale tak myślę. Stół jest oczywisty, spin wymaga wysiłku. Chociaż oczywiście, może jest to wynikiem tylko tego, że ze stołami spotykamy się od dzieciństwa i mamy to pojęcie i obraz i przeznaczenie zinterioryzowane, a spin to trudne i obce pojęcie...

miazo

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #68 dnia: Luty 22, 2007, 09:07:02 pm »
Korzystając z prawa "swobodnego skojarzenia" ;), na odległym marginesie tej dyskusji chciałem pozwolić sobie na względnie krótki cytat z: Alan W. Watts - "Droga Zen":

"[...] Bo rzeczywiście, wróżbita posługujący się heksagramami I Czing mógłby nam całkiem zasadnie dowodzić względności zalet naszego sposobu podejmowania decyzji. Powiadamy, że nasze decyzje są racjonalne, bo opieramy je na zebraniu wszystkich informacji wiążących się z rozważanym problemem. Nie uzależniamy naszego wyboru od tak nieistotnych głupstw jak rzucanie monety, układ liści herbacianych czy też szczelin w skorupie żółwia. Wróżbita mógłby nas jednak zapytać, skąd wiemy, która informacja wiąże się z tym problemem, skoro wypadki zupełnie do przewidzenia bezustannie wywracają nasze plany. Mógłby nas również zapytać, skąd wiemy, kiedy zebraliśmy już dość informacji, by powziąć decyzję. Gdybyśmy je zbierali naprawdę rygorystycznie naukowo, trwałoby to tak długo, że skończylibyśmy o wiele za późno na działanie. A zatem skąd wiemy, kiedy wystarczy? Czy to same informacje mówią nam, że już dosyć? Wręcz przeciwnie, w racjonalny sposób roztrząsamy wnioski wypływające z gromadzonych danych, a potem działamy intuicyjnie, bo jesteśmy zmęczeni myśleniem albo trzeba się już na coś zdecydować. Wróżbita mógłby więc nas zapytać czy nie polegamy na tak samo nieistotnych głupstwach, jak gdybyśmy rzucali łodygi krwawnika. [...]"

maziek

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #69 dnia: Luty 22, 2007, 10:30:14 pm »
Cytuj
Maziek, mylisz pojęcia. Mylisz pojęcie rozumienia i wyobrażenia sobie. A może nie mylisz, tylko je utożsamiasz. A to nie są synonimy.
Rozumiem, co masz na myśli, definiuję (sobie) te pojęcia tak: rozumieć, to pojąć istotę sprawy. W zegarku mechanicznym (zostawmy stół jako obiekt nieciekawy dla taki tęgich umysłów jak nasze) istotą sprawy jest popychanie jednych kółek zębatych przez inne. Jakkolwiek byś nie przedstawiał idei takiego zegarka (rysunki, filmy, ustnie) zrozumiesz tą zasadę. Nie odwołuj się tylko do tego, że musiałeś się wcześniej czegoś nauczyć, widzieć jakiś inny zegarek, czy skrzynie biegów w samochodzie, żeby to zrozumieć. Mówimy o ludziach, nie rozprawiamy o teoretycznej możliwości przesłania zasady zegarka komuś w kosmos. To ze nasz język nie jest obiektywny wiadomo od dawna, i nie zaginaj mnie odniesieniami do tej ograniczającej nas cechy naszej inteligencji bo najistotniejszą jej cechą jest coś co potocznie nazywa sie intuicją - czyli zdolnością do błyskawicznej syntezy posiadanej informacji. Tak więc w przypadku zegarka może zaiskrzyć i możesz taki zegarek pojąć co do jego istoty w jednej chwili. Nie znaczy to, ze będziesz w stanie przewidzieć jego zachowanie - może być strasznie skomplikowany (na przykład bo zawiera mechanizm pokazujący datę świąt Wielkiej Nocy na następne sto lat) - ale niezaleznie od takiej czy innej opasłej księgi zawierającej teorię tego zegarka istotę zrozumiesz w lot.

Otóż twierdzę, że w przypadku spinu takie zrozumienie nie będzie Ci dane. Zostaniesz postawiony w sytuacji faceta, któremu dano pudełko z czymś w środku i kazano stwierdzić jaka jest zawartość bez zaglądania. Będziesz mógł ważyć, potrząsać, obserwować jak się zachowuje przy upadku itd i wyrobisz sobie na ten temat jakie takie pojęcie ale nigdy nie będziesz miał pewności - aż otworzysz pudełko. Tak właśnie jest ze spinem. Spin jest zakryty przed naszym zrozumieniem pudełkiem, które ma ścianki z formuł matematycznych, tak dobranych, że modelują -zauważ odtwórczo, wtórnie, małpują - zawartość tego pudełka w ten sposób, że zachowuje się ono jak prawdziwe. Sądzę, że pudełko ze spinem nie da się otworzyć. Może tam w środku siedziećkrasnoludek i grać nam na nosie. Dostępny naszym umysłom będzie jedynie lepszy czy gorszy model, proteza, małpowanie pudełka. A rozumienie protezy, uproszczenia, to jednak nie to samo, co rozumienie istoty rzeczy.

Na koniec powiadasz, że założenie iż jako osoby przedprogramowane przez kulturę obydwaj wiemy co to stół jest nienaukowe. Być może teoretycznie tak. Jednak w praktyce, także naukowej, chyba nikt się tym specjalnie nie przejmuje? W tych rejonach, o których mówimy, w huku elektromagnesów i wizgu chłodziwa akceleratorów nikt nie zaczyna dnia od zdefinowana co to jest filiżanka kawy. Jeśli się twierdzi, ze język nasz jest tak nieobiektywny to w zasadzie pozostaje siąść i płakać. Zresztą nie wiadomo na czym i przy czym siąść. Ostatnio czytałem Głos Pana i była tam taka urocza scenka, główny bohater był wieziony przez filozofa, który był zaprzysięgłym solipsystą udowadniającym wszem i wobec, że oni i przedmioty nie istnieją inaczej niż w jego umyśle. A potem złapał gume i klnąc musiał zmienić koło ;D.

Hokopoko - stół jest. A ze spinem, to nie wiadomo.

Aniela - trafne to spostrzeżenie, ze nie nauka zamienia się w religię, lecz jest tak przez ludzi postrzegana.




Sokratoides

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #70 dnia: Luty 22, 2007, 11:04:20 pm »
O my holy, sweet... ale wielgus (wątek ma się rozumieć  ::))

Jedną małą uwagę tu wrzucę, bo rozumiem, że "wiara" jest w tej dyskusji równoznaczna z "religią". Owszem w języku potocznym możemy je traktować synonimicznie, ale nie w przypadku gdy zestawiamy analogicznie poznanie rozumowe do "pozarozumowego", bo siem w tym pogubim  :). Nie można również w tak prosty sposób dokonywać ich gradacji. Owszem każda epoka ma swój własny paradygmat, który stanowi środek ciężkości, ale jedyne co ulega ewolucji to zestaw środków wyrazu z calym bagażem pojęciowym, za pomocą którego wyrażamy nasze "wyobrażenie" o świecie.

Jeżeli chodzi o moje osobiste zdanie do uważam, że pozycja religji wcale nie jest stracona, bo jak powiedziała kiedyś pewna mądra osoba Wiedza nie może być tuszowaniem średniowiecznych przesądów religijnych oświeceniowymi przesądami "naukowymi"

P.S. Jeżeli czegoś niedopisałem, bądź się powtórzyłem to wybaczcie, bo wątek przejrzałem bardzo pobieżnie, równie pobiężnie udzielając odpowiedzi na pytanie w nim zadane.

Pozdrawaiam!

dzi

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #71 dnia: Luty 23, 2007, 12:33:34 am »
Cytuj
Hoko, o ile pamiętam i dobrze zrozumiałam, to dzi upiera się, że w dzisiejszych czasach nauka zastępuje (zlewa się) z wiarą, bo ludzie jej nie rozumieją ani (większość) nawet nie próbują zrozumieć (a Aniela próbuje, ale zacina się na różniczkach.... ;) ), ale korzystają z niej jakby magicznie, jak z wiary: pomódlmy się o deszcz/zróbmy naukową metodę sprowadzania deszczu, no po prostu pokładają ślepą wiarę w nauce. No i chłopak ma trochę racji, tylko myli jedną podstawową rzecz: to nie NAUKA zlewa się z wiarą, to ludzie niektórzy je mieszają, właśnie używając np. leków bez mała magicznie, potem idą z pielgrzymką, potem z do znachora, potem z powrotem do lekarza... ale to jest cechą podejścia ludzi, a nie cechą nauki jako takiej.
O, dokladnie o to mi chodzi! I nie jest istotne w tej chwili czy to wina nauki czy nie bo rozmawiamy o praktycznych aspektach. Z tym ze tak czy siak jest to zboczenie z tematu, chcialem tylko skorzystac ze swietnego opisowo tlumaczenia tego o co mi chodzilo z tym ewentualnym brakiem sinusoidy.

miazo: fajny cytat ;) Tylko pewnie moj profesor od modelowania znalby na to racjonalna odpowiedz...  :-/

Tutaj patrzcie jak sprytnie przemycone ;)

Cytuj
coś co potocznie nazywa sie intuicją - czyli zdolnością do błyskawicznej syntezy posiadanej informacji
Z tym oczywiscie moznaby polemizowac. Fajny temat zreszta... Taki AI'owaty ;)
A ogolnie sie zgadzam jakby ktos pytal...
« Ostatnia zmiana: Luty 23, 2007, 12:34:46 am wysłana przez dzi »

paszta

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #72 dnia: Luty 23, 2007, 03:08:47 pm »
Sokratoides chyba słusznie zauważył by nie mylić elementu braku pewności w nauce czy inaczej ciągłej prowizoryczności jej teorii z religią.
Religia nie wymaga dowodzenia a nauka tak, choćby jakieć kółka (pętle) logiczne były nie domknięte ...(nieliniowości w matematyce) Przeprowadza się planowe eksperymenty i je powtarza by uzyskać większą pewność. No i w pewnym sensie substratem nauki jest obserwacja choć są zastrzeżenia bo "czysta" obserwacja zachodzi rzadko jeśli w ogóle.
W każdym razie metoda oraz źródła wiedzy są inne niż wiary w sensie religijnym.
Z kolei argumentacja w nauce nie przebiega od raz ustalonych (to byłby tzw fundacjonizm) przesłanek do końcowego wniosku tylko raczej od przyjmowanych trochę "na czuja" założeń do wniosku tymczasowego i... z powrotem do wyjściowych założeń co je wzmacnia.
Taka procedura jest naprawdę stosowana, jak rozumiem, w nauce i daje w efekcie "duży stopień pewności".
Jeśli ja wierzę w ustalenia nauki to tylko znaczy, że godzę się na jakąś dozę  niepewności i w tym sensie pewno Dzi ma rację i Hoko.
Rozumiem natomiast też Maźka, który widzi różnicę co do stopnia czy jakości(?) między rozumieniem stołu i spinu.
Ze skalami bardzo odbiegającymi od ludzkich mamy problem. "Wina" milionów lat ewolucji no i naszej określonej wielkości. Otóż wygląda mi na to, że im dalej od możliwości bezpośredniej obserwacji przez "oko i szkiełko" tym więcej tworzyć trzeba teorii i modeli by zjawiska jakoś uchwycić ich siatką i chyba faktycznie w tych miejscach (w końcu bliższych granicom nauki) przyjmowane założenia i teorie są mniej pewne i zmieniane częściej. Natomiast, że mniej ludzi je rozumie to zdaje się mniej ważne. Opinia eksperta waży dla mnie, laika, tyle co experyment. Ekspert po prostu zrobił coś w moim imieniu. Czy mi to wytłumaczyć da radę to już nna kwestia. To już sprawa języka oraz IQ.
Nie wiem czy sobie to dobrze układam...
Właściwie to nie ma więc zasadniczej róż nicy między kwarkirm a stołem, Maźku!
« Ostatnia zmiana: Luty 23, 2007, 04:12:56 pm wysłana przez paszta »

Hokopoko

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #73 dnia: Luty 23, 2007, 03:12:41 pm »
Cytuj

Hokopoko - stół jest.

No patrzcie, jaki dogmatyk... ;D

Pamiętasz tego niewidomego? To wytłumacz mu jak działa zegarek...

Aniela i Dzi:
Większość ludzi patrząc na rozgwieżdżone niebo nie odróżnia gwiazd od planet. Czy z tego wniosek, że planety i gwiazdy to to samo? Dla nich tak - tylko że z tego absolutnie nic nie wynika dla innych. I to jest poniekąd to rozróżnienie, o którym pisałem na początku - Focus vs Science.

dzi

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #74 dnia: Luty 23, 2007, 04:33:33 pm »
W Twojej wypowiedzi wystepuje zalozenie ze to ze oni tego nie rozrozniaja jest dla nich gorsze niz gdyby rozrozniali lub "rozrozniali". I tylko to mi sie nie podoba ;)