Polski > Akademia Lemologiczna

Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]

(1/19) > >>

liv:
To zakładam.
Tom trzeci mocno przesuwa bohaterów w czasie i miejscu. Jak Ola pisała, skok o ponad 2 lata, w rok 1945.
Tworzy się nowa  "ludowa" administracja" a widzimy to oczyma Wielenieckiego, czyli towarzysza Wieloryba. Najpierw przygląda się zniszczonej Warszawie, potem trafia do Wrocławia. Z reminiscencji wynika, że przeniósł się do Warszawy już wcześniej - z tego nienazwanego Lwowa.
By pasowało, tom II kończy się na wsypie w początkach 43, zatem ci ocaleni (przez profesora Rzepickiego) zmieniają miasto? Na pewno przed powstaniem jeszcze, bo Wieleniecki wspomina, że spędził je w Podkowie Leśnej (jak wielu).
Jednak nie zagrzewa miejsca w stolicy, gdyż jako delegat ministra (to tytuł rozdziału) przemieszcza się do Wrocławia. A tam jeszcze po ulicach wala się dymiący niemiecki sprzęt i zwłoki.
Czyli okolice początku lata 45. Nie myślałem, że Wrocław w takiej skali zniszczony.
https://histmag.org/Oblezenie-Wroclawia-Smierc-ostatniej-twierdzy-Rzeszy-15965
To może tyle tytułem wstępu?
Ze zdziwień - wędrując ruinami Warszawy nosi w teczce "Komizm" Bystronia.
Rok wydania 1939, czyli pewnie ten... sugestia geograficzna?

Kontrapunkt?

olkapolka:
Tak, tom trzeci przesuwa wszystko w czasie...ale jest to czas nieutracony - szczegóły o kolejnych postaciach (Wieleniecki, Marcinow, Dolaniec, Durzyk) wychodzą na jaw...natomiast sytuacja polityczna jest całkowicie pominięta. To znaczy jak doszło do tego, że uwięzieni, wygnani komuniści przejęli władzę i  budują ten nowy ład.

Akurat przeczytałam "Wyspę ocalenia" Odojewskiego - tam światło na zagmatwaną sytuację na krańcach wschodnich - na problemy polsko-ukraińsko-rosyjskie. Nie bez powodu cenzurowano mu ten tekst. Pewnie dlatego Lem całkowicie pominął te lata. Pominął albo wyrzucił z książki, bo nie dało się osiągnąć żadnego kompromisu.

Wracjaąc do Wielenieckiego - za pierwszym czytaniem wydawało mi się jakby Lem całkowicie go odmienił - dla zaspokojenia smoka?
Wcześniej był takim sobie komunistą - filozofem, co to wybrał ten prąd w kontrze do faszyzmu.
Teraz? Jakby skostniał. Jako jedyny z profesorów donosi komunistom - idzie do bezpieki - na leśnych. Izoluje się od innych profesorów, co potwierdza, że w całym wykształconym autobusie tylko on był komunistą. Ale nie miał odwagi się przyznać.

I właśnie - z Warszawy przemieszcza się do Wrocławia, ale ten postój był w Opolu? Tam spotkanie z Marcinowem? Tam wizja lokalna w byłym więzieniu gestapo? Tam Dolaniec i Durzyk?

O tych sprawach może później. Teraz tylko do tego "Komizmu" , który w pierwszym czytaniu wyszedł mi "Komunizmem";)
Faktycznie - Wieleniecki sam nie wiedząc po co - nie czytał nawet tej książki - nosi ją ze sobą jak skarb. Jak skarb po zabitym w powstaniu koledze.

Sam tytuł gdzieś nasunął mi myśl, że lata które miał opisać Lem w tym tomie nosiły takie piętno - komizmu.
Po niewyobrażalnych cierpieniach, śmierci, zniszczeniach - odbudową ludzi i kraju mieli kierować Ci z drugiego tomu: prostacy, i głupcy, jednym słowem: ciemni.
Czyli śmiech przez łzy.

A kiedy przeczytałam wstęp do tej książki, pisany ręką autora:

Teorią komizmu zajmowałem się od szeregu lat. Doradzali mi nieraz znajomi, abym porzucił błahy i mało poważny temat. Nie rozumiałem co prawda nigdy, dlaczego praca nad teorią komizmu ma być czymś mniej poważnym od np. teorii tragizmu, ale ostatecznie pogodziłem się z tym, że wielu rzeczy nigdy nie zrozumiem; co zaś do dobrych rad, to przestałem się nimi przejmować. Zajmowałem się dotychczas dość rozmaitymi zagadnieniami; otóż — o ile pamiętam nie było chyba tematu, którego by mi z różnych stron nie odradzano.

W książce niniejszej nie cytuję literatury przedmiotu, nie daję aparatu krytycznego, nie demonstruję erudycji. Czytałem to i owo z obszernej literatury teoretycznej, poświęconej komizmowi ; bardzo często miałem wrażenie, być może niesłuszne, że tematem tym zajmowali się ludzie, którzy nigdy w życiu się nie śmiali. Świadomie więc nadaję książce ton popularnego wykładu ; będę się cieszył, jeżeli czytelnik nie zauważy tych trudności, które na każdym niemal kroku stawały przede mną.

Oczywiście, nie mam żadnych złudzeń co do tego, że ogromna większość czytelników będzie traktowała niniejszą książkę jako zbiór mniej lub więcej wesołych opowiadań zabawnych konceptów. Niech i tak będzie ! Jeśli teoria okaże się chybiona, to niech przynajmniej książka w tej niezamierzonej roli okaże się przydatna. Tyle jest książek na świecie, i to z najbardziej dostojnymi tytułami, z których nawet takiego pożytku nie ma!

Zakopane, w lecie 1938.

http://charliethelibrarian.com/jan-stanislaw-bystron-komizm/

...pomyślałam, że gdyby zamienić "komizm" na "SF" to trafiamy w coś znajomego - coś fantastycznego, coś futurologicznego - byłaby to matka "FiFy"?;)

Lwów - Warszawa...docelowo: Wrocław...

liv:

--- Cytuj ---...natomiast sytuacja polityczna jest całkowicie pominięta.
--- Koniec cytatu ---
Co może i dobrze?
W tamtych realiach nie dało się wyjść poza narzucony szablon. W sumie najostrzejsza scena, to ta, gdy źli z bandy (nienazwanej. Użyty zwrot "armia polska" to nie nazwa własna..raczej. ubrani w hełmy i mundury poniemieckie) zabijają sympatycznego młodego komunistę.
Scena jest całkiem realistyczna i dziwna jak na soc - prawie nie ma epitetów. Raz czy dwa pada ten zwrot "banda", i to później, już w obecności ubeka.
Bardziej w tej scenie widać dramat bratobójstwa "Dwaj leśni przeciągnęli przez rów milicjanta, który leciał im z rąk...Obaj prowadzący go byli młodzi i włosy ich były tak samo ciemne jak jego, z odległości mogło się zdawać, że dwóch starszych braci-żołnierzy prowadzi trzeciego. Nawet mundury mieli podobne. A on, ten młodszy brat, ukląkł, więc poderwali go w górę."
Ten dramat Polaków, gdzie często bardziej przypadek niż świadoma decyzja wpływał  na stronę gdzie zastał ich koniec wojny, ciekawie rozwija Nienacki w powieści "Liście dębu".

--- Cytuj ---Wracjaąc do Wielenieckiego - za pierwszym czytaniem wydawało mi się jakby Lem całkowicie go odmienił - dla zaspokojenia smoka?
--- Koniec cytatu ---
Taa... racja. Jakoś mi umknęło. Wyzbył się wątpliwości?

--- Cytuj ---, ale ten postój był w Opolu?
--- Koniec cytatu ---
No, pada taka sugestia, wcześniej myślałem, że cofnęli się do Warszawy. Na pewno nie dojechali do Wrocławia... zostaje to wspomniane Opole.

--- Cytuj ---Sam tytuł gdzieś nasunął mi myśl, że lata które miał opisać Lem w tym tomie nosiły takie piętno - komizmu.
--- Koniec cytatu ---
Komizm-komunizm-kontrapunkt.
Przypomnę, tak nazywała się pierwotnie całość. A tom trzeci "Powrót z wysp".
Czyli skąd?
Warto zerknąć na książkę okiem cenzora.
https://www.aan.gov.pl/lem/#page/29

--- Cytuj ---...pomyślałam, że gdyby zamienić "komizm" na "SF" to trafiamy w coś znajomego - coś fantastycznego, coś futurologicznego - byłaby to matka "FiFy"?
--- Koniec cytatu ---
Nieźle odbiłaś  :) Ale tak, coś jest na rzeczy.

Czy w tomie drugim Dolaniec był już  Joachimem?

olkapolka:

--- Cytuj ---W sumie najostrzejsza scena, to ta, gdy źli z bandy (nienazwanej. Użyty zwrot "armia polska" to nie nazwa własna..raczej. ubrani w hełmy i mundury poniemieckie) zabijają sympatycznego młodego komunistę.
--- Koniec cytatu ---
Ta scena jest chyba jedyną taką bezpośrednią konfrontacją powojenną w tej książce...ten "sympatyczny młody komunista" ma 18 lat i jest milicjantem.

Dzieciak - pomyślał Wieleniecki (...) tysiące takich dzieciaków spoczywają pod gruzami.
Mówił to o warszawskich gruzach.

Nazwanej bandy...dowódca pyta profesorów:

Bolszewika wam dali, żeby bronił?! A przed kim?! Przed kim, ja się was pytam, panowie moi?! Przed nami, przed armią polską, przed siłami zbrojnymi niepodległej rzeczypospolitej...

Akcja dziwna - wystrzał raniący młodego jakby przypadkowy - nadepnął na lufę bergmana - później tylko on przyznaje się do bycia komunistą i tylko jego - nie dobijają - ale biorą ze sobą.
Pozostali bez żadnych konsekwencji (noo...kierowca dostaje w łeb za wożenie komunistów) wsiadają do autobusu i jadą dalej. Nawet ich nie przeszukują - bo gdyby - to Wieleniecki też by nie wsiadł.

I odtąd widzę dziwną zmianę Wielenieckiego - taki z niego komunista, że się do tego nie przyznał, ale donos złożyć do bezpieki - to tak...a bezpieka? Lekceważy go i jego historię o napadzie...
Niesmak też podczas wizyty u Marcinowa - w szpitalu po obozie – jakoś…taki bez charakteru  ten Wieleniecki – zwłaszcza przy Marcinowie (cokolwiek by o nim nie powiedzieć) nie ma odwagi, nie walczy, ale donosi chociaż zdaje sobie sprawę kto stoi za odbudową kraju:

Marcinow: Sowieci stacjonowani w trzeciej wsi schodzili się jak na odpust, żeby się nim nadziwować. Prawdziwego kapitalisty nie widzieli. Co?
Wieleniecki nawet nie próbował się uśmiechnąć. Patrzał na Marcinowa, myśląc, że tamten nie pojmuje ogromu zniszczeń, a co gorsza, drapieżnych okupacyjnych nawyków ludzi, którzy mieli budować teraz tę nową Polskę.

A on pojmuje - i co?


--- Cytuj ---Czy w tomie drugim Dolaniec był już  Joachimem?
--- Koniec cytatu ---
Nie pamiętam, ale Wieleniecki był już Bogusławem;)

Dolaniec – może innym razem.

liv:

--- Cytuj --- - nie dobijają - ale biorą ze sobą.
--- Koniec cytatu ---
Jenak dobijają; na początku domyślnie "gdy mijali zakręt, od łąki rozległ się jeden głośny strzał". I dalej, już na UB - " Milicjanta zabili, wielkie mecyje! Kopy mam takich meldunków..." co, o dziwo, mówi szef tego UB.
Gdyby nie zabili, miałbym powieść za "fiction". A ona jest realistyczna.
Czytałem wiele opisów podobnych spotkań - legitymacja partyjna u Polaka wtedy = kulka w łeb, jakby miał legitymację NSDAP - przynajmniej leśni tak sprawę stawiali - dla nich wojna się nie skończyła a sowieci, podobnie Niemcom,  byli kolejnym okupantem.

--- Cytuj ---Dolaniec – może innym razem.
--- Koniec cytatu ---
Ok, możemy dla Dolańca zrobić oddzielny motyw.
Teraz tylko wspomnę, że po pierwszym odruchu niechęci a nawet obrzydzenia, patrzę na postać łagodniej. Typowy, bezideowy biznesmen-sabaryta, jakich dzisiaj na pęczki i darzeni są raczej szacunkiem. Potrafił zarobić w każdej sytuacji, dostosować się do wymagań " środowiska". Podobno to cecha inteligencji.  :-\  Ten książkowy, znakomicie radzi sobie pod okupacją radziecką, niemiecką i potem zaś - ludową (bodaj do czasu? - jeszcze nie skończyłem). "Kręci lody" na absurdach lub cechach systemu. W sumie to nikomu większej krzywdy nie wyrządza. Kieruje się wyłącznie interesem-> zyskiem. Ma rozmach. Taki Schindler +.

I zmierzając do końca rozdziału - Wieleniecki z przygodami, ale w końcu dociera do tego Wrocławia. Wstrząsający opis zniszczonego miasta; "Wrocław był gorący od pożarów... dalej stał drugi czołg, rozpłatany z tyłu na dwoje, jak wypatroszone flaki zwisały stamtąd trupy...Hełmy i czaszki były jedynymi okrągłymi przedmiotami wśród płyt kamiennych - budulca barykady"
Czy Lem był tam, widział? Czy uniwersalny opis z jakiegokolwiek zdobytego wtedy miasta?
Choćby Lwowa?
Jest jeden szczegół, jakby foto "raz i drugi nawinęły mu się na oczy kredkowe napisy rosyjskie "min niet"... na następnym narożniku dostrzegł ta samą ręka nakreślone słowa "min nie obnarużeno" i niżej podpis "Jakimcew"
W sumie też obrazek uniwersalny dla czasów i miejsc powojennych, tym niemniej zilustruję akurat Wrocławiem

https://polska-org.pl/750410,foto.html

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej