Polski > Akademia Lemologiczna

Akademia Lemologiczna [Niezwyciężony]

<< < (42/44) > >>

olkapolka:

--- Cytat: Cetarian w Września 11, 2019, 01:12:19 am ---
--- Cytat: olkapolka w Września 11, 2019, 12:17:52 am ---
--- Cytat: Cetarian w Września 11, 2019, 12:08:20 am ---Skoro N. wyjęto z hibernatora, to mnie nasunęło się pytanie: Po co decydent (lub decydenci) wysłał duży (wielki) statek z osiemdziesięcioosobową załogą, na pustynną planetę?
PIERWSZY statek, czyli Kondora.
Sto razy taniej byłoby wysłać małą, bezludną rakietę, z czterema czy sześcioma arktanami, żeby zebrały tysiąc (albo i dziesięć tysięcy) próbek gruntu i odesłały do bazy, do analiz.
Więc, PO CO?
Czyżby, tradycyjnie, w celu wbicia flagi?

--- Koniec cytatu ---
Regis jest najidiotyczniejszym miejscem, jakie sobie można wyobrażać. Szczyt bezpotrzeby. Nie wiadomo, po co wysłano tu "Kondora" - zresztą mniejsza o to, skoro stało się.
[astrogator Horpach, dowódca Niezwyciężonego]

--- Koniec cytatu ---

No, ale to niczego nie wyjaśnia. Pokazuje co najwyżej, że autor miał świadomość, że jego konstrukcja fabularna ma w burcie dziurę jak po torpedzie kawitacyjnej i postanowił ją zalepić kawałkiem płótna żaglowego i rolką plastra.
--- Koniec cytatu ---
Nie sądzę 1 -  by Lem napisał te słowa dla łatania kosmicznej dziury w konstrukcji fabularnej - bo dziurę załatał Lyranami:)

To oni - rozumni - żyli w pobliżu Regis, to ich artefakty dały prawdopodobnie początek mechanicznej ewolucji na Regis, to dla rozpoznania co się stało z nimi - został prawdopodobnie wysłany Kondor. Skoro nie ma innych ras? Innych rozumnych? Człeki potrafią dolecieć do gwiazd...to taka ekspedycja aż się prosi - cóż innego robić w tej próżni? jak nie szukać ewentualnego edenu?;)

Nie sądzę 2 - gdyż te cytowane wcześniej  słowa astrogator wypowiedział dopiero po zbadaniu Regis. Jałowa, pozbawiona życia planeta - więc wyszła mu owa"bezpotrzeba" - post factum - Kondor nie dał im żadnego wglądu.
Rozmowa nad wynikami badań (zrobionymi po wylądowaniu na Regis) także pokazuje, że ekipa nie miała wcześniej pojęcia co zastanie  (Nie wiem, co to jest, Rohan).
Na temat planety wiedzieli tylko tyle, ile zarejestrowały...ubiegłowieczne automatyczne sondy - stąd niezbyt dokładne mapy...that's all.

--- Cytat: Cetarian w Września 11, 2019, 01:12:19 am ---Dalej: w książce nie ma ani jednego słowa na temat tego, że być może Kondor, jako statek Federacji, został zaatakowany i zniszczony przez statek KON-federacji (powiedzmy).
Z tego wynika, że ludzkość jest zjednoczona – nie walczy pomiędzy sobą.
Nie ma też ani słowa o potencjalnym ataku na Kondora podstępnych Fomalhautczyków (lub innych podłych kosmitów).
Czyli, galaktyka nasza.
--- Koniec cytatu ---
Tak. Myślę, że w tym sensie: nasza.
Dodam: na szczęście nie ma tego całego politycznego, kosmicznego szajsu co w innych SF.
Na pewno ekipy Kondora i Niezwyciężonego pochodziły z naszej galaktyki, a konkretniej Ziemi:
A jednak zginął tu ów stalowy organizm zbudowany na Ziemi, płód wielowiekowego rozkwitu technologii, i znikł w niewiadomy sposób, bez śladu, bez sygnału SOS, jakby rozpłynął się w tej rudej i szarej pustce.

Z oszczędnych słów rozrzuconych tu i ówdzie wynika nawet obraz, że pomimo iż podróże kosmiczne są bułką z masłem - ludzie są jedyną rozwiniętą cywilizacją i? siedzą dalej na matce Ziemi:
być może Lyranie mieliby coś do powiedzenia, Regis III była w ich zasięgu, może chcieli ją kolonizować, kiedy ich astrofizycy przepowiedzieli przemianę Słońca w Nową...to była może dla nich ostatnia nadzieja. Gdybyśmy byli w takiej sytuacji, oczywiście walczylibyśmy, rozbijalibyśmy ten czarny krystaliczny pomiot, ale tak...?

Stąd jasne, że świat przedstawiony w książce jest uproszczony - coś jak w Obłoku Magellana? - ale myślę, że raz z powodu okoliczności w których był konstruowany, dwa - jak zwykle: nie o to chodzi u Lema. Jeno o to, o czym poniżej.

--- Cytuj ---Ale kilkanaście trzydziestotonowych emitorów pola siłowego?
Po co one?
Żeby astrodinozaury nie nadepnęły rakiecie na nogę po lądowaniu?
Ale rakieta (i Kondor i N.) ważyła osiemnaście tysięcy ton, więc musiała mieć nogi bardzo pancerne.
--- Koniec cytatu ---
W dodatku lata na ogniu:)
Tak, masz rację - ten popis możliwości technicznych, ich nadmiaru jest nawet momentami śmieszny - mnie prowadzi gdzieś w okolice Obłoku M. - gdzie miałam wrażenie, iż Lem zapakował i wysłał całą Ziemię w podróż. Tutaj jakby powtórzył tę estetykę podróży z uzbrojeniem po zęby - nie martwiąc się zbytnio jak to wszystko poleci i się nie rozleci...oraz ile potrzebowałoby energii do obsługi.
Z tym, że uzbrojenie jest uzasadnione: kompletnie nierozpoznaną sytuacją na planecie Regis.

Myślę, że tło ma znaczenie drugorzędne - pierwszorzędna jest historia spotkania na granicy: żywe/martwe, możliwej zagłady nawet całego gatunku (bez krwawej masakry!)  i wynikające z tego implikacje filozoficzne. Dotyczące np. miejsca człowieka w kosmicznej układance, prawa do stanowienia o cudzym życiu (nawet, a może zwłaszcza jeśli trudno je zdefiniować) kiedy ono jest tak różne od naszego, kruchości umysłu/osobowości itp.

Hoko:

--- Cytat: Cetarian w Września 11, 2019, 12:08:20 am ---Skoro N. wyjęto z hibernatora, to mnie nasunęło się pytanie: Po co decydent (lub decydenci) wysłał duży (wielki) statek z osiemdziesięcioosobową załogą, na pustynną planetę?
PIERWSZY statek, czyli Kondora.
Sto razy taniej byłoby wysłać małą, bezludną rakietę, z czterema czy sześcioma arktanami, żeby zebrały tysiąc (albo i dziesięć tysięcy) próbek gruntu i odesłały do bazy, do analiz.
Więc, PO CO?
Czyżby, tradycyjnie, w celu wbicia flagi?

--- Koniec cytatu ---

To pytanie można zadać w odniesieniu do niemal każdej powieści Lema. A może nie tylko Lema - czy w innych książkach sf z tamtych lat na obce planety latają automaty? Takie czasy były. Zresztą i dziś chyba nie jest bardzo inaczej - fabuła domaga się ludzi, i tyle, bez nich trudno o napięcie. Dlatego fabularnie to bajki są  8)

Cetarian:
Pisarza należy oczywiście oceniać po jego najlepszych książkach. Lem napisał co najmniej z pół tuzina książek wybitnych, a nawet genialnych, a przecież już jedna znakomita daje nieśmiertelność (w zbiorowej pamięci).
Ale pisał też i słabsze.
Astronautów i Obłoku Magellana Lem wręcz nie pozwalał wznawiać.
Nie lubił Powrotu z Gwiazd.
Akurat z N. był chyba raczej zadowolony, ale ja (jak każdy) mam prawo do swojego zdania.

Miałem 15-16 lat, kiedy przeczytałem N. po raz pierwszy, i wtedy książka zrobiła na mnie duże (i pozytywnie) wrażenie.
Ale od tego czasu minęły dekady i moje podejście (nie tylko do fabuł) stało się, powiedzmy, dużo bardziej analityczne.

Rohan wrócił o godzinę za wcześnie?
Eh, no zdarzył się Lemowi błąd rachunkowy, ale to dziurka w fabule, wykłuta szpileczką gdzieś w rogu obrazu, poniżej podpisu. Obyśmy tylko takie problemy mieli.
 
Nie zarzucam cywilizacji w N., że ma za dużo energii.
To jest założenie Lema.
Tym się tamten świat różni do naszego.
Ale od bohaterów (jeśli nie zostali poddani np. betryzacji), można oczekiwać, że będą się zachowywać w przybliżeniu jak my (uwzględniając to, że są dużo bogatsi w energię - i generalnie w zasoby, bo w ujęciu Kardaszowa „x” dżuli równa się dolar [;-)]).

Gdyby władcą bazy (albo sektora, albo całej Federacji) był jakiś tyran, to w sterowni N. wisiałby wielki portret „ukochanego przywódcy”, Horpach miałby zastępcę ds. politycznych, a w załodze byłby sekretarz POP, czyli Pokładowej Organizacji Partyjnej.

Ale ponieważ w książce nie ma ani jednego słowa o w.w., uprawnione jest założenie, że decydent (jednoosobowy albo zbiorowy) jest racjonalny, a przynajmniej stara się taki być.

W związku tym sugestia Q, że „stary astrogator nie musiał wiedzieć wszystkiego (kazali polecieć to poleciał, w przyczyny nie wnikał)", jest ekstremalnie a-trafna.
No, właśnie musiał(by) – w racjonalnym świecie.

Decydent wysyła na Regis statek z osiemdziesięcioosobową załogą, tzn. Kondora.
Kontakt z Kondorem się urywa.
Można oczekiwać, że na statku o masie osiemnastu tysięcy ton (a nawet dużo mniejszym), są ze cztery niezależne systemy łączności.
Albo sześć.
Więc to nie jest kwestia przepalonej lampy i braku części zamiennych (w poetyce retro).
Załoga prawdopodobne nie żyje.

Owszem, trzeba szukać Kondora, ale nieprzekazanie dowódcy wyprawy ratunkowo-zwiadowczej całej wiedzy posiadanej przez Bazę, byłoby absurdem.
A częścią tej wiedzy były(by) powody wysłania Kondora.
Czyżby sekretarka komendanta bazy wylosowała Regis Trzy?
 
Dalej: cywilizacja bogata w energię/zasoby, która ma mnogie bazy w galaktyce, a w tych bazach liczne i wielkie rakiety (N. był największą dostępną jednostką, ale nie największą produkowaną), oczywiście ma zasoby, żeby wysyłać całe chmary bezludnych rakiet.
Setki.
I nawet nie musi się specjalnie trudzić miniaturyzowaniem komputerów, kamer i innych przyrządów.
Decydent, gdyby był racjonalny, powinien wysłać takie bezludne próbniki przed lotem Kondora.
A tym bardziej powinien wysłać sondy bezzałogowe na drugi dzień po utracie łączności z Kondorem, a zapewne co najmniej na kilka dni przed lotem N.

Q: „Może puszczono tam potem i jakie bezzałogowe sondy, ale muszki je (minimum ich lądowniki czy jakieś latacze atmosferyczne) zneutralizowały, więc i one zamilkły.”

Nie puszczono, bo Lem o tym (o ile dobrze pamiętam) nic nie napisał.
A to przecież byłaby kluczowa informacja.
Zaginął Kondor i dwie, trzy, pięć sond bezzałogowych.
Wtedy już niemal pewne byłoby, że ktoś (raczej ktoś niż coś) je likwiduje.
 
*
Książkę wydano w 1964 roku.
Lem ukończył ją w 1963 r., najwcześniej w 1962 r.
Pięć – sześć lat po wystrzeleniu Sputnika.
Nie chce mi się szukać dokładnych danych, ale w tym czasie Ziemię z pewnością okrążało już co najmniej po kilka satelitów sowieckich i amerykańskich.
Może nawet po kilkanaście.
Nie trzeba było ich wymyślać.     

Tymczasem:
„Na temat planety wiedzieli tylko tyle, ile zarejestrowały...ubiegłowieczne automatyczne sondy”, ale dlaczego nie ubiegłoroczne, albo ubiegłomiesięczne?
No, dlaczego?

Żeby było tajemniczo … No to jest.
Ale nieracjonalnie.
Za takie szafowanie krwią załóg w racjonalnym świecie dowódca bazy stanąłby przed sądem.
Chyba, że porzucimy racjonalność.
W takim razie po lądowaniu można by rozpalić grilla i wydać załodze zaległe porcje rumu za czas spędzony w hibernatorze.

**
Dalej:
Chmura potrafi neutralizować organizmy żywe, kasując im pamięć.
Można ją oszukać, nadając z siateczki pod włosami, zasilanej małą bateryjką, sygnały takie, jakie wysyła mózg już porażony.
Ale pancerz rakiety klasy K. lub N. na 99,9% ekranował takie słabe sygnały.
Jednak Chmura wykasowała pamięci załodze Kondora.
Wiedziała, że warto.
Dlaczego Chmura nie spróbowała zaatakować w ten sam sposób Niezwyciężonego?
 (Jednostki nie tylko podobnej do K., ale wręcz bliźniaczej).
W książce jest wprost mowa o tym, że pole siłowe nie ekranuje magnetycznego, więc malownicza czasza, wytworzona przy pomocy kilkunastu trzydziestotonowych emiterów nie chroniła N. przed atakiem Chmury. 

**
@ Hoko
Na pewno konwencja groteskowa, (Cyberiada, Podróże Tichego, w tym Wizja), jest bezpieczniejsza.
Ale skoro autor wybrał konwencję realistyczną (świat jak nasz, plus dużo energii), to taki świat oceniam. 

**
@ Olka
„Myślę, że tło ma znaczenie drugorzędne - pierwszorzędna jest historia spotkania na granicy: żywe/martwe, możliwej zagłady nawet całego gatunku (bez krwawej masakry!)  i wynikające z tego implikacje filozoficzne.”

No, ale cała ta nekrosfera jest bez sensu!!

W pojedynczym kryształku jest jakiś procesor, zapewne słabszy niż w najnowszym iPhone’ie, ale jest. Poza tym kryształek kierunkowo emituje promieniowanie podczerwone, itd.
Żadna krysztalica-matka tego nie urodzi!!
Coś takiego może powstać tylko w fabryce, na precyzyjnej i skomplikowanej linii technologicznej.
Dopiero komputer zarządzający taką fabryką (jakiś kuzyn Golema) mógłby ewentualnie przebudowywać sam siebie.
No, ale nie po to produkowałby kryształki, żeby go potem zaatakowały.
Więc musiałby kontrolować Chmurę. Nie byłaby autonomiczna.

Q:

--- Cytat: Cetarian w Września 12, 2019, 01:47:58 am ---Nie zarzucam cywilizacji w N., że ma za dużo energii.
To jest założenie Lema.
Tym się tamten świat różni do naszego.
--- Koniec cytatu ---

Jeśli nadmiar, czyli post scarcity, jak teraz mówią, to nie rozumiem sedna Twojej antyzałogowej argumentacji (w tym konkretnym wypadku). Stać ich na posyłanie ludzi, to ich posyłają. Powody mogą być dowolne - może to jednak - wbrew temu co sugerujesz - jakiś autorytaryzm jest (szeregowych marynarzy-próżniarzy dzieli jednak przepaść społeczna od zastępcy dowódcy; astrogator toczy jakoweś psychologiczne pojedynki ze swoim w/w zastępcą - to nie brzmi szczególnie rajsko przy tych możliwościach technologii)? może - jak później w "Star Treku" i w analizowanym kiedyś roślinnym opowiadanku Le Guin - wysyłają między gwiazdy niespokojne duchy (które inaczej na Ziemi tumult by czyniły, czy nawet jakie wojny wszczynały)? Opcji jest tu sporo i można je sobie dośpiewywać do woli.

Ale faktycznie nie jest to najistotniejsze, bo:

--- Cytat: HokoPoko w Września 11, 2019, 05:27:17 pm ---fabularnie to bajki są  8)
--- Koniec cytatu ---

Czy może ładniej (Brzechwa czy Tolkien uznaliby określenie bajki za  komplement, ale kto inny mógłby je odebrać pejoratywnie): przypowieść, a nawet dwie przypowieści - jedna będąca pionierską lemowską prognozą nanotechnologii (czy naiwną w szczegółach? odniosę się jak wrócę do książki), druga o niezłomności ludzkiego ducha, wpisująca mi się nieodmiennie w jeden ciąg z Hemingway'em z jednej, a z pierwszym kinowym "ST" i drugim "Obcym" (tam też w Próżnię z ciężkim sprzętem gnali) z drugiej strony.

I - choć o lemowskich "Star Trekach" żartowałem - w istocie zgodzić się muszę, że

--- Cytat: olkapolka w Września 11, 2019, 01:58:33 pm ---na szczęście nie ma tego całego politycznego, kosmicznego szajsu co w innych SF.
--- Koniec cytatu ---

Bo albo byśmy utopijne obrazki w stylu obłoczno-startrekowo-peteckim dostali, albo - gdyby kto mniej zdolny od Lema rzecz pisał (i cenzor nad nim nie stał) - jakieś feudalno-imperialne bzdurstwa (czy to w miarę znośne, w stylu xpilowego "The Expanse", czy to kompletnie naiwne jak u Webera, który kosmiczną marynarkę potrafi opisać z pasją, ale tło społeczne daje jej jak z czasów Nelsona... tak, jakby je widział - mając relacje z trzeciej ręki - współczesny półanalfabeta), co tylko klarowność wywodu by nadmiarowymi (a skazanymi na śmieszność*) socjo-wstawkami rozkładało.

* Niemoc futurologii, itd.

[Przy czym - nie powiem - fajnie się  - z odpowiednim dystansem - czyta polityczne mądrości Paula Atrydy czy nawet admirała Thrawna, ale lepsze od takiego pop-polityzowania (a na ów poziom i S.L. musiałby zstąpić z racji koniecznej, przez wzgląd na charakter powieści, skrótowości), które w dodatku - w tym konkretnym wypadku ;) - musiałoby być zgodne z aktualną linią Partii, jest śledzenie gry hipotez Laudy i kolegów, więc dobrze, że pierwsze nie zajmuje miejsca, pozwalając błyszczeć drugiemu.]

Skoro zaś o Weberze mowa... Tu bym odnosząc się do tych Twoich słów:

--- Cytat: Cetarian w Września 12, 2019, 01:47:58 am ---Pisarza należy oczywiście oceniać po jego najlepszych książkach. Lem napisał co najmniej z pół tuzina książek wybitnych, a nawet genialnych, a przecież już jedna znakomita daje nieśmiertelność (w zbiorowej pamięci).
Ale pisał też i słabsze.
--- Koniec cytatu ---

Powiedział (wracając poniekąd do starych tez chmury), że "N." wybitny jest, ale w innym sensie niż chciałbyś... Otóż Lem wszedł tu na poletko zajmowane wcześniej przez "Doc'ów" Smithów, Van Vogtów i Heinleinów, równolegle przez Roddenberrych, a później przez Cameronów, Zahnów i Weberów, i pokazał, że da się z konwencji kosmicznej marynistyki wycisnąć więcej niż opowieści o niesieniu barbarzyńskim Obcym ziemskich ideałów, walkach z potworami czy naparzankach gwiezdnych flot westernowo oczywistego dobra i zła.

(Nawiasem: ja też nie liczę "Niezwyciężonego" do swoich ulubionych utworów Mistrza, pewnie dlatego relatywnie rzadko o nim piszę, ale w kategorii o której mówimy nie znajdę mu - choć, jak wiesz, w SF siedzę po uszy - godnej konkurencji. A i tytułów niewiele gorszych nie zdołam wymienić wielu.)

I jeszcze jedno... Czy faktycznie:

--- Cytat: Cetarian w Września 12, 2019, 01:47:58 am ---uprawnione jest założenie, że decydent (jednoosobowy albo zbiorowy) jest racjonalny, a przynajmniej stara się taki być.
--- Koniec cytatu ---

Że stara się - zapewne, stanowisko takiego szefa Bazy (cokolwiek to jest) - czy wyżej - zobowiązuje. Ale czy mu to wychodzi? Koncepcja zawsze zimno kalkulującego homo oeconomicus odchodzi wszak do lamusa...*
https://en.wikipedia.org/wiki/Homo_economicus#Criticisms

* Do którego dziwne, że na starcie nie trafiła - starczy przejrzeć kroniki wypadków czy listy laureatów Nagrody Darwina by nie mieć złudzeń co do ludzkiej racjonalności...

Dlatego pytanie:

--- Cytat: Cetarian w Września 12, 2019, 01:47:58 am ---Czyżby sekretarka komendanta bazy wylosowała Regis Trzy?
--- Koniec cytatu ---

Skontruję innym: czy pamiętasz jak wglądało ziemskie gospodarowanie na Tytanie streszczone w pierwszym rozdziale "Fiaska" (owszem, niby to wcześniejsza epoka)?

Niemniej... Odpowiadając na Twoje wcześniejsze:

--- Cytat: Cetarian w Września 12, 2019, 01:47:58 am ---nieprzekazanie dowódcy wyprawy ratunkowo-zwiadowczej całej wiedzy posiadanej przez Bazę, byłoby absurdem.
--- Koniec cytatu ---

Zauważyć muszę, że komplet ścisłej wiedzy* (m.in. kluczowe "Lyranie kiedyś w okolicy działali") Horpach miał. (Bo też nie mówiłem o zatajaniu jakichkolwiek informacji, a ewentualnym przemilczeniu prywatnych, niejasnych, obaw czy podejrzeń**.)

* B. niewielkiej zresztą ścisłej wiedzy...

** Gdybyś nie zauważył: nawiązywałem do utworów o Pirxie.

olkapolka:

--- Cytat: Cetarian w Września 12, 2019, 01:47:58 am --- Lem napisał co najmniej z pół tuzina książek wybitnych
--- Koniec cytatu ---
Które to - wg Ciebie?

--- Cytuj ---Rohan wrócił o godzinę za wcześnie?
--- Koniec cytatu ---
Nie, nie wrócił o godzinę za wcześnie.

--- Cytuj ---Decydent, gdyby był racjonalny, powinien wysłać takie bezludne próbniki przed lotem Kondora.
A tym bardziej powinien wysłać sondy bezzałogowe na drugi dzień po utracie łączności z Kondorem, a zapewne co najmniej na kilka dni przed lotem N.
--- Koniec cytatu ---
Wysłał. Nie wróciły. I co to zmienia dla fabuły?
Wysłał. Wróciły z obrazem bezludnej, martwej planety. Co to zmienia dla fabuły?

Lem wysyła w swojej fabule od razu ludzi z całym mechanicznym inwentarzem i unika tym sposobem ględzenia o 150 robotach które wróciły z niczym.
Że załoga Kondora nie żyje - chyba nikt nie miał wątpliwości.
Pozostawało pytanie: co się stało?
Poza tym ludzie wysyłają przodem sondy - potem dopiero sami wkraczają na nieznany teren.
Działają wg "procedury naziemnej trzeciego stopnia".

--- Cytuj ---„Na temat planety wiedzieli tylko tyle, ile zarejestrowały...ubiegłowieczne automatyczne sondy”, ale dlaczego nie ubiegłoroczne, albo ubiegłomiesięczne?
No, dlaczego?
--- Koniec cytatu ---
W sumie "ubiegłowieczna" może być "ubiegłoroczną" i "ubiegłomiesięczną"?:)
Może chodzi o czas przesyłu informacji?
Może Lem nie chce zanudzać czytelnika opisami co te sondy tam wygrzebały, a co ostatecznie Niezwyciężony po wylądowaniu?
Gdyż i tak lądowanie z ludźmi jest zasadnicze dla fabuły.
Bez ludzi nie ma zabawy.
Jest diagnoza, wysłanie maszyn z osłonami i pojedynek a la Cyklop z chmurą posunięty do kosmicznej rozróby. Nuda.

--- Cytuj ---W takim razie po lądowaniu można by rozpalić grilla i wydać załodze zaległe porcje rumu za czas spędzony w hibernatorze.
--- Koniec cytatu ---
Na szczęście skończyło się piwem...bezalkoholowym:)

--- Cytuj ---W książce jest wprost mowa o tym, że pole siłowe nie ekranuje magnetycznego, więc malownicza czasza, wytworzona przy pomocy kilkunastu trzydziestotonowych emiterów nie chroniła N. przed atakiem Chmury. 
--- Koniec cytatu ---
Możesz zacytować?
Ja tylko kojarzę z jednej strony: Amnezja po udarze magnetycznym? (pytanie o pierwszą ofiarę chmury)
Z kolejnej strony: alarm na statku, deszcz metalowych cząstek i dialog:
- Chętnie bym zobaczył je z bliska (...) Jak pan myśli, zaryzykujemy?
- Żeby wyłączyć pole?
- Tak. Na ułamek sekundy.
I pod podobna osłoną Rohan prowadził swoją wyprawę - aż wyłączył pole, bo nie mogli przejść przez przesmyk w wąwozie.
Z Kondorem pewnie było inaczej - ludzie musieli wyłączyć owo pole siłowe i chmura miała go na tacy.

--- Cytuj ---Żadna krysztalica-matka tego nie urodzi!!
Coś takiego może powstać tylko w fabryce, na precyzyjnej i skomplikowanej linii technologicznej.
Dopiero komputer zarządzający taką fabryką (jakiś kuzyn Golema) mógłby ewentualnie przebudowywać sam siebie.
No, ale nie po to produkowałby kryształki, żeby go potem zaatakowały.
--- Koniec cytatu ---
Oczywiście, że nie urodzi.
Ale dlaczego nie przyjmiesz hipotezy Laudy?
Z tego co zrozumiałam - po pierwotnej przebudowie - one się już nie namnażają.
Poza tym jest nierozpoznana sprawa ruin "miasta", "krzewów".
Do końca nie jest wiadome co się stało na Regis. I kiedy.
A nawet: co się dzieje.
Może Golem o nie zahaczył? I był krysztalicem-ojcem?;)

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Idź do wersji pełnej