Polski > Akademia Lemologiczna
Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony: Wśród umarłych]
Q:
--- Cytat: liv w Lipca 15, 2021, 12:55:10 pm ---Chcesz powiedzieć, że Małopolska Wschodnia był polską kolonią jak Indie angielską?
--- Koniec cytatu ---
Nie, że brutalne metody były w owej epoce - smutną - normą, i oceniając ówczesne działania władz polskich należy i to brać pod uwagę. Więc - w przeciwnym kierunku.
liv:
Smutna norma epoki... a, to tak.
Q:
Ha, trudno, jak już zaczęliśmy o ukłonach w kierunku ówczesnej linii partyjnej (skąd niedaleko i do "Kotła", i do wiadomego epizodu zawodowego doktora Samuela), to nie ma co milczeć o Gorylium na sali...
Porównajmy sobie zatem te relatywne drobiazgi z faktami z życiorysów narodowych Wieszczy. Ojciec Zygmunta, generał Wincenty Krasiński był, jak wiadomo, Namiestnikiem Królestwa Polskiego (taki ówczesny, mniej krwawy, odpowiednik Bieruta). August Bécu, ojczym Juliusza Słowackiego, uchodził - słusznie czy nie - za symbol zaprzaństwa i zausznika Nowosilcowa (i chyba zawsze już pamiętany będzie jako dziadowski ;) Doktor). Takie to resortowe dzieci byli ci poeci ;). A znów Mickiewicz - owszem, osładzadzając w ten sposób skrajnie odmienną wymowę samego dzieła - tak kadził we wstępie do (drugiego wydania) "Konrada Wallenroda" Mikołajowi I:
"Trzecie to już dzieło polskie ogłaszam w stolicy Monarchy, który ze wszystkich królów ziemi liczy w państwie swoim najwięcej plemion i języków. Będąc zarówno Ojcem wszystkich, zapewnia zarówno wszystkim wolne posiadanie dóbr ziemnych i droższych jeszcze dóbr moralnych i umysłowych. Nie tylko zostawia poddanym swoim istniejącą wiarę, zwyczaje i mowę, ale nawet zatracone albo do upadku chylące się pamiątki dawnych wieków, jako dziedzictwo należne przyszłym pokoleniom, wydobywać i ochraniać rozkazuje. Jego szczodrobliwością wsparci uczeni przedsiębiorą pracowite podróże dla wyśledzenia i zachowania pomników fińskich; Jego opieką zaszczycone towarzystwa uczone, kształcą i pielęgnują dawną mowę Lettów, pobratymców litewskich. Oby imię Ojca tylu ludów we wszystkich pokoleniach wszystkimi językami zarówno sławione było."
Prawda, że to, czym tak podnieca się nie tylko Kagan, ale i W. Kajtoch, czy Kuzynka, jakoś maleje na takim tle? Więc nie Gorylium jednak, może jaki karłowaty lemurek...
liv:
Wracając do omawianej książki.
KWW rośnie. Ciekawie przyswaja prawidła matematyczne nie mając nijakich podstaw. Lem opisał to bardzo obrazowo. Zacytuję kawałek; "Dla określenia nieznanych sobie znaków bez wahania wymyślił nazwy; psi ochrzcił widełkami, fi - haczykiem, gamma - osełką i tak dalej. Wdzierał się wzdłuż linii postępującego rozumowania w ciemny gąszcz, podnosił głowę i nie poruszając wargami raz, drugi, dziesiąty powtarzał ustępy przebytej drogi póty, aż mógł zamknąć oczy i swobodnie projektować szeregi matematyczne w głąb szarego pola świadomości (...)
Dla niego jednak wyrażenia matematyczne miały osobliwą wartość; martwe ich litery przekształcały się w jego wyobraźni w rodzaj żyjątek zdolnych do wieczystej metamorfozy."
Ot, genialny samouk Karol (jak Marks?), Włodzimierz (jak Lenin) Wilk (jak... ??? ;) )
Jego pobyt u proboszcza, jako żywo przypomina mi całkiem niedawną lekturę - paralelny epizod Aloisa Pokory z powieści Szczepana Twardocha.
I tak zakończył się czas pokoju.
Opis początku wojny jest bardzo plastyczny i bardzo krótki.
Plastyczny..."Wrzesień trzydziestego dziewiątego roku był niezwykle piękny. W mgłach litych jak pary krzepnącego metalu otwierały się świty na niebo bez chmur i ptaków, naciągane basowymi strunami bombowców. W długich czerwonych wieczorach odpełzały wstecz dzwona pociętych armii, a nocami trzepotały u horyzontów łuny.
A że krótki...to może kolejnym wpisem.
olkapolka:
Ja już z grubsza napisałam o tym pierwszym rozdziale, ale:
--- Cytat: liv w Lipca 21, 2021, 10:41:01 pm ---KWW rośnie. Ciekawie przyswaja prawidła matematyczne nie mając nijakich podstaw. Lem opisał to bardzo obrazowo.
--- Koniec cytatu ---
No właśnie - mam to za trochę naciągane. Tzn. nie genialność, łatwość przyswajania wiedzy i wnikanie w zawiłości matematyczne, "widzenie" - jasne i owszem...ale zrozumienie zapisów matematycznych tylko na zasadzie szukania prawidłowości w czytanym? Bez wiedzy co oznaczają różne symbole? Gdyby chociaż nauczyciel-pijanica dał mu jakieś podstawy...raczej z biblioteki księdza ich nie wydobył - a z rybek? Hm.
Tak-siak - czytając to miałam wrażenie, że Lem opisuje swoje wczesne spotkania/fascynację nauką jako taką.
--- Cytuj ---Jego pobyt u proboszcza, jako żywo przypomina mi całkiem niedawną lekturę - paralelny epizod Aloisa Pokory z powieści Szczepana Twardocha.
--- Koniec cytatu ---
O! Nie pomyślałam. Niby tak samo, ale jednak zasadniczo inaczej:)
Zarówno jeśli rzecz w powodzie oddania na plebanię, jak i w roli księdza w całym ambarasie.
--- Cytuj ---Opis początku wojny jest bardzo plastyczny i bardzo krótki.
--- Koniec cytatu ---
Cóż tu na zamówienie napisać o wrześniu 39? O kolejnych latach podobnie...Karol uczył się na mechanika...jakby nic specjalnego się wokół niego nie działo.
1940, 1941 - Lwów? Opisać? Odpada.
W końcu 1942:
Dziesiątego maja o dziewiątej rano (...) wszedł przez gotycką bramę z tabliczką ROHSTOFFERFASSUNG w stromą, kamienną sień.
Z tym, że Lem przeszedł przez tę bramę rok wcześniej?
Tutaj wg mnie zaczyna się bardzo osobisty rozdział - zresztą o tym pisał Orliński w rozdziale "Wśród umarłych", że Lem nie pozwolił wznawiać tego tomu z tego powodu, że za bardzo się w nim odsłonił.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej