Autor Wątek: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]  (Przeczytany 2890 razy)

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6049
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« Odpowiedź #60 dnia: Październik 26, 2021, 12:51:11 am »
Cytuj
- przejrzałam go pobieżnie, nie czytałam dokładnie. Poprawię się.
A ja przeczytałem z przyjemnością (taka niegroźna perwersja :) )
Dobratam...doczytałam...znajdź różnice w obrazkach - oprócz epitetów, drobnych zmian - kilka punkcików, które zatrzymały:
- rozbawiało porównanie słupów energetycznych - w 1950 przypominają grzyby, a w 1955 czytamy o słupach rozstawionych szeroko jak nogi woźnicy, trzymającego napięte wodze...fiu!:))

- po latach przybył akapit o iście lekarskim wyczuciu Marcinowa do zastanej, a naładowanej - nomen omen - atmosfery

- mistrz kotłowy zamienił nazwisko z Mytarz na Witarz...

- zmiana zeznań Astrachowicza: w walczaku na spojeniu pierścion, od spodu do wysokości obmurowania, albo i na dłoń wyżej, podcięto coś trzydzieści nitów. Przy samej blasze. Dłutem (...) Ktoś z brygady musiał przemycić dłuto. Bo kamień kotłowy wolno odbijać tylko młotkami...
za 5 lat zmieni zeznania: w dennicy walczaka na zgięciu - wybrzuszenie. Jeden nit wyskoczył, reszta do chrzanu. Ze dwadzieścia. (...)
- Sabotaż?
- Nie, skąd. Tak, po prostu, ze starości. Zmęczenie materiału...


- pomimo sabotażu blachy walczaka nie wypchnęło, a ze starości "blachy walczaka wypchnęło"...

- dyrektor wyciąga z papierośnicy „mocnego”. Palce miał brązowe od nikotyny - za kilka lat wyciąga po prostu papierosa i odpalił go od tego którego miał w palcach
Tak-siak palacz…ale „mocny” i brudne palce podkreślają pochodzenie?

- po sabotażu 4 tygodnie na sprawdzenie pozostałych kotłów, po starości: 5 tygodni…

- w wersji 1950 mamy transformator (…) z dwudziestego piątego roku. Pracuje bez przerwy  od dwudziestu czterech lat, w wersji 1955: od dwudziestu paru lat.
Drobiazg, ale datuje rozdział poprzedni i spotkanie Stefana z Wielenieckim – wg wersji 1950 był to na pewno rok 1949, a nie wątpliwy 1950.

- Ponorski macha rękami jak pingwin, by 5 lat później machać nimi jakby coś niewidzialnego rzucał pod nogi Marcinowa - niechybnie kłody;)

- wyłączenie poniemieckiego transformatora to „pół województwa bez prądu, ponad 40 wielkich fabryk” – za 5 lat to to oraz i "…kopalnie…Wie pan, co by nas kosztowało? Przeszło trzy miliardy!!"

- za to odcięcie prądu fabryce szkła to strata 10 milionów, a za 5 lat to po prostu  katastrofa

- Gorzki, zakłady chemiczne w  Łęczyskach – później Gorzek nie ma a zakłady chemiczne przewędrowały do Ludków – ale w obu wersjach są najważniejsze, bo dla Śłąska…

- w 50 Marcinów pyta Ponorskiego co przewiduje 6 letni plan, a za 5 lat pyta go „A co z nową elektrownią?” - plan się wyplanował...

- ciekawe – w roku 50 „Urządzenia dostarcza Rosja”, a w 1955 są „za Związku Radzieckiego”

- na wieść o straszeniu robotników bezpieką – dyrektor szuka uchwytu – w 1950: znalazł poręcz fotela,  a za kilka latek: stół...nie dziwne - te kilka lat wygenerowało potrzebę mocniejszego uchwytu...

- deser: w 1950 Marcinów zwołuje robotników na zebranie, 5 lat później Ponorski proponuje…premię (Skąd wezmę na premię, czy to moja elektrownia? Jest plan! – oburza się dyrektor)

- na wyłącznik ze Szwajcarii czekają od 1946…zapłacony „dobrymi dolarami”, za kilka lat „ zapłacony dolarami…nie przyszedł od 47 roku.”
Dolary normalnieją, a latka skracają…
I znowu dostają urządzenia odpowiednio z Rosji – Związku Radzieckiego

Na narzekaniu na wykupujących wszystko Amerykanów kończy się wizyta w 1955 roku…spotkanie z robotnikami pominięte milczeniem, ale wrócili do pracy -  5 lat wcześniej Lem nie oszczędza czytelnika i serwuje mu przemowę Marcinowa…po prostu wzorzec robotnika i sekretarza…szczery, prawdomówny, sam zostaje z pierwszą zmianą, nikogo nie zmusza, kar nie będzie – a wszystko zatwierdzone imieniem PZPR, która to nigdy nie złamała danego słowa…wiecie!
To akurat brzmi komicznie – samo z siebie - nie trzeba mieć nawet naszej perspektywy -  szczególnie komicznie w kontekście tego, co zostało powiedziane w tym "Kotle"  wcześniej -  o dostawach, wyśrubowanych planach, brakach…kiedy to właśnie jeden wieleki zawód i złamane słowo…słowem: kocioł.

Ogólnie - powiedziałabym, że Marcinów 1950  jest postacią papierową, bez wyrazu i własnych myśli - wszystko wzięte z soc-wzorca, natomiast kilka lat później - chociaż dalej jest partyjny - zachodzą mu już jakoweś samodzielne procesy myślowe...przynajmniej: milczy:)

Cytuj
To wrócę do kotlnego - ciekawostką. Sabotażyści to pierwotnie para foksów i jeden leśny.
5 lat później zostało już tylko paru foksów. Leśny wypadł. Ot, czasy się zmieniły. Wiało odwilżą.
Jeszcze nie wyklęci, ale już nie sabotażyści.
Tak, w poście powyżej też to zauważyłam...

Cytuj
Zresztą, zapewne nie miał na myśli żadnej konkretnej elektrowni. Jak napisałaś - bardziej inspiracja, choć wygląda, że znał tematykę/mechanikę dość dokładnie.
Coś na elektrycznej rzeczy jest - miałam wrażenie, że czytałam już ten "Kocioł" a pomyliło mi się tematycznie z opowiadaniem o inżynierze Osieckim, któren pojechał budować elektrownię - "Historia o wysokim napięciu" z 1948 roku.

Czyli cmentarz musi poczekać...alele:
Cytuj
No i jest moja ulubiona megiera Ciekierska..czyli nie wiem jak temat ugryźć.
Megiera? :-\
« Ostatnia zmiana: Październik 26, 2021, 01:01:30 am wysłana przez olkapolka »
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)