Polski > Lemosfera

Co wymyślił Lem... kompendium.

<< < (65/65)

Q:
Kolejnego polskiego wydania doczeka się zaraz "Pieśń krwi" Grega Beara, realizująca - rzucony od niechcenia w "Fif-ie" - scenariusz "Organizm leukocytów":
https://katedra.nast.pl/ksiazka/19952/Bear-Greg-Piesn-krwi/

Q:
WP.pl przypomniała historię Henrietty Lacks i linii komórkowej HeLa:
https://informacje.wp.pl/wiadomosci/cialo-ktore-nie-chcialo-umrzec-tajemnica-henrietty-lacks-7259336142425664a
https://pl.wikipedia.org/wiki/Henrietta_Lacks
https://pl.wikipedia.org/wiki/HeLa
Zastanawiam się czy Lem słyszał o tym, gdy pisał "Śledztwo"? lemologu?

Q:
Pamiętacie ziemniaki z "Podróży dwudziestej piątej"?
https://x.com/astro_Pettit/status/2035090957570281813

Q:
(Trochę mniej) typowa lajfstajlówka Onetu, ale chyba dobrze oddaje ducha czasu (dam tu, bo i rola GOD-a się kojarzy, i uczenie się od bystrów):
https://kobieta.onet.pl/psychologia/tak-milenialsi-wykorzystuja-chatgpt-dermatolog-mi-tego-nie-powiedzial/bycyl7c

Q:
Wygląda na to, że - w "Obłoku Magellana" - startrekową stację Yorktown (i lodowe pałace z "Bonda"):

"— I jakże sobie wyobrażasz tę architekturę wyzwoloną z grawitacji? — spytał Tembhara rudowłosą.
— Myślałam o konstrukcjach nie znających pionu — odparła. — Wyobraźcie sobie dwunastoramienną gwiazdę z wieżami skierowanymi we wszystkie strony. Na głównych osiach przelotowych zrobiłabym amfilady...
Szkicowała dłonią w powietrzu.
Przysłuchiwałem się z coraz większym zdziwieniem.
— Przepraszam, a jaki budulec? — spytałem.
— Lód. Wiesz przecie, jakie ilości wody wyrzuca się poza obręb Ziemi przy zmniejszaniu oceanów. Budowałabym pałace z wody, a właściwie z lodu, który w temperaturze próżni posiada niezłe własności konstrukcyjne.
— A! W próżni! — wyrwał mi się okrzyk. — Rozumiem, więc to takie zamki latające, jakby miliardy razy powiększone gwiazdki śniegu?"

Działania monolitycznych Obcych, Preserverów czy innych Inżynierów i eksperyment Genesis jakby trochę też:

"— Miałam niedawno dziwny sen — powiedziała cicho Callarla. — Śniło mi się, że stworzyłam w laboratorium sztuczne organizmy. Były to drobniutkie różowe żyjątka.
Rozmnażały się tak szybko, że widziałam, jak różową pilśnią powlekają całe laboratorium.
Zamyśliłam wówczas osobliwe doświadczenie. Wybrałam sobie gwiazdę, niezbyt gorącą i nie za chłodną, podtoczyłam do niej planetę odpowiedniej wielkości, oblałam jej pustynie oceanem, otoczyłam ją miękką warstwą powietrza i zaszczepiłam na niej życie — pod postacią moich różowych stworzonek. Po czym zostawiłam je własnemu losowi. Nie pamiętam, co się działo później. Mijały setki tysięcy, może nawet miliony lat; przez cały ten czas żyłam i wcale się nie starzałam.
— Sen kobiety — mruknął słuchający uważnie Tembhara.
Callarla uśmiechnęła się ciemnymi oczami i ciągnęła:
— Aż pewnego dnia wspomniałam mój eksperyment i postanowiłam zobaczyć, co się stało z życiem rzuconym na powierzchnię planety. W co się rozwinęło? Czy zanurzyło się w oceany? Czy pokryło kontynenty? Jakie przybrało formy? Tak myślałam,  szykując się do lotu. A potem, kiedy leciałam wśród gwiazd ku owej planecie, poczułam niespodziany niepokój. Zbudowawszy moje białka, otworzyłam przed materią wszystkie możliwości ewolucji. I w wyobraźni ukazały mi się nagle miliony istot, które powstały z owych niewinnych, różowych drobin. Czy widzą już swój świat? — zastanawiałam się. — Czy słyszą szum wiatrów? A może owładnęły już całą planetą, zaczęły badać same siebie i zadały już sobie pytanie, skąd się wzięły? W jaki sposób powstały? — A wtedy  pomyślałam, że dałam im nie tylko początek, ale i koniec, że stwarzając życie, stworzyłam równocześnie śmierć. A właśnie planeta stanęła przede mną, ogromna jak niebo, zawleczona obłokami; mój niepokój zmienił się w smutek i lęk, i obudziłam się...
— O, jakież ty masz sny! — zawołała z zazdrością Nonna. — A mnie, mnie śnią się w najlepszym razie kłótnie z popsutymi automatami!
/.../
— A więc dobrze — Ter Haar zwrócił się do niej. — Rozstrzygnij teraz spór: co oznaczał twój sen, co miało na celu to doświadczenie?
— Nie wiem.
Po tej odpowiedzi powinien był rozbrzmieć śmiech, lecz nastąpiła cisza, pełna zaokiennego deszczu. Dawno już nie było mi tak dobrze i pogodnie jak teraz, wpatrzonemu w poważny marsz kropel na okapach...
— Nie wiesz?… — odezwał się Ter Haar, a w jego głosie zabrzmiało rozczarowanie.
— A gdybyś na jawie mogła wykonać podobne doświadczenie? — zapytał.
— Boję się, żebym go nie zrobiła — nie od razu odpowiedziała Callarla.
— Dlaczego? Pochyliła głowę.
— To nie z braku odwagi, ale... Nie, naprawdę nie wiem.
— Może wydałoby ci się to jakimś groteskowym naśladownictwem dzieł tego pana stwórcy, w którego wierzyli starożytni? — poddawał historyk pogłosem.
Callarla milczała z niknącym uśmiechem, który oznaczał: nic więcej nie mam już do powiedzenia."

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[*] Poprzednia strona

Idź do wersji pełnej