Autor Wątek: Mistrz Lem a s-f  (Przeczytany 88665 razy)

Żuczek

  • YaBB Newbies
  • **
  • Wiadomości: 18
    • Zobacz profil
Odp: Mistrz Lem a s-f
« Odpowiedź #135 dnia: Lutego 08, 2024, 04:12:26 pm »
Dziękuje. Nie spodziewałam się że tyle osób się wypowie.
Rozwinąć chciałam  temat Kinga. Chętnie rozwine temat Edenu- ale tutaj? Czy w omówieniu ksiązki? Musiała bym przeczytać, to są 3-4 godziny. Na razie utknełam w Fiasku- nie potrafie się doliczyć ilości ciał znalezionych na Tytanie i zabranych na Eurydyke. To nie musi być ta sama liczba. Musze przeczytać, wstawić karteczki i wszystko jeszcze raz porównać. Mam pierwsze, rozlatujace się wydanie.
Żeby nie było bałaganu - będe odpowiadać ksiązkami. Weira chyba moge tu omówić, chyba to jest odpowiedni dział?

The Martian
Dwie najwieksze wpadki- atmosfera zbyt rzadka by wywróciła lądownik. Weir wiedział o tym, ale mówi że chciał by przyczyna byłą naturalna. Ja myśle, awaria sprzetu wymagająca szybkiej ewakuacji (no bo co może być innego?) raczej by nie pozwoliła na przeżycie człowieka na Marsie. Lub na np. powtórny lot po rozbitka. Teraz by pewnie wymyślil trzęsienie Marsa.
Druga- już po napisaniu ksiązki odkryto wode na Marsie. Weir to skwitował że Acidalia Planitia to pustynia i wody niet. Chyba że ktoś ją odkryje.
Co do portretu psychologicznego. Ja to podciągam pod laughing lament- znany w anglojęzycznym folklorze. Zwóćcie uwage- to nie jest narracja w pierwszej osobie ani z pozycji bohatera. To jest rodzaj dziennika. Watney nie chciał pisać o niektórych sprawach- bo się zgrywał (oni wszystcy tam tak robili) bo nie chciał martwić tych co to ewentualnie przeczytają/odsłuchają (rodzice) nie chciał wyjśc na mięczaka. Tylko krótkie fragmenty na końcu są z pozycji bohatera.
Dużo daje czytanie w orginale, tym bardziej że tłumacz chyba założył że czytelnicy nie zrozumieją niektórych rzeczy.
Oto pierwszy mail od załogi Hermesa.
Cytuj
   Anyway,   they   finally   let   one   email   through   from
 Martinez:
 Dear   Watney:   Sorry   we   left   you   behind,   but   we
 don't   like   you.   You're   sort   of   a   smart-ass.   And
 it's   a   lot   roomier   on   Hermes   without   you.   We   have
 to   take   turns   doing   your   tasks,   but   it's   only
 botany   (not   real   science)   so   it's   easy.   How's
 Mars?-Martinez
 My   reply:
 Dear   Martinez:   Mars   is   fine.   When   I   get   lonely
 I   think   of   that   steamy   night   I   spent   with   your
 mom.   How   are   things   on   Hermes?   Cramped   and
 claustrophobic?   Yesterday   I   went   outside   and
 looked   at   the   vast   horizons.   I   tell   ya,   Martinez,
 they   go   on   forever!-Watney


Polski przekład.Nawet osobe zmienili. 
Cytuj
Tak czy siak, w końcu puścili e-mail od komandor porucznik:
 Watney, oczywiście jesteśmy szczęśliwi, że żyjesz. Jako osoba
 odpowiedzialna za Twoją sytuację żałuję, że nie mogę dla Ciebie więcej
 zrobić. Ale wygląda na to, że NASA ma dobry plan ratunkowy. Jestem
 pewna, że dalej będziesz pokazywał swoją niesamowitą zaradność i
 przetrwasz. Nie mogę się doczekać, aż będę mogła Ci postawić piwo na
 Ziemi.– Lewis
 Moja odpowiedź:
 Komandor porucznik, za moją sytuację odpowiada pech, nie Ty.
 Podjęłaś słuszną decyzję i uratowałaś resztę załogi. Wiem, że to musiała
 być trudna decyzja. Ale wszystkie analizy tego dnia pokazują, że była
 słuszna. Doprowadź wszystkich do domu, a będę szczęśliwy.
 Z chęcią zabiorę Cię na to piwo.

Poza tym - np. przebicie mięsni i powięzi brzucha musiało być cholernie bolesne. Ani słowa o tym- a facet sporo dzwigał. Raz że zgrywał twardziela dwa- chyba był wtedy notorycznie naćpany. Miał tam sporo lekow, przypuszczam też że podobnie jak w wypadku ekspedycji polarnych miał coś by albo się zabić albo kogoś dobić- np. morfine. Tj. już są środki wielokrotnie od morfiny silniejsze. Są wzmianki o lekach- nie musiał mówić całej prawdy.
Książka była wykorzystywana przez nauczycieli - ale musiała powstać specjalna wersja bez brzydkich słów. Dlatego pewnie Grace jest nauczycielem i wyraża się przyzwoicie.
Są też zastrzeżenia co do filmu- ale to już nie wina Weira. Zresztą on poprawił co większe błedy reżysera- np. przelewanie hydrazyny na zewnątrz.

Prosze się nie gniewać- nie bardzo sobie radze z polskimi znakami i klawiaturą. Za długo używałam skandynawskiej. No i oczy po operacji. Postaram się powoli wszystkim  odpowiedzieć - może i na temat Marsjanina coś mi się przypomni.
 

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13299
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Mistrz Lem a s-f
« Odpowiedź #136 dnia: Lutego 08, 2024, 04:51:18 pm »
Dwie najwieksze wpadki- atmosfera zbyt rzadka by wywróciła lądownik.
Lubię ten film i jak mam chandrę to sobie go puszczam, prawie że już jestem w tym punkcie co kiedyś oglądając często "Tylko dla orłów" - że w zasadzie mogę zacząć (bądź skończyć) dany seans w dowolnym momencie :) . Takie nowe-stare s-f w stylu kowbojskim. Oczywiście tam była cała masa błędów, z tą atmosferą począwszy, bo z jednej strony wywraca lądownik - ale potem gość startuje w kosmos "pod plandeką" - mimo, że wcześniej wiatr na Marsie wydymał do środka łatę z folii, która pokręcił oderwaną śluzę. Następnie manewry orbitalne za pomocą dziurawej rękawicy (fakt, że mniejszej wymaganej precyzji, niż te z gaśnicą z "Gravity" w celu dogonienia stacji kosmicznej). Odstrzelenie drzwi śluzy w celu spowolnienia statku-matki to już było absurdalne. Ogólnie trochę za długo ten film trwał i stąd absurdy się mnożyły. Z drugiej strony kosmos jest w pewnym sensie potwornie nudny - albo wszystko idzie jak należy, zgodnie z drobiazgowo przećwiczoną procedurą, albo jest po wszystkim. Wypadek taki jak z Apollo 13 i podniesienie się z niego to rzadkość - a zresztą po prawdzie właśnie był nudny technicznie i mało scenograficzny - wystrzelili ich, wrócili po trajektorii swobodnego powrotu i wodowali. Wrócić i tak by wrócili, żywi bądź martwi (aczkolwiek w tym drugim przypadku niekoniecznie osiedli by na Ziemi). Tam życie wisiało nie na brawurowych akcjach, tylko na pytaniu, czy wystarczy amperów z akumulatora na lądowanie albo czy zamoknięta kondensatem pary z oddechów instalacja elektryczna, mimo, ze starannie izolowana, nie spali się od zwarcia po załączeniu napięcia. Znana scena z burzą mózgów "jak połączyć kwadratowe z okrągłym (w celu zamontowania filtra dwutlenku węgla) to fikcja - było oczywiste, że prosto da się to zrobić i w rzeczywistości wymyślił to i zrobił na próbę na Ziemi jeden gość w krótkiej chwili jak zlecili zająć się to kwestią - a nie banda rwących z głowy inżynierów ;) .
Człowiek całe życie próbuje nie wychodzić na większego idiotę niż nim faktycznie jest - i przeważnie to mu się nie udaje (moje, z życia).

Żuczek

  • YaBB Newbies
  • **
  • Wiadomości: 18
    • Zobacz profil
Odp: Mistrz Lem a s-f
« Odpowiedź #137 dnia: Lutego 08, 2024, 05:17:00 pm »
Ale te błędy są błędami filmu- z wyjątkiem huraganu.
Żeby sztuczka z odrzutem zadziałała-dziura by musiała być w miesjcu fizjologicznym, że tak powiem. Weir tego  nie napisał, tj. Watney sugeruje coś takiego (ale rękawica, co by tylko spowodowało obroty wokół osi) i jest uciszony. Natomiast film rządzi się swoimi prawami i dodano to dla większej dramaturgii.
Ja film też lubie, ale wole jednak książke.
Ktoś zwrócił uwage że scena gdzie Watney jest wykładowcą jest nieprawdopodobna. Oczywiście tak jest tylko w filmie. Człowiek z zespołem stresu pourazowego został by przez NASA raczej schowany, a nie wystawiany na widok. No, ale Mistrz też podobne błędy popełnił. Tylko że po wojnie większość populacji miała zespoł stresu pourazowego i niewyobrażalne było żeby wszystkich zamknąć w psychiatryku.

Rozmarzyłam się - odrzut z dziurą w tyłku- jakby to wyglądało na filmie. Bardzo w duchu Weira.


Słowa w komentarzu

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13299
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Mistrz Lem a s-f
« Odpowiedź #138 dnia: Lutego 08, 2024, 05:34:40 pm »
Tak, ja jeno o filmie, książki nie czytałem. Dziura w tyłku (przynajmniej ta fizjologiczna) jest w złym miejscu ;) . Powinna być w pępku. Tam mniej więcej człek ma środek ciężkości - vide da Vinci. Koło jest zakreślone z cyrkla wbitego w pępek i faktycznie tam mniej więcej jest środek ciężkości. Z drugiej strony każda dziura jest dobra, o ile kierunek odrzutu przechodzi przez środek ciężkości. Rakiety mają "dziury" wybitnie nie w środku ciężkości tylko w "najdolniejszym tyłku" ;) .


Człowiek całe życie próbuje nie wychodzić na większego idiotę niż nim faktycznie jest - i przeważnie to mu się nie udaje (moje, z życia).

Żuczek

  • YaBB Newbies
  • **
  • Wiadomości: 18
    • Zobacz profil
Odp: Mistrz Lem a s-f
« Odpowiedź #139 dnia: Lutego 08, 2024, 06:07:13 pm »
Na ludzkiej anatomii się za bardzo nie znam, ale wydaje mi się że człowiek jest zbudowany tak by główne siły działały na osi pionowej. Beleczki kostne i tak dalej. Oś strzałkowa nie jest jakoś szczególnie odporna.

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 15890
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Mistrz Lem a s-f
« Odpowiedź #140 dnia: Lutego 08, 2024, 06:57:17 pm »
Z drugiej strony kosmos jest w pewnym sensie potwornie nudny - albo wszystko idzie jak należy, zgodnie z drobiazgowo przećwiczoną procedurą, albo jest po wszystkim.

Mówisz, że uczynić kosmos mniej nudnym można tylko wprowadzając do niego coś ziemskiego (w ostateczności - wymyślone na Ziemi idiotyzmy)? ;)

"Gravity"

Skądinąd to swoisty fenomen - wyjątkowo durny film, który mimo to dość powszechnie uchodzi (a przynajmniej uchodził) za realistyczny.
« Ostatnia zmiana: Lutego 08, 2024, 07:16:20 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13299
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Mistrz Lem a s-f
« Odpowiedź #141 dnia: Lutego 08, 2024, 08:37:40 pm »
Na ludzkiej anatomii się za bardzo nie znam, ale wydaje mi się że człowiek jest zbudowany tak by główne siły działały na osi pionowej. Beleczki kostne i tak dalej. Oś strzałkowa nie jest jakoś szczególnie odporna.
Ja też nie za bardzo, ale raczej nie poruszamy się na własnym odrzucie z wiadomego otworka :) , więc w naszym ciele brak przystosowań do działania siły przyłożonej od dołu pod kątem jakichś 45 stopni w rejon kroku. Która to siła nie przechodziłaby przez środek ciężkości ciała, a więc dawałaby moment obrotowy. To oczywiście wszystko bzdura, jak trudno zgasić nieskoordynowane obroty w (prawie) próżni pokazuje skok Baumgartnera.
Człowiek całe życie próbuje nie wychodzić na większego idiotę niż nim faktycznie jest - i przeważnie to mu się nie udaje (moje, z życia).

Żuczek

  • YaBB Newbies
  • **
  • Wiadomości: 18
    • Zobacz profil
Odp: Mistrz Lem a s-f
« Odpowiedź #142 dnia: Lutego 08, 2024, 10:22:21 pm »
Nie, raczej w osi kregosłupa. Wtedy przechodzi przez środek ciężkości a i ułożenie człowieka jest że tak powiem fizjologiczne

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13299
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Mistrz Lem a s-f
« Odpowiedź #143 dnia: Lutego 09, 2024, 04:44:08 pm »
Haha, przekonałaś mnie :) . Muszę sprawdzić, czy też będzie tak na kolorowo jak uniosę nogi. Pojawia się jednak szkopuł techniczny - zdałem sobie sprawę iż nie chodzi o otworek w wiadomym miejscu, lecz otwór w skafandrze kosmicznym, bo to on determinuje, jaki kierunek mają gazy wylotowe. Tu pojawia się problem, że o ile wiadomy otworek można nieludzką siłą woli zacisnąć nawet w największej potrzebie, o tyle (chyba?) niepodobna ścisnąć pośladkami skafander i wektoryzować w ten wyrafinowany sposób ciąg? Oto problem! Zresztą, Watney nie miał czym budować ciągu, bo jadł tylko ziemniaki w małych ilościach, do tego stare. Nie wpadli, żeby hodował groch i fasolę. Wówczas w zasadzie mógłby wejść na orbitę w ogóle bez niczego w samym skafandrze - o ile by się nie udusił.
Człowiek całe życie próbuje nie wychodzić na większego idiotę niż nim faktycznie jest - i przeważnie to mu się nie udaje (moje, z życia).

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 15890
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Mistrz Lem a s-f
« Odpowiedź #144 dnia: Lutego 15, 2024, 12:18:22 pm »
Wyszedł komiks streszczający, w SF-owo fabularyzowanej formie, historię science fiction:
https://esensja.pl/komiks/wiesci/tekst.html?id=34754
https://zinnegoswiata.com/2024/02/14/historia-science-fiction-recenzja-komiksu/
Przyznam, ze jestem go ciekaw (w tym: tego, ile miejsca Mistrzowi w nim poświęcono).
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki