Autor Wątek: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...  (Przeczytany 1123048 razy)

Q

  • Gość
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #720 dnia: Października 16, 2007, 06:29:18 pm »
Cytuj
Ja tam i tak wolę Schulza. Borges i Caroll mogą mu buty czyścić.

Że Schultz był geniuszem ("Karakony", znakomite "Karakony"!), i zapomnianym prekursorem... mówić mi nie trzeba... Ale jednak wolę Borgesa... Może za ten jego chłodny intelektualizm i misterną konstrukcję miniopowiadanek?

Q

  • Gość
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #721 dnia: Października 19, 2007, 10:26:37 pm »
Właśnie skończyłem czytać "Światło się mroczy" G.R.R Martina. Space operę osadzoną we wszechświecie Thousand Worlds (w którym toczy się też akcja takich opowiadań tegoż autora jak "Bohater", "Mgły odpływaja o świcie", "Kamienne miasto", "Wieża Popiołów", "Droga Krzyża i Smoka", "... Nie wolno zabijać człowieka", "Żeglarze nocy", "Pieśń dla Lyanny", "Mrożne kwiaty", legendarne "Piaseczniki"; czy powieści "Tuf Wędrowiec").

Zawsze lubiłem czytać "SF" Martina, choć nie przyznawałem się do tego sam przed sobą, bo zawsze też przeszkadzała mi jej (de facto) nienaukowość. Bazowanie na nastroju i opisach, nie na dokonaniach nauk ścisłych. Ale z drugiej strony nigdy nie umiałem się oprzeć jej poetyckiemu urokowi. (Inna rzecz, że im więcej utworów wchodzących w skład cyklu poznajesz, tym barwnieszy i bardziej złożony jawi Ci się jego swiat.)
« Ostatnia zmiana: Października 19, 2007, 10:37:52 pm wysłana przez Q »

maziek

  • Gość
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #722 dnia: Października 21, 2007, 09:46:39 pm »
No, jadę na raz przez Dawkinsa "Boga urojonego" i "Rozplatanie tęczy". Styl ma przyciężkawy. Z Boga przewaliłem już ze sto stron (a w ogóle to cegła jak cholera) i dalej mam wrażenie, jakbym przedmowę czytał. Na razie w zasadzie nie wyszliśmy poza podstawowe definicje... Wzdaje mi si samolubnz gen bz milsyz do cyztania...

Q

  • Gość
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #723 dnia: Października 21, 2007, 11:51:22 pm »
Cytuj
No, jadę na raz przez Dawkinsa "Boga urojonego" i "Rozplatanie tęczy". Styl ma przyciężkawy. Z Boga przewaliłem już ze sto stron (a w ogóle to cegła jak cholera) i dalej mam wrażenie, jakbym przedmowę czytał. Na razie w zasadzie nie wyszliśmy poza podstawowe definicje... Wzdaje mi si samolubnz gen bz milsyz do cyztania...

Hmmm... Miałem odwrotne doświadczenia... "Samolubny gen" czytało mi się jak "GOLEMa XIV" czyli trzeba było czytać dokładnie i z uwagą, by zrozumieć. Natomiast "Boga..." czytało mi sie raczej jak powieść czy felieton - szybko i łatwo do konca...
« Ostatnia zmiana: Października 21, 2007, 11:52:14 pm wysłana przez Q »

Mieslaw

  • Gość
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #724 dnia: Listopada 10, 2007, 08:54:44 pm »
Cytuj
No, jadę na raz przez Dawkinsa "Boga urojonego" i "Rozplatanie tęczy".
Ja niedawno dostałem Rozplatanie tęczy, ale czytać zamierzam dopiero za jakiś czas.




Przeczytałem niedawno ciekawe opowiadanie Dymitra Bilenkina Desant na Merkurego, wydane w serii zeszytów fantastyczno-naukowych iskier. Ukazało się po raz pierwszy w zbiorze opowiadań Marsjańskij Priboj w 1967 roku, Izdatielstwo Mołodaja Gwardija.

Opowiada ono o pierwszym lądowaniu na Merkurym i kłopotach, jakie napotkała (trzyosobowa) wyprawa. Nie był to wcale opór militarny, jak sugerowałby tytuł, ale obcość planety, co bardzo dobrze oddaje to zdanie:

I niech mnie diabli, nie mogę znaleźć nazwy na to, co ciągle, poza paroma momentami, oddziela mnie od  tej dziwnej planety. Nie ma się czego uchwycić: nie mogę odszukać jakiegoś ziemskiego odpowiednika. Wszystko, wszystkie skojarzenia okazuję się bądź nieścisłe, bądź mylne.

Klimat bardzo kojarzył mi się z Niezwyciężonym Lema. Mogę polecić Desant..., gdyby ktoś miał okazję przeczytać, choć nie twierdzę, że jest to lektura obowiązkowa. Jako ciekawostkę dodam, że Bilenkin był z wykształcenia geologiem geochemikiem.
« Ostatnia zmiana: Listopada 10, 2007, 10:04:02 pm wysłana przez Mieslaw »

Q

  • Gość
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #725 dnia: Listopada 10, 2007, 09:17:14 pm »
Cytuj
Przeczytałem niedawno ciekawe opowiadanie Dymitra Bilenkina Desant na Merkurego

Dobrze, że przypomniałeś to nazwisko. Bilenkin nie należy z pewnością do "pierwszej ligi" rosyjskojęzycznych pisarzy (ani nawet rosyjskojęzycznych pisarzy SF). ale kiedyś należał do moich ulubionych autorów. Miło wiedzieć, że nie tylko ja go lubię :).

Cytuj
Opowiada ono o pierwszym lądowaniu na Merkurym i kłopotach, jakie napotkała (trzyosobowa) wyprawa. Nie był to wcale, opór militarny, jak sugerowałby tytuł, ale obcość planety

I taka właśnie była klasyczna SF. Problemy intelektualne (czasem i etyczne) stające przed kosmonautami czy naukowcami. Oryginalne pomysły...
A teraz tylko "szczelaniny" i przygody... (Nie dziwcie się więc, że "Star Treka" oglądam, nie dlatego, że on tak dobry, a dlatego, że następcy tak słabi.)

Owszem, klasyczna SF bywała zwykle nieco (często nawet bardziej niż nieco) toporna pod względem formalnym, a i dobre pomysły bywały w niej marnowane przez kiepskie wykonanie, ale przynajmniej jej twórcy próbowali dać czytelnikom/widzom do myślenia. Autorzy 90% obecnej "SF" nawet nie próbują...

Q

  • Gość
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #726 dnia: Listopada 14, 2007, 08:50:36 pm »
Pewne wydarzenia przypomniały mi o istnieniu Harlana Ellisona, czołowego autora i redaktora amerykańskiej New Wave (w jego antologiach ukazywały się opowiadania Dicka, Le Guin, Silverberga, Pohla, Leibera, Del Rey'a, Delany'ego, Ballarda, Aldissa, Zelazny'ego, Brunnera, Wolfe'a, Vonneguta, Bovy; debiutowali u niego Niven, Benford, Koontz, zaś dzięki niemu Card). Nie jest to zdecydowanie "mój" autor, ale uważam, że twórczość Ellisona trzeba znać, choćby dlatego, że był jednym z pierwszych autorów amerykańskiej SF zdradzajacych ambicje atystyczne...

A zatem oto próbka jego utworów: słynne "Nie mam ust, a muszę krzyczeć" i "Bestia, która wykrzyczała miłość w sercu świata". (Oba opowiadania ukazały się w zbiorze "Ptak śmierci". Pierwsze znane jest też z antologii "Droga do science fiction", t. 3, cz. 2 , drugie z "Fenixa".)

Hokopoko

  • Gość
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #727 dnia: Listopada 20, 2007, 06:20:08 pm »
Hm, przeczytałem ze trzy akapity z drugiego, i zdaje mi się, że mądre to to nie jest... ale ja się tam nie znam... ::)

Q

  • Gość
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #728 dnia: Listopada 21, 2007, 12:27:42 am »
Cytuj
Hm, przeczytałem ze trzy akapity z drugiego, i zdaje mi się, że mądre to to nie jest... ale ja się tam nie znam... ::)

Jak mówiłem nie jest to "mój" autor... A tego drugiego opowiadania wręcz nie rozumiem... :P Linkowałem te teksty w celach poznawczych.

Mieslaw

  • Gość
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #729 dnia: Listopada 27, 2007, 07:02:35 pm »
Ostatnio przeczytałem "Wynalazca wieczności", antologię radzieckich opowiadań fantastycznych, wydaną w 1978 roku przez wydawnictwo "Czytelnik".

Opowiadania są bardzo różne, zbiorek otwiera - moim zdaniem - kiepski "Syndrom Jansena" (autor A. Bałabucha), a zamyka bardzo zabawne - i jedno z najlepszych w książce - opowiadanie "Efekt Brumma" A. Żytinskiego.

Pomiędzy nimi "Miłość do Ziemi" W. Kołupajewa - o astronaucie cierpiącym na amnezję, który  w niewyjaśniony sposób wrócił na Ziemię. Bardzo dobrze napisane, ale z uzasadnieniem science opisanego zjawiska - tak sobie. Podobało mi się też "Na tym samym miejscu" O. Łarionowej - o pierwszych eksperymentach z wehikułem czasu z punktu widzenia jego konstruktorów. Również ciekawe jest "Miejsce dla smoka" Kiryła Bułyczowa - SF z elementami ekologicznymi, z akcją osadzoną w bazie na bliżej nieokreślonej planecie.

Na uwagę zasługuje dwustronicowy ledwie "Czytelnik" W. Szczerbakowa, którego fragment wręcz prosi się o zacytowanie:

Wyjdź, Bradbury, muszę z tobą porozmawiać! - grzmiał. - Nie myślisz chyba, że jestem pijany? No, wychodź... To ty mnie uwiodłeś swoimi bajkami, otumaniłeś, kiedy byłem mały. Gdybym nie pożerał twoich książek, czy by mi przeszło przez myśl lecieć na Marsa, zostać kosmonautą?

Całość miniopowiadania jest konfrontacją wyobrażeń bohatera z rzeczywistością i opisem jego wybuchu gniewu.

Na zakończenie chciałbym wrócić do "Efektu Brumma", napisanego - jak już wspomniałem - z wielkim poczuciem humoru, w sposób kojarzący się z niektórymi tekstami Lema. Mówiąc w skrócie, rzecz dotyczy otrzymywania prądu poprzez ogrzewanie podkowy świecą. Trzy cytaty jako próbka:

Brumm pisał po łacinie. Z tym jeszcze sobie poradziłem. Ale podstawy jego teorii były całkowicie mistyczne. Na przykład twierdził, i to zupełnie poważnie, że prąd elektryczny jest jedną z form istnienia szatana. I że święty ogień zbusza szatana do biegania wzdłuż przewodu i krzesania iskier.

W katedrze świeczki nie było, gdyż wyszły z użycia. Gena poradził mi sklep, a Sasza cerkiew. Z instytutu jest bliżej do cerkwi niż do sklepu, więc wybrałem cerkiew.

Cierpliwie wytłumaczyłem, że w Ciągutkach górnych odbędzie się międzynarodowe sympozjum. To jest, tfu, nie w Ciągutkach, a w Kogutkach. Porządek obrad: aparaty do dojenia krów na tranzystorach, zbieranie jajek przy pomocy elektromagnesu i stosowanie podkowy jako generatora. O podkowach powiedziałem prawdę.
- A zboża tam jeszcze nie sieją na tranzystorach? - zażartował główny księgowy.



Podsumowując, tak jak w przypadku "Desantu na Merkurego" - polecam, jeśli trafi w wasze ręce, ale niekoniecznie warto specjalnie na to polować. No, chyba że dla "Efektu Brumma", przy którym omal nie udusiłem się ze śmiechu.


Cały spis treści można znaleźć tu.
« Ostatnia zmiana: Listopada 27, 2007, 07:04:18 pm wysłana przez Mieslaw »

Q

  • Gość
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #730 dnia: Listopada 27, 2007, 09:25:51 pm »
Cytuj
Na uwagę zasługuje dwustronicowy ledwie "Czytelnik" W. Szczerbakowa, którego fragment wręcz prosi się o zacytowanie:

Wyjdź, Bradbury, muszę z tobą porozmawiać! - grzmiał. - Nie myślisz chyba, że jestem pijany? No, wychodź... To ty mnie uwiodłeś swoimi bajkami, otumaniłeś, kiedy byłem mały. Gdybym nie pożerał twoich książek, czy by mi przeszło przez myśl lecieć na Marsa, zostać kosmonautą?

Całość miniopowiadania jest konfrontacją wyobrażeń bohatera z rzeczywistością i opisem jego wybuchu gniewu.

Fajna zabawa metaliteracka (a w dodatku ilustracja tego co mówiłem o inspirującym wpływie SF na badaczy - szkoda, że fikcyjna).

ps. Swoją drogą ciekawe czy Bradbury to czytał, bo jeśli nie, może przetłumaczyć i mu posłac?

Hokopoko

  • Gość
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #731 dnia: Listopada 28, 2007, 06:36:51 pm »
Cytuj
Cytuj
Hm, przeczytałem ze trzy akapity z drugiego, i zdaje mi się, że mądre to to nie jest... ale ja się tam nie znam... ::)

Jak mówiłem nie jest to "mój" autor... A tego drugiego opowiadania wręcz nie rozumiem... :P Linkowałem te teksty w celach poznawczych.


W "celach poznawczych"... To albo Ci się pomyliły fora, albo epistemologie...   ;)

Q

  • Gość
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #732 dnia: Listopada 28, 2007, 06:49:14 pm »
Cytuj
[W "celach poznawczych"... To albo Ci się pomyliły fora, albo epistemologie...   ;)

Znaczy, żebyśta poznać mogli o ile nie znata ;). Bo ja właśnie po to Ellisona przeczytałem i (IMHO) znacznie lepszy z niego krytyk i antologista niż autor, no ale w USA robił za objawienie nie tylko w "getcie SF". Pewnych pisarzy wypada znać.

ps. nie czytałem, ale się przymierzam.
« Ostatnia zmiana: Listopada 28, 2007, 06:50:13 pm wysłana przez Q »

ANIEL-a

  • Gość
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #733 dnia: Listopada 29, 2007, 10:16:51 pm »
Cytuj
Ostatnio przeczytałem "Wynalazca wieczności", antologię radzieckich opowiadań fantastycznych, wydaną w 1978 roku przez wydawnictwo "Czytelnik".

Fajne rzeczy czytasz :) Jakbyś miał okazję, to polecam zbiór opowiadań "Bardo dziwny świat", jeszcze starsze, bo z 75r. Opowiadanka żartobliwe, rosyjskie i amerykańskie (moim zdaniem amerykańskie lepsze) i jednocześnie niesztampowe.  

I jeszcze jako bonus, porady jednego z rosyjskich twórców sf - Ilja Warszawski Uniwersalny poradnik dla pisarzy fantastów (Kroki w nieznane. Antologia pod red. Lecha Jęczmyka, t. III):

[ch8220]Literatura fantastyczno-naukowa [...] ma uświęcone prawo do obalania podstawowych praw natury.
      Konieczne i bezdyskusyjne jest obalenie pierwszej i drugiej zasady termodynamiki. (O istnieniu trzeciej zasady autor może nie wiedzieć).
Fantasta ma prawo dowodzić lub  po prostu deklarować możliwość poruszania się z prędkością przekraczającą prędkość światła, pozyskiwania energii z materii w ilościach przewyższających te, które wynikają z równania Einsteina, zwijania przestrzeni siłą woli i istnienia pól, których nazwy nie można rozszyfrować nawet przy pomocy słownika wyrazów obcych .
Fakt, że konieczną do tego przesłanką musi być krach współczesnej nauki nikogo nie speszy, gdyż mamy do czynienia z fantastyką naukową, dziecięciem postępu naukowego.[ch8221]      
 
« Ostatnia zmiana: Listopada 29, 2007, 10:18:08 pm wysłana przez ANIEL-a »

Q

  • Gość
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #734 dnia: Listopada 30, 2007, 12:50:56 am »
Cytuj
Fajne rzeczy czytasz :)

Nie da się ukryć.

Cytuj
Jakbyś miał okazję, to polecam zbiór opowiadań "Bardo dziwny świat", jeszcze starsze, bo z 75r. Opowiadanka żartobliwe, rosyjskie i amerykańskie (moim zdaniem amerykańskie lepsze) i jednocześnie niesztampowe.

Znam, znam... Należy do tego zbiorku chociażby "Mąż opatrznościowy" Browna (dostaliśmy tam nazwę gatunkową prawie tak uroczą jak Ohydek Szalej).

Cytuj
[ch8220]Literatura fantastyczno-naukowa [...] ma uświęcone prawo do obalania podstawowych praw natury.
      Konieczne i bezdyskusyjne jest obalenie pierwszej i drugiej zasady termodynamiki. (O istnieniu trzeciej zasady autor może nie wiedzieć).
Fantasta ma prawo dowodzić lub  po prostu deklarować możliwość poruszania się z prędkością przekraczającą prędkość światła, pozyskiwania energii z materii w ilościach przewyższających te, które wynikają z równania Einsteina, zwijania przestrzeni siłą woli i istnienia pól, których nazwy nie można rozszyfrować nawet przy pomocy słownika wyrazów obcych .
Fakt, że konieczną do tego przesłanką musi być krach współczesnej nauki nikogo nie speszy, gdyż mamy do czynienia z fantastyką naukową, dziecięciem postępu naukowego.[ch8221]      

Amen. Dochodze do wniosku, że wielu twórców amerykańskiej "SF" musiało sobie ten cytat z Warszawskiego powiesić nad łóżkiem i co dzień czytać. Ba, mam odwagę to przyznać, scenarzyści "Star Treka" też musieli ten tekst znać ;).
« Ostatnia zmiana: Listopada 30, 2007, 12:51:43 am wysłana przez Q »