Polski > Akademia Lemologiczna

Akademia Lemologiczna [Opowieści o pilocie Pirxie], czyli Zawód pilota

(1/16) > >>

Kakomorf:
Pierwszy tekst, o Pirxie powstał w roku 1959, najpóźniej stworzone opowiadanie zbioru, „Ananke”  powstało w 1973, choć końcem historii jest dopiero „Fiasko”,  wydane w 1987. Przygody (choć to raczej niezbyt pasujące słowo) Pirxa są więc  przekrojem wzdłuż czasu paru dziesięcioleci twórczości Lema.
      Warsztat czołowego pisarza polskiego pisarza sci-fi, zawsze budził we mnie podziw. Brak tu „papierowych” postaci, w pamięci utkwiło mi sporo drugoplanowych bohaterów, ich dziwactwa, lub owych dziwactw brak. Gdy mam pisać o opisach, od razu skojarzenie leci do księżyca. Lem poświęca mu sporo słów. Ale wolę nie mówić o nich, nigdy nie przykład do nich większej wagi – kwestia gustu. Ledwie pare błędów na dziesięć opowiadań. Lektura często mnie bardzo bawiła (autor ma bardzo inteligentne poczucie humoru), choć ogólne przesłania tekstów humorystyczne nie są. Fabularnie, opowiadania są majstersztykami. Gdy trzeba, są skomplikowane,  inaczej proste, nie przesłaniające treści, często zaskakujące, autor zawsze nad nimi panuje, doskonale się komponują z resztą tekstu. Na minus zaliczam środkową cześć „Odruchu warunkowego” – przynudziła mnie.
      W tym miejscu warto wtrącić jedną ważną rzecz. Konwencję. Zbiór wpisuje się w konwencje najbardziej charakterystyczną dla sci-fi, mianowicie szukaniu prawdy, prawdy o świecie. Bohater często styka się z zagadkami. Jakie to zagadki? Cóż, czasem mamy wrażenie, że jakaś sztuka, zasadniczo fragment sztuki,  kiedy nam się podoba( „trafia” do nas), była już w naszych mózgach od zawsze. Artysta tylko odkrywa, że my daną melodie lubimy,   że estetyka danego obrazu nas zachwyca. Jakbyśmy przypominali sobie coś, czego nie pamiętamy, choć nigdy nie zapomnieliśmy. Przy Lemie wrażenia są wręcz odwrotne. Coś nas zadziwia, wybija przemocą z rutyny myślenia. Właśnie takie są te zagadki, wyrywające nas ze swojego fotela, swojej jaskini, pozostawiają nas w zupełnie innym miejscu, każą nam popatrzeć na świat z innej, nowej perspektywy.
      Jak ta konwencja jest wykorzystywana w „Opowieściach o pilocie Pirxie”? Należy podkreślić – to nie hard science fiction, tylko „zbiór dla młodzieży”. Odpowiedzi na zagadki (a raczej same zagadki) nie opierają się na jakiś zaawansowanej fizyce, nie wywracają naszego światopoglądu do góry nogami, mimo to część z nich, dotycząca robotów, zmusza do zastanowienia. Pozostałe tylko zaskakują. Dwa opowiadania jednak żadnych zagadek nie zawierają: „Albatros” i „Opowiadanie Pirxa”.
      „Opowieści…” były przez dłuższy okres czasu szkolna lekturą. Moim zdaniem – taki sam niewypał jak z „Bajkami robotów”. Masa moich znajomych jest do Lema zniechęcona, właśnie przez te lektury. Owszem, jedne maja formę książki dla młodzieży, drugie dla dzieci, ale jestem absolutnie przekonany, że ani jedne, ani drugie książek Lema w 90% nie zrozumie.
      Jak mówiłem na początku, opowiadania pochodzą z różnych okresów twórczości autora. I tu widać pewna zależność: utwory napisane przez starszego Lema (o starszym Pirxie) są bardziej przepełnione goryczą i melancholią. Według mnie pokazuje to zmianę nastawienia Lema do świata. W „Patrolu”, tylko na końcu czuć lekki posmak  goryczy, kiedy zasługi Pirxa zostają pominięte. W „Ananke” autor pisze już wprost: „Rzekomy trening był nieodwołalną rzeczywistością; wstęp – treścią właściwą; nadzieje – mrzonkami; nie obowiązujące zaś, prowizoryczne, tymczasowe i byle jakie – jedyną zawartością życia.” Takie „Opowiadanie Pirxa” to istny teatr pomyłek, pokaz ludzkiej chciwości, lenistwa, oraz głupoty, skutkujący gigantyczna stratą dla całej ludzkości. Lem już rozumie, że wszystko zmierza do Fiaska.
      W zagadkach, takich o jakich pisałem nieco wyżej, tkwi pewien niesamowity urok. Są hipnotyzujące. I wydaje mi się, że cały świat jest taka zagadką. Więc też jest piękny. Tak samo, jak ta książka. Jest hipnotyzujaca.

Kakomorf

liv:
Rozmowy z botem o Pirxie, przeniosłem do odwyszalni.
A Maziek pewnie wygna do Hyde Parku.  :)
http://forum.lem.pl/index.php?topic=1430.msg58731#new

liv:
Odgrzebuję ten wątek, bo... w sumie pierwotnie chciałem założyć nowy, ale pomyślałem że na forum na pewno jest jakiś o Pirxie. I  był, na szóstej stronie indeksu. Ma całkiem ładny wstęp, więc po co zakładać nowy. Ale ale - po co w ogóle?
Ano po to, że z powodów różnych zacząłem powtarzać sobie te opowiadania. Po kilkudziesięciu latach, czyli w gruncie rzeczy czyta je inny człowiek. Z nastawieniem takim, jak nie przymierzając Pani Gajewska do pisarstwa Lema. Tylko nieco inaczej - no, krytycznie po prostu. Przynajmniej na tyle krytycznie na ile mnie stać. I?
Niezła zabawa, choć na poziomie podstawowym owe opowiadania mocno się postarzały. Czyta się je trudno, przynajmniej te z przodu. Ale przy pewnym kącie odbioru - zabawa przednia.
Wstęp był już w linkowanej przez Hoka rozmowie, gdzie bodaj Pan Prowadzący też powtórzył "Test" i uderzyło go, że kandydat na kosmonautę Pirx zabawia się myślą o dwukoronówce (monecie z A-W). Czy ma ją w spodniach czy może kieszeń pusta? Cudowny anachronizm. Ale to początek dalej jest jeszcze lepiej. Otóż w symulacji lotu (kandydat nie wie, że to symulacja) wsiada do przedziwnej rakiety. Koncept jej zaiste kosmiczny. Otóż pilot siedzi w czymś w rodzaju gumowego, ale przeźroczystego klosza, na fotelu. Kula w kabinie, jakoby po to, by w razie...katapultować pilota bezpiecznie na Ziemię czy gdzie tam... On siedzi w tej kuli, ma d0 dyspozycji manetki i pedały, ale wszystkie zegary, podgląd i inna i elektryka są na zewnątrz kuli.
I clou opowiadania jest, że do rakiety dostała się mucha-robacznica. I bzyczy, i przeszkadza. Jednak jest z drugiej strony kuli, na zewnątrz, czyli pilot nie może jej ubić ot tak, laczkiem.  Na dodatek muszydło włazi w niebezpieczne miejsca, gdzie styki i może spowodować awarię (spowoduje). Ale mi nie o to...otóż Pirx leci w warunkach nieważkości, a na muchę nie ma to żadnego wpływu (a będzie i druga mucha) - lata se i bzyczy jak gdyby nic. I teraz nie wiem...znaczy wiem, że mucha jest jedną z najsprawniejszych konstrukcji lotniczych, ale żeby ignorować nieważkość? I tak latać od ściany dosciany bez problemy znanego kosmonautom?
Co wy na to? Możliwe?
Potem jeszcze Pirx będzie przyspieszał, 2 a może więcej g. Na muchę to nic nie podziała, dopiero gdy mucha struchleje - wtedy tak.
To tyle dziwadła  z "Testu".
I tak lornetka jest nie do przebicia  :) , ale o niej innym razem.

olkapolka:
To Ci trochę popsuję (sorrr) i przeniosę z lema napisanego tutaj:

--- Cytuj ---Na razie jest lornetka Pixa - miodzio wtopa.  :)
--- Koniec cytatu ---
Dalmierz, lornetka  - chyba faktycznie wtopka. Bo gapi się w ekran - skoro punkcik był błędem wyświetlanym nań...

liv:

--- Cytuj ---Dalmierz, lornetka  - chyba faktycznie wtopka. Bo gapi się w ekran - skoro punkcik był błędem wyświetlanym nań...
--- Koniec cytatu ---
Taa, to wymaga szerszego opisania  8) ale może później.
Tymczasem z lektury Terminusa Pani Gajewska miałaby niezły materiał -  bo też na razie Terminus wyraźnie najlepszy...robot po przejściach, okaleczony, jako jedyny przeżył - bo był martwy ...mimowolnie wystukujący zapamiętane tragedie (ale nie na maszynie), zupełnie nieświadomie, przy okazji wykonywania roboty głównej - w jego wypadku zalepiania radioaktywnych przecieków,wyciekają z niego komunikaty, zapamiętane,  wdrukowane, ale też na swój sposób "żywe" strzępy umierania ; zapytany - nawet tego nie zauważa - odpowiada nie wiem, nie pamiętam, ja tylko zalepiam przecieki, szukam kota...
Jakieś skojarzenia?  :)

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej