Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Cetarian

Strony: [1] 2 3 ... 26
1
Hyde Park / Jak (efektywni) no-bordersi bronią Konstytucji.
« dnia: Grudnia 04, 2025, 03:45:39 pm »
Jak (efektywni) no-bordersi bronią Konstytucji.

Od lat „no-bordersi” (to znaczy ludzie wysuwający postulaty/żądania, których spełnienie spowodowałoby, że granica byłaby efektywnie otwarta, czyli de facto by jej nie było - „no border”) wskazują, że płot stoi w pewnej odległości od granicy białoruskiej.   

Akurat trafiłem na tekst z oko.press z 9 listopada br., w którym autor powraca do tego zagadnienia, twierdząc/wskazując, że ludzie, którzy
podeszli pod płot od strony białoruskiej są już „de facto i de iure” w Polsce i na mocy polskiej konstytucji podlegają jej prawnej ochronie.

(Fragment tego tekstu i link do całości poniżej)

Autor, Tomasz Thun-Janowski twierdzi, że pas polskiej ziemi za płotem ma „kilka” metrów szerokości. Ja zapamiętałem z jakiegoś wcześniejszego tekstu (choć źródła nie wskażę), że to jest maksymalnie 1,8 metra.

W związku z tym rozwiązanie jest (banalnie) proste.

Wystarczy wziąć ca trzymetrową deskę, nabić ją metalowymi rurkami o długości takiej, jaka jest lokalna szerokość pasa, czyli maksymalnie 1,8 metra, plus grubość płotu i przymocować deskę do płotu - rurkami na stronę białoruską.
Jedna deska na każdą przerwę pomiędzy żebrami płotu.
Ponieważ zachodziłoby duże ryzyko, że rurki będą dewastowane, należałoby nieparzyste rurki w danej desce połączyć z jedną dziurką w gniazdku 220V, a parzyste z drugą.

I już.

Problem solved.

*
[Wyróżnienia/bold mój -C]

https://oko.press/dramat-na-granicy-z-bialorusia-przyslania-populistyczny-i-brunatny-kurz?fbclid=IwY2xjawOdvVhleHRuA2FlbQIxMQBzcnRjBmFwcF9pZBAyMjIwMzkxNzg4MjAwODkyAAEeZfZE4OIr8mqrO9DdkydajOt7YhZLQ66OygHwqICV7rAVHrXTCdCTVSYo5To_aem_aVlXuWWNT4bQVkPTrsS2-g

Tomasz Thun-Janowski

09 listopada 2025

(…)
Opiniując projekt zmian w ustawie zawieszających możliwość składania wniosku o ochronę międzynarodową, Helsińska Fundacja Praw Człowieka zwracała uwagę: „Wątpliwa jest podana w uzasadnieniu projektu ustawy liczba 110 595 prób nielegalnego przekroczenia granicy, odnotowanych w latach 2021-2024. Trudno bowiem stwierdzić, czym wg. Straży Granicznej jest przekroczenie granicy, skoro w rzeczywistości linia granicy przebiega kilka metrów przed zaporą, po jej zewnętrznej stronie. Każde podejście do zapory wiąże się zatem z przekroczeniem granicy państwa, a osoby, które znalazły się bezpośrednio przy zaporze, choć nadal po jej zewnętrznej stronie, de facto i de iure są już w Polsce. Nie wiadomo, czy takie sytuacje mieszczą się w ogólnej liczbie 110 595, czy liczba ta dotyczy tylko tych przypadków, w których zapora została skutecznie sforsowana.

Z pewnością jednak w podawanych przez SG danych mowa jest o przypadkach przekroczeń granicy, a nie o osobach przekraczających tę granicę. Liczba przekroczeń czy prób przekroczenia granicy nie jest bowiem równa liczbie osób, które usiłowały dostać się na terytorium RP. Wiadomo bowiem, że pojedyncze osoby czy rodziny, zawracane po wielokroć na terytorium Białorusi przez polską Straż Graniczną, podejmowały kilka czy nawet kilkanaście prób przejścia granicy. Dlatego liczba 110 595 nie jest informacją o liczbie osób, które próbowały dostać się do Polski przez granicę polsko-białoruską”.

28 października 2025 na Podlasiu premier Donald Tusk pochwalił się kolejny raz 98 proc. skutecznością zatrzymywania prób nielegalnego przekroczenia granicy. Imponujące, prawda? Tyle że – jak już wiemy – osoby stojące przy płocie są już w Polsce (i na mocy Konstytucji podlegają jej prawnej ochronie).
(...)

2
Hyde Park / Odp: Unia Europejska, jaka jest, a jakiej potrzebujemy.
« dnia: Grudnia 04, 2025, 03:42:15 pm »
Należy bezwzględnie zapobiegać przedostawaniu się do RP i dalej do UE osób, które są "żywymi torpedami" Putina, to . Bezwzględnie, to znaczy minimalnymi środkami dającymi pożądany blisko 100% w danej sytuacji. Ale to ma żaden związek z migracją i pasuje do wątku "wojny".

Ma sto procent związku z migracją, bo przepisy prawa, w tym wiadoma konwencja, nie rozróżniają migrantów, których Putin z Łukaszenką dostarczył nad polską granicę, od innych.

Wrócę do tego, ale dziś, za chwilę, o innym elemencie układanki. 

3
Hyde Park / Odp: MIGRACJE - ZWROT O 180 STOPNI?
« dnia: Listopada 28, 2025, 06:26:58 pm »
Żadne państwo nie ma prawa zabraniać obywatelom świata wyboru miejsca do życia i sposobu życia. Parafrazując.

A nie parafrazując?
 
Konkretnie:

wyjaśnij, jak, twoim zdaniem, przedstawiciele państwa polskiego (czyli w praktyce Straż Graniczna, ale wykonująca decyzje władz państwa) powinni postępować na granicy z Białorusią:

1/- pushbackować?

2/- nie pushbackować i przyjmować od wszystkich wnioski o azyl?

3/- inaczej? (jak? Konkretnie.)


*
[328 znaków ze spacjami]

4
Hyde Park / Niemcy 1939-1941/42 - Pamiętniki do szuflady
« dnia: Listopada 28, 2025, 05:55:41 pm »
Pomiędzy „drobiazgowym śledztwem, adwokatem i niezawisłym sądem”, a karą śmierci wymierzoną od razu na miejscu, albo w ciągu godzin czy pojedynczych dni, po krótkim postępowaniu, którego wynik jest znany z góry, istnieje przestrzeń do rozwiązań pośrednich.
Tak, oczywiście, noc długich noży była zaledwie rok po przejęciu władzy przez Hitlera - i w którym miejscu, Twoim zdaniem, biorąc śledztwo "cywilizowane" i mord bezsądowy za, odpowiednio, 10 i 0 pkt. - ona się plasowała? Bliżej 9 czy bliżej 1? Co prawda fakt, noc długich noży była usankcjonowana prawnie bardzo solidnie, aczkolwiek post factum, bo uchwałą rządu niemieckiego już po dwóch dniach od zajścia, mianowicie że nie popełniono żadnego przestępstwa a była to wyłącznie "samoobrona państwa".

Zacznę od tego, że dyskusja o tym, jak bezpieczne lub niebezpieczne było prowadzenie krytycznego wobec podbojów pamiętnika do szuflady w Niemczech hitlerowskich od 1938 roku, od Anschlussu Austrii, do 1941/42 roku jest generalnie pobocznym wątkiem,

bo moje zasadnicze pytanie (które pojawiło się, a raczej odżyło, przy okazji pozaforumowej dyskusji o zatopieniu statku Wilhelm Gustloff, i tego, czy należy żałować tych ca 6.600 cywilów, którzy wtedy zginęli, [a przy okazji, czy należy w ogóle żałować niemieckich cywilów, np. tych, którzy uciekali z płonącego po bombardowaniu Hamburga, itd.{albo nie uciekali, bo zostali upieczeni w pożarze}])
dotyczyło tego,
jaki był stosunek przeciętnych Niemców, cywilów, do kolejnych zwycięskich wojen państwa niemieckiego, do kolejnych podbojów, początkowo bez rozlewu krwi,
(Austria, Czechy), a potem ze stosunkowo niewielkimi stratami (Polska, Francja, Belgia, Holandia, itd.)

Pamiętniki pisane do szuflady i niepokazywane nikomu aż do końca wojny, byłyby, gdyby się udało ich zdobyć choćby kilkaset, choćby kilkadziesiąt, najbardziej rzetelnym źródłem wiedzy o nastrojach w latach 1938-1941/1942,
natomiast pytanie o to, jak ryzykowne było prowadzenie takiego pamiętnika jest kwestią owszem powiązaną, ale uboczną.

Znowu przywołujesz wydarzenia publiczne, czyli „Noc długich noży”.
https://en.wikipedia.org/wiki/Night_of_the_Long_Knives
Casualties
Officially 85; estimates range up to 1,000.

Według Wikipedii, zginęło 1000 ludzi i generalnie to były porachunki pomiędzy formacjami, czy szerzej, grupami interesów w obrębie zwolenników i współpracowników Hitlera.
Zginął Rohm, szef SA (i zapewne wielu innych funkcjonariuszy tej formacji).

Zginął także były kanclerz, Kurt von Schleicher 
https://en.wikipedia.org/wiki/Kurt_von_Schleicher#Chancellorship

https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_chancellors_of_Germany#Weimar_Republic_(1918%E2%80%931933)

Schleicher pełnił tą funkcję zaledwie pięćdziesiąt osiem dni, ale jednak kanclerz/premier to jest ktoś po przeciwnej stronie spektrum rozpoznawalności w stosunku do Berty, Gerdy, Herty.

*
Przy tym ja nie twierdzę, że za prowadzenie takiego (tzn. krytycznego wobec podbojów) pamiętnika na pewno nie groziła kara śmierci, natomiast nie mam takiej pewności, czy groziła.

Ponadto wskazuję (po raz kolejny), że jeśli ktoś konsekwentnie prowadził pamiętnik do szuflady, a tym bardziej chował go do jakiejś skrytki za uchylaną deską w piwnicy i nikomu o tym pamiętniku nie mówił, to prawdopodobieństwo, że policja (para-policja) odkryje ten/taki pamiętnik, wynosiło ca 0,0x promila. A może 0,00[0]x promila.

I dalej: czy sądzisz, że po 1933 roku, lub po 1938 roku, w 60 milionowym państwie niemieckim przestano popełniać zwykłe, niepolityczne, pospolite, kryminalne przestępstwa, typu kradzież, kradzież z włamaniem, pobicie?

Moim zdaniem to bardzo mało prawdopodobne.

Sądzę, że takie przestępstwa były dalej popełniane.

I teraz kolejne pytanie, czy w latach 1938-1941/42 w Niemczech za kradzież roweru, zegarka, czy portfela, groziła (aryjczykowi) kara śmierci, czy może jednak było to na przykład pół roku więzienia, albo jakiegoś obozu, ale nie był obóz zagłady, tylko jakiś obóz, w którym przeżywalność była zbliżona do przeżywalności w więzieniach Republiki Weimarskiej.

Podobnie, jeśli jeden cywilny aryjczyk złamał drugiemu cywilnemu aryjczykowi palec, żebro albo nawet szczękę, czy za to była kara śmierci, czy parę lat więzienia lub obozu o standardzie w.w. (w.w. w.w., tzn. wyżej wymienionego więzienia weimarskiego)?

Nie wiem jak było, bo to temat marginalny z punktu widzenia historii trzeciej rzeszy i toczonych przez nią wojen, choć niewykluczone, że gdzieś w Europie, w uniwersyteckiej bibliotece, kurzy się niezdigitalizowany doktorat z historii prawa karnego, w którym opisano  właśnie praktykę wymiaru sprawiedliwości w trzeciej rzeszy, czyli jakie kare groziły (i były orzekane i wykonywane) za przestępstwa pospolite, popełniane przez aryjczyków.

Mogło być i tak, że za kradzież roweru były trzy miesiące więzienia, za złamanie ręki lub kilku żeber dwa lata,
a za krytyczny wobec podbojów pamiętnik, wykryty przypadkowo, groziła kara śmierci.

Może tak było, nie wiem.

Ale przywoływanie Rohma i Rakowskiego nic do tej dyskusji nie wnosi.

*
Założyłem wstępnie, że być może jedna osoba na tysiąc mogła prowadzić pamiętnik.
(Krytyczny, bo entuzjastyczny wobec podbojów niczym nie groził, ani w czasie wojny, ani po niej.)

Może było ich zacznie mniej, o rząd wielkości, o dwa rzędy?

To już byłoby bardzo konserwatywne założenie – że tylko jedna osoba na sto tysięcy prowadziła krytyczny pamiętnik, ale ciągle byłoby to sześćset sztuk, z czego ca dwieście-trzysta powinno przetrwać.

5
Hyde Park / Odp: MIGRACJE - ZWROT O 180 STOPNI?
« dnia: Listopada 26, 2025, 08:52:47 pm »

No to, w krótkich, cywilnych (ale równie zwięzłych jak wojskowe) wyjaśnij...
Nie widzę wynikania z mojej odpowiedzi, tzn. dlaczego, skoro ustosunkowałem się do pytania "gdzie gmatwasz" - odpytujesz w temacie nie związanym? Jaki jest Twój cel?

Mój cel jest taki, żeby się dowiedzieć, jaka jest twoja odpowiedź na to pytanie.

*
[79 znaków ze spacjami]

6
Hyde Park / Odp: MIGRACJE - ZWROT O 180 STOPNI?
« dnia: Listopada 26, 2025, 07:57:17 pm »
A jakieś konkrety?
Proszę, napisałeś post na ca 2,5k znaków bez spacji a sprawę począłeś wyłuszczać jakieś 400 znaków od końca, przy czym de facto, myślę, że z 50 znaków by wystarczyło :) .

No to, w krótkich, cywilnych (ale równie zwięzłych jak wojskowe) słowach, wyjaśnij, jak, twoim zdaniem, przedstawiciele państwa polskiego (czyli w praktyce Straż Graniczna, ale wykonująca decyzje władz państwa) powinni postępować na granicy z Białorusią:

1/- pushbackować?

2/- nie pushbackować i przyjmować od wszystkich wnioski o azyl?

3/- inaczej? (jak?)

*
[346 znaków ze spacjami]

7
Hyde Park / MIGRACJE - ZWROT O 180 STOPNI?
« dnia: Listopada 26, 2025, 01:25:10 pm »
Jak czytam Cetariana to za każdym razem przypomina mi się lekcja matematyki w LO i ukochana P. profesor, sprawdzająca z wysiłkiem widocznym na twarzy moje rozwiązanie zadania "dla chętnych" (wynik był prawidłowy) - która przebrnąwszy wreszcie całość podsumowała rzecz tak: ty maziekowski myślenie masz dobre ale jakbyś musiał 5 razy szkołę okrążyć zanim w drzwi trafisz - w sensie, że droga, jaką doszedłem do końcowej linijki, była dość zagmatwana...

A jakieś konkrety?

Co sądzisz o radykalnych tezach, które postawił Luca?

*
Od dziesięciu lat (a w praktyce znacznie dłużej, ale liczę od tej najostrzejszej fazy kryzysu, czyli od jesieni 2015 roku, kiedy milion imigrantów przeszedł z Turcji do Niemiec) czytam regularnie Guardiana i Wyborczą  (i nie tylko, ale dla uproszczenia przyjmijmy, że to są dwa główne, albo wręcz jedyne dwa źródła, z których przez te dziesięć lat czerpałem informacje o migracjach).

I co takiego istotnego mi umknęło, że mnie Luca wzywa do tego, żebym „milczał i nie powielał mitów”?

Wszyscy tutaj jesteśmy ofiarami mitów na temat migracji i zaiste nikt z nas nie ma pojęcia o jej mechanizmach i skutkach. Lepiej byłoby milczeć, bo tylko propagujemy nasze uprzednie założenia.

Znaczy, pisze, że wszyscy tu jesteśmy ofiarami mitów i że lepiej żebyśmy milczeli, ale on przecież milczał.

To głównie ja się zajmowałem niemilczeniem w tym wątku, trochę polemizowała ze mną olka, z tym, że ostatni mój post tutaj umieściłem 31 sierpnia, olka już na niego nie odpowiedziała, czyli minęły prawie trzy miesiące milczenia, a pomimo tego Luca uznał, że musi interweniować i to zanim doczytał książkę do końca,
więc ta pierwsza część, której lekturę przypłacił (miejmy nadzieję, chwilową) utratą kontaktu ze szczęką, musiała być jakoś ekstremalnie przełomowa?

Mam nadzieję, że wkrótce dowiemy się, jak było naprawdę?

Może ten milion szedł z Niemiec do Turcji, a tylko złe media napisały, że było odwrotnie?

No, tak sobie ironizuję, może nieśmiesznie,
ale absolutnie serio nie wyobrażam sobie, żeby jakakolwiek książka, czy to napisana przez HdH, czy przez jakąś wręcz septuagintę socjologów i badaczy migracji, mogła jakoś istotnie zmienić, znacząco zmienić obraz.

A Luca zapowiada, że obraz zostanie obrócony o 180 stopni.

No, to czekam  na wyjaśnienia, czyli na solidne streszczenie tej ultra-przełomowej książki.


8
Hyde Park / Carl Sagan - astrofizyk i popularyzator nauki.
« dnia: Listopada 26, 2025, 12:48:08 am »
Miałem się już na forum nie wypowiadać, ale jednak doraźnie złamię swoją zasadę dla większego dobra.

W mojej ocenie cały ten wątek i dyskusja traci niemal cały sens, jeśli uczestnicy nie zapoznają się z poniższą pozycją:

"How Migration Really Works: A Factful Guide to the Most Divisive Issue in Politics", Hein de Haas
 
Wszyscy tutaj jesteśmy ofiarami mitów na temat migracji i zaiste nikt z nas nie ma pojęcia o jej mechanizmach i skutkach. Lepiej byłoby milczeć, bo tylko propagujemy nasze uprzednie założenia.

Poniżej cytat z Carla Sagana, chyba najbardziej znany, dość często używany przez innych naukowców (zwłaszcza fizyków i astrofizyków), oraz innych popularyzatorów nauki.

*
„Niezwykłe twierdzenia wymagają nadzwyczajnych dowodów” (czasami w skrócie ECREE), znany również jako standard Sagana, to aforyzm spopularyzowany przez popularyzatora nauki Carla Sagana. Użył on tego sformułowania w swojej książce „Mózg Broki” z 1979 roku oraz w programie telewizyjnym „Kosmos” z 1980 roku. Zostało ono opisane jako fundamentalne dla metody naukowej i jest uważane za ucieleśnienie podstawowych zasad naukowego sceptycyzmu."

Poniżej źródło (powyższe tłumaczenie wykonał tłumacz Google’a [ale ja je sprawdziłem],
 
https://en.wikipedia.org/wiki/Extraordinary_claims_require_extraordinary_evidence

"Extraordinary claims require extraordinary evidence" (sometimes shortened to ECREE), also known as the Sagan standard, is an aphorism popularized by science communicator Carl Sagan. He used the phrase in his 1979 book Broca's Brain and the 1980 television program Cosmos. It has been described as fundamental to the scientific method and is regarded as encapsulating the basic principles of scientific skepticism."

oraz linki do biografii Sagana po polsku i po angielsku

https://pl.wikipedia.org/wiki/Carl_Sagan
https://en.wikipedia.org/wiki/Carl_Sagan

*
Nie wiem, w jakich okolicznościach usłyszałem to stwierdzenie Sagana po raz pierwszy, prawdopodobnie wypowiedział je, wskazując autora, Neil deGrasse Tyson, również astrofizyk i popularyzator nauki, sam bardzo popularny w Stanach i chyba także wśród niemieszkających w Stanach odbiorców anglojęzycznych.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Neil_deGrasse_Tyson
https://en.wikipedia.org/wiki/Neil_deGrasse_Tyson

autor wielu (aktualnie chyba dziewiętnastu) książek popularnonaukowych, z których ca dziesięć przetłumaczono na język polski.

Ja akurat żadnej książki Tysona nie przeczytałem, ani po angielsku, ani po polsku, natomiast oglądałem wiele wywiadów z nim, często wielogodzinnych i wiele programów, które Tyson prowadził, w szczególności Tyson prowadzi cykl dorocznych debat na rozmaite tematy popularnonaukowe. Te debaty odbywają się w planetarium nowojorskim, którego Tyson jest dyrektorem. Debaty są rejestrowane i umieszczane na YouTube.

Przypuszczam, że Tyson użył tego twierdzenia Sagana, odnosząc się do (rzekomych) doniesień o tym że, być może, Ziemia jest odwiedzana przez UFO.

*
Sądzę, że tak radykalne stwierdzenia:

cały ten wątek i dyskusja traci niemal cały sens” (bez znajomości książki HdH)

Wszyscy tutaj jesteśmy ofiarami mitów na temat migracji i zaiste nikt z nas nie ma pojęcia o jej mechanizmach i skutkach. Lepiej byłoby milczeć, bo tylko propagujemy nasze uprzednie założenia.

wymagają - zgodnie z twierdzeniem Sagana - silnych dowodów.

Czyli solidnego streszczenia książki HdH.

I to wkrótce, skoro te twierdzenia już padły.


9
Hyde Park / Odp: Unia Europejska, jaka jest, a jakiej potrzebujemy.
« dnia: Listopada 25, 2025, 07:15:31 pm »
Miałem się już na forum nie wypowiadać, ale jednak doraźnie złamię swoją zasadę dla większego dobra.

W mojej ocenie cały ten wątek i dyskusja traci niemal cały sens, jeśli uczestnicy nie zapoznają się z poniższą pozycją (niestety, o ile mi wiadomo, brak wersji w języku polskim):

"How Migration Really Works: A Factful Guide to the Most Divisive Issue in Politics", Hein de Haas (link do książki na goodreads)

...albo jeśli ktoś skrupulatnie nie zrelacjonuje tutaj jej treści. Ja jestem co prawda dopiero w trakcie lektury, ale szczęki raczej szybko na podłodze nie znajdę.

https://allegro.pl/oferta/corega-krem-mocujacy-do-protez-zebowych-super-mocny-delikatnie-mietowy-70g-17945579596?utm_source=google&utm_medium=cpc&utm_campaign=_uzsd_zdrowie_hb_health_dsa-of&ev_adgr=Health_dsa_of&ev_campaign_id=20691759594&gad_source=1&gad_campaignid=20691759594&gbraid=0AAAAAD24kbMWjDMOAjA3KRYXrOaFvRzZj&gclid=Cj0KCQiAxJXJBhD_ARIsAH_JGjgS3vr3qqulAb0KoS4keHN5vsyKZUkMliplS6WIRxaHNl_FXT5YVWQaAgkBEALw_wcB

Za niecałe dwadzieścia złotych możesz nabyć klej/krem, dzięki któremu szczęka nie wypada.

(Ja nie używam, ani tej marki, ani żadnej innej, ale podobno to solidna [nomen omen] firma. I produkt.)

*
A serio: naprawdę zaskoczyłeś mnie poziomem emocji, wręcz (bez urazy) jakby egzaltacji.

cały ten wątek i dyskusja traci niemal cały sens??!!

Większość tekstów, które tu linkowałem pochodziło albo z Guardiana, albo z Wyborczej.
To nie są biuletyny kiboli spod Żylety.

Czy Hein de Haas ujawnia, że np.
- Dania nie likwiduje wiadomych osiedli,
- premier Szwecji nie deklarował, że wojsko musi wesprzeć policję, która sobie nie radzi,
- w Berlinie nie ma arabskich gangów,
itd., itp.

Wszystko to maskirowka, zdiełana przez …?

Wszyscy tutaj jesteśmy ofiarami mitów na temat migracji i zaiste nikt z nas nie ma pojęcia o jej mechanizmach i skutkach. Lepiej byłoby milczeć, bo tylko propagujemy nasze uprzednie założenia.

Wolałbym, żebyś mówił/pisał za siebie.

Ja nie jestem „ofiarą mitów”. Analizuję fakty i trendy i staram się wyciągać rzeczowe wnioski.

Zadaję też pytania, ale potem nie mogę się doprosić o odpowiedzi na nie.

A skoro wróciłeś:
Jak – twoim zdaniem – powinna funkcjonować granica polsko-białoruska?


*
https://wyborcza.pl/7,75968,31724290,polityka-azylowa-jak-przetniemy-gordyjski-wezel-graniczny.html

Polityka azylowa. Jak przeciąć gordyjski węzeł graniczny?

27.02.2025, 06:00

Małgorzata Tomczak

*
Polecam całość, poniżej fragment [wyróżnienia moje – C.]

*
Prawo azylowe tworzono z myślą o wyjątkach, jednostkach, a nie jako narzędzie poprawy sytuacji bytowej milionów ludzi. Argumenty, że powinno być znacznie rozszerzone, mogą być logiczne i słuszne; problem w tym, że w Europie nie ma dziś na to cienia społecznej zgody.

Zrozumiałe, że w obliczu braku szans na poprawę polityki azylowej organizacje humanitarne i aktywiści w Europie walczą o utrzymanie chociaż tej obecnej. Tylko że system, którego bronią, jest w praktyce fikcją. Do postulatu „nie chodzi o wpuszczanie wszystkich, tylko o rozpatrzenie ich wniosków o azyl, udzielenie ochrony niektórym i odesłanie z powrotem reszty" zapominają dodać: „choć wiadomo, że odesłać się ich nie da".
System azylowy w całej Europie upada dziś głównie przez niemożność deportowania zdecydowanej większości osób, które nie otrzymują ochrony. Wjechanie do wybranego kraju w praktyce oznacza możliwość pozostania w nim na wiele lat, niezależnie od spełnienia jakichkolwiek warunków. W tej sytuacji postulat „dopuszczenia wszystkich do procedur azylowych" w praktyce oznacza politykę „no borders". Jasne, że postulującym chodzi o coś innego – o ten warunkowy, selektywny i sprawiedliwy system „weryfikujemy i przyjmujemy lub odsyłamy". Tylko co po tych intencjach, skoro ten system istnieje tylko w teorii?

W 2023 roku w całej Unii Europejskiej wydano ponad 484 tysiące nakazów deportacji, a wykonano jedynie 18 proc. z nich. Decyzje o wydaleniu najczęściej otrzymywali Marokańczycy, Algierczycy i Afgańczycy, jednak skutecznie odsyłano głównie obywateli Gruzji, Albanii i Turcji, czyli krajów, z którymi Unia Europejska ma umowy o readmisji.




10
Hyde Park / Odp: Sebald - ziomek Eryki
« dnia: Listopada 25, 2025, 06:27:56 pm »

Z innych przypisów - może to opracowanie:
https://academic.oup.com/book/47860

No, może bym i przeczytał, ale

Ian Kershaw
“Popular Opinion and Political Dissent in the Third Reich Bavaria 1933–194”

“e-book” kosztuje na Amazon.com … 219 złotych 46 groszy.

Słownie: dwieście dziewiętnaście złotych i 46 gr.  E-book!!

https://www.amazon.com/s?k=ian+kershaw+popular+opinion&crid=2BN06HU1JWMXO&sprefix=ian+kershaw+popular+opinion%2Caps%2C299&ref=nb_sb_noss

( … może to niemiecka robota, żeby ludzie nie czytali?  ???)

Zakładasz jakiś standard działania śledczych w rodzaju drobiazgowego postepowania, adwokata, niezawisłego sądu i tłumaczenia wątpliwości na korzyść oskarżonego. Tymczasem aparat terroru Niemiec wraz z upływem czasu i rosnącą ilością zadań rósł w siłę z jednej strony a z drugiej upraszczał procedury, które na koniec polegały na wieszaniu kogo popadło pod byle pretekstem.

Nie, to ty zakładasz, że ja coś zakładam.

Pomiędzy „drobiazgowym śledztwem, adwokatem i niezawisłym sądem”, a karą śmierci wymierzoną od razu na miejscu, albo w ciągu godzin czy pojedynczych dni, po krótkim postępowaniu, którego wynik jest znany z góry, istnieje przestrzeń do rozwiązań pośrednich.

Ja tylko wyraziłem wątpliwość, czy np. pamiętnik, odnaleziony przypadkowo przez strażaka po ugaszeniu pożaru, przejrzany z ciekawości i odniesiony na policję z gorliwości, skutkowałby karą śmierci.

*
Cały ten krótki kurs historii w twoim poście jest generalnie nie na temat.

W szczególności:
Rakowski był osobą publiczną, wieloletnim (a nawet wielodekadowym) naczelnym Polityki, Polityki, która miała kurs zdecydowanie na prawo/liberalny (oczywiście w zakresie tolerowanym przez reżim), wydaje mi się, że w pewnych przypadkach wspierał osoby, które jakoś tam (lekko) podpadły (zmarnowałem trochę czasu na przeglądanie serialu o Osieckiej i, o ile dobrze pamiętam, ona tam powiedziała, że w sprawie wstrzymanego paszportu zwróci się do „Mietka” [i nie było wątpliwości, że to ten Mietek]).

Rakowski był ponadto posłem w latach 1972-1989 i od 1975 r. członkiem kc pezetpeer.

Można nawet powiedzieć, że Rakowski był osobą super-publiczną, bo Polityka w zasadzie co tydzień kłuła w oczy tych funkcjonariuszy pezetpeer, którzy uważali, że wszystkie gazety powinny tworzone jak Żołnierz Wolności i/lub Trybuna Ludu.

Rakowski miał prawo zakładać, że jeśli do władzy dojdą jeszcze lepsi przyjaciele sowietów, to jego szuflady mogą zostać przejrzane.

Ja pisałem o Bercie, która o swoim pamiętniku nie mówiła nawet Gerdzie ani Hercie.


11
Hyde Park / Czy żałować niemieckich cywilów cd.
« dnia: Listopada 23, 2025, 08:46:28 pm »
@maziek, olka

W peerel-u stworzono taką oto instrukcję:

1/- nie myśl;
2/- jeśli myślisz, nie mów;
3/- jeśli mówisz, nie pisz;
4/- jeśli piszesz, nie podpisuj;
5/- jeśli podpisujesz - Nie dziw się!

Taki poradnik, choć może nie spisany, zdecydowana większość Niemców miała zapewne w tyle głowy (w latach 1933 -1945).   

Jednak co do tego, czy potencjalne treści pamiętników krytycznych wobec atakowania i zajmowania kolejnych krajów byłyby karane aż na gardle, nie mam 100% pewności.

Ponadto: pomiędzy 1933 rokiem, kiedy zlikwidowano inne partie, a rokiem 1938, kiedy dokonano Anschlussu Austrii, wszelkie formacje policyjne, para-policyjne i kontrwywiadowcze (dalej dla uproszczenia: policja) miał/y/a mnóstwo czasu, żeby wyłapać szeroko rozumianą opozycję, ludzi, którzy w jakikolwiek sposób, ale jednak publicznie dawali wyraz swojemu sprzeciwowi wobec rządów Hitlera i nsdap.

Z krótkich fragmentów filmów, które widziałem, wynikało, że po Anschlussie Hitler był w Austrii witany entuzjastycznie i chyba nie było tak, że za tymi wieloma szeregami uradowanych ludzi stało niemieckie SS z bagnetami na broń.

Jednak z drugiej strony wolno domniemywać, że były jakieś promile, albo może pojedyncze procenty mieszkańców Austrii, którzy nie byli zachwyceni Anschlussem i w związku z tym przed niemiecką policją pojawiło się zadanie odszukania tych ludzi i wsadzenia ich do więzień lub obozów.

Potem były Czechy, potem Polska, potem Francja i tej roboty policyjnej (czy policyjno-pacyfikacyjnej) na terenach podbitych było coraz więcej, w związku z tym wydaje mi się, że prawdopodobieństwo, żeby policja wkroczyła do domu jakiejś Berty, Gerdy lub Herty w poszukiwaniu jej pamiętnika, było ekstremalnie niskie.

Zwłaszcza jeśli Berta, Gerda lub Herta miała męża albo syna na froncie.
 
Dużo bardziej ryzykowne byłoby, gdyby Berta powiedziała na ucho Gerdzie, że nie do końca popiera napadanie na te kraje, Gerda by to powiedziała Hercie, Herta swojego mężowi, a on by pobiegł na policję, żeby się zasłużyć.

Podobnie pisanie listów do męża lub syna w stylu „Mordujcie tych Francuzów(a nawet Polaków?) jakoś tak możliwie humanitarnie i/lub w mniejszych ilościach” byłoby bardzo ryzykowne, bo korespondencja prawdopodobnie była w całości cenzurowana, nie mam pewności, czy tak było, ale biorąc pod uwagę skalę opresyjności państwa niemieckiego w ogólności, oraz fakt, że toczyło wojny, wydaje się, że wszystkie listy były czytane. Może z wyjątkiem tych, które jeden pułkownik pisał do drugiego, ale może i te były czytane przez Gestapo.

Natomiast, jeśli Berta nie rozmawiała ani z Gerdą, ani z Hertą, ani z nikim innym, na temat swoich wątpliwości, tylko powierzała je swojemu pamiętnikowi, a pamiętnik trzymała w szufladzie, to w jaki sposób policja miałaby wpaść na pomysł, żeby do tej szuflady zajrzeć? Miała wszak dużo roboty ze zwalczaniem oporu w krajach podbijanych.

A po wojnie można by się takim pamiętnikiem pochwalić. 

*
@olka

To, co zrobiła Grzebałkowska, jest dość typowe dla dziennikarza.

Szuka się ciekawych przypadków, ludzi z losami powikłanymi, żeby było o czym opowiadać.

I oczywiście w takiej masie ludzi, to znaczy wśród tych circa 60 milionów Niemców (i ca drugich 60 lub więcej milionów mieszkańców krajów podbitych), byli i tacy, z rozmaitymi nietypowymi życiorysami.

Ale moje pytanie dotyczy/ło przeciwnego bieguna historii, nie tego, że czasem zdarzają się historie bardzo zawikłane, tylko, jakie było stanowisko zdecydowanej większości Niemców z niepowikłanym życiorysami wobec wojny, a w zasadzie wojen napastniczych, toczonych przez kraj, którego byli obywatelami, w czasach, kiedy armia niemiecka odnosiła bezdyskusyjne i łatwe sukcesy, a z terenów zajętych obficie napływały rozmaite dobra.

12
Hyde Park / Zatopiony statek Wilhelm Gustloff.
« dnia: Listopada 22, 2025, 06:51:24 pm »
Zatopiony statek Wilhelm Gustloff.

W pewnej rozmowie wypłynęło nazwisko, a nawet imię, Magdaleny Grzebałkowskiej, które to nazwisko kojarzyłem, ale nie czytałem żadnej jej książki.

Zajrzałem do Wikipedii, a w szczególności do hasła o jednej z jej książek „1945. Wojna i pokój”, która jest opisana następująco:

https://pl.wikipedia.org/wiki/1945._Wojna_i_pok%C3%B3j

"1945. Wojna i pokój – książka Magdaleny Grzebałkowskiej wydana w 2015 w Warszawie przez Agorę; opisuje wydarzenia na ziemiach polskich w 1945 bezpośrednio po zakończeniu działań wojennych[1].

Książka ma formę reportażu. Każdy rozdział poprzedza wybór ogłoszeń prasowych z kolejnych miesięcy 1945[2]. Grzebałkowska skupiła się na opisie konkretnych ludzi i wydarzeń, bez przedstawiania całościowej panoramy „wielkiej historii” i kalendarium. Ukazała takie zjawiska, miejsca i wydarzenia jak: szaber, przesiedlenia Niemców i Polaków, Warszawę, Wrocław, Sanok, żydowski dom dziecka w Otwocku, katastrofę Gustloffa[3] czy postacie takie jak Bolesław Drobner czy Czesław Gęborski."


*
Według Wikipedii atak na Gustloffa był legalny.

https://pl.wikipedia.org/wiki/MS_Wilhelm_Gustloff

„Była to największa tragedia morska w zapisanej historii ludzkości (największa znana liczba ofiar zatonięcia jednego statku). Storpedowanie jednostki pomocniczej, idącej w konwoju okrętów wojennych, było jednak całkowicie zgodne z prawem wojennym, a konkretnie z układem londyńskim z 1936 roku, regulującym zasady prowadzenia wojny podwodnej.”

Nie można wykluczyć, że gdyby Gustloff płynął bez konwoju, cały oklejony wielkimi czerwonymi krzyżami, to i tak zostałby zatopiony, no, ale, wg Wikipedii, został zatopiony zgodnie z prawem wojennym.
   
Zginęło około 6600 osób, uratowano 1215.

W dalszym ciągu w.w. rozmowy zarysowała się różnica zdań, czy niemieckim cywilom (tym 6600, którzy zmarli z wychłodzenia, bo chyba nawet nie zdążyli się potopić, ale też generalnie) należy (przynajmniej w jakimś stopniu) współczuć, czy też, wedle maksymy,
Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę” dostali to, na co się pisali.

(Mnie jest znacznie bliżej do tego drugiego stanowiska. A w zasadzie to nawet stoję za nim, po drugiej stronie, tzn. b. daleko od jakiegokolwiek współczucia.)

Piszę w tym wątku, bo przypomniałem sobie, że dawno temu olka wskazywała, że od pewnego momentu Niemców nikt nie pytał o zdanie, nie mogli sobie wybrać innej partii, a co za tym idzie, innego kanclerza.

To prawda.

https://en.wikipedia.org/wiki/Adolf_Hitler%27s_rise_to_power#Chancellor_to_dictator

“Following the Reichstag fire, the Nazis began to suspend civil liberties and eliminate political opposition. The Communists were excluded from the Reichstag. At the March 1933 elections, again no single party secured a majority. Hitler required the vote of the Centre Party and Conservatives in the Reichstag to obtain the powers he desired. He called on Reichstag members to vote for the Enabling Act on 23 March 1933. Hitler was granted plenary powers "temporarily" by the passage of the Act.[104] The law gave him the freedom to act without parliamentary consent and even without constitutional limitations.”
Employing his characteristic mix of negotiation and intimidation, Hitler offered the possibility of friendly co-operation, promising not to threaten the Reichstag, the President, the States or the Churches if granted the emergency powers. With Nazi paramilitary encircling the building, he said: "It is for you, gentlemen of the Reichstag to decide between war and peace".[104] The Centre Party, having obtained promises of non-interference in religion, joined with conservatives in voting for the Act (only the Social Democrats voted against).[106]
The Act allowed Hitler and his Cabinet to rule by emergency decree for four years, though Hindenburg remained President.[107] Hitler immediately set about abolishing the powers of the states and the existence of other political parties and organisations. All other parties were formally outlawed on 14 July 1933, and the Reichstag abdicated its democratic responsibilities.”


No i tak sobie niemiecki lud jęczał pod hitlerowskim jarzmem przez dwanaście lat, aż go alianci wyzwolili.

Ale:

Przedwojenne Niemcy liczyły ca 60 milionów ludzi i prawie wszyscy byli piśmienni.

Gdyby tylko jeden promil populacji prowadził jakieś pamiętniki do szuflady, to uzbierałoby się ich ca sześćdziesiąt tysięcy. Powiedzmy, że połowa spłonęła czy zaginęła w wojennej zawierusze, zostałoby jeszcze trzydzieści tysięcy.

I tak sobie myślę, że gdyby tam można było znaleźć, w zapisach przed jesienią 1941 roku, kiedy atak na Sowiety zaczął zwalniać, więcej niż tylko pojedyncze głosy (bardzo przecież cichego i dyskretnego, bo tylko do szuflady pisanego) sprzeciwu, że oto napadamy kraj za krajem, rabując i mordując, to ktoś by te głosy już dawno zebrał i wydał.

Ale ponieważ (podejrzewam) takich krytycznych głosów było może 30, a może 300, na te szacowane 30.000 pamiętników, to żadna publikacja na ten temat nie powstała.

A zapewne też niełatwo byłoby dotrzeć do tych pamiętników.
Nawet gdyby ogłoszono konkurs z dużymi nagrodami, to pamiętnikarze raczej nie chcieliby się dzielić wpisami o tym, jak degustowali zdobyczne francuskie koniaki, itd. itp. 

Ale może ktoś coś wie, o jakichś pośrednich metodach badania, czy szacowania nastrojów w Niemczech w latach 1938-1941/1942?


13
Hyde Park / Odp: ELONA MUSKA „KOLONIA” NA MARSIE
« dnia: Listopada 12, 2025, 02:56:35 pm »
natomiast na Marsie nie ma mikrograwitacji ("nieważkości") tylko jest pioko 0,4 ciążenia ziemskiego.

Ja (oczywiście) pamiętam, że ciążenie na Marsie wynosi ca 0,4g.

W wywiadzie była chyba mowa także o (bardziej prawdopodobnej) bazie na Księżycu, a tam jest tylko 0,16g.
Wariant z nieruchomym terrarium byłby najprostszy.
Na ISS prawdopodobnie zmieściłaby się karuzela o średnicy co najmniej dwóch metrów, może bliżej dwóch i pół, która przy odpowiedniej prędkości obrotowej dawałaby myszom te ca 0,4g (albo tylko 0,16g).

14
Hyde Park / Odp: „Wysyłamy twojego syna na front!”
« dnia: Listopada 12, 2025, 01:14:13 pm »
Cet., czy naprawdę jesteś przekonany, że powinniśmy - jak straszni mieszczanie Tuwima, za przeproszeniem - widzieć wszystko oddzielnie (pomijając ew. rzeczy, które Ci akurat b. dobrze do tezy pasują, jak oczywiste wady Elona M. w innej tutejszej dyskusji ;))? I czy to nie będzie potwierdzeniem tezy Krasowskiego, że typowy inteligent (czy ma inicjały A.M., czy J.K.), najlepiej czuje się gdy dyskutuje o czystych, górnolotnych, ideach tak pracowicie oderwanych od życiowego konkretu, że nieprzydatnych w praktyce (a zająwszy stanowisko moralne sądzi, że już problem rozwiązał)?
(...)

(To samo zresztą można odnieść do sąsiedniej dyskusji o poborze - zasadniczo trudno się nie zgodzić, że przymusowe wzięcie w kamasze i poddanie traumatyzującemu szkoleniu, a bywa, że i wysłanie na linię walki, w najgorszym wypadku i bez ukończenia tego szkolenia, jest jakąś formą moralnego zła, zwł. że zwykle dotyka biedniejszych i mniej cwanych. Pytanie jednak jakimi konkretnymi alternatywami dla tego zła dysponujemy, w sytuacji, w której może grozić jeszcze gorsze - np. zderzenie z rozkręcającą się machiną ludobójstwa, z którą bezbronny z zasady wielkich szans nie ma.)

Pobór nie jest „jakąś formą moralnego zła”, tylko najwyższą formą, bo państwo przemocą wysyła ludzi na śmierć.

Nie chodzi o  „czystą, górnolotną, ideę [tak] pracowicie oderwaną od życiowego konkretu”, tylko o fundamentalną zasadę, o której praktycznej realizacji byłem i jestem gotów (w pewnych granicach) dyskutować.

Punkt wyjścia do ewentualnej dyskusji się nie zmienił (pisałem o tym, i to dość szczegółowo, w tym wątku wcześniej – sporo konkretów padło już w poście otwarcia, półtora roku temu):

Trzeba zdecydowanie podnieść podatki.
W tym wprowadzić podatki majątkowe, w tym od majątków posiadanych za granicą RP.
Od jutra.

To jest życiowy konkret.
   

15
Hyde Park / Odp: Czy narkotyki powinny być legalne?
« dnia: Listopada 12, 2025, 01:06:13 pm »
Przy tym system drogowy kraju i systemy komunikacyjne miast, to są naturalne monopole, praktycznie nie da się tego sensownie sprywatyzować.

Odróżnij zarządzanie czymś od prywatyzacji. Czy ja twierdziłem, że należy sprywatyzować drogi? Znów jakoś tak wychodzi, że mówiłem coś, czego nie mówiłem. Od dawna drogi w Polsce są budowane "prywatnie" ponieważ nie istnieją państwowe przedsiębiorstwa budowy dróg (ewentualnie może zostały jakieś "skamieliny", ale nie mają one żadnego znaczenia w wolumenie budów).

Jak najbardziej odróżniam.

Twoim zdaniem właściciel prywatny jest (prawie) zawsze znakomicie racjonalny.

System drogowy kraju i systemy komunikacyjne miast, w dającej się przewidzieć przyszłości, na 99,9% pozostaną własnością odpowiednio państwa lub samorządów.
W związku z tym budowy, rozbudowy, przebudowy i remonty będą zlecane w trybie przetargów.

Jeżeli nie masz żadnych propozycji, jak te przetargi można by usprawnić, to pozostaje tylko jałowe narzekanie - które być może/zapewne ma dla ciebie taką zaletę, że trochę obniża ci ciśnienie i/lub poprawia nastrój, ale w kwestii przetargów niczego nie zmienia.

Przetargi były, są i będą.

Wykonawcy robót są prywatni, ale zlecenia otrzymują w trybie przetargów, które krytykujesz, nie proponując jednak żadnych usprawnień w procedurach.

Cet., czy naprawdę jesteś przekonany, że powinniśmy - jak straszni mieszczanie Tuwima, za przeproszeniem - widzieć wszystko oddzielnie (pomijając ew. rzeczy, które Ci akurat b. dobrze do tezy pasują, jak oczywiste wady Elona M. w innej tutejszej dyskusji ;))?

Do Muska odniosłem się w wątku o Musku i jego opowieściach o kolonii.

Pomiędzy „widzeniem wszystkiego osobno”, a wrzucaniem wszystkiego do jednego kotła, istnieje całe spektrum możliwych sposobów organizowania dyskusji.
Jeden kocioł jest co najmniej równie zły, jak dzielenie problemów na zbyt małe obszary.

Moim zdaniem to super-oczywiste, ale, jeśli jest taka konieczność, wyjaśniam:

Substancje psychoaktywne to po prostu towar, proszek, tabletka, ew. wkład do e-papierosa  (gdyby marihuana była legalna, to byłoby lepiej, żeby ludzi wciągali ją bez smoły i pozostałych składników, będących efektem klasycznego palenia zielska).

Seks jest najbardziej osobistą/intymną relacją, jaka może zachodzić pomiędzy pełnoletnimi ludźmi.

Jeśli chcesz rozszerzyć obszar dyskusji o legalizacji narkotyków, to wręcz narzucającym się do analizy przypadkiem jest eksperyment, polegający na całkowitym zakazie obrotu substancją psychoaktywną, czyli amerykańska prohibicja w latach 1920-1933.

https://en.wikipedia.org/wiki/Prohibition_in_the_United_States

Na prohibicji wyrosły organizacje przestępcze, które potem (bez pośpiechu) zwalczano przez dekady, przez ca 50-60 lat.

Trzydzieści siedem lat zajęło uchwalenie RICO.

\https://en.wikipedia.org/wiki/Racketeer_Influenced_and_Corrupt_Organizations_Act

a potem jeszcze trzeba było zacząć ten akt stosować, przy czym, oczywiście, to nie jest magiczny środek, który powoduje, że mafia znika od samego pomachania egzemplarzem ustawy.

Dlaczego zorganizowana przestępczość dalej istnieje w USA, to temat na osobny duży wątek (w tej części, która nie dotyczy handlu narkotykami, tylko innych obszarów).

*
Teza maźka, że państwo jest aż tak niewydajne, że nie potrafiłoby zarabiać na dystrybucji towaru, którego hurtowa cena wynosi około dwa-cztery procent ceny detalicznej, jest … całkowicie nieuzasadniona (a w wersji „silnej” absurdalna).

No, tak sobie twierdzi i już. Kto mu zabroni.

To w zasadzie zamyka dyskusję.

Strony: [1] 2 3 ... 26