Polski > Lemosfera

Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku - Agnieszka Gajewska

<< < (10/11) > >>

liv:

--- Cytuj ---A jak pisze Kołakowski w pierwszym tomie "Głównych nurtów marksizmu".
--- Koniec cytatu ---
Łomatko, i Tyś to przeczytał? Te wielką czarną cegłę co leży u mnie już dobre 30 lat? Kupiłem bodaj pod koniec komuny, ale ze względu na grubość, tylko przekartkowałem z myślą - może kiedyś się przyda?
I zająłem się praktyczną stroną zagadnienia, znaczy demontażem tego ustroju :)
A właściwie realnej emanacji książkowej teorii. Chociaż kilka lat wcześniej krążył po uczelniach zbuntowany marksista, jakiś profesor,  i wykładał, że ustrój musi upaść zgodnie z teorią Marxa. Coś o trzech filarach było. O elicie partyjnej, która stała się klasą wyzyskującą etc. No, mniejsza...
Wracając do tekstu

--- Cytuj --- Z form rozwoju sił wytwórczych stosunki te zamieniają się w ich kajdany. Wówczas następuje epoka rewolucji socjalnej.
--- Koniec cytatu ---
To chyba słaby punkt. Marks nie przewidział , że kajdany mogą być wyłożone pluszem. Że mogą być wygodne, a maksymalizacja wygody to najwyższy cel większości ludzi.
A Lem to już zobaczył.
Więc, jaka tam rewolucja socjalna.
Do niej trzeba by ten kryzys wygenerować. Ale tym już zajmuje się kolejne pokolenie marksistów - frankfurterków  8)

A:

--- Cytat: liv w Maj 30, 2022, 11:49:57 pm ---
--- Cytuj ---A jak pisze Kołakowski w pierwszym tomie "Głównych nurtów marksizmu".
--- Koniec cytatu ---
Łomatko, i Tyś to przeczytał? Te wielką czarną cegłę co leży u mnie już dobre 30 lat? Kupiłem bodaj pod koniec komuny, ale ze względu na grubość, tylko przekartkowałem z myślą - może kiedyś się przyda?
I zająłem się praktyczną stroną zagadnienia, znaczy demontażem tego ustroju :)
A właściwie realnej emanacji książkowej teorii. Chociaż kilka lat wcześniej krążył po uczelniach zbuntowany marksista, jakiś profesor,  i wykładał, że ustrój musi upaść zgodnie z teorią Marxa. Coś o trzech filarach było. O elicie partyjnej, która stała się klasą wyzyskującą etc. No, mniejsza...

Wracając do tekstu

--- Cytuj --- Z form rozwoju sił wytwórczych stosunki te zamieniają się w ich kajdany. Wówczas następuje epoka rewolucji socjalnej.
--- Koniec cytatu ---
To chyba słaby punkt. Marks nie przewidział , że kajdany mogą być wyłożone pluszem. Że mogą być wygodne, a maksymalizacja wygody to najwyższy cel większości ludzi.
A Lem to już zobaczył.
Więc, jaka tam rewolucja socjalna.
Do niej trzeba by ten kryzys wygenerować. Ale tym już zajmuje się kolejne pokolenie marksistów - frankfurterków  8)

--- Koniec cytatu ---

Jeśli masz "Główne nurty..." Kołakowskiego wydane jeszcze przez "Kulturę" paryską, to może być ono obecnie cenne.
Wracając do tekstu Marksa. Tak, to słaby punkt. Zrozumiał to Lenin, tworząc partię kadrową złożoną głównie z inteligencji, bo to ona jest zdolna zrobić rewolucję, a nie proletariat. Wiedzieli też o tym tzw. doradcy "Solidarności".
Obecnie marksiści - frankfurterki, jak ich określiłeś, to przecież też nie robotnicy.
 

.chmura:
Jeszcze to, trochę opóźnione. Ukazało się m.in. w kwartalniku Zdanie, 1/2022, s. 77-78, nie mam dobrego linku. Chyba rymuje się z tą recenzją z "Twórczości" (https://forum.lem.pl/index.php?topic=2161.msg92396#msg92396).
*
"ZAGŁADA, MARKSIZM I GWIAZDY
Na stulecie urodzin Stanisława Lema 

Pamiętam stary drewniany dom na skraju wsi w Europie Środkowej i czytaną pod kołdrą, w świetle latarki, „Solaris”, która  była wtedy dla mnie dziwną, odstającą od ulubionej normy science fiction, opowieścią „o kosmosie”, „o rakietach” i o milczącym Oceanie Plazmy. Wabiły mnie te słowa jak ćmę i odpychały zarazem, bo autor marnował  oczywiste szanse i w książce nie było ani laserowych miotaczy, ani wężowych splotów, ani nawet różanych piersi. Potem, osłupiały, czytałem „Solaris” w warszawskim akademiku. Nadal zdarzało się, że opuszczałem wirtuozerskie opisy (np. budowanych z miliardów ton śluzu wizualizacji rzekomych matematyk Obcego, śnionych wiwisekcji Krisa Kelvina), a mimo to słowa Lema odzywały się we mnie, głucho, niejasnym przeczuciem, iż nic nie jest takie, na jakie wygląda. Piszę o Stanisławie Lemie; z puzzli składam obraz pisarza; próbuję zrozumieć, co przydarzyło się tamtemu dwunastolatkowi.
*
Tuż po wojnie, już w Krakowie, młody uchodźca ze Lwowa spotkał bliskiego przyjaciela Witkacego, doktora filozofii Mieczysława Choynowskiego, organizatora Konwersatorium Naukoznawczego Asystentów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Choynowski został mentorem Lema, Lem czytał, co mu podsunął Choynowski, dyskutowali. Przez ręce przyszłego autora „Solaris” przechodziły m.in. książki z zagranicy wysyłane dla zniszczonych polskich uniwersytetów. Studiował je ze słownikiem, bo nie znał angielskiego. W efekcie, zapewne jako jeden z pierwszych Polaków, zapoznał się m.in. z cybernetycznymi pracami Norberta Wienera, teorią informacji Claude’a E. Shannona i z najnowszymi koncepcjami neopozytywistów. Wrażenia z tych lektur mieszały się ze wspomnieniem egzekucji lwowskich Żydów i ‒ sądzę ‒ z fascynacją marksizmem. Ślady tych wspomnień i tej fascynacji pozostały z nim na zawsze.

Okupacyjna trauma na wiele sposobów powracała w książkach Lema. Niekiedy przypominała o sobie jawnie, np. w scenie łapanki w drugim tomie „Czasu nieutraconego”, w obrazach spopielonych i zmumifikowanych trupów w „Edenie” i „Niezwyciężonym”. Innym razem, skryta, czaiła się za opisami lęku i braku nadziei bohatera „Pamiętnika  znalezionego w wannie”, ukrywającego się w labiryncie Gmachu, który mógłby być lwowskim gettem. Najbardziej oczywistym przykładem jest jednak nocna rozmowa uczestniczących w Projekcie MAVO naukowców w wydanym w 1968 r. „Głosie Pana” i opowieść Rappaporta (czyli Lema), wspominającego kolejkę czekających na rozstrzelanie i chusteczkę esesmana, której niepokalaną bielą aryjski „bóg wojny” odgradzał się od mdlącego smrodu palonego żydowskiego ścierwa.

Natomiast fascynacja marksizmem zaowocowała m.in. serią wydanych przed 1956 r. opowiadań i powieści (np. „Astronauci”, „Obłok Magellana”). Za sprawą talentu autora skuteczniej propagowały one prostacki komunizm niż całe wydziały propagandy partyjnych komitetów. Ślady marksizmu przetrwały u Lema także w postaci przywiązania do wizji dziejów, czyli tzw. materializmu historycznego („histmatu”), które potwierdził np. artykułem opublikowanym w 1967 r. w „Gazecie Krakowskiej”. Ogólnie siłą napędzającą przemiany społeczeństwa jest u Lema zautonomizowany rozwój technologii, np. rozwój inżynierii genetycznej (jakby to ujął partyjny aparatczyk: „postępujący rozwój sił wytwórczych”). Ta fundamentalna dla marksistowskiej historiozofii myśl pojawia się w bardzo wielu, także późnych, jego wypowiedziach.

O wiele ważniejsze od wspomnień ze Lwowa i marksizmu okazały się jednak książki od Choynowskiego. Myślę, że spełniły rolę „generatora pomysłów”. Po przepuszczeniu przez filtr Lemowego mózgu zamieniały się w olśniewające pięknem sugestywnego języka i humorem opowieści, które po 1956 r. ogromnymi nakładami wdarły się w świadomość Polaków, zwłaszcza młodych Polaków. Myślę, że – przede wszystkim – interesowała Go nieskończoność, która w XX wieku, za sprawą wykładniczego postępu nauki, stopniowo otwierała się przed oczami zdolnych patrzeć. Jedni budowali nowe huty, inni stali w peerelowskich kolejkach, a Lem, w przebraniu „pisarza science fiction”, czytał, myślał i – zmagając się z cenzurą – pisał o skutkach opanowania przez ludzi kodu dziedzicznego, o fundamentalnej niemożności kontaktu małpiego potomstwa z planety Ziemia z ukrytą w kosmosie Obcością, o życiu duchowym komputerów.

Dziesiątkami milionów przetłumaczonych na wiele języków książek zachwycił nie tylko Polaków, lecz także Wschód i Zachód, czytelników w Rosji i w Niemczech, w Japonii i w Ameryce. O transhumanizmie pisał przed transhumanizmem. „Solaris” została sfilmowana najpierw przez genialnego rosyjskiego mistyka kina, Andrieja Tarkowskiego, guru Ingmara Bergmana, a potem  przez nagrodzonych Oscarami twórców z Hollywood: Stevena Soderbergha i Jamesa Camerona. Bohaterowie zaludniający dziś wyobraźnię przeciętnego mieszkańca Ziemi, tacy jak Terminator czy Matrix, w pewnym sensie są zatem potomstwem Stanisława Lema. 

A potem, w ostatnich latach życia, ostatecznie porzucił beletrystykę na rzecz eseistyki okołonaukowej i felietonów. Jakaż szkoda!

To prawda, dał się uwieść stalinowskiej nibyfilozofii i – chyba – nie przyznał się do tego nawet sam przed sobą. Inteligencja nie uchroniła młodego pisarza przed akceptacją marksistowskiej teorii rozwoju społecznego, a nawet przed wiarą w to, że Amerykanie zrzucają stonkę na polskie pola. Paradoksalnie, jakoś upodabnia go to do Leszka Kołakowskiego, z którym skądinąd wadził się do samego końca. Piszą jednak, że zapewne najsławniejszy dwudziestowieczny logik matematyczny Kurt Gödel umarł z głodu, bo mylnie sądził, że chcą go otruć i odmawiał jedzenia. Może to dobrze, że wszyscy bywamy omylni? Może nie byłoby twierdzenia o niezupełności, jeśliby mózg młodego Gödla nie był podatny na depresje? Może nie byłoby „Solaris”, gdyby mózg młodego Lema nie potraktował serio pięknych bajek o szczęściu powszechnym?     
*
Myślę, że mieliśmy szczęście, że ten wybitny ateista i sceptyk był z nami i z nami rozmawiał, nim nas porzucił. Zapewne powędrował w górę hierarchii Rozumów, za Honest Annie, opisanym  przez siebie milkliwym Komputerem Mędrcem. Jeśli tak, to mieszka teraz (tak przynajmniej zdaje się twierdzić Golem XIV, kuzyn Honest Annie) w listkach brzozy lub – może – w oceanicznych prądach Golfsztromu. Mieliśmy szczęście, bo bez opowieści Mistrza ze swoimi świętymi obrazikami, endemicznym antysemityzmem, niechęcią do książek i zamiłowaniem do teorii spiskowych bylibyśmy dziś w oczach rozwiniętego świata jeszcze bardziej prowincjonalni, dziwaczni, nieco kłopotliwi, lecz raczej śmieszni.

   Bogusław Czarny"

Q:

--- Cytat: .chmura w Lipiec 25, 2022, 06:02:37 pm ---nie mam dobrego linku
--- Koniec cytatu ---

A znajdzie się  ;):
https://gazeta.sgh.waw.pl/zaglada-marksizm-i-gwiazdy

Natomiast co do stonki, w której transport lotniczy z USA Lem ponoć wierzył - to słowo stało się ciałem:
https://gazeta.us.edu.pl/node/261901
Z tym, że to dziś... Jeśli chodzi o przeszłość:
https://forum.historia.org.pl/topic/15877-desant-stonki/
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=114358

I jeszcze drobny offtop, ale z podobnych spraw:
https://edition.cnn.com/2019/07/17/politics/lyme-disease-amendment-investigation/index.html
https://theconversation.com/no-lyme-disease-is-not-an-escaped-military-bioweapon-despite-what-conspiracy-theorists-say-120879

.chmura:
Q: "A znajdzie się  ;): https://gazeta.sgh.waw.pl/zaglada-marksizm-i-gwiazdy". 

Niestety, wersja, którą przywołujesz, Q, odrobinę różni się od oryginału. Na przykład, zamiast "mdlącego smrodu palonego żydowskiego ścierwa" .chmura widzi w niej "mdlącego smrodu palonych ciał". Dlatego napisałom "nie mam dobrego linku".

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Idź do wersji pełnej