Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Q

Strony: [1] 2 3 ... 1100
1
DyLEMaty / Odp: Matematyka krolowa nauk ;)
« dnia: Czerwca 18, 2024, 11:57:37 pm »
I może na tym skończmy w tym akurat wątku.

Ok. Jeśli chcesz - możemy dalej drążyć temat wypowiedzi Dragana tu:
https://forum.lem.pl/index.php?topic=478.75

2
DyLEMaty / Odp: Eksploracja podwodna
« dnia: Czerwca 18, 2024, 11:33:17 am »

4
DyLEMaty / Odp: Coś dla fanów "Star Wars" ;)
« dnia: Czerwca 17, 2024, 10:40:07 pm »
Wspominałem od niechcenia, lat temu parę, jak Starkiller jest tłumaczony. Dopadłem niedawno artykuł zawierający te wyjaśnienia, to go zlinkuję:
https://www.businessinsider.in/heres-how-starkiller-base-the-deadly-weapon-from-star-wars-that-can-blow-entire-planets-to-bits-works/articleshow/50388118.cms
Przy czym dodam jaka historia się za tym kryje. Otóż Alan Dean Foster - postać dla "SW" i "ST" prawie tak kluczowa, jak Lucas z Roddenberry'm - dostał do nowelizowana scenariusz "Przebudzenia Mocy", i w pierwszej chwili - na w/w wynalazek się w nim napatoczywszy - zaklął jakie to straszne bzdury, a potem przysiadł nad fizyką, by - mimo wszystko - jakieś logiczne uzasadnienie tych bzdur znaleźć, i spłodził co widać powyżej

I kolejna ciekawostka z lamusa - czyli pomysły twórców związanych z "SW" od lat (w tym A.D.F.) na zakończenie Sequeli (wszystkie lepsze od ostatecznych ;)): https://www.syfy.com/syfywire/star-wars-writers-predict-how-the-skywalker-saga-will-end
Z czego outline Fostera można znaleźć tu (tylko trzeba zjechać do "1 May 2018"):
https://www.alandeanfoster.com/version2.0/updatesframe.htm

5
DyLEMaty / Odp: Matematyka krolowa nauk ;)
« dnia: Czerwca 17, 2024, 10:25:10 pm »
Z pewną taką nieśmiałością, - bo już olka na chaos uwagę zwróciła, ale...

Natomiast ja primo nie przyjąłem żadnej postawy, wtóro już na pewno nie metafizycznej.

IMHO nieprzyjęcie postawy oznacza tu dopuszczenie wszelkich postaw.

Tezy Dawkinsa na temat "Boga urojonego" w żaden sposób nie wynikają z obserwowalnego. Dragan jest zmuszony stosować matematykę, chcąc mieć wyniki ilościowe. Teza, że można stworzyć inną matematykę pozostaje niedowodliwa, tzn. można, w obrębie tej matematyki, która jest. Więc raczej jeśli, to to twierdzenie pachnie metafizyką.

Ciekawe jak różnie można rozumieć te same teksty. Jak dla mnie z Dawkinsem był ten kłopot, że - poza bawieniem się we wskazywanie sprzeczności w doktrynach, czy świętych tekstach - zasadniczo wyważał otwarte drzwi, czyli detalicznie rozwijał myśl Laplace'a, że stojąc na gruncie naukowym nie potrzebujemy wiadomej hipotezy - co do zajadłych metafizyków i tak nie trafi, a dla scjentystów jest oczywiste, niemniej dla tzw. szerokich mas może być odkryciem - i tu bym jednak dopatrywał się niejakiej wartości jego wypracowania ;).
Myśl Dragana natomiast rozumiem trochę w duchu "Perfekcyjnej doskonałości" Dukaja, tj. czytam ją tak, że zasadniczo - o ile rozum - nasz, czy jakichś GOLEM-ów po nas, pozwoli - nic nie stoi na przeszkodzie byśmy z czasem - rozszerzając granice i dostępnego empirii, i rozumowania, stworzyli wszystkie możliwe matematyki*, natomiast punktem wyjścia są warunki fizyczne, w których tkwimy** (podczas gdy dla istot w innych warunkach fiz. ukształtowanych - horyzont do którego będą zmierzać jest ten sam, tylko punkt wyjścia inny; i nie widzę tu metafizyki przynajmniej o tyle, że teoretycznie da się to kiedyś zweryfikować, o ile stosownych Obcych odkryjemy). Przy czym - owszem - platonik ten argument gładko odwróci, twierdząc, że różne Rozumy od rozmaitych stron mogą się zanurzać w istniejący świat idei.

* Argumentem na rzecz tego, poza opowiadaniem przytoczonym przez LA, i Twoimi młodzieńczymi pomysłami, będą oczywiście wszelkie geometrie nieeuklidesowe.

** O czym, z pokorą, warto pamiętać na etapie naszego obecnego prymitywizmu.

6
DyLEMaty / Odp: Korone zawirrowania
« dnia: Czerwca 17, 2024, 05:56:28 pm »
Poniekąd się zazębia, choć tu nie o konkretną szczepionkę chodziło, a o chaos:
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/30138075/

7
DyLEMaty / Odp: Religijna Rzeźba
« dnia: Czerwca 17, 2024, 05:48:07 pm »

8
DyLEMaty / Odp: Matematyka krolowa nauk ;)
« dnia: Czerwca 17, 2024, 12:13:16 pm »
Hej, ostrożnie z życzeniami ;)
Gdyby wszyscy nastolatkowie wymyślali nową matematykę albo zastanawiali się nad piątym postulatem Euklidesa czy innymi problemami Hilberta, to kto by - po upływie kilku lat - sprzątał, kanalizował, wycierał i gasił? ;)

Toś mi przywalił, argumentem przez samego Mistrza używanym, ale... czy historia Srinivasy Ramanujana:
https://en.wikipedia.org/wiki/Srinivasa_Ramanujan
..nie pokazuje, że da się łączyć uprawianie matematyki z najbardziej przyziemnymi zajęciami? ;)

@maziek

Chodziło mi o to, że jeśli przyjmujesz podstawę empiryczno-realistyczną, to tezy Dragana i Dawkinsa w zasadzie same wynikają z obserwowalnego. Natomiast jeśli.zaczynasz widzieć w metafizyce - choćby potencjalnie - coś więcej, niż pułapkę, jaką mózg może zastawić sam na siebie, to wtedy hulaj dusza - i matematyka po platońsku ujęta jest możliwa, i Bóg, i co tam tylko sobie wymyślisz...

9
DyLEMaty / Odp: Matematyka krolowa nauk ;)
« dnia: Czerwca 16, 2024, 11:42:44 pm »
Może ten?
https://samolit.com/authors/1453/

Notabene, tenże autor ma w swoim dorobku opowiadanko "W odwiedzinach u kurdla", inspirowane, jak sama nazwa wskazuje, "Podróżą czternastą":
https://topreading.net/bookread/90901-vladimir-tretyakov-v-gostyah-u-kurdlya

Dzięki. Czyli wszystko w lemowskiej rodzinie by zostało ;). Swoja drogą wyjdzie na to, że fizycy - bo i on, i Dragan - widzą skąd matematykom nogi wyrastają ;). Trzeba dokonać zmiany na stanowisku królowej nauk? ;)

Hoko - rojenia nastolatka.

Gdybyż wszyscy nastolatkowie o takich rzeczach roili... ::)

10
DyLEMaty / Odp: AI - przerażająca (?) wizja
« dnia: Czerwca 16, 2024, 04:25:29 pm »
rozważania Kartezjusza wyszły przecie od tego typu idei.

Ale one przecie niewiele warte. Raz, bo z cogito nie wynika wcale sum. Dwa - bo i samo cogito jest arbitralne. (Byla zresztą o pierwszym i drugim mowa.) Trzy, bo więcej tam dziwnych pomysłów było - i tu posłużę się linkiem od pierwszego z niedawno wspominanych kolegów, z którym sobie niedawno o Descartesie gadaliśmy (od strony 135):
http://fizyka.umk.pl/~duch/Wyklady/Kog1/Dodatki/Kognit-cale.pdf

11
Hyde Park / Odp: „Wysyłamy twojego syna na front!”
« dnia: Czerwca 16, 2024, 03:58:59 pm »
ten eksperyment myślowy z jawnym referendum pokazuje, że zwolennikami poboru są głównie ci, którym on osobiście nie grozi, a swoje dzieci, dalszych krewnych i znajomych potrafią ochronić przed poborem.

IMHO - abstrahując od głównego toku dyskusji - pokazuje raczej, że kiedy zaczynasz myśleć "dlaczego ja, a nie syn milionera czy deputowanego?" (jak pod politycznym linkiem), ew. po prostu - "dlaczego ja, a nie głosujący przeciw?", patriotyczne zapały mogą minąć. Ergo: tak poprowadzone referendum byłoby b. skutecznym sposobem na rozbicie narodowej/obywatelskiej/whatever jedności, tak samo zresztą, jak byłby nim widok uchylających się - skutecznie i bez konsekwencji - Musiów (a może nawet bardziej - bo można wzmóc się patriotycznie na złość Musiom - kłania się mickiewiczowskie plwanie na skorupę).

12
DyLEMaty / Odp: Matematyka krolowa nauk ;)
« dnia: Czerwca 16, 2024, 01:44:26 am »
Dobre, w tradycji finału "Podróży dwudziestej piątej" i "Nastania nocy", ale jakby głębsze. Ten Tretiakow był autorem?
https://ru.wikipedia.org/wiki/Третьяков,_Владимир_Евгеньевич
Ciekawe też, czy Kandel znał, bo jego "Fuzzy Logic" idzie w nieco podobnym kierunku:

FELIX: Udowodnię panu nierzeczywistość tego świata.
   DR BENJAMINE: Zgoda.
   FELIX: Jeśli to wszystko istnieje naprawdę, doktorze Benjamin,
dlaczego dłużej zabiera panu dotarcie do celu podróży niż powrót z
niego?
   DR BENJAMINE: Nie pojmuję. To jedno z praw natury. Idę do kliniki
- zabiera mi to dziesięć minut. Wracam w trzy. Pomyśl, o ile trudniej
byłoby iść gdziekolwiek wiedząc, że powrót zajmie ci tyle samo czasu.
   FELIX: W realnym świecie odległość nie zmienia się w zależności od
kierunku. Odległość jest równa prędkość razy czas. Kropka. Jeśli ktoś
idzie w tym samym tempie, odległość, jaką przebywa, jest wprost
proporcjonalna do czasu, jaki idzie. TO jest prawo natury, doktorze
Benjamin. Podstawowe prawo Newtona. Uczyli nas tego w szkole
średniej, a może nawet pod koniec podstawowej.
   DR BENJAMINE: Interesujące.
   FELIX: A ten pomysł z wielokrotnymi ludźmi i ich liczbą zależną od
pozycji w hierarchii jest zupełnie idiotyczny.
   DR BENJAMINE: Masz na myśli...
   FELIX: Na przykład, jest sześciu doktorów Hopkinsów.
   DR BENJAMINE: Im więcej obowiązków ma do wypełnienia dana
osoba, tym więcej miejsc wolno jej zajmować jednocześnie. Nie ma w
tym nic irracjonalnego. Gdyby tak nie było, życie stałoby się niemożliwe.
Jak mielibyśmy funkcjonować?
   FELIX: Poza tym w realnym świecie nie można być w dwu miejscach
jednocześnie. (Na stronie.) Chyba, że jest się chmurą elektronową albo
jednym z tych egzotycznych zjawisk rodem z mechaniki kwantowej,
których nikt nie rozumie.
   DR BENJAMINE: Pomyśl o tych wszystkich komisjach, w których
doktor Hopkins musi pracować. Nie byłby w stanie...
   FELIX: I to trzymanie kciuków, gdy najjaśniejsza gwiazda twojej
osobistej konstelacji osiąga azymut. Jak dorosły człowiek może brać coś
takiego serio? Śmiechu warte.
   DR BENJAMINE: Każdy człowiek ma tylko trzy specjalne życzenia na
całe życie. Musi więc być niezwykle ostrożny, by nie zmarnować...
   FELIX: Tam, skąd pochodzę, życzenia się same nie spełniają, czy się
trzyma kciuki, czy nie.
   DR BENJAMINE: To musi być ponury kraj. Ten, z którego
pochodzisz.
   FELIX: A o związkach przyczynowo-skutkowych można tu zapomnieć.
Ten sposób, w jaki rzeczy się pojawiają. Samochody, baseny, domy.
   DR BENJAMINE: To prawda. Ale przecież w końcu ktoś musi za to
zapłacić. Albo wybudować. To z całą pewnością przyczyna i skutek.
   FELIX: A przy grze w kule? Musicie mieć zawsze w ręku dużą liczbę 
dodatkowych kul, nieprawdaż?
   DR BENJAMINE: Do czego zmierzasz?
   FELIX: Kula leci w górę i nie ma jej przez połowę czasu.
   DR BENJAMINE: I co w związku z tym?
   FELIX: Tam, skąd pochodzę, wszystko, co leci w górę, musi w końcu
spaść.
   DR BENJAMINE: Wszystko, co leci w górę, musi spaść? Jeśli to
byłoby prawdą, Feliksie, fontanny, na przykład, nigdy nie wymagałyby
dodatkowej wody. Można by mieć tyle fontann, ile dusza zapragnie.
Miasto miałoby nie jedną, lecz kilkadziesiąt. Poza tym ta twoja zasada 
nie jest symetryczna. A może jest ? Jeśli wszystko, co leci w górę, w
końcu spadnie, to także wszystko, co spada, powinno  kiedyś wzlecieć w
górę - ale tak nie jest, prawda? W takim przypadku deszcz padałby przez
połowę czasu w górę, zgadzasz się ze mną? A przecież tak nie jest, czy
tak?
   FELIX (do siebie, wspierając głowę na dłoni): Czasem wydaje mi się,
że jestem w przedszkolu, a dyskusja toczy się na temat
równoległościanów w przestrzeni n-wymiarowej.
   DR BENJAMINE: Słucham?
   FELIX: I to ubranie. (Spogląda na szlafrok i wzdycha.) Kto to
zaprojektował?
   (Długa przerwa. W Camden College dr Benjamine odkłada kredę i
traci koncentrację. Widzi, jak jego szansa na awans spływa do ścieku w
akompaniamencie długiego, przygnębiającego, spiralnego bulgotu.
Studenci kręcą się niespokojnie na swoich miejscach. W końcu Felix w
Bradford Specific zaczyna mówić...).
      Prowadzili badania nad paralogiką. Chciał pan usłyszeć, jak to
wszystko się zaczęło, prawda, doktorze? Benjamin, tak? Nie jestem już
tak dobry w zapamiętywaniu nazwisk. Przebyłem już tyle światów lub
raczej nieświatów, albo quasiświatów, cokolwiek to znaczy. Nie będę
panu opisywał wszystkich krok po kroku. To zajęłoby wieczność. A poza
tym to nieciekawe. Tak nieciekawe, jak ten wasz mały świat. Dlatego, że
nie istnieje naprawdę, rozumie pan? Gdy rzeczy nie istnieją, można nimi
dowolnie manipulować, same w sobie nie mają żadnego znaczenia, jak
manekiny za szybą sklepu lub jak monety z czerwonego plastyku, które
kiedyś, dziesięć lat temu, dawały wstęp na jakąś zabawę, gdzieś w jakimś
dawno zapomnianym miejscu.
   Kalifornia była już planetą, wyspą koło Bermudów, miastem w stanie
Utah, czymś w rodzaju biblijnego Tofetu lub metafizycznego więzienia
dla niewierzących (niech mnie pan nie prosi o bliższe wyjaśnienia), firmą
produkującą okulary, przytułkiem dla samotnych matek, wulkanem i setką
innych rzeczy. Przestałem to wszystko zapisywać już dawno temu.
   To właśnie w prawdziwej, oryginalnej Kalifornii, na Uniwersytecie w
Berkeley, przeprowadzono ten eksperyment z sieciami neuronowymi i
ludzkim mózgiem. Jakiemuś postrzelonemu profesorowi udało się zdobyć
grant NSF na ten bezsensowny, nikomu niepotrzebny projekt. Aha, NSF
to National Science Foundation. Dla pana to musi brzmieć jak suahili,
doktorze Benjamin.
   Nie ulega wątpliwości, że eksperyment był pociągający dla jakiegoś
dupka z Waszyngtonu.
   Nie, nie waszego Waszyngtonu.
   Zgłosiłem się na ochotnika jako obiekt badania. Widzi pan,
studiowałem wtedy psychologię. Och, znowu pan pewnie nie rozumie.
Studenci psychologii są ciągle wykorzystywani jako króliki
doświadczalne - to tradycja, która sięga czasów jeszcze przed Skinnerem.
Oglądamy obrazki lewym okiem, potem prawym okiem, zapamiętujemy
słupki liczb, trwamy w bezsenności, chodzimy z przypiętymi elektrodami,
łykamy placebo, reagujemy na wynajętych aktorów w trudnych
sytuacjach grupowych, podczas gdy ludzie za lustrami robią notatki; ze
stoickim spokojem obnażamy żyły przed strzykawkami do pobierania
krwi. W tym konkretnym eksperymencie mieli zamiar wpuścić jakiś
superkomputerowy program Z do mojego ośrodka koordynacji,
położonego gdzieś w lewej półkuli. Nazywa się chyba cortex -
zapomniałem już łacińską anatomię. Chodziło też o jakąś substancję
hormonalną podobną do progesteronu.
   Żadna z tych rzeczy nie powodowała u mnie szczególnie
nieprzyjemnych uczuć. Kładziesz się, a maszyny szumią nad twoją głową.
Co jakiś czas ktoś pyta cię, jak się czujesz. Trochę słabo poczułem się
tylko w jednym momencie - gdy ładowali we mnie tę swoją
supernowoczesną paralogikę. Pojawiło się lekkie uczucie pływania, lecz
myślałem, że nie ma nic wspólnego z eksperymentem. Myślałem, że to po
prostu dlatego, że zbyt długo byłem pozbawiony kofeiny.
   Od której jestem uzależniony.
   Pamiętam, jak profesor Stanley pomagał mi usiąść mniej więcej godzinę
później, gdy zabrali już te swoje wykresy, skany i zdjęcia. Zapytał mnie,
czy życzyłbym sobie filiżankę... filiżankę herbaty. I pamiętam, jak
odpowiedziałem: "Czy chcę filiżankę herbaty? Czy papież jest
katolikiem?" - z tym, że nigdy nie dotarłem do słowa "katolik". Moje usta
uformowały się na "p", wargi zetknęły, gotowe rozewrzeć się z
niewielkim pyknięciem, ponieważ "p" jest zgłoską jednocześnie
dwuwargową i wybuchową, również bezdźwięczną, gdy...
   Mój sposób myślenia, widzi pan, stał się dziwnie metodyczny, a
poczucie czasu przestawiło się na kompletnie inne tory,  jak bym wziął
jakiś silny narkotyk. Czas spowolniał prawie do zatrzymania, a ja
kontemplowałem to drugie "p" w "papieżu", nie za bardzo mogąc dojść
do konkluzji, którą było to niewielkie pyknięcie, poprzedzające miękkie
przejście do "e".  Zacząłem też rozważać szersze zagadnienie: dlaczego
w naszym języku są dwa "ż". Chodzi mi o to, że moglibyśmy
zdecydować się na "ż" lub "rz", skoro i tak nie ma różnicy w ich
wymowie. Mamy dwudziesty wiek, prawie dwudziesty pierwszy, a nasza
kultura chyli się stopniowo ku gospodarczemu, społecznemu, moralnemu,
a nawet lingwistycznemu upadkowi.
   Nagle znalazłem się jakby kilkaset lat wcześniej, kiedy nadmiar zgłosek
nie był dla nikogo problemem. Niezwykle żwawa i głośna zakonnica
strofowała wszystkich dookoła. Zakonnica pojawiła się zapewne przez
skojarzenie z papieżem i moje żartobliwe pytanie o jego katolicyzm, choć
jak już wcześniej wspomniałem, nigdy nie udało mi się dotrzeć do słowa
"katolik". W każdym razie nie w tym świecie.
   Powinienem chyba powiedzieć raczej: w tamtym świecie.
   Pomiędzy tym światem a tamtym i jeszcze którymś, doktorze Benjamin,
spędziłem dużo czasu w stanie całkowitego zdezorientowania.
Szczególnie, gdy zdałem sobie sprawę, że to nie halucynacje. Choć
aksjomaty ulegały zmianie, twierdzenia i wypływające z nich za każdym
razem wnioski postępowały (proszę wybaczyć mi tę metaforę), jak
żołnierz, maszerujący krok w krok za drugim. Ta cykliczna logika nie
była ani trochę para. Halucynacje, nawet te najbardziej sugestywne, nie
dają takiego efektu. Nie trwają także przez miesiące i lata bez żadnych
dodatkowych objawów, jak chociażby czkawka.
   Odkryłem, że to ja zapoczątkowywałem moje skoki z jednego świata
do drugiego. Działo się to wtedy, gdy mówiłem - lub raczej próbowałem
powiedzieć - słowo "herbata". Oczywiście z tym wyjątkiem, że nie było
to tak naprawdę słowo "herbata", ponieważ gdyby właśnie "herbata" była
tym słowem i bym je wypowiedział, chwilę później już by mnie tu nie
było, a pan zostałby w tym pokoju sam ze sobą lub, być może, przestałby
pan istnieć... Tak naprawdę nie wiem, co by się z panem stało.
   To nie herbata, lecz inny popularny napój, który podaje się w
filiżankach i zawiera kofeinę. Jest ciemnobrunatny, zaczyna się na literę
"k" i przyrządza się go ze zmielonego ziarna. Wracając do mojej
opowieści - gdy profesor Stanley zaproponował mi filiżankę herbaty, tak
naprawdę chodziło mu o filiżankę czegoś innego, czego nie mogę nazwać
lub raczej nie chcę nazwać, bo, szczerze mówiąc, mam już dość tych
cholernych skoków.
   I w żadnym z tysięcy, a może nawet milionów światów, które
odwiedziłem, o czym pan oczywiście nie może wiedzieć, nie było napoju
"k", za filiżankę którego, może mi pan wierzyć, chętnie zaprzedałbym
duszę diabłu. Czasem jak zamknę oczy, prawie czuję ten zapach. Zapach
ziemi, ciemnej, żyznej gleby, bambus, gęste, wilgotne zarośla i cierpliwi
ciemnoskórzy tubylcy, rozmawiający cicho, z zadowoleniem o mało
istotnych rzeczach w cieniu dużych liści w kształcie ostrza.
   To właśnie jest rzeczywistość. Rzeczywistość, którą tak długo i uparcie
starałem się przywrócić. Na próżno. To jak wędrowanie po pokojach
labiryntu. Wie pan co to znaczy, doktorze? Labirynt luster, labirynt drzwi,
a ja idę od lustra do lustra i od drzwi do drzwi. Wymawiając... to
dwusylabowe zaklęcie.
   I nie mogę się wydostać.
   Nazywam się Felix Yuhas. Moi rodzice, John i Lavinia, byli
nauczycielami. Dorastałem w Muncie w stanie Indiana. Potem poszedłem
na studia do Berkeley. W pracowni komputerowej wengramowali swój
program Z do mojej kory mózgowej, podmienili moją własną sieć
neuronową, tak przypuszczam, na jakąś inną - nieludzką, i na pewno
właśnie to wepchnęło mnie w ten przypuszczalnie nieskończony nurt,
matrycę kontinuów, cokolwiek to znaczy.
   Lub, jeśli pan woli, matrycę ciągłych rzeczywistości.
   Coś jakbyśmy wszyscy byli tymi srebrnymi kuleczkami albo kulkami od
łożysk, poukładanymi w zagłębieniach kawałka tektury - znacie w
waszym świecie ten rodzaj zabawek do trenowania zręczności ręki?
Wszystko przykryte jest plastykowym wieczkiem - i jedna z tych kul
wypadła z powodu jakiegoś głupiego eksperymentu. Teraz toczy się od
jednej dziury do drugiej, zbyt szybko jednak, by dało się ją zatrzymać w
pustym zagłębieniu. Grający musi więc bardzo ostrożnie potrząsać
zabawką, by ustawić kulkę w prawidłowej pozycji i jednocześnie ją
spowolnić.
   Byłem już szambelanem w Delaware, niewolnikiem na galerach na
Missisipi, sprzedawałem ubezpieczenia w Stanach Zjednoczonych Prus,
pompowałem benzynę w centrum sklepowym nad zatoką w Południowej
Dakocie, jeśli to cokolwiek dla pana znaczy, a także pracowałem jako
praczka w burdelu wysokiej kategorii pod Bostonem. Miałem tuziny żon,
psów, kotów oraz jedno czy dwoje dzieci. Zwykle wytrzymuję to jednak
tylko przez tydzień.
   Mam kłopoty ze spaniem i zawsze jestem zmęczony. To tak, jakby stale
zmieniać strefy czasowe. Śni mi się, że piję, wie pan co - ten cudownie
aromatyczny i głęboko odprężający napój, którego filiżankę profesor
Stanley zaproponował mi nieokreśloną liczbę lat, a może już dekad temu.
   Dwukrotnie byłem na księżycu. Dziesięciokrotnie w izbie wytrzeźwień.
Także około dziesięć razy dekorowano mnie za odwagę w walce. Pociski
jednakże zawsze mnie omijały, szable i kopie zawsze chybiały, czy to na
polu bitwy czy poza nim, więc nie mogę uważać się za szczególnie
odważnego. Myślę, że program Z ma jakąś podprocedurę, która nie
pozwala, by moje biologiczne istnienie zostało przerwane. Raz czy dwa
próbowałem popełnić samobójstwo, lecz to również mi się nie udało... jak
pan wie.
   DR BENJAMINE: Próbowałeś samobójstwa, ponieważ czułeś, że nic
nie mogło wyrwać cię z twojego stanu. Czułeś, że żyjesz w śmiesznym
nierealnym świecie i nie potrafisz powrócić do prawdziwego życia.
   FELIX: Gdzie prawa natury mają sens, a nie są wyciągane jak króliki z
kartonowego kapelusza.
   DR BENJAMINE: Nie jestem pewien, co miałeś na myśli, mówiąc o
kartonowym kapeluszu.
   FELIX: Wydaje mi się, że myślałem o doktorze  Seuss.
   DR BENJAMINE: To psychiatra?
   FELIX: Pseudonim. Naprawdę nazywa się Giesel albo Geisel. To bez
znaczenia. Nie żyje.
   DR BENJAMINE: Prawa natury w tym świecie, który nazywasz
domem, wydają mi się takie nieprzejednane. Takie surowe, bezlitosne.
   FELIX: To prawda. Takie właśnie są.
   DR BENJAMINE: Nie można być w dwu miejscach jednocześnie. Nie
można mieć specjalnych życzeń. I odległości są takie same we
wszystkich kierunkach, bez względu na to, w którą stronę się idzie.
   FELIX: A najkrótsza droga między dwoma punktami to zawsze i tylko
linia prosta.
   DR BENJAMINE: Naprawdę?
   FELIX: To są PRAWA. Nie da się ich naginać. Nie ma od nich
wyjątków - jeśli je znajdziesz, prawa przestają być prawami. Fizyczne
prawa wszechświata są jak... jak żelazne pręty klatki, więzienia. Osoba
znajdująca się w środku zupełnie ich nie obchodzi.
   DR BENJAMINE: A ty byłbyś szczęśliwy, mogąc powrócić do tego
więzienia?

13
Hyde Park / Odp: Sprawy różnakie
« dnia: Czerwca 15, 2024, 11:58:12 pm »

14
Hyde Park / Odp: Co jeść? - wątek kulinarny
« dnia: Czerwca 15, 2024, 11:52:52 pm »

15
Lemosfera / Odp: Wokół Lema się dzieje
« dnia: Czerwca 15, 2024, 03:47:34 pm »
Tymczasem - jak mnie kolega z ST.pl poinformował - Przedszkolu nr 431 w Warszawie oficjalnie imię Lema nadano:
https://przedszkole431.pl/nadanie-imienia/
https://przedszkole431.pl/patron-przedszkola-431/

Strony: [1] 2 3 ... 1100